Wieżowce w Pyongyangu

Wieżowce w Pyongyangu (fot. Shutterstock)

społeczeństwo

"Mieszkańcy 'Pyonghattanu' przesiadują w kawiarniach, bawią się tabletami i sączą latte"

Jednakowe stroje i fryzury, wojskowe parady, pustki na ulicach i komunistyczny ustrój - z tym przede wszystkim kojarzy się Korea Północna. Dziennikarze Daniel Tudor i James Pearson w książce "Tajemnice Korei Północnej" pokazują, że codzienność mieszkańców tego kraju to nie tylko praca i szablonowość.

Telenowele i pendrive'y

Korzystanie z zagranicznych mediów jest w KRLD karalne. Jednak to nie znaczy, że nikt z nich nie korzysta. (...) Telewizory i radia są sprzedawane w Korei Północnej z fabrycznymi ustawieniami pozwalającymi odbierać wyłącznie kanały państwowych nadawców, takich jak Koreańska Telewizja Centralna (KCTV), Koreańska Telewizja Edukacyjno-Kulturalna czy dostępna tylko w Pjongjangu Mansudae TV. Legalnie sprzedawany w Korei Północnej telewizor nie może odbierać niczego innego - chyba że widz jest gotowy złamać prawo i pomajstrować przy odbiorniku. (...) Kwitnie bowiem nielegalny biznes modyfikowania telewizorów i radioodbiorników. Osoby zajmujące się naprawą telewizorów w Korei Północnej są w stanie dobrze na tym zarobić. Skala bezpośredniego odbioru chińskiej i południowokoreańskiej telewizji jest jednak niewielka w porównaniu ze sprowadzaniem filmów i seriali z Chin - na DVD i pendrive'ach.

Pyongyang (fot. Shutterstock)
Pyongyang (fot. Shutterstock)

DVD upowszechniły się w Korei Północnej w połowie pierwszej dekady XXI wieku, a mniej więcej od 2010 roku popularność zyskuje pamięć USB. W niektórych przypadkach wypiera ona nawet DVD - częściowo z powodu swoich małych rozmiarów, dzięki którym łatwo ją ukryć przed czujnym wzrokiem agentów Departamentu Bezpieczeństwa Państwa. DVD już nadszarpnęły kontrolę państwa nad informacją, ale to pendrive'y mają większy potencjał wprowadzania zmian.

(...) Gdy DVD docierają na jangmadang, kosztują równowartość niecałego dolara za sztukę i są kupowane przez bardzo rożnych ludzi. Jako że stanowią produkt nielegalny, można eufemistycznie zapytać handlarkę, czy ma jaemiingnun-geot ("coś ciekawego"), trochę tak, jakby się rozmawiało z dilerem narkotyków. Tak jak w przypadku telewizji, większość ludzi ma zaufanych znajomych albo członków rodziny, z którymi może obejrzeć zagraniczny film, nawet jeśli nie ma własnego odtwarzacza. Wiele osób ogląda też północnokoreańskie produkcje na DVD, ale to te zagraniczne stały się prawdziwą atrakcją. Mniej więcej połowa mieszkańcow KRLD chociaż raz oglądała zagraniczny film lub program na DVD.

(...) W obliczu spadku autentycznej lojalności wobec reżimu oglądanie zagranicznych filmów i telewizji w znacznej mierze uchodzi dziś mieszkańcom KRLD na sucho. To znaczy, że urzędnik, który złapie kogoś na oglądaniu nielegalnych produkcji, po prostu zażąda łapówki, a potem pójdzie w swoją stronę. Widzowie zagranicznych mediów ryzykują, co prawda, zsyłkę do obozu pracy, ale najczęściej w razie wpadki sprawa kończy się daniem w łapę urzędnikom.

Pyongyang (fot. Shutterstock)
Pyongyang (fot. Shutterstock)

(...) Tak jak w Korei Południowej, najpopularniejsze są tu seriale dramatyczne, których fabuła jest na ogół zbudowana wokół trójkątów miłosnych, sporów rodzinnych i losów pięknych kobiet wychodzących za mąż za synów prezesów czeboli (wielkich koncernów), a bohaterowie często umierają tragicznie. Dla Koreańczyków z Południa takie seriale mają wartość katartyczną albo eskapistyczną; nie tyle  odzwierciedlają prawdziwe życie, ile przesadnie uwydatniają pewne jego aspekty, by osiągnąć efekt emocjonalny.

Północnokoreańska telewizja bardzo rzadko pokazuje zło, które pozostaje bezkarne, czy dobro, które ostatecznie przegrywa. Bohaterem północnokoreańskiego serialu będzie wzorowy robotnik, który w końcu dostaje sprawiedliwie mu się należącą nagrodę. Ani to wiarygodne, ani ciekawe. Co jednak z tego wszystkiego wynika? Przede wszystkim szybki wzrost telewizyjnej widowni południowokoreańskich i innych zagranicznych filmów oraz seriali może zmuszać rząd do większych starań. Północnokoreańskie wiadomości telewizyjne wyglądają dziś jak z końca XX wieku: mają porządną oprawę graficzną i lepszą scenografię.

Ponadto źródła podają, że telewizja pokazuje więcej różnorodnych filmów zagranicznych. Filmy chińskie i rosyjskie (z koreańskim dubbingiem) zawsze były stałym punktem ramówki, ale teraz rywalizują o czas antenowy na przykład z produkcjami Bollywood. W 2010 roku w państwowej telewizji pokazano nawet brytyjski film Podkręć jak Beckham. Ważniejsze jest jednak to, że ta minirewolucja w dostępie do zagranicznej telewizji podważa kontrolę państwa. Do połowy lat dziewięćdziesiątych rząd miał prawie monopol na rozpowszechnianie informacji w Korei Północnej, a jedynym alternatywnym źródłem wiadomości były plotki.

Metro w Pyongyangu (fot. Shutterstock)
Metro w Pyongyangu (fot. Shutterstock)

Z tabletem przy latte

Truizmem stało się stwierdzenie, że Korea Południowa jest najbardziej skomputeryzowanym krajem na świecie, a Korea Północna - najmniej. Rzeczywiście jednak bardzo, bardzo niewielu Koreańczyków z Północy choćby raz zajrzało do internetu. Dostęp do niego mają tylko członkowie ścisłej elity i nawet oni na ogół korzystają z adresów mailowych Yahoo!, a nie oficjalnych.

Rośnie jednak liczba mieszkańców KRLD mających pewien dostęp do komputerów, choć wciąż pozostają oni w mniejszości. A rząd, chociaż ma się na baczności przed internetem, regularnie wspomina o komputerach i tabletach w swojej propagandzie oraz zachęca obywateli, by poszerzali wiedzę o informatyce. Ogólną sytuację można porównać do tej panującej w zamożniejszych krajach w 1990 roku: chociaż komputery nadal są domeną wąskiego grona, istnieje poczucie, że to one są przyszłością. I tak jak w 1990 roku, zdecydowana większość tych komputerów nie jest połączona w sieć.

Najbardziej cenione wśród Koreańczyków z Północy, szczególnie tych lubiących oglądać zagraniczne filmy i seriale, są laptopy - a to dlatego, że są małe i przenośne, więc można je łatwo schować. Na bazarze Gangdong w Pjongjangu chiński laptop będzie kosztował co najmniej 300 dolarów (w zależności od specyfikacji). Dla większości mieszkańców Korei Północnej to mnóstwo pieniędzy. Jednak używane komputery stacjonarne są już bardziej w zasięgu przeciętnego obywatela, bo można je kupić mniej więcej za 150 dolarów. Według przekonujących szacunków całkowita łączna liczba laptopów i komputerów w kraju to około 4 milionów, co daje mniej więcej jedną na sześć osób. Połowa z tych urządzeń znajduje się jednak w zamożniejszym Pjongjangu, co nieco zawyża średnią. Poza stolicą prawdopodobnie jeden komputer przypada na jedenaście osób.

Zoo w Pyongyangu (fot. Shutterstock)
Zoo w Pyongyangu (fot. Shutterstock)

Niektóre komputery są połączone w sieci intranetowe. Są to "zamknięte ekosystemy" ograniczone do KRLD, pełniące funkcję swego rodzaju oficjalnego północnokoreańskiego internetu. (...) Korzystanie z największej sieci - Gwangmyeong - jest darmowe, a dostęp do niej można uzyskać na uniwersytetach i w urzędach państwowych, a także prywatnie, jeśli ma się telefon stacjonarny i komputer. Znaczna część treści w Gwangmyeongu jest po prostu ściągnięta z normalnego internetu i zamieszczona w lokalnej sieci po skontrolowaniu przez cenzorów. Gwangmyeong zapewnia także dostęp do poczty elektronicznej, komunikatora czy czatu, biblioteki e-booków, wiadomości oraz północnokoreańskich stron WWW.

Odwiedzający Pjongjang zabawiają się ostatnio w grę "znajdź tablet na tym obrazku". Dla członków elity kupiony w Chinach tablet to zarówno fajna zabawka, jak i symbol statusu. Dlatego coraz częściej widuje się młodych mieszkańców "Pyonghattanu" przesiadujących w kawiarniach, bawiących się swoimi tabletami i sączących latte. Sam północnokoreański rząd włączył się do gry i wyprodukował własny tablet - Samjiyon. Nie jest to jednak naprawdę północnokoreański produkt. Tablet działa na podstawie systemu operacyjnego Android, a obwody elektroniczne powstały w chińskiej firmie Yecon z siedzibą w wielkim przemysłowym mieście Shenzhen. Ta zabawka kosztuje rownowartość 200 dolarów, a według jednego z naszych informatorów, któremu udało się kupić Samjiyona na pjongjańskich targach branżowych, dodatkowo ma wgraną pewną wersję Angry Birds, czytnik plikow PDF i trochę e-bookow. Możliwości tego tabletu są porównywalne z większością znanych urządzeń tego typu na rynku międzynarodowym - z jednym wyjątkiem. Samjiyon nie ma wi-fi. Ta funkcja byłaby w Korei Północnej zupełnie bezużyteczna.

Wakacje dla wybranych

Przeciętnemu mieszkańcowi Korei Północnej trudno sobie nawet wyobrazić podroż za granicę. Takie wyjazdy są zarówno nielegalne, jak i zupełnie egzotyczne dla wszystkich poza elitą i nową klasą handlującą. Niestety, także podróże krajowe są dla wielu rzadkością, chociaż odbywają się coraz częściej. Obywatele KRLD nie mogą wyjeżdżać poza swój region bez specjalnego pozwolenia, a nawet kiedy uzyskają zgodę, opłakany stan infrastruktury sprawia, że podroż jest długa i uciążliwa.

Nie ma przesady w stwierdzeniu, że Korea Północna miała lepszy system kolei 80 lat temu; z powodu przerw w dostawie prądu i awarii podroż z jednego końca kraju na drugi może potrwać tydzień. Nic więc dziwnego, że wielu Koreańczyków z Północy nigdy nie opuściło swojej rodzinnej miejscowości. Dla takich ludzi stolica, Pjongjang, równie dobrze mogłaby być częścią innego kraju.

Z tych powodów pierwszą podroż pociągiem mieszkańcy Korei Północnej uważają za pamiętne wydarzenie. Mężczyźni na ogół przeżywają tę inicjację podczas służby wojskowej, kiedy są wysyłani do danej jednostki na drugi koniec kraju. Gdy jedzie się pociągiem w KRLD, można zobaczyć wyjątkowo dużo pasażerów w wojskowych mundurach. (...) Ostatnio jednak pojawia się nowy typ pasażera. Od początku północnokoreańskiego oddolnego kapitalizmu kraj przemierza coraz więcej osób podróżujących w interesach.

Samolot linii Air Koryo, narodowego przewoźnika Korei Północnej (fot. Shutterstock)
Samolot linii Air Koryo, narodowego przewoźnika Korei Północnej (fot. Shutterstock)

Ponieważ rządzi pieniądz, do uzyskania pozwolenia na przejazd z miejsca na miejsce wystarczy teraz łapówka. Na dostanie się do Pjongjangu potrzebna będzie łapówka o równowartości 15-30 dolarów (płatna w obcej walucie, takiej jak chiński juan.

(...) A co z wakacjami? Tradycyjnie na urlop wyjeżdżało się rzadko. Zakłady pracy starały się organizować masowe wyjazdy do innych części kraju, szczególnie w góry, takie jak Chilbo-san, Pektu-san czy Geumgang-san. Poszczególne osoby nie mogły jednak wybrać, dokąd pojadą, i miały niewiele okazji do relaksu: program był pełen upolitycznionych zajęć grupowych. Jedynymi Koreańczykami z Północy, którzy mogli sobie po prostu pójść na plażę w takich miejscowościach na wybrzeżu jak Wonsan (poza lokalnymi mieszkańcami), byli członkowie elity. Tylko oni mieli wolny czas oraz pieniądze, żeby zapłacić za hotel.

Jednak w epoce nowego północnokoreańskiego kapitalizmu okazje do wypoczynku zaczynają mieć także co zamożniejsi członkowie rodzącej się klasy handlowców. Istnieje niewielka, ale rosnąca grupa ludzi dysponujących odpowiednimi dochodami i wolnym czasem. Niektórzy mają nawet samochody. Z myślą o tej grupie Komitet Ludowy Miasta Pjongjang promuje krajową turystykę za pomocą reklam zamieszczanych w "Rodong Shinmun", czyli "Gazecie Robotniczej" - najsłynniejszym państwowym tytule prasowym.

Dworzec kolejowy w Sinuiju (fot. Shutterstock)
Dworzec kolejowy w Sinuiju (fot. Shutterstock)

W sierpniu 2013 roku Komitet oferował bilety na trzydniową wycieczkę na plażę Ryongsupo, leżącą na południowy zachód od Pjongjangu, w prowincji Hwanghae Południowe. Miejsca były dostępne nie tylko dla zakładów pracy, lecz także dla zwykłych rodzin.

Co więcej, wiadomości w państwowej telewizji promowały plażową turystykę przez całą wiosnę i lato 2013 roku. W relacjach pokazywano tłumy ludzi pływających w morzu i grających w siatkówkę na plaży Majon koło Hamheungu, co sprawiało wrażenie, że są to przyjemności dostępne dla wszystkich. Oczywiście to nieprawda: przeciętny Koreańczyk z Północy nadal żyje w absolutnym ubóstwie, więc nie ma pieniędzy ani czasu na spędzenie trzech dni na plaży. Jednak fakt, że władze otwierają dla każdego, kto ma pieniądze, coś, co dawniej było zarezerwowane dla elity, a nawet to reklamują, wiele mówi o zmieniającym się nastawieniu kręgów rządzących wobec konsumpcjonizmu.

Wiąże się z tym nowy nacisk administracji Kim Dzong Una na sport i wypoczynek. Od śmierci Kim Dzong Ila - władcy znanego ze swojego  bezkompromisowego image'u spod znaku seon gun ("najpierw wojsko") - państwowa propaganda przesunęła się nieco bardziej w kierunku promowania wizerunku opartego na dobrobycie, a nawet zabawie. Odzwierciedlają to ukochane projekty Kim Dzong Una: najsłynniejszy z nich to ośrodek narciarski Masik, ale są też parki rozrywki, kina 3D, pokazy delfinow a la Sea World. Niewątpliwie pasuje to do bardziej młodzieżowego, bezpośredniego stylu bycia nowego władcy, ale pozwoli mu także stworzyć swój odpowiedni wizerunek w kraju, o ile te projekty nie okażą się zbyt szybko inwestycjami tyleż kosztownymi, ile chybionymi.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa W.A.B. (mat. prasowe)

 *Fragmenty książki "Tajemnice Korei Północne" Daniela Tudora i Jamesa Pearsona w przekładzie Agnieszki Sobolewskiej. Możecie ją kupić w Publio.pl >>>

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Daniel Tudor - brytyjski dziennikarz i pisarz. Ukończył Uniwersytet Oksfordzki, gdzie studiował filozofię, politologię oraz ekonomię, a także studia menedżerskie na Uniwersytecie w Manchesterze. W latach 2010-2013 pracował w Seulu jako korespondent pisma "The Economist". Regularnie publikuje w koreańskim czasopiśmie "JoongAng Ilbo", największe stacje telewizyjne zasięgają jego opinii jako eksperta w sprawach dotyczących Korei. W 2012 roku ukazała się jego pierwsza książka - Korea: The Impossible Country, w 2014 - Geek in Korea, publikacja poświęcona popkulturze Korei Południowej, w 2015 - Tajemnice Korei Północnej, a w 2018 - Ask A North Korean, zbiór wywiadów z uchodźcami z Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej.

James Pearson - szef biura prasowego agencji Reuters w Hanoi (Wietnam) i Phnom Penh (Kambodża), wcześniej korespondent zagraniczny w Seulu zajmujący się tematami politycznymi oraz najnowszymi wiadomościami z Korei Północnej i Południowej. Ukończył filologię chińską i koreańską na Uniwersytecie Londyńskim, a także filozofię na studiach orientalnych w Cambridge.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (63)
Zaloguj się
  • notremak

    Oceniono 27 razy 25

    Kom Dzpng Un Kaczyński niech żyje! Niech żyje! Niech żyje!
    Ale właściwie po co?

  • lusjola

    Oceniono 25 razy 21

    Konia z rzędem temu kto odważyłby się tam pojechać po śmierci studenta z USA. Ale spójrzcie na zdjęcia ludzie biedni wychudzeni a na drogach zero samochodów ... Jakie tam musi być czyste powietrze ... Oprócz smrodu kima...

  • autonomy

    Oceniono 9 razy 7

    Polaków, przynajmniej większość, bardzo wiele łączy z Północnymi Koreańczykami, szczególnie wyraziste jest przywiązanie do komuny, opiekuńczości państwa i interwencjonizmu. W tej kwestii to wręcz siostrzane narody.

  • P 45

    Oceniono 9 razy 7

    Polska telewizja centralna, ale Kurski by się pałował.

  • spyderman2

    Oceniono 12 razy 6

    załatwianie spraw łapówką - za tym tęskni, to stosuje i zamierza przywrócić nasze słońce narodu - TW jarosław Balbina. błogosłowione katolickie łono które go wydaliło

  • tomasz.rze

    Oceniono 10 razy 6

    "Mniej więcej połowa mieszkańcow KRLD chociaż raz oglądała zagraniczny film lub program na DVD"
    Ciekawe, KOGO oglądają na ekranie?
    Może dokładnie tak, jak w komunistycznej Polsce w latach 80-tych - Schwarzeneggera, Stallone i Willisa?
    Np. Niezniszczalnych?

  • rikol

    Oceniono 5 razy 5

    wyglada na to, ze nawet tam system się liberalizuje. W dzisiejszych czasach nie mogą odciąć ludzi zupelnie od świata z zewnątrz, nie wygrają z technologia

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX