Jennifer Hudson

Jennifer Hudson (fot. shutterstock.com)

ludzie

Oscar, kariera, a potem wielka tragedia. Co się stało w rodzinnym domu Jennifer Hudson?

Strzały są tak precyzyjne, że śledczy nie wątpią: morderca miał już wcześniej do czynienia z bronią. Ofiary to bliscy aktorki, która rok wcześniej zdobyła Oscara. Czy ataku na nich dokonał jej psychofan? A może chodziło o porachunki gangów? Albo sprawcą jest ktoś, kto bardzo dobrze znał tę rodzinę?

Kiedy 24 października 2008 roku Julia odkrywa w salonie ciało swojej matki, a po chwili zakrwawionego brata, w pierwszej chwili bierze się pod uwagę samobójstwo rozszerzone. Ofiary zginęły we własnym domu, w Englewood w południowej części Chicago. Nie ma śladów włamania, nie zginęły kosztowności, gotówka ani kluczyki do samochodu. Biegli szybko stwierdzają jednak, że ułożenie ciał oraz umiejscowienie kul wskazują na udział osób trzecich. Nie było fizycznej możliwości, żeby którakolwiek z ofiar mogła sama się zabić.

Powstaje profil psychologiczny sprawcy, a policja dopisuje kolejne ofiary do lokalnych statystyk. W okolicy na porządku dziennym są rozboje, kradzieże i zabójstwa. Szybko okazuje się, że ofiar strzelaniny z 24 października może być więcej. Bliscy ofiar zgłaszają bowiem zaginięcie 7-letniego Juliana, syna Julii. Policja natychmiast uruchamia Ambert Alert (odpowiednik Child Alertu), a do wszystkich służb trafia rysopis chłopca oraz jego zdjęcie.

Obie ofiary i zaginiony chłopiec są członkami rodziny Jennifer Hudson, afroamerykańskiej gwiazdy Hollywood.

"Niech was Bóg błogosławi"

Półtora roku wcześniej, 25 lutego, Dolby Theatre na Hollywood Boulevard pęka w szwach od gwiazd i celebrytów. 79. ceremonię rozdania Oscarów prowadzi Ellen DeGeneres. Szanse na statuetkę mają m.in. "Infiltracja", "Babel" czy "Dreamgirls" w reżyserii Billa Condona. Historia trzech soulowych piosenkarek z lat 60. ma aż sześć nominacji.

Nazwiska nominowanych do Oscara za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą odczytuje George Clooney. 51-letnia Adriana Barraza oraz 26-letnia Rinko Kikuchi mają szansę zostać nagrodzone za występ w filmie "Babel". O statuetkę walczą także Cate Blanchett, która wystąpiła w "Notatkach o skandalu", Abigail Breslin - z "Małej miss" oraz Jennifer Hudson, która wystąpiła w "Dreamgirls".

I to właśnie nazwisko Hudson pada po słynnych słowach "And the Oscar go to...".

"Gdyby moja babcia była tutaj, nie posiadałaby się ze szczęścia" - mówi aktorka. "Była piosenkarką, miała w sobie ogromną pasję, ale nigdy nie dostała takiej szansy jak ja. Bardzo mi smutno, że nie ma jej tutaj, ale za to jest ze mną moja mama, mój chłopak i moja siostra. Dziękuję Wam wszystkim za wiarę we mnie nawet wtedy, gdy ja sama w siebie nie wierzyłam. Niech was Bóg błogosławi".

Nagroda dla Hudson mimo wszystko jest sporym zaskoczeniem, chociaż wcześniej za tę samą rolę zdobyła Złotego Globa. Krytycy filmowi podkreślają, że o samej Hudson zrobiło się głośno dopiero trzy lata wcześniej, kiedy brała udział w "American Idol". Wprawdzie zajęła w programie dopiero siódme miejsce, ale zasłynęła niesamowitymi możliwościami wokalnymi i zyskała rzeszę fanów. Wielu wierzyło, że mimo przegranej w "Idolu" to właśnie ona odniesie sukces. I tak się stało - podczas przesłuchania do "Dreamgirls" pokonała profesjonalistki, a teraz w Dolby Theatre odebrała nagrodę, o której marzą wszyscy w filmowej branży.

Jeszcze przed rozdaniem Oscarów Jennifer zaczęła pracować nad debiutancką płytą, która kilka miesięcy później zdobędzie Grammy za najlepszy album R&B. Już sama nominacja za rolę w "Dreamgirls" wróży płycie sukces. Hudson awansuje do pierwszej ligi. Wybucha istne "hudsonowe" szaleństwo. Jako pierwsza afroamerykańska piosenkarka Jennifer trafia na okładkę "Vogue'a", a decyzją ówczesnego burmistrza Chicago, Richarda Daleya, 6 marca zostaje "dniem jej imienia". Sypią się kolejne propozycje filmowe, chociaż Hudson na każdym kroku podkreśla, że to muzyka jest dla niej najważniejsza. Jeszcze przed końcem roku można ją zobaczyć m.in. w "Sekretnym życiu pszczół", gdzie gra obok Queen Latifah i Alicji Keys. Na październik planuje wydanie drugiego singla z debiutanckiego albumu, ale te plany pokrzyżuje dramat, który wydarzy się w jej rodzinnym domu, w Englewood.

Englewood (fot. MrHarman / wikimedia.org / GNU Free Documentation License)
Englewood (fot. MrHarman / wikimedia.org / GNU Free Documentation License)

Zemsta czy ostrzeżenie

Trzy dni po zabójstwie 57-letniej Darnell Donnerson, matki Jennifer i Julii, i ich 29-letniego brata, Jasona, w SUV-ie zaparkowanym na parkingu w zachodniej dzielnicy przypadkowi świadkowie odnajdują poszukiwane dziecko. Ciało Juliana, siostrzeńca Jennifer, leży w kałuży krwi na tylnym siedzeniu. Oględziny wykazują, że również zginął od ran postrzałowych. Broń w przypadku wszystkich trzech ofiar jest ta sama - pistolet kalibru 45, porzucony kilkanaście metrów od SUV-a.

Śledczy biorą pod uwagę wszystkie możliwe motywy. Trzeba uwzględnić nie tylko niebezpieczną okolicę, w jakiej mieszkali bliscy Jennifer Hudson, ale także wątek rasistowski. Być może ktoś nie mógł się pogodzić, że czarnoskóra, nikomu nieznana aktorka nagle stała się jedną z najjaśniejszych gwiazd Hollywood. Czy za wymordowaniem członków jej rodziny mogła stać zazdrość i zawiść świata filmowego? Mówiono, że to przez wygraną, że Oscar jest przeklęty i to on sprowadził na rodzinę Hudsonów tragedię. Czy morderstwa mogły mieć coś wspólnego z miłosnymi listami od jednego z fanów, które Jennifer dostawała po wydaniu debiutanckiego singla?

Policja sprawdza wielbicieli aktorki, przesłuchuje pracowników studia nagraniowego, a nawet makijażystki. Miesiąc przed tragedią Hudson zaręczyła się ze swoim chłopakiem Davidem Otungą. Według niektórych teorii informacja o zaręczynach mogła sprowokować jednego z jej licznych fanów do ataku. Hipotez jest wiele, chociaż sama Jennifer zeznaje, że sprawcą mógł być ktoś, kto bardzo dobrze znał dom jej matki i nawyki jego mieszkańców.

I nie opuścisz mnie aż do śmierci

Związek Julii Hudson, siostry Jennifer, i Williama Balfoura był zaborczy, gwałtowny, pełen kłamstw i manipulacji. Balfour wielokrotnie miał mówić Julii: "Kochaj mnie jak nikogo innego". Ograniczał jej kontakty z przyjaciółmi, śledził w drodze do pracy. Jego zazdrość o Julię była wręcz absurdalna - potrafił wpaść we wściekłość nawet wtedy, gdy jej własny syn, kilkuletni Julian, ją całował. Krzyczał wtedy do chłopca: "Zostaw moją żonę!". Zimą 2007 roku Balfour został wyrzucony z domu przez teściową. Czy miała dość jego zachowań? A może właśnie dowiedziała się, że człowiek, którego przyjęła pod dach, spędził siedem lat w więzieniu za usiłowanie zabójstwa i kradzież?

Balfour zeznaje, że nie miał nic wspólnego ze śmiercią teściowej i szwagra. Nie omieszka dodać, że wszystkiemu, co złe, winna jest Julia, która go zdradziła. On w chwili podwójnego zabójstwa miał przebywać w towarzystwie Brittany Acoff-Howard, swojej byłej dziewczyny. Ale zeznania kolejnych świadków pogrążają Balfoura. Według nich od czasu przymusowej wyprowadzki z domu blisko dwadzieścia razy groził Julii, że zabije członków jej rodziny. Mówił: "Jeśli kiedykolwiek mnie opuścisz, zabiję cię, ale najpierw zabiję twoją rodzinę, a ty będziesz umierać ostatnia". 

To wystarcza, żeby postawić Balfoura przed sądem. Przed ogłoszeniem składu ławy przysięgłych, która ma orzekać w sprawie szwagra Jennifer Hudson, wszyscy brani pod uwagę ławnicy muszą wypełnić nietypowe kwestionariusze. Odpowiadają na pytania, czy znają karierę Jennifer, czy oglądali "American Idol", a nawet czy byli członkami Weight Watchers, programu odchudzającego, którego piosenkarka była rzecznikiem prasowym. W końcu wybrano 12 przysięgłych oraz sześcioro ławników rezerwowych, w sumie 10 kobiet i ośmiu mężczyzn zróżnicowanych pod względem rasowym.

Jeszcze przed rozpoczęciem procesu sędzia Charles Burns prosi ławników, aby dla zachowania wiarygodności i obiektywizmu nie oglądali programu "American Idol", ponieważ Hudson ma pojawić się w nadchodzącym odcinku.

Nieodpowiednie miejsce, nieodpowiedni czas

Zaczynają się zeznania bliskich zamordowanych. "Nikt z nas nie chciał, żeby za niego wyszła" - mówi Jennifer o związku jej siostry z Balfourem: "Nie podobało się nam, jak ją traktował".

Obrońca Balfoura, Amy Thompson, argumentuje, że jej klient został kozłem ofiarnym, ponieważ policji zależało na szybkim zamknięciu śledztwa z powodu rozgłosu, jakiego nabrała tragedia w związku z tym, że dotknęła rodzinę znanej aktorki. Thompson podkreśla, że ślady DNA znalezione na pistolecie oraz odciski palców zabezpieczone w SUV-ie nie należały do Balfoura. Przekonuje, że jej klienta nie było w pobliżu domu ofiar w czasie, gdy dokonano morderstw. Biegła sądowa potwierdza, że na broni ani na kierownicy SUV-a nie znaleziono śladów DNA Balfoura, ale to nie znaczy, że nigdy jej nie dotykał. "Mógł mieć rękawiczki, mógł wytrzeć broń i samochód po dokonaniu morderstw" - podkreśla w raporcie. Do ostatniej chwili nie wiadomo, czy to wystarczy, żeby orzec, że Balfour jest winny potrójnego morderstwa.

Na trwający 11 dni proces wezwano ponad 80 świadków. Przysięgli obradowali 18 godzin. Kluczowe okazują się dane z telefonów komórkowych - Balfour nie mógł być przecież w dwóch miejscach jednocześnie. Zanim przysięgli uznają go za winnego, pozwalają mu wygłosić oświadczenie. Składa kondolencje bliskim ofiar, ale do ostatniej chwili utrzymuje, że to nie on zamordował. "Moje najgłębsze modlitwy kieruję do Juliana Kinga" - mówi. "Kochałem go, wciąż go kocham". 11 maja 2012 roku Balfour słyszy wyrok potrójnego dożywocia i 120 lat więzienia za napaść i porwanie.

Jennifer jest obecna na sali sądowej przez cały czas trwania procesu. Po ogłoszeniu wyroku i ona, i jej siostra Julia płaczą. "Czuliśmy miłość i wsparcie ze strony ludzi na całym świecie i jesteśmy bardzo wdzięczni" - pisze w oficjalnym oświadczeniu. "Modlimy się, aby Pan wybaczył Balfourowi te straszne czyny".

Jennifer Hudson z siostrą Julią. Rok 2014 (fot. shutterstock.com)
Jennifer Hudson z siostrą Julią. Rok 2014 (fot. shutterstock.com)

Kilka tygodni po wyroku w rozmowie z Oprah Winfrey wyznaje: "Czuję, że to w dużej mierze nie jego wina, tak się wychował, staraliśmy się okazywać mu miłość, ale to było za mało. Nie wszystko dało się naprawić".

W lutym 2016 roku Balfour udziela wywiadu jednej ze stacji telewizyjnych. Podkreśla, że wyrok skazujący to skutek spisku policji, świadków i prawników przeciwko niemu. Zapytany, dlaczego 7-letni Julian został zamordowany, odpowiada ze stoickim spokojem: "Mógł znaleźć się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie. Może był świadkiem morderstwa?".


Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Joanna Pasztelańska. Dziennikarka, reporterka. Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory prezydenckie w Iranie, zajmowała się sprawą farmy niewolników pod Londynem i ukrytymi w rejonie Prypeci sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Od blisko dwudziestu lat jeździ po Polsce śledząc tematy trudne i niewyjaśnione m.in. dla "Życia Warszawy", "Tygodnika Kulisy" i magazynu "Dziennika Gazety Prawnej". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Znak Horyzont ukazała się książka "Policjanci. Za cenę życia", którą napisała wraz z mężem. W 2018 roku ukazała się ich kolejna książka "Strażacy. Tam, gdzie zaczyna się bohaterstwo" (Znak Horyzont).

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (16)
Zaloguj się
  • oelefante

    Oceniono 9 razy 9

    Proces 11 dni i jest wyrok. U nas procesy o drobne rzeczy ciągną się całymi latami.

  • lestat25

    Oceniono 8 razy 6

    Między wręczeniem Złotych Globów a Oscarów, mija kilka tygodni, nie miesięcy.

  • zdziwiony6

    Oceniono 20 razy 4

    "Nikt z nas nie chciał, żeby się z nim ożeniła"

    Żeby się z nim nie ożeniła!!! Litości!

  • rozterka47

    Oceniono 2 razy 2

    Kluczowe okazują się dane z telefonów komórkowych ...??
    Rozumiem ,że zostawiono miejsce dla wyobraźni czytelników .

  • stako.pl

    Oceniono 2 razy 2

    Słynne słowa o, których pisze autorka to "and the Oscar goes to" a nie "go to". Jak to możliwe, że przepuszczono tekst z błędem ze szkoły podstawowej?

  • izarider

    Oceniono 3 razy 1

    Straszna zbrodnia psychicznego typa. Jeszcze sie pogrążył tekstem o Julianie...

  • cuki.cuki

    Oceniono 6 razy -2

    Nie piszcie tych bzdur!!+

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX