Edmund Niziurski

Edmund Niziurski (Fot.Tomasz Wiech / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

Varga o Niziurskim: Raz przyszedł do opery w jednej skarpetce. Drugą miał w marynarce, w kieszonce na chusteczkę

Gdyby to porównać z dzisiejszymi czasami, Niziurski byłby dosyć bogatym człowiekiem, może nawet tak jak Remigiusz Mróz - mówi Krzysztof Varga, autor "Księgi dla starych urwisów". - Jego życie na pewno nie było rock and rollem. Nie znajdziesz w nim alkoholu, romansów, anegdot o przesiadywaniu w kawiarni Czytelnika. Tej rodzinie było po prostu ze sobą dobrze.

Myślisz, że bohaterowie książek Niziurskiego wzięliby udział w strajku nauczycieli?

Pewnie tak. W jego powieściach nauczyciele są okropnymi gogami, potworami właściwie, którzy zagrażają naszym bohaterom, ale zarazem prezentują bardzo inteligencki etos.

Skąd to się u niego wzięło?

Z Żeromskiego, którego hołubił. Może nawet nie jako pisarza, tylko jako przedstawiciela polskiej inteligencji i postawy dostrzegającej w literaturze pewne powinności obywatelskie.

Jakie to były powinności?

Znalezienie w uczniu czegoś, czego nie widać na pierwszy rzut oka: jego wrażliwości czy zainteresowań. Niziurski patrzył na dzieci jak na trochę mniejszych dorosłych. W przeciwieństwie do wielu innych pisarzy młodzieżowych bardzo poważnie je traktował. Zauważ, że wszyscy jego bohaterowie, mimo że są kompletnymi tumanami w szkole, to jednocześnie popisują się elokwencją, erudycją, bystrością i inteligencją. Nawet najgorsze typy.

Przed przystąpieniem do pisania "Księgi dla starych urwisów" zrobiłem sobie powtórkę z Niziurskiego, ale też ze Zbigniewa Nienackiego i Alfreda Szklarskiego. I zobaczyłem, że u nich nie ma tej wrażliwości ani zaufania do dziecięcego czytelnika. Szklarski w sposób łopatologiczny robił mu wykłady z flory i fauny.

29.03.2018 Warszawa , ulica Platowcowa 50 . Autor ksiazki  Sonnenberg ' Krzysztof Varga . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta
Krzysztof Varga (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta)

A Nienacki z historii sztuki.

Tak, ale też indoktrynował politycznie. Pan Tomasz, czyli tytułowy "Pan Samochodzik", był przecież ormowcem!

Siostrzeniec Niziurskiego zwraca uwagę, że jego wuj, pisząc o dzieciach, tak naprawdę miał na myśli licealistów. Zgadzasz się z tym?

Oczywiście. On przede wszystkim pisał o uczniach, którzy dojrzewają, przeżywają pierwsze rozczarowania, pierwsze przełomowe momenty. Dzieciak w podstawówce jest jeszcze zupełnie nierozwinięty, a w liceum buzują mu hormony i zaczyna emocjonalnie podchodzić do pewnych rzeczy.

No i ma poważniejsze zainteresowania.

To prawda. W liceum już wiesz mniej więcej, że będzie cię interesowała sztuka albo jakieś politechniczne sprawy. Próbujesz myśleć o swoim życiu. Bohaterowie Niziurskiego właśnie w taki sposób kombinowali, a on usiłował jakoś nienachalnie, subtelnie, trochę nimi pokierować.

W jaki sposób?

To jest trochę młodzieżowa wersja Herbertowskiego "Bądź wierny, idź". Wybierz swoją drogę, weź odpowiedzialność za siebie. Książki Niziurskiego opowiadają o inicjacji w dorosłość, a nawet w etos inteligencki. Poza tym są w dużej mierze opowieściami o outsiderach albo, jak to ujął inny pisarz książek dla dzieci i młodzieży Grzegorz Kasdepke, o samcach omega.

Którzy mogą wybrać osobną drogę?

Tak. Zawsze w szkole był samiec alfa, przywódca stada, najsilniejszy, najmądrzejszy, najsprytniejszy. A bohater Niziurskiego był w drugim, a nawet trzecim szeregu.

I pokazywał, że ta droga jest fajna?

Co więcej: to jest najlepsza droga. Kasdepke zadaje ważne pytanie: No dobra, to gdzie są teraz samce alfa? Ci, którzy byli przekonani, że są najmądrzejsi, najsilniejsi i najwspanialsi? Często ich życie stało się jakąś porażką. Natomiast samiec omega ma nieustanną świadomość tego, że jest na granicy porażki i musi się jej w pewien sposób przeciwstawić. Musi bardziej o to swoje życie dbać, rozwijać się, mimo wielu rozczarowań. Widać to szczególnie mocno w późniejszych książkach Niziurskiego, kiedy bohaterowie mają ambicje artystyczne: chcą nakręcić film, napisać powieść, piszą wiersze, tworzą muzykę. Tego nie było zupełnie w książkach wcześniejszych, chociaż co prawda w "Sposobie na Alcybiadesa" jeden z bokserów zaczął pisać wiersze po tym, jak dostał w łeb i poplątało mu się w głowie.

Książki dorastały wraz z czytelnikami?

Na pewno zmieniał się autor. Niziurski debiutował na początku lat 50., a finiszował pod koniec XX wieku. I niestety, jego ostatnie książki były słabe.

01.06.2005 KRAKOW UL. JANA KOMPLEKS KINOWY ARS KINO TEATR REDUTA SPOTKANIE Z EDMUND NIZIURSKI - AUTOR KSIAZEK DLA MLODZIEZY W RAMACH FESTIWAL LITERATURY POPULARNEJ N/Z EDMUND NIZIURSKI FOT. TOMASZ WIECH / AGENCJA GAZETA
Edmund Niziurski na Festiwalu Literatury Popularnej w 2005 r. (fot. Tomasz Wiech / AG)

Do kiedy pisał dobre?

Do początku lat 80. Czyli przez ponad 30 lat zachował bardzo wysoką formę pisarską. W każdej dekadzie Niziurski był na innym etapie swojego pisarstwa, co pewnie było związane z rozwojem jego emocjonalności i po prostu z wiekiem. O ile wcześniej w jego powieściach, już gdzieś mniej więcej od "Marka Piegusa", głównie królowała rozszalała groteska, w późniejszych książkach, w tych z lat 70., pojawia się melancholia. Autor "Sposobu na Alcybiadesa" był zdecydowanie bardziej refleksyjny, a jego bohaterowie zaczęli zauważać dziewczyny. Nie tylko jako koleżanki czy nadęte kujonki albo głupie siostry, ale też jako obiekty uczuć i partnerki. Myśleli o nich w inny sposób, zauważali ich inteligencję, wiedzę.

Mówiłeś, że jego ostatnie książki były słabsze. Powodem była transformacja ustrojowa?

Absolutnie. Rok 1989 był katastrofą dla całych pokoleń pisarzy, którzy się nie odnaleźli w nowej rzeczywistości. Mieli w tych czasach komuny, bez względu na ich osadzenie polityczne, poczucie stałości świata. Wielu wydawało się, że ta oswojona rzeczywistość będzie trwała wiecznie. Nagle wszystko wywróciło się do góry nogami z dnia na dzień.

A popkultura lat 80.?

Oczywiście młodzież zaczynała interesować się czymś innym już wcześniej. Pojawiła się fantastyka, pierwsze komputery, więc historie o szkole w zapyziałym miasteczku nie były tym, co najbardziej ekscytowało dorastające dzieciaki.

Raczej "Dzieci z dworca zoo" niż "Klub włóczykijów"?

Na przykład! To już był świat inny, groźniejszy, ale też bardziej kolorowy, intrygujący. Poza tym powoli zaczynała wymierać kultura podwórka, która była bazą dla literatury Niziurskiego. Można było na nim grać w piłkę, bawić się w wojnę, zakładać bandy czy tajne stowarzyszenia, latać po piwnicach i strychach albo po jakichś wykopach. To wszystko było związane z jakimś rodzajem wspólnotowości. Potem rozpoczął się okres pogłębiającej się alienacji, kiedy wszyscy zaczęli się zamykać w swoich pokojach, w swoich amigach. Zmieniała się kultura.

Jak na to reagował Niziurski?

Usiłował może nie tyle dostosować się do niej, ale próbował ją wyczuć, odpowiedzieć na zapotrzebowanie młodzieży. Wtedy zaczął, niestety, pisać gorzej.

To znaczy?

Na przykład ładował do swoich książek elementy s.f. Pojawiły się potwory z kosmosu.

Skąd to się u niego wzięło?

Z ciekawości i dobrej obserwacji świata. To był w ogóle ciekawski typ, który chciał wiedzieć wszystko o wszystkim. Nie słuchał Bacha ani Beethovena, ale musiał o nich wszystko przeczytać. Nie musiał chodzić do kina, ale brał pismo "Film" i czytał recenzje. Musiał wiedzieć, co się dzieje, miał nieustający głód wiedzy. Dlatego w latach 90. dowiedział się, że młodzież zaczyna interesować się kosmosem.

25.11.2017 Rzeszow , Centrum Handlowe Millenium Hall . Krzysztof Varga podczas spotkania autorskiego w ramach Swiatecznych Targow Ksiazki .Fot. Grzegorz Bukala / Agencja Gazeta
Krzysztof Varga (Fot. Grzegorz Bukała / Agencja Gazeta)

Ale na przykład w kontynuacji przygód Marka Piegusa mocno krytykował kapitalizm.

To prawda, ponieważ był doskonałym obserwatorem pierwszych lat polskiego, dzikiego kapitalizmu. Tylko że jego język, który był wcześniej niezwykle wyrafinowany, zaczynał się upraszczać. Do dialogów zaczął wstawiać wulgaryzmy typu "śmierdzi ci z gęby".

Nie pasowały do jego bohaterów?

Brzmiały sztucznie. O ile język, którym posługiwali się jego dawni bohaterowie, też był sztuczny, bo przecież żaden nastolatek nie mówi zdaniami wielokrotnie złożonymi, nie używa wyszukanych porównań, o tyle w jakiejś swojej części był prawdziwy.

Ten z lat 90. był fałszywy?

Zdecydowanie. Wyrafinowanie narracyjne zaczął zastępować komedią slapstickową, co doskonale widać w "Nowych przygodach Marka Piegusa". Pojawiają się tam dokładnie ci sami bohaterowie, mający dokładnie tyle samo lat, którzy spotykają postaci z innych książek Niziurskiego. Akcja gna na łeb na szyję, nie wiadomo, skąd dokąd, co jest tak naprawdę główną intrygą. Nie chcę powiedzieć, że Niziurski zdradził swój język. On zaczął pisać dla nowych czytelników.

A nie każdy ma tyle odwagi co Tadeusz Konwicki.

Żeby złamać pióro? Niziurski pisał całe życie. Niczym więcej się nie zajmował.

Przestał pisać z powodu choroby?

Tak, nie dawał już rady. Był jedynym żywicielem rodziny, zawodowym pisarzem. Jego żona przepisywała mu wszystko na maszynie, bo sam raczej pisał ręcznie. Potem nanosił poprawki, potem ona to znowu przepisywała.

Miał trójkę dzieci. Był w stanie utrzymać pięcioosobową rodzinę tylko z pisania?

Mógł, a nawet pozwalał sobie na wakacje w Grecji. Brali samochód, pakowali do bagażnika weki i zwiedzali.

Stanisław Lem musiał pisać ciągle, żeby utrzymać rodzinę.

A pamiętajmy, że to byli gwiazdorzy. 

01.06.2005 KRAKOW , UL. JANA , KOMPLEKS KINOWY ARS , KINO-TEATR REDUTA , SPOTKANIE Z EDMUNDEM NIZIURSKIM - AUTOREM KSIAZEK DLA MLODZIEZY W RAMACH FESTIWAL LITERATURY POPULARNEJ , N/Z EDMUND NIZIURSKI PODPISUJE KSIAZKI ,  FOT. TOMASZ WIECH / AGENCJA GAZETAPLYTA KRAKOW NR 483
Edmund Niziurski podpisuje książki na Festiwalu Literatury Popularnej w 2005 roku (fot. Tomasz Wiech / AG)

Ile Niziurski sprzedawał książek?

Pierwsze nakłady zawsze wynosiły po 100 tysięcy egzemplarzy. I one się natychmiast rozchodziły. Brał zlecenia na opowiadania do antologii, pisał scenariusze słuchowisk radiowych czy teatru telewizji.

Zamawiano u niego książki, czy sam przychodził z pomysłem?

Zamawiane były przede wszystkim opowiadania.

A powieści w odcinkach w "Płomyku"?

Tak, ale potem przyjmowały formę książkową. W sumie sporo napisał książek na zamówienie, które wcześniej ukazywały się w różnych pismach. Tylko gdyby to porównać z dzisiejszymi czasami, to Niziurski byłby dosyć bogatym człowiekiem, może nawet tak jak Remigiusz Mróz. Pamiętajmy też, że mówimy o PRL-u, w którym ukazywała się prawie wyłącznie literatura polska dla dzieci i młodzieży. Zmiana systemu spowodowała wyrzucenie w kosmos rodzimych autorów i zastąpienie ich anglosaskimi powieściami.

Podobno był roztrzepany, to prawda?

Tak. Znana jest opowieść, jak przyszedł do opery w jednej skarpetce. Drugą miał w marynarce, w kieszonce na chusteczkę. Wokół niego panował wręcz potworny bałagan.

W książce jego syn opowiada, jak to kiedyś postanowił posprzątać w gabinecie ojca. Po dwóch tygodniach bałagan wrócił.

Ponieważ tylko w chaosie się odnajdywał. W uporządkowanej przestrzeni czuł się trochę bezradny.

Jakim był mężem?

Jego życie na pewno nie było rock and rollem. Nie znajdziesz w nim alkoholu, romansów, anegdot o przesiadywaniu w kawiarni Czytelnika. Tej rodzinie było po prostu ze sobą dobrze. Masz do czynienia z ojcem, który siedział po uszy w pisaniu, a zarazem znajdował czas, żeby się podciągnąć z jakichś przedmiotów i uczyć własne dzieci. Tomasz Mann zamykał się w pokoju i kazał sobie nie przeszkadzać, nie przeszkadzać geniuszowi. Spowodował, że jego dzieci kompletnie się zaburzyły.

A czy żona Niziurskiego, pani Barbara, godziła się na wstawanie o trzeciej w nocy i przepisywanie rozdziału książki?

Była tym zachwycona.

Chciała to robić?

Tak, to było całe jej życie.

Nie chciała spełniać się zawodowo jako dziennikarka albo redaktorka?

Chciała być przy mężu. Rozumiem, że z dzisiejszej perspektywy to wygląda wstrząsająco, ale jej to przynosiło radość. Poza tym pani Barbara po prostu kochała swojego męża, spędzili ze sobą całe życie, poznali się jako dwudziestolatkowie.

Książka 'Księga dla starych urwisów' ukazała się nakładem Wydawnictwa Czerwone i Czarne (Fot. Marek Podmokły / AG)
Książka 'Księga dla starych urwisów' ukazała się nakładem Wydawnictwa Czerwone i Czarne (Fot. Marek Podmokły / AG)

Jak wyglądało jego życie towarzyskie?

Nie prowadził takiego. Gdyby Niziurski siedział po knajpach, to nie miałby czasu na pisanie i życie rodzinne. Tak na dobrą sprawę nie interesowało go życie poza rodziną. Jego syn Marcin uważa, że mentalnie został w Kielcach, a Warszawa go niespecjalnie ekscytowała. Jedynym oddechem były wakacje w górach czy pod namiotem.

Nie przyjaźnił się z innymi pisarzami?

Właśnie nie. W wielkiej mierze mamy do czynienia z dosyć typowym, PRL-owskim życiorysem. Myśląc o pisarzach z tamtego okresu, od razu widzimy legendę Czytelnika, Marka Hłasko siedzącego w Kameralnej, gdzie wszyscy byli nawaleni, dochodziło do mordobicia. No ale to był przypadek pewnej grupy autorów. Pogodzenie życia pisarza, który wszędzie bywa i często pije, z tą liczbą książek, którą Niziurski napisał, byłoby niemożliwe. Czytelnicy znają tylko pewien wycinek jego twórczości, a przecież on pisał też książki dla dorosłych, opowiadania, słuchowiska. Był tytanem pracy.

Skąd czerpał inspiracje?

Z najbliższej okolicy wzorowanej na Kielcach: kilku ulic, dwóch zwalczających się szkół, jakichś podwórek. Myślał w perspektywie niedużego miasta, w którym wszyscy się znają.

To topografia. A gdzie szukał tematów?

Przede wszystkim obserwował swoje dzieci i ich kolegów. Miał w końcu w domu syna, Marcina, który jest pierwowzorem Marka Piegusa. Obserwował go, podkręcał jego opowieści.

A kiedy te dzieci dorastały?

To pojawiały się wnuki. Natomiast złoty okres pisarstwa Edmunda Niziurskiego przypada na czas, kiedy jego własne dzieci były małe.

Cenzura coś mu wyrzucała?

No właśnie nie, i to jest zadziwiające.

To jakie były jego relacje z władzą?

Żadne. Janusz Anderman zwraca w mojej książce uwagę, że w "Księdze urwisów" dzieją się jakieś nieprawdopodobne historie. Małe dzieci w socjalistycznej Polsce Ludowej zbierają na podwórkach jakieś puste butelki. Przecież tam wtedy nikt oficjalnie nie pił!

Ale Jerzy Pilch mu odpowiada, że ta powieść jest przeładowana socrealizmem.

To prawda. Jego pierwsza książka, "Gorące dni" z 1951 roku, jest socrealistyczną cegłą, przez którą nie da się przebrnąć. Chociaż tematyka jest dosyć podobna do "Księgi urwisów": mamy wieś, w której zakłada się spółdzielnię produkcyjną, są kułacy i sabotażyści oraz dobra, nowa władza. Z tą różnicą, że bohaterami "Księgi..." są dzieci.

^01.09.2003 WARSZAWA  EDMUND NIZIURSKI - PISARZ   FOT. WOJCIECH SURDZIEL / AGENACJA GAZETA
Edmund Niziurski (Fot. Wojciech Surdziel / AG)

Czy wiadomo coś o jego poglądach politycznych?

Miał raczej liberalno-demokratyczne, ale nie uczestniczył w żaden sposób w życiu opozycyjnym.

Należał do partii?

Tak. Po wprowadzeniu stanu wojennego przestał należeć.

A czy jego książki przetrwały próbę czasu?

To raczej pytanie do ciebie. Co czytałeś jako nastolatek?

Harry'ego Pottera, a Niziurski do mnie nie trafiał.

Czyli raczej fantasy?

Raczej tak.

To trudna sprawa. Ostatnio na spotkanie w Faktycznym Domu Kultury moja koleżanka polonistka przyprowadziła swoich uczniów, którzy z jakimś tam zainteresowaniem przeczytali Niziurskiego. Wiesz, książki mają swój czas, przynależą pewnym generacjom. Pisarz może być geniuszem, ale to nie znaczy, że będzie tak postrzegany przez wszystkie pokolenia. Odpowiada przecież na wrażliwość i zapotrzebowanie w pewnym konkretnym czasie.

A tobie co dał, kiedy byłeś nastolatkiem?

Jedną podstawową rzecz: przekonanie, że wielkie przygody mogą zdarzyć się tu i teraz. Nie trzeba opłynąć świata statkiem podwodnym kapitana Nemo albo wchodzić do Narnii przez szafę, albo, co gorsza, być czarodziejem z Hogwartu. Wystarczyło wyjść na podwórko albo pójść do szkoły, żeby rozpocząć prawdziwą, emocjonującą i sensacyjną przygodę. Przemawiał do nas, bo był wiarygodny. 

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

Książkę możecie kupić w Publio.pl >>>

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Krzysztof Varga. Pisarz i felietonista. Autor powieści: "Chłopaki nie płaczą" , "Śmiertelność", "Tequila", "Karolina", "Nagrobek z lastryko", "Aleja Niepodległości", "Trociny", "Masakra" oraz "Sonnenberg". Jest także autorem prozy eseistycznej "Bildungsroman" oraz tomu "45 pomysłów na powieść". Wspólnie z Pawłem Duninem-Wąsowiczem opublikował słownik literatury najnowszej "Parnas Bis. Słownik literatury polskiej urodzonej po 1960 roku", a ponadto z tymże i z Jarosławem Klejnockim antologię wierszy najnowszych "Macie swoich poetów". W 2008 roku wydał pierwszą z trzech książek opowiadających o historii i kulturze Węgier: "Gulasz z turula", za którą otrzymał nagrodę czytelników Nike 2009.

Arkadiusz Gruszczyński. Dziennikarz i animator kultury.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (222)
Zaloguj się
  • gaudia

    Oceniono 64 razy 58

    Zachodzi słońce nad Wędzarnią krwawo, Słychać krzyk drobiu Więckowskiej nieświeży, Sezon skończony, żegnaj sławo! Na zwiędłych liściach znokautowany bokser leży. Twarz mu wykrzywia uśmiech żałosny. Byle do wiosny! Kiedy ci walka na pięści zbrzydła, Poezji rozwiń skrzydła!

  • cucaracha.feliz

    Oceniono 56 razy 50

    Stanowczo protestuję przeciw zestawianiu w jednym zdaniu Mistrza Niziurskiego i grafomana Mroza. Profanacja do 10 potęgi.

    BTW gimbus "dziennikarz" wychowany na Potterze - tragedia... Nie macie tam nikogo po trzydziestce???

  • mazen17

    Oceniono 48 razy 40

    Najlepszy polski pisarz. Czasami jak czytam Trylogie Odrzywolska po raz setny to po prostu mam orgazm w mozgu. Pisze na serio, a studiowalem miedzy innymi anglistyke i historie literatury.

  • cinek5

    Oceniono 30 razy 28

    Jako nastolatek połykałem jego książki. Były niesamowite (i nadal są). Klub Włóczykijów, Szkolny lud, Okulla i ja i wiele wiele innych. Teraz jako 40-latek+ czasem do nich wracam jak chcę poprawić sobie humor. Kiedyś, w połowie lat osiemdziesiątych, napisaliśmy z kumplem listy do Pana Niziurskiego (adres wzięliśmy z książki telefonicznej - RODO nie było :) ) i ... pisarz każdemu z nas odpisał. Do dzisiaj trzymam list od niego list na pamiątkę.

  • tpdlagier

    Oceniono 27 razy 27

    Literatura młodości, szczenięcych lat. To trzeba wspominać, szanować, kultywować. Ech łezka w oku.. To se ne wrati

  • rozterka47

    Oceniono 26 razy 26

    Przeczytałam z przyjemnością.

  • Mikolaj Ilecki

    Oceniono 22 razy 22

    Wolałbym spędzić weekend z ORMOWCEM Samochodzikiem na Mazurach słuchając jego dydaktyki o historii sztuki niż miesiąc podróżując z Agentem TVN po całym świecie słuchając bólu dupy uczestników...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX