Dancing w lokalu Franciszka Trzaski

Dancing w lokalu Franciszka Trzaski (fot. NAC)

Ozdrowieńcze źródło anarchii, czyli wakacje bohemy w Zakopanem

Tuż przed wojną coraz więcej artystów zaczynało dzielić życie na okresy wytężonej pracy w Warszawie i miesiące spędzane w Zakopanem. Kurort był jednym z ulubionych miejsc wypoczynku kolorowej bohemy. O tym, jak wyglądały wakacje w Zakopanem tuż przed początkiem II wojny światowej pisze Anna Lisiecka w książce "Wakacje 1939".

Artystyczne Zakopane*

W wakacje 1939 roku bawili tu niemal wszyscy. To miejsce kusiło wszak nie tylko wyjątkowymi walorami krajobrazu. Panował tu także jedyny w swoim rodzaju mikroklimat dla artystów. I to oni właśnie najliczniej ściągali pod Giewont każdego lata. Przyjeżdżali też zimą, szukali spokoju wiosną i twórczego natchnienia jesienią, bo każda pora roku miała tu swój urok niepowtarzalny. Niektórym tak się spodobało, że zostawali na dłużej.

Wśród tych osiadłych, zakorzenionych od pierwszego lub od kilku pokoleń ceprów, był i pisarz Kornel Makuszyński, i Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) - pisarz, malarz, filozof. Był też Rafał Malczewski - malarz, pisarz i zaangażowany w lokalne zakopiańskie sprawy felietonista (syn genialnego malarza Jacka Malczewskiego). Wiele lat życia spędził tu Józef Fedorowicz, meteorolog i aktor. Witkacy nazywał go Wiatrem Halnym, ale większość zakopiańskich zjadaczy chleba mówiła do niego Pimek (od skrótu PIM - Państwowy Instytut Meteorologiczny). Związał się z Zakopanem również doktor Teodor Birula-Białynicki, największy kolekcjoner portretów autorstwa Witkacego, zwłaszcza tych unikalnych, które powstawały podczas organizowanych przez Birulę przyjęć-orgii, a więc pod działaniem rozmaitych używek. Portrety zgromadzone przez lekarza stanowią podstawę słupskiej kolekcji Muzeum Pomorza Środkowego.

Artysta malarz Leon Chwistek (4.z prawej) w ogrodzie swojego domu w Zakopanem wraz z żoną (z prawej), malarką Zofią Stryjeńską (3. z prawej) i malarzem Rafałem Malczewskim (z lewej) (fot. NAC)
Artysta malarz Leon Chwistek (4.z prawej) w ogrodzie swojego domu w Zakopanem wraz z żoną (z prawej), malarką Zofią Stryjeńską (3. z prawej) i malarzem Rafałem Malczewskim (z lewej) (fot. NAC)

Jak magnes przyciągało Zakopane ludzi sztuki, zarówno twórców uznanych, jak i tych, co o uznanie dopiero zabiegali. Ubarwiała je swoją obecnością plejada postaci ekscentrycznych, szalonych i modnych.

Tuż przed wojną coraz więcej artystów zaczynało dzielić życie na okresy wytężonej pracy w Warszawie i miesiące spędzane w Zakopanem, zwanym z różnych powodów "ozdrowieńczym źródłem anarchii". Feliks Parnell - wybitny tancerz i choreograf (złoty medalista w konkursie sztuki w kategorii taniec na olimpiadzie w Berlinie w 1936 roku) - po prostu lubił gotować. Zaraz po otwarciu pensjonatu "Halama", ulokowanego przy ulicy, która i dzisiaj, i wtedy nosiła imię Piłsudskiego, można było, zaglądając przez małe okienko do sutereny, zobaczyć go robiącego piruety przy... piecu. Pląsał tak sobie z zapałem pośród durszlaków i rondli, aż do czasu, kiedy w "Halamie" zatrzymała się któraś z wielbicielek jego tańca - oburzona tym kuchennym widokiem, zbeształa artystę, że wyżej powinien sobie cenić własny talent i nazwisko. W 1939 roku pracował więc już w "Halamie" zawodowy kucharz.

Jednak od czasu do czasu tancerz organizował stałym bywalcom bal kapitański. Sam wtedy robił zakupy. Zawsze był w pędzie. Tego Parnella uwijającego się po zakopiańskim targu, ze znawstwem żonglującego mięsiwem w poszukiwaniu najlepszych sztuk mięs, obwąchującego ryby, sery i gestem wirtuoza i znawcy dotykającego frukta, podpatrywał jeszcze wiosną 1939 roku Makuszyński i słał korespondencje do "Kuriera Porannego".

Otwarcie willi Halama. Widoczny m.in. Marian Rentgen (z gitarą) i Feliks Parnell (stoi) (fot. NAC)
Otwarcie willi Halama. Widoczny m.in. Marian Rentgen (z gitarą) i Feliks Parnell (stoi) (fot. NAC)

W "Halamie" stale zjawiali się znajomi i sympatycy, którzy z bliska chcieli obejrzeć Parnella i Zizi Halamę oraz ich nie mniej sławną rodzinę. Oni zaś dbali o to, aby bywalcom ich pensjonatu dostarczyć od czasu do czasu rozrywki w postaci popisów artystycznych. Potencjał był wszak ogromny, bo i rodzina liczna: gospodarz, cztery siostry Halama - Zizi, Loda, Alicja i najmłodsza Helenka (Enusia) - która powróciła rok wcześniej ze szkoły Sacré-Coeur w Belgii. Ponadto szwagier Czesław Konarski - pierwszy solista Polskiego Baletu Reprezentacyjnego prowadzonego pierwotnie przez Bronisławę Niżyńską, a potem przez Leona Wójcikowskiego.

Za Lodą Halamą do pensjonatu ściągali też jej adoratorzy. Jerzy Czaplicki, który potem został solistą opery w Chicago, dał w roku 1938 piękny recital pieśni. Roztańczonej rodzinie raz akompaniowali goszczący koledzy wirtuozi, innym razem wirtuozi góralscy lub Cyganie, a czasem sam Zygmunt Wiehler, nadworny kompozytor Parnella, a poza tym twórca muzyki do takich przebojów jak Ada to nie wypada, Nie kochać w taką noc to grzech, Nikt mnie nie rozumie tak jak ty. Rodzinne występy w "Halamie" niezawodnie działały w 1938 roku. (...)

Willa Halama (fot. NAC)
Willa Halama (fot. NAC)

Przez wakacyjną stolicę Polski przewinęli się w to upalne lato właściwie wszyscy członkowie zakopiańskiej bohemy. Był Malczewski, był Józef Fedorowicz, był przede wszystkim Witkacy. Czasami  wstępowali do Dworca Tatrzańskiego przy Krupówkach - królował tam Jerzy Gawliński, bibliotekarz, któremu kilkakrotny ratunek zawdzięczała Biblioteka Publiczna w Zakopanem. Przede wszystkim zaś mieściła się tam restauracja z przestronną werandą prowadzona przez Kazimierza Brońskiego - miejsce wybitnie tatrzańskie i zakopiańskie. Chętnie zaglądali do niego artyści, intelektualiści, literaci, wszyscy miłośnicy gór. Bywające tam towarzystwo utworzyło nawet klub pod nazwą "Institutum Bronscianum" (od nazwiska właściciela). Zajmował się on między innymi kwalifikacją ceprów.

Latem 1939 roku na wakacjach w Zakopanem bawili także kabareciarze i poeci. W lipcu byli tam Fryderyk Jarosy z najnowszą swoją przyjaciółką - malutką, za to obdarzoną świetnym głosem Zofią Terné. Była Stefania Grodzieńska z Jerzym Jurandotem, który wraz z Fryderykiem Jarosym pracował u podnóża Tatr nad premierą dla nowego Teatru Figaro. Spektakl zatytułowano "Żyć nie umierać", a premierę zaplanowano na 2 września. Zofia Terné miała w tym programie wykonywać piosenkę napisaną dla niej przez Jerzego Jurandota "Trzy listy". Fryderyk Jarosy wymyślił sobie, że pieśniarka będzie siedziała przy białym fortepianie, i fortepian został zakupiony. Jurandot był też autorem części tekstów dla Tip-Topu Daniłowskiego.

Podobno widziano też pod Giewontem Stefcię Górską (byłą miłość Jarosyego). Wywołało to na chwilę panikę genialnego konferansjera i trojga jego znajomych. Była narzeczona raz już publicznie sprawiła lanie malutkiej Terné.

Fragment tarasu Willi Halama. Widoczni od lewej Feliks Parnell, Loda Halama, Magdalena Parnell, Zizi Halama i Jerzy Czaplicki (fot. NAC)
Fragment tarasu Willi Halama. Widoczni od lewej Feliks Parnell, Loda Halama, Magdalena Parnell, Zizi Halama i Jerzy Czaplicki (fot. NAC)

Jarosy i Daniłowski może się nie przyjaźnili, ale współpracowali ze sobą od czasów Qui Pro Quo, a wiosną doszło pomiędzy nimi do utarczki finansowej i spotkali się w sądzie. Zaś pod koniec tego lata stanęli na czele dwóch konkurencyjnych warszawskich teatrzyków - Tip-Top i Figaro. Pikanterii sprawie dodawał pewien szczegół osobowy. Teatrzyk Tip-Top Daniłowskiego zdecydowała się wesprzeć talentem Hanka Ordonówna, pierwsza warszawska miłość Jarosyego, której talent odkrył w latach 20. Jedną z podpór zespołu Figara miała być natomiast Zofia Terné - miłość aktualna. Cóż, serce nie sługa.

Dowodem sercowych porywów jest także wieloletni romans Tadeusza Boya-Żeleńskiego i Ireny Krzywickiej, pierwszej gorszycielki II RP. Gdy się poznali pod koniec lat 20., ona dopiero zaczynała swoją przygodę z pisarstwem, walczyła o prawa kobiet i propagowała edukację seksualną. On był już znanym pisarzem, wybitnym krytykiem i poglądy miał liberalne. On żonaty, ona zamężna. On był "panem po pięćdziesiątce", ona zbliżała się do trzydziestki. Oprócz wzajemnej fascynacji połączyła ich praca zawodowa. Boy, z wykształcenia lekarz, i Krzywicka, z wykształcenia polonistka, a z usposobienia wojowniczka - otworzyli w Warszawie poradnię świadomego macierzyństwa. A ich uczucia przez ponad 10 lat to rozpalały się, to przygasały.

Ostatnim akordem tego związku był wspólny pobyt w Zakopanem w sierpniu 1939. I wspólny - pod koniec wakacji - powrót do Warszawy. Potem nie spotkali się już więcej.

Willa Harenda (fot. NAC)
Willa Harenda (fot. NAC)

U schyłku sierpnia przyjechał też do stolicy Podhala jeszcze jeden kabareciarz: Marian Hemar. Chciał popracować nad utworami do premiery w innym znakomitym teatrzyku warszawskim, Ali-Baba, działającym od kwietnia 1939 roku. Premierę rewii politycznej Pakty i fakty zapowiadano na 2 września, w sobotę.

Sierpień tego roku spędzał z rodzicami w Zakopanem również przyszły profesor i znawca sztuki modernizmu - Andrzej Olszewski. Miał wówczas 8 lat. Ojciec jego był wybitnym fotografikiem architektury. Wynajmowali mieszkanie w pensjonacie pani Urbańczykowej przy ulicy Kasprusie - niedaleko "Atmy", w drodze do Doliny Strążyskiej. Obecnemu profesorowi ciągle w uszach brzmi przebój, który dolatywał zza otwartych drzwi wszystkich lokali, w których organizowane były tzw. fajfy, czyli popołudniowe potańcówki. To tango-foxtrot "Serenada włóczęgi":

W chłodną noc

Otwórz okno i posłuchaj senorito

Pieśni tej

W której miłość płacze

Żal mój tęsknie brzmi.

Noce od 26 czerwca, kiedy to południe kraju nawiedziła fala upałów, bynajmniej nie były chłodne, ale międzynarodowy przebój, spolszczony przez Andrzeja Własta, miło kołysał pary. Na płycie nagrał go Mieczysław Fogg, artysta, który latem tego roku wystąpił w pierwszych polskich eksperymentach z telewizją. W pensjonacie "Halama" częściej jednak można było usłyszeć filmowy szlagier wylansowany przez Lodę Halamę. Lim-pam-pom.

Pod Nosalem

Nie tylko dancing i fajf. Nie tylko tańce. Kto znał przedwojennych ludzi, ten wie, że brydż i msza to był czas święty. Czasem nawet brydż bardziej niż msza. Nie dla wszystkich, jak zawsze - na przykład w karty do rana i do samej niemal śmierci potrafiła grać piękna przedwojenna aktorka Lidia Wysocka, a już Loda Halama i Irena Eichlerówna zupełnie na ten nałóg były impregnowane.

Wedle Rafała Malczewskiego jeden z najlepszych klubów karcianych mieścił się u Karpowicza na werandzie, bo sam Karpowicz z młodym Karpowiczem też grali. Tam pamiętano jeszcze "bridże z panią Monatową, autorką słynnej książki kucharskiej". I tam też zbierała się śmietanka obywatelstwa Zakopanego z Kornelem Makuszyńskim, który potrafił grać całą noc i większość dnia, ale już chyba nie w 1939 roku. "Inna branża tłumiła się u Kapuchy. Mniej spokojna, mniej zamiłowana w brydżu, lubiąca alkohol tylko w wielkich ilościach, grywająca w różne inne gry. W alpinarium Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego rósł wcale spory krzak litworowy - ukradkiem prokurowano z niego świetną litworówkę różnej mocy. Lecz na werandzie pijano wszystko. Pod dachem Karpowicza rosła niepomierna ilość rozgrywanych robrów, u nas ilość wypitych litrów" - pisał Rafał Malczewski.

Orkiestra jazzowa Rosners Jazz and Tango Orchestra podczas występu w Zakopanem (fot. NAC)
Orkiestra jazzowa Rosners Jazz and Tango Orchestra podczas występu w Zakopanem (fot. NAC)

Poza tym, według malarza, grywało się na werandzie restauracji "U Trzaski": "Nastąpił dzień, kiedy te dwie rzeki zlały się w jedno i porwały innych, by utworzyć potężny nurt życia klubowego. Zaczęło się na piętrze w 'Morskim Oku'. To wszystko zbiegło się z kolejką linową i innymi sprawami wszczynającymi nową epokę, z zakopiańszczeniem się posła i redaktora Mariana Dąbrowskiego".

Redaktor Dąbrowski to właściciel koncernu IKC, do którego należały też różne tygodniki - m.in. "As" i "Światowid". Patronował on rajdowi motocyklowemu w 1939 i urządzał bale prasy w hotelu "Bristol". A znaleźć się w kręgu towarzyskim Dąbrowskiego - wnioskując z opinii Magdaleny Samozwaniec i Rafała Malczewskiego - znaczyło tyle, co złapać Pana Boga za nogi. Zatem w klubie, w którym bywał redaktor, grywał zarówno Ferdynand Goetel, jak i Antoni Słonimski, a nawet - tuż przed wojną - rotmistrz Henryk Dobrzański Hubal! Jak pisał Malczewski: "Był okres, gdy grywał w klubie skromny wówczas Jassuf, czyli Józef Rettinger, późniejszy doradca i kum od serca Władysława Sikorskiego".

Ale pułkownik Adam Koc, minister skarbu, a potem przemysłu i handlu w rządzie na uchodźstwie, w tym klubie nie grywał. "Gdy nie było już Karola Szymanowskiego, pułkownik Koc zajeżdżał do "Atmy" i tam spraszał brydżystów, częstując trunkami, od których bielało oko. Z nim przybywał zwykle doktor Krzewski, tak że nie straszno było popaść w delirkę. Doktor postawiłby na nogi, gdyby tego zaszła potrzeba".

Stefania Górska i Zofia Terne podczas wypoczynku, lata 30. XX wieku (Fot. NAC)
Stefania Górska i Zofia Terne podczas wypoczynku, lata 30. XX wieku (Fot. NAC)

W sezonie letnim rozrywek nie brakuje. Tenis albo dancing, albo mrożące krew w żyłach wyścigi pojazdów na zakrętach śmierci. Wybrani wędrują po górach, niektórzy uprawiają wspinaczkę wysokogórską. Większość wczasowiczów zadowala się jednak spacerem po Równi Krupowej i porcją towarzyskich plotek. Z każdego lokalu, który ma parkiet, w porze fajfów (od piątej do ósmej) i wieczornych dancingów (od dziesiątej do rana) dochodzą dźwięki jazz-bandów. Występują sobowtóry Fogga, Ordonki, Bodo.

Sam Bodo nie może przyjechać, bo po pierwsze dał imię warszawskiej kawiarni przy ulicy Pierackiego 17 (taką nazwę nosiła ulica Foksal od czerwca 1934) - musi więc tam bywać. "Café Bodo", otwarta w marcu 1939 roku, przyciągała warszawski światek artystyczny. Po drugie zaś rozpoczyna prace producenckie nad filmem "Uwaga, szpieg!" Gwiazdor jest nie tylko producentem filmu, ale również odtwórcą roli jednego z dwójki polskich szpiegów. Dziewczynę u jego boku miała zagrać Helena Grossówna. W rolach niemieckich szpiegów Bodo obsadził Ninę Andrycz i Włodzimierza Ziembińskiego. Film reżyserował Napoleon Sądek. Zdjęcia rozpoczęły się w sierpniu w okolicach Gdyni.

Na Krupówkach latem 1939 roku jest jaśniej niż na warszawskim Nowym Świecie. W letnie upały w porze dancingów "U Trzaski", "U Karpowicza" i w "Morskim Oku", pomimo udoskonalonej wentylacji, powietrze jest tak gęste, że można je krajać nożem. Dlatego największym powodzeniem cieszy się dancing na świeżym powietrzu wybudowany w ogrodzie hotelu "Bristol" i reklamowany jako jedyne w swoim rodzaju połączenie przyjemności, gimnastyki i kuracji klimatycznej. Ferdynand Hoesick zanotował w 1931 roku wypowiedź węgierskiego przedsiębiorcy: "Po prostu przepadam za Zakopanem i uważam, że w całej Europie nie ma drugiej miejscowości, która by z Zakopanem równać się mogła (...). W Zakopanem jest jakiś radosny fluid w powietrzu, który na wszystkich działa podniecająco".

Maria Kasprowiczowa siedzi pierwsza z prawej w otoczeniu gości przed willą Herenda (fot. NAC)
Maria Kasprowiczowa siedzi pierwsza z prawej w otoczeniu gości przed willą Herenda (fot. NAC)

W tych ekskluzywnych lokalach, w których przygrywały bandy, nigdy nie bywał Witkacy. Wolał miejsca mniej wyszukane. Podobno w tym czasie paradował po Krupówkach w olbrzymim aksamitnym, granatowym berecie i charakterystycznym swetrze w oranżowo-fioletowe pionowe pasy. To naturalnie był rodzaj prowokacji w stosunku do tłumu wakacyjnych przybyszów, zresztą - nie tylko przybyszów. Dziwne stroje geniusza nie zniechęcają, bynajmniej, jego wielbicielek: Nena Stachurska, Inka Turowska, Czesława Oknińska-Korzeniowska to tylko niektóre postacie z jego "haremu metafizycznego" w drugiej połowie lat 30.

Inka Turowska jest bratanicą najsławniejszego dyrektora zakopiańskiego gimnazjum. Zdarzają się też romanse z dziewczynami spoza sfery. Ognista namiętność łączyła go podobno z zakopiańską manikiurzystką. Jej narzeczony, fryzjer, biegał ponoć za Witkacym ze świeżo naostrzoną brzytwą. To było w roku 1938. To wtedy zdecydowała się zerwać z nim Czesława Oknińska - filigranowa blondyneczka o ładnych nóżkach. A żona? (Jadwiga z domu Unrug). Żona była najlepszym przyjacielem.

Ferdynand Goetel lata 20. i 30. nazywa nową erą i czuje do niej dystans: "Żadna miejscowość w Polsce nie przechodziła tak silnego i dogłębnego przeobrażenia jak Zakopane w okresie między dwiema wojnami. Po odkryciu, że zima w Tatrach, gdy jeszcze na nogach narty, jest równa urokiem latu, a może nad nie wyższa, nastąpiło nasilenie najazdu z dolin na Zakopane, w sposób, jaki nie śnił się Chałubińskiemu. Wzmógł się i napływ letni (.). Ruszył na Tatry sport samochodowy, a ryki motorów wdzierały się aż w kotlinę Morskiego Oka".

*Fragmenty książki "Wakacje 1939" Anny Lisieckiej 

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MUZA SA (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa MUZA SA (mat. prasowe)

Anna Lisiecka - dziennikarka radiowej Dwójki, współpracuje z Programem 1 Polskiego Radia, laureatka wielu wyróżnień w konkursach na reportaż i dokument radiowy. W 2010 roku jej audycja Kainowa zbrodnia otrzymała Główną Nagrodę Wolności Słowa przyznawaną przez SDP - za "mówienie bez nienawiści o konflikcie narodów, o którym poprawność polityczna nie pozwala mówić". Jest też autorką książki o przedwojennej gwieździe tańca "Loda Halama. Pierwsze nogi Drugiej Rzeczypospolitej".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (138)
Zaloguj się
  • maj.basia

    Oceniono 38 razy 28

    "Siermiężny PRL" ? Ile masz lat biedaku? Przeżyłam cały PRL i bawiłam się jak dzik. Były teatry, kabarety, dancingi...,
    a teraz pokaż mi gdzie jest jakiś dancing, gdzie można się pobawić i potańczyć, no gdzie ? Jeżeli jest to tak drogi,
    że tylko "elyta" tam chadza. Jak to się mówi - byliśmy najweselszym blokiem wśród demoludów.

  • gandalph

    Oceniono 21 razy 17

    Jak czytam niektóre komentarze, to mi się słabo robi od przebijającej głupoty, zawiści, brak orientacji. Otóż moi mili barankowie, bohema, tak w II RP, jak i zawsze i wszędzie, pod każdą szerokością geograficzną, to byli średniacy. Moje czasem upper-middle class, ale jednak średniacy. Prawdziwe elity finansowe i arystokratyczne jeździły do Baden-Baden, Karlsbadu, Monte Carlo czy Zoppot. Wielu z nich miało swoje rezydencje czy to pod Paryżem, w Nicei czy Palermo. Tyle że ta grupa ludzi to często byli niemiłosierni nudziarze. Bohema była barwna, nieco głośnawa, w każdym razie o wiele bardziej interesująca i poza tym bardziej widoczna dla plebsu. A plebs? Ten nikogo nie interesował, bo cóż ciekawego w kręgach śląskich familoków, chłopów folwarcznych itd.? Dodam, że fajfy, brydżyki i podobne imprezy, może w mniejszej skali, były czymś zwyczajnym w kręgach inteligencji, nawet na głębokiej prowincji. Życie towarzyskie kwitło, telewizji-zabijacza czasu nie znano, radio było ledwo-ledwo, kino co najwyżej objazdowe, teatr, jeśli, to amatorski. I nie ma żadnego znaczenia fakt, że elit, nawet tych średnich, było mało. Były i świetnie się bawiły, po prostu żyły.
    W PRL mużyk z folwarku, który teraz awansował na kierownika PGR, stał się "solą ziemi". Ale przyszedł rok 1989 i kryterium prawdy, rynek i normalna, nie-księżycowa gospodarka, rzekły SPRAWDZAM, i całe to tałatajstwo wróciło do punktu wyjścia, tak, jak przed 1945 jest NIKIM,
    Pisiorom się wydaje, że dokonali wiekopomnego odkrycia, że rządzą. Owszem, rządzą - w piaskownicy. Narozrabiają wraz z tym, tfu, suwerenem, trzeba będzie odrabiać straty. Ale... Elity sobie poradzą, motłoch wróci tam, skąd przyszedł. Bo "elita" i "motłoch" to nie majątek, to się zaczyna w głowie. W głowie motłochu pusto!

  • mona_3

    Oceniono 17 razy 17

    Wygląda to bajkowo, ale artyści bardzo często nie mieli pieniędzy...
    Zakopane było stosunkowo tanie gdy mieszkało się u górali, u których "komfort" polegał na sławojce w ogrodzie, o czym zabawnie pisał Szymanowski

  • alben albus

    Oceniono 4 razy 4

    Kiedyś Zakopane miało piękny niepowtarzalny charakter, urok subkulturę itd, a dziś to kompletne dno, zniszczono od urbanistycznego punktu widzenia po nieorzyjajacy "ludzki klimat" Kolejni włodarze i sami mieszkańcy są temu winni iż więcej moją noga tam nie stanie. Przykre, ale prawdziwe...

  • apollo1966

    Oceniono 4 razy 4

    Było kiedyś Zakopane
    mekką sztuki i kultury,
    zaś Polacy byli w stanie
    wspinać się, szanując góry.

    Dziś tandety jest stolicą
    oraz chciwości świątynią,
    zaś Polacy tym się szczycą,
    że po szlakach idąc, świnią.

  • gej_prowincjonalny_45_letni

    Oceniono 14 razy 4

    no tak... prawie tak samo wygladalo to kilka lat temu. 'elita' polityczna, artystyczna, celebrycka oderwana od rzeczywistosci i nie majaca najmniejszego pojecia jak zyje suweren. pogardzany suweren wybral jak po wojnie komune i sowieckich zdrajcow tak teraz yaroslave i jej stadlo. jak to sie skonczylo i skonczy wszyscy wiedza. szkoda, ze tak malo refleksji w polakach i ze tak bardzo zyja z dnia na dzien......

  • asasello_krakow

    Oceniono 2 razy 2

    Marian Dąbrowski był z Krakowa, gdzie siedzibę miał IKC. Zresztą nie tylko on. Czemu więc mowa jest o rzekomo czysto warszawskim towarzystwie?

  • vinogradoff

    Oceniono 5 razy 1

    I pomyslec, ze w tym samym czasie polowa Polakow nie posiadala wlasnych butow, wielu zylo w niewyobrazalnej nedzy w zageszczonych ponad wszelka norme drewnianych chalupach z klepiskem imitujacym podloge o nizszymn standardzie niz niemieckie Chlewy, Stajnie i Obory dla bydla, ale jak wladze objeli Komunisci to tzw. Zolnierze Wykleci ich mordowali bo nie podobala sie im Polska dla Chamow a chcieli Polski dla Jasniepnaow i Plebanow takiej jak przed wojna. I tak oglupia sie Narod wmawiajac piekno Polski przedwrzesniowej. To dzieki Komunistom Biedota z Kresow Wschodnich otrzymala piekne poniemieckie mieszkania i Ville i je sprywatyzowala stajac sie dzis MILIONERAMI.

  • kapitan.kirk

    0

    <<< Zatem w klubie, w którym bywał redaktor, grywał zarówno Ferdynand Goetel, jak i Antoni Słonimski, a nawet - tuż przed wojną - rotmistrz Henryk Dobrzański Hubal! >>>

    Dobrzański awansował z rotmistrza na majora jeszcze w 1927, więc na pewno nie "tuż przed wojną".
    Pozdrawiam

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX