Houdini podczas sztuczki, dzięki której zyskał przydomek 'Król kajdanek'

Houdini podczas sztuczki, dzięki której zyskał przydomek 'Król kajdanek' (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

ludzie

Uciekał ze skrzyń wypełnionych wodą i demaskował spirytystów. Wielki iluzjonista Harry Houdini

Nazywano go "Królem kajdanek", bo potrafił wyswobodzić się z każdych metalowych więzów. Widzowie w Stanach Zjednoczonych i Europie zachwycali się jego sztuczką ze znikającym słoniem. Był iluzjonistą i nie bał się mówić, że to, czym się zajmuje, nie jest żadną magią. Dużą część swojego życia poświęcił na odkrywanie oszustw spirytystów. To doprowadziło do zerwania przyjaźni z Arthurem Conanem Doyle'em.

W swoim repertuarze miał brawurowe ucieczki, skoki z mostów, będąc zakutym w łańcuchy, czy pogrzebanie się żywcem. Potrafił przekonać tłumy, że prawa fizyki go nie dotyczą. Harry Houdini do dziś jest uważany za jednego z najgenialniejszych iluzjonistów wszech czasów, a jego wyczyny są niewyczerpanym źródłem inspiracji dla naśladowców.

Pierwsze zniknięcie

Erik Weisz przyszedł na świat 24 marca 1874 roku w Budapeszcie jako syn rabina Mayera Sámuela Weisza i Cecilii z domu Steiner. Miał sześcioro rodzeństwa. Kiedy chłopiec miał cztery lata, rodzina w poszukiwaniu lepszego życia wyemigrowała do Ameryki. Tam zmienili pisownię nazwiska na łatwiejszą dla Amerykanów - Weiss - i osiedlili się w Appleton w stanie Wisconsin. Właśnie to miasteczko w przyszłości Houdini miał podawać jako miejsce urodzenia.

Harry Houdini z rodziną. Po jego prawej stronie żona Bess (fot. domena publiczna)
Harry Houdini z rodziną. Po jego prawej stronie żona Bess (fot. domena publiczna)

Ameryka nie okazała się krainą mlekiem i miodem płynącą i mały Erik, który od przyjazdu nazywany był Ehrichem, był zmuszony pracować już jako ośmiolatek, żeby zarobić na swoje utrzymanie. Podejmował się licznych prac, w żadnej jednak nie zagrzał długo miejsca. Najdłużej wytrzymał jako pomocnik ślusarza - już wtedy fascynowały go zamki i ich mechanizmy. W przyszłości zdobyta tam wiedza miała mu się bardzo przydać.

Houdini już jako chłopiec zdradzał zamiłowanie do magicznych sztuczek. Ale to, co początkowo było sposobem na oderwanie się od smutnej codzienności, miało niebawem stać się kluczem do oszałamiającej kariery.

Przyszły król iluzjonistów karciane sztuczki ćwiczył na podwórku rodzinnego domu, gdzie widownią było jego rodzeństwo. Kiedy rodzina przeniosła się do Nowego Jorku, chłopiec po raz pierwszy zobaczył występ prawdziwych iluzjonistów. Był tak zachwycony, że w wieku dziewięciu lat uciekł z domu i przyłączył się do cyrku. Tam zadebiutował pokazem na trapezie jako Ehrich, Książę Powietrza.

W późniejszych latach chłopak zaczął coraz częściej występować na ulicach miasta, gdzie prezentował swoje udoskonalone sztuczki. Jako profesjonalny magik potrzebował odpowiedniego imienia - takiego, które dobrze prezentowałoby się na plakatach. Odkąd Ehrich przeczytał biografię XIX-wiecznego iluzjonisty Eugene'a Roberta-Houdina, był nim zafascynowany, dlatego postanowił zaczerpnąć od niego nazwisko. Przyjaciel doradził mu, żeby do nazwiska dodał "i" - chłopak błędnie twierdził, że taki zabieg sprawi, że nazwisko będzie po francusku oznaczało "będący jak Houdin". Początkujący magik uznał to za świetny pomysł. Tak niczym w cyrkowej sztuczce Ehrich Weiss zniknął, a pojawił się Harry Houdini.

Sztuczka z zamknięciem w bańce na mleko (fot. mediadrumworld.com / public domain)
Sztuczka z zamknięciem w bańce na mleko (fot. mediadrumworld.com / public domain)

Szybko okazało się, że nowe, dobrze brzmiące nazwisko nie wystarcza do osiągnięcia sukcesu. Występy Harry'ego w cyrku skupiały się głównie na karcianych sztuczkach, co przyniosło mu przydomek "Król kart". Ale choć dzięki zręczności i wytrwałości w ćwiczeniach numery wychodziły świetnie, Houdini czuł, że nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Chciał zająć się poważniejszą "magią", bardziej spektakularną niż wyciąganie Asów z rękawa. Pomoc pojawiła się w osobie poznanej na Coney Island artystki cyrkowej Wilhelminy Beatrice Rahner, zwanej Bess. Harry spotkał ją, gdy wykonywał z bratem jeden z pierwszych w swojej karierze trików ze znikaniem.

Bess wpadła w oko młodszemu bratu iluzjonisty, Theodore'owi. Jednak ona od razu zainteresowała się Harrym. Zaledwie po roku znajomości zostali małżeństwem. Ich partnerstwo wykraczało poza sferę prywatną - stali się również zgranym duetem scenicznym, występującym pod nazwą The Houdinis.

Harry Houdini był nazywany 'Królem kajdanek' (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)
Harry Houdini był nazywany 'Królem kajdanek' (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

"Król kajdanek" i znikający słoń

Z towarzyszącą mu na scenie w charakterze asystentki żoną Houdini zaczął odnosić coraz większy sukces. Jego specjalnością był trik polegający na uwalnianiu rąk z kajdanek. Harry wykonywał tę sztuczkę tak sprawnie, że kiedy zobaczył go showman i impresario Martin Beck, postanowił wziąć go pod swoje skrzydła. Za jego sprawą kariera iluzjonisty nabrała błyskawicznego niemal rozpędu.

Numer z kajdankami zapewnił Houdiniemu tak wielką popularność w USA, że Beck zdecydował się zabrać protegowanego na tournée po Europie. Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Świetnym chwytem marketingowym był występ przed detektywami ze Scotland Yardu. Śledczy byli zachwyceni zdolnościami iluzjonisty. Houdini podpisał półroczny kontrakt z londyńskim Alhambra Theatre, a sale podczas jego występów pękały w szwach.

Houdini z karcianego króla stał się "Królem kajdanek". Ale że nawet najlepiej wykonana sztuczka po pewnym czasie się nudzi, Harry musiał dbać o urozmaicenie występów. Podczas europejskiego tournée sztuczka z uwalnianiem się przybierała coraz bardziej spektakularne formy. W każdym z miast, które odwiedzał, stawiał lokalnej policji wyzwanie. Funkcjonariusze zamykali go w więzieniu, z którego błyskawicznie uciekał. W Rosji dał się zamknąć w samochodzie, który w razie niepowodzenia sztuczki zawiózłby go na Syberię. Oczywiście udało mu się uwolnić z przeznaczonej do transportu więźniów, dokładnie zamkniętej ciężarówki.

fot. Wikimedia Commons / domena publiczna
fot. Wikimedia Commons / domena publiczna

Ale nie wszystkim podobała się zuchwałość Houdiniego. Pewien niemiecki policjant, Werner Graff, twierdził, że iluzjonista używa trefnych kajdanek. Harry pozwał go za zniesławienie, a podczas procesu zamknął usta niedowiarkom, brawurowo otwierając przyniesiony na salę sądową sejf sędziego.

Jedną ze sztuczek, która na długo zapisała się w pamięci brytyjskiej publiczności, była ta ze znikającym treserem. Niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Harry sprawił, że ze sceny londyńskiego kasyna Hippodrome zniknął zamknięty w drewnianej skrzyni ogromny słoń wraz z treserem. Po otwarciu skrzynia wydawała się pusta, ale po latach iluzjonista zdradził, że słoń nigdzie się nie ruszył. Cały trik polegał na kącie, pod jakim wnętrze skrzyni zostało pokazane widzom.

Coraz bardziej spektakularne triki, takie jak ten ze "znikającym" słoniem, sprawiały, że Houdini stał się bajecznie bogaty. Wychowany w skrajnym niedostatku chłopak wreszcie mógł kupić niemal wszystko, czego zapragnął. Ale nie myślał tylko o sobie - przede wszystkim chciał sprawić radość ukochanej matce. Przygotował huczne przyjęcie, na którym jego rodzicielka wystąpiła w wyjątkowym prezencie od syna, czyli sukni uszytej dla królowej Wiktorii. Po śmierci matki wspominał, że był to najpiękniejszy dzień w jego życiu.

Houdini często występował przed posterunkami policji (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)
Houdini często występował przed posterunkami policji (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

Olbrzymi sukces Harry'ego i duże pieniądze okupione były ciężką pracą. Iluzjonista poświęcał wiele godzin na treningi - pracował po 12-14 godzin dziennie. W każdej wolnej chwili gimnastykował ciało - obracał w rękach monety, palcami nóg związywał i rozwiązywał sznurówki, godzinami przygotowywał nowe triki. Nie pił, nie palił, nieustannie studiował lektury na temat iluzji, akrobacji i rozpracowywał mechanizmy nowych zamków.

Chińska wodna komora tortur

Po powrocie do Ameryki, gdzie podczas jego nieobecności media relacjonowały jego coraz bardziej zuchwałe wyczyny, Houdini cieszył się statusem celebryty. Choć wszędzie, gdzie się pojawiał, wzbudzał sensację, a jego występy przyciągały tłumy, wciąż ulepszał sztuczki. Bess okazjonalnie towarzyszyła mu przy występach w charakterze asystentki, była także odpowiedzialna za kostiumy. Niesłabnąca popularność miała też złą stronę - w Ameryce i Europie co chwilę pojawiali się kolejni naśladowcy Houdiniego. To popchnęło iluzjonistę do kolejnej, jeszcze bardziej ryzykownej innowacji.

Najpierw wymyślił sztuczkę "Metamorphosis". Podczas niej dawał się związać, zakuć w kajdanki, a następnie umieścić w ciasno zawiązanym worku i zamknąć w skrzyni, na pokrywie której stawał jego asystent. Następnie zasłaniano scenę kurtyną. Po trzech sekundach kurtyna opadała, ukazując iluzjonistę stojącego na kufrze, w którym znajdował się związany asystent. Sztuczka zaskakiwała widzów, ukazując niezwykłą zdolność iluzjonisty do uwalniania się z więzów i pokonywania fizycznych przeszkód. Houdini chciał jednak pokazać, że stać go na więcej. W 1908 roku zaprezentował numer, podczas którego dał się zamknąć w wypełnionej wodą wielkiej bańce na mleko.

Jednym z jego kultowych trików była 'Chińska wodna komora tortu' (fot. domena publiczna)
Jednym z jego kultowych trików była 'Chińska wodna komora tortu' (fot. domena publiczna)

Sztuczka z bańką na mleko sprawiała, że co bardziej wrażliwi widzowie mdleli i dostawali ataków histerii. Ale Houdini nie powiedział jeszcze wówczas ostatniego słowa. W 1913 roku zaprezentował swój chyba najbardziej spektakularny trik o złowrogo brzmiącej nazwie "Chińska wodna komora tortur." O ile w przypadku bańki na mleko widzowie mogli sobie jedynie wyobrażać, co czuje magik, o tyle gdy umieszczono go w przeszklonej skrzyni, mogli widzieć, jak opuszczany głową w dół do "komory tortur" z przerażeniem na twarzy napiera na ścianki. Żeby jeszcze podkręcić dramaturgię, zatrudniono dwóch asystentów, którzy z siekierami czekali na scenie w pogotowiu, aby w razie niepowodzenia uwolnić iluzjonistę. Ich pomoc nigdy nie była konieczna, bo w sobie tylko znany sposób Houdini za każdym razem wychodził zwycięsko z wyzwania rzuconego śmierci. Zawsze udawało mu się uwolnić z krępujących więzów i wydostać się ze skrzyni przed upływem trzech minut.

Występy na scenie miały jednak to do siebie, że zawsze zostawiały pewien margines na przypuszczenia, że wszystko zostało odpowiednio zaaranżowane. Dlatego w późniejszych latach iluzjonista zrezygnował z nich na rzecz trików wykonywanych w plenerze. Uwalniał się z kaftanów bezpieczeństwa, lin i łańcuchów, zwisając z mostu czy wysokiego budynku głową w dół, dawał się pogrzebać żywcem. Miał wyprzedzający swoje czasy zmysł marketingowy - zwykle wybierał na swój numer miejsce znajdujące się obok okien redakcji którejś z większych gazet. Zwisającego głową w dół Houdiniego reporterzy mogli fotografować, nie wychodząc z biura. Dzięki temu zbliżenia jego wyczynów pojawiały się w wieczornych wydaniach.

Ogromna popularność sprawiła, że Houdini zaczął też realizować się na innych polach. Numery, podczas których zwisał w powietrzu, były namiastką realizacji marzenia iluzjonisty, aby latać. Udało mu się je spełnić w 1910 roku, na tournée w Australii. Houdini zabrał ze sobą samolot dwupłatowy, którym wykonał pierwszy kontrolowany lot w historii Australii, nad Diggers Rest w stanie Wiktoria.

W 1920 roku założył wytwórnię filmową Houdini Picture Corporation, w której wyprodukował dwa filmy: "The Man From Beyond" i "Haldane of the Secret Service". Napisał do nich scenariusze i zagrał główne role. Dzieła odniosły duży sukces, jednak iluzjonista postanowił wycofać się z branży filmowej. Pochłonęło go wówczas demaskowanie spirytystów [osób wierzących w reinkarnację i możliwość komunikowania się z duchami zmarłych - przyp.red.], któremu poświęcił ostatnie lata życia.

Harry Houdini (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)
Harry Houdini (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

Ostateczne zniknięcie

Houdini zainteresował się ruchem spirytystycznym po śmierci ukochanej matki w 1913 roku. Pogrążony w smutku iluzjonista podjął próbę skontaktowania się z nią za pośrednictwem medium - żony swojego przyjaciela i zagorzałego spirytysty Arthura Conana Doyle'a. Autor przygód Sherlocka Holmesa podziwiał Houdiniego, a w jego sztuczkach dopatrywał się paranormalnych zdolności. Twierdził wręcz, że sam Houdini jest medium i nawet wydane przez iluzjonistę książki, w których ten ujawniał część swoich trików, nie były go w stanie przekonać.

Mężczyzn połączyła przyjaźń, która trwała do momentu, gdy Conan Doyle postanowił wyświadczyć Harry'emu przysługę - skontaktować go ze zmarłą matką. Podczas seansu stało się jasne, że rozpacz nie odebrała iluzjoniście umiejętności racjonalnego myślenia. Matka Houdiniego ponoć nawiązała kontakt z żoną pisarza i ręką żony Conana Doyle'a napisała list do swojego syna. Harry natychmiast zauważył fałsz. Wiedział, że jego matka ledwo mówiła po angielsku, więc nie dał się przekonać, jakoby po śmierci magicznie posiadła znajomość posługiwania się tym językiem w piśmie. W dodatku jako Żydówka i żona rabina nigdy nie powołałaby się na pojawiający się w liście symbol krzyża. Houdini poczuł się oszukany. Małżeństwo spirytystów nie było zachwycone krytyką i przyjaźń legła w gruzach. Houdini za punkt honoru wziął sobie demaskację fałszywych spirytystów, których rzesze wyciągały od zrozpaczonych ludzi ostatni nieraz grosz.

Houdini twierdził, że by dopaść oszusta, potrzebny jest inny oszust. Dlatego wraz z grupą innych znanych iluzjonistów powołał komitet, którego zadaniem stało się ujawnianie fałszywych mediów. W wyniku działania komitetu udało się m.in. odkryć i podać do publicznej wiadomości, jak spirytyści prokurują wydawane przez duchy jęki i zawodzenia, skąd biorą się wywoływane przez nich białe zjawy. Aby ostatecznie pogrążyć fałszywe media i zdemaskować ich triki, Houdini posunął się nawet do wykonania oszukańczego pokazu jasnowidzenia i lewitacji przed amerykańskim prezydentem Theodore'em Rooseveltem. Iluzjonista oferował też dużą nagrodę każdemu, kto zademonstruje swe paranormalne zdolności - takie, których Houdini nie będzie w stanie racjonalnie wytłumaczyć. Pieniądze nigdy nie zostały wypłacone.

Kolejną znaną sztuczką Houdiniego była ucieczka ze skrzyni spuszczanej do rzeki (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)
Kolejną znaną sztuczką Houdiniego była ucieczka ze skrzyni spuszczanej do rzeki (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

Krucjata przeciw spirytystom przysporzyła Houdiniemu sporo wrogów. Najbardziej żądna zemsty była Mina Crandon, słynne medium znane jako Margery z Bostonu. Podejrzewano nawet, że śmierć iluzjonisty była wynikiem spisku spirytystów, którzy w odwecie za odkrywanie oszustw targnęli się na jego życie. Ale, podobnie jak w przypadku magicznych sztuczek, prawda była znacznie bardziej prozaiczna.

Wokół śmierci Harry'ego Houdiniego narosło wiele legend. Trudno się dziwić - wszak największy iluzjonista zmarł w wieku zaledwie 52 lat. W dodatku pożegnał się z życiem w najbardziej tajemniczy dzień w roku - Halloween. Zwolennicy spisku spirytystów, w tym część spadkobierców Houdiniego, domagali się nawet jego ekshumacji w celu udowodnienia, że został otruty arszenikiem. Mimo że iluzjonista skończyłby w tym roku 145 lat, są też tacy, którzy twierdzą, że Harry wciąż żyje gdzieś pod przybranym nazwiskiem, bo przed śmiercią wstrzyknięto mu serum mające zapewnić wieczne życie.

Inna teoria spiskowa głosi, jakoby spec od ucieczek zginął z rąk dociekliwego studenta sztuki. Niejaki Gordon Whitehead 22 października 1926 roku zadał iluzjoniście kilka mocnych ciosów w podbrzusze. Wszystko odbyło się za zgodą Houdiniego. Chłopak miał bowiem sprawdzić, czy iluzjonista faktycznie ma tak twarde, zdolne rozrywać łańcuchy mięśnie, jak się przechwalał. Jednak Whitehead zadał cios tak szybko, że Harry nie zdążył się przygotować i odpowiednio napiąć mięśni. Zwolennicy teorii, jakoby cios przyczynił się bezpośrednio do śmierci Houdiniego, twierdzili, że uderzenie było tak mocne, iż spowodowało pęknięcie wyrostka robaczkowego. Współczesna medycyna pozwala jednak wykluczyć takie przypuszczenie.

Houdini podczas pokazów sztuczek wykorzystywanych przez spirytystów (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)
Houdini podczas pokazów sztuczek wykorzystywanych przez spirytystów (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

Prawdą jest jednak, że w noc ostatniego występu, 24 października 1926 roku, iluzjonista cierpiał na silne bóle podbrzusza, spowodowane pękniętym wyrostkiem. Incydent ze studentem mógł jednak sprawić, że to jemu przypisał ból i go zbagatelizował. Występ się odbył, ale już kolejnego dnia dolegliwości stały się nie do wytrzymania. Houdini trafił do szpitala, gdzie po kilku dniach cierpienia, 31 października 1926 roku, zmarł. Iluzjonista nie byłby zapewne zachwycony, wiedząc, że przez kolejne 10 lat w każde Halloween jego żona uczestniczyła w seansach spirytystycznych, próbując się z nim skontaktować.

Harry Houdini pozostawił po sobie spuściznę, z której czerpią jeszcze współcześni iluzjoniści. W każdą rocznicę jego śmierci członkowie Amerykańskiego Towarzystwa Iluzjonistów wykonują rytuał "łamania różdżki" przy grobie Houdiniego w Nowym Jorku. Ale zostało po nim znacznie więcej niż spektakularne sztuczki i pamięć fanów. Pokazał, że niemożliwe nie istnieje, nie tylko wykonując brawurowe numery. Udowodnił, że potrafi błyskawicznie wyzwolić się z lin i łańcuchów, ale też z okowów społecznych norm. Wszak on, syn ubogich żydowskich imigrantów, stał się uwielbianym przez miliony bożyszczem tłumów. I być może to była najbardziej spektakularna sztuczka, jaka udała się Houdiniemu.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (11)
Zaloguj się
  • harry.s.totteles

    Oceniono 12 razy 10

    Dzieło demaskowania oszustów współcześnie kontynuuje James Randi - pl.wikipedia.org/wiki/James_Randi - też iluzjonista.

  • tacx

    Oceniono 6 razy 6

    Ludzie muszą sobie wmawiać wiarę w istnienie życia pozagrobowego (najlepiej w podobnej postaci do tego ziemskiego) bo musza nadać temu życiu jakis sens. ycie genralnie jest bez sensu. Polega jedynie na przekazaniu materiału genetycznego następnym pokoleniom. I tyle. Nieszczęście człowieka polega jedynie na tym że potrafi tworzyć abstrakcyjne konstrukcje myślowe i posiada uczucia jak żal, poczucie winy, litość, nienawiść itd. gdyby ich nie miał wiara w życie po śmierci przestałaby temu gatunkowi być potrzebna. A tak tworzy fenomeny i wizje życia pozagrobowego by oszukiwać samego siebie i nie zwariować ze wspomnieniami tych których juz nie ma.
    Wczoraj zaszedłem na cmentarz zapalić światełko bliskim i dawnej przyjaciółce - sympatii. Podchodzę do grobu i coś się pomyliłem chyba, ale nie mogę jej znaleźc. W końcu doszło do mnie że rodzina przeniósła najprawdopodobiej zwłoki lub dokwaterował lokatora tymczasowo nie zostawiając nawet tabliczki. Poczułem sie jakby mnie z butów wyrwało. Strasznie przykre przeżycie. Człowiek stara się myśleć racjonalnie, ale jednak boli mimo że to uczucia bez sensu. Gdyby zmarli żyli po śmierci i widzieli nas z góry zawsze i wszędzie to byłaby dla nich okropna tortura. Widzieć znajomych, bliskich, w sytuacji przeraźliwie kompromitującej.

  • vontomke

    Oceniono 12 razy 2

    "Pochłonęło go wówczas demaskowanie spirytystów [osób wierzących w reinkarnację"
    Kto by pomyślał że buddyści i hindusi to spirytyści :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX