Grażyna Machnik

Grażyna Machnik (fot. arch. prywatne)

Młoda Polska

''Na szczycie Everestu spędziłam 40 minut, byłam w euforii. Pomyślałam, że skoro udało się już dokonać tak wiele, może warto pokusić się o więcej''

Zrobiłam to bez pomocy sponsorów, za własne, ciężko zarobione na obczyźnie pieniądze. Poświęciłam temu projektowi życie prywatne, nie opływam w dobra doczesne, nie mam partnera, męża, dzieci. Marzę o założeniu rodziny, niemniej góry to miłość bardzo zaborcza - mówi Grażyna Machnik, która dołączyła do elitarnego grona The Explorers Grand Slam - śmiałków, którzy zdobyli Koronę Ziemi i dwa bieguny.

Cykl Młoda Polska poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym kibicujemy. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek. Oto nasi wcześniejsi bohaterowie:

Obie Ameryki na wózkach. "Podróż to piękne lekarstwo i nieustanne ćwiczenie umysłu"

''Skoro jestem w stanie rysować, to mogę wszystko!'' Niepełnosprawny Polak zdobywa międzynarodowe nagrody''

''Po prostu kocham karmić ludzi!'' Polak został najlepszym kucharzem w Wielkiej Brytanii

IMIĘ: Grażyna

NAZWISKO: Machnik

WIEK: 33 lata

ZAWÓD: negocjator w firmie paliwowej

OSIĄGNIĘCIA: pierwsza Polka i jedyny przedstawiciel naszego kraju w gronie zdobywców The Explorers Grand Slam - najwyższych szczytów wszystkich kontynentów (Korona Ziemi) i obu biegunów. W tym elitarnym gronie jest zaledwie 18 osób na świecie. Najmłodsza Polka, która zdobyła Koronę Ziemi.

Drogę na szczyt Mount Everestu wyznaczają upiorne drogowskazy w postaci zamarzniętych ciał tych, którym się nie udało. Na Denali, najwyższej górze Ameryki Północnej, wieją huraganowe wiatry, a temperatura na szczycie osiąga minus 60 stopni Celsjusza. Aby wspiąć się na ekstremalnie trudny szczyt Puncak Jaya w Nowej Gwinei, trzeba najpierw przez tydzień przedzierać się przez dżunglę i oglądać się za plecy, bo zdarzają się porwania dla okupu. Na biegunie północnym zagrożeniem są niedźwiedzie polarne i przemieszczający się pod nogami lód, na biegunie południowym zaś uważać trzeba na zdradliwe szczeliny lodowcowe. To tylko niektóre problemy, z którymi musiała się zmierzyć Grażyna Machnik.

Ze Strumienia w świat

Z górami związana jest od dziecka. Wychowała się w Strumieniu, niewielkim miasteczku na Śląsku. Stamtąd pasma Beskidu Śląskiego widoczne były na horyzoncie. Budziły ciekawość małej dziewczynki, pobudzały wyobraźnię. Nic zatem dziwnego, że gdy w szkole podstawowej zaczęło działać kółko PTTK, Grażyna od razu się do niego zapisała. Zaczęły się górskie wędrówki po najpiękniejszych szlakach w Beskidach, Tatrach, Pieninach. Wraz z nimi pierwsze przyjaźnie, budząca się ciekawość świata, kształtowanie charakteru.

- Grażynka zawsze była wrażliwą, bardzo nieśmiałą dziewczyną. Zamiast biegać po podwórku i rozrabiać wolała spędzać czas z książką w ręku. Od zawsze miała jednak predyspozycje do sportu, zapowiadała się na dobrą biegaczkę, świetnie pływała. Aż pewnego dnia odkryła góry. Zawsze wracała z tych wędrówek pełna energii, opowiadała z wypiekami na twarzy o tym, co widziała. Góry otworzyły jej oczy na świat, dały jej odwagę do tego, by z małego Strumienia wyruszyć w podróż na krańce świata - mówi Janina Machnik, mama Grażyny.

Ta podróż wiodła przez Londyn, do którego wyjechała zaraz po szkole średniej. Gnana ciekawością świata postawiła na metropolię, która dawała możliwości nie tylko pracy, ale i rozwoju. Najpierw pracowała jak au pair, była opiekunką dwóch chłopców, równolegle uczyła się języka angielskiego. W Londynie przydało się jej też doświadczenie sportowe, w weekendy pracowała jako trener pływania. Gdy opanowała już język angielski, skończyła studia na kierunku księgowość i finanse. Potem znalazła dobrą pracę w firmie handlującej paliwami i olejami. Góry cały czas nie dawały jej jednak spokoju. Tęskniła. Wracała myślami do beskidzkich szczytów, do czasów, gdy z przyjaciółką Zosią beztrosko przemierzały górskie szlaki. I nagle pojawił się temat wyprawy na Kilimandżaro, leżący w Tanzanii najwyższy szczyt Afryki (5895 m n.p.m.).


Grażyna Machnik w drodze na biegun południowy (fot. arch. prywatne)

- To był impuls. Zawsze chciałam poczuć klimat gór wysokich. Na dodatek gdy zachorował mój tata, postanowiłam nie odkładać marzeń na później, bo zdałam sobie sprawę, że to później może nigdy nie nastąpić - opowiada Grażyna Machnik. - Gdy pojawiła się szansa na wyjazd na Kilimandżaro, od razu zaczęłam odkładać pieniądze. Pojechałam w 2011 roku, nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. To piękna góra, droga na szczyt wiedzie przez pola uprawne, dżungle i lasy, mija się wioski. Ekosystem się zmienia, są olbrzymie wahania temperatury, a w strefie szczytowej nie ma prawie roślinności i zwierząt.

Góra została zdobyta, a Grażyna postanowiła pójść za ciosem. Kolejny rok był bardzo intensywny. W sierpniu 2012 roku zakończyła z sukcesem wyprawę na Elbrus (5642 m n.p.m.), najwyższy szczyt Europy (wg definicji Korony Ziemi Reinholda Messnera), leżący w paśmie górskim Kaukazu. To piękny, dwuwierzchołkowy wulkaniczny masyw, pozornie niezbyt trudny, ale to właśnie tam dochodzi do wielu wypadków śmiertelnych.

Sylwester z Kamiennym Strażnikiem

Boże Narodzenie 2012 i Nowy Rok spędziła na wspinaczce na Aconcaguę (6961 m n.p.m.), najwyższy szczyt Ameryki Południowej, leżący w Andach, na terenie Argentyny. Ten prawie siedmiotysięcznik przez rdzennych Indian nazywany jest Kamiennym Strażnikiem. I właśnie kamienie są tu największym zagrożeniem dla wspinaczy, szczególnie podczas częstych tu huraganów.  Podobnie jak bardzo niskie temperatury. Warunki są tutaj mocno zbliżone do tych panujących na himalajskich ośmiotysięcznikach.

Podobnie jest na Denali (6195 m n.p.m.) na Alasce. Najwyższa góra Ameryki Północnej zwana jest małym Everestem. Niemal połowę góry pokrywa śnieżno-lodowa warstwa o grubości kilkuset metrów.

- Pogoda zmienia się tam jak w kalejdoskopie, co sprawia, że jest to góra o wiele bardziej nieprzewidywalna niż himalajskie ośmiotysięczniki. Latem temperatura spada do minus 50 stopni. Huraganowe wiatry, gwałtowne burze śnieżne i lawiny to codzienność. Dodatkową trudnością jest przewyższenie większe niż na Evereście - baza położona jest na około 2100 m n.p.m., a szczyt 4000 metrów wyżej. Znajomy przewodnik górski w ogóle nie chciał ze mną o Denali rozmawiać, powiedział, żebym tam się nie pchała. Po zdobyciu tego szczytu na poważnie zaczęłam myśleć, że mogę zdobyć Koronę Ziemi - opowiada Grażyna Machnik.

40 minut na Dachu Świata

Jak pomyślała, tak zrobiła. Oczywiście nie było to takie łatwe, jak wynika z opisu. W listopadzie 2017 roku wspięła się na Puncak Jaya (4884 m n.p.m.), najwyższy szczyt Australii i Oceanii, ale największe wyzwanie było dopiero przed nią. To Mount Everest, Góra Gór, która co roku przytula na wieczność wielu śmiałków próbujących spojrzeć na świat i zajrzeć w głąb siebie z jej szczytu. Na zboczach Everestu zginęło około 300 osób, na górze wciąż spoczywa około 200 ciał - większość doskonale zmumifikowanych dzięki mroźnemu i suchemu klimatowi. Mijając je, człowiek widzi, że zastygły one w najróżniejszych, dziwnych pozach, jak na filmowej stopklatce. Inne wyglądają jakby naturalnie ułożone do snu. To wielkie wyzwanie dla psychiki wspinacza. Tym bardziej że ma się świadomość, iż w razie kłopotów liczyć można tylko na siebie. Takie są realia gór wysokich, szczególnie w tak zwanej Strefie Śmierci (wysokość powyżej 7900 m n.p.m.).

- Im więcej alpinistów w górach, tym częściej zachowują się wobec siebie jak przechodnie na ulicy - te słowa świętej pamięci Wandy Rutkiewicz oddają mocno dzisiejszą rzeczywistość. Miałam to szczęście, że nie przekonałam się o tym osobiście - mówi Grażyna Machnik.


Biegun północny, przeprawa przez cienki lód (fot. arch. prywatne)

Polka przekonała się jednak o czymś innym - o tym, że trasa na najwyższą górę świata to lawiny i przychodzące niespodziewanie burze śnieżne, ekstremalnie niskie temperatury i stąpanie po niestabilnym gruncie. Tam temperatury spadają do minus 30 stopni Celsjusza, wiatr wieje z prędkością 100 km/h, a niskie ciśnienie osobę niezaaklimatyzowaną pozbawiłoby przytomności w ciągu kilku minut. Oczywiście wspinaczka poprzedzona jest zawsze długą i stopniową aklimatyzacją, niemniej i tak niskie ciśnienie powoduje niedotlenienie krwi, co z kolei może prowadzić do obrzęku płuc i mózgu. Omamy, halucynacje, stany lękowe, nieracjonalne zachowanie, zaburzenia równowagi i znaczne pogorszenie sprawności to ekstremalne i wcale nierzadkie objawy choroby wysokościowej prowadzące do śmierci. Grażyna miała jednak szczęście - pogoda dopisała, forma również i 22 maja 2017 roku mogła dodać do kolekcji najtrudniejszy szczyt w Koronie Ziemi.

- Na szczycie spędziłam aż 40 minut, byłam w euforii. Ta wyprawa nauczyła mnie, że małe rzeczy nie są istotne w życiu, nie ma sensu się nimi martwić, bo wszystko bardzo szybko przemija. Lepiej skupić się na realizacji marzeń. I gdy tak siedziałam i obserwowałam spadające gwiazdy nad Everestem, pomyślałam sobie, że skoro udało mi się dokonać już tak wiele, to może warto pokusić się jeszcze o zdobycie obu biegunów - opowiada Machnik.

Zaborcza miłość

Jej zdaniem bezczynność i stagnacja zabijają w człowieku potencjał i kreatywność. Pomysł, rozeznanie realiów, budżetowanie, przygotowanie i realizacja - tak wygląda jej schemat działania. Po Evereście kolejnym zadaniem nie była już tylko Korona Ziemi, ale tak zwany Wielki Szlem Zdobywców (Explorers Grand Slam) - wszystkie szczyty Korony Ziemi i oba bieguny. Jedenaście miesięcy po postawieniu stopy na najwyższej górze świata Polka dotarła do północnego krańca naszej planety. 90 stopni szerokości geograficznej północnej to położenie bieguna północnego - tutaj oś Ziemi przecina się z jej powierzchnią. Przepiękne, surowe miejsce pełne niebezpieczeństw. Wędrówka nie jest długa, trwa około tygodnia, jest ona jednak wyczerpująca fizycznie. Podróżnicy ciągną za sobą sanie ważące 40 kilogramów. Trasa pełna jest szczelin pokrytych bardzo cienkim lodem. Na dodatek są odcinki, które wyglądają jak lodowa dżungla, trzeba się przez nią wręcz przedzierać. Postrachem są również niedźwiedzie polarne. Co prawda drapieżniki te rzadko atakują ludzi, jednak znane są przypadki tragicznego finału po spotkaniu z nimi. Niedźwiedź rzuca się na człowieka zwykle wtedy, gdy jest sprowokowany lub głodny.

Niedźwiedzi polarnych nie ma za to na biegunie południowym. Antarktyda to najzimniejszy, najsuchszy i najbardziej wietrzny kontynent. Gospodarzami tego rejonu świata są pingwiny, foki i wieloryby. Wyprawa rozpoczęła się w grudniu 2018 roku i trwała 45 dni. Do pokonania było 911 kilometrów na nartach z saniami o wadze ponad 70 kilogramów. Po dotarciu do celu pozostało "tylko" postawić kropkę nad "i" - wspiąć się na Masyw Vinsona (4892 m n.p.m.), leżący w Górach Ellswortha w zachodniej Antarktydzie, w odległości ok. 1200 kilometrów od bieguna południowego. Wspinaczce towarzyszyły śnieg, mróz, silny wiatr i zamiecie. Na szczycie odczuwalna temperatura wynosiła minus 50 stopni Celsjusza.

- Musieliśmy szybko schodzić, ponieważ szanse na odmrożenia były ogromne. Zdobyliśmy szczyt 13 stycznia i tym zakończyłam projekt The Explorers Grand Slam. Zajęło mi to osiem lat - mówi Machnik. - Zrobiłam to sama, bez pomocy sponsorów, za własne, ciężko zarobione na obczyźnie pieniądze. Moje życie to praca i wyprawy. Poświęciłam temu projektowi życie prywatne, nie opływam w dobra doczesne, nie mam partnera, męża, dzieci. Oczywiście, że marzę o założeniu rodziny, niemniej góry to miłość bardzo zaborcza.


Pierwszy dzień na Arktyce (fot. arch. prywatne)

Niemożliwe nie istnieje

Człowiek od zawsze stara się przełamywać bariery, pokonywać granice swoich możliwości, eksplorować świat. Loty w kosmos, lądowanie na Księżycu, badanie oceanicznych głębin, zdobywanie himalajskich szczytów - wszystko zaczyna się jednak w głowie, od pierwszej myśli, impulsu, który marzenia zmienia w rzeczywistość.

- Odwiedziłam Grażynkę w Anglii i pamiętam, jak prawie spadłam z krzesła, gdy zakomunikowała mi, że wyrusza na Mount Everest - opowiada Zofia Farana, przyjaciółka Machnik ze szkolnej ławki. - Przeraziłam się, ale zaraz poczułam spokój i pewność, że jej się uda. Jest silna, mocna psychicznie i konsekwentna w tym, co robi. Typowa Ślązaczka. Nie zmieniła się od czasów małej dziewczynki, no. może te sukcesy dodały jej pewności siebie.

Jakie wyzwania można sobie postawić, gdy osiągnęło się już tak wiele? Grażyna Machnik myśli o powrocie w Himalaje i zdobyciu kolejnych ośmiotysięczników. Kto wie, może kiedyś do kolekcji dołoży Koronę Himalajów i Karakorum, na którą składa się 14 najwyższych gór świata. To marzenie, które spełniło niewielu, choć wielu próbowało. Jednak niemożliwe nie istnieje - tego właśnie nauczyły góry Grażynę Machnik.

Jakub Jakubowski. Dziennikarz, redaktor naczelny miesięcznika "Prestiż - magazyn trójmiejski", uznanego przez magazyn "Press" za najlepsze regionalne czasopismo w Polsce. Pracował również dla Radia Gdańsk, portalu trójmiasto.pl, był redaktorem naczelnym magazynu "Wiecznie Młodzi", publikował w "Dzienniku Bałtyckim", "Przeglądzie Sportowym", "Playboyu" i wielu innych. Zajmuje się także produkcją telewizyjną i filmową. Przez 12 lat wykładał dziennikarstwo prasowe i dziennikarstwo telewizyjne w Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej. Fan zaangażowanego dziennikarstwa, dobrego reportażu i ciekawego wywiadu.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (190)
Zaloguj się
  • wranek

    Oceniono 34 razy 18

    "silna, mocna, konsekwentna - typowa Ślązaczka"
    Słyszycie Polki z Mazowsza, Wielkopolski z Mazur, spod Tater?
    Nieroby, mamałygi, niemoty. Bierzcie przykład z kobiet ślaskich.

  • koszernywieprz

    Oceniono 15 razy 15

    Własnie czytam jak dwóch śmiałków z łodzkiego sprawdzało na motorach czołowo który jest twardszy. No i nie wiadomo w końcu który był twardszy.

  • 1noitatneserper

    Oceniono 35 razy 15

    To nie jest żadne osiągnięcie
    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
    takich ludzi nie ma za co chwalić i promować.

  • fajny_zajety

    Oceniono 21 razy 11

    Teraz na szczycie Everestu jest jak na Giewoncie, musisz odczekać w kolejce żeby wejść/zejść. I tak nich się cieszy że czekała tylko 40 min bo na przejście ostatnich 100 m czasami się czeka 2 h bo są tacy którzy długo widoki oglądają i innym blokują wejście. Symulator everestu można sobie zrobić w Lipcu na Giewoncie w słoneczny dzień.

  • secondradoslaw

    Oceniono 12 razy 10

    Za swoja kase moze robic,co chce. Podobnie za kase sponsorow. Poki nie bierze kasy ludzi, ktorzy nie chca na to lozyc to wszystko jest OK. Rowniez jednak nie uwazam, ze sa to osiagniecia godne promocji czy poparcia.
    Problem zaczyna sie, gdy cos sie stanie i trzeba bedzie ja lub innch ratowac narazajac zycie i zdrowie innych. Tu juz nawet o pieniadzach nie wspominam. Tego typu wyczyny powinno rozbic sie przy cichym zalozeniu, ze w przypadku problemow wyczynowcy liczyc beda tylko na siebie.
    I wtedy wolnosc Tomku w swoim domku. Nawet na biegunach.

  • deco.derr

    Oceniono 9 razy 9

    O slusznosc wyboru drogi zycia nalezy te Pania zapytac ponownie za 20 lat.

  • eclipse23

    Oceniono 19 razy 9

    Poświęciłam się, nie mam męża i dzieci,. Przestań się żalić w ten obrzydliwy sposób męczennico

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX