Jordan Reyne i Chomsky zbierają śmieci nad Wisłą w Toruniu

Jordan Reyne i Chomsky zbierają śmieci nad Wisłą w Toruniu (fot. Gazeta.pl)

zwykli niezwykli

Piesek Chomsky i artystka z Nowej Zelandii za darmo sprzątają Toruń. "Ludzie widzą, że jest tu pięknie, ale może nie wiedzą, dlaczego" #zwykliniezwykli

Na ludzkie lata Chomsky jest już emerytem pod siedemdziesiątkę. Ale robi dla swojego miasta i środowiska więcej niż niejeden polityk. A pomaga mu jego pani, zakochana w Polsce Jordan Reyne.

"Jestem staruszkiem z misją, małym śmieciarzem ;) Nie wadzi Mi smród i bród ale naturze tak. Dołącz do mojej misji i na spacerze pozbieraj trochę śmieci" - takimi słowami (pisownia oryginalna) do posprzątania własnej okolicy zachęca na Instagramie Chomsky, 13-letni, parterowy piesek o pyszczku i energii szczeniaka.

Czytanie postów Chomskiego to zastrzyk radości - piesek na wszystko patrzy pozytywnie i z wyrozumiałością (np. gdy ktoś rozerwie mu worek ze śmieciami i wszystko porozrzuca, Chomsky zakłada, że pewnie był to lew, bo tylko kotowate są takie złośliwe), o ludziach mówi wyłącznie per "dwunogie", często fantazjuje o kiełbaskach z ogniska, nigdy się nie zraża (ani w pracy, ani w miłości), a do tego "pisze" z uroczymi językowymi błędami.  

Oczywiście Chomsky jest tylko twarzą akcji i niczego nie "pisze" ani nie "zbiera" sam. Za to naprawdę trudno zgadnąć, kto stoi za nim - Jordan Reyne, nowozelandzka artystka, której niesamowita celtycka muzyka znalazła się m.in. we "Władcy Pierścieni" i grze "Resident Evil", i która swoje miejsce na ziemi znalazła w Polsce. 

Poznali się dwa lata temu w schronisku, gdzie Jordan była wolontariuszką, a Chomsky siedział ponury w klatce. Z miejsca przypadli sobie do gustu. - Adoptowałam go i chodziliśmy dużo nad Wisłę w dzielnicy Bydgoskie Przedmieście. Tam Chomsky, stary i trochę obleśny facet, zamieniał się w wesołego szczeniaka. On kocha śmierdzące rzeczy, a ja bałam się, że się zatruje, więc je zbierałam - opowiada Jordan.  

Pomysł, który narodził się spontanicznie, szybko stał się dla Jordan i Chomskiego codziennością.

Ilość śmieci nad rzeką i w rzece była dla mnie szokująca. W Nowej Zelandii każde dziecko zna powiedzenie: "Be a tidy kiwi", co znaczy "Sprzątaj po sobie". Nikomu nie mieści się w głowie, że można zrobić grilla, wypić piwko i wszystko tak zostawić. Nie chciałam stać z założonymi rękami

- opowiada Jordan. 

Zaczęli w lutym. Cały tydzień sprzątali spory kawałek parku przy samej Wiśle. - Szłam z górą butelek, a ludzie patrzyli na mnie i pewnie myśleli: Co to za dziwna kobieta? - śmieje się Jordan. Jordan i Chomsky mieszkają przy parku, a Jordan żyje z muzyki (wydała już 10 swoich płyt i koncertuje, więc ma nienormowane godziny pracy i sporo wolnego w ciągu dnia), więc nad Wisłą są trzy razy dziennie. Raz dziennie sprzątają, bez taryfy ulgowej.  

To tytaniczna praca, o czym przekonujemy się podczas wspólnego sprzątania, które Jordan i jej przyjaciółka Monika organizują w Toruniu raz na miesiąc dla wszystkich chętnych. Po paru godzinach schylania się po śmieci bolą nas plecy i ręce. Ale najgorsze przed nami - kilkunastokilowe worki trzeba jeszcze zanieść ok. 2 kilometry od miejsca zbiórki, by zabrała je firma sprzątająca (najpiękniejsze, ale też najbardziej zaśmiecone części parku leżą poza strefą miejskich służb). Każdy ma po dwa worki. Ktoś wyciągnął z rzeki wrzucony tam wózek-spacerówkę i wiezie na nim jeszcze trzy worki. Wózek składa się przez całą drogę, pchanie go to męka. Już rozumiemy, czemu ktoś się go pozbył, ale czemu do rzeki? Na koniec czujemy ogromną satysfakcję, ale i przerażenie: pod drzewem stoi ponad 50 worków pełnych śmieci, wózek i stary telewizor. Zebraliśmy to w ok. 2,5 godziny. 

- Dzięki instagramowi poznaliśmy dużo ludzi z całej Polski, którzy też sprzątają śmieci za darmo i z własnej inicjatywy. Mamy gromadę - cieszy się Jordan. - W Polsce - inaczej niż w Nowej Zelandii albo Niemczech - łatwo znaleźć prawdziwych przyjaciół, ja to bardzo doceniam.  

Jordan śmieje się, że to wszystko zasługa Chomskiego. - On ma dobrą twarz i więcej uroku niż ja - mówi. Chomsky jest w Toruniu znany. Ostatnio starsza pani zagadnęła Jordan: "Czy to ten Chomsky, czy on zbiera śmieci?". - Na pewno nie miała instagrama! - Jordan jest zaskoczona. I dodaje, że inna dziewczyna powiedziała jej niedawno, że "dumą jest urodzić się w mieście Kopernika, ale w mieście Chomskiego to dopiero". - Robimy tabliczki zachęcające do sprzątania, a ludzie często je kradną. Może są takie piękne, że ludzie chcą je mieć? Może ktoś tworzy po cichu muzeum Chomskiego? - żartuje Jordan. 

Z Jordan rozmawiam tylko po polsku, na jej prośbę. Mówi, że nauczyła się naszego języka w nieco w ponad dwa lata, z aplikacji dla dzieci "Marta pyta": - Marta jest psem i ciągle pyta: "co to znaczy?". Ja też tak pytałam - śmieje się Jordan. I dodaje, że Polska to pierwsze miejsce na świecie, w którym czuje się jak w domu. 

Dlatego marzeniem Jordan jest zostać w Polsce, co w razie brexitu nie będzie oczywiste. Boi się tego, bo jej życie jest tutaj - z Chomskym, w ukochanym Toruniu, wśród polskiej natury i polskich przyjaciół.

Życie jest trudne, naprawdę jest. I Polacy rozumieją to bardzo dobrze. Często myśli się: ja nie mam wpływu na nic. Ale jeśli ludzie pomyślą: wyrzucę tylko jedną butelkę do rzeki, bo nie mam wpływu, a ta jedna butelka nie ma znaczenia, i 40 milionów ludzi zrobi to samo - to pokaże, że mamy wpływ postępując źle. I tak samo jest, gdy postępujemy dobrze. Nie mamy wpływu na wiele rzeczy w życiu, ale na to, czy nasz park będzie czysty, czy zaśmiecony, mamy. I cieszę się, gdy ludzie to widzą. 

Jeśli chcesz mieć wpływ na czystość polskich lasów i rzek, ale nie wiesz od czego zacząć, możesz wesprzeć GREENPEACE, które prowadzi szereg działań na rzecz ochrony naszej przyrody. Organizacja nie przyjmuje datków od rządów i firm, działa tylko dzięki wsparciu indywidualnych osób, dlatego każda, nawet najmniejsza wpłata ma znaczenie. MOŻESZ JEJ DOKONAĆ TUTAJ >>

***

Znasz kogoś, kto też jest Zwykłym Niezwykłym? Powiedz nam o nim! Pisz na adres: zwykliniezwykli@agora.pl. Wybranych bohaterów odwiedzimy z kamerą.