Speed dating to wygodny sposób na poznanie partnera

Speed dating to wygodny sposób na poznanie partnera (Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

reportaż

Katolicy w czasach Tindera. "Kobieta studiów mieć nie musi. Liczą się trzy konkretne cechy: płodność, szacunek, posłuszeństwo"

Damian, uczestnik szybkich randek dla katolików, miał swój własny, standardowy zestaw pytań: Czy jesz mięso? Czy jesz chleb? Czy pijesz mleko? Czy lubisz konie? To ostatnie pytanie było szczególnie ważne. Bo w związku z koniarą to koń zawsze będzie od partnera ważniejszy.

W modnej kawiarni galerii handlowej nie ma toalety, więc jak kogoś przyciśnie, musi biec na koniec holu. Marcin jest cierpliwy, bo dawno przestał pozwalać, by władało nim jakiekolwiek napięcie.

Jasne spodnie, biała koszula, starannie ułożone włosy, idealnie czysta cera. Przyznaje: jest człowiekiem sukcesu. W stolicy ma kilka mieszkań na własność i bardzo dobrze płatną pracę. W mediach społecznościowych zamieszcza zdjęcia - na jednym jego piękna narzeczona, którą kiedyś zagadał na ulicy, siedzi na krawędzi łóżka i spoglądając przez taflę okna na nowe warszawskie osiedle, zajada truskawki z ręki ukochanego.

Myślenie stresowo-depresyjne Marcin usunął ze swojego życia podczas pobytu za granicą, gdzie poznał dziewczynę o niezwykłej urodzie i zamknął się z nią nocą w pokoju. Nie macha już nerwowo nogą, jak kiedyś. I pije tylko herbatę, bo kawa brudzi zęby.

Wtedy, w tym ustronnym pokoju w obcym kraju, Marcin pozbył się dziewictwa i duszącego uczucia bycia niezauważanym. Potem było już coraz lepiej, w Marcinie pojawił się "głód życia". Chciał coraz więcej i coraz więcej zdobywał, także w kwestii dóbr doczesnych. Pewność siebie rosła, umiejętności komunikacji rozwijały się, linia życia Marcina była coraz wyraźniejsza. Tinder już nie wystarczał. Jednym z miejsc, w których Marcin trenował swoją zajebistość, stały się tzw. szybkie randki.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Jednorazowe wydarzenie

Speed dating to sposób na zawieranie znajomości, które mogą potencjalnie przerodzić się w związki. Polega na udziale w sesji krótkich rozmów (czas jest limitowany przez organizatora), podczas których dokonuje się wstępnej selekcji, żeby z wybranymi osobami skontaktować się już indywidualnie.

Zdaniem Marcina, który w kwestii szybkich randek doświadczenie ma spore, w Warszawie speed dating jest niezwykle popularny. Są takie dla palących i nie, wegan i mięsożerców, miłośników gatunków muzycznych, wielbicieli kotów, wielbicieli psów, samotnych rodziców i singli, określonych grup zawodowych.

Są też szybkie randki dla katolików, a szerzej: dla chrześcijan.

- Nie brałeś udziału? - Marcin pyta badawczo.

- Nie.

- Na spotkaniu jest, powiedzmy, 20 kobiet i 20 mężczyzn. Z każdym masz kilka minut rozmowy. Siadasz, witasz się i gadasz. Przechodzisz dalej. Na kartce zaznaczasz, kto ci się spodobał. Jeśli ta druga osoba zaznaczy ciebie, dostajecie do siebie numery, możecie się kontaktować. Fantastyczna sprawa, jeśli ktoś na co dzień nie może, nie ma czasu poznawać kobiet. Na chrześcijańskie speed datingi chodziłem, bo takie są moje wartości. Ale doświadczenia miałem raczej negatywne.

Katolickie speed datingi odbywają się zazwyczaj poza strukturami kościelnymi. Organizowane są przez nieformalne grupy, nowoczesne, działające w mediach społecznościowych biura matrymonialne albo organizacje pozarządowe. Nie sposób nakłonić księży do rozmowy o szybkich randkach, "szkoda czasu na błahe tematy" - mówi kilku. Jednak dla uczestników speed dating okazuje się często ostatnią szansą na znalezienie partnera.

- Takie spotkania otwierają na drugiego człowieka - mówi Agnieszka. Organizowała speed datingi w Lublinie. Opisuje siebie jako "szczęśliwą żonę i mamę". Męża wprawdzie nie poznała na szybkich randkach. Szukała, ale odpowiedni kandydat znalazł się gdzie indziej. Niemniej - szybkie randki poleca. - Często pozwalają się przełamać w kontaktach damsko-męskich. Nawiązują się tam przyjaźnie, a nawet małżeństwa. Wiem o trzech, bo nie ze wszystkimi uczestnikami utrzymuję kontakt  - mówi. - Dziękuję Bogu, że odważyłam się je prowadzić mimo braku poparcia ze strony wspólnot i księży. Tylko nieliczni byli za. Na szczęście to się teraz zmienia i wiem, że randki są organizowane przez różne wspólnoty. Cieszę się, bo to jest po prostu potrzebne. Potrzebne ludziom, którzy mają podobne wartości, a nie zawsze mają okazję być we wspólnocie.

Paulina z recepcji Domu Diecezjalnego Tabor w Rzeszowie, gdzie odbywał się kiedyś katolicki speed dating, ucina rozmowę: - Nie możemy pomóc w kontakcie z uczestnikami, ponieważ nie przetrzymujemy ich danych osobowych i sami nie wiemy, jak potoczyły się ich losy. Było to jednorazowe wydarzenie, którego nie planujemy kontynuować.

30.07.2016 Krakow . Msza swieta przeprowadzona przez Papieza Franciszka w Brzegach . Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Młodzi chrześcijanie mogą się też poznać na wydarzeniach typu Światowe Dni Młodzieży (Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Cyk - do następnej

Damian, inżynier, lat 29. Należy do rozczarowanych.

Swoją historię zaczyna od wstępu: w roku 2014 miał 24 lata i właśnie zakończył kilkuletni związek. Z perspektywy czasu wie, że jego eks była ultrakatoliczką, jej poglądy kształtowali kolejno: biskup, proboszcz i mama.

- Co ciekawe, nie była osobą uduchowioną, raczej zindoktrynowaną polską katolicką tradycją - mówi. - Nie liczyło się to, co zapisane w katechizmie czy dokumentach Kościoła, a proste przyzwyczajenia i obrzędy. Poddawała się presji. Własnej i społecznej. Oczywiście o seksie nie było mowy, pełna wstydliwość. Co najwyżej można się było poprzytulać i pocałować, względnie spać obok siebie gdzieś na wyjeździe.

Choć był "młody i zdrowy", to taki układ mu pasował. Dziś już by tego nie wytrzymał.

Po zerwaniu z dziewczyną zaczął odwiedzać speed datingi. Najpierw świeckie, studenckie, potem chrześcijańskie. Jak wyglądają te ostatnie? Normalnie, jak inne. Pobierasz kartę i startujesz. - Udają się te speed datingi, za które trzeba wnieść opłatę: 10-20 zł. Wtedy przychodzą zdecydowani. Na darmowych jest mało kobiet, rezygnują w ostatniej chwili. Byłem na takim. Piętnastu chłopa, siedem dziewczyn. Lipa - mówi Damian.

Na katolickich speed datingach - jak wylicza - poznał:

dziewczyny z nadwagą, a takie go nie interesują;

panią, która powinna zostać zakonnicą;

rozchichotane dwudziestolatki;

kilka zwykłych dziewczyn z potencjałem na znajomość;

koleżankę, której pierwszym pytaniem było, czy on chce zachować czystość przedmałżeńską. - Na moją odpowiedź, że mnie na tym nie zależy, powiedziała: w takim razie się nie dogadamy - pamięta Damian.

Kilka pań bliżej trzydziestki, z dużym ciśnieniem na ślub i wesele;

fanki muzyki metalowej.

- 90 procent uczestniczek dobrze wyglądało: makijaż, ubranie, fryzura - mówi Damian. - Nie było szarych myszek z tłustymi włosami, w dresach lub spódnicy do kostek.

Z żadną dziewczyną poznaną na szybkich randkach nie utrzymał dłuższego kontaktu. - Zazwyczaj dostawałem potem dwa, trzy numery telefonów. Ale bardzo rzadko udawało się spotkać z którąś w realu. Zazwyczaj nie odbierały lub słychać było przerażenie w głosie, pewnie spowodowane tym, że to dzwonię ja, a nie atrakcyjniejszy kolega - opowiada.

Bo też czy w ciągu trzech albo pięciu minut da się dowiedzieć o drugim człowieku czegoś więcej niż to, jak wygląda? - Mało, żeby naprawdę się poznać, ale w sam raz, żeby grać i pozować - ocenia Damian. - Rozmawia się o czymkolwiek. Naprawdę. Raz idzie naturalnie, raz się nie klei i jest cisza.

Jeśli nie jest się zainteresowanym drugą osobą, to według Damiana doświadcza się najdłuższych trzech minut w życiu. Człowiek ma ochotę wyjść natychmiast, a musi wysiedzieć.

I "cyk do następnej".

30.06.2017 Krakow , Sanktuarium Jana Pawla II . Masz swieta w rocznice swiatowych dni mlodziezy .   Fot. Jakub Wlodek / Agencja Gazeta
Gorliwa religijność nie zawsze jest pożądana (fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta)

Stworzeni do miłości

Agnieszka organizowała "Poznajki" - speed dating dla chrześcijan w Lublinie. Jej mąż jest Pakistańczykiem i katolikiem. - Bardzo lubiłam prowadzić "Poznajki", bo lubię ludzi i wiem, jak ważne jest mieć kogoś, kto wyznaje podobne wartości, idzie w tym samym kierunku - mówi. - Choć w trakcie tych kilku minut nie można poznać drugiej osoby, to można jednak dać się nią zaciekawić.

- Ktoś może powiedzieć: szybkie randki katolikom nie przystoją. - mówię.

- Nie przystoi grzech - odpowiada. - Ale poszukiwanie miłości złem nie jest. Przeciwnie: jesteśmy stworzeni do kochania drugiego człowieka.

Agnieszka w potencjalnym partnerze szukała oparcia, bezinteresownej miłości, zrozumienia i szacunku. Ważne też było poczucie humoru. - I żeby ten mężczyzna był po prostu przyjacielem. Był przy nas, kiedy jest radość, ale także trwał, kiedy przychodzą trudności. To jest dojrzałość do bycia w relacji z drugim człowiekiem - mówi.

A wiara? - Na chrześcijańskich speed datingach nie weryfikujemy wiary uczestników - zaznacza Agnieszka. - Jeśli ktoś będzie otwarcie mówił, że nie jest wierzącym człowiekiem, nie zamkniemy przed nim drogi, bo przecież zawsze może się nim stać. Nie wypraszamy takich osób, ale każdy uczestnik decyduje, czy chce poznać osobę niewierzącą, czy nie. Ważne, żeby ci, którzy są samotni, pamiętali, że to nie koniec świata. Że czeka na nich ktoś wyjątkowy. Bóg nas kocha i da nam człowieka takiego, jakiego potrzebujemy, bo widzi nasze serce.

- Pani znalazła swój ideał? - dopytuję.

- Nikt nie jest idealny. - uśmiecha się. - Ale na pewno znalazłam człowieka...  A raczej Bóg postawił mi go na mojej drodze, bym mogła być szczęśliwa i zmieniać się na lepsze. Małżeństwo to nieustanna walka i rezygnacja z siebie. Ciągle się tego uczę.

Chrześcijańskie speed datingi są coraz popularniejsze (fot. Shutterstock)
Chrześcijańskie speed datingi są coraz popularniejsze (fot. Shutterstock)

Bez iskry

Nad zieloną herbatą Marcin tłumaczy teorię relacji damsko-męskich: - Kiedy jesteś w liceum, rówieśniczki gustują w trochę starszych, ustawionych życiowo facetach. Ty jesteś dla nich szczawikiem, zwykłym "Antkiem", do gościa z samochodem i mieszkaniem nie masz startu. W moim przypadku też tak było. Widzisz, że coś jest nie tak, więc zaczynasz się ogarniać. Kupujesz lepsze ciuchy, bardziej dbasz o wygląd, może zapisujesz się na kursy, które mają ci pomóc wyjść z tej sytuacji. W końcu zaczynasz zarabiać i poprawiać status społeczny. Z roku na rok jesteś coraz bardziej pewny siebie. Jako produkt na rynku damsko-męskim masz coraz wyższą wartość. Stajesz się tym, któremu wcześniej zazdrościłeś.

- Z kobietami jest tak - wykłada Marcin - że startują dobrze. W wieku 19-23 lat są bardzo atrakcyjne. Mają związki z facetami, które nie zawsze kończą się ślubem. Dla tych, które zostają same, sytuacja jest coraz gorsza. Chłopcy z ich klasy dawno się ogarnęli. One w wieku 30 lat nie mogą sobie znaleźć partnerów, a wymagania ciągle mają duże.

Także wobec facetów, których spotykają po drugiej stronie stolika.

- U kobiet, które poznawałem na szybkich randkach dla katolików, religijność miała charakter, jak by to powiedzieć... bardzo sztywny - opowiada Marcin. - OK, sparowaliśmy się, bo podobaliśmy się sobie z wyglądu, ale później nie mieliśmy o czym gadać. Mimo że i ona, i ja jesteśmy osobami wierzącymi. Dziewczyny były często zamknięte w sobie. Czasem bardzo atrakcyjne, ale wycofane i nieufne. Przez cały ten chłód nie było między nami iskry.

Kasę przynoszę ja

Standardowy zestaw pytań przedstawia się następująco:

Czy jesz mięso? Czy jesz chleb? Czy pijesz mleko?

- Nie mam czasu na zadawanie się z wegetariankami albo modnisiami, co wszystko biorą bez glutenu i laktozy. Nie moja bajka - wylicza Damian.

Czy lubisz koty? Czy lubisz konie?

- Nie lubię koniar, dla nich koń zawsze będzie najważniejszy, więc to z nim powinny wejść w związek, nie ze mną. Nie będę za koniem, przede mną tylko Bóg! - mówi.

Jeśli dziewczyna lubi psy, to ma silną osobowość, co Damiana nawet kręci, choć sam woli koty.

- Jak studentka medycyny albo lekarka - to też nie dla mnie. Będzie siedzieć po nocach przy pacjentach, dla mnie obcych ludziach, bo ich przeżycie jest ważniejsze od mojego życia. No kurde! - oburza się Damian.

Dla niego kobieta studiów mieć nie musi. Powinna mieć za to trzy konkretne cechy: płodność, szacunek, posłuszeństwo. I w tym miejscu Damian się rozkręca: - Płodność, bo sam sobie dziecka nie zrobię. Szacunek jako wzajemność i równość w relacji. Bez upadlania, zdrad, złodziejstwa i kombinatorstwa. Jesteśmy na równi, a nie ktoś nad kimś. Posłuszeństwo względem swojej roli jako kobiety: partnerki, matki. Kariera nie może być ważniejsza, kobieta jest od ogarniania rodziny, kasę przyniosę ja.

A wiara? - Religijność i uduchowienie mi nie przeszkadzają - mówi Damian i zaznacza: - Jeśli nie mają wpływu na sferę seksualną. Jeśli ona nie chce robić konkretnych czynności, bo "Bóg zabrania", to nara. Nie moja bajka. Ja do ślubu nie doczekam, bo on nie nastąpi.

Często też temat rozmowy schodzi na motoryzację. Czy ma prawo jazdy itp. Jak ma, to dobrze, ale mieć nie musi.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Gdzie mieszkasz? - pyta też Damian. Jak się urządziłaś? Wolisz mieszkanie czy dom?

- A czemu akurat to? - dopytuję.

- Dziewczyny lubią wić gniazdko. A jeśli mówią, gdzie mieszkają, w jakiej okolicy lub na jakim osiedlu, to znaczy, że wzbudzam zaufanie. Jak ona nie ufa albo nie czuje się bezpiecznie, to nie odpowie.

Po kilku rozmowach uznał: po co się z taką męczyć. Dla kilku z wielkiej łaski danych orgazmów? Nie warto. Trzeba mieć godność, znać swoją wartość. - Niestety, desperacja wśród facetów jest ogromna. To bardzo psuje rynek matrymonialny. Zrobią wszystko, by pójść do łóżka, często z kimkolwiek. A nie warto - twierdzi Damian. - Dlatego myślę, że na takich randkach to mało który chłopak jest po prostu sobą. Raczej grają. A dziewczyny tam przychodzą, bo nie chcą być same. Są zmęczone klubami, stadami "białorycerzy", natarczywymi samcami alfa. Albo z drugiej strony: zmęczone pielgrzymkami i oazami.

Czy spotkania z kobietami na szybkich randkach były dla niego rozczarowujące? - Po prostu one nie były dla mnie albo ja nie byłem dla nich. Otwartość i różnorodność to domena cywilnych speed datingów. Na chrześcijańskich tego nie ma. Co ciekawe, podobno jeśli ma się powyżej 180 cm wzrostu i fit sylwetkę, jest o wiele łatwiej. Wygląd najłatwiej ocenić - mówi i trochę ironizuje: - W końcu trutnie wyrzuca się z ula.

Imiona Marcina i Damiana zmieniłem

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Mariusz Sepioło. Reporter. Publikuje w m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Polityce" i "Gazecie Wyborczej". Autor książek reporterskich: "Ludzie i gady" (wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w więzieniu, "Himalaistki" (wyd. Znak, 2017) o najwybitniejszych wspinających się Polkach i "Nanga Dream" o Tomku Mackiewiczu. Można się z nim skontaktować przez stronę internetową www.mariuszsepiolo.com

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (431)
Zaloguj się
  • asperamanka

    Oceniono 113 razy 103

    To, co prezentuje bohater tekstu, Damian, ja na swój użytek nazywam "katolicyzmem supermarketowym" - leżą na półce zasady określane przez wiarę, i zakaz cudzołóstwa biorę do wózka, ale dotyczyć ma wyłącznie kobiety. Zakaz stosowania prezerwatyw biorę, bo nie lubię robić w gumce, ale zakazu antykoncepcji nie. Niech ona łyka pigułki, ale nocą w łazience, żeby pan Bóg nie zobaczył. Itd., itp. Na koniec zakaz rozwodów rozumiem, ale uważam, że małzenstwo można oczywiście uniewaźnić i ze trzy razy i nadal pozostać katolikiem i dziewicą, jak pewnie wielokrotnie dzieciata z różnymi ojcami Martusia ;-)

    Naprawdę nie rozumiem, po co ludzie deklarują że wierzą w ten zestaw bzdur, i potem go masowo łamią.

  • jacutin

    Oceniono 99 razy 85

    Ten Damian to psychopata i typowy katolicki kołtun. Mówi o szacunku, a z jego strony w każdym słowie na temat tych kobiet przejawia sie pogarda i poczucie wyższości. Zwykły prymityw. Słoma z butów.

  • frodozbagien

    Oceniono 79 razy 73

    "Małżeństwo to nieustanna walka i rezygnacja z siebie." - brzmi krzepiąco ;)

  • hetty111

    Oceniono 80 razy 66

    Temu Damianowi to powinni zmienic imię na Narcyz. Nerw mnie bierze, jak czytam lub slucham madrosci życiowe takich dupków.

  • nazwa.niepoprawna

    Oceniono 71 razy 57

    Czyli umawianie się na bzykanko, ale w chrześcijańskiej otoczce. Pokazuje to dobitnie, jak bardzo ci ludzie są zeschizowani.

  • ziggybam

    Oceniono 48 razy 46

    No, w czasach 500+ płodność jest na wagę złota. Dosłownie, można ją zmierzyć w uncjach.

  • kasia763

    Oceniono 41 razy 37

    Jak "prawdziwy katolik " mógłby sprawdzić płodność potencjalnej żony? Na jakieś badania by ja wysłał, czy co?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX