Zniszczone miasto Homs

Zniszczone miasto Homs (fot. smallcreative / Shutterstock)

społeczeństwo

"Zasnęliśmy z reżimem, a obudziliśmy się z Wolną Armią Syrii"

Szaban al-Hedira mieszkał z rodziną w Ar-Rakce. Dnie spędzał w swojej aptece, a później relaksował się w swojej ulubionej kawiarni na ulicy Tall Abjad. Wiódł spokojne, dostatnie życie. Wszystko zmieniło się w 2011 roku. Historię Szabana opisał Paweł Pieniążek w książce "Po kalifacie. Nowa wojna w Syrii". Autor spędził tam dziewięć miesięcy przyglądając się gwałtownym zmianom zachodzącym w północno-wschodniej Syrii.

Nowy rozdział*

W 2014 roku wydawało się, że wojna w Ar-Rakce dobiegła końca. Przynajmniej taką nadzieję żywiło wielu jej mieszkańców. Po trzech latach bezhołowia to miał być nowy rozdział w ich życiu. I rzeczywiście był nowy, chociaż inaczej, niż to sobie wyobrażali. Tłum wiwatował. Ludzie machali rękami, krzyczeli z radości i robili zdjęcia. Wówczas było to wciąż dozwolone. Wśród nich stał 36-letni Szaban al-Hedir, którego serce napełniło się nadzieją po raz drugi od wybuchu arabskiej wiosny. Szaban to krępy mężczyzna, zawsze ostrzyżony niemal na zero, dzięki czemu trudniej dostrzec łysinę. Równie krótko ścina zarost. Ma jedne z najsmutniejszych oczu, jakie widziałem. W przeciwieństwie do innych nie okazywał wylewnie emocji.

Zwolennicy Państwa Islamskiego (fot. Musaib Mushtaq / Shutterstock)
Zwolennicy Państwa Islamskiego (fot. Musaib Mushtaq / Shutterstock)

Ludzie przyglądali się, jak do miasta wjeżdżała ogromna kolumna pojazdów należących do Państwa Islamskiego. Jego bojownicy chcieli się pochwalić, co zdobyli w Iraku i Syrii. Uciekające w popłochu armie zostawiły nacierającym dżihadystom mnóstwo śmiercionośnego sprzętu, w tym ten podarowany przez Amerykanów. Do Ar-Rakki wjechały pick-upy toyoty hiluxy, które z zamontowanymi na pace karabinami maszynowymi są uniwersalnym narzędziem wielu armii i bojówek na całym świecie, humvee i amerykańskie pojazdy opancerzone, a także mnóstwo radzieckiego sprzętu, który wykorzystują armie Syrii i Iraku, czołgi i artyleria. Zamaskowani dżihadyści nieśli karabiny i wyrzutnie rakiet, a przede wszystkim - czarne flagi, symbol Państwa Islamskiego.

Wiele z tych rzeczy Szaban widział po raz pierwszy w życiu. Szczególne wrażenie zrobił na nim taktyczny zestaw rakietowy Scud. Nie wiedział, że jest tak duży. Sama rakieta ma około jedenastu metrów. Ogrom broni powodował, że Szaban czuł zadowolenie i strach. Widowisko kojarzyło mu się z moskiewską paradą na 9 maja, którą oglądał w telewizji. Tylko że ta odbywała się na żywo. Był to orszak zwycięstwa. Wówczas zdawało się, że nie ma takiej siły, która mogłaby powstrzymać Państwo Islamskie. Jedynie krążący po niebie samolot zwiastował nieszczęście, jakie miało spotkać miasto w niedalekiej przyszłości. (...)

Pozorny spokój

Rodzina Szabana al-Hedira radziła sobie dobrze w ramach obowiązującego systemu. Mieszkała w Ar-Rakce od kilku pokoleń. (...) Urodził się jednak nie w Ar-Rakce, ale niemal dwa tysiące czterysta kilometrów na północny zachód. W Rzymie. Dziadek Szabana wysłał jego ojca na studia do Włoch. Ojciec skończył tam medycynę i uzyskał specjalizację z pediatrii. Dziadkowi bardzo zależało na tym, by jego dzieci były dobrze wykształcone. Tak bardzo, że potem wysłał też do Włoch swoje dwie córki. Jak twierdził Szaban, wcześniej żadna z kobiet z Ar-Rakki nie wyjechała za granicę na studia. To były lata 60.

Zniszczone miasto Homs (fot. Shutterstock)
Zniszczone miasto Homs (fot. Shutterstock)

Rodzinie się powodziło. Szaban dość często podróżował, na co nie mogła sobie pozwolić większość Syryjczyków. Odwiedził Rumunię, Bułgarię, Turcję i Ukrainę. Zachwyciła go Odessa. Jego młodszy brat Fahed najpierw studiował marketing w Ar-Rakce na prywatnym uniwersytecie, a potem w Egipcie rozpoczął studia podyplomowe MBA. Wraz z rodziną mieszkali w okazałych domach, których nie ma tak wiele w Ar-Rakce. Szaban też wyjechał, żeby się kształcić, ale do zupełnie innej części Europy - do Kiszyniowa, stolicy Mołdawii. Tam podjął studia farmaceutyczne. Podobało mu się miasto, zapamiętał Mołdawian jako życzliwych ludzi. Po skończonych studiach wrócił do Ar-Rakki. Tu otworzył aptekę. (...)

Gdy Szaban chciał mieć trochę czasu dla siebie, udawał się na ulicę Tall Abjad, gdzie mieściła się jego ulubiona kawiarnia. Nazywała się Hawana. Szaban zamawiał tam cappuccino i argilę, fajkę wodną ze smakowym tytoniem, która w Syrii cieszy się ogromną popularnością. Sam lokal nie wyróżniał się niczym specjalnym. Dla Szabana nie wystrój był najważniejszy, ale atmosfera, którą tworzyli przychodzący tam przyjaciele.

Określał się jako umiarkowany muzułmanin. Religia była dla niego ważna. Modlił się, chodził do meczetu i pościł. Gdy spotkaliśmy się w domu jego dziadka, zgodnie z obyczajem widziałem się tylko z mężczyznami. Kobiety przygotowywały napoje i jedzenie, ale podawały je przez lekko uchylone drzwi. Szaban twierdził, że pewnych norm nie można było przekraczać, ale nikomu nie zabraniano wierzyć w to, co chciał. Obok niego mieszkali chrześcijanie i uważał, że pozostawali w dobrych relacjach. W mieście żyli też niepraktykujący muzułmanie i ateiści. - Mieliśmy sklepy z alkoholem, ale nie cieszyły się dużą popularnością, bo mało kto pił - mówił Szaban. - Nikt nikogo nie zmuszał do praktykowania islamu. Uważał, że w Ar-Rakce nie było żyznego gruntu dla radykałów. Mimo dostatku i spokoju czegoś mu jednak brakowało w asadowskiej Syrii. (...)

Damaszek przed wybuchem wojny (fot. Serkan Senturk / Shutterstock)
Damaszek przed wybuchem wojny (fot. Serkan Senturk / Shutterstock)

Początek

Początkiem arabskiej wiosny stał się akt samospalenia dokonany przez tunezyjskiego handlarza ulicznego Mohameda Bouaziziego. W Syrii jego czyn powtórzył Hasan Ali Akleh, ale nawet to nie wywołało poruszenia. Wydawało się, że opatrzność czuwała nad Al-Asadem, a zbudowany przez jego ojca system, którego jest kontynuatorem, zapewniał całkowitą stabilność i ciągłość władzy. Pewność siebie chyba go zgubiła.

Odwaga wśród ludzi stopniowo narastała. 6 marca w Darze aresztowano piętnastu chłopców za wypisywanie antyrządowych haseł. Mieli nie więcej niż piętnaście lat, znaleźli farbę i na murze szkoły napisali: "Teraz twoja kolej, doktorze", co było nawiązaniem do zawodu, który wcześniej wykonywał prezydent. Wyrywano im paznokcie i rażono ich prądem. Oprawcy ich nie oszczędzali, chociaż zatrzymani pochodzili z wpływowych rodzin. Władze nie chciały iść na ustępstwa.

15 marca odbyły się manifestacje w różnych częściach kraju. Wzięły w nich udział tysiące osób. Początkowo protestujący domagali się dymisji burmistrza Dary i Atefa Nadżiba, który jest kuzynem prezydenta i odpowiadał za służby bezpieczeństwa w Darze. Gniew bliskich zatrzymanych miały wzbudzić słowa Nadżiba o tym, żeby zapomnieli o aresztowanych dzieciach i zrobili sobie nowe, a jak nie mogą, to by ich żony przyszły na komisariat. W odpowiedzi na kolejny protest służby bezpieczeństwa otworzyły ogień. Funkcjonariusze strzelali ostrą amunicją. Przynajmniej cztery osoby zginęły. To były pierwsze ofiary protestów w Syrii. Ich pogrzeb przekształcił się w demonstrację. Służby bezpieczeństwa znowu zareagowały tak, jak miały w zwyczaju - zabiły kolejnych ludzi.

Damaszek przed wybuchem wojny (fot. Serkan Senturk / Shutterstock)
Damaszek przed wybuchem wojny (fot. Serkan Senturk / Shutterstock)

Protesty stopniowo wybuchały w innych miastach, a pętla przemocy zaciskała się z każdym dniem. Może najbardziej zaskakującym ustępstwem władzy było zniesienie trwającego od 1963 roku stanu wojennego. Paradoksalnie zakończył się tuż przed wojną, której Syria na taką skalę jeszcze nie zaznała. Szaban nie brał udziału w protestach, chociaż popierał zmiany. Jemu wiodło się dobrze. Przecież kilka razy był w Europie. Nie mógł jednak powiedzieć tego o wielu osobach w Ar-Rakce, w tym też o demonstrantach. - Chęć lepszego życia była głównym powodem, dla którego ludzie wszczęli rewolucję - twierdził.

Czuło się, że przestrzeń życiowa jest ograniczona. Władza trzymała wszystko żelazną ręką. Nie tylko zaangażowanie w politykę wiązało się z problemami, najlepiej było się nią wcale nie interesować. Wspominanie o korupcji i nepotyzmie, o tym, gdzie poszły pieniądze na inwestycje, co się stało z wpływami z  ropy, dlaczego tak dużo osób z rodziny Al- Asada zajmuje kluczowe stanowiska, mogło skończyć się fatalnie. To znaczy trafieniem do Muchabaratu. A jak żartowano sobie w Ar-Rakce: tego, kto tam wszedł, już nikt więcej nie zobaczył. Dlatego ludzie latami milczeli. Chociaż to właśnie z tego powodu obcinano zapomogi, przez co najbiedniejszym mieszkańcom żyło się coraz gorzej. Zakaz dyskutowania o polityce i patologiach reżimu oznaczał w zasadzie zakaz rozmawiania o rzeczywistości.

Fahed, brat Szabana, nie chciał stać z boku. Został jednym z organizatorów protestów. Miał wówczas dwadzieścia pięć lat. Do działania zainspirowały go wydarzenia w Egipcie. Wkrótce po tym, jak rozpoczął drugi rok studiów, wybuchła arabska wiosna w tym kraju. (...) To, co się działo w Kairze i innych miastach, zrobiło na nim ogromne wrażenie. Dzielił się swoimi przeżyciami z przyjaciółmi. Sami zaczęli myśleć o rewolucji, tylko że w Syrii (...) - Całe życie byliśmy lunatykami, wówczas nadszedł czas, by się przebudzić - mówił Fahed. Podjęli decyzję: dołączą do trwających od miesiąca protestów w Syrii. W kwietniu zorganizowali pierwszą demonstrację w Ar-Rakce. Było ich raptem dwadzieścia pięć osób, wszyscy się znali. Nie ogłaszali wydarzenia publicznie, bo bali się, że ktoś doniesie i zostaną aresztowani, nim dojdzie do manifestacji. Po wieczornej modlitwie, czyli około dwudziestej, zebrali się w umówionym miejscu. Stali rozproszeni na jednej z ulic w centrum miasta. Szukali siebie wzrokiem, udając, że nie są razem, by nie zwrócić uwagi policji ani służb bezpieczeństwa. Czekali na sygnał. Jeden z demonstrantów miał zacząć krzyczeć "wolność". Demokratyzacja kraju i niezabijanie protestujących w innych miastach - to były ich postulaty. Wówczas nie domagali się odsunięcia władz.

Zniszczenia w Ar-Rakce (fot. Tomas Davido / Shuterstock)
Zniszczenia w Ar-Rakce (fot. Tomas Davido / Shuterstock)

Było dosyć skromnie jak na początek rewolucji. Gdy reszta grupy usłyszała hasło, zebrała się za mężczyzną i również zaczęła je skandować. Wszystko trwało dziesięć-piętnaście minut. Przyjechały służby bezpieczeństwa, więc demonstranci rozpierzchli się w różnych kierunkach. Nikogo nie zatrzymano. - Cały się trząsłem, podobnie jak moi przyjaciele - wspominał Fahed. - Nigdy nie zapomnę tego uczucia. Czułem się, jakbym mógł latać. Czułem się wielki, bo mogłem domagać się tego, czego nie mógł mój ojciec.

Do pierwszej dużej demonstracji w Ar-Rakce doszło we wrześniu 2011 roku. Wówczas w innych miastach toczyły się walki z siłami rządowymi, a ponad miesiąc wcześniej została powołana antyrządowa Wolna Armia Syrii. W Ar-Rakce, podobnie jak w innych miastach, katalizatorem przemian była śmierć osoby niepełnoletniej. Nastolatek został zabity w trakcie jednego z pokojowych protestów, gdy służby bezpieczeństwa strzelały do demonstrantów. Pełni gniewu mieszkańcy przyszli na jego pogrzeb, który zamienił się w manifestację. Siły rządowe jeszcze długo miały pozostać w mieście.

Wkrótce Fahed zakończył swoją działalność rewolucyjną. Otrzymał posadę w Syriatelu. To drugi co do wielkości operator sieci komórkowej w kraju, oczywiście państwowy. Jego przełożony poprosił go o rozmowę i powiedział, żeby nie angażował się politycznie, bo nic dobrego z tego nie wyniknie - straci pracę, a do tego go aresztują. 

fot. Orlok / Shutterstock
fot. Orlok / Shutterstock

Zmiana

Nazwa "Wolna Armia Syrii" jest myląca, bo słowo "armia" zakłada istnienie scentralizowanej struktury wojskowej. Tymczasem Wolna Armia Syrii była anarchiczną grupą, w której skład wchodziły luźno powiązane ze sobą bojówki. W szczytowym momencie nawet kilkaset. Grupy tworzyli dezerterzy z syryjskiej armii, przeciwnicy rządu, poszczególne klany. Niektóre z nich liczyły kilkanaście tysięcy osób, ale były też takie złożone z kilkunastu. Ich członkowie nie mieli zazwyczaj porządnego uzbrojenia ani doświadczenia militarnego, mimo to stawiali czoła syryjskiej armii, niekoniecznie znajdując się na straconej pozycji.

We wrześniu 2012 roku Wolna Armia Syrii zajęła część terytoriów kontrolowanych przez siły rządowe w prowincji Ar-Rakka, ale wciąż przebywała stosunkowo daleko od miasta. Wokół niego znajdowały się strategiczne obiekty, takie jak bazy wojskowe i tama, więc syryjska armia nie mogła odpuścić zbyt łatwo. Impas trwał do marca 2013 roku. Rozwiązanie spadło jak grom z jasnego nieba. - Zasnęliśmy z reżimem, a obudziliśmy się z Wolną Armią Syrii - mówił Szaban.

Ar-Rakka to pierwsza stolica prowincji kontrolowana w całości przez rebeliantów. Znaczna część miasta została zajęta w ciągu kilku godzin, całość - trzech dni, wyjątek stanowiła baza wojskowa znajdująca się na jego obrzeżach. Nie doszło do poważnych starć. Siły reżimu stopniowo wycofywały się z północno-wschodniej Syrii. Armia była zbyt słaba, by utrzymać kontrolę nad rozchybotanym krajem. (...)

fot. Orlok / Shutterstock
fot. Orlok / Shutterstock

W 2012 roku w Ar-Rakce nie doszło do dantejskich scen, gdy miasto zajęły siły antyrządowe. - Tutaj wciąż było spokojnie. Organizowano tylko demonstracje. W ogrodach przesiadywały rodziny, a na placu An-Naim przebywało dużo ludzi - wspominał ten okres. (...) Plac był wyznacznikiem tego, co się działo w mieście. Jeśli tętnił życiem An-Naim, to i Ar-Rakka wciąż żyła.

Szaban był zadowolony z tego, że rebelianci przejęli miasto. Wciąż wydawało się, że lepsze życie może nadejść, a to, czego domagali się ludzie na syryjskich ulicach i placach, może się ziścić. Jednak po dwóch, trzech miesiącach miny mieszkańców Ar-Rakki zaczęły rzednąć. - Zobaczyliśmy inną twarz rewolucji - mówił Szaban.

Początkowo w protestach brała udział głównie młodzież uniwersytecka, taka jak Fahed i jego koledzy. Ale gdy zbrojna rebelia nabierała rozmachu, w mieście pojawiło się wielu nowo przybyłych z bronią. Zamiast wolności panował chaos. Różne grupy zajmowały poszczególne części miasta. Opanowywały nie konkretne dzielnice, tylko terytoria wokół swoich baz. Ar-Rakka została podzielona na liczne królestwa przynależne bojówkom. Szaban twierdził, że Wolną Armię Syrii z demokracją i wolnością łączyły już jedynie wygłaszane i wypisywane hasła. Jednak wcale nie realizowano tych postulatów. 

Książka Pawła Pieniążka ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (fot. Marek Sygacz)
Książka Pawła Pieniążka ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (fot. Marek Sygacz)

*Fragmenty książki Pawła Pieniążka "Po Kalifacie. Nowa wojna w Syrii"

Paweł Pieniążek (ur. 1989) - dziennikarz stale współpracujący z "Tygodnikiem Powszechnym". Relacjonował wydarzenia m.in. z Afganistanu, Iraku, Syrii i Ukrainy. Jego artykuły ukazywały się m.in. na portalu Gazeta.pl, w "Gazecie Wyborcze" i "Krytyce Politycznej". Autor książek Wojna, która nas zmieniła i Pozdrowienia z Noworosji. Przekład tej drugiej ukazał się w Stanach Zjednoczonych ze wstępem profesora Timothy'ego Snydera. Dwukrotnie nominowany do nagrody MediaTory, a także do Nagrody im. Beaty Pawlak i Nagrody "Ambasador Nowej Europy". Stypendysta Poynter Fellowship in Journalism na Yale University.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (46)
Zaloguj się
  • bydlejaki

    Oceniono 31 razy 27

    Widocznie obu stronom potrzeb na byłą ta droga lekcja. W 80' w Polsce jeszcze pamiętano z obu stron Powstanie i nauczkę z niego płynąca więc nie było przemocy i komunę obaliliśmy pokojowo. Tamtym musiała też dopiero "zrzednąć mina" jak poznali islamską demokrację i pokolenia w Syrii będą pamiętać dobrodziejstwa fanatycznego islamu. Co do korupcji i nepotyzmu Asada - oczywiście tylko że mieeli za to jak sam przyznaje ten aptekarz dostatnie życie i spokój, zresztą pokażcie państwo arabskie bez nepotyzmu i korupcji.

  • rikol

    Oceniono 31 razy 15

    Piekny wywiad i kolejne lukrowanie islamu. tymczasem ten cudowny Syryjczyk jest za segregacją płci, dziennikarz nie może rozmawiać z kobietami. To ja już wolę Assada, który przynajmniej gwarantuje kobietom jako taką wolność.

  • sieceonk

    Oceniono 9 razy 9

    ciekawe tylko czy ci wykształceni ludzie widząc skutki wojny protestowaliby ponownie gdyby mogli cofnąć się w czasie do okresu pokoju

  • ches-ter70

    Oceniono 9 razy 5

    W krajach arabskich nigdy nie było, nie ma i nie będzie demokracji. Przykładem jest Egipt, gdzie po odejściu od władzy Mubaraka w demokratycznych wyborach wybrano Mursiego i radość trwała krótko. Jego przeciwnicy polityczni zamiast poczekać do kolejnych wyborów woleli wyjść na ulicę i tam zmieniać władzę. W końcu władzę przejęła armia i skończyły się mrzonki o demokracji.

  • hummer_my_vehicle

    Oceniono 9 razy 5

    Czekam na powtorke z 1683.

  • haniku72

    Oceniono 25 razy 5

    I dlatego, że dopuścili do władzy ekstremistów my mamy obniżać standardy własnego życia choć pracowały na to pokolenia?

  • boo-boo

    Oceniono 4 razy 4

    "Mimo dostatku i spokoju czegoś mu jednak brakowało w asadowskiej Syrii. (...)"
    No jak to czego - spokoju i dostatku który teraz w Syrii mają.

  • justas32

    Oceniono 5 razy 3

    W Polsce też osiągnęliśmy wolność - ale zaraz z nią nadciągnęła religijna zaraza, wybierająca władzę rękami swoich fanatyków. Jak w Syrii ...

  • michus00

    Oceniono 42 razy 2

    Rosja jako jedyny kraj wyplenił z Syrii „państwo islamskie”, czyli to co zasiane zostało przez USA celem zdobycia kontroli w przyszłości przez ten kraj...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX