Nasze lokum już niedługo może przypominać te mieszkania, które oglądaliśmy w filmach science-fiction

Nasze lokum już niedługo może przypominać te mieszkania, które oglądaliśmy w filmach science-fiction (fot. Shutterstock)

archeologia przyszłości

Warzywa hodowane z pomocą aplikacji i domowy robot-asystent. Już niedługo będziemy żyć jak Jetsonowie

Jak będą wyglądać nasze mieszkania i domy w przyszłości? Czy czeka nas życie w pełni zautomatyzowanych, zmieniających się w ramach potrzeb lokalach, jak mieszkanie bohatera "Piątego elementu"? A może mieszkania będą futurystycznymi projektami naszpikowanymi elektroniką, jak dom z "Ex-Machiny" lub ten zamieszkiwany przez Tony'ego "Iron Mana" Starka?
Gdy pół wieku temu pierwszy człowiek postawił stopę na Księżycu, codzienne sprzęty jak płyty CD czy czytniki e-booków pozostawały w sferze science fiction. Kilka dekad później stały się powszechne. A co przyniesie nam przyszłość? W jakich domach będziemy mieszkać, czym jeździć do pracy? W cyklu "Archeologia przyszłości" próbujemy przewidzieć, jak będzie wyglądać nasza codzienność za piętnaście-dwadzieścia lat.

Od najmłodszych lat fascynowało mnie mieszkanie bohaterów kreskówki "Jetsonowie": z samobieżnymi chodnikami, robotami do czesania i mycia zębów, a nawet z automatyczną szafą i robo-nianią przygotowującą śniadania. I chociaż wątpię, by ktokolwiek pracował nad robotycznymi ramionami wyrastającymi z łazienkowego lustra, by uczesać wciąż śpiącego lokatora, to wiele pomysłów z filmów science fiction funkcjonuje od pewnego czasu: automatyczne odkurzacze, soniczne szczoteczki do zębów, uzdatniacze powietrza i wody. Ba, mamy nawet konsole do gier wykrywające ruch użytkownika, które - jak w kultowej "Pamięci absolutnej" - mogą być świetnym domowym trenerem fitness.

Automatyczna szafa parowa LG Styler (mat. prasowe)
Automatyczna szafa parowa LG Styler (mat. prasowe)

Lodówki potrafią same zamawiać jedzenie, a ogrzewanie, klimatyzację, rolety i bramy możemy obsługiwać na odległość za pomocą aplikacji w smartfonie. Możemy nawet nastawić ekspres do kawy tak, by gorący napój pojawiał się w filiżance w chwili, gdy rano przekraczamy próg kuchni. Brakuje tylko automatu do prasowania, choć już kilka firm pokusiło się o skonstruowanie szaf, w których wiesza się pomięte ubrania, by wyciągnąć je po kilku chwilach wyprasowane i pachnące. Automatyczna szafa parowa - bo taką nazwę nosi urządzenie - jest ekonomicznie wciąż mało interesująca, bo jej koszt to ponad dwa tysiące dolarów. Ale za kilka, kilkanaście lat może się okazać, że nie jest wcale tak kosztowna i tradycyjne żelazka wylądują na śmietniku historii. W końcu, gdy na początku XX wieku pojawiły się pierwsze lodówki, opinia publiczna dość zgodnie twierdziła: "To się nie przyjmie".

Ale zastanówmy się, jak będą wyglądały nasze domy w latach trzydziestych naszego wieku, gdy ludzkość będzie miała bazę na Księżycu, a na Marsa poleci pierwsza misja załogowa. W jakich warunkach będziemy oglądali ludzi stawiających pierwsze kroki na Czerwonej Planecie?

Życie z osobistym asystentem

Od pierwszego filmu o Iron Manie zazdroszczę Tony'emu Starkowi domu. A tak konkretnie to Jarvisa - głosowego interfesju zarządzającego domem i wspomagającego pracę właściciela. Jarvis jest głosem i sercem inteligentnego lokum, wie wszystko i steruje każdym urządzeniem. Zarządza robotami sprzątającymi, robi zakupy, dba o bezpieczeństwo, przypomina o ważnych wydarzeniach i zobowiązaniach. Jest niezwykle skutecznym, działającym dwadzieścia cztery godziny na dobę siedem dni w tygodniu zespolonym z Internetem osobistym asystentem. Fantastyka naukowa? Już nie.

Odkąd na początku tej dekady Apple zaprezentowało światu Siri, cyfrowego asystenta osobistego, Jarvis przestał być tylko wynalazkiem z komiksu. Początkowo z Siri można było korzystać wyłącznie w iPhone'ach, ale szybko stał się częścią oprogramowania innych urządzeń komputerowego giganta. W ubiegłym roku światło dzienne ujrzał Apple HomePod - niewielki supernowoczesny głośnik, który po podłączeniu do sieci oraz serwisów muzycznych staje się nowym typem domowego odtwarzacza muzyki, a po zespoleniu z Siri i innymi smart urządzeniami w domu zmienia się w sterowanego głosem domowego asystenta. Rozwój Siri wymógł też działanie na konkurencji.

Internetowy gigant Amazon stworzył Alexę, za pomocą której możemy głosowo sterować inteligentnymi głośnikami z serii Echo. Microsoft cały czas dopracowuje obecną w systemie Windows Cortanę, a Google rozwija możliwości swojego smart pomocnika o jakże rzeczowej nazwie Asystent Google. Wszystkie te systemy to niejako prototypy Jarvisa: można je połączyć zdalnie z praktycznie wszystkimi smart urządzeniami w domu i sterować nimi głosowo.

Schemat działania systemu Google Home obsługiwanego za pomocą Asystenta Google (mat. prasowe)
Schemat działania systemu Google Home obsługiwanego za pomocą Asystenta Google (mat. prasowe)

Co to oznacza? Za kilkanaście lat nasze życie może wyglądać następująco: jeden z dostępnych na rynku "Jarvisów" obudzi nas o wyznaczonej porze, a kiedy będziemy zwlekali się z łóżka (oby nie chowało się automatycznie, jak w kreskówkach, bo kilku śpiochów może mieć problemy), osobisty asystent zwinie rolety lub rozjaśni zaciemnione na noc inteligentne szyby, włączy ekspres do kawy i "zleci" automatycznemu tosterowi podgrzanie bułeczek. Przy śniadaniu asystent włączy ulubioną muzykę, pokaże wiadomości z kraju i ze świata, a także przeczyta wiadomości. Ba, siedząc przy porannej kawie, będziemy mogli za pomocą poleceń głosowych odpowiedzieć na najpilniejsze maile.

Już teraz serwisy Google coraz precyzyjniej radzą sobie z poleceniami głosowymi, łącznie z szybkim rozróżnianiem języka, w jakim wypowiadane jest polecenie. W funkcję obsługi głosowej wyposażonych jest coraz więcej smart urządzeń, jak telewizory, a nawet piekarniki. Jeden z producentów stworzył piekarnik, który samodzielnie rozpoznaje rodzaj żywności i jej temperaturę oraz na tej podstawie określa czas i temperaturę pieczenia. Urządzenie sterowane jest głosem, a gdyby komuś nie chciało się zaglądać do kuchni, to cały proces pieczenia może oglądać na ekranie smartfona.

Inteligentna lodówka Samsung wyposażona w wielofunkcyjny ekran Family Hub (mat. prasowe)
Inteligentna lodówka Samsung wyposażona w wielofunkcyjny ekran Family Hub (mat. prasowe)

Komputer na ścianie

Wiele wskazuje na to, że nasze domy w pełni zespolą się z Internetem. Przenieśliśmy tam już pracę i życie towarzyskie, więc czemu nie pójść krok dalej? I choć idea jest ciekawa, to pozostaje pytanie: Jak opleść świat wydajnymi łączami internetowymi, które by to wszystko umożliwiały? Od tego mamy wizjonerów.

Elon Musk otrzymał pozwolenie na umieszczenie na orbicie siedmiu, a docelowo dwunastu tysięcy satelitów telekomunikacyjnych, których zadaniem będzie dostarczanie Internetu satelitarnego. Projekt ten nosi nazwę StarLink. OneWeb, projekt analogiczny do inicjatywy Muska, już nawet umieścił na orbicie kilka satelitów, a do końca 2020 roku powinna powstać cała konstelacja 600 obiektów zapewniających dostęp do sieci. Własne, zaawansowane projekty w tej dziedzinie mają też Google i Facebook, bowiem jest o co grać. Dlatego możemy śmiało założyć, że w przyszłości problemy z połączeniem internetowym będą minimalne i nasze domy i mieszkania będą faktycznie koegzystowały w globalnej sieci.

Tylko w jaki sposób komputery będą funkcjonowały w naszych domach? W filmie "Raport mniejszości" z 2002 roku interaktywne ekrany komputerów pojawiały się na szklanych, przezroczystych powierzchniach. Grany przez Toma Cruise'a główny bohater posługuje się komputerem bezdotykowo, przypomina dyrygenta kierującego orkiestrą. Wówczas wydawało się to mało prawdopodobne, ale zaledwie osiem lat po premierze filmu wynalazca John Underkoffler,  jeden z konsultantów naukowych "Raportu mniejszości", zaprezentował światu przyszłość interfejsu użytkownika, czyli tzw. przestrzenne środowisko operacyjne. Oznacza to, że komputer staje się żyjącą częścią pomieszczenia. Ekrany dotykowe przestają być zintegrowaną częścią urządzenia, tylko mogą być wyświetlane na lustrach, szybach, blatach, a nawet na ścianie.

W ubiegłym roku światło dzienne ujrzał projekt Wall++, którego autorzy uważają, że nie ma sensu marnować miejsca na wyświetlacze, wyposażać dom w kosztowne sensory, skoro pełną interaktywność zapewnią ściany. No dobrze, nie takie zwykłe, lecz ściany sensoryczne. Tego typu urządzenia odbierają w czasie rzeczywistym sygnały z otoczenia. Z wyglądu niewiele różnią się od zwykłych, pomalowanych na dowolny kolor ścian. Ich zaletą jest to, że nie są zbyt kosztowne: cena materiałów niezbędnych do stworzenia metra kwadratowego zamyka się w około 70 złotych. Dla porównania: puszka magnetycznej farby do tablic pozwalającej pokryć podobną powierzchnię to koszt około 35 złotych.

Wygląda na to, że komputery z urządzeń osobistych staną się po prostu częścią domu, właśnie takimi "Jarvisami" dostępnymi z każdego miejsca, w każdym czasie, nieustannie zbierającymi i analizującymi wszystkie informacje. Wiele wskazuje na to, że będą nawet potrafiły wyhodować nam ulubioną odmianę truskawek...

Brokuł z adresem IP

Wszystkie hodowane przez Caleba Harpera, naukowca związanego z MIT Media Lab, rośliny mają przypisany sobie adres IP, a dane o "stanie zdrowia" każdej sztuki, jej wzroście i potrzebach przechowywane są w wirtualnej chmurze danych. Caleb Harper wraz z zespołem inżynierów, ekonomistów i biologów tworzy skomputeryzowane, wolne od zmian klimatycznych oraz krążących w powietrzu czy glebie toksyn domowe plantacje. Jego pomysł jest genialny w swej prostocie: chce zastosować sposoby przetwarzania danych do hodowli roślin. W jaki sposób?

Harper przemienił stare, nieużywane pomieszczenie pracowni komputerowej Media Lab Massachusetts Institute of Technology w domową plantację eksperymentalną. Zebrał i pogrupował wszystkie niezbędne informacje o roślinach, ich wzroście i potrzebach i stworzył podstawowe zasady hodowli. Na podstawie tych danych i nieustannie dostarczanych zautomatyzowanych pomiarów komputer dobierał odpowiednie warunki dla krzewów i kwiatów, czyli określał, ile wody, światła i składników odżywczych potrzebują. Po kilku latach pracy zespołowi Harpera, złożonemu z ludzi, którzy nigdy w życiu nie mieli do czynienia z rolnictwem, udało się stworzyć stale prosperującą hodowlę, dającą na tyle pokaźne plony, że są w stanie raz w miesiącu zaprosić 300 osób na ucztę z własnoręcznie uprawianych warzyw. Pomysłodawcy wierzą, że osobiste komputery hodowlane podłączone do serwerów żywnościowych i centrów danych żywności pozwolą w przyszłości każdemu z nas tworzyć własne miniuprawy nawet w niewielkiej przestrzeni mieszkania. Czyli zamiast kupić sałatę, ustawimy w naszym komputerze program, który nam ją po prostu wyhoduje.

Co ciekawe, taką sałatę będziemy mogli nawozić własnymi odpadkami. Bill Gates, jeden z ojców rewolucji komputerowej, ostatnio skupia się na naprawianiu świata. I wychodzą mu całkiem interesujące rzeczy. Niedawno zaprezentował na przykład toaletę, która nie wymaga wody ani kanalizacji, za to dzięki wykorzystaniu odpowiednich związków chemicznych zmienia ludzkie produkty procesu trawienia w nawóz. Projekt skierowany jest przede wszystkim do osób zamieszkujących najbiedniejsze rejony świata, jednak kto wie, czy takie toalety nie pojawią się również w bardziej zamożnych częściach globu. Zdaniem przedsiębiorcy Gatesa w 2030 roku rynek tego typu przybytków będzie wart sześć miliardów dolarów.

Samowystarczalni

Pozostaje ważne pytanie: Skąd wziąć energię do zasilania tych wszystkich cudów techniki? Czym zasilić nasz przyszły supernowoczesny smart dom?

 Paliwa kopalne szybciej przyczynią się do upadku naszej cywilizacji niż jej rozwoju. Według najnowszych danych zanieczyszczenie powietrza odpowiada w tej chwili za większą liczbę zgonów niż palenie tytoniu. Mówimy tu o około dziewięciu milionach przedwczesnych śmierci rocznie w skali świata. Jeśli chcemy przeżyć, musimy przestawić swoje myślenie na tryb "eko". Rozwiązań jest coraz więcej, od solarnych jezdni, przez chodniki odbierające energię z ludzkiego ruchu, po elektrownie wiatrowe, a nawet solarne elektrownie umieszczone na orbicie okołoziemskiej. Ale zanim o tym opowiem, skupmy się na tym, czy nasz przykładowy dom Tony'ego Starka mógłby samodzielnie zaopatrzyć się w całą niezbędną energię. Okazuje się, że tak, a dowiedli tego Polacy.

Rozwiązaniem są perowskity, czyli minerały mające zdolność pochłaniania światła. Naturalny perowskit nie ma zdolności przewodzenia prądu, jednak tworząc go w laboratorium i zmieniając nieco jego strukturę, można nadać mu tę zdolność. Dzięki temu staje się on znakomitym materiałem do tworzenia ogniw fotowoltaicznych. Te w przeciwieństwie do tradycyjnych paneli słonecznych są elastyczne, transparentne i bardzo lekkie, a co za tym idzie - mogą być umieszczone praktycznie na całym budynku. Ponadto perowskitowe źródła energii są wydajne nawet wówczas, gdy promienie słoneczne nie padają na nie pod optymalnym kątem. 

Nad rozwojem technologii pracuje rodzima spółka Saule Technologies. - W tej chwili dysponujemy ogniwami o efektywności 10 procent, co daje 100 watów na jeden metr kwadratowy, ale ostatnie badania pozwoliły stworzyć ogniwo o efektywności 15 procent, co oznacza wynik 150 watów. Jesteśmy w trakcie przenoszenia procesu laboratoryjnego na proces komercyjny. Pierwsza linia produkcyjna zostanie dostarczona nam w sierpniu 2019 roku, a gotowość do produkcji powinniśmy osiągnąć w roku 2020 - mówi Piotr Krych, CEO Saule Technologies.

Spółka podpisała umowę z gigantem z branży budowlanej - Skanska, a ogniwa na bazie perowskitu zostały w ramach testu umieszczone na siedzibie firmy w Warszawie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już za dwa lata mogą rozpocząć się regularne dostawy nowego typu paneli, które Skanska będzie wykorzystywała w swoich inwestycjach.

Według wyliczeń jednorodzinny dom o powierzchni niespełna 100 metrów kwadratowych, pokryty w całości (elewacja, dach, okna) trzeciej generacji ogniwami fotowoltaicznymi na bazie perowskitu, może nie tylko być samowystarczalny energetycznie, ale nawet zasilić trzy inne domy podobnej wielkości. W ciągu roku generuje ok. 41 258,58 kWh, czyli cztery razy więcej niż zużywa w tym okresie przeciętna czteroosobowa rodzina.  - Wszystko to przy wydajności ogniw sięgającej zaledwie 12 procent dla ogniw na ścianach i dachu oraz 6 procent dla tych implementowanych między szybami okiennymi. Co więcej, inwestycja w tego typu panele trzeciej generacji powinna się zwrócić już po niespełna dziewięciu latach - mówi architektka Katarzyna Formela, architekta, która wykonała obliczenia.

Siedziba Saule Technologies we Wrocławiu. Na zdjęciu dr Olga Malinkiewicz (fot. Mieczysław Michalak / AG)
Siedziba Saule Technologies we Wrocławiu. Na zdjęciu dr Olga Malinkiewicz (fot. Mieczysław Michalak / AG)

A co z nadmiarem energii? Mógłby być gromadzony na przykład w tzw. powerwallach, produkowanych m.in. przez Teslę. Jest to typ baterii, która może przechowywać niewykorzystywaną na bieżąco część prądu uzyskiwanego dzięki ogniwom fotowoltaicznym. Byłoby to znakomite rozwiązanie dla coraz popularniejszych samochodów elektrycznych, które mogłyby być zasilane czystą energią solarną, bez konieczności wspierania się paliwami kopalnymi. Z ekodomu przechodzilibyśmy do ekosamochodu i udawali się do pracy. Choć kto wie, czy za kilkanaście lat biura, jakie znamy, jeszcze będą funkcjonowały. Ale o tym i o nowoczesnych sposobach podróżowania w kolejnym odcinku.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarka i redaktorka zajmująca się głównie tematyką popularnonaukową. Związana m.in z Życiem Warszawy i Weekend.Gazeta.pl oraz z Magazynem Wirtualnej Polski.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (31)
Zaloguj się
  • stiopagnomkin

    Oceniono 11 razy 11

    Banda językowych psujów rozpoczęła akcję hodowania roślin. Roślin się się już nie uprawia, plantacje stały się hodowlami , a plantatorzy hodowcami. Wielki sukces językowych trolli.

  • namegoeshere

    Oceniono 10 razy 8

    A tymczasem nawet nie możemy dobrze zaprogramować systemu korekcji lotu (katastrofy samolotu Boeing 737 Max).

  • milosierdzie_gminu

    Oceniono 7 razy 7

    Taaa, a Jetsonm oprócz aplikacji i robotów będzie usługiwać armia sprzątaczek lokali, pakowaczy, doręczycieli, sprzedawców, którzy nie będą Jetsonami, bo nie będą mieli dochodów powyżej średniej krajowej i wolnych sobót oraz niedziel

  • sigizm

    Oceniono 12 razy 4

    "mówi architektka Katarzyna Formela, architekta, która wykonała obliczenia"
    co to jest za nowotwór, pani podfruwajka, pani ministra, pani stolarka od stolarza, albo pani inżynierka elekryczka od inżyniera elektryka ?
    czegoś tak obraźliwego to dawno nie widziałem, brak szacunku kobiety dla kobiety, i brak szacunku dla pięknego zawodu, proszę sobie to przemyśleć

  • isiah.thomas

    Oceniono 5 razy 3

    Dobry bullshit.

  • truten.zenobi

    Oceniono 7 razy 3

    ble ble ble...
    miej więcej to samo myśleliśmy o przyszłości/xxi w. w latach 70 ubiegłego wieku poza komputerami to w zasadzie niewiele się zmieniło - samochody nie latają, roboty za nas nie pracują, ... znów wyzwaniem jest lot na księżyc,

  • wiesiek_cebertowicz

    Oceniono 2 razy 2

    Obejrzyjcie na Polsacie "Nasz nowy dom", jak zyją / wegetuja ludzie w zagrzybionych ruinach bez wody. To dla nich bedzie sedes z IP? Łatwiej o smiałe marzenia, trudniej upprac sie z rzeczywistoscią

  • timtimtim

    Oceniono 2 razy 2

    Technika taka, śmaka, ale zawsze to klasa średnia i ubodzy żyją nędznie, żeby bogaci się bawili. Tak było i planuje się, że ma być.

  • niepolemizujezeswirami

    Oceniono 2 razy 2

    Będąc młodzieżą traktujemy takie udogodnienia bardziej jako ciekawostki i efekciarskie gadżety natomiast w wieku starszym one będą stanowić przeciwwagę niedołęstwu i dawać możliwość samodzielnego funkcjonowania.
    Swoją drogą mechaniczne chodniki na terenie miasta to świetny pomysł, puki co jednak ostatnio wyremontowane, duże przejście podziemne z pięcioma kierunkami wyjścia, przy głównym skrzyżowaniu w moim mieście nie zostało wyposażone nawet w schody ruchome. Owszem, jedynie w windy, które nierzadko psują się, są co prawda naprawiane po dwóch, trzech dniach, ale uważam, że alternatywa w postaci schodów jest bardzo dobra, ponieważ windom można zarzucić np. wolne poruszanie się, wolne otwieranie drzwi, ludziom, nawet nieco starszym nie chce się na to zwlekać.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX