Gauthier Maer od października 2018 r. mieszka na barce Navis w Bydgoszczy

Gauthier Maer od października 2018 r. mieszka na barce Navis w Bydgoszczy (fot. Jan Król)

reportaż

Francuzi planowali podróż barką przez Europę. Utknęli w Bydgoszczy

W maju ubiegłego roku licząca ponad 120 lat barka Nävis z załogą wypłynęła z północnej Francji. W planach był półtoraroczny rejs europejskimi morzami i rzekami. To miała być podróż życia i spełnienie dziecięcych marzeń. Miała, ale pod koniec października ubiegłego roku barka z dwoma Francuzami na pokładzie wpadła w pułapkę polskich remontów. I nadal w niej tkwi.

Widać ją z daleka. Drewniana barka wyróżnia się na tle bydgoskiego krajobrazu - jest długa na prawie 20 metrów, a na jej rufie powiewa francuska flaga. Wybudowano ją 122 lata temu w Holandii. W jej długiej historii jest mocny polski akcent: przezimowała tuż pod mostami Solidarności, na Brdzie naprzeciwko Opery w Bydgoszczy.

- Jeden Francuz został, drugi do domku pojechał - mówi o załodze barki pracownik tutejszej łodzi wycieczkowej - Nie imprezuje, czeka sobie, aż śluzę otworzą. Śluza stara jest, długo ją remontują, ale myślę, że skończą pomalutku. Kawałek dalej przycumował Litwin, też przypłynął takim domkiem, nawet zatrudnił się na tej śluzie, żeby szybciej poszło.

Kapitanem francuskiej barki Nävis jest Gauthier Mear, a w przeprawie Wisłą pomagał mu przyjaciel Eric Jochum. - Podróż rozpoczęliśmy w Paimpol na północy Francji, w Bretanii. A dopłynąć mieliśmy do Rennes, które jest położone 50 km od Paimpol, tyle że my wybraliśmy drogę okrężną, przez Stambuł - śmieje się Gauthier. Odwiedzili Belgię, Holandię i Niemcy, następnie skierowali się morzem na północ. Przemierzyli Danię, Norwegię oraz Szwecję. Przepłynęli przez nią, wkraczając na Morze Bałtyckie. Tam obrali kurs wzdłuż jego wschodnich wybrzeży i dotarli do Gdańska.

Gauthier Mear (Fot. Roman Bosiacki / Agencja Gazeta)
Gauthier Mear (Fot. Roman Bosiacki / Agencja Gazeta)

- Taka wyprawa nie jest prosta, do sterowania barką potrzeba kilku osób. O ile dwóch sprawnych żeglarzy poradzi z nią sobie na rzece, to już na morzu potrzeba więcej osób. Z przyjaciółmi  i rodziną rozpisaliśmy grafik ze zmianami. Kiedy ktoś mógł, spędzał ze mną tydzień lub dwa - opowiada Gauthier.

Rzekami Europy przez Polskę, Niemcy, Austrię, Węgry oraz kraje bałkańskie Gauthier dotrzeć miał do Morza Czarnego. Następnie przez Stambuł wpłynąć na wody Morza Śródziemnego i w kilka miesięcy, zmierzając jego północnymi brzegami, przypłynąć z powrotem do Francji, najpierw na Lazurowe Wybrzeże.

Mieli zostać trzy dni

Wisła przypomina Gauthierowi Loarę, najdłuższą we Francji rzekę. Jest wielka. Ale kiedy zapuścili się na jej wody, ich poziom okazał się bardzo niski. To wina wyjątkowo suchego lata.

Z Gdańska popłynęli do Tczewa. Tam poszli na basen, ale nie żeby popływać, tylko aby się umyć, bo okazało się, że w porcie nie było możliwości skorzystania z ciepłej wody. Ruszyli w stronę Bydgoszczy. Przeprawa nie była łatwa, wody płytkie, płynęli slalomem. Aż w pewnym momencie zauważyli, że Nävis nabiera wody. W Leroy Merlin na obrzeżach miasta kupili pompę, załatali przeciek. W końcu Brdą wpłynęli do centrum. Mieli zostać trzy dni i popłynąć dalej - do Berlina. Ale okazało się, że w Bydgoszczy trwa remont śluzy, więc nici z planów.

Francuzi byli zaskoczeni, bo na stronie polskiego urzędu informacja o tym była tylko w języku polskim. A w wersji angielskiej nie było jej w ogóle.- We Francji w Internecie jest po prostu dostępna mapa rzek, na której zamknięte odcinki są zaznaczone na czerwono - tłumaczy Gauthier. - Znalezienie informacji na polskich stronach jest trudne. Próbowałem nawet przy pomocy Google Translate i miałem z tym problemy. Próbowałem, naprawdę. We wszystkich krajach, przez które płynę, szukałem takich informacji.

Kanał Bydgoski łączący Wisłę z Odrą został wybudowany przeszło trzysta lat temu. Przebiega przez niego ustanowiona w latach 90. europejska droga systemu wodnego E70. Jedyny szlak rzeczny łączący Wschód z Zachodem, którym można pokonać całą Europę. Trwające aktualnie prace na zabytkowej śluzie Okole, pozwalającej na przeprawę między rzeką Brdą a rzeką Noteć, są jej pierwszym tak kompleksowym remontem. Prace musiały zostać przedłużone, bo demontaż mechanizmów okazał się bardziej skomplikowany i wymagał większej staranności w doborze prac i materiałów niż zakładano. Jednocześnie, jako że śluza to zabytek, każda ze zmian w dotychczasowym planie musiała zostać zaakceptowana przez Miejskiego Konserwatora Zabytków.

Remontowana śluza w Bydgoszczy (fot. Jan Król)
Remontowana śluza w Bydgoszczy (fot. Jan Król)

Jeśli nie przepłynąć, to może przenieść?

O Francuzach w Bydgoszczy głośno zrobiło się już w drugim dniu ich wizyty. Nie spodziewali się, że staną się lokalną atrakcją. - Wiadomość o nas rozeszła się podczas Dnia Zmarłych, w Polsce był wtedy długi weekend. Kiedy wychodziłem na pokład, codziennie czekała na nas jakaś osoba, która chciała pogadać, zobaczyć, jak żyjemy. Przyszła na przykład nauczycielka francuskiego, bardzo chciała pomóc - śmieje się Gauthier. Z kolei od dziennikarki zainteresowanej Francuzami i ich barką dowiedzieli się, że remont śluzy potrwa... do wiosny.

Podróżnicy, i ich kłopot, wywołali poruszenie. Spotkał się z nimi prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski. Podkreślił, że remont to inwestycja rządowa, ale jako włodarz miasta i były żeglarz - współczuje. Zaproponował pomoc w znalezieniu pracy. Jednym z pomysłów było przygotowywanie uczniów do matury z francuskiego. Myślano także o mieszkaniu socjalnym dla Francuzów. Niczego im jednak nie brakowało, wystarczyło podłączenie do prądu. Barka ma zasilanie i własne zbiorniki z wodą. Bydgoszczanie zaczęli też kombinować, jak wydostać Francuzów i ich barkę z pułapki. Może przenieść ją lądem? Dźwig miałby wyciągnąć z wody ważącą 30 ton łódź, a po przetransportowaniu zostałaby zwodowana za remontowaną śluzą.

- To była miła propozycja, ale bałem się, że łódź mogłaby się uszkodzić i odmówiłem. Wolałem zostać do wiosny w Bydgoszczy, zobaczyć, jak tutaj będzie - mówi Gauthier. - Szczerze, to obawiałem się, że będzie zimniej. Podczas wizyty w Olsztynie usłyszałem, że można tam jeździć na łyżwach po jeziorze. O kurde! We Francji tak zimno jest tylko parę dni w roku, kwestia klimatu. Ale okazało się, że zima była całkiem łagodna.

Barka Navis (fot. Jan Król)
Barka Navis (fot. Jan Król)

Typowy Bretończyk

- Żeglować zacząłem, kiedy miałem sześć lat. Jeden z moich dziadków był żeglarzem, a drugi rolnikiem - jestem z typowej bretońskiej rodziny! - opowiada. - W Bretanii jak idziesz do szkoły, to ze swoim nauczycielem uczysz się pływać, bo jesteśmy blisko oceanu. Zakochałem się w tym, więc żeglowałem każdego roku. W wieku 14 lat byłem na tyle dobry, że sam zostałem instruktorem. Zacząłem trenować innych, na studiach była to moja praca dorywcza. W Bretanii wszyscy żyją w zgodzie z oceanem. A naszą flagę, w biało-czarne paski, można spotkać wszędzie na świecie. Kiedy wyjeżdżamy za granicę, zawsze ktoś ma ją ze sobą.

Gauthier odkładał pieniądze na podróż przez Europę. Barkę kupił w Holandii. Sprowadził ją do Paimpol i dwa lata remontował. - Trwało to długo, ponieważ jeszcze pracowałem, byłem menadżerem w sektorze informatycznym, a remontowałem ją tylko w weekendy i święta - opowiada.

Nävis jest przestronna i starannie wykończona. Są w niej kanapy, aneks kuchenny, toaleta oraz łazienka i duża sypialnia. Na jednej ze ścian wiszą międzynarodowe flagi, w tym ta najważniejsza - bretońska. Oprócz tego zdjęcia rodziny i przyjaciół. Na półkach jest dużo książek. Obejrzeć można album stworzony przez tatę Gauthiera i dokumentujący remont łodzi.

Gauthier Mear (fot. Jan Król)
Gauthier Mear (fot. Jan Król)

Śluza nie do przejścia

Jest koniec marca, mijam barkę i idę nabrzeżem w stronę Litwina, który również utknął tutaj na zimę. Jego łódź wygląda zupełnie inaczej. To tzw. houseboat, czyli prostokątny domek na pływającej platformie. Z jednej strony są drzwi wejściowe, a z drugiej koło sterowe. Na dachu widać panele słoneczne. Całość nie jest większa od pokoju w bloku mieszkalnym.

Pukam, ale nie zastaję nikogo na miejscu. Jest środek dnia, więc może znajdę go na budowie śluzy. Kiedy docieram na miejsce, widzę, że remontowi daleko jeszcze do końca. Mury są rozgrzebane, stalowe drzwi zdjęte, a sama śluza sucha. Robotnicy przenoszą cegły, rozmawiają w grupkach. Okazuje się, że Litwin akurat wyjechał. Nazywa się Arunas Damkus i do Bydgoszczy przypłynął w grudniu. Celem jego podróży również było Morze Śródziemne. On także nie wiedział nic o remoncie, postanowił jednak, że weźmie sprawy w swoje ręce. Polskiego dopiero się uczy, ale zna rosyjski, więc udało mu się dogadać z robotnikami. Chciałby kontynuować podróż, zależy mu, żeby śluza została jak najszybciej otwarta. W pierwszych dniach wymuszonego postoju z nim również spotkał się przedstawiciel miasta, który zadeklarował pomoc w razie potrzeby.

W sprawie remontu śluzy kontaktuję się z Edytą Rynkiewicz, rzeczniczką prasową Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Bydgoszczy. Chcę się dowiedzieć, czy prawdą jest, że prace zakończą się na przełomie marca i kwietnia. Z informacji Rynkiewicz wynika, że remont się opóźnia: "Planujemy, aby próbnie komora śluzowa uruchomiona została na przełomie kwietnia i maja bieżącego roku, w ramach prób technicznych. Otwieranie wrót śluzy początkowo odbywać się będzie ręcznie, po to, aby jednostka ze wspomnianym Francuzem, która utknęła w Bydgoszczy, mogła wyruszyć w dalszą podróż".

Houseboat Litwina Arunasa Damkusa (fot. Jan Król)
Houseboat Litwina Arunasa Damkusa (fot. Jan Król)

Gościnność bydgoszczan

Przyjaciel Gauthiera, który pomagał mu w tej części podróży, musiał wrócić do Francji, bo czekała na niego rodzina i praca. Gauthier nie mógł porzucić swojego domu, jakim stała się barka. - Kiedy okazało się, że muszę tu zostać, zacząłem się zastanawiać, czy nie podjąć pracy - mówi. - Uczyłem żeglowania, mogę też uczyć francuskiego, ale bez znajomości polskiego jest to bardzo trudne. Do tego na święta wracałem do domu. Nikt by mnie nie zatrudnił najpierw na niecały miesiąc, a po powrocie na dwa miesiące. Nie było w tym sensu.

Oprócz żeglowania jego największą pasją są piwa z browarów rzemieślniczych. Często jeździ na kraftowe festiwale, a w podróży odwiedza bary, które serwują takie trunki.

- Gauthier z Erikiem szukali w Internecie miejsca na spędzenie wieczoru. Wyskoczyły im trzy kraftbary w Bydgoszczy. Poszli do jednego, nie miał klimatu, w drugim barman nie znał się na gatunkach piwa. Ostatni byliśmy my. Spodobało im się - opowiada Damian, barman w barze Prolog9. - Jest tu wielu młodych ludzi, można rozmawiać po angielsku, jest też fajny rockowy klimat. Francuzi powiedzieli, że zostają tylko na dwa dni i płyną dalej, a potem wrócili. "Nie powinniście już wyruszyć? Tak wam się podoba?" - pytałem. Okazało się, że śluza jest nieczynna. To powiedziałem im, że muszą się do nas przyzwyczaić. Kiedy kolega Gauthiera wrócił do Francji, on zaczął wpadać częściej.

- Jako mieszkaniec Bydgoszczy powiem, że teraz każda budowa tutaj ma opóźnienia i mnie też to już irytuje - dodaje drugi barman, Michał. - Trasa uniwersytecka jest opóźniona już o rok. Albo Stary Rynek, też jest już długo rozkopany. Wszyscy mówią, że to typowo polskie i po prostu teraz trafiło na obcokrajowców.

Gauthier w barze czuł się jak u siebie. Z Michałem grywał w szachy, z gośćmi lokalu - w gry planszowe. Wystartował nawet w organizowanych tu mistrzostwach w "Klask!", grze, którą poznał dopiero w Polsce. Polubił miejsce i ludzi, ponieważ nie traktowano go jak lokalną atrakcję. Razem z Damianem pojechał nawet do Poznania, do jego znajomych.

Wnętrze Navis (fot. Jan Król)
Wnętrze Navis (fot. Jan Król)

- Bałem się, że moi przyjaciele go nie zaakceptują. Mówię im, że będzie jeszcze ze mną Francuz, prawie dwa razy od nas starszy. Chłopaki narzekały, że mieliśmy ten czas spędzać sami. Jednak Gauthier bardzo im się spodobał, polubili go. A on otworzył się w towarzystwie - opowiada Damian. - Moi koledzy ciągle mówili na niego Gucci, bo nie mogli zapamiętać jego imienia. A on się strasznie denerwował. Ale jego imię Polakom trudno jest wymówić, bo to jest 'GOTJE', takie z francuskim akcentem. Uczył mnie wymowy wiele razy, a ja nadal mam z tym problemy. Ponieważ się zaprzyjaźniliśmy - mi wybacza. Kiedyś zaprosił mnie nawet do siebie na francuskie śniadanie, było przepyszne.

Gauthier zwiedził już Poznań, Olsztyn, Toruń, był również w muzeum w Auschwitz, pojechał też do Gdańska, Warszawy i Krakowa. - Bardzo mu się podoba w Polsce - twierdzi Damian. - Nie spodziewał się, że ludzie tak dobrze go tutaj przyjmą. W naszym barze czuje się wyjątkowo swobodnie, bo nie skupia na sobie uwagi.

Kiedy rozmawiam z Damianem, już wie, że podróż jego francuskiego przyjaciela zostanie najprawdopodobniej przerwana. - Decyzja ma zapaść w ciągu kilku dni. Gauthier chce, abym ostatni kawałek polskiej trasy, do Gdańska, przepłynął razem z nim - mówi.

Francuz był z urzędnikami miejskimi w bydgoskim Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej. Upewnili się tam, że śluza nie zostanie ukończona na czas. A Gauthier chce jeszcze w wakacje wrócić do rodziny. Poza tym topnieją pieniądze, z powodu przymusowego postoju koszty podróży okazały się większe niż zakładał. Zmienia więc plany - do Francji nie popłynie już przez Stambuł. Pokieruje się z powrotem Wisłą do Gdańska, a tam przez morze dotrze do Berlina i kanałami wróci do Francji.

Na pożegnanie postanawia zorganizować imprezę na barce. Przychodzi kilkunastu znajomych z Bydgoszczy, jest i rodak pracujący w Polsce. Przyleciała też jego siostra, Clothilde, aby pomagać mu na barce. Przygotowali francuskie dania, wśród nich quiche, a gościom polewają pastis, czyli likier z anyżu, który we Francji pije się, dolewając do niego wodę. Z życzeniami i winem wpada też sąsiad, który sprzedał swoje mieszkanie w Warszawie i tak jak Gauthier zamieszkał na wodzie.

Eric Jochum i Gauthier Mear z wizytą u prezydenta Bydgoszczy Rafała Bruskiego, 11.07.2018 r. (fot. Łukasz Antczak / AG)
Eric Jochum i Gauthier Mear z wizytą u prezydenta Bydgoszczy Rafała Bruskiego, 11.07.2018 r. (fot. Łukasz Antczak / AG)

Mechanik ze stadionu

Kilka lat temu specjalnie dla tej podróży Gauthier założył na Facebooku fanpejdż. Był to projekt głównie dla rodziny i znajomych, ale od kiedy utknął w Polsce, używa go również do rozmów z mieszkańcami Bydgoszczy zainteresowanymi jego losem. Planując powrót zaapelował na Facebooku o pomoc. Chętni mogą popłynąć z nim, aby wesprzeć go w sterowaniu barką, kiedy wypłynie na otwarte morze. W powrotną drogę mieli ruszyć 27 marca, jednak podczas rozruchu doszło do awarii silnika, któremu zaszkodziła zima. Obejrzało go już dwóch mechaników, ale żaden nie zdołał go naprawić.

- Nie wiem, czy szybciej nie otworzą tej śluzy, niż my naprawimy ten silnik - próbuje żartować Gauthier i dodaje, że teraz oprócz marynarzy szukają jeszcze dobrego mechanika.

W pierwszy weekend kwietnia przyjaciele zabrali Francuza na zawody żużlowe, które odbywały się na Stadionie Miejskim w Bydgoszczy. Bardzo mu się podobało, kibicował nawet jednemu ze swoich rodaków. Znajomi Gauthiera poprosili o pomoc dziennikarzy będących na miejscu, dzięki czemu podczas przerwy w zawodach spiker całemu stadionowi przedstawił Francuza i jego siostrę, opowiedział o ich przygodzie i problemie z silnikiem. I zapytał stadion: Czy ktoś mógłby pomóc? Zgłosił się jeden mężczyzna, powiedział, że pracownicy jego firmy zdiagnozują problem i się nim zajmą.

Kiedy Gauthier będzie mógł ruszyć dalej, tego jeszcze nie wiadomo. Na razie bydgoscy przyjaciele myślą o zorganizowaniu zbiórki pieniędzy, bo naprawa silnika będzie dużo kosztować.

Navis nocą (fot. Jan Król)
Navis nocą (fot. Jan Król)

Mimo że Bydgoszcz stanęła podróżnikowi na drodze, Gauthier stwierdza, że taką wycieczkę zawsze będzie można powtórzyć, a przyjaciołom mówi, że nigdzie w Europie nie poznał takich ludzi, jak w Polsce, więc na pewno tu wróci.

Może wtedy na jego drodze nie staną polskie remonty.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Jan Król. Reporter, student Polskiej Szkoły Reportażu. Na stałe
współpracuje z Centrum Nauki Kopernik. Publikuje m.in. w "Dużym Formacie" i "Magazynie Kontakt".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (243)
Zaloguj się
  • net_friend

    Oceniono 66 razy 56

    Życzmy sobie i Francuzom, by obie wersje języczne na urzędowych stronach zawierały te same informacje :)

  • freud1

    Oceniono 54 razy 42

    Kanal zostal zbudowany przez Prusakow w latach 1773-1775, czyli zaraz po aneksji tych terenow. Wynikaja z tego co najmniej dwie rzeczy:
    a) to nijak 300 lat
    b) Prusacy na budowe kanalu, przy srodkach technicznych XVIII wieku, potrzebowali mniej wiecej tyle czasu, co Polacy na remont jednej sluzy w XXI wieku.
    Smutne.

  • t0tylk0ja

    Oceniono 49 razy 33

    No i nauczył się jeść widelcem... :-). Poważnie pisząc: Najfajniejsze jest to, że my zwykli Polacy w takich przypadkach potrafimy się zachować wbrew obrazowi, jaki mają o nas na Zachodzie, a który utrwala obecny rząd. Cała ta sprawa to też nauczka dla wszystkich polskich instytucji, że żyjemy w Europie i język polski na stronach urzędowych to za mało. Info w angielskim to minimum. Powinien być też język niemiecki no i z racji ilości osób pracujących w Polsce ukraiński.

  • wylye

    Oceniono 46 razy 32

    Wyprawa tratwą czy barką przez Polskę to egzotyka i w pewnym sensie fanaberia. W krajach cywilizowanych są mapy żeglugowe - zgoda. W tych samych krajach kierowca ciężarówki chcąc się wybrać z większym niż 3.5 T ładunkiem, może sobie jednym kliknięciem zaplanować trasę. Niech ten kierowca "spróbuje" tego w PL...
    W tym kraju ważniejsze są różne tam "matki boskie częstochowskie" i inne gusła niż taka oczywista z informatycznego i logistycznego powodu rzecz.

  • antygronkowiec

    Oceniono 37 razy 31

    Z przyjemnością przeczytałem!

  • jo81

    Oceniono 33 razy 29

    Inwestycja państwowa. Wody polskie i inne brednie. rok czasu naprawiać kluczową sluzę. A oni przekop mierzeji chcą robić.

  • kapsel1983

    Oceniono 37 razy 21

    Nie często z opiniami Gazety się zgadzam i kreowanym przez nią światem, ale reportaże to Wy potraficie pisać :-)

  • bokombrady

    Oceniono 20 razy 20

    Drogi Autorze, nie drewniana tylko stalowa i nitowana... To bardzo popularny i lubiany typ transportowego statku zaglowego, tzw. TJALK (gafel, fok i boczne miecze). W Holandii maja wlasne regaty ! Pozniej motoryzowane, Moj mial 6-cylindrowego Perkinsa. Idealny na Wisle bo ma tylko 30 cm zanurzenia i absolutnie plaskie i pozbawione jakiegokolwiek kilu dno. Ahoy !

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX