W Polsce na trzy zawierane śluby przypada jeden rozwód

W Polsce na trzy zawierane śluby przypada jeden rozwód (fot: Grzegorz Bukała/ Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

"Kiedyś to się związki naprawiało, a dziś się szuka nowych. I wie pani co? Bardzo dobrze!"

W Polsce na trzy zawierane śluby przypada jeden rozwód. Ludzie coraz częściej decydują się na to, żeby się rozstać. Seksuolog i psychoterapeuta Michał Pozdał przekonuje, że to dobrze. - Jeśli jest o co walczyć, to trzeba walczyć. Chcę jednak patrzeć na rozstanie jako na wartość, a nie problem cywilizacyjny - mówi.

Zakładam, że ludzie, którzy przychodzą do psychoterapeuty, bo mają problem w związku, raczej chcą naprawić relację, a nie się rozstać?

Nie zawsze. Najczęściej podczas pierwszych sesji rzeczywiście mówią, że takie są ich motywacje, ale zdarza się tak, że po kilku spotkaniach wychodzi na jaw, że tak naprawdę już od dawna nie chcą w danej relacji być, tylko nie wiedzą, jak się rozstać. I potrzebują kogoś, przy kim będą mogły to otwarcie powiedzieć.

A jeśli przychodzą razem, to z czasem dowiadują się o sobie czegoś, co powoduje, że dalsze trwanie w relacji nie ma sensu, bo wychodzi na jaw, że każdy ma inne oczekiwania od związku. Zdecydowali się na terapię, bo przykładowo jedna ze stron kolejny raz zdradziła. I w trakcie terapii ona jasno mówi, że będzie dalej zdradzać, na co nie godzi się jej partner, który pragnie wyłączności. I po raz pierwszy wyraźnie komunikuje, że właściwie to chce wziąć ślub, mieć dwójkę dzieci. Okazuje się więc, że dwoje ludzi będących razem ma zupełnie inne potrzeby i cele.

A gdy już szok po rozstaniu minie i każda ze stron przeżyje żałobę po związku, to zazwyczaj pojawia się refleksja: no tak, to by się nigdy nie udało.

Ludzie rozstają się ze sobą, bo są niedopasowani seksualnie (fot: Shutterstock.com)
Ludzie rozstają się ze sobą, bo są niedopasowani seksualnie (fot: Shutterstock.com)

Dlaczego nie potrafią zobaczyć tego wcześniej i podejść do sprawy bardziej na chłodno? To oczywiste, że jeśli jedno chce dzieci, a drugie nie chce, albo jedno chce być w otwartym związku, a drugie tego nie akceptuje, to raczej nic z tego nie będzie.

Bo żywią do siebie uczucia. Stan zakochania jest stanem patologicznym. Jest cudowny, ale wtedy ludzie nie myślą racjonalnie. Odzywają się w człowieku jego dziecięce potrzeby, które nie zostały zaspokojone na wcześniejszych etapach życia, jak np. uwagi, bliskości, miłości. Zazwyczaj też na początku relacji wydajemy się o wiele bardziej stabilni emocjonalnie niż jesteśmy w rzeczywistości. Ten okres "różowych okularów" jednak w końcu minie. Gdy związek przejdzie do kolejnej fazy, zaczniemy wyraźniej dostrzegać to, co nam nie odpowiada.

Dlaczego jeszcze to tak trudne, żeby się rozstać?

Często jest tak, że człowiek ulega tzw. ogłupieniu neurotycznemu - wie, że coś mu nie odpowiada, ale jego mechanizmy obronne działają tak mocno, że nie jest w stanie powiedzieć jasno, co mu nie pasuje i dlaczego w danej relacji nie chce być, nie potrafi podać żadnych racjonalnych powodów. Mówi tyle: po prostu tak czuję. Ale jednocześnie samo "bo tak czuję" to dla niego za mało, żeby relację zakończyć. Potrzebuje kogoś, kto sparafrazuje to, co mówi, czyli uświadomi mu na przykład, że od 10 czy 20 lat jest w związku nieszczęśliwy. To niesamowite, że ludzie naprawdę muszą szukać powodu dla tego, że są nieszczęśliwi w relacji tak długo.

A nie powinni? Samo "jestem nieszczęśliwy" brzmi dość infantylnie i niedojrzale?

To powinno wystarczyć. Ale ludzie nie dają sobie prawa do tego, żeby swoje własne uczucia uznać za ważne. Że sam fakt, że są nieszczęśliwi, jest ważny. Muszą mieć jakiś dowód - siniaki, zdradę. Chociaż i to często nie jest wystarczającym powodem, żeby z relacji wyjść. Wielokrotnie tak jest, że nie zdają sobie sprawy z tego, że ich granice w związku są nagminnie przekraczane, że doświadczają przemocy psychicznej. Często dopiero na terapii dowiadują się, że ktoś stosował wobec nich przemoc. Na początku najczęściej jest zdziwienie: jak to, ja ofiarą przemocy? Niemożliwe. Albo wydaje im się, że muszą się poświęcić, pojawia się poczucie winy, odpowiedzialności za drugą osobę, za wspólne zobowiązania, nawet za to, że rodziny się do siebie zbliżyły i zakończenie związku będzie wiązało się z rozbiciem wielu innych relacji.

Prawdą jest, co mówią prawnicy prowadzący sprawy rozwodowe, i ja to również obserwuję: że kredyt łączy bardziej niż małżeństwo. Ludziom często trudniej się rozstać na poziomie formalnym niż emocjonalnym, bo mają tak wiele wspólnych rzeczy.

Są też takie osoby, które z symbiozy z rodzicami przechodzą płynnie do symbiozy z partnerami. Nie było momentu, w którym odcięły pępowinę, tylko zmieniły obiekt. Takim osobom będzie szczególnie trudno się rozstać, bo one bez drugiego człowieka nie istnieją, nie muszą swojego partnera nawet specjalnie kochać, po prostu nie wiedzą, kim bez niego są.

Jak wygląda związek, w którym nie potrafimy oddzielić siebie od drugiej osoby?

Taki związek nazywamy symbiotycznym. Jakbyśmy zapytali jedną ze stron, czym się interesuje, to odpowiedziałaby: my lubimy sztukę orientalną. W takim związku nie ma dwóch samodzielnie myślących osób, jest całkowite zlanie się z drugim człowiekiem, są trudności w podejmowaniu własnych decyzji.

Dlaczego ludzie decydują się rozstać? Według danych CBOS od lat powody rozpadu małżeństw są takie same: różnica charakterów, niewierność, nadużywanie alkoholu.

Powodów jest wiele. Bo ich cele życiowe się zmieniły, bo pragną czegoś innego, bo są zbyt niedopasowani. Bo weszli w relację szybko i bezrefleksyjnie i po dwóch, trzech latach zaczynają czuć się zakleszczeni, uświadamiają sobie, że tak może już wyglądać ich życie, albo że może być już tylko gorzej. I poczucie bycia w pułapce jest wystarczającym powodem bycia niezadowolonym.

Wakacje mogą być dobrym momentem na rozstanie dla niektórych par (fot: Shutterstock.com)
Wakacje mogą być dobrym momentem na rozstanie dla niektórych par (fot: Shutterstock.com)

Kiedy ludzie podejmują najczęściej decyzję o rozstaniu? Jest taki mit, że momentem wyzwalającym są wspólne wakacje, czyli sytuacja, w której ludzie w końcu mogą pobyć dłużej razem i może się okazać, że nie dość, że nie mamy wspólnych tematów do rozmowy, to jeszcze jedno drugie tylko doprowadza do szału.

Tak, wakacje mogą być dobrym momentem na rozstanie dla niektórych par. Nagle lądują sami na tej plaży albo w pokoju hotelowym. Nie ma pracy, która oderwie ich uwagę. Brakuje codziennych obowiązków i wtedy mogą skonfrontować się z bolesną rzeczywistością, że między nimi wieje pustką. Pozostawieni sami, nie mają nawet o czym rozmawiać. Nie mają także powodu, żeby nie uprawiać seksu, a jednak tego nie robią.

Ludzie rozstają się, bo są niedopasowani seksualnie?

Tak, to się zdarza. Bywa też tak, że pary mają nieudane życie seksualne, ale bardzo udany związek. Daliśmy sobie wmówić, że ten seks jest nie wiadomo jak ważny. Poznałem osoby, dla których seks mógłby nie istnieć. Albo takie, które mogłyby spokojnie uprawiać go raz na dwa miesiące albo i na pół roku i byłyby szczęśliwe.

No ale skoro ludzie się z tego powodu rozstają...

Bo okazuje się, że dla jednej strony seks jest jednak bardzo ważny. I ona ma do tego prawo. Znałem pary, które czekały z inicjacją seksualną aż do ślubu i potem okazało się, że to się po prostu nie uda.

Jak długo trwa ten proces rozstawania się?

Kiedy nie ma dzieci, trwa to zdecydowanie krócej. Ale też nie ma reguły. W przypadku, w którym człowiek ma problem z samookreśleniem siebie i definiuje się poprzez bycie z drugą osobą, może trwać to nawet latami. Prowadziłem terapię kobiety, która dopiero po pogrzebie swojego męża zdała sobie sprawę, że poślubienie go było największym błędem, jaki mogła w życiu popełnić. Byli ze sobą 40 lat, w chwili pogrzebu miała 61 lat.

Można by pomyśleć, że zmarnowała większą część swojego życia?

Zawsze jest tak, że z jakichś powodów pozostajemy w danej relacji, ale ona rzeczywiście miała poczucie, że dopiero po jego śmierci odżyła. Mąż całe życie ją poniżał i ona to akceptowała, między innymi dlatego, że wychowała się w domu, w którym mężczyzn się słuchało, a kobiety traktowano przedmiotowo. Gdy mąż po raz pierwszy ją uderzył i powiedziała o tym matce, ta zareagowała stwierdzeniem, że nie może opuścić męża, bo bez niego jest nikim.

Jak potoczyły się jej losy? Związała się z kimś innym?

Nie. Ale bardzo się rozwinęła. Zaczęła myśleć o sobie, realizować swoje zainteresowania.

Przykład tej kobiety jest ekstremalny. Z drugiej strony coraz więcej młodych ludzi rozstaje się lub rozwodzi na bardzo wczesnym etapie związku, po dwóch, trzech latach. Mam znajomych, którzy rozwiedli się już po roku. Zbyt frywolnie podchodzimy dziś do kwestii zobowiązania? Jak wynika z najnowszych badań CBOS, w ostatnim dziesięcioleciu odsetek zwolenników rozwodów wzrósł o ponad połowę (z 20 proc. do 32 proc.).

Na pewno dziś łatwiej się rozstać niż kiedyś i ja wiem, że wiele osób strasznie na tych młodych psioczy, bo kiedyś to się związki naprawiało, a dziś się szuka nowych. I wie pani co? Bardzo dobrze! Jako terapeuta pracuję czasem z ludźmi, którzy mają po 60 lat, od lat znęcają się nad sobą, zdradzają się nawzajem, nie uprawiają seksu i sobie myślę - czemu wy się nie rozstaliście 30 lat temu? Czy wy zdajecie sobie sprawę z tego, co sobie od lat robicie?

Przywiązaliśmy się do tej pięknej idei, że jak już się z kimś wiążemy, to na całe życie. I sam mam nadzieję, że mi się to uda, ale to jest wyłącznie ideał, do którego się dąży. Analizując jednak ludzkie biogramy, raczej jest tak, że ludzie mają tendencję do monogamii seryjnej, czyli wchodzenia w kilka związków w ciągu całego swojego życia, jeden trwa krócej, inny dłużej. To nie jest tak, że ja namawiam do tego, żeby się rozstawać. Jeśli jest o co walczyć, to trzeba walczyć. Chcę jednak patrzeć na rozstanie jako na wartość, a nie problem cywilizacyjny.

Jednocześnie rozwód w dalszym ciągu jest jednym z trzech najbardziej stresujących wydarzeń w życiu człowieka.

Ludzie mają wobec swoich związków ogromne oczekiwania. Gdy dochodzi do rozstania, konfrontujemy się z tym, że to, co myśleliśmy o kimś czy o sobie, nie jest prawdą, a nasze marzenia o byciu razem, plany, które mieliśmy, się nie zrealizują. Zaczynamy dostrzegać, jakie błędy popełniliśmy albo że wstydzimy się tego, jak się zachowywaliśmy, albo z kim się związaliśmy. Zderzenie się z rzeczywistością potrafi być brutalne.

Według danych GUS w ciągu ostatnich 15 lat liczba wniosków o separację małżonków spadła blisko dziesięciokrotnie (Grzegorz Bukała/ Agencja Gazeta)
Według danych GUS w ciągu ostatnich 15 lat liczba wniosków o separację małżonków spadła blisko dziesięciokrotnie (Grzegorz Bukała/ Agencja Gazeta)

Według danych GUS w ciągu ostatnich 15 lat liczba wniosków o separację małżonków spadła blisko dziesięciokrotnie. Nie spada za to liczba rozwodów - na mniej więcej trzy zawierane śluby przypada jeden rozwód. Dlaczego Polacy nie chcą separacji, tylko rozwodu?

Myślę, że dla wielu osób decyzja o rozstaniu będzie ogromnie trudna. Jeśli uda się ją w końcu podjąć, będą dążyli do jak najszybszego zakończenia związku. Być może separacja oznacza dla nich przeciąganie agonii.

Najczęściej rozstawaniu się towarzyszą bardzo silne emocje. Czy są jakieś sposoby na to, żeby dobrze się rozstać?

Kluczem jest uświadomienie sobie, w czym tkwi problem, zdanie sobie sprawy z tego, że to, czego pragniemy, jest nie do pogodzenia. Oddzielenie sfery emocji od sfery realnych potrzeb, otwarcie na to, żeby zrozumieć drugą stronę. Najlepiej rozstają się pary, które wspólnie doszły do wniosku, że z wielu powodów nie są w stanie dłużej ze sobą być. Rzadko jednak możemy liczyć na dobre rozstanie, kiedy jedna strona chce się rozstać, a druga nie. A zwłaszcza, gdy w tle jest osoba trzecia, doszło do zdrady i nie był to jednorazowy skok w bok, tylko romans, w którym pojawiły się uczucia, a może i chęć do stworzenia związku. Z doświadczenia wiem, że ludzie bardzo przeżywają fakt bycia pozostawionym dla kogoś innego. Jest to potwornie bolesne.

Utrzymać kontakt po rozstaniu czy lepiej nie?

Nie ma reguły, to kwestia bardzo indywidualna. Zupełnie inaczej podejdą do tego osoby, które rozstały się w tzw. zgodzie, a inaczej te, które zostały porzucone. Warto pamiętać o tym, że możemy nie chcieć mieć po rozstaniu kontaktu, albo chcemy zachować kontakt, ale nie mamy ochoty na przykład słuchać o randkach byłego partnera. Bywa też tak, że ludzie się rozstają, ale ich rozstanie sprowadza się do tego, że już ze sobą nie mieszkają, i tylko do tego, bo cały wolny czas wciąż spędzają razem.

Z czego może wynikać takie zachowanie?

Myślę, że ze strachu przed konfrontacją z prawdą i pustką po odejściu kogoś bliskiego. Każde rozstanie wymaga od człowieka odbycia żałoby. I rzeczywiście może być tak, że tuż po rozstaniu wpadniemy w fazę obronną, trochę maniakalną - zaczniemy chodzić na imprezy, cieszyć się tym, że możemy pójść sami do kina, wrócić po pracy do domu i mieć spokój, spotkać się z kimś nowym. Ale miną dwa, trzy tygodnie i pojawi się pustka, poczucie, że jednak nie tak łatwo zastąpić byłego partnera kimś nowym. Nawet jeśli dana relacja była dla nas szkodliwa, raniąca, to bardzo rzadko jest tak, że niczego nam po jej zakończeniu nie brakuje. Działać może mechanizm przywiązania, to, że po prostu mieliśmy się do kogo odezwać. Na pewno przyjdzie ten trudny moment, w którym będziemy musieli skonfrontować się ze stratą. Jeśli w dalszym ciągu utrzymujemy ze sobą intensywny kontakt, automatycznie go przesuwamy w czasie.

Najlepiej rozstają się pary, które wspólnie doszły do wniosku, że z wielu powodów nie są w stanie dłużej ze sobą być (Agencja Gazeta)
Najlepiej rozstają się pary, które wspólnie doszły do wniosku, że z wielu powodów nie są w stanie dłużej ze sobą być (Agencja Gazeta)

Ludzie bardzo różnie reagują na rozstanie. Jedni wpadają szybko w kolejny związek, inni w krótkoterminowe relacje, jeszcze inni latami z nikim się nie spotykają, nawet nie pójdą na randkę. Czy są lepsze lub gorsze sposoby na przeżycie tej "żałoby po rozstaniu"?

To bardzo indywidualna kwestia. Jeśli od razu wejdziemy w nowy związek, istnieje duża szansa, że powtórzymy te same błędy, co w poprzednim, bo nie daliśmy sobie szansy na przepracowanie pewnych rzeczy, zastanowienie się nad tym, czego nam brakowało, co zrobiliśmy źle, jak chcielibyśmy budować kolejną relację. I te osoby, które spotykamy tuż po rozstaniu, stają się tak zwanym klinem, czyli plastrem na wciąż niezagojone rany po ostatnim związku. Ale znów - nie ma reguły. Bardzo chcielibyśmy to wszystko opisać i sklasyfikować, znaleźć najlepsze rozwiązanie. Ale się nie da. Tak jak z tymi osobami, które po trzech dniach od poznania zakochują się w sobie, po dwóch tygodniach już ze sobą mieszkają - część z tych par szybko się rozstaje, a inne po 20 latach dalej są ze sobą szczęśliwe.

Jak oni to robią?

Trochę szczęścia i dużo pracy.

Więc jednak trzeba się postarać.

Oczywiście. Sam jestem w wieloletnim związku i często słyszę od ludzi - wy to macie szczęście, że wciąż jesteście razem. Gdzie tam szczęście. Szczęście to może mieliśmy, że się w ogóle poznaliśmy, ale pozostałe kilkanaście lat to przede wszystkim masa roboty. Będąc w związku, wykonujemy cały czas jakąś pracę, postanawiamy, że w tym momencie odkładamy swój interes na bok i skupiamy się na drugiej osobie, a innym razem dbamy o siebie i nie pozwalamy, aby nasze granice zostały naruszone.

Czy można podzielić powody rozstania na błahe i te poważne? Kiedy warto walczyć o związek? Kiedy warto się rozstać?

To, co będzie błahe dla jednego, dla drugiego będzie poważne. Związek to indywidualny bilans zysków i strat. Jeżeli przez większość czasu czuję się źle, większość moich potrzeb nie jest zaspokajana, to oznacza, że ewidentnie coś jest nie tak, pytanie co. Wraz z tym pytaniem powinna pojawić się też autorefleksja, czy jakikolwiek związek jest w stanie zaspokoić moje potrzeby. Partner nie ukocha i nie utuli za mamusię czy tatusia, którzy nie zapewnili tego w dzieciństwie. Są osoby, które mówią: musisz mnie komplementować, bo mój poprzedni partner tego nie robił. Pytanie, czy jak ta osoba już usłyszy te komplementy, to w końcu poczuje się nakarmiona i zaspokojona, a może ten głód uwagi, miłości, docenienia jest pierwotny i to zaspokojenie nigdy nie przyjdzie. A należy pamiętać, że partner nie jest po to, żeby wszystkie nasze braki uzupełniać.

Michał Pozdał, seksuolog i psychoterapeuta (fot: materiały prasowe)
Michał Pozdał, seksuolog i psychoterapeuta (fot: materiały prasowe)

mgr Michał Pozdał. Psychoterapeuta, seksuolog. Naukowo interesuje się ludzką seksualnością, we wszystkich jej aspektach, psychoterapią psychodynamiczną i systemową oraz kulturą masową. Jest założycielem Instytutu Psychoterapii i Seksuologii w Katowicach. Zajmuje się pracą z osobami oraz parami doświadczającymi trudności w życiu seksualnym. Od kilku lat prowadzi spotkania psychologiczne w ramach projektu Strefa Młodzieży Uniwersytetu SWPS. Współautor książki "Męskie sprawy" (2016) poświęconej m.in. kryzysowi męskości. 

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (122)
Zaloguj się
  • magicbox

    Oceniono 45 razy 25

    Moja opinia pewnie będzie niepopularna ale uważam przedstawione podejście za bardzo słuszne. Jak długo można chodzić z gwoździem wbitym w stopę? Na początku morfiną jest miłość, potem słabszym ale jednak znieczuleniem na własny ból jest misja wychowania potomstwa ale po wielu latach sił już może nie starczyć a znieczulenie jest za słabe albo przestało działać. Pojawia się depresja a ta jest już śmiertelnie niebezpieczna. Lepiej wtedy aby dzieci miały oboje kochających rodziców żyjących oddzielnie niż w toksycznej zupie albo gdyby miała się wydarzyć jakaś rodzinna tragedia.

    Jeden z nielicznych tekstów w tej tematyce, który zrobił na mnie tak dobre wrażenie.

  • marek.zak1

    Oceniono 27 razy 23

    Związek to jest zapierdziel i wielu sie nudzi i nie wytrzymują. Jak jeszcze z kasa krucho, to koniec jest bliski.

  • zwyklaosoba

    Oceniono 25 razy 21

    Jestem starej daty i pewnych rzeczy nie rozumiem. Jeśli autor promuje się, że "jestem założycielem i kierującym pracą zespołu Instytutu Psychoterapii i Seksuologii w Katowicach, gdzie prowadzę swoją praktykę kliniczną", to moje pierwsze wrażenie jest, że pracuje on w instytucie naukowym i prowadzi praktykę w klinice czyli medycznym, szpitalnym instytucie naukowym. Gdy okazuje się, że Instytut Psychoterapii i Seksuologii to zwykła działalność gospodarcza autora i ze specjalistycznym oddziałem szpitalnym nie ma nic wspólnego, czuję się wprowadzony w błąd. Widzę to trochę tak, jakby pan Janek, który w garażu naprawia mi samochód nazwał swój warsztat "Instytut Silników Spalinowych i Mechaniki Pojazdów" :)

  • mierdolinho

    Oceniono 36 razy 16

    "Kiedyś to się związki naprawiało"
    bullshit;
    kiedyś związków się nie naprawiało, tylko ludzie siedzieli ze sobą na siłę – bo rozwodnik był outsiderem, prawie jak przestępca i jego szanse na założenie nowego związku były żadne; ztcw to w miedzywojniu nie udało się uchwalić nowego kodeksu rodzinnego więc obowiązywało prawo zaborców, co by oznaczało, że na ter kongresówki rozwody katolików były zakazane.

  • remislanc

    Oceniono 15 razy 15

    Od 33 lat jestem w szczęśliwym związku. Po pierwszych 10 latach mieliśmy lekki kryzys. Nie szukaliśmy nowych partnerów tylko staraliśmy się "naprawić" nasz związek idąc na kompromisy. Kryzys zażegnaliśmy po kilku miesiącach. Jesteśmy ze sobą praktycznie 24h/dobę ( prowadzimy wspólnie firmę). Syn 23 lata właśnie wyprowadza się do własnego M. Dzisiaj przeżywamy drugą młodość, odwiedzamy miejsca w których byliśmy 30 lat temu. Jest CUDOWNIE.

  • zwyklaosoba

    Oceniono 30 razy 14

    Ciekawe tezy. Moi rodzice w tym roku obchodzą 56-tą rocznice ślubu. I dzięki nim wiem, że miłość nie polega na piciu sobie z dzióbków. Kłócą się, spierają, obrażają na siebie, mają żal do siebie. Mama po pół wieku potrafi (tak jak 30 lat temu) powiedzieć: "Ja się z Tobą rozwiodę", a Tata: "Ja z nią ledwo wytrzymuję". I co z tego ? Jak widzę gdy 84-letni mąż pielęgnuje swoją schorowaną 82-letnią żonę inwalidkę, jak potrafi po nocach siedzieć przy niej w szpitalu czy być na każde jej zawołanie, jak dzwoni do mnie i przypomina: "Zadzwoń do mamy", jak widzę, jak schorowana i cierpiąca Mama goni Tatę do lekarzy, jak pilnuje by się nie przemęczał, jak dzwoni do mnie i do brata i mówi: "Przyjedźcie przestawić stół", albo "Kup zgrzewkę wody, by tata nie dźwigał" to wiem co to jest MIŁOŚĆ ! I znam ją z praktyki, więc takie wywody mądrych głów, co to wiedzą jak to sobie ułożyć życie nie robią na mnie wrażenia. Bo z każdym rokiem odkrywam, że związek moich rodziców choć nieidealny, jest lepszym obrazem miłości niż jakakolwiek komedia romantyczna. I tego im zazdroszczę.

  • poziom1908

    Oceniono 11 razy 7

    Z psychologami jest pewien problem. Otóż wielu rzeczy dotyczących ludziej natury się nie nauczysz. Tylko doświadczenie czy to na własnej skórze, czy tez obserwacja mogą cokolwiek dac. Innymi słowy: ile par, tyle historii.

  • zagadkowy_komandos

    Oceniono 5 razy 5

    Dlatego nie biorę kredytów.

  • ceppisowski

    Oceniono 6 razy 4

    Glosujcie na Partie Pislamską
    Ona zdelegalizuje instytucje rozwoadu i separacji
    Polskie klechy beda mogly zaraportowac do Watykanu ze w kraju JPII swietojebliwosc osiagnela najwyzszy z mozliwych poziomow

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX