Sneakersy są dobrem kolekcjonerskim

Sneakersy są dobrem kolekcjonerskim (fot. www.szczepanradzki.pl)

zjawisko

Kolekcjonerzy butów tak naprawdę zbierają wspomnienia

Żeby kupić ulubiony model, sneakerheadzi są w stanie czekać w kolejce przez kilka dni. Sneakersy stały się dobrem kolekcjonerskim, kiedy przestały być przeznaczone tylko do aktywności fizycznej.

Mam na imię Kasia i od ośmiu lat mieszkam ze sneakerheadem. Brzmi jak wyznanie osoby uzależnionej, ale w rzeczywistości wywołuje u mnie szczery uśmiech. Bo kolekcjonowanie butów to ekscytująca przygoda, o której opowiadają mi dwie osoby - Fabio (to z nim mieszkam) i Szczepan.

Fabio pochodzi z Włoch, w Warszawie mieszka od prawie czterech lat. Przenosząc się do Polski, najwięcej pakowania miał oczywiście z butami. - Może pozbędziemy się niektórych? Przecież tych nigdy nie nosisz - pytałam podczas przeprowadzki. Odpowiedź była oczywiście negatywna. Na śmietniku skończyły stare jeansy, radio z CD i niepotrzebne papiery, ale nie buty. Do Polski zabrał ze sobą około 70 par. 

Dziś Fabio ma ponad 100 par butów (fot. Katarzyna Żechowicz)
Dziś Fabio ma ponad 100 par butów (fot. Katarzyna Żechowicz)

Wszystkie są cenne i każda z nich to oddzielna historia. Kolekcjonerzy sneakersów, czyli butów sportowych, nazywanych również tenisówkami, tak właśnie traktują swoje "cudeńka" - jako nośniki historii. Potwierdza to Szczepan Radzki, w sieci znany jako Kolekcjoner Butów, z którym kontaktuję się, by dysponować informacjami nie tylko z jednego źródła, nie tylko od jednego sneakerheada.

Kolekcjoner wspomnień

Szczepan, podobnie jak Fabio, zbiera buty od dzieciństwa. Łączy ich to, że obaj urodzili się na początku lat 80. Dzieli pochodzenie geograficzne i sytuacja ekonomiczno-polityczna, w której się wychowywali. Fabio po buty jeździł do najbliższego miasta - Lamezii, albo kupował je w Rzymie, który odwiedzał co jakiś czas, podróżując z rodzicami. Wtedy płaciło się jeszcze w lirach i jak mówią konserwatywni Włosi - "żyło się dużo lepiej".

Szczepan urodził się w Zgorzelcu, a więc przy samej granicy z Niemcami. W Polsce w latach 80. i 90. buty sportowe to towar rzadko spotykany. - Modeli, które interesowały pasjonatów, w zasadzie wcale nie było - opowiada. Po najbardziej pożądane buty do koszykówki - Air Jordan - Szczepan jeździł za niemiecką granicę, do Goerlitz. Ale trzeba było też mieć pieniądze, co wówczas stanowiło taki sam problem, jak dostępność towarów na półkach. Gdy jako dorosły człowiek zaczął zarabiać, zafundował sobie "powrót do przeszłości" - kupując buty. - Kolekcjonuję wspomnienia z dzieciństwa - tłumaczy Szczepan i dodaje: - Zbierając sneakersy, przywołuję emocje z czasów, kiedy w kosza grał Michael Jordan. To w latach 80. i 90. powstawały najlepsze edycje butów koszykarskich. Sneakersy z tamtych czasów uważane są za kultowe  - tłumaczy. 

Szczepan Radzki (fot. szczepanradzki.pl)
Szczepan Radzki (fot. szczepanradzki.pl)

Najważniejsze jest dla niego, aby dany model krył jakąś historię. Na przykład Air Jordan XII Flu Game - nazwa odnosi się do konkretnej rozgrywki z finałów NBA w 1997 roku. 11 czerwca Chicago Bulls zmierzyli się w piątym meczu z Utah Jazz, wygrywając dwoma punktami. Spotkanie zapowiadało się kiepsko dla gwiazdy Chicago Bulls - Michaela Jordana, który był wtedy chory ("flu" - z angielskiego "grypa"). Mimo to zdobył dla swojej drużyny 38 punktów. Ta liczba została nadrukowana na piętę buta w edycji z 2009 roku, wraz z datą meczu i wykrzywioną emotikonką, mającą oznaczać zły stan zdrowia Jordana. Co ciekawe, tuż po meczu koszykarz podarował swoje buty (wraz z autografem) chłopcu od podawania piłek z drużyny Utah - Prestonowi Trumanowi, za to, że ten dostarczył mu jego ulubioną przedmeczową przekąskę: krakersy i sok jabłkowy. Po latach buty osiągnęły na aukcji cenę prawie 105 tysięcy dolarów. Reedycja modelu Air Jordan XII Flue Game jest dziś trudno dostępna i kosztuje od około 1600 do 2400 złotych.

Fabio, opowiadając o swoich butach, też zawsze przywołuje jakąś ciekawą historię albo skojarzenie. W kolekcji ma na przykład żółte Asics Onitsuka Tiger, które stały się popularne, ponieważ były częścią stylizacji Umy Thurman w filmie "Kill Bill" Quentina Tarantino. Model jest szeroko dostępny i kosztuje niecałe 400 złotych, ale dla Fabio ma szczególne znaczenie ze względu na uwielbienie dla amerykańskiego reżysera. Dużo cenniejsze z ekonomicznego punktu widzenia są Nike Jordan I z 1985 roku (pierwsza edycja kultowego modelu), które też ma w kolekcji. Najwięcej zabawy dostarczają mu natomiast Reebok Pump z limitowanej edycji "7 grzechów głównych". Fabio ma zielone - oznaczające zazdrość, ale są też żółte - symbolizujące chciwość, fioletowe - dumę czy czerwone - gniew. Buty wyposażone są w specjalną pompkę, dzięki której lepiej dopasowują się do stopy właściciela.

Takie buty były częścią stylizacji Umy Thurman w filmie 'Kill Bill' Quentina Tarantino (fot. Katarzyna Żechowicz)
Takie buty były częścią stylizacji Umy Thurman w filmie 'Kill Bill' Quentina Tarantino (fot. Katarzyna Żechowicz)

Rynek, który stale rośnie

Najwięcej sneakerheadów pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, uważanych za kolebkę tej subkultury, ale w czołówce jest również Wielka Brytania. Najobszerniejsze kolekcje liczą nawet kilka tysięcy par. W 2012 roku Jordy Geller z Nevady zarejestrował swoją w Księdze rekordów Guinnessa. Zgromadził wówczas 2388 par butów. Dziś najbardziej znani sneakerheadzi mają nawet dwa razy tyle. Najcenniejsze kolekcje mogą być warte nawet kilka milionów dolarów. Według internetowych źródeł zbiór sneakerheada znanego w mediach społecznościowych jako Shoebutter wyceniany jest na 5 milionów dolarów, ale on sam w jednym z wywiadów stwierdził, że realna wartość to milion. 

Społeczność sneakerheadów jest mocno aktywna w sieci - jej członkowie komunikują się ze sobą na swoich stronach i forach. Lubią też spotykać się "w realu". Jedno z najważniejszych międzynarodowych wydarzeń tego typu nosi nazwę Sneakerness i odbywa się w wybranych miastach z całego globu. Pod koniec września zeszłego roku impreza miała miejsce w Warszawie, w maju 2019 roku zawita do Zurichu i Londynu, a w lipcu do Amsterdamu. Inne ważne wydarzenie to Complex Con - prawdziwy festiwal kultury pop, podczas którego moda spotyka się z muzyką, sztuką, sportem i edukacją.

Sneakersy stały się towarem kolekcjonerskim wtedy, gdy przestały być przeznaczone tylko do aktywności fizycznej. Historia butów sportowych sięga czasów Charlesa Goodyeara, który opatentował wulkanizację gumowej podeszwy. Pierwsze buty do biegania powstały w 1860 roku (w 2015 roku można było je oglądać na wystawie "The Rise of Sneaker Culture" w Muzeum w Brooklynie). Prawdziwa rewolucja nastąpiła jednak w 1917 roku wraz z nadejściem Converse All Star - pierwszych butów do koszykówki, które zaczęto nosić również poza boiskiem. W latach 50. robił to James Dean, a w ślad za nim cała masa młodych ludzi z całego świata. Ledwie kilka lat wcześniej, bo w 1948 roku, niemieccy bracia Dassler, znani z produkcji obuwia sportowego już od drugiej dekady XX wieku, podzielili wspólny biznes - Adi Dassler założył firmę Adidas, a jego brat Rudi firmę Puma - obie kluczowe dla dzisiejszego rynku sneakersów.

Nike jest jednym z największych graczy na rynku sneakersów (fot. szczepanradzki.pl)
Nike jest jednym z największych graczy na rynku sneakersów (fot. szczepanradzki.pl)

Jeśli na rynku sneakersów można mówić o datach przełomowych, to taką był rok 1984, kiedy Michael Jordan podpisał umowę z Nike, dając początek najsłynniejszej linii sneakersów w historii - Air Jordan. Mniej więcej w tym samym okresie do gry o popularność włączyła się firma Reebok, której ogromnym sukcesem okazał się wyprodukowany w 1982 roku damski model Freestyle do aerobiku.

We wszystkich przypadkach liczyła się nie tylko estetyka, ale również technologia. Jednym z najbardziej genialnych wynalazków Nike jest system Air, czyli poduszka z powietrzem, która amortyzuje ruchy. Z kolei Reebok zaproponował wspomniany wcześniej system Pump.

Dziś te same firmy kontynuują wyścig o prym w świecie sneakersów, choć po piętach depczą im już nowi gracze. Butami sportowymi zaczęli interesować się projektanci kojarzeni do tej pory z szykiem i luksusem, a więc mocno oddaleni od "naturalnego środowiska" sneakersów. Te w latach 80. i 90. wiązały się raczej ze stylem ulicy: hiphopowcami, breakdancerami i innymi młodzieżowymi subkulturami, uważanymi prędzej za margines niż elitę społeczną. Teraz buty sportowe firmują swoimi logo takie domy mody jak Gucci, Chanel, Fendi czy Tom Ford. Oczywiście z luksusową marką wiąże się również luksusowa cena. Przykładowo za tenisówki Chanel z najnowszej kolekcji trzeba zapłacić 950 dolarów.

Pasja czy dobry biznes?

Biznes napędzają również współprace sportowych firm ze znanymi osobistościami. Przykładem są kolekcje Kanye Westa dla marki Adidas, czyli buty Yeeze, po które w sklepach ustawiają się kolejki. Dwa lata temu głośno było o modelu Yeezy 350 w wersji Czarny Pirat ("Pirate Black"). W Polsce można było je kupić jedynie w Warsaw Sneaker Store. Klienci czekali pod drzwiami nawet cztery doby (a była zima), w dzień rozgrzewając się kocami i herbatą, a noc spędzając w zaparkowanych przed sklepem samochodach.

Biznes napędzają również współprace sportowych firm ze znanymi osobistościami. Przykład - kolekcje Kanye Westa dla marki Adidas (fot. Katarzyna Żechowicz)
Biznes napędzają również współprace sportowych firm ze znanymi osobistościami. Przykład - kolekcje Kanye Westa dla marki Adidas (fot. Katarzyna Żechowicz)

Szczepan jest przeciwnikiem tego rodzaju zakupów. - Nigdy nie stałem w kolejce po buty - mówi. - Nienawidzę tłumów i bardzo szybko się frustruję. Woli "shopping" przez internet, albo - jeśli jest taka możliwość - załatwia sprawę "po znajomości". Kilka lat temu dostał ze sklepu informację o dostępności wymarzonych Jordan IV Bred. Miał je odebrać tego samego dnia, ale po prostu zapomniał. Buty przeznaczone dla Szczepana sprzedano komu innemu, a on bardzo długo nie mógł sobie tego darować. W tym roku ten sam model ponownie będzie w sprzedaży. Szczepan musi go mieć.

Fabio w imię posiadania wymarzonej pary obuwia czasami postoi w kolejce, mimo że też nie jest fanem tłumów. "Wystał swoje" w warszawskich Złotych Tarasach, bo miał się tam pojawić najnowszy model Yeeze 350 w charakterystycznym, jaskrawożółtym kolorze. Dwa miesiące temu kupił je za 900 złotych, teraz może sprzedać za dwa razy tyle. Bo buty sportowe to dla niektórych największa pasja, ale bywa też, że życiowy biznes. I tu pojawia się druga strona medalu.

We włoskim programie telewizyjnym "Striscia la notizia" dziennikarze pokazali niedawno, jak wykorzystuje się imigrantów, by stali w kolejce po buty w imieniu osoby, która potem podbija cenę zakupionych par i sprzedaje je dużo drożej w sieci. W wielu sklepach istnieją bowiem ograniczenia co do liczby par butów tego samego modelu, które może kupić jedna osoba. W Polsce też zdarzają się podobne praktyki, czyli wynajmuje się staczy kolejkowych w zamian za ustalone wynagrodzenie. Na pytanie, czy podstawiłby kogoś do sklepu w swoim imieniu, Szczepan odpowiada: - Nie, ja bym tak nie zrobił, ale to rynek dyktuje warunki zachowań i wszędzie zdarza się patologia. Wiem, że  zachodnie sklepy blokowały taką sprzedaż - jeśli kupiło się buty, trzeba je było od razu włożyć na nogi.

Szczepan Radzki (fot. szczepanradzki.pl)
Szczepan Radzki (fot. szczepanradzki.pl)

Według Szczepana istota kultury sneakers wynika z prawdziwej pasji i chęci posiadania wymarzonych butów, a nie zarabiania, choć nie chce wchodzić w drogę tym, którzy myślą inaczej. Radzki przywołuje też inną sytuację związaną z zarobkowym podejściem do tematu. Na ten pozornie łatwy i szybki sposób dorobienia sobie kilkuset złotych często decydują się nastolatkowie. Pożyczają sporą sumę od rodziców albo znajomych i kupują po 2-3 pary butów. Problem w tym, że nie mają wystarczająco dużo doświadczenia oraz wiedzy i zdarza się, że inwestują w nietrafione modele. Pojawia się kłopot z odsprzedażą, jednocześnie nastolatek musi szybko oddać pożyczone pieniądze. A wystarczyłoby przetrzymać sneakersy kilkanaście miesięcy i prawdopodobnie udałoby się je sprzedać w atrakcyjnej cenie. Zazwyczaj zyskują one na wartości po upływie czasu - kiedy dany model przestaje być dostępny w sklepach. Najwięcej można zarobić na limitowanych edycjach, i niekoniecznie mowa tu o takich liczbach jak tysiąc czy dwa tysiące par. Czasami w mig rozchodzi się i milion, a gdy tylko pojawi się informacja "sold out", ich wartość rynkowa wzrasta.

Kolekcjonerzy często robią zakupy przez specjalne aplikacje. Na przykład w aplikacji SNEAKERS Nike można "zapisać się" w wirtualnej kolejce po buty albo ustawić sobie przypomnienie, kiedy ma rozpocząć się sprzedaż. Gdy skończy się odliczanie, trzeba jak najszybciej kliknąć przycisk "kupuj" i jeśli uda się zrobić to przed innymi, wymarzone buty przywiezie kurier. Ale najbardziej pożądane modele rozchodzą się w kilka sekund. Wiem, bo Fabio nieraz prosił, byśmy działali "na cztery ręce", a więc oboje próbowali kupić ten sam model - oczywiście dla niego. Ostatnio to ja wygrałam wyścig, jemu aplikacja wyświetliła informację, że buty są już niedostępne. 

Gdzie pomieścić kilkaset par butów? A kilka tysięcy? (fot. szczepanradzki.pl)
Gdzie pomieścić kilkaset par butów? A kilka tysięcy? (fot. szczepanradzki.pl)

W domu u sneakerheada

Fabio od początku tego roku kupił "tylko" trzy pary sneakersów. Mało, bo oszczędza na samochód. Szczepan też ograniczył zakupy, w 2018 roku jego kolekcja powiększyła się "jedynie" o 10 par. Wcześniej zdarzało mu się kupować tyle w ciągu  miesiąca. - Nasyciłem się już - tłumaczy. - Zebrałem prawie wszystko, co chciałem mieć. Zostały może 2-3 modele i warianty kolorystyczne, na których mi zależy.

Szczepan ma w swojej kolekcji ponad 200 par butów. Na swoją pasję zarabia, pracując w PR-ze i marketingu, ale mówi, że nigdy nie nadwyrężał domowego budżetu, by kupić sneakersy. Zna jednak osoby, które biorą kredyt, by mieć wymarzony model. - Uważam, że to już nie jest w porządku, ale to ich życie, więc niech robią, co chcą - komentuje.

Kolekcjonowanie butów to również spore przedsięwzięcie logistyczne. Gdzie je przechowywać? - U mnie są wszędzie - mówi Szczepan. Trzyma je w pudełkach, ale te zajmują praktycznie wszystkie zakątki mieszkania. Co jakiś czas wyjmuje je, wietrzy i czyści. Buty nie mogą stać otwarte na półkach, bo niszczą się m.in. od promieni słonecznych. U Fabia (to znaczy u nas) jest podobnie - trzeba znaleźć miejsce dla ponad 100 par. Sneakersy są pod łóżkiem, w szafie na płaszcze przy wejściu do mieszkania i w drugiej, która miała być przeznaczona na moje sukienki. Fabio, podobnie jak Szczepan, chodzi w kolekcjonowanych butach, więc co jakiś czas w podręcznej szafce podmienia modele na te, których aktualnie używa. Mamy też jedną parę na widoku - wyeksponowaną na regale jak dzieło sztuki. Należy do mnie. To damski model zaprojektowany przez Jeremy'ego Scotta, jednego z moich ulubionych projektantów, dla firmy Adidas. Dostałam je od Fabia, gdy jeszcze mieszkaliśmy we Włoszech i nigdy nie nosiłam, bo nie chciałam, żeby się zniszczyły.

W domu Kasi i Fabio jedna para butów zajmuje szczególne miejsce (fot. Katarzyna Żechowicz)
W domu Kasi i Fabio jedna para butów zajmuje szczególne miejsce (fot. Katarzyna Żechowicz)

Kobiet kolekcjonujących buty sportowe jest znacznie mniej, choć Szczepan mówi, że zna kilka. Zapytany o powody męskiej dominacji w kulturze sneakersów odpowiada, że może to wynikać z faktu, że więcej sneakersów projektuje się dla mężczyzn. Choć to ostatnio się zmienia. Pojawia się sporo modeli i kolorów skierowanych tylko do kobiet. Inna sprawa, że kobiety mają większy wybór, jeśli chodzi o rodzaje obuwia - szpilki, baleriny, botki itd. - A faceci najczęściej noszą buty sportowe - mówi Szczepan. - Być może dlatego to w większości męski świat.

Najcenniejsza para w kolekcji Szczepana? Zanim poda odpowiedź, długo się zastanawia. W końcu wskazuje na buty Jordan VII Olimpic, które dostał od swoich rodziców na urodziny. Model wywołuje u niego silnie pozytywne skojarzenia. Po pierwsze, z Barceloną, którą uwielbia, a ten model powstał właśnie z okazji igrzysk rozgrywanych w hiszpańskim mieście w 1992 roku, w których uczestniczył również Michael Jordan ze słynnym "dream teamem". Po drugie, z momentem, gdy otrzymał je w prezencie i był naprawdę szczęśliwy.

Fabio też ma problem z wyborem, ale ostatecznie decyduje: Nike Air Force 180 - buty, które również zapisały się w historii igrzysk z 1992 roku. Grał w nich Charles Barkley, dwukrotny mistrz olimpijski. Reprezentują klasyczny styl koszykarski i mają odrobinę wyższą cholewkę. - Po prostu podobają mi się bardziej niż inne - tłumaczy, a ja wiem, że nie chodzi tylko o estetykę.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Katarzyna Żechowicz. Dziennikarka i pasjonatka Włoch. Stypendystka rządu włoskiego, ukończyła z wyróżnieniem studia o modzie na najstarszym w Europie Uniwersytecie Bolońskim. Oprócz tego jest absolwentką dziennikarstwa i italianistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Obecnie pracuje w mediach i prowadzi własny portal o modzie oraz sklep internetowy Shop My Mood. Kolekcjonuje zagraniczne czasopisma, wśród których szczególne miejsce zajmuje włoska edycja Vogue'a. Uwielbia kuchnię śródziemnomorską, a każde wakacje spędza w ukochanej Kalabrii.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (43)
Zaloguj się
  • bartolomeusz2

    Oceniono 18 razy 14

    Delikatnie mówiąc, ekscentryczne zainteresowanie ;)

    Natomiast ten człowiek, który wziął kredyt, żeby kupić sobie buty, to już niestety wariat. I szczerze mu współczuję, oby ktoś z bliskich go uświadomił i skierował na leczenie zanim swoją chorobą psychiczną skrzywdzi rodzinę (chwała Bogu jeśli jej nie ma). To już jak alkoholizm.

  • angelus-silesius

    Oceniono 12 razy 12

    Żeby kupić ulubiony model, sneakerheadzi są w stanie czekać w kolejce przez kilka dni. Sneakersy stały się dobrem kolekcjonerskim, kiedy przestały być przeznaczone tylko do aktywności fizycznej, albowiem „Dwie są rzeczy nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Nie mam pewności tylko co do uniwersum” [A. Einstein]

  • koment22

    Oceniono 22 razy 10

    Jak poważny facet może zajmować się szmaciakami ? Przecież to nie przystoi. A poza tym dla mnie zawsze Snickers był batonem i takowym pozostanie.

  • jezus.chytrus.krulem.polski

    Oceniono 10 razy 6

    "Kolekcjonerzy sneakersów, czyli butów sportowych, nazywanych również tenisówkami..." - w polsce mówiło się na to adidasy, tenisówki to inny typ obuwia.

    C o to jest radio na CD?

  • smurfmadrala

    Oceniono 5 razy 5

    WSZYSCY ludzie są religijni,
    niektórzy np. oddają cześć pstrokatym kapciom z plastmasy.

  • klm747

    Oceniono 7 razy 5

    chore

  • oyesu

    Oceniono 8 razy 4

    "damski model zaprojektowany przez Jeremy'ego Scotta, jednego z moich ulubionych projektantów, dla firmy Adidas. Dostałam je od Fabia, gdy jeszcze mieszkaliśmy we Włoszech i nigdy nie nosiłam, bo nie chciałam, żeby się zniszczyły."
    zal mi Cie
    Ja mam ulubiony vinyl i teraz niewiem czy go dalej sluchac bo przeciez sie zniszczy, tak samo moj ulubiony japonski noz tez chyba przestane nim kroic. Mam tez ulubiona wode toaletowa ktorej juz dluzej nie produkuja, chyba zaczne tylko parzec na flakon

  • szczegolny_izotop_wegla

    Oceniono 6 razy 4

    Szalone. To jest jakaś fobia lub paranoja. Ale jednego nie można im zarzucić, co rzuciło mi się w oczy, mają doskonały gust. Podobają mi się te modele które tu pokazano i o których jest mowa. Wytłumaczalna jest też ta fascynacja, historią powiązaną z niektórymi modelami jak filmy. Jestem w stanie to zrozumieć, bo sam jestem fanem kina i być może kupiłbym w związku z tym takie buty. Zauważyłem też że moda jest powiązana z nazwą. Zazwyczaj angielskojęzyczna, która podświadomie wprowadza stan umysłu tych ludzi w coś niezwykłego, bo gdyby to się nazywało "buciarstwo", nikt by się tym nie zainteresował i pukano by się w czoło, sneakerheada brzmi naukowo, niezwykle itp. Tak samo jest z innymi terminami, jak na przykład poszukiwanie w śmietniku pokarmów zdatnych do spożycia Freeganizm czy dumpster divingu, zero waste, metroseksualizm, DUCK FACE - nakręcono na ten temat film Zoolander 2, selfie with homless, frozen chook. Jednym słowem nazwy te są chwytliwe i "fajnie brzmiące", zapożyczone, trafiają w głównej mierze do ludzi wpływowych, tym samym podatnych na reklamę i marketing. Podejrzewam że sporo z tych "nowych" "starych" trendów mogą być wręcz wymyślane w celach badawczych przez jakieś koncerny w celu rozeznania się w podatności człowieka na manipulację.

  • twzelnik

    Oceniono 6 razy 4

    Problemy pierwszego świata.
    O tym warto pisać, w końcu dotyczy to co drugiego z nas. Oh, wait...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX