W Polsce na trzy zawierane śluby przypada jeden rozwód

W Polsce na trzy zawierane śluby przypada jeden rozwód (fot: Grzegorz Bukała/ Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

"Kiedyś to się związki naprawiało, a dziś się szuka nowych. I wie pani co? Bardzo dobrze!"

W Polsce na trzy zawierane śluby przypada jeden rozwód. Ludzie coraz częściej decydują się na to, żeby się rozstać. Seksuolog i psychoterapeuta Michał Pozdał przekonuje, że to dobrze. - Jeśli jest o co walczyć, to trzeba walczyć. Chcę jednak patrzeć na rozstanie jako na wartość, a nie problem cywilizacyjny - mówi.

Zakładam, że ludzie, którzy przychodzą do psychoterapeuty, bo mają problem w związku, raczej chcą naprawić relację, a nie się rozstać?

Nie zawsze. Najczęściej podczas pierwszych sesji rzeczywiście mówią, że takie są ich motywacje, ale zdarza się tak, że po kilku spotkaniach wychodzi na jaw, że tak naprawdę już od dawna nie chcą w danej relacji być, tylko nie wiedzą, jak się rozstać. I potrzebują kogoś, przy kim będą mogły to otwarcie powiedzieć.

A jeśli przychodzą razem, to z czasem dowiadują się o sobie czegoś, co powoduje, że dalsze trwanie w relacji nie ma sensu, bo wychodzi na jaw, że każdy ma inne oczekiwania od związku. Zdecydowali się na terapię, bo przykładowo jedna ze stron kolejny raz zdradziła. I w trakcie terapii ona jasno mówi, że będzie dalej zdradzać, na co nie godzi się jej partner, który pragnie wyłączności. I po raz pierwszy wyraźnie komunikuje, że właściwie to chce wziąć ślub, mieć dwójkę dzieci. Okazuje się więc, że dwoje ludzi będących razem ma zupełnie inne potrzeby i cele.

A gdy już szok po rozstaniu minie i każda ze stron przeżyje żałobę po związku, to zazwyczaj pojawia się refleksja: no tak, to by się nigdy nie udało.

Ludzie rozstają się ze sobą, bo są niedopasowani seksualnie (fot: Shutterstock.com)
Ludzie rozstają się ze sobą, bo są niedopasowani seksualnie (fot: Shutterstock.com)

Dlaczego nie potrafią zobaczyć tego wcześniej i podejść do sprawy bardziej na chłodno? To oczywiste, że jeśli jedno chce dzieci, a drugie nie chce, albo jedno chce być w otwartym związku, a drugie tego nie akceptuje, to raczej nic z tego nie będzie.

Bo żywią do siebie uczucia. Stan zakochania jest stanem patologicznym. Jest cudowny, ale wtedy ludzie nie myślą racjonalnie. Odzywają się w człowieku jego dziecięce potrzeby, które nie zostały zaspokojone na wcześniejszych etapach życia, jak np. uwagi, bliskości, miłości. Zazwyczaj też na początku relacji wydajemy się o wiele bardziej stabilni emocjonalnie niż jesteśmy w rzeczywistości. Ten okres "różowych okularów" jednak w końcu minie. Gdy związek przejdzie do kolejnej fazy, zaczniemy wyraźniej dostrzegać to, co nam nie odpowiada.

Dlaczego jeszcze to tak trudne, żeby się rozstać?

Często jest tak, że człowiek ulega tzw. ogłupieniu neurotycznemu - wie, że coś mu nie odpowiada, ale jego mechanizmy obronne działają tak mocno, że nie jest w stanie powiedzieć jasno, co mu nie pasuje i dlaczego w danej relacji nie chce być, nie potrafi podać żadnych racjonalnych powodów. Mówi tyle: po prostu tak czuję. Ale jednocześnie samo "bo tak czuję" to dla niego za mało, żeby relację zakończyć. Potrzebuje kogoś, kto sparafrazuje to, co mówi, czyli uświadomi mu na przykład, że od 10 czy 20 lat jest w związku nieszczęśliwy. To niesamowite, że ludzie naprawdę muszą szukać powodu dla tego, że są nieszczęśliwi w relacji tak długo.

A nie powinni? Samo "jestem nieszczęśliwy" brzmi dość infantylnie i niedojrzale?

To powinno wystarczyć. Ale ludzie nie dają sobie prawa do tego, żeby swoje własne uczucia uznać za ważne. Że sam fakt, że są nieszczęśliwi, jest ważny. Muszą mieć jakiś dowód - siniaki, zdradę. Chociaż i to często nie jest wystarczającym powodem, żeby z relacji wyjść. Wielokrotnie tak jest, że nie zdają sobie sprawy z tego, że ich granice w związku są nagminnie przekraczane, że doświadczają przemocy psychicznej. Często dopiero na terapii dowiadują się, że ktoś stosował wobec nich przemoc. Na początku najczęściej jest zdziwienie: jak to, ja ofiarą przemocy? Niemożliwe. Albo wydaje im się, że muszą się poświęcić, pojawia się poczucie winy, odpowiedzialności za drugą osobę, za wspólne zobowiązania, nawet za to, że rodziny się do siebie zbliżyły i zakończenie związku będzie wiązało się z rozbiciem wielu innych relacji.

Prawdą jest, co mówią prawnicy prowadzący sprawy rozwodowe, i ja to również obserwuję: że kredyt łączy bardziej niż małżeństwo. Ludziom często trudniej się rozstać na poziomie formalnym niż emocjonalnym, bo mają tak wiele wspólnych rzeczy.

Są też takie osoby, które z symbiozy z rodzicami przechodzą płynnie do symbiozy z partnerami. Nie było momentu, w którym odcięły pępowinę, tylko zmieniły obiekt. Takim osobom będzie szczególnie trudno się rozstać, bo one bez drugiego człowieka nie istnieją, nie muszą swojego partnera nawet specjalnie kochać, po prostu nie wiedzą, kim bez niego są.

Jak wygląda związek, w którym nie potrafimy oddzielić siebie od drugiej osoby?

Taki związek nazywamy symbiotycznym. Jakbyśmy zapytali jedną ze stron, czym się interesuje, to odpowiedziałaby: my lubimy sztukę orientalną. W takim związku nie ma dwóch samodzielnie myślących osób, jest całkowite zlanie się z drugim człowiekiem, są trudności w podejmowaniu własnych decyzji.

Dlaczego ludzie decydują się rozstać? Według danych CBOS od lat powody rozpadu małżeństw są takie same: różnica charakterów, niewierność, nadużywanie alkoholu.

Powodów jest wiele. Bo ich cele życiowe się zmieniły, bo pragną czegoś innego, bo są zbyt niedopasowani. Bo weszli w relację szybko i bezrefleksyjnie i po dwóch, trzech latach zaczynają czuć się zakleszczeni, uświadamiają sobie, że tak może już wyglądać ich życie, albo że może być już tylko gorzej. I poczucie bycia w pułapce jest wystarczającym powodem bycia niezadowolonym.

Wakacje mogą być dobrym momentem na rozstanie dla niektórych par (fot: Shutterstock.com)
Wakacje mogą być dobrym momentem na rozstanie dla niektórych par (fot: Shutterstock.com)

Kiedy ludzie podejmują najczęściej decyzję o rozstaniu? Jest taki mit, że momentem wyzwalającym są wspólne wakacje, czyli sytuacja, w której ludzie w końcu mogą pobyć dłużej razem i może się okazać, że nie dość, że nie mamy wspólnych tematów do rozmowy, to jeszcze jedno drugie tylko doprowadza do szału.

Tak, wakacje mogą być dobrym momentem na rozstanie dla niektórych par. Nagle lądują sami na tej plaży albo w pokoju hotelowym. Nie ma pracy, która oderwie ich uwagę. Brakuje codziennych obowiązków i wtedy mogą skonfrontować się z bolesną rzeczywistością, że między nimi wieje pustką. Pozostawieni sami, nie mają nawet o czym rozmawiać. Nie mają także powodu, żeby nie uprawiać seksu, a jednak tego nie robią.

Ludzie rozstają się, bo są niedopasowani seksualnie?

Tak, to się zdarza. Bywa też tak, że pary mają nieudane życie seksualne, ale bardzo udany związek. Daliśmy sobie wmówić, że ten seks jest nie wiadomo jak ważny. Poznałem osoby, dla których seks mógłby nie istnieć. Albo takie, które mogłyby spokojnie uprawiać go raz na dwa miesiące albo i na pół roku i byłyby szczęśliwe.

No ale skoro ludzie się z tego powodu rozstają...

Bo okazuje się, że dla jednej strony seks jest jednak bardzo ważny. I ona ma do tego prawo. Znałem pary, które czekały z inicjacją seksualną aż do ślubu i potem okazało się, że to się po prostu nie uda.

Jak długo trwa ten proces rozstawania się?

Kiedy nie ma dzieci, trwa to zdecydowanie krócej. Ale też nie ma reguły. W przypadku, w którym człowiek ma problem z samookreśleniem siebie i definiuje się poprzez bycie z drugą osobą, może trwać to nawet latami. Prowadziłem terapię kobiety, która dopiero po pogrzebie swojego męża zdała sobie sprawę, że poślubienie go było największym błędem, jaki mogła w życiu popełnić. Byli ze sobą 40 lat, w chwili pogrzebu miała 61 lat.

Można by pomyśleć, że zmarnowała większą część swojego życia?

Zawsze jest tak, że z jakichś powodów pozostajemy w danej relacji, ale ona rzeczywiście miała poczucie, że dopiero po jego śmierci odżyła. Mąż całe życie ją poniżał i ona to akceptowała, między innymi dlatego, że wychowała się w domu, w którym mężczyzn się słuchało, a kobiety traktowano przedmiotowo. Gdy mąż po raz pierwszy ją uderzył i powiedziała o tym matce, ta zareagowała stwierdzeniem, że nie może opuścić męża, bo bez niego jest nikim.

Jak potoczyły się jej losy? Związała się z kimś innym?

Nie. Ale bardzo się rozwinęła. Zaczęła myśleć o sobie, realizować swoje zainteresowania.

Przykład tej kobiety jest ekstremalny. Z drugiej strony coraz więcej młodych ludzi rozstaje się lub rozwodzi na bardzo wczesnym etapie związku, po dwóch, trzech latach. Mam znajomych, którzy rozwiedli się już po roku. Zbyt frywolnie podchodzimy dziś do kwestii zobowiązania? Jak wynika z najnowszych badań CBOS, w ostatnim dziesięcioleciu odsetek zwolenników rozwodów wzrósł o ponad połowę (z 20 proc. do 32 proc.).

Na pewno dziś łatwiej się rozstać niż kiedyś i ja wiem, że wiele osób strasznie na tych młodych psioczy, bo kiedyś to się związki naprawiało, a dziś się szuka nowych. I wie pani co? Bardzo dobrze! Jako terapeuta pracuję czasem z ludźmi, którzy mają po 60 lat, od lat znęcają się nad sobą, zdradzają się nawzajem, nie uprawiają seksu i sobie myślę - czemu wy się nie rozstaliście 30 lat temu? Czy wy zdajecie sobie sprawę z tego, co sobie od lat robicie?

Przywiązaliśmy się do tej pięknej idei, że jak już się z kimś wiążemy, to na całe życie. I sam mam nadzieję, że mi się to uda, ale to jest wyłącznie ideał, do którego się dąży. Analizując jednak ludzkie biogramy, raczej jest tak, że ludzie mają tendencję do monogamii seryjnej, czyli wchodzenia w kilka związków w ciągu całego swojego życia, jeden trwa krócej, inny dłużej. To nie jest tak, że ja namawiam do tego, żeby się rozstawać. Jeśli jest o co walczyć, to trzeba walczyć. Chcę jednak patrzeć na rozstanie jako na wartość, a nie problem cywilizacyjny.

Jednocześnie rozwód w dalszym ciągu jest jednym z trzech najbardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka.

Ludzie mają wobec swoich związków ogromne oczekiwania. Gdy dochodzi do rozstania, konfrontujemy się z tym, że to, co myśleliśmy o kimś czy o sobie, nie jest prawdą, a nasze marzenia o byciu razem, plany, które mieliśmy, się nie zrealizują. Zaczynamy dostrzegać, jakie błędy popełniliśmy albo że wstydzimy się tego, jak się zachowywaliśmy, albo z kim się związaliśmy. Zderzenie się z rzeczywistością potrafi być brutalne.

Według danych GUS w ciągu ostatnich 15 lat liczba wniosków o separację małżonków spadła blisko dziesięciokrotnie (Grzegorz Bukała/ Agencja Gazeta)
Według danych GUS w ciągu ostatnich 15 lat liczba wniosków o separację małżonków spadła blisko dziesięciokrotnie (Grzegorz Bukała/ Agencja Gazeta)

Według danych GUS w ciągu ostatnich 15 lat liczba wniosków o separację małżonków spadła blisko dziesięciokrotnie. Nie spada za to liczba rozwodów - na mniej więcej trzy zawierane śluby przypada jeden rozwód. Dlaczego Polacy nie chcą separacji, tylko rozwodu?

Myślę, że dla wielu osób decyzja o rozstaniu będzie ogromnie trudna. Jeśli uda się ją w końcu podjąć, będą dążyli do jak najszybszego zakończenia związku. Być może separacja oznacza dla nich przeciąganie agonii.

Najczęściej rozstawaniu się towarzyszą bardzo silne emocje. Czy są jakieś sposoby na to, żeby dobrze się rozstać?

Kluczem jest uświadomienie sobie, w czym tkwi problem, zdanie sobie sprawy z tego, że to, czego pragniemy, jest nie do pogodzenia. Oddzielenie sfery emocji od sfery realnych potrzeb, otwarcie na to, żeby zrozumieć drugą stronę. Najlepiej rozstają się pary, które wspólnie doszły do wniosku, że z wielu powodów nie są w stanie dłużej ze sobą być. Rzadko jednak możemy liczyć na dobre rozstanie, kiedy jedna strona chce się rozstać, a druga nie. A zwłaszcza, gdy w tle jest osoba trzecia, doszło do zdrady i nie był to jednorazowy skok w bok, tylko romans, w którym pojawiły się uczucia, a może i chęć do stworzenia związku. Z doświadczenia wiem, że ludzie bardzo przeżywają fakt bycia pozostawionym dla kogoś innego. Jest to potwornie bolesne.

Utrzymać kontakt po rozstaniu czy lepiej nie?

Nie ma reguły, to kwestia bardzo indywidualna. Zupełnie inaczej podejdą do tego osoby, które rozstały się w tzw. zgodzie, a inaczej te, które zostały porzucone. Warto pamiętać o tym, że możemy nie chcieć mieć po rozstaniu kontaktu, albo chcemy zachować kontakt, ale nie mamy ochoty na przykład słuchać o randkach byłego partnera. Bywa też tak, że ludzie się rozstają, ale ich rozstanie sprowadza się do tego, że już ze sobą nie mieszkają, i tylko do tego, bo cały wolny czas wciąż spędzają razem.

Z czego może wynikać takie zachowanie?

Myślę, że ze strachu przed konfrontacją z prawdą i pustką po odejściu kogoś bliskiego. Każde rozstanie wymaga od człowieka odbycia żałoby. I rzeczywiście może być tak, że tuż po rozstaniu wpadniemy w fazę obronną, trochę maniakalną - zaczniemy chodzić na imprezy, cieszyć się tym, że możemy pójść sami do kina, wrócić po pracy do domu i mieć spokój, spotkać się z kimś nowym. Ale miną dwa, trzy tygodnie i pojawi się pustka, poczucie, że jednak nie tak łatwo zastąpić byłego partnera kimś nowym. Nawet jeśli dana relacja była dla nas szkodliwa, raniąca, to bardzo rzadko jest tak, że niczego nam po jej zakończeniu nie brakuje. Działać może mechanizm przywiązania, to, że po prostu mieliśmy się do kogo odezwać. Na pewno przyjdzie ten trudny moment, w którym będziemy musieli skonfrontować się ze stratą. Jeśli w dalszym ciągu utrzymujemy ze sobą intensywny kontakt, automatycznie go przesuwamy w czasie.

Najlepiej rozstają się pary, które wspólnie doszły do wniosku, że z wielu powodów nie są w stanie dłużej ze sobą być (Agencja Gazeta)
Najlepiej rozstają się pary, które wspólnie doszły do wniosku, że z wielu powodów nie są w stanie dłużej ze sobą być (Agencja Gazeta)

Ludzie bardzo różnie reagują na rozstanie. Jedni wpadają szybko w kolejny związek, inni w krótkoterminowe relacje, jeszcze inni latami z nikim się nie spotykają, nawet nie pójdą na randkę. Czy są lepsze lub gorsze sposoby na przeżycie tej "żałoby po rozstaniu"?

To bardzo indywidualna kwestia. Jeśli od razu wejdziemy w nowy związek, istnieje duża szansa, że powtórzymy te same błędy, co w poprzednim, bo nie daliśmy sobie szansy na przepracowanie pewnych rzeczy, zastanowienie się nad tym, czego nam brakowało, co zrobiliśmy źle, jak chcielibyśmy budować kolejną relację. I te osoby, które spotykamy tuż po rozstaniu, stają się tak zwanym klinem, czyli plastrem na wciąż niezagojone rany po ostatnim związku. Ale znów - nie ma reguły. Bardzo chcielibyśmy to wszystko opisać i sklasyfikować, znaleźć najlepsze rozwiązanie. Ale się nie da. Tak jak z tymi osobami, które po trzech dniach od poznania zakochują się w sobie, po dwóch tygodniach już ze sobą mieszkają - część z tych par szybko się rozstaje, a inne po 20 latach dalej są ze sobą szczęśliwe.

Jak oni to robią?

Trochę szczęścia i dużo pracy.

Więc jednak trzeba się postarać.

Oczywiście. Sam jestem w wieloletnim związku i często słyszę od ludzi - wy to macie szczęście, że wciąż jesteście razem. Gdzie tam szczęście. Szczęście to może mieliśmy, że się w ogóle poznaliśmy, ale pozostałe kilkanaście lat to przede wszystkim masa roboty. Będąc w związku, wykonujemy cały czas jakąś pracę, postanawiamy, że w tym momencie odkładamy swój interes na bok i skupiamy się na drugiej osobie, a innym razem dbamy o siebie i nie pozwalamy, aby nasze granice zostały naruszone.

Czy można podzielić powody rozstania na błahe i te poważne? Kiedy warto walczyć o związek? Kiedy warto się rozstać?

To, co będzie błahe dla jednego, dla drugiego będzie poważne. Związek to indywidualny bilans zysków i strat. Jeżeli przez większość czasu czuję się źle, większość moich potrzeb nie jest zaspokajana, to oznacza, że ewidentnie coś jest nie tak, pytanie co. Wraz z tym pytaniem powinna pojawić się też autorefleksja, czy jakikolwiek związek jest w stanie zaspokoić moje potrzeby. Partner nie ukocha i nie utuli za mamusię czy tatusia, którzy nie zapewnili tego w dzieciństwie. Są osoby, które mówią: musisz mnie komplementować, bo mój poprzedni partner tego nie robił. Pytanie, czy jak ta osoba już usłyszy te komplementy, to w końcu poczuje się nakarmiona i zaspokojona, a może ten głód uwagi, miłości, docenienia jest pierwotny i to zaspokojenie nigdy nie przyjdzie. A należy pamiętać, że partner nie jest po to, żeby wszystkie nasze braki uzupełniać.

Michał Pozdał, seksuolog i psychoterapeuta (fot: materiały prasowe)
Michał Pozdał, seksuolog i psychoterapeuta (fot: materiały prasowe)

mgr Michał Pozdał. Psychoterapeuta, seksuolog. Naukowo interesuje się ludzką seksualnością, we wszystkich jej aspektach, psychoterapią psychodynamiczną i systemową oraz kulturą masową. Jest założycielem Instytutu Psychoterapii i Seksuologii w Katowicach. Zajmuje się pracą z osobami oraz parami doświadczającymi trudności w życiu seksualnym. Od kilku lat prowadzi spotkania psychologiczne w ramach projektu Strefa Młodzieży Uniwersytetu SWPS. Współautor książki "Męskie sprawy" (2016) poświęconej m.in. kryzysowi męskości. 

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (122)
Zaloguj się
  • bjern

    Oceniono 39 razy -19

    Autor jest założycielem Instytutu Psychoterapii i Seksuologii w Katowicach....? I ten chory człowiek leczy innych...? Współczuję pacjentom. To ideolog.

  • mniklasp

    Oceniono 34 razy -18

    bardzo prymitywny mgr Pozdal

  • wujojano

    Oceniono 33 razy -17

    "Chcę jednak patrzeć na rozstanie jako na wartość, a nie problem cywilizacyjny" - faktycznie, jak niektórzy zauważyli, facet ma źle poukładane w głowie. W dodatku z takim nastawieniem chce pomagać innym. Omijać szerokim łukiem takich "terapeutów"!

  • kleofas_von_troba

    Oceniono 31 razy -13

    Zapominacie Pozdał o jednej niezwykle ważnej sprawie - większość tych małżeństw zawarta jest na zasadzie złożenie sobie przysięgi i to przed Bogiem, czyli , że ci ludzie w owego Boga wierzą i nikt ich przecież nie zmusza do składania właśnie takiej przysięgi, że będą ze sobą do śmierci na dobre i na złe. KK nawet tak bardzo nie ułatwia sprawy, bo przecież jeszcze wymaga odbycia nauk przedmałożeńskich, na których uświadamia na czym polega ten ślub, ta przysięga. Co by o KK nie mówić, to jednak kandydaci na małżonków do niego po to przychodzą a nie ksiądz do ludzi aby ich do małżeństwa zmuszać. A zresztą nawet jeśli nie jest to ślub religijny to też składa się przysięgę w jednej z najważniejszych spraw w życiu. Pochwalanie łamania takich przysiąg jest pochwalaniem kłamstwa, oszustw, braku honoru, niedotrzymywania słowa, czyli generalnie bycia ludzkim śmieciem. Zdarzenia, które następują np. 3 lata po ślubie niczym tego nie usprawiedliwiają, bo sam ślub polega na zgodzie na wszelkie takie zdarzenia. Jeżeli, będziemy pochwalać patologie, to niech się pan nie dziwi i nie czyje pokrzywdzony, jeśli ktoś pana okradnie, pobije, okłamie. Man nadzieję, że żaden pana pacjent po usłyszeniu takich porad podczas wizyty u pana, nie płaci przed wyjściem. Dlaczego bowiem miałby zgodnie z umową płacić, skoro usłyszał od pana samego, że umów nie należy dotrzymywać ?

  • wlodzimierz.il

    Oceniono 39 razy -13

    "Kiedyś to się związki naprawiało, a dziś się szuka nowych. I wie pani co? Bardzo dobrze!"

    GW zdecydowanie prowadzi akcję rozwalania polskich rodzin.

  • mazzinl890

    Oceniono 24 razy -8

    Co za dziwna prawidłowość, że te masowo publikowane w Gazetce przemądre banialuki są wytworem kobiet.
    Zaś na mistrzostwach w szachach, brydżu czy programowaniu to tych genialnych pań nie widać... że już laureatek Nobla z fizyki, chemii, medycyny bądź ekonomii z litości nie wspomnę.

  • lookas

    Oceniono 23 razy -7

    Oczywiście,że dobrze..Zwłaszcza świeżo po porodzie..<to chaiłby siedziec w smrodach.Trzeba zbudowćc nowy związek.

  • sokolasty

    Oceniono 20 razy -6

    Ten tekst pojawia się już któryś raz w ciągu ostatnich tygodni. Naprawdę zacznę sądzić, że gazeta jest antyrodzinna, rozbija związki i promuje rozwody

  • wqcyzx

    Oceniono 19 razy -5

    Kolejny przykład młodocianego pryszcza z gębą pełną frazesów który chce zarabiać na promowaniu patologii którą potem usiłuje sklejać za grube pieniądze. Faktycznie PiS powinien wziąć się za media, bo to co propagują szoruje po dnie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX