Teresa Klemańska, mama Tomasza Komendy

Teresa Klemańska, mama Tomasza Komendy (Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

Matka Tomasza Komendy: Byłam matką mordercy, pedofila, gwałciciela. A teraz robią ze mnie świętą Teresę

Chwilami brakuje mi sił do życia. Jestem wrakiem. To wszystko mnie zniszczyło. Ale jestem też szczęśliwa! Od pierwszego dnia, kiedy Tomek wyszedł na wolność - mówi Teresa Klemańska, matka Tomasza Komendy, skazanego niesłusznie za gwałt i morderstwo 15-letniej Małgosi i uniewinnionego przez Sąd Najwyższy po 18 latach, które spędził w więzieniu. 15 maja ukaże się książka Grzegorza Głuszaka "Walka przez łzy. Matka Tomasza Komendy Teresa Klemańska".

Za każdym razem, kiedy czytałam o pani i Tomku, ogromnie mnie wzruszało, że nie mówił o pani inaczej niż "mamusia". Wysyłał z więzienia kartki na Dzień Matki, na których rysował kwiatki i pisał: "Mamusiu, żałuję, że nie pachną".

Tak było zawsze! On do mnie nigdy "mama" albo "matka" nie powiedział.

A pani mówi o nim "syneczek".

I "kochanie", "żabciu", "gwiazdeczko moja kochana". Albo "Tomuś"! Gdybym powiedziała "Tomek", byłby zaskoczony, dlaczego tak nieładnie się zwracam (uśmiech). Wszystkie swoje dzieci tak wychowałam [Teresa Klemańska ma czterech synów - przyp. aut.]. Nauczyłam chłopców, że trzeba się ładnie do siebie zwracać. Wpoiłam im też, że jak wychodzisz z domu, to daj buzi, pożegnaj się. Bo nigdy nie wiadomo, co komu w życiu pisane.

Tamtego koszmarnego dnia, kiedy go aresztowali, Tomek wyszedł do sklepu po mleko dla Piotrka, swojego najmłodszego brata. I nie wrócił.

Czekali na klatce schodowej. Skuli go. Całe podwórko było obstawione przez policję. Ale ja tego nie widziałam, bo nasze okna wychodziły na drugą stronę ulicy. Nie wiedziałam, co się stało, szukałam go, gdy nie wrócił domu. Dopiero wieczorem koleżanka mi powiedziała: "No przecież go na policję zabrali". Od tamtej pory przez dziewięć miesięcy nie widziałam Tomka. Pierwsze widzenie było przez "pleksę".

15.03.2018 Wroclaw . Sad zdecydowal , ze Tomasz Komenda po 18 latach spedzonych w wiezieniu wychodzi na wolnosc .  Fot. Krzysztof Cwik / Agencja Gazeta
Tomasz Komenda spędził 18 lat w więzieniu za zbrodnię, której nie popełnił. (Fot. Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta)

Byliście rozdzieleni szybą.

I rozmawialiśmy przez telefon. Tomek strasznie krzyczał do słuchawki: "Mamusiu, za co? Dlaczego ja? Ja nic nie zrobiłem!". Po kilku dniach dostałam zgodę na kolejne widzenie, już przy stoliku. Nigdy tego nie zapomnę. Myśmy ryczeli. I cały czas trzymaliśmy się za ręce, byliśmy przytuleni. To była totalna bezradność. Nic wtedy nie mówiliśmy.

Czy Tomek w ogóle znał Małgosię Kwiatkowską, 15-latkę, którą zgwałcono i zamordowano w sylwestrową noc 1996 roku?

Nie. On nigdy nie był w Miłoszycach [gdzie odnaleziono zwłoki - przyp. aut.].

Tamtej nocy był na imprezie sylwestrowej.

U nas w domu! Byli koledzy, koleżanki i my - rodzice!

Śledczy uznali, że to wcale nie jest alibi. Że wszyscy kłamią, żeby go kryć.

Tak. Że to krzywoprzysięstwo.

Spotykała się pani w sądzie z rodzicami Małgosi Kwiatkowskiej?

Tak.

Jak się zachowywali?

Matka wyzywała mnie: "Ku*wo, uważaj na tych swoich bandytów, bo kiedyś ci gardło poderżną". A ojciec tej zamordowanej dziewczynki pokazywał do Tomka taki gest (pani Teresa pokazuje gest symbolizujący poderżnięcie gardła i strzał z pistoletu). On nawet nóż próbował wnieść do sądu, ale zabrali mu go na bramce.

Po uniewinnieniu Tomka przeprosili?

Nie. Oni wciąż uważają, że Tomek jest winny. Mam do nich straszny żal. Chociaż. Teraz myślę, że policja i prokuratura zrobili im wtedy pranie mózgu. Wmówili, że to wszystko zrobił Tomek.

Ten zwyrodnialec.

Zwyrodnialec. Ich córka była przecież strasznie zmasakrowana.

Zgwałcona, skatowana, miała obrażenia narządów rodnych. Oprawcy porzucili ją na mrozie.

Byłam na jej grobie. Zapaliłam znicz. Powiedziałam: "Ty nie żyjesz, ciebie już rodzice nie mogą zobaczyć. A ja mojego syna widzę przez kraty".

16.05.2018 Warszawa , Sad Najwyzszy . Rodzina Tomasza Komendy na sali rozpraw po ogloszeniu wyroku uniewinniajacego . Sad najwyzszy uniewinnil Tomasza Komende skazanego nieslusznie za morderstwo .   Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Rodzina Tomasza Komendy na sali rozpraw po ogłoszeniu wyroku uniewinniającego w maju 2018 roku (Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Tamtego dnia, kiedy go aresztowali, pani wiedziała, że to o tę zbrodnię go oskarżają?

Nie! Pobiegłam na komendę, żeby się dowiedzieć, o co w ogóle chodzi, ale odesłali mnie do prokuratora. A on: "Pani nie wie, za co go zatrzymali?" "Nie mam pojęcia". "To jeszcze się pani dowie". I koniec rozmowy.

Po co tracić czas na rozmowę z "matką mordercy". Od tej pory tak o pani mówiono?

Tak. Matka mordercy. Dopiero kiedy poszłam do prokuratora kolejny raz, powiedział, że Tomek zgwałcił i zamordował 15-letnie dziecko. A ja na to: "To nieprawda. Nie ma takiej opcji!".

Potem zaczął się proces. I zapadł wyrok 25 lat więzienia.

Wyłam, kiedy to usłyszałam! Potem chciałam odebrać sobie życie. Połknęłam tabletki i zostawiłam list pożegnalny.

Co pani napisała?

Przeprosiłam bardzo mocno Piotrusia, mojego najmłodszego syna.

Ile miał wtedy lat?

10. Napisałam, że ma kochającego tatę i braci i dadzą sobie radę beze mnie. Prosiłam, żeby mi wybaczyli. I napisałam, że bez Tomka nie potrafię żyć (płacz). Wzięłam tabletki, ale mnie odratowali. Później próbowałam wyskoczyć z okna, ale mąż mnie powstrzymał.

Przed naszym spotkaniem dużo myślałam o pani próbach samobójczych. Nie potrafię sobie...

...wyobrazić, co wtedy czułam?

Tak. Jak potwornie musiała się pani czuć skrzywdzona, zmaltretowana. Przez jakie przechodziła pani piekło. Ale przecież miała pani po co żyć. Był mąż, synowie. Był Tomek. W więzieniu, niesłusznie skazany, ale był.

Do mnie to wszystko wtedy nie docierało. Załamał mi się cały świat. Przecież miałam cudowne dzieci, kochające, grzeczne. U nas w domu o żadnej policji nigdy nie było mowy. Nigdy! A tu nagle Tomek w więzieniu. Za takie coś! I ci wszyscy ludzie. Te ich spojrzenia, to plucie pod nogi. To mnie przerosło (płacz). Dopiero rodzina mi wytłumaczyła, co chciałam zrobić. Jesteś egoistką - mówili mi.

Po próbach samobójczych wciąż było z panią bardzo źle.

Ja przez półtora miesiąca trzeźwiałam tylko na widzenia z Tomkiem! A i tak nie wiem, czy nie czuł ode mnie alkoholu. Piłam na umór. Sama. Nie dopuszczałam do wytrzeźwienia.

Wydawało mi się, że tylko w ten sposób zdołam zapomnieć o tym całym koszmarze. Nic nie jadłam. Schudłam 26 kilo. Później już wymiotowałam żółcią, krwią. Prosiłam Boga: "Wypuść Tomka, zabierz mnie".

15.03.2018 Wroclaw . Jest decyzja ! Tomasz Komenda po 18 latach spedzonych w wiezieniu wychodzi na wolnosc .  Fot . Krzysztof Cwik / Agencja Gazeta
Fot. Krzysztof Ćwik / Agencja Gazeta / Fot . Krzysztof Cwik

I znowu rodzina panią uratowała.

Nie było czegoś takiego, że wylewali mi alkohol albo krzyczeli: "Pójdziesz, pijaczko, na odwyk". Po prostu rozmawiali ze mną. "Tomek wyjdzie, mamusiu, zobaczysz!". I przestałam pić. Zupełnie. A było już tak, że najbliżsi myśleli, że ja się tym wykończę.

Wspomniała pani, jak strasznie bolały reakcje ludzi. Pluli pani pod nogi. Co mówili?

Matka mordercy, pedofila, gwałciciela. Jak mogę w ogóle chodzić po ulicach, skoro mam takiego syna? Mówili, że powinnam zniknąć z powierzchni ziemi.

Co panią najbardziej zabolało?

Ja nie umiem robić uszek. Przed Bożym Narodzeniem poszłam do sklepu, żeby je kupić i zanieść Tomkowi do więzienia z zupą. Usłyszałam: "Dla takiego zwyrodnialca nie powinna pani tego nieść". Dziś ta sama sprzedawczyni mi mówi: "Pani Teresko, ja zawsze wierzyłam w jego niewinność". A ja jej na to: "Kobieto, odsuń się ode mnie!".

To nie była tylko słowna agresja. Pani męża próbowali...

...zepchnąć z drogi, kiedy prowadził samochód. Wieszali nam zgniłe mięso i kości na klamce. Dobijali się do mieszkali, walili w drzwi.

Kto? Sąsiedzi?

Nie wiedzieliśmy! Ja się bałam wychodzić z domu. Dlatego wzięliśmy psa. Amstaffa. Abi na początku wcale nie była agresywna, ale zaczynała bardzo szczekać, właśnie jak ktoś walił do drzwi.

I w tym całym koszmarze był jeszcze strach - co oni tam robią z Tomkiem? Za każdym razem, kiedy do więzienia trafia pedofil, przez Internet przelewa się fala komentarzy, że inni więźniowie "dadzą mu popalić". Sam Tomek mówił, że w hierarchii więziennej pedofil i morderca jest jak robak. Że był maltretowany.

Ciągle miałam straszne sny. Że go tam katują, znęcają się nad nim. Kiedy patrzyłam na niego podczas widzeń. Czasem tak totalnie zapadał się w sobie. Albo ten przerażony wzrok. Bał się każdego dźwięku, ruchu.

17.04.2019 Wroclaw . Tomasz Komenda ( falszywie oskarzony spedzil 18 lat w wiezieniu ) i jego adwokat Zbigniew Cwiakalski skladaja wniosek o odszkodowanie . Fot. Krzysztof Cwik / Agencja Gazeta
Tomasz Komenda w kwietniu 2019 r. (fot. Krzysztof Ćwik / AG)

Strasznie go musieli krzywdzić.

I więźniowie, i klawisze, i policjanci. Do dziś kupuję mu środki przeciwbólowe. Tak go bili po głowie, że ona wciąż go boli.

Tomek nigdy nie pił kawy. A kiedy poszłam do niego na pierwsze widzenie, poprosił, żebym mu kupiła kawę. Pytałam, po co, a on: "W dzień śpię, w nocy czuwam". Zrozumiałam wszystko. O nic więcej nie pytałam. Kawę mu na kilogramy kupowałam. Co on przeżył, jak bardzo ma złamaną psychikę, to tylko on wie.

Tomek ma za sobą próbę samobójczą.

Dwie. Odcinali go, kiedy się próbował wieszać w celi. Mówił mi, że wtedy czuł, że już dłużej nie wytrzyma.

Co mu pani odpowiadała?

"A ja? A my? Rodzina? Jesteśmy z tobą! Musisz żyć dla siebie i dla nas".

Ratowała go pani tymi samymi słowami co rodzina panią.

Wszyscy się nawzajem staraliśmy pocieszać. Kiedy przychodziłam do Tomka do więzienia, sam najczęściej mówił mi tak: "Mamuś, głowa do góry. Maszerujemy". To było jego powiedzonko. Pisał mi też w listach: "Zobaczysz, że jeszcze wyjdę i będziemy szczęśliwi". Odliczałam dni, miesiące bez niego. Potem to już nie miało sensu. Tyle czasu mijało. I te cholerne 36 świąt. To było najgorsze. Wszyscy święta szykują, a my nie.

Nie mieliście choinki, nie było opłatka.

Był opłatek, ale się nim nie dzieliliśmy. Nie składaliśmy sobie życzeń. Żadnych "wesołych świąt".

Brzmiałoby to absurdalnie.

Pamiętam jedną taką Wigilię. Rano byliśmy z moim synem Krzysiem u Tomka w więzieniu i Tomek dał mu list. Wieczorem, przy kolacji, Krzyś go wyciągnął, ale nie potrafił tego przeczytać. (płacz) Mój najstarszy syn jest takim twardzielem, ale też nie był w stanie. Podawaliśmy sobie ten list z rąk do rąk. Kto miał siłę, kto trochę mniej płakał - czytał.

Co Tomek napisał?

"Ja wiem, co to znaczy nie mieć tych świąt, nie móc się przytulić". Napisał, że nas kocha, że wyjdzie, że na pewno jeszcze w któreś święta będziemy razem. (płacz) Czasem mi mówił: "Mamuś, nie wiesz nawet, jaka poduszka była mokra w święta. Od łez".

Kiedy go pani odwiedzała w więzieniu, zawsze się przytulał?

Tak. Nie wstydził się przytulania na sali widzeń. A ja zawsze mu przynosiłam domowe jedzenie. Potem tego zabroniono, ale póki było wolno, nigdy nie dawałam mu niczego ze sklepu. A on był szczęśliwy! Mówił: "Mamusiu, kotleciki wspaniałe. Wątróbka też, tylko mogłaś więcej posolić". (śmiech)

09.06.2018 Wrocław . Tomasz Komenda (P) - niesłusznie skazany na 25 lat pozbawienia wolnosci za morderstwo , ktorego nie popelnil . Zostal uznany za niewinnego i po 18 latach opuscil zaklad karny . Matka Tomasza Komendy Teresa Komenda (L). Fot. Lukasz Giza / Agencja Gazeta
Tomasz Komenda z mamą Teresą (Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta)

Czy przez te wszystkie lata były takie chwile, kiedy było wam obojgu choć odrobinę lżej?

Dopiero kiedy się zaczęło drugie dochodzenie [śledztwo wznowiono w 2016 roku - przyp. aut.]. Jak przyszedł do nas do domu nasz anioł Remek [policjant Remigiusz Korejwo - przyp. aut.] i powiedział: "Pani Teresko, zaczniemy chyba proces od nowa". Ja go całowałam z radości!

Tyle czasu pani na to czekała!

Kiedy już wiadomo było, że Tomek zaraz wróci do domu, obiecałam mu, że ubierzemy choinkę i nie rozbierzemy jej aż do jego powrotu. I tak było. Czekaliśmy z tym prawie do Wielkanocy. Bo wyszedł w marcu.

Kiedy sędzia ogłosił, że Tomek jest niewinny i wolny, jego twarz wyrażała tyle emocji.

Sam sędzia miał łzy w oczach. A Tomek po chwili nie był już pewien tego, co usłyszał. Zapytał jednego z policjantów, którzy go pilnowali, co się dzieje. A on: "Wychodzisz! Do domu idziesz!".

Co robiliście tego pierwszego dnia, kiedy Tomek wrócił do domu?

Cały czas byli z nami dziennikarze. Zapytali go wtedy, czy ma jakiś szczególny tatuaż, a on pokazał przedramię: "Kocham cię mamo". I przytulił mnie, powiedział, że jestem dla niego najważniejszą kobietą. Po tych 18 latach mogliśmy być razem i tulić się dłużej niż przez tę godzinę podczas widzenia. Ja zadeklarowałam wtedy przed kamerami, przed całą Polską, że zerwę pępowinę łączącą mnie z Tomkiem.

Czytałam, że kiedy już zostaliście sami, powiedziała mu pani: "Skórę masz, syneczku, jak pergamin".

Bo on, jak już się wykąpał i zmył z siebie ten cały więzienny brud, przyszedł do mnie i mówi: "Mamusia, powiedz, czy jestem chudy?". Co miałam powiedzieć? 56 kilo ważył chłop, który ma metr dziewięćdziesiąt wzrostu! To była skóra jak pergamin i wszystkie żebra na wierzchu! Nogi, ręce - jak patyki.

Inni więźniowie zabierali mu jedzenie.

A kiedy już nie pozwalali mi przynosić domowych obiadów, to on nawet o to jedzenie nie walczył.

15.03.2018 Wroclaw . Rodzina Tomasza Komendy czeka na jego wyjscie z aresztu sledczego . Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
Mama Tomasza Komendy z rodziną czeka na wyjście syna z aresztu, marzec 2018 r. (fot. Tomasz Pietrzyk / AG)

Jakie były te pierwsze wspólne dni?

Trudne. Nie wiedziałam, jak z nim rozmawiać, jak go uspokoić. Ciągle za coś przepraszał, na przykład że coś mu upadło. Nie wiedział, czy może sobie zrobić herbatę, wziąć dokładkę jedzenia. Albo pójść do toalety o dowolnej porze. Bo w więzieniu nie wolno tego robić, jeśli ktokolwiek akurat je.

Codziennie chciał jeść to samo: ziemniaki, mizerię i pierś z kurczaka. I prosił, żebym zrobiła trochę więcej. Gdyby po obiedzie chciał dodatkową porcję. Czasem na gołąbki miał też chęć.

Do dziś ma problemy ze snem, koszmary. A pierwszej nocy w domu w ogóle nie spał. Czuwał. Żeby ten sen, że jest na wolności, się nie skończył.

Zaczęło się normalne życie. Tomek musiał się go nauczyć.

Nie potrafił na przykład obsługiwać telefonu. Był zdziwiony, jak moda się zmieniła. Chciał nosić spodnie dzwony. A ja mu mówiłam: "Tomuś, teraz tak nikt nie chodzi".

Niedługo po jego powrocie do domu Patrycja, bratanica Tomka, zaprosiła nas do cukierni, w której pracowała. Tomek wszedł z nami, ale nie kupił lodów. On z tej cukierni wybiegł i zaczął płakać. "Mamo, ja nie widziałem, jak ona była mała, jak rosła. A tu nagle stoi przede mną dorosła osoba!".

Być może dotarło do niego, ile lat życia sam bezpowrotnie stracił. Historię Tomka poznał papież Franciszek. Zapragnął was poznać.

Do Watykanu zaprosił nas ksiądz Krajewski [kardynał Konrad Krajewski - przyp. aut.]. Podczas audiencji papież od razu do nas podszedł. Tomek chciał go pocałować w pierścień, ale on na to nie pozwolił. Objął Tomka i długo nie puszczał.

Co wam powiedział papież?

Nie wiem! Nie mówił po polsku. (śmiech)

Jak dziś wygląda pani życie?

Ciężko pracuję. Ale nie narzekam. Nie wyobrażam sobie życia bez pracy! Wstaję o 4 rano i jadę myć klatki schodowe. A kiedy z mężem byliśmy w Polanicy na wczasach, to Tomek sprzątał za mnie.

A czy pani stała się...

... celebrytką? (śmiech) Jak byliśmy z mężem w Polanicy i siedzieliśmy na ławce, obok przechodziło małżeństwo. Kobieta powiedziała: "Zobacz, to matka Tomasza!", a mężczyzna na to: "No co ty! Co oni by tu robili?" (śmiech) Kiedy indziej jedna kobieta zapytała, czy może mnie przytulić i pogratulować. Z matki mordercy stałam się świętą Teresą!

09.06.2018 Wrocław . Tomasz Komenda - niesłusznie skazany na 25 lat pozbawienia wolnosci za morderstwo , ktorego nie popelnil . Zostal uznany za niewinnego i po 18 latach opuscil zaklad karny . Fot. Lukasz Giza / Agencja Gazeta
Tomasz Komenda (Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta)

A czy myśli pani o tym, że część ludzi, którzy dziś robią z pani świętą i chcą nosić na rękach, to mogą być te same osoby, które wieszały na klamce zgniłe mięso?

Ja o tym wiem. Jedna sąsiadka, kiedy Tomek był w więzieniu, powiedziała mi: "Pilnuj tych swoich bandytów". Potem chciała mnie przeprosić, a ja jej na to: "Słowa padły. Nienawidzę pani".

Co pani mówi tym wszystkim osobom, które dziś zachwycają się pani postawą?

Zawsze to samo: że ja nie zrobiłam nic wyjątkowego. Po prostu trwałam przy nim. To samo zrobiłaby każda matka dla swojego syna!

Tomek stał się bardzo znaną osobą. Słyszałam, że kobiety piszą do niego listy, chcą za niego wychodzić za mąż.

Tak. Ale mu wytłumaczyłam: "Tomuś, one nie chcą ciebie, ale twoje pieniądze". Te, które pisały, były zainteresowane pieniędzmi. Ja to wiem.

Słynnych 18 milionów odszkodowania. Profesor Zbigniew Ćwiąkalski zapowiedział publicznie, że będzie się domagał takiej kwoty dla Tomka.

Ciągle mnie ludzie zaczepiają na ulicy. "Już wziął odszkodowanie?". A ja mówię: "Już dawno!". "A ile wziął?". A ja na to: "80 milionów! Więcej, niż się spodziewał". Bo ile można tłumaczyć, że to jeszcze potrwa?

Zostawmy pieniądze. Mówiła pani, że Tomek pisał w listach z więzienia, że jeszcze będziecie szczęśliwi. Teraz jest ten czas? Tomek jest szczęśliwy? Ma chęć do życia?

Teraz już tak.

A pani?

Niekoniecznie. Czasem nawet trudno mi wstać z łóżka.

Jak to?! Czekała pani na jego powrót do domu tyle czasu, a teraz nie chce się pani żyć? Nie rozumiem.

Ja też tego nie rozumiem! Te łzy mnie denerwują. (płacz) Nie wiem, czy to się kiedykolwiek skończy. Chwilami brakuje mi sił. To wszystko mnie zniszczyło. W środku jestem wrakiem. Taka jestem zmęczona. Ale jednocześnie szczęśliwa! Od pierwszego dnia, kiedy Tomek wyszedł na wolność.

Tomek wciąż mieszka z panią?

No mój skarb. Gdzie miałby mieszkać?! (śmiech)

I to jest ta odcięta pępowina, tak?

No pewnie, bo ja do niego do pokoju nie wchodzę! (śmiech)

Co pani poda dziś Tomkowi na obiad?

Ziemniaki, kotlet schabowy w ziołach i mizerię. A później pójdziemy na kręgle.


mat. prasowe

Książka Grzegorza Głuszaka "Walka przez łzy. Matka Tomasza Komendy Teresa Klemańska" ukaże się 15 maja nakładem Wydawnictwa ZNAK Literanova.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Anna Kalita, absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in z Gazetą Wyborczą Wrocław, Dziennikiem Polska Europa Świat i Dziennikiem Gazetą Prawną oraz UWAGĄ! TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości" o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (269)
Zaloguj się
  • who_cares

    Oceniono 71 razy 65

    Do tej pory adwokat (ex prokurator i sędzia) rodziców Malgosi uważa że Tomek jest winny, bo musiałaby przyznać że się pomyliła i zniszczyła mu zycie. To ona nakręciła ówczesnego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Lecha Kaczyńskiego że sprawca jest w areszcie a prokuratura nie chce postawić mu zarzutów. No i poszło ... dedykuję to 40% rodaków zwolenników ręcznego sterowania wymiarem sprawiedliwości którym jak widać takie sprawy nie przeszkadzają byleby 500+ było w portfelu.

  • white_lake

    Oceniono 48 razy 46

    przy czytaniu nóż się w kieszeni otwiera, jak bardzo skrzywdzono tych ludzi, Tomasza i całą rodzinę,
    i oczywiście nikt za to nie odpowie...

  • jestem_dziwny

    Oceniono 34 razy 34

    Nie jestem pewien, ale chyba ten artykuł w części wyjaśnia co to znaczy byc twardym

  • sabriel

    Oceniono 34 razy 32

    Niesamowite, jaka siła i jaka wspaniała rodzina. Ta siła bierze się właśnie z rodziny, wspólnego wsparcia. Przykre, że to ich spotkało. Tomkowi zniszczono całą młodość, ale reszta rodziny też cierpiała, zwłaszcza matka. Ale ludzie widzą oczywiście tylko pieniądze, których jeszcze nie otrzymał.

  • darjen77

    Oceniono 41 razy 31

    Niech przemyślą ci, którzy popierają karę śmierci. Jest wielu takich jak Tomek Komenda.

  • cezar85

    Oceniono 39 razy 29

    minister sprawiedliwości lech kaczyński, policja i sądy są winne

    bo to oni wmówili rodzicom zamordowanej, kto jest winny

  • jan.w2

    Oceniono 28 razy 26

    Takim Tomaszem Komendą może być każdy, w każdej chwili. Co prawda trzeba mieć wyjątkowego pecha, ale jak się okazuje jest, to możliwe. Ch... z taką policją, prokuraturą, sadąmi i ich sprawiedliwością.

  • malinajan

    Oceniono 20 razy 20

    Jestem ciekaw, co teraz powiedzieliby Komendom policjanci i prokuratorzy, którzy go oskarżyli wtedy? Czy mieliby odwagę spojrzeć im prosto w oczy?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX