Karnizm to ideologia, która warunkuje nas do zjadania określonych zwierząt

Karnizm to ideologia, która warunkuje nas do zjadania określonych zwierząt (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

"Ten mechanizm sprawia, że postrzegamy kotlet jako jedzenie, a nie jako martwą krowę czy świnię, i w związku z tym czujemy raczej apetyt niż odrazę"

We wszystkich mięsożernych kulturach ludzie czują się komfortowo, tylko jedząc te zwierzęta, które nauczyli się klasyfikować jako jadalne. Pozostałe postrzegają jako niejadalne, a ich spożywanie uważają za obrzydliwe (świnie na Bliskim Wschodzie) albo wręcz nieetyczne (psy i koty w Stanach i Europie, krowy w Indiach). Przedstawiciele każdej kultury uważają swój podział zwierząt na jadalne i niejadalne za racjonalny, a podziały obowiązujące w innych kulturach za odrażające lub niemoralne.

Paradoks karnizmu

Większość z nas nigdy się nie zastanawiała, dlaczego jedne zwierzęta zjadamy, a innych nie. Możemy przez całe życie nie zadać sobie pytania, dlaczego ciało krowy uważamy za smaczne, a ciała psa byśmy nie tknęli albo dlaczego czujemy więź z kotem, którego mamy w domu, ale nie ze świnią czy z kurą, które trafiły na nasz talerz. Mimo to większość z nas na pewnym poziomie zdaje sobie sprawę, że w gruncie rzeczy nie ma wielkiej różnicy między psem i krową czy kotem i świnią. Co zatem powoduje, że nasze serca otwierają się na jedne zwierzęta, a zamykają przed drugimi?

Przyczyną jest karnizm. Karnizm [an.carnism, system przekonań lub ideologia, przyzwalająca człowiekowi na jedzenie pewnych rodzajów zwierząt - przyp. red.] wytwarza mentalność paradoksalną. Czulibyśmy się winni, jedząc jedne zwierzęta, ale czerpiemy przyjemność ze zjadania innych. Wzdrygamy się, skonfrontowani z obrazami cierpienia zwierząt, ale potrafimy codziennie zjadać ich ciała. Kochamy psy i jemy świnie - i nie wiemy dlaczego.

Ponieważ tę paradoksalną mentalność podzielają prawie wszyscy, uważamy ją za normalną, w związku z czym rzadko się nad nią zatrzymujemy albo w ogóle tego nie robimy. Kiedy jesteśmy dziećmi, nikt nas nie pyta, czy chcemy jeść zwierzęta, jak się czujemy z jedzeniem zwierząt ani czy jesteśmy przekonani do jedzenia zwierząt - choć ta codzienna praktyka ma głęboki wymiar etyczny i poważne implikacje osobiste. Tak po prostu urządzony jest świat - zwierzęta się je. Co najwyżej zniechęca się nas do zastanawiania się nad tą sprawą: gdy dzieci odkrywają, że mięso, które jedzą, pochodzi ze zwierząt, często czują niepokój, ale dorośli skłaniają je, by z powrotem zaakceptowały karnizm i nie zadawały pytań. Kiedy jakaś postawa jest tak rozpowszechniona, to przyjmuje się ją taką, jaka jest, i się jej nie podważa, jakkolwiek irracjonalna by była.

Karnizm warunkuje nas do tego, żebyśmy nie zastanawiali się nad jedzeniem zwierząt, właśnie dlatego, że gdybyśmy to zrobili, najprawdopodobniej zakwestionowalibyśmy cały system, na którym zbudowany jest przemysł hodowlany. Większość z nas jest racjonalna - chcemy podejmować wybory w oparciu o to, co ma sens, a nie w oparciu o to, w co po prostu nauczono nas wierzyć. I większość z nas troszczy się o zwierzęta i nie chce, żeby cierpiały, zwłaszcza jeśli miałoby to być cierpienie intensywne i zupełnie niepotrzebne. Karnizm zaś wymaga od racjonalnych, empatycznych ludzi, żeby wspierali nieracjonalne i krzywdzące praktyki, nie zdając sobie sprawy z tego, co robią, i żeby reagowali obronnie za każdym razem, kiedy jednak zostaną poproszeni o zastanowienie się nad swoimi wyborami żywieniowymi.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Mechanizmy obronne

Ponieważ karnizm jest sprzeczny z podstawowymi wyznawanymi przez nas wartościami, takimi jak współczucie i sprawiedliwość, musi stosować mechanizmy obronne - zniekształcenia poznawcze, które psychicznie i emocjonalnie odłączają nas od naszego prawdziwego doświadczenia związanego ze zjadaniem zwierząt. To one sprawiają, że postrzegamy kotlet jako jedzenie, a nie jako martwą krowę czy świnię, i w związku z tym czujemy raczej apetyt niż odrazę. Gdyby chodziło o kotlet z ciała psa, mielibyśmy zupełnie inne wrażenia i uczucia, ponieważ nie zostaliśmy uwarunkowani do odłączania się od swoich autentycznych myśli i emocji w przypadku jedzenia "niejadalnych" zwierząt takich jak psy. Karnistyczne mechanizmy obronne sprawiają, że wspieramy niepotrzebną przemoc bez etycznego dyskomfortu. Innymi słowy, ponieważ z natury czujemy wobec zwierząt empatię i nie chcemy, żeby cierpiały, karnizm musi dostarczać nam narzędzi do obchodzenia naszego sumienia i wyłączania naturalnych oporów, byśmy wspierali system, który w przeciwnym razie przypuszczalnie uznalibyśmy za niezwykle odrażający.

Zaprzeczenie - nie patrz na zło, nie słuchaj zła, nie mów zła

Głównym mechanizmem obronnym karnizmu jest zaprzeczenie - jeśli sądzimy, że problem nie istnieje, nie musimy z nim nic robić. Zaprzeczenie realizuje się w tym przypadku przede wszystkim jako niewidzialność. Karnizm jest niewidzialny między innymi dzięki temu, że nie został nazwany. Ponieważ go nie nazywamy, zjadanie zwierząt jawi nam się jako zastane, etycznie neutralne zachowanie, niemające podstawy w żadnym systemie przekonań. Gdy nie widzimy systemu, nie możemy go zakwestionować ani rzucić mu wyzwania i nie zdajemy sobie sprawy, że mamy wybór co do tego, czy jeść zwierzęta czy tego nie robić.

Karnizm pozostaje niewidzialny także dlatego, że trzyma swoje ofiary poza zasięgiem wzroku, a zatem poza świadomością społeczną. Liczba zwierząt zabijanych w ciągu zaledwie jednego tygodnia przewyższa liczbę ludzkich ofiar wszystkich wojen w historii, dosłownie na każdym kroku natrafiamy na części ich ciał - ale w zasadzie nigdy nie widujemy ich żywych. Cierpią prawie niewyobrażalnie. Są zapładniane na siłę i kastrowane, obcina im się dzioby, rogi i ogony - wszystko bez znieczulenia. Ogromna większość z nich spędza całe życie w budynkach bez okien, niekiedy w klatkach tak małych, że ledwie mogą się w nich poruszać, a na koniec często są zarzynane lub gotowane żywcem.

Oprócz tego, że traktujemy je jak towar, zwierzęta przerabiane na jedzenie właściwie nie różnią się od tych, które uważamy za przyjaciół i członków rodziny. Badania wykazały, że świnie są inteligentniejsze od psów (niektórzy twierdzą, że dorównują trzyletnim ludziom) i odczuwają empatię w stosunku do siebie nawzajem. Kury, często trzymane jako zwierzęta domowe, uczą się reagować na swoje imiona i potrafią stworzyć bliską więź z człowiekiem, a niedawne badania sugerują, że pod względem poznawczym i społecznym są bardziej skomplikowane, niż wcześniej sądzono. Naukowcy odkryli, że zachowują się altruistycznie - narażają życie, by obronić inne. Krowy z kolei nawiązują przyjaźnie i stresują się, gdy zostaną rozdzielone. Ostatnie badania wykazały także, iż część ryb i skorupiaków jest inteligentna i posiada receptory bólu, więc w niektórych miejscach na świecie krzywdzenie ich jest nielegalne. Karnizm utrzymuje się dzięki temu, że wypieramy straszliwe cierpienie zwierząt. Gdybyśmy tego nie robili, prawdopodobnie bardzo trudno byłoby nam dalej te zwierzęta zjadać.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Usprawiedliwienie - jedzenie zwierząt jest normalne, naturalne i niezbędne

Innym mechanizmem obronnym karnizmu jest usprawiedliwienie. Karnizm uczy nas usprawiedliwiać jedzenie zwierząt, wpajając nam, że mity o mięsie, jajkach i nabiale są faktami. Istnieje wiele takich mitów, ale wszystkie podpadają pod "trzy N": jedzenie zwierząt jest normalne, naturalne i niezbędne. Analogicznymi twierdzeniami broniono innych przemocowych praktyk w historii ludzkości - od niewolnictwa po męską dominację.

Jedzenie zwierząt jest normalne

Jedzenie zwierząt to norma społeczna - zachowanie powszechnie akceptowane i uważane za uprawnione. Normy społeczne wymuszają podporządkowanie: gdy postępujemy zgodnie z nimi, nasze życie jest łatwiejsze i uważa się nas za "normalnych". Jeżeli jemy zwierzęta, nie miewamy problemu ze znalezieniem jedzenia i postrzega się nas tak samo jak pozostałych członków większości. Ale to, co nazywamy normalnym, to tylko przekonania i zachowania dominującej kultury. Normy zmieniają się w miarę ewolucji społeczeństw. Dawniej normalne i akceptowane było chociażby posiadanie niewolników i kamienowanie kobiet podejrzewanych o niewierność.

Ponieważ karnizm stanowi normę społeczną, nie widzimy jego nieracjonalności. Kiedy coś robią wszyscy, trudno dostrzec, jak mało ma to sensu. Na przykład wiele osób w dobrej wierze popiera koncepcję "humanitarnego" mięsa (czasem nazywanego też "organicznym" bądź "bio"). Ludzie ci płacą więcej, żeby nie wspierać okrucieństwa - głosują portfelami w nadziei, że wprowadzą pozytywną zmianę w systemie. Ale gdy wyjdziemy poza karnizm, koncepcja humanitarnych produktów pochodzenia zwierzęcego okazuje się irracjonalna. Większość z nas uznałaby za okrucieństwo zarzynanie zdrowego i szczęśliwego golden retrievera tylko dlatego, że ktoś lubi smak jego nóg - dlaczego kiedy to samo robi się zwierzętom innych gatunków, mielibyśmy uważać to za wielkoduszne? Ponieważ karnizm jest normą, nie zdajemy sobie sprawy, że pojęcie humanitarnego mięsa jest wewnętrznie sprzeczne. Ta idea to w gruncie rzeczy strategia PR-owa stworzona przez karnistyczny przemysł dla podtrzymywania zysków. Ogromna większość zwierząt z rzekomo humanitarnych hodowli potwornie cierpi, nie tylko w chwili śmierci, ale również za życia.

Karnizm stanowi normę na całym świecie. We wszystkich mięsożernych kulturach ludzie czują się komfortowo, tylko jedząc te zwierzęta, które nauczyli się klasyfikować jako jadalne. Pozostałe postrzegają jako niejadalne, a ich spożywanie uważają za obrzydliwe (świnie na Bliskim Wschodzie) albo wręcz nieetyczne (psy i koty w Stanach i Europie, krowy w Indiach). Przedstawiciele każdej kultury uważają swój podział zwierząt na jadalne i niejadalne za racjonalny, a podziały obowiązujące w innych kulturach za odrażające lub niemoralne. I choć gatunki uznawane za jadalne są w różnych kulturach różne, doświadczenie zjadania zwierząt jest wszędzie podobne.

Jedzenie zwierząt jest niezbędne

To, co nauczyliśmy się uważać za niezbędne, często jest konieczne jedynie dla podtrzymania dominującej kultury. Jedzenie zwierząt jest niezbędne, by podtrzymać karnizm. Ale tym z nas, którym względy ekonomiczne i geograficzne nie uniemożliwiają swobodnego wyboru diety, wcale nie jest potrzebne do życia i zdrowia. Dysponujemy mnóstwem dowodów na to, że dieta roślinna może być bardzo korzystna. W wielu przypadkach wręcz zdrowsza niż diety karnistyczne. Dawniej dietetycy sądzili, że białko zwierzęce jest niezbędne dla siły mięśni, dziś wiemy jednak, że białko roślinne jest od niego pod wieloma względami lepsze. Coraz więcej profesjonalnych sportowców decyduje się na dietę wegetariańską lub wegańską, by poprawić swoje wyniki i zdrowie. (Pomyślcie też o tym, że niektóre z najsilniejszych zwierząt na świecie, chociażby słonie i nosorożce, są roślinożercami).

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Karnizm społeczny

Karnizm jest zinstytucjonalizowany: wszystkie najważniejsze instytucje społeczne - włącznie z medycyną, prawem, edukacją i gospodarką - wspierają go i promują. Innymi słowy - karnizm jest wbudowany w strukturę naszych społeczeństw, kształtuje obowiązujące w nich normy, prawa i tradycje i określa nasz sposób życia. Gdy jakiś system jest zinstytucjonalizowany, należące do niego przekonania i praktyki są traktowane jako fakty, a nie jako opinie, i przyjmowane bez dyskusji. Dawniej lekarze i psychiatrzy klasyfikowali homoseksualizm jako chorobę umysłową, pary jednopłciowe nie mogły brać ślubów, a heteroseksualizm był uważany za normalny, naturalny i niezbędny dla wszystkich. Zjadanie zwierząt jest w podobny sposób wspierane przez instytucje społeczne: lekarze i dietetycy promują je mimo danych pokazujących, że produkty pochodzenia zwierzęcego są z punktu widzenia zdrowia zbędne, często wręcz szkodliwe, zwierzęta hodowlane klasyfikuje się prawnie jako własność, co uniemożliwia domaganie się ochrony ich praw, a ich zjadanie jest uważane za normalne, naturalne i niezbędne.

Kiedy rodzimy się w zinstytucjonalizowanym systemie takim jak karnizm, po prostu nie widzimy jego skrzywienia. Na przykład nie zdajemy sobie sprawy, że dietetycy są w istocie dietetykami karnistycznymi. Internalizujemy logikę systemu, przyjmujemy ją jako własną. Uczymy się patrzeć na świat przez karnistyczne soczewki.

Karnizm psychiczny

Mechanizmy obronne karnizmu zniekształcają nasze postrzeganie, by oddalić nas psychicznie i emocjonalnie od zwierząt, które mamy traktować jak pożywienie. Karnizm uczy nas postrzegać je jako przedmioty; uczy nas myśleć o indyku na świątecznym stole jako o czymś, a nie o kimś. Uczy nas odbierać je jako byty abstrakcyjne, pozbawione indywidualności i osobowości; uczy nas wierzyć, że wszystkie świnie są takie same. Uczy nas dzielić zwierzęta na różne kategorie, tak żebyśmy mogli żywić dla różnych gatunków różne uczucia i w różny sposób je traktować: psy i koty jak członków rodziny, kury i krowy jak pożywienie.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Od absurdów do potworności

Kiedy patrzymy przez soczewki karnizmu, nie dostrzegamy jego absurdów. Widzimy, dajmy na to, reklamę ze świnią, która z nożem rzeźnickim w ręku radośnie tańczy nad ogniem, nad którym ma zostać upieczona, i nas to nie rusza. A kiedy producenci mięsa zapewniają, że zabijane przez nich zwierzęta nie cierpią, przyjmujemy to na wiarę, mimo że ich zakłady są ukryte i często nikt oprócz pracowników nie może do nich wchodzić ani nawet fotografować ich z daleka.

Jak mądrze powiedział Voltaire: "Jeśli wierzymy w absurdy, będziemy popełniać potworności". Karnizm to tylko jedna z wielu potworności, jedna z wielu przemocowych ideologii, które legły u podstaw różnych godnych pożałowania epizodów naszej historii. I choć doświadczenie każdej grupy ofiar jest na swój sposób wyjątkowe, wszystkie te ideologie są do siebie podobne, ponieważ mentalność, która umożliwia tę przemoc, jest ta sama. Nie stworzyliśmy tej mentalności; odziedziczyliśmy ją. Gdy zobaczymy karnistyczną mentalność taką, jaka jest, zrozumiemy, że jedzenie zwierząt to nie tylko kwestia osobistej moralności - to nieunikniony ostateczny skutek opresyjnego systemu.

Książka 'Ponad przekonaniami' ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy (mat. prasowe)
Książka 'Ponad przekonaniami' ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy (mat. prasowe)

*Fragmenty książki "Ponad przekonaniami" dr Melanie Joy w przekładzie Karoliny Iwaszkiewicz. Możecie ją kupić w Publio.pl >>>

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (352)
Zaloguj się
  • Marek Ben Ibn Baruch

    Oceniono 33 razy 21

    nie we wszystkich kulturach i nie zawsze . Kultury łowieckie czuły silny związek z zabijanymi zwierzętami i poczucie krzywdy. Zatem niedopuszczalne było marnowanie ciał zabitych zwierząt. Nie zabijało się też zwierząt totemicznych. Zatem mamy do czynienia z lokalnym indywidualizmem. Indianie nie wybijali bizonów tylko prosili o wsparcie Tatanka Yotanka, prosili o użyczenie ciała oddając hołd duszy.

  • kryssttyna_011

    Oceniono 25 razy 19

    "Ponieważ z natury czujemy wobec zwierząt empatię i nie chcemy, żeby cierpiały" - z natury to człowiek jest drapieżnikiem i polował na wszystkie zwierzęta, jakie udało mu się dogonić, aby je zjeść i przeżyć.Opowiadanie bajek o "naturalej", wręcz wrodzonej empatii do zwierząt jest więc idiotyzmem i jest to sprzeczne z ludzkim doświadczeniem, bo jeszcze w XIX wieku ludzie polowali aby mieć co jeść. Czym innym jest natomiast masowa, bezduszna hodowla pogłowia dla celów konsumpcyjnych na skalę wręcz degradującą środowisko - to jest naganne, nieludzkie i tego argumentu trzeba używać, aby ludzie chcieli zmodyfikować swoją dietę. Ponadto wyrzekanie się mięsa jest możliwe dopiero teraz i tylko wśród zamożnych, przejedzonych wręcz społeczeństw zachodnich, których stać na wybór pożywienia, reszta ludzkości je to, co jest najbardziej energetyczne i wartościowe białkowo, bo nie ma takiej dostępności i różnorodoności żywności, bo ciężko pracuje fizycznie, bo musi zaspokoić wiele pustych brzuchów bez grymaszenia co jest etycznym i zdrowym posiłkiem a co nie jest. Zdajmy więc sobie sprawę, że moda na weganizm w obliczu tego, że inni ludzie na świecie są głodni lub skazani na monodietę, to kaprys i problem pierwszego świata. Co nie odbiera mu jednak tej odrobiny słuszności chociażby dlatego, że poprawia zdrowie ludzi spasionych na schabowych i grilowanej karkówce, więc jednak warto mówić, że jest ok.

  • bonnieblue6

    Oceniono 23 razy 15

    A na zdjęciu awokado w sałatce :/
    Warto się przeprosić z fasolą i olejem lnianym.

  • white_lake

    Oceniono 26 razy 12

    o ile polowanie i jedzenie wolno żyjących zwierząt jestem w stanie uznać za coś naturalnego, ot, po prostu człowiek tak samo jak drapieżnik, którym jest, zjada od czasu do czasu inne zwierzę,
    o tyle hodowli masowej nie można tak postrzegać i wszelkie usprawiedliwanie tego i zamykanie oczu na potworność tego procederu jest obrzydliwym samooszukiwaniem się,
    coraz więcej ludzi na świecie i (prawie) każdy chce jeść coraz więcej mięsa...
    to się nie może dobrze skończyć, jeśli kogoś nie przekonuje cierpienie zwierząt, niech sobie przynajmniej wyobrazi te gigantyczne masy odchodów, jakie wytwarzarzają tysiące zwierząt stłoczonych w jednym miejscu, to nie tylko śmierdzi (a kto z mięsożerców chce mieszkać w pobliżu takiej farmy?), ale i poważnie zatruwa środowisko, wody gruntowe przede wszystkim,
    więc niedługo się okaże, że tego pysznego kotlecika czy goloneczki nie będzie już czym popić, bo woda w kranie będzie trująca, a piwo za drogie,
    wiadomo, że wszyscy na weganizm czy nawet wegetarianizm nie przejdą, ale tradycja, że mięso jemy tylko wyjątkowo, np. w niedzielę czy święta, wcale nie była taka zła i powrót do niej dużo zmieniłby lepsze

  • drakaina

    Oceniono 31 razy 11

    Nie mam zaufania do książek, których autor podpiera się tytułem naukowym na okładce. I jakkolwiek być może mechanizmy tu opisane są psychologicznie prawdziwe, mam wrażenie, że takie myślenie jest późnym wynalazkiem - o czym świadczy kult zwierząt łownych we wczesnych i prymitywnych społeczeństwach łowieckich (czyli zaświadczony archeologicznie i etnologicznie). Jestem ponadto zwolenniczką konsekwencji: jeśli jesz mięso, noś buty czy torebki ze skóry, staraj się, żeby nic się nie marnowało. Zwłaszcza że takie rzeczy są trwałe, w przeciwieństwie do syntetycznych, oraz ekologiczne, bo się rozłożą, jak każda materia organiczna. Mam etyczny problem z jedzeniem zwierząt, ale z drugiej strony wiem, że ewolucyjnie człowiek jest zwierzęciem wszystkożernym (i między innymi to zadecydowało o zwycięstwie wśród hominidów naszego gatunku), więc jego dieta powinna zawierać produkty odzwierzęce, problemem jest odhumanizowanie przemysłu, który dostarcza nam wszystko od jajek po mięso.

  • rikol

    Oceniono 34 razy 8

    co za bzdury. Jedzenie mięsa, polowanie - to nie jest agresja ani przemoc. Czy ta kobieta oskarżyłaby lwa o przemoc i agresję, bo poluje? Może jeszcze seksizm i rasizm? Przecież to jest śmieszne. Co do tego, jakie gatunki jemy, jest to uzasadnione. Generalnie nie jemy drapieżników, bo łatwo można się zarazić pasożytami. Z tego samego powodu w niektórych krajach nie je się świń, bo przenoszą włośnicę. We wszystkich kulturach pierwotnych je się mięso. Również szympansy polują i jedzą mięso.

    Druga sprawa to warunki, w jakich żyją zwierzęta hodowlane. Jasne jest, że zwierzęta hodowlane powinny żyć w sposób jak najbardziej zbliżony do naturalnego, to znaczy na zewnątrz, powinny tez mieć okazję do naturalnych zachowań. To jak funkcjonują rzeźnie też jest nie do zaakceptowania. Śmierć powinna być szybka i jak najmniej stresująca, na ile to możliwe. Kiedyś rolnik mógł zabić świnię u siebie na podwórku, dziś to nielegalne.

    Kolejna sprawa - czy człowiek faktycznie musi jeść mięso, żeby przeżyć. Zdrowy człowiek nie musi, ale przy chorobach jelita, gdzie trawienie i wchłanianie jest upośledzone, lepszy jest pokarm skoncentrowany bez drażniącego błonnika, czyli mięso własnie.

    Dziś wiemy o wiele więcej na temat zwierząt niż kiedyś. Wiadomo, że myślą i czują. Dlatego też powinniśmy stopniowo odejść od cywilizacji opartej na eksploatacji zwierząt. To będzie też korzystne z punktu widzenia klimatu. Hodowla zwierząt generuje ogromne ilości dwutlenku węgla i zanieczyszczeń.

  • menel13

    Oceniono 39 razy 7

    Wszelkie problemy związane z karnizmem bardzo szybko rozwiązuje głód.

  • darek8125

    Oceniono 13 razy 5

    witam. może gdy moi rodzice od dzieciństwa mnie ukierunkowali w jedzeniu trawy...... to pewnie dzisiaj bym był wegetarianinem.........................ale nie jestem.
    P.s. ludzie w czasie drugie wojny światowej jedli wszystko - psy koty- gołebie ..itd............bo była taka bieda głód i nędza........a na pewno tego nie chcieli. ! ale głod był silniejszy............

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX