Wystawa 'Zasoby. Od materiałów do produktów'

Wystawa 'Zasoby. Od materiałów do produktów' (fot. Marek Swoboda)

wywiad gazeta.pl

"Jeśli chcemy konkurować tylko ceną, to nie wygramy z Chinami. Trzeba tworzyć polskie marki"

O jakości naszego przemysłu świadczy choćby to, że bardzo dużo znanych marek skandynawskich produkuje meble w Polsce. Z kolei wyroby porcelanowe jadą na Bliski Wschód i do Europy Zachodniej i tam są sprzedawane pod innymi markami. Trzeba się zastanowić, czy na dłuższą metę taka strategia jest dobra - mówi Agata Nowotny, badaczka designu i kuratorka wystawy "Zasoby. Od materiałów do produktów" pokazywanej na ARENA DESIGN.

Od wielu lat badasz polski design, to jak projektowanie przedmiotów wpływa na życie codzienne. Ostatnio w ramach wystawy "Zasoby" zachęcasz do zastanowienia się, skąd pochodzą rzeczy, których na co dzień używamy w domu: filiżanka, krzesło, kibelek, regał czy karafka. Właściwie dlaczego powinno nas to obchodzić?

O to samo zapytali mnie moi studenci, kiedy pewnego razu pod koniec zajęć poprosiłam, by przyjrzeli się temu, w czym przyszli na zajęcia. Mieli wybrać jedną rzecz i na następne zajęcia zdobyć informacje o procesie jej powstania i o tym, jak trafiła w ich ręce. Po sali przetoczył się jęk znudzenia. "Przecież to są najbardziej banalne ciuchy" - marudzili, ale tydzień później nastroje były zupełnie inne.

Pamiętam chłopaka, który najpierw był bardzo rozczarowany, bo wybrał zwykłą koszulkę z sieciówki za 20 zł. A potem przeprowadził niemal dziennikarskie śledztwo. Okazało się, że marka sygnująca koszulkę wcale nie jest chętna do udzielania informacji na temat procesu produkcji towarów. Dlatego niebywale trudno było mu prześledzić historię danej rzeczy. Z informacji znalezionych online student dowiedział się, ile zarabia szwaczka, która prawdopodobnie uszyła także jego koszulkę, pracując po kilkanaście godzin dziennie w fabryce gdzieś w dalekiej Azji. Potem odtworzył potencjalną drogę, jaką przebyła koszulka, by dotrzeć do sklepu, który odwiedził, i jaki w efekcie zostawiła za sobą ślad węglowy. Na koniec zapytałam go, jak czuje się z tym, co na sobie nosi. A on stwierdził, że za koszulkę powinien zapłacić trzy razy więcej i byłby gotów to zrobić, gdyby miał pewność, że pieniądze rzeczywiście trafią do szwaczki. Z drugiej strony zorientował się, że kupowanie od lokalnych producentów nie tylko wspiera naszą gospodarkę, ale jest też bardziej ekologiczne.

Skąd pochodzą rzeczy, których używamy na co dzień? (fot. Krzysztof Pacholak)
Skąd pochodzą rzeczy, których używamy na co dzień? (fot. Krzysztof Pacholak)

Dzięki temu prostemu ćwiczeniu najbardziej błaha rzecz jak bawełniana koszulka zyskała ciężar znaczeniowy. Uruchomienie takiego sposobu myślenia o towarach jest ważne szczególnie dziś, kiedy ludzkość po prostu tonie w rzeczach. Może w Polsce sytuacja jeszcze nie jest tak dramatyczna jak w Stanach, gdzie rodziny mają po dwa garaże, a i tak samochód trzymają na ulicy, bo nie mieszczą się z dobytkiem, ale wystarczy przejść się po osiedlowych śmietnikach, by zobaczyć, że u nas konsumpcja też przyspiesza, a rzeczy zaczynają nas przytłaczać.

Natomiast analizowanie historii pochodzenia przedmiotów uczy szacunku do materii. Dlatego to proste ćwiczenie postanowiłam przetestować na szerszej publiczności. Wyszłam od czterech materiałów: drewna, metalu, ceramiki, szkła, i pokazałam proces ich przemiany w rzeczy codziennego użytku.

Żeby prześledzić, jak powstają rzeczy codziennego użytku, odwiedziłaś dziewięć polskich zakładów przemysłowych.

Tak, i powiem ci, że ta podróż mnie samej dała zupełnie nowe spojrzenie na przedmioty, którymi się otaczamy. Opowiem na przykładzie. Jedną z bohaterek wystawy jest kryształowa karafka wyprodukowana w Hucie Szkła Kryształowego "Julia" na Dolnym Śląsku. Zakład ten jest otwarty dla zwiedzających i każdy, kto będzie w pobliżu, może z bliska przyjrzeć się pracy hutników. Trasa wycieczki jest doskonale przemyślana, bo do huty wchodzi się przez sklep. Najpierw uderza nas feeria barw i różnorodność kształtów. Półki uginają się pod rzędami kryształowych szklanek, kieliszków, pater, karafek, wazonów. Mijasz je, patrzysz na ceny, myślisz: drogie. Stamtąd wchodzisz na halę i obserwujesz pracę hutników - niebywale ciężką, w wysokiej temperaturze. Ktoś wydmuchuje szkło, ktoś je odpękuje, czyli ucina naddatek, ktoś jeszcze szlifuje i obrabia kryształ, a potem go poleruje. Na koniec okazuje się, że każdy przedmiot musi przejść przez 20 par rąk. Na koniec zwiedzania z powrotem lądujesz w sklepie, ale te piękne i dość drogie szklane obiekty są dla ciebie już czymś innym: pracą, myślą, precyzją i wysiłkiem zaklętym w materii. Pamiętam, że po tej wycieczce pomyślałam: "Kurczę, teraz wiem, za co płacę, może nawet zapłaciłabym dwa razy więcej".


Proces tworzenia przedmiotów codziennego użytku wymaga zaangażowania wielu ludzi (fot. Krzysztof Pacholak)

W fabrykach przyglądałaś się nie tylko przeobrażaniu się materii, ale i sposobom funkcjonowania poszczególnych zakładów. Ciekawi mnie, jaki pomysł na przetrwanie i rozwój mają polskie firmy z branży projektowania przemysłowego w dobie, kiedy rynek zalewają tańsze towary z Chin?

Pomysły i strategie prowadzenia biznesu są skrajnie różne, co też pokazuje, że na naszym rynku jest miejsce dla wielu podmiotów. W najbardziej innowacyjnej formule działa marka Tylko. Można powiedzieć, że to jest wzorcowy i chyba jedyny w Polsce przykład start-upu z dziedziny wzornictwa. Mnie zawsze zależało, żeby świat designu i projektantów spotkał się ze światem przemysłu. W Tylko do takiego spotkania dochodzi. Co więcej, do stołu zaproszeni zostali też programiści. Ale od początku.

Pomysł na firmę jest wręcz banalny i zasadza się na produkcji prostych regałów ze sklejki. Innowacja tkwi w formule, bo pierwszym etapem powstania mebla nie jest fabryka ani nawet głowa projektanta, ale dom klienta. To klient najlepiej wie, jakie są jego potrzeby. Uruchamia więc aplikację internetową i tworzy własny projekt regału. Zaznacza, ile potrzebuje półek, jakie wymiary go interesują i jaki kolor mu się podoba. Aplikacja generuje też zindywidualizowane opakowanie na produkt oraz instrukcję montażu. Dzięki niesamowitej pracy programistów wygenerowane pliki od razu są wysyłane do maszyny, która dokładnie wie, jak rozkroić arkusz sklejki, by w efekcie powstały poszczególne elementy naszego unikatowego mebla. Ale to nie wszystko, bo w tym samym czasie kilkadziesiąt osób na całym świecie generuje swoje zindywidualizowane projekty i wysyła je do maszyny. Ta potrafi tak zoptymalizować proces produkcji, by jak najlepiej wykorzystać przestrzeń każdego arkusza i zminimalizować odpady. To jest bardzo mądre podejście, bo nie chodzi o to, żeby przestać wytwarzać rzeczy, ale by we właściwy sposób zarządzać produkcją.

'Tylko' to chyba jedyny w Polsce start-up z dziedziny wzornictwa (fot. Krzysztof Pacholak)
'Tylko' to chyba jedyny w Polsce start-up z dziedziny wzornictwa (fot. Krzysztof Pacholak)

W krótkim czasie okazało się, że pomysł się przyjął i obecnie Tylko zatrudnia kilkadziesiąt osób. Projektanci czuwają nad tym, by klient miał poczucie wolności wyboru, a jednocześnie by regały były solidne, trwałe i estetycznie zaprojektowane. Tam naprawdę żadna śrubka nie jest przypadkowa. A z drugiej strony Tylko to też efekt ogromnej pracy sztabu programistów. Bardzo im kibicuję, bo są przykładem dobrze przemyślanego i strategicznego mariażu designu i przemysłu. Ich regały produkowane są w Polsce i wysyłane na cały świat.

A czy bardziej rzemieślniczy pomysł na biznes ma szansę przetrwać w dzisiejszym świecie?

Zdecydowanie tak. W takiej formule działa Manufaktura Majoliki w Nieborowie. Są w niej zatrudnione jedynie cztery osoby. W 1881 roku w Nieborowie Fabrykę Fajansów i Kafli Piecowych otworzył książę Michał Piotr Radziwiłł. Wówczas pracowało tam aż 150 osób i był to jak na ówczesne czasy duży i nowoczesny zakład produkcyjny. Potem go zamknięto, a po wojnie pałac upaństwowiono. Dziś potomkowie księcia wskrzesili stare tradycje na zupełnie innych zasadach. Skala produkcji Majoliki, jak się łatwo domyślić, nie jest gigantyczna, bo oparta raczej na rzemieślniczej pracy niż masowym wytwórstwie. W muzeum pałacowym odnalazło się kilka starych form filiżanek, piesków, a także pokazywany na wystawie jaszczur. Wszystkie te wzory są na nowo produkowane i malowane w nowoczesny sposób. Ale czwórka projektantów eksperymentuje też z nowymi formami. Myślę, że na rynku zawsze znajdzie się miejsce dla takich niszowych projektów skierowanych raczej do bardziej zamożnego i wyselekcjonowanego klienta.

Ciekawsze jest chyba pytanie, jak poradzą sobie duże zakłady. Podczas zbierania materiałów do wystawy odwiedziłam też bardziej typowe fabryki, jak zakłady produkujące urządzenia sanitarne marki KOŁO, która na polskim rynku istnieje od 50 lat. Pojechałam też do Zakładów Porcelany Stołowej "Karolina", które istnieją od 1860 roku, i do Radomska - do Fabryki Mebli Giętych "Fameg", gdzie produkuje się krzesła od końca XIX wieku!

Manufaktura Majoliki w Nieborowie to przykład biznesu rzemieślniczego (fot. Krzysztof Pacholak)
Manufaktura Majoliki w Nieborowie to przykład biznesu rzemieślniczego (fot. Krzysztof Pacholak)

W takim razie w jaki sposób te duże zakłady z tradycjami konkurują z zalewem produktów chińskich - czy stawiają na kształtowanie własnej marki, czy raczej produkują dla innych, zachodnich marek?

To zależy. Historycznie mamy w Polsce dość mocny przemysł. Dla porównania: w Niemczech w pewnym momencie masowo zamykano zakłady przemysłowe, potem okazało się, że lokalna produkcja jednak jest potrzebna, bo nie wszystko warto importować z Chin. I oni musieli przejść proces reindustrializacji. Wartością naszego przemysłu są ludzie: fachowcy, którzy znają technologie, potrafią obsługiwać maszyny, mają wiedzę wypracowaną przez lata doświadczeń. To ogromny kapitał. O jakości naszego przemysłu świadczy choćby to, że bardzo dużo znanych marek skandynawskich produkuje meble w Polsce. Z kolei wyroby porcelanowe jadą na Bliski Wschód i do Europy Zachodniej i tam są sprzedawane pod innymi markami. Trzeba się jednak zastanowić, czy na dłuższą metę taka strategia jest dobra.

Skoro wiemy, że po piętach depczą nam Chiny, oferując rzeczy podobne, ale tańsze, to w pewnym momencie te marki, które dzisiaj od nas kupują, staną przed wyborem: drożej z Polski albo taniej z Chin. Jeśli chcemy konkurować tylko ceną, nie wygramy z Chinami. Dlatego warto pomyśleć na 10 lat do przodu i zacząć tworzyć własne marki, które będą się czymś wyróżniać i ludzie będą gotowi zapłacić za nie więcej. W tym trudzie wykuwania własnej marki producentom mogą pomóc projektanci. Mam wrażenie, że te dwa światy nie są w Polsce wystarczająco blisko. Wszystko przez błędny obraz designera, który często przez ludzi biznesu traktowany jest jak szalony artysta. Otóż nie. Dobry projektant to realnie stąpający po ziemi biznesmen, który musi poznać linię produkcyjną, specyfikę i koszty produkcji, by następnie zaprojektować właściwy produkt. Musimy zacząć o nich myśleć jak o partnerach biznesowych, a nie dekoratorach, którzy narysują kwiatek na gotowym produkcie.

Tak powstają meble gięte (fot. Krzysztof Pacholak)
Tak powstają meble gięte (fot. Krzysztof Pacholak)

Czy projektowanie przemysłowe czeka jakaś rewolucja w najbliższym czasie?

Jesteśmy w momencie, kiedy trzeba przemyśleć sens masowej produkcji. Rewolucja fordyzmu polegała na zoptymalizowanej linii produkcyjnej, z której na końcu wyjeżdżały identyczne produkty. Dziś technologia cyfrowa pozwala nam na pójście o krok dalej: zamiast tworzyć jeden model, można produkować go masowo, ale w zindywidualizowanych wersjach. W tej formule już pracuje Tylko, ale myślę, że trend rozwinie się w każdej gałęzi projektowania przemysłowego.

Czyli każdy będzie mógł zaprojektować swoje buty czy kurtkę.

To się w dużej mierze już dzieje. Zobacz, jak wygląda proces zakupu nowego samochodu - ilu wyborów musisz dokonać: kolor nadwozia, tapicerki, wykończenie takie czy inne. To są wszystko indywidualne wersje jednego modelu.

Czy wierzysz, że kiedykolwiek wartością dla konsumenta stanie się wymiar ludzki, czyli świadomość, że dany przedmiot został wyprodukowany w uczciwych warunkach?

Takie podejście wymaga przeprowadzenia pracy u podstaw. I ta nauka powinna zacząć się już w przedszkolu. Marzy mi się, żeby nasza ekspozycja zainspirowała szkoły, bo mówimy o wypracowaniu pewnej wrażliwości i szacunku do pracy drugiego człowieka - kupuję coś, bo wiem, skąd pochodzi, w jakich warunkach zostało wytworzone, ile wysiłku kosztowało i jaka strategia firmy za tym stoi. Ale żeby takie myślenie stało się masowe, potrzeba lat.


Czy kiedykolwiek wartością dla konsumenta stanie się wymiar ludzki, czyli świadomość, że dany przedmiot został wyprodukowany w uczciwych warunkach? (fot. Krzysztof Pacholak)

Wśród analizowanych przez ciebie materiałów zabrakło plastiku. Kilka tygodni temu świat obiegła wiadomość o wyłowieniu u wybrzeży Filipin martwego wieloryba. Jak się okazało, zmarł w wyniku szoku gastrycznego. W jego żołądku naukowcy znaleźli 40 kg plastiku, między innymi torebek z supermarketów. O wielorybie przypomniałam sobie, gdy Justyna Fałdzińska z UAU Project podczas dyskusji, jaką prowadziłaś na festiwalu ARENA DESIGN, bez cienia zażenowania wyznała, że ze wszystkich materiałów najbardziej kocha pracować z plastikiem. Czy coś takiego w ogóle można dziś powiedzieć?

Niektóre kraje - niestety, jeszcze nie Polska - już jakiś czas temu zakazały rozpowszechniania torebek plastikowych, słomek, kubeczków i wszystkich innych plastikowych przedmiotów jednorazowego użytku. Bo one rzeczywiście mają katastrofalny wpływ na środowisko. Ale plastik to pojęcie znacznie szersze. Projektantka mówiła o tym, że stanowi on idealny materiał do wykorzystania w druku 3D. Może być niebywale wytrzymały i trwały, a do tego doskonale poddawać się recyklingowi. Cały problem polega na niewłaściwej segregacji. Jeśli zużytą butelkę PET wrzucasz do śmieci mieszanych, jest to bardzo złe dla środowiska. Jeśli tę samą butelkę umyjesz i umieścisz w koszu na odpady plastikowe, nie musisz się martwić.

Agata Nowotny (fot.  Marek Swoboda)
Agata Nowotny (fot. Marek Swoboda)

Czyli z perspektywy badaczki designu plastik wcale nie jest taki zły?

Znowu wszystko zależy od tego, o czym mówimy. Dziś deklaracja "kocham plastik", jeśli nie wytłumaczymy, o co nam chodzi, może szokować. Bo plastik automatycznie kojarzy się nam z najgorszym złem. Lubimy myśleć etykietkami, a to tylko część prawdy. Plastiku trzeba się nauczyć: tego, w jak umiejętny sposób go przetwarzać i jak mądrze go wykorzystywać. Tę wiedzę powinien przyswoić zarówno producent, projektant, jak i konsument.

Niedawno na zlecenie producenta napojów szukałam nowych możliwości opakowania ich produktów. Na końcu doszłam do wniosku, że znienawidzona przez wszystkich butelka PET wcale nie jest głupim rozwiązaniem. Jest lekka, dzięki czemu transportując ją, zużywamy mniej spalin. Nie tłucze się jak szkło. A do tego jeśli zostanie właściwie posegregowana, doskonale poddaje się wtórnej obróbce. Prawda jest taka, że w projektowaniu nie ma prostych odpowiedzi. Szkło, które też jest dobrze recyklowalne, bo od razu trafia do pieca, ląduje tam wraz z etykietkami i różnego typu barwnikami i klejami. Wszystko, co w efekcie spalania się uwolni, idzie do atmosfery. To też nie jest genialne rozwiązanie.

Może na koniec zacytuję słowa innej projektantki, Mai Ganszyniec, która realizuje projekty m.in. dla IKE-i: "Nie łudźmy się, że nasza branża jest albo kiedyś będzie ekologiczna. Jedyne, co możemy zrobić, to zastanawiać się, jak minimalizować negatywny wpływ na środowisko".


Agata Nowotny. Kuratorka, edukatorka i badaczka designu. Z wykształcenia socjolożka. Pracuje na styku biznesu i projektowania, przybliżając twórcom produktów i usług perspektywę ich klientów i wspierając strategię opartą na designie. Współpracuje ze szkołami wyższymi, wykładając dla studentów projektowania produktów, usług i innowacji.

Magda Roszkowska. Dziennikarka i redaktorka.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (61)
Zaloguj się
  • km1957

    Oceniono 20 razy 14

    Proponuję rozpocząć od zastąpienia słowa "design" (oraz odmian "desajn" / "dyzajn") słowem "wzornictwo" :)

  • tradycja_krotkiej_reki

    Oceniono 22 razy 14

    Bardzo ciekawy i pouczający wywiad. Ale jedno mnie niepokoi. Naprawdę ktoś oczekuje, że będę myć śmieci? Pomijając absurdalność tego rozwiązania, bo przecież do mycia śmieci zużywam wodę, to dlaczego koszt ich umycia ma spoczywać na mnie, a nie na przetwórcy? Zwłaszcza w świetle faktu, że za odbiór posegregowanych śmieci także należy zapłacić?

  • takaprawda2015

    Oceniono 10 razy 10

    "O jakości naszego przemysłu świadczy choćby to, że bardzo dużo znanych marek skandynawskich produkuje meble w Polsce."

    Bo koszt produkcji jest na podobnym poziomie co w Chinach, a koszty transportu o wiele niższe.

  • komercyjny02

    Oceniono 12 razy 10

    W latach dawnej komuny, pewna liczba tzw. Zjednoczeń Przedsiębiorstw skutecznie wylansowała (niestety tylko na rynku krajowym i częściowo RWPG-owskim), swoje nazwy jako rozpoznawalne marki. Każde takie Zjednoczenie grupowało kilka, kilkanaście bądź wręcz kilkadziesiąt przedsiebiorstw. Przykłady:

    Agromet (maszyny rolnicze)
    Chemitex (włókna sztuczne)

    Ema (małe maszyny elektryczne)
    Erg (wyroby z tworzyw sztucznych)
    FŁT (łożyska toczne)

    Herbapol (leki ziołowe)
    Hortex (żywność)
    Igloopol (żywność)
    Izolacja (materiały budowlane)

    Mera (urządzenia pomiarowe)
    Metalplast (galanteria metalowa)

    Polam ("i wszystko jasne!")
    Polfa (farmaceutyki)
    Polifarb (farby i lakiery)
    Pollena (chemia gospodarcza i kosmetyki)
    Polmo (przemysł motoryzacyjny)
    Ponar (obrabiarki)
    Predom (urządzenia AGD)
    Spomasz (wyposażenie przemysłu spożywczego)
    Stolbud (stolarka budowlana)
    Stomil (opony i wyroby gumowe)

    Telkom (m.in. telefony)
    Unitra (elektronika konsumpcyjna)
    Vitropol (szkło)

    Zremb ("oferta Zrembu zawsze na czasie").

    Gdyby część tamtych brandów udało się skutecznie uchronić, nie trzeba by aż tyle nowych kreować od zera?

  • markowski222

    Oceniono 8 razy 6

    W Niemczech nadal jest sporo małych fabryczek produkujących drobne przedmioty codziennego użytku, niejedna z nich ma długą historię, co można zobaczyć w Galileo. Ale Niemcy są patriotami zakupowymi i zamożnym społeczeństwem, czego o nas powiedzieć nie można
    W Polsce mamy tradycję produkcji dobrych mebli, szkła i ceramiki. Te dziedziny, wsparte nowoczesnym designem mają szansę na stworzenie marek które mogą konkurować na rynkach europejskich

  • hummer_my_vehicle

    Oceniono 7 razy 5

    Jeszcze Radom fabryka broni VIS reaktywacja

  • saammm

    Oceniono 7 razy 5

    Oczywiście najlepiej zarabiają formy, które sprzedają pod własną marką. Ale już nieco oklepane słowa "zapłaciłbym/ciłabym trzy razy więcej" to tylko słowa. W praktyce zdecydowana większośc kieruje się przy zakup[ie ceną kupując produkty najtańsze, lub kierując się stosunkiem ceny do jakości- ale też do pewnych granic. Zagraniczne firmy produkuja u nas niekoniecznie ze względu na jakość(choc ta musi być oczywiście utrzymana w pewnych granicach), ale właśnie ze względu na tańszą niż u siebie siłe roboczą, tani miejscowy surowiec...kiedy nasze zarobki wrosną powyżej pewnej granicy, Szwedom nie będzie sie juz opłacało produkować u nas, zainwestują we własnych pracowników, albo przeniosa produkcję w tańsze regiony...ci do ekologii- nie ma dobrego wyjścia, natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że recykling plastików u nas praktycznie nie istnieje, a szkło nie zalega w niezmienionej postaci przez setki tysięcy lat...to nie szkło, nie inne materiały pływają po oceanach, zalegają na hałdach i zasmiecają praktycznie każdy kawałek ziemiprowadząc do śmierci setek tysięcy zwierząt...

  • mecenas.kuszelas

    Oceniono 4 razy 4

    Tak z ciekawości wszedłem na stronę ww. producenta regałów :) Szafka na obuwie 2200 zł, regał (na książki?) ponad 5000 zł :) Takie retoryczne pytanie. Kogo na to stać? Kupię jak już wszyscy zostaniemy zatrudnieni w charakterze asystentów w NBP:)

  • bill47

    Oceniono 4 razy 4

    A co z naszym "GRAFENEM,, , też nic z tego nie wyszło , a miały być miliardy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX