Szkoła baletowa

Szkoła baletowa (Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

społeczeństwo

Za murami szkoły baletowej. "Wiele dziewczynek obwiązywało się folią śniadaniową, by redukować tkankę tłuszczową"

Balet kojarzy się z elegancją, wdziękiem i elitarnością. To dostają widzowie. Od kuchni sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Natalia, która uczęszczała do szkoły baletowej w Warszawie wspomina w książce "Balet, który niszczy. Traumatyczne historie ze szkół baletowych": - W tym archaicznym systemie szkolnictwa nie patrzy się na dzieci jak na cudowną, młodą plastelinę, z której można ulepić prawdziwe dzieło sztuki. (...) Nie wzbogaca się dzieci o wiedzę psychologiczną i anatomiczną, nie patrzy na uszczerbki na zdrowiu. Terroryzuje się je psychicznie, zastrasza.

Imię i nazwisko: Natalia Wojciechowska

Wiek: 37 lat

Szkoła: w Warszawie

Jak długo uczęszczała do szkoły baletowej: 5 lat (1993-1998)

Jak balet jest postrzegany w Polsce?

Zasadniczo balet kojarzy się z zajęciem elitarnym, a tancerze sprawiają wrażenie wyniosłych i niedostępnych. Środowisko baletowe uważa się za wybrańców, a taniec klasyczny za jedyny słuszny zawodowy rodzaj tańca. Ja nie czuję się związana z takim myśleniem, po prostu kocham taniec we wszystkich jego odsłonach: balet klasyczny, taniec towarzyski, jazz, modern, pole dance oraz różne miksy tych wariantów. Żeby osiągnąć wysoki poziom w danej technice, trzeba się szkolić nie rok czy dwa, ale wiele lat. W moim odczuciu balet jest najtrudniejszą formą tańca, wymagającą wielu lat poświęceń i ćwiczeń. Kształtuje charakter i osobowość.

Kiedy zaczyna się edukacja dzieci? Czy to muszą być maluszki?

Niekoniecznie, bo nawet w wieku 14 lat mamy jeszcze plastyczne ciało i plastyczną "głowę". Przyjmuje się, że edukacja baletowa trwa od czterech do dziewięciu lat. A rozwój emocjonalny dokonuje się do 19. roku życia. W Polsce system kształcenia baletowego wygląda następująco: jeżeli dostaje się do nauki dziewięcioletnie dziecko i ma ono predyspozycje fizyczne, poddaje się je pełnemu, dziewięcioletniemu procesowi nauczania. Jeżeli jest bardzo zdolne, można skrócić ten proces. Bo trzymanie dziecka za długo w typowym trybie szkoły baletowej - gdy jest ono bardzo inteligentne ruchowo, dojrzałe emocjonalnie i artystycznie - może je zniszczyć. W Paryżu jedna z dziewczynek trafiła na scenę po pięciu latach. Ja dostałam się do profesjonalnego zespołu w Hamburgu w wieku 16 lat.

04.2001.LODZ TEATR WIELKI KONCERT BALETOWY  DYPLOM ABITURIENTOW SZKOLA BALETOWA IM. PARNELLA  FOT. MALGORZATA KUJAWKA / AGENCJA GAZETAPLYTA NR LODZ 033
fot. Małgorzata Kujawka / AG

Co takiego dzieje się w szkołach baletowych, że jest tyle tragicznych historii, samobójstw?

W tym archaicznym systemie szkolnictwa nie patrzy się na dzieci jak na cudowną, młodą plastelinę, z której można ulepić prawdziwe dzieło sztuki. Bezduszna machina jest nastawiona na niszczenie indywidualności i tępienie niesubordynacji. Nie wzbogaca się dzieci o wiedzę psychologiczną i anatomiczną, nie patrzy na uszczerbki na zdrowiu. Terroryzuje się je psychicznie, zastrasza.

Na przykład?

Straszenie panią dyrektor, jeśli dziecko nie zrobi jakiegoś ćwiczenia należycie. Kiedy uczeń pyta, dlaczego ma w jakiś forsowny sposób wykonać pozycję lub ćwiczenie, nauczyciel wydziera się: "Rób tak, bo ja tak mówię! Inaczej pójdę do pani dyrektor!". To jest ostateczny argument dla dziecka, które zrobi wtedy wszystko. Tancerze żyją w permanentnym stresie.

Jacy byli twoi wykładowcy?

Krzykliwi i obcesowi. Ja byłam typową fanatyczką baletową, wkręconą w taniec na maksa. Nawet na przerwach potrafiłam chodzić na lekcje innych klas. Tam widziałam szturchanie, popychanie, klapsy w różne części ciała, które były nieodpowiednio ustawione. Pani A stosowała metodę kar fizycznych. To przedziwne, ale najczęściej upadlała przy wszystkich swoją córkę. Inna, jak na przykład pani B, mówiła: "Spójrz, jakie masz grube uda, krowo".

Czy nauczycielki miały wzorcowe sylwetki?

Nie, ale wymagały tego od dzieci. Wiele dziewczynek obwiązywało się folią śniadaniową, by redukować tkankę tłuszczową - takie sugestie słyszało się od nauczycieli baletu. Stale powtarzano im, że wyglądają jak pączki lub grube krowy. A były to dzieci w powszechnym rozumieniu szczupłe, bardzo szczupłe, chude lub wręcz niezdrowo wyglądające.

04.2001.LODZ TEATR WIELKI KONCERT BALETOWY  DYPLOM ABITURIENTOW SZKOLA BALETOWA IM. PARNELLA  FOT. MALGORZATA KUJAWKA / AGENCJA GAZETAPLYTA NR LODZ 033
fot. Małgorzata Kujawka / AG

Dlaczego wymóg ekstremalnej szczupłości jest warunkiem koniecznym?

Ogólnie mówiąc, chodzi o estetykę lekkości, eteryczności. Mamy być na scenie jak zjawy, a nie ludzie. Wiadomo, że kiedy tancerki są podnoszone w tańcu przez partnerów, nie mogą być ciężkie, bo to nie wygląda zgrabnie. Można by taką zdrową szczupłość utrzymać zbilansowaną dietą oraz odpowiednimi, codziennymi ćwiczeniami cardio, które nie są stosowane w balecie. Nie ma u nas tej świadomości. Nauczycielki baletu, które same są korpulentne, żeby nie powiedzieć otyłe, nie mają wiedzy z zakresu zdrowego odżywiania. Radzą dzieciom, co mogą, a raczej czego nie mogą robić, bez konsultacji ze specjalistą - w obecnych czasach takie praktyki powinny być zakazane.

Czy kiedykolwiek mówiło się oficjalnie dzieciom o wymogach, jeżeli chodzi o wagę, figurę? Są jakieś normy?

Otóż nie, to jest temat tabu. Słyszy się po prostu: "Jesteś za gruba". Mówiono to nawet osobom, które przechodziły etap dojrzewania i związane z tym wahania hormonalne. Należałoby powiedzieć nastolatkom, że muszą zwrócić uwagę na węglowodany, ustalić dietę ze specjalistą. W czasie, gdy chodziłam do szkoły baletowej, w Polsce nie było mowy jeszcze o nurcie fitness, który już w latach 70. XX wieku był propagowany w Stanach Zjednoczonych. Tam jest duża świadomość ludzkiej anatomii.

Do Hamburga trafiłam jako dziewczynka bardzo chuda. Od razu wysłano mnie do fizjoterapeuty, tłumaczono zagrożenia związane z bulimią i anoreksją. Natomiast w mojej szkole w Polsce promowano tylko skrajnie chude tancerki, jak na przykład Natalia Lesz. Ona była dla mnie wzorem, chciałam być tak samo dobra, a nawet lepsza. Skoro Natalia ważyła 27 kilogramów (wiem to z opowieści innych koleżanek), to ja chciałam ważyć jeszcze mniej, bo w mojej opinii byłabym wtedy najlepsza.

Czy nauczycielki baletu nie reagują, gdy kolejne dziecko płacze z powodu ich wyzwisk?

One tego niestety w ogóle nie widzą. Same były karmione przemocą, więc później to z satysfakcją oddają. Powinny przejść terapię. Najchudsze dziewczyny były dla mnie bóstwami. Kiedy Natalia odeszła ze szkoły - chodziły słuchy, że trafiła do szpitala - było to dla nas zarówno straszne, jak i piękne. Piękne, bo ktoś tak się poświęcił baletowi. W takiej sytuacji dyrekcja powinna wezwać rodzinę danej uczennicy i poinformować ją, że dziecko nie może kontynuować nauki w szkole, dopóki nie zacznie zdrowo się odżywiać, nie nabierze odpowiedniej masy. To by było normalne. Normalne. (Płacz).

Byłabym normalną, szczęśliwą dziewczynką, jaką byłam przed szkołą baletową. Ludzie zawsze mówili, że jestem żywym dzieckiem i mam piękne oczy. Zniszczyły to pani C. i wszystkie inne. Ani razu nie usłyszałam: "Dzieciaczku, porozmawiajmy". Moi rodzice nie mieli świadomości, czym jest szkoła baletowa. Myśleli, że promuje się tam holistycznych artystów.

04.06.2001 LODZ EGZAMINY DO SZKOLY BALETOWEJ IM FELIKSA PARNELA SZKOLA BALETOWA BALETFOT.DARIUSZ KULESZA / AGENCJA GAZETAPLYTA NR LODZ 037
Egzamin do szkoły baletowej (fot. Dariusz Kulesza / AG)

Tak mi przykro, że cię to spotkało.

Byłam chyba najchudszym dzieckiem w historii szkoły. Ważyłam 25,7 kilograma przy wzroście 162 centymetry. Byłam wtedy z siebie bardzo dumna. Po tym, jak na wstępie usłyszałam od nauczycieli, że jestem za bardzo zaokrąglona w bioderkach - co zmieniło moje postrzeganie siebie na całe życie - postanowiłam udowodnić, że będę najchudsza, a dzięki temu najlepsza. Kiedy to nastąpiło, zaczęłam być stawiana za wzór, promowana wśród innych uczniów.

25 kilogramów?

25,7 kilograma w wieku 14 lat. To powinno być w dokumentacji medycznej szkoły. Jeżeli nie ma, to oznacza, że ten fakt jest zatajany. W pewnym momencie zaczęłam być chorobliwie chuda. Wtedy wzięto mnie na wagę i usłyszałam pełne nienawiści: "Zobacz, jaka jesteś obrzydliwie chuda!". Wtedy już byłam obrzydliwa. Znowu było coś ze mną nie tak - najpierw za gruba, później za chuda.

Nie jadłaś?

Wyrzucałam jedzenie, nie jadłam. W końcu przestraszyłam się omdleń, zasłabnięć. Wtedy zaczęłam jeść wszystko to, co kaloryczne. Jadłam, chociaż jedzenie budziło we mnie wyłącznie wstręt. Ale obawa, że nie będę mogła tańczyć, sprawiała, że się zmuszałam. Nie zapomnę lęku, który towarzyszył mi na każdym kroku - jeśli zjem za dużo, będę krową. Nie mogłam dopuścić do tego, żeby zdrowo wyglądać. Więc jadłam dla pozorów jedzenia, a potem wymiotowałam. Rodzice byli nieświadomi zagrożenia, niczego nie komentowali.

No właśnie, rodzice. Gdzie wtedy byli? Nie widzieli chudego dziecka?

To szkoła powinna była ich edukować, wysłać nas wszystkich na terapię. Podstawą działań szkoły powinno być zapobieganie anoreksji czy bulimii wśród młodych ludzi. Rodzice często są bezbronni, nie dysponują odpowiednimi narzędziami, by zrozumieć takie choroby i im zapobiec. Są przekonani, że oddają dziecko w bezpieczne miejsce, w którym grono nauczycielskie ponosi odpowiedzialność za to, co się dzieje z dziećmi w każdej minucie ich pobytu za murami szkoły. A jaka jest rzeczywistość? Ignorancja, zaniedbanie, krzyki, wyzwiska. Wszelkie formy przemocy psychicznej.

Czy obecnie pomimo większej świadomości dietetycznej w szkole baletowej nadal obowiązują podobne standardy?

Z tego, co wiem od osób, które tam chodziły w ostatnich latach, nic się w tej kwestii nie zmienia. Miałam styczność z dziećmi skrajnie wychudzonymi, które nadal chodziły na ciężkie, wyczerpujące zajęcia. Szkoły baletowe świadomie czynią zło. Zdają sobie sprawę z zagrożenia, ale nic z tym nie robią. To jest według mnie najgorsza forma zła.

20.03.2007 WARSZAWA , UL. MOLIERAOGOLNOKSZTALCACA SZKOLA BALETOWA IM. ROMANA TURCZYNOWICZAKLASA IV - TANIEC KLASYCZNY - LEKCJAZAJECIA PROWADZI PROFESOR KRYSTYNA KWIATKOWSKAFOT. MICHAL MUTOR / AGENCJA GAZETA
fot. Michał Mutor / AG

Jak wygląda rekrutacja do szkoły baletowej?

Egzamin jest archaiczny. Na Zachodzie obowiązują inne standardy naboru. W Polsce sprawdza się elastyczność, słuch muzyczny, skoczność. Nie patrzy się dzieciom w oczy, nie podchodzi do nich indywidualnie, nie rozmawia o tym, dlaczego chcą uczęszczać do szkoły o takim profilu. Traktuje się je jak mięso. Na wstępie nie tłumaczy się im, dlaczego sprawdzamy zgięcie nóg czy słuch. Egzamin przebiega w atmosferze stresu, która po dostaniu się egzaminowanego do szkoły staje się wszechobecna.

Surowość?

Panuje stereotyp, że dyscyplinę można osiągnąć tylko surowością, srogością i odpowiednio modulowanym, chłodnym głosem. Dlaczego nie miłością? Czułością? Czy nie można powiedzieć dziecku, że robi coś przeciętnie, ale wkrótce zrobi lepiej, a później jeszcze lepiej?

Ja miałam nieludzki egzamin (zresztą pierwszego nie zdałam) - wpuszczono mnie w majteczkach do sali. Jedno dziecko po drugim bez rozgrzewki jest zginane, potem trzeba przejść test na słuch, m.in. klaskać do rytmu. Taki dziewięciolatek niczego nie rozumie. Wszystko jest takie przedmiotowe - szturchanie i popychanie. Pamiętam to jako bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Od sprawdzenia ciała powinien być zresztą lekarz. Ze mną była na roku koleżanka, która nosiła okulary z powodu zeza i miała skoliozę. Wciąż słyszała uwagi, jaka jest krzywa, jak krzywo stoi. Tak mówiła do niej pani D. Tak się teraz zastanawiam - dlaczego najpierw przyjęli krzywą dziewczynkę, a potem ją piętnowali? To świadczy o tym, że są złymi pedagogami. Do tej pory słyszę od rodziców dzieci, które uczęszczają lub uczęszczały do szkoły baletowej przy Moliera, że w obecności ucznia nauczyciele mówią, że ma nieodpowiednie proporcje. To czemu nie wydalą takiego dziecka ze szkoły? To jest chore.

Jak wytłumaczysz przyjęcie dziewczynki ze skoliozą?

Nie mam pojęcia. Może mały nabór. Teraz w ogóle jest coraz mniej chętnych. Ja pamiętam setki kandydatów w kolejce na egzamin. Teraz przychodzi maksimum setka co roku. Zresztą kto chce pójść do ciemnogrodu? To archaiczny byt. Połączenie szkoły ogólnokształcącej z baletem to twór, który istnieje jeszcze tylko u nas, w Rosji i we Francji, ale tam jest całkiem inny poziom. W imię czego dziecko ma mieć dwie lekcje polskiego, potem szybką lekcję baletu bez rozgrzewki. I - załóżmy - spóźnia się na nią, bo pani od polskiego przedłużyła zajęcia. Następnie jest scysja między nauczycielami, kto ma więcej racji. Potem dziecko biegnie zziajane na lekcję francuskiego.

04.06.2001 LODZ EGZAMINY DO SZKOLY BALETOWEJ IM FELIKSA PARNELA SZKOLA BALETOWA BALETFOT.DARIUSZ KULESZA / AGENCJA GAZETAPLYTA NR LODZ 037
Egzamin do szkoły baletowej (fot. Dariusz Kulesza / AG)

Prowadzę w Warszawie prywatne zajęcia z baletu, na które uczęszczają byli uczniowie państwowej szkoły baletowej. Skarżą się, że nadal tak jest. Za granicą najlepsze szkoły są prywatne, popołudniowe, kształcące po normalnych lekcjach jeszcze w "zawodzie" tancerza. Dzieci przychodzą o szesnastej, po obiedzie, i tańczą. W Hamburgu z kolei miałam na odwrót - w dzień profesjonalna szkoła tańca, po południu liceum przy konsulacie. To był bardzo dobry schemat, miałam dwa różne środowiska. To ważne, bo dzieci w normalnych szkołach mają możliwość obcowania z rówieśnikami, którzy mają różne pasje. Taka higiena psychiczna. A nie rywalizacja przechodząca z systemu zawodowego na ogólnokształcący. W Polsce lepsi tancerze są faworyzowani przez nauczycieli kształcenia ogólnego. To jest chore!

Miałaś załamania nerwowe?

Tak. Najpierw byłam za gruba, potem za chuda. Kiedy zemdlałam na prestiżowym konkursie Prix de Lausanne, ważyłam 29 kilogramów. Nie pozwolono mi zatańczyć w finale. Załamałam się wtedy, mój układ nerwowy nie wytrzymał stresu. Widząc swój numer na tablicy wśród finalistów - sześciu chłopców, pięciu dziewczynek - poczułam, że to koniec. A wmawiano mi w Warszawie, że dostanę się tylko cudem, że nie mam szans. Presja była ogromna. Ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Wezwano od razu dietetyka, psychologa i zadzwoniono do rodziców. Wtedy naprawdę się przestraszyłam i po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać nad tym, co ja robię ze swoim życiem.

Bywali normalni pedagodzy?

Tak, pani Danusia. Jedyna życzliwa. I tę panią zwolnili po dwóch latach. Tylko ona mi pomagała, mówiła rodzicom o szczupłości, była genialna. Była też pani Hanna, co prawda, dyscyplinująca, ale w kreatywny sposób. Uczyła wszystkiego - bardzo rzetelnie tłumaczyła. Z uśmiechem na twarzy wykonywaliśmy jej polecenia. Pozostali terroryzowali uczniów. Wciąż słyszałam teksty rzucane w kierunku innych: "Nigdy nie będziesz solistką", "A co ty myślisz, że jesteś taka dobra?". Sto procent przemocy psychicznej wobec dzieci. Dziś nie mogę uwierzyć w swoją dumę z tego, że byłam taka chuda i promowana. Byłam cięta i harda, zawsze miałam czerwony pasek na świadectwie i najwyższą średnią. Byłam najlepsza ze wszystkich przedmiotów - polski uwielbiałam, po angielsku mówiłam od drugiego roku życia, francuski też mi wchodził. Z fizyki i matematyki nie czułam się taka mocna, ale miałam oczywiście same piątki. Biologia, anatomia - w małym palcu. Byłam ambitna.

Jak zmienia się ciało baletnicy, które na co dzień jest narażone na wykańczające treningi i restrykcyjną dietę?

Baletnice są zniszczone, mają ziemistą cerę, zmarszczki, matowe włosy, kołatanie serca. Ciało bez tkanki tłuszczowej, niedotlenione, przez co cały czas narażone na kontuzje. Mnie to nie dotknęło, bo dość szybko uciekłam za granicę, gdzie wpojono mi balans fizyczny. Sama teraz uczę zdrowego podejścia do baletu - promuję szczupłość, ładnie wyrzeźbione mięśnie, ale nie chudość. Ludzie chcą patrzeć nie na wychudzone i anemiczne, ale charyzmatyczne i energiczne tancerki. Wiesz, ile dziewcząt miało po szkole chorobę Hashimoto? Ile zaburzenia miesiączki, problemy hormonalne? Niektóre trafiały prosto do szpitala.

n19.12.1999 WARSZAWA-GALA NA 50 LECIE PANSTWOWEJ SZKOLY BALETOWEJ  W WARSZAWIE - TEATR WIELKI MH2265XFS
fot. Marzena Hmielewicz / AG

A ty miałaś uszczerbki na zdrowiu w dorosłości?

Dostałam pierwszą miesiączkę bardzo późno, mając 19,5 roku. Tak bardzo byłam zniszczona. Tak się sama nienawidziłam. Zawsze wszystko, co robiłam, było niewystarczające. Sprawy hormonalne ciągną się do dzisiaj, nie wspominając o terapii, na której lekarz zdiagnozował u mnie objawy charakterystyczne dla ofiar przemocy. Pozostała we mnie także nienawiść do zdrowej tkanki tłuszczowej.

Chciałabyś się teraz skonfrontować ze swoimi oprawcami?

Wolałabym zebrać ludzi, którzy przeżyli to, co ja. Bo przemoc psychiczna nie podlega przedawnieniu. I skonfrontować nauczycieli z nami wszystkimi. Ale grupie już nie można odmówić sprawiedliwości - jest trudniej. Nie noszę w sobie żalu. Przeciwnie - ja im wszystkim za to dziękuję. Nie miałabym bez tych przeżyć tylu przemyśleń. Nie miałabym swojej placówki. Ani odwagi, by o tym wszystkim mówić. A tymczasem promuję akcję pod hasztagiem #przemocwszkolebaletowej.

Przeżyłam w szkole baletowej przy Moliera pięć lat, które mocno na mnie wpłynęły i jednocześnie ukształtowały jako bardzo silną kobietę. To nie jest moja prywatna wendeta. To jest misja, by żadnemu dziecku nie przytrafiło się to, co spotkało mnie. By żadna dziewczynka nie głodziła się tak, że dostaje okres dopiero w wieku 19 lat. By rodzice wiedzieli, co się dzieje za murami szkoły. A słyszę o potwornych historiach, na przykład o samobójstwie dziewczynki z powodu napiętnowania w szkole baletowej. Jedna z pań pedagogów potwierdziła, że dyrektorka krzyczała na Maję kilka dni przed tragedią. Czekam na pozwy sądowe za naruszenie dobrego imienia placówki. Ale dla mnie "dobre imię szkoły baletowej" to oksymoron. Wiem, że mam rację. Moja historia to protest. Nie przestraszę się nikogo. Biorę to na klatę.

Czy balet kojarzy ci się wyłącznie z bólem psychicznym i fizycznym?

Nie, to nie jest tak. Jeżeli dziecku się wytłumaczy, że wybrało taką estetykę, z którą nieuchronnie wiąże się deformacja ciała, i to jest jego świadomy wybór, to co innego. Pointy rzeźbią ciało i psychikę. Można odpowiednimi ćwiczeniami niwelować deformacje charakterystyczne dla danej dyscypliny sportu. Ja kocham swoje stopy, widzę w nich historię. Tłumaczę dzieciom, jak wkładać pointy.

Jakie są dzieci w szkołach baletowych?

Na początku są radosne, bo nieświadome tresury. Dopiero później wsiąkają w pasmo udręk. Szybko przywykają, myślą, że tak przecież musi być, skoro pani każe. Potem następuje syndrom sztokholmski, zaczynasz uzależniać się od swojego kata. Jeśli nie rozumiesz, że jesteś terroryzowana, to wchodzisz w metody działań oprawcy coraz głębiej. Trudno wyjść z takiego schematu, jeszcze trudniej zdać sobie później sprawę, w czym się żyło, i podjąć decyzję o leczeniu. Balet to przyspieszony kurs dojrzałości.

Książka Moniki Sławeckiej ukazała się nakładem Wydawnictwa Pascal (mat. prasowe)
Książka Moniki Sławeckiej ukazała się nakładem Wydawnictwa Pascal (mat. prasowe)

*Fragmenty książki "Balet, który niszczy" Moniki Sławeckiej

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (60)
Zaloguj się
  • 7rybek

    Oceniono 19 razy 17

    W sporcie wyczynowym dzieje się podobnie.

  • camp.1000

    Oceniono 29 razy 17

    Ja słyszałem od wuefisty w podstawówce, że jak nie przeskoczę przez kozła, to nie zdam do następnej klasy. A ile miał zabawy, jak rzuciłem piłeczką tenisową na 28 metrów - inni rzucali powyżej 40 metrów. Podobny stres jest i w innych szkołach.

  • andrzej.duxa

    Oceniono 17 razy 15

    znalem baletnice w latach 70tych, po jej doswiadczeniach moge powiedziec - to skrajna patologia

  • tradozon

    Oceniono 17 razy 13

    A gdzie byli rodzice? Matka się nie zainteresowała, że córka nie miesiączkuję, że jest chorobliwie chuda, nieszczęśliwa?

  • lily_evans11

    Oceniono 20 razy 12

    Nie chce mi się wierzyć, że dziecko ważące 25-26 kg przy tym wzroście ma w ogóle siłę wstać z łóżka, a co dopiero trenować... Znajome dziecko o wadze 42 kg na 162 cm wzrostu było regularnie ważone w szkole przez pielęgniarkę, obserwowane czujnie przez nauczycieli, prowadzane przez mamę do psychiatry pod kątem anoreksji... Wyszło z tego nie bez śladów zdrowotnych. Aż strach, jaki uszczerbek na zdrowiu bohaterki artykułu zostawiła aż taka niedowaga. Postawa szkoły kwalifikuje się do prokuratury...

  • kocurimysza

    Oceniono 14 razy 12

    Jak tresura dzikich zwierzat .

  • white_lake

    Oceniono 10 razy 10

    straszne są te zdjęcia dziewczynek w samych majtkach, ocenianych jak na targu, STRASZNE

  • Justyna Grądzka

    Oceniono 10 razy 8

    W prywatnych szkołach tańca również nie jest kolorowo zawiść i chora rywalizacja są na porządku dziennym. W takich szkołach czesto jeden nauczyciel jest dobry i na nim szkoła próbuje wyrobić renomę a reszta to zbieranina ludzi z przypadku. Zajęcia wieczorami to ma być zaletą ? Nawet dorośli chcą kiedyś odpocząć a co mowa dzieci kiedy są zmęczone po szkole (zakres materiału w szkołach podstawowych jest tak szeroki) w szkołach prywatnych liczy się kasa i to aby się wypromować kosztem swoich uczniów ( a bardziej portfeli ich rodziców) Nikt nie patrzy na kontuzje uczniów. Tam dopiero jest patologia znam to z autopsji

  • tsuranni2018

    Oceniono 16 razy 8

    I jeszcze jedno - ciekawe, że takie artykuły zawsze ukazują się w okresie, w którym do szkół baletowych trwają nabory. Trochę to słabe ze stron pań promujących własne, prywatne szkoły. Może przekonajcie ludzi do siebie swoim profesjonalizmem, pochwalcie się absolwentkami.
    PS: nie twierdzę, że w OSB jest wszystko cacy, wręcz przeciwnie, potwierdzam, że kształcenie jest mocno archaiczne i do zmian.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX