Sąd nie orzekł rozwodu

Sąd nie orzekł rozwodu (fot. shutterstock.com)

reportaż

Była bita przez męża, ale rozwieść się nie może. Według sądu: ''Małoletni nie są przygotowani do życia w niepełnej rodzinie''

Joanna* nie kocha już Bartosza. Przestała dawno temu, wtedy, kiedy zaczął grozić jej śmiercią. Uciekła od niego, też dawno temu, wtedy, kiedy zaczął się nad nią znęcać psychicznie. I dawno by się z nim rozwiodła, gdyby mogła. Nie może, bo sąd - choć przyznaje, że do przemocy wobec Joanny doszło - nadal wierzy, że żona powinna być przy mężu, dla dobra dzieci, i rozwodu dać nie chce.

Wtedy, na sali rozwodowej, słowo żony padało przeciwko słowom męża. Ona mówiła, że rozwieść się chce, a on, że rozwodzić się nie chce. Ona mówiła, że pożycia już między nimi nie ma, on, że żonę wciąż kocha. Ona mówiła, że nie może na męża już patrzeć, a on, że ich małżeństwo wciąż można uratować. I sędzia mu uwierzył. To było zeszłej jesieni, w 2018 roku.

Ten wyrok ją zaskoczył. Adwokat, Mariusz Stelmaszczyk, powiedział jej potem, że spodziewał się wszystkiego, tylko nie tego. Joanna też się nie spodziewała, choć już raz czuła się tak upokorzona. Wtedy, kiedy sąd ukarał ją za to, że od męża uciekła. Bo jak inaczej ma to rozumieć?

Moja żona, mój mąż

Przed ślubem Joanna i Bartosz znali się pięć lat. Pobrali się w 2005 roku. Ona miała wtedy 21 lat, on 26. Rok później urodziła się ich pierwsza córka Basia, dwa lata po niej syn Henio i znów, dwa lata po synu, córka - niepełnosprawna Iza.

Przeszło dekadę po ślubie Joanna, doprowadzona do skrajnej depresji przez męża, rzuciła się pod samochód. W karcie leczenia szpitalnego z 8 grudnia 2015 roku napisano: (...) Po podjęciu próby samobójczej u pokrzywdzonej rozpoznano zaburzenie adaptacyjne oraz reakcję depresyjną (...).

A później, gdy szpital opuściła, do domu i męża już nie wróciła. Ze strachu.

- Powódka deklaruje ustanie uczuć w stosunku do małżonka na 2012 r. - stwierdzi później w jednym z wyroków w ich sprawie sąd. Nie będzie dociekał, jakie były przyczyny tego, że żona kochać męża przestała.

Joanna ma za sobą próbę samobójczą (fot. shutterstock.com)
Joanna ma za sobą próbę samobójczą (fot. shutterstock.com)

***

- Niech pani się uspokoi i będzie miła dla męża - powiedzieli tylko policjanci, gdy Joanna - kilka miesięcy wcześniej - po raz pierwszy i ostatni wezwała ich do mieszkania, licząc na pomoc. Bartosz pobił ją, groził jej śmiercią i wyrzucił z domu. Czasem tak robił.

Tę próbę samobójczą podjęła niedługo potem. A później, jak już ze szpitala wyszła, złożyła w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i oskarżyła Bartosza o psychiczne i fizyczne znęcanie się. W sądzie przedstawiła setki obraźliwych dla niej SMS-ów od męża, wśród nich takie, w których groził jej śmiercią, pokazała też nagrania awantur, które ukradkiem udało się jej zrobić i które jakimś cudem zdołała skopiować, nim Bartosz skasował je z jej telefonu. Przedstawiła też podpisaną przez lekarza obdukcję potwierdzającą przemoc fizyczną, jakiej doświadczała ze strony męża.

Dowody na tę przemoc niby były mocne, ale jednak niewystarczające. Tak powiedzieli w sądzie, sprawę umorzono. 

Nasza mama, nasz tata

Ten wyrok był dwa lata temu. To wtedy po raz pierwszy poczuła się przez sąd upokorzona. Najbardziej przez to, że walcząc o siebie, musiała zostawić dzieci. Joanna z dziećmi może widywać się trzy weekendy w miesiącu. Przysługują jej też widzenia - pół na pół z mężem - w trakcie świąt, długich weekendów, ferii i wakacji. Tak zostało ustalone kilka lat temu, gdy Joanna od męża uciekła, a potem trafiła do szpitala. Tak jest do dziś. Zdaniem biegłych Opiniodawczego Zespołu Sądowych Specjalistów (OZSS) dzieci powinny mieszkać z matką. Jednocześnie dla ich dobra nie powinno się zmieniać im domu. A w domu jest przecież Bartosz, który wyprowadzić się z niego nie zamierza.

Wnioski Opiniodawczego Zespołu Sądowych Specjalistów w sprawie o rozwód z powództwa Joanny R. przeciwko Bartoszowi R.
Basia:
(...) doświadcza trudnych emocji związanych z rozpadem rodziny. Ma potrzebę posiadania pełnej rodziny, jednak jest świadoma, że ze względu na kłótnie pomiędzy rodzicami, które miały miejsce w przeszłości, nie jest dobre, aby znów zamieszkali wspólnie. Powodem kłótni było często to, że tata wbrew woli mamy dotykał ją, na co oni również reagowali i prosili, aby tego nie robił. (...) wolałaby mieszkać z mamą (bez względu na miejsce), a nie z tatą, ale z nim mieć częsty kontakt. (...) Mogłaby zamieszkać z mamą w innym miejscu, ale tak, aby nie było konieczności zmiany obecnej szkoły.
Henio:
(...) ma zaburzone poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji spowodowane rozpadem rodziny. Postawa rodziców, szczególnie ojca, utrudnia mu proces adaptacji. (...) Dostrzega, że rodzice się nie lubią, gdy mieszkali razem często dochodziło pomiędzy nimi do kłótni, które inicjował ojciec. (...) nie chciałby zmieniać obecnego miejsca zamieszkania, gdyż ma tu swoich kolegów, zna dobrze tę okolicę. W domu tym chciałby zamieszkać z mamą, natomiast z tatą spotykać się. Nie wyraża chęci wyprowadzenia się z tatą do nowego miejsca.
Iza:
W ocenie ojca Iza jest mało samodzielna; wymaga wsparcia i pomocy w wielu obszarach jej funkcjonowania. Swoją obecność przy niej uważa jako niezbędną, choć zdaniem opiniujących w wielu aspektach przez to ogranicza on rozwój jej samodzielności i możliwości zdobywania nowych umiejętności. Matka większą uwagę zwraca na potencjał córki i jej możliwości rozwojowe, stara się ją odpowiednio do tego stymulować, zachęcać do zdobywania nowych umiejętności. (...) Ze względu na dysfunkcje Izy nie było możliwe szersze przeprowadzenie badań psychologicznych umożliwiających przedstawienie sposobu postrzegania sytuacji rodzinnej przez małoletnią.
Podpisano:

mgr Monika Sroka, specjalista w zakresie psychologii OZSS
mgr Izabela Smolińska-Trała, specjalista w zakresie pedagogiki OZSS
mgr Marta Juzwa, kierownik OZSS

Joanna co miesiąc płaci mężowi trzy tysiące alimentów. Te alimenty są wysokie, bo Bartosz od dawna twierdzi, że ze względu na pobierane na Izę świadczenie pielęgnacyjne - przyznawane rodzicom dzieci, które wymagają szczególnej opieki - pracy podjąć nie może. A dzieciom trzeba zapewnić byt.

I nie opuszczę Cię aż do śmierci

Ale ta jego praca to też kwestia sporna. Zdaniem Joanny i jej prawnika nie chodzi o możliwości, ale o chęci. Dzieci chodzą do szkoły. Dlaczego więc Bartosz nie mógłby iść do pracy? Na pewno zarobiłby więcej niż półtora tysiąca złotych, bo tyle przecież tego świadczenia dostaje. Tylko że on pracować chyba nie chce. Joanna musi więc rodzinę utrzymywać, choć przecież z nią nie mieszka.

Kilka miesięcy temu zobowiązań miała tyle, że nie było jej stać nawet na spontaniczne lody. Nie dla niej, dla dzieci. Dzieci przecież lubią lody. Dziś jest już trochę łatwiej. Spłaciła jeden kredyt, który zaciągnęli kiedyś jeszcze z mężem, zmieniła pracę. Może zabrać dzieci do kina, no i na te lody. Na drogie prezenty dla trójki jej jednak nie stać. Mąż? Oprócz alimentów od niej dostaje jeszcze przecież półtora tysiąca świadczenia pielęgnacyjnego od państwa i po pięćset złotych na każde dziecko w ramach programu "500+". W sumie co miesiąc ma więc do dyspozycji sześć tysięcy złotych i tylko bieżące wydatki. Dzieci opowiadają Joannie, że tata często robi im prezenty, kupuje nowe PlayStation, wielki plazmowy telewizor, tablet.

Sąd nie chce orzec rozwodu ze względu na dzieci (fot. shutterstock.com)
fot. shutterstock.com

Wnioski Opiniodawczego Zespołu Sądowych Specjalistów w sprawie o rozwód z powództwa Joanny R. przeciwko Bartoszowi R.
"Podczas wywiadu badana była w zmiennym nastroju, adekwatnie do poruszanych treści. Emocjonalnie reagowała przy omawianiu treści dotyczących jej relacji z mężem i przemocy stosowanej wobec niej. (...) W przeszłości jej funkcjonowanie było mniej stabilne, co wynikało z doświadczanej przemocy ze strony męża (fizycznej, seksualnej, psychicznej), której towarzyszyły myśli rezygnacyjne. Brak wzmocnień pozytywnych z jego strony, ciągła krytyka jako żony i matki, wyraźnie obniżały jej poczucie własnej wartości i sprawstwa. W 2014 r. korzystała ze wsparcia psychologicznego oraz psychiatrycznego (farmakoterapia, rozpoznanie: Zespół Stresu Pourazowego - PTSD). Od września 2015 r. jest pod opieką w Centrum Praw Kobiet".
"Badany (...) nie zawsze jest w stanie kontrolować swoje emocje, reaguje krzykiem. (...) Swoje niewłaściwe zachowanie usprawiedliwia działaniami innych osób (co jest widoczne m.in. w kontekście przemocy wobec żony). Wysyłane w okresie minionym do powódki SMS-y o wulgarnych i obraźliwych treściach przedstawia jako działania podejmowane w desperacji, mające na celu zbliżenie jej do siebie i rodziny. Deklaruje bliskie więzi emocjonalne z żoną i dziećmi. Podczas rozmowy wielokrotnie, w sposób bardzo zdecydowany, wyrażał swoje negatywne stanowisko w kwestii rozwodu. Ujawniał wolę utrzymania małżeństwa. Twierdził, że żona "się pogubiła", a ich rodzina potrzebuje pomocy, aby znów być razem. Stale utwierdza siebie w tym przekonaniu, prezentując życzeniowe odrealnione postrzeganie sytuacji. (.) Pozostając w otwartym konflikcie z teściem, przekazuje małoletnim nieprawidłowe wzorce funkcjonowania w relacjach społecznych, ingeruje w łączące ich relacje".  
Podpisano:
mgr Monika Sroka, specjalista w zakresie psychologii OZSS
mgr Izabela Smolińska-Trała, specjalista w zakresie pedagogiki OZSS
mgr Marta Juzwa, kierownik OZSS

Joanna naprawdę chciała się rozwieść, chciała mieć to już za sobą. W pozwie, który w sądzie złożyła jeszcze przed próbą samobójczą, w kwietniu 2015 roku, napisano, że winą o rozpad małżeństwa należy obarczyć Bartosza, władzę rodzicielską powierzyć obojgu rodzicom, ale miejsce zamieszkania ustalić przy matce. Joanna wniosła też o alimenty - po 700 złotych na Basię i Henia i tysiąc złotych na Izę, a także - świadoma tego, jak ważne dla dzieci jest pozostanie w dotychczasowym miejscu zamieszkania - o eksmisję męża z ich domu. Tego, w którym do dziś Bartosz mieszka razem z dziećmi. Ale sąd rozkłada ręce i mówi, że o eksmisji mowy być nie może. Bo - zgodnie z art. 58 § 2 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego - eksmisję można nakazać, gdy jeden z małżonków swym rażąco nagannym postępowaniem uniemożliwia wspólne zamieszkiwanie, a małżonkowie R. przecież nie zamieszkują razem. Żądanie powódki Joanny R. sąd uznaje zatem za bezzasadne. Eksmisji nie będzie.

Dla dobra dzieci

Joannę najbardziej boli bezradność, wobec prawa i wobec codzienności. Na przykład wtedy, kiedy na rozmowę wzywa ją wychowawczyni Izy, najmłodszej córki, i zgłasza, że mała często przychodzi na zajęcia nieprzygotowana. Joanna: - Mogę tylko rozłożyć ręce. Bo oczywiście, kiedy widzę się z córką, odrabiamy lekcje, uczymy się razem, ale na co dzień zajmuje się tym jej tata. Jemu jednak wygodniej jest pozwalać Izie długo bawić się tabletem, grać. Ja się na to nie zgadzam, daję jej przestrzeń do zabawy, wymagając jednak wywiązywania się z obowiązków.

Dlatego zdarza się, że Iza pokazuje mamie kciuka w dół. A tacie daje kciuka w górę. Ale nie tak generalnie, tylko wtedy, kiedy chodzi o ten tablet, o to, że mama egzekwuje od Izy naukę nowych umiejętności. A tata pozwala się więcej bawić. Mama w ogóle jest dla dzieci lepsza. To z nią chciałyby mieszkać po rozwodzie rodziców. Tak powiedziały, każde jedno, w trakcie rozmowy z psychologami. No, ale rozwodu też nie będzie. Tak zadecydował sąd jesienią zeszłego roku.

Marcin Kołakowski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego Warszawa-Praga: - Sąd, oddalając powództwo wskazał, że ze zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego wynika, że trójka małoletnich dzieci stron nie została w żaden sposób przygotowana do rozwodu. W odczuciu dzieci małżeństwo ich rodziców przeżywa chwilowy kryzys. Dzieci stron w sposób oczywisty mają świadomość oddzielnego zamieszkiwania rodziców i wszelkich konsekwencji z tym związanych, jednak taki stan uznają za przejściowy. Aktualnie małoletni są utrzymywani w przeświadczeniu, że rodzina istnieje i nie zagraża jej rozpad. Małoletni nie są przygotowani do życia w niepełnej rodzinie.

- Jak to nie są przygotowane? - prostuje Joanna. Przecież w orzeczeniu OZSS wpisano, że wszystkie dzieci rozumieją, dlaczego ich mama nie może już mieszkać z tatą.

Przesyłam rzecznikowi orzeczenie OZSS, proszę, żeby się z nim zapoznał i raz jeszcze wyjaśnił mi, dlaczego w sprawie Joanny i Bartosza do rozwodu dojść nie może. Chodzi zwłaszcza o jeden, kluczowy fragment orzeczenia OZSS, sprzeczny w całości z uzasadnieniem sądowej decyzji o oddaleniu powództwa rozwodowego: "Biorąc pod uwagę sytuację opiniowanej rodziny, zachowania pozwanego, do jakich dochodziło z jego strony wobec powódki, brak chęci kontynuowania małżeństwa przez Joannę R., mocno zaburzone relacje pomiędzy stronami oraz stosunkowo dobrą adaptację małoletnich do sytuacji rozstania rodziców zdaniem opiniujących ewentualne orzeczenie rozwodu nie stoi w wyraźnej sprzeczności z dobrem dzieci, pod warunkiem, że będą one mieć zapewnione regularne kontakty z tym rodzicem, z którym nie będą na stałe zamieszkiwać".

W odpowiedzi słyszę: - Jako rzecznik prasowy Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie nie jestem uprawniony do dokonywania ocen orzeczeń wydanych przez ten sąd, ani tym bardziej poszczególnych dowodów zebranych w toku postępowania.

Joanna ma za sobą próbę samobójczą (fot. shutterstock.com)
fot. shutterstock.com

Nie uda mi się od rzecznika wydobyć komentarza także na temat tego, dlaczego sąd zgody na rozwód nie wyraził, choć w uzasadnieniu wyroku wyraźnie stwierdził, że pomiędzy małżonkami ustało wszelkie pożycie, za co winą obarczył Bartosza. W tym samym uzasadnieniu wpisane zostanie, że Bartosz R. wobec swojej żony Joanny R. dopuszczał się aktów przemocy, choć zdaniem sądu fizyczna i seksualna przemoc zdarzała się w domu państwa R. sporadycznie. O tej emocjonalnej, psychicznej napisze: "Postępowanie pozwanego świadczyło o braku właściwego szacunku do małżonki".

- Niech mi to pan wyjaśni - proszę prawnika Joanny. Ale mecenas Stelmaszczyk też rozkłada ręce: - To pierwszy w całej mojej karierze tak niezrozumiały dla mnie wyrok. W rozumowaniu sądu doszło do rażącego błędu logicznego. Po pierwsze ze względu na to, że wyrok jest sprzeczny z treścią opinii biegłych psychologów. Po drugie dlatego, że skoro pomiędzy małżonkami doszło do rozpadu pożycia, nie mieszkają razem od kilku lat, to rozwód niewiele zmieniłby w życiu dzieci. Sąd mógł przecież orzec rozwód, nie zmieniając systemu opieki, jaki moja klientka i jej mąż sprawują nad swoimi dziećmi. Wówczas te dzieci nawet by tego nie odczuły. By wysnuć taki wniosek, nie trzeba niczego poza logicznym rozumowaniem.

Sąd mógł, ale jednak nie orzekł. A dlaczego? Tego nie uda się ustalić. Bo sąd ze swoich wyroków tłumaczy się jedynie w uzasadnieniu wyroku. W apelacji, która już została złożona, Joanna i jej prawnik zaskarżyli decyzję o oddaleniu powództwa rozwodowego w całości. Czekają na wyznaczenie terminu, w którym sąd tę apelację rozpatrzy. Najgorsze, zdaniem Joanny, jest właśnie to czekanie, które może potrwać i pewnie potrwa przynajmniej kolejne dwa lata.

*Imiona bohaterów do wiadomości redakcji.

Pierwszy raz o Joannie pisaliśmy w listopadzie 2017 r., kiedy sąd umorzył sprawę, którą wytoczyła mężowi, zarzucając mu psychiczne i fizyczne znęcanie się>>>

Małgorzata Gołota. Dziennikarka radiowa i prasowa. Współpracowała m.in. z Radiem ZET Gold, Radiem Plus, Rock Radiem i Radiem Złote Przeboje. Publikowała w tytułach takich jak "Gazeta Wyborcza", "Polska the Times", naTemat.pl, Wirtualna Polska i Weekend Gazeta.pl. Lektorka. Głos operatora sieci Premium Mobile i autorka wielu audiobooków.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (146)
Zaloguj się
  • naczelnik_czerpak

    Oceniono 68 razy 62

    To jest właśnie doktryna proponowana przez Światowy Kongres Rodzin i jej polskie satelity (fundacje od furgonetek z płodami). Zakaz rozwodów, wymazanie pojęcia "przemoc w rodzinie".

  • naczelnik_czerpak

    Oceniono 52 razy 44

    "sąd rozkłada ręce i mówi"
    Nie abstrakcyjny "sąd" ale żywy człowiek, który złożył podpis na orzeczeniu. Czy istnieje jakiś cel w niepodawaniu personaliów sędziów?

  • prokuraturarejonowa

    Oceniono 54 razy 38

    I co? Ajatollah Gądecki zadowolony? Ma katolicki szariat wprowadzony do praktyki wymiaru sprawiedliwości? Jego wymarzony katotaliban różni się czymś od Afganistanu? Bo na poziomie cywilizacyjnym jest bardziej zacofany od Afganistanu.

    Ajatollah Gądecki może spać spokojnie z czystym sumieniem?

  • macwies

    Oceniono 39 razy 37

    I nie będzie żadnych rozwodów. Mają żyć po katolicku.
    Lanie żony, ciumkanie dzieci przez księży itd.

  • olakubinska

    Oceniono 37 razy 35

    Możejak ją pan mąż zabije, to sąd uzna, że rozwód jednak nie był przedczesny? Znam osobę, której ojciec znęcła się nad matką, ale ani dla sądu, ani tym bardziej dla policji nie był to problem. Potem tatuś zamordował swoją żonę i sam się powiesił, a dorosła córka i jej rodzina musieli sobie z tym faktem radzić. Może gdyby polskie państwo było torszke mniej zainteresowane "dawaniem świadectwa", a troszkę bardziej - rzeczywistością - system zacząłby chronić ofiary przemocy, do szkół wprowadzono by obowiązkowe wychowanie seksualne (przed wojną i zaraz po - zwane zajęciami z higieny - jest na świadectwie mojej Mamy), przec co dzieci wiedziałyby, kiedy uciec, gdy ktoś je chce zgwałcić, a może też trzeba od małego uczyć o zapobieganiu przemocy, żeby i dziecko i osoba dorsła umiały od razu zareagowac, gdy do przemocy dochodzi. Oj, tylko co wtedy będzie z polską rodziną? Z tymi zapijaczonymi panami, którzy po pijaku "wychowują" swoje córki i żony? Z mężczyznami, nad którymi znęcają się ich żony? Z wnukami poddanymi molestowaniu przez kochanych dziadków?

  • bydlejaki

    Oceniono 33 razy 33

    To historia z jakiegos arabskiego szejkanatu?

  • markowski222

    Oceniono 33 razy 33

    Bo pewnie sędzia rozwodów nie popiera..
    Takie nieudane związki im dłużej trwają tym bardziej niszczą, sędzio!

  • krzych.korab

    Oceniono 39 razy 31

    Mam jedno pytanie. Czy sędzia który wydał taki wyrok poniesie konsekwencje jeżeli ta kobieta zostanie zabita przez męża? Wszak zgodnie z prawem każdy człowiek musi ponieść konsekwencje swoich czynów.

  • smillla

    Oceniono 27 razy 25

    W tym sądzie dzieją się różne głupoty, mnie też w czasie rozwodu traktowano jak idiotkę, proponowano dziwaczne i uwłaczające mi rozstrzygnięcia, ale... zmieniłam adwokata na drogiego ale mocnego. I jak ręką odjął - normalne ustalenia, sprawa zamknięta. Efekt: Od kilku lat zero problemów, z eksem jesteśmy w poprawnych stosunkach. Wniosek: W sądzie nie liczy się prawda ani argumenty, liczy się tylko i wyłącznie mocny adwokat.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX