Trafalgar Square w Londynie, w tle - Big Ben

Trafalgar Square w Londynie, w tle - Big Ben (fot: Mateusz Skwarczek/ Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

"Zapytałam pewnego Brytyjczyka, jak głosował w sprawie brexitu. Odpowiedział: ene, due, rike, fake"

Kto dzwoni do muzułmańskiego telefonu zaufania? Na czym polega trauma szkoły z internatem? Dlaczego Anglicy są najmniej patriotycznym narodem w północnej Europie? Milena Rachid Chehab, która przez kilka lat pracowała jako polska korespondentka w Wielkiej Brytanii, stworzyła nietypowy portret mieszkańca Wysp Brytyjskich. - To taki alfabet brytyjski... inaczej - mówi.

W twojej książce "Komu bije Big Ben. Brytyjczycy w sosie własnym" pojawia się mnóstwo bohaterów, którzy składają się na obraz współczesnego Brytyjczyka - jest kamerdyner, londyński taksówkarz, kobieta, która posiada jedną z prawdopodobnie największych kolekcji pamiątek po rodzinie królewskiej, i czarna modelka, która jest dowodem na to, że dyskryminacja ma się tam lepiej, niż by nam się wydawało.

To było dla mnie szokujące. Wydawało mi się, że problem czarnych modelek polega przede wszystkim na tym, że charakteryzatorki nie są przygotowane do pracy z ich skórą - czarni muszą używać zupełnie innych kosmetyków niż biali. Ale gdy Armande opowiedziała mi, że musiała ogolić głowę, bo inaczej nie mogłaby pracować - mało który stylista potrafi układać włosy czarnych - to aż mnie zmroziło. To jednak nie koniec. Spytałam Armande, jaką pracę wykonuje najczęściej. Odpowiedziała, że zwykle pracuje przy przymiarkach. Jej ciało jest wystarczająco dobre, żeby przed pokazem prezentować na nim ubrania danej marki, ale nie jest już na tyle dobre, żeby pokazywać je światu. Czysty rasizm w białych rękawiczkach.

Czarne modelki często muszą golić głowę, bo charakteryzatorki nie umieją układać ich włosów (fot: Shutterstock.com)
Czarne modelki często muszą golić głowę, bo charakteryzatorki nie umieją układać ich włosów (fot: Shutterstock.com)

Wybierając bohaterów do mojej książki, kierowałam się tym, żeby opowiedzieć o najbardziej charakterystycznych elementach kultury brytyjskiej, ale z perspektywy konkretnego człowieka. Każda z tych historii pokazuje również, że obecnie Wielka Brytania znajduje się na dziejowym zakręcie - niektóre tradycje powoli zanikają, jak gra w bingo, pojawiają się nowe trendy - jak przekształcanie kościołów anglikańskich w kawiarnie, o czym też piszę. To taki alfabet brytyjski. inaczej.

Wśród twoich bohaterów pojawiają się też osoby, o których w pierwszej chwili nie pomyślelibyśmy, że są Brytyjczykami, jak islamista Anjem Choudary, pochodzący z Etiopii Mesfin Ali czy Polka Agnieszka.

Ci ludzie w większości przypadków czują się Brytyjczykami. Bo kim są Brytyjczycy? To Anglicy, Walijczycy, Szkoci i Irlandczycy. Ale też osoby mieszanego pochodzenia z byłych kolonii brytyjskich. I takie, które wiele lat temu przyjechały do Wielkiej Brytanii, gdzie zamieszkały na stałe - tu pracują, żyją, zakładają rodziny. W ubiegłym roku przeprowadzono badanie, w którym sprawdzano, kto uznaje siebie za Anglika, a kto za Brytyjczyka. Oczywiście to się często nie wyklucza, ale - co ciekawe - za Anglików dużo częściej uznają siebie zwolennicy konserwatystów niż laburzystów [zwolennicy brytyjskiej socjaldemokratycznej Partii Pracy - przyp. red.]. A wśród tych, którzy głosowali za brexitem dumnych z bycia Anglikiem jest aż 75 proc., podczas gdy tylko 44 proc. tych, którzy głosowali za zostaniem w UE celebruje swoją angielskość. Stereotyp, że Anglik to biały tęskniący za czasami imperium [imperium kolonialne obejmujące terytoria zależne należące do Wielkiej Brytanii lub przez nią zarządzane - przyp. red.] też znikąd się nie bierze - wśród tych, którzy są dumni przede wszystkim ze swojej angielskości jest aż 61 proc. białych i tylko 32 proc. przedstawicieli mniejszości etnicznych. Ci z kolei w trzech przypadkach na cztery deklarują się przede wszystkim jako Brytyjczycy.

Gdy stałam w kolejce na koncert BBC Proms [ostatni wieczór słynnego festiwalu muzyki poważnej w Royal Albert Hall i jedyny moment, kiedy Anglicy otwarcie celebrują swoją dumę narodową, śpiewają pieśni patriotyczne i głośno wykrzykują "Rządź, Brytanio" - przyp. red.] popełniłam faux pas wobec czekającej obok mnie dziewczyny o ciemniejszym kolorze skóry. Zapytałam ją, skąd jest. Odpowiedziała: z Bedfordshire. "Z Bedfordshire? Nie wydaje mi się", przyszło mi do głowy w pierwszej sekundzie, więc drążyłam dalej. No ale skąd jesteś? - dopytałam, mając oczywiście na myśli to, jakie ma korzenie. Zrobiła taką minę, że już trzeci raz nie zapytałam i zrozumiałam swój nietakt. W Wielkiej Brytanii trzeba na to bardzo uważać. Z drugiej strony taki Anjem Choudary, jakby powiedzieć o nim, że jest Brytyjczykiem, śmiertelnie by się obraził. Zależało mi na tym, żeby pokazać złożoność tego społeczeństwa.

Anglicy, jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie pisma "This England", są najmniej patriotycznym narodem w Europie. Jak to możliwe?

Swoją dumę narodową, z dziewięciu ankietowanych nacji, głównie z północno-zachodniej Europy określają najniżej - na 5,8 - w dziesięciostopniowej skali. Jednym z powodów jest obawa, że przez to zostaną posądzeni o rasizm, bo wychodzą z założenia, że granica między celebrowaniem patriotyzmu a nacjonalizmem jest bardzo płynna, a od nacjonalizmu do rasizmu już tylko krok.

W tej chwili odbywa się tam ważna dyskusja na temat brytyjskiego dziedzictwa. Bo jak mówić na przykład o historii, której częścią jest imperium brytyjskie, gdy na przykład w szkolnej klasie siedzą obok siebie potomkowie zarówno kolonizatorów, jak i tych, którzy byli kolonizowani?

My, Polacy, lubimy podkreślać swoją wyższość, powołując się na rozmaite momenty w historii, a "patriota" jest u nas jednym ze słów kluczy, które definiują debatę publiczną. Myślałam, że tam będzie podobnie, że Anglicy będą podkreślali wyższość nad innymi, to że jeszcze niedawno jedna trzecia świata należała do nich. Obcym czasem dają to odczuć, ale nigdy nie wyrażają tego wprost, bo to odebrane byłoby jako nacjonalizm.

Big Ben (fot: Tomasz Wiech/ Agencja Gazeta)
Big Ben (fot: Tomasz Wiech/ Agencja Gazeta)

Co nie znaczy, że nacjonalistów w Wielkiej Brytanii nie ma. Spotkałaś się z jednym z liderów Angielskiej Ligi Obrony, skrajnie prawicowej organizacji, dla której największym wrogiem są mieszkający w Wielkiej Brytanii muzułmanie.

Ian Crossland jest typowym angielskim skrajnym prawicowcem, który używa właśnie tych argumentów imperialistycznych. Uważa, że w Wielkiej Brytanii powinno być tylko do 5 proc muzułmanów. Przekonuje, że muzułmanie się nie asymilują, chcą wprowadzać swoje zasady, boi się, że jego dzieci będą wychowywały się w kraju przypominającym państwa Bliskiego Wschodu. Używa tych samych argumentów, których używał kilka lat temu. I jakoś od tamtej pory żadne radykalne zmiany nie nastąpiły.

Ale radykalni muzułmanie w Wielkiej Brytanii są.

Są, choć w ponadtrzymilionowej społeczności to garstka. Ale proporcjonalnie dużo więcej się o nich mówi. Uwielbiają ich zwłaszcza tabloidy, co - jak udowodnili naukowcy z Exeter - mocno wpływa na nastroje antymuzułmańskie. Niestety, z badań wynika, że tylko 17 proc. nagłówków prasowych mediów mówi o islamie neutralnie lub pozytywnie. Pięć najczęstszych przymiotników, jakimi określa się w mediach muzułmanów to radykalni, fanatyczni, fundamentalistyczni, ekstremistyczni i wojujący, a na każdą historię o umiarkowanych muzułmanach przypada 21 tych o ekstremistach.

Nie twierdzę, że ekstremistów nie ma w ogóle. Sama pisałam o szkołach w Birmingham, które miały być przez nich zdominowane. Chcieli wprowadzić islam do szkół, chcieli, żeby dziewczynki siedziały osobno i chłopcy osobno, żeby nie było lekcji muzyki - radykalni muzułmanie uważają, że można śpiewać tylko a capella. Ale takie przypadki są naprawdę rzadkie, a jeśli chodzi o radykałów z Birmingham szybko wyszło na jaw, jakie mają zamiary i zostali natychmiast spacyfikowani. Mechanizmy bezpieczeństwa zadziałały.

Spotkałaś się z Anjemem Choudarym - największym ekstremistą muzułmańskim w Wielkiej Brytanii. W 2016 roku został skazany na 5,5 roku więzienia za wspieranie tzw. Państwa Islamskiego, w październiku 2018 roku został warunkowo zwolniony. Był przywódcą zakazanej w 2010 roku radykalnej grupy o nazwie Al-Muhajiroun (Emigranci), na jego nauczanie powoływało się wielu terrorystów: m.in. jeden z odpowiedzialnych za zamach terrorystyczny na London Bridge w czerwcu 2017 roku. Dlaczego postanowiłaś z nim porozmawiać?

Chciałam się dowiedzieć, co myślą takie osoby, jak on - który wychowywały się w Wielkiej Brytanii, a jednak są bardzo radykalne. Większość muzułmanów żyjących na wyspach to zwyczajni obywatele, którzy nie zamykają się w gettach. Oczywiście, że wielu się modli, poszczą w ramadan. Jedne kobiety się zakrywają, inne nie. Ale nie domagają się wycofania alkoholu ze sklepów czy uznawania wyroków sądów religijnych np. w sprawach dotyczących rozwodów. Nie uważają, że ich narodowość i wyznanie się wzajemnie wykluczają. Bo bycie porządnym Brytyjczykiem i porządnym muzułmaninem się nie wyklucza.

Muzułmanki na stacji metra w Londynie (fot: Shutterstock.com)
Muzułmanki na stacji metra w Londynie (fot: Shutterstock.com)

Jak w przypadku Salehy Islam, szefowej muzułmańskiego młodzieżowego telefonu zaufania, do którego między innymi dzwonią ze swoimi problemami brytyjscy wyznawcy islamu młodego pokolenia. Dlaczego zwracają się po pomoc?

Bo chłopak, którego dziewczyna poznała przez Internet i z którym parę razy się spotkała, zaczął wymuszać od niej pieniądze i grozić, że jeśli mu ich nie da, wyjawi rodzicom, że z nim spała. Bo młody człowiek zapomniał słów modlitwy i prosi o ich przypomnienie, bo boi się przyznać rodzicom. Bo dziewczyna spotykała się potajemnie na studiach z chłopakiem, a on stwierdził, że pochodzą ze zbyt różnych kultur i porzucił ją zhańbioną.

Te dzieciaki należą zwykle do trzeciego pokolenia imigrantów, żyją na styku różnych kultur. Z jednej strony są bardzo brytyjskie, bo praktycznie nie znają życia poza Wielką Brytanią, z drugiej w domu wciąż wychowywane są według zasad, które ich rodzice pamiętają ze swojego dzieciństwa np. na pakistańskiej prowincji. Wiele z tych dzieci ma przez to problemy z własną tożsamością, próbują jakoś łączyć to, co słyszą w szkole i od znajomych z tym, czego są uczone w domu. I znaleźć w tym swoją drogę. To dziewczyny, które wychodzą z domu ubrane w hidżab, a gdy tylko wyjdą za róg, go zdejmują i zakładają ponownie, gdy są w drodze do domu. To dziewczyny, które boją się przyprowadzać do domu swoich chłopaków, bo wiedzą, że rodzice ich nie zaakceptują. I takie, które - mimo że to nielegalne w Wielkiej Brytanii - mogą zostać wysłane za granicę, najczęściej do kraju przodków, żeby zawrzeć przymusowe małżeństwo. Część takich wyjazdów udaremniają służby na lotnisku. Wiedzą na przykład, że jeśli w torbie dziewczyny schowana jest łyżeczka, to sygnał, że prawdopodobnie rodzina wysyła ją wbrew jej woli do kraju pochodzenia właśnie po to, by wyszła za mąż.

W jaki sposób ludzie pracujący w telefonie zaufania pomagają tym dzieciakom?

Chodzi przede wszystkim o to, żeby wysłuchać, a nie dać konkretne rozwiązanie. Dla tych dzieciaków ważne jest, że rozmówca mówi ich językiem, a w przypadku religijnego telefonu zaufania - że mówi językiem wiary. One chcą usłyszeć, że Bóg je kocha, że będzie przy nich zawsze, nawet jeżeli rodzina się odwróci. Osoby niereligijne tego nie rozumieją, ale do tych osób, które wierzą, takie słowa trafiają.

Muzułmanka z dziećmi na londyńskiej ulicy (fot: Shutterstock.com)
Muzułmanka z dziećmi na londyńskiej ulicy (fot: Shutterstock.com)

W książce podejmujesz również temat brexitu.

Uznałam, że to ważne, żeby ten temat pojawił się w książce. Z Agnieszką, która opiekuje się w Wielkiej Brytanii dziećmi z autyzmem, rozmawiałam krótko po tym, jak ogłoszono wyniki głosowania. Dokładnie opowiedziała mi, jak to jest, kiedy jednego dnia czujesz się chciana, czujesz się częścią danego społeczeństwa i wszystko jest w porządku, a następnego sytuacja zmienia się radykalnie: jedziesz pociągiem, patrzysz na ludzi wokół i wiesz, że co druga osoba zagłosowała, żeby ciebie tam nie było. Bo do tego brexit się sprowadził - większość głosowała po prostu przeciwko wpuszczaniu imigrantów do Wielkiej Brytanii.

Niestety ta silna kampania przed referendum, która nakręciła Brytyjczyków, żeby zaczęli myśleć, że oni tylko dają, a nic nie dostają w zamian, okazała się skuteczna. Nikt nie pamięta już jednak, jak Wielka Brytania wyglądała, zanim stała się częścią Unii Europejskiej. Przemysł był na skraju zapaści, gospodarka rozwijała się dwa razy wolniej niż francuska, niemiecka czy włoska. Dlaczego Tony Blair otworzył rynek pracy dla cudzoziemców z Unii Europejskiej? Bo Wielka Brytania potrzebowała taniej siły roboczej, bo nie miał kto budować domów, sprzątać ulic czy pracować w fabrykach.

Z drugiej strony obecność imigrantów zrodziła różne problemy, z którymi kraj nie do końca sobie poradził. Ludzie czują się sfrustrowani.

I wyrzucili swoją frustrację podczas głosowania, ale chyba nie zdawali sobie sprawy, że to, w jaki sposób się wypowiedzą, będzie miało swoje konsekwencje. Pamiętam, jak w ramach pracy jako korespondentka, pojechałam do jedynej londyńskiej gminy, która zagłosowała za brexitem, i zapytałam pewnego młodego chłopaka, w jaki sposób podjął decyzję, na którą opcję głosować. I on mi mówi: eeny, meeny, miny moe, czyli po polsku ene, due, rike, fake. Może to był jednostkowy przypadek, ale jeśli nie i niektórzy Anglicy właśnie za pomocą wyliczanki decydowali o tym, czy wyjść z Unii, czy w niej pozostać, to jest to trochę przerażające.

Zamrożenie brexitu to marzenie brytyjskich liberałów (fot: Shutterstock.com)
Zamrożenie brexitu to marzenie brytyjskich liberałów (fot: Shutterstock.com)

Milena Rachid Chehab: Brexit sprowadził się do głosowania przeciwko wpuszczaniu imigrantów do Wielkiej Brytanii
Milena Rachid Chehab: Brexit sprowadził się do głosowania przeciwko wpuszczaniu imigrantów do Wielkiej Brytanii

Nie tylko to mnie jednak przeraziło. Zwróć uwagę, jak brexit analizuje Nick Duffell, kolejny bohater mojej książki, psycholog i psychoterapeuta, specjalizujący się w leczeniu traumy u osób, które skończyły szkołę z internatem. Sam również jest jej absolwentem. Od 20 lat prowadzi badania na temat wpływu takich placówek na psychikę absolwentów, a niektórym po takich doświadczeniach pomaga poskładać się na nowo.

Podpierając się wieloma konkretnymi przykładami, Duffell sugeruje, że na podejście brytyjskich elit do brexitu mogło mieć wpływ wychowanie, jakie odebrały one w prywatnych szkołach z internatem. Poczucie wyjątkowości, często niczym nieuzasadnione, które jest im tam wpajane, a także swoistej bezkarności spowodowało również aroganckie podejście polityków do relacji Zjednoczonego Królestwa z Unią.

Wielu absolwentów cierpi też na boarding school syndrome, który polega na przekonaniu o byciu niekochanym i porzuconym.

Pierwszy problem boarding school jest taki, że dziecko już w wieku pięciu lat przestaje mieszkać z rodzicami, wraca do domu tylko na weekendy i ferie. Dorasta więc w poczuciu, że jego bliscy wolą, żeby ono było daleko, bardzo trudno mu uwierzyć, że jest kochane. Druga sprawa to sama szkoła, w której w kwestii sposobu nauczania, traktowania i prowadzenia uczniów, praktycznie od lat nic się nie zmieniło. Rządzi zimny wychów i ostra dyscyplina.

Uczniowie szkoły z internatem (fot: Shutterstock.com)
Uczniowie szkoły z internatem (fot: Shutterstock.com)

Eton College - jedna z brytyjskich szkół z internatem (fot: Wikipedia)
Eton College - jedna z brytyjskich szkół z internatem (fot: Wikipedia)

Jak opowiadał mi Duffell, dzieciaki radzą sobie w takiej szkole na trzy sposoby. Pierwszy typ to typ uległy, który szybko orientuje się, że najłatwiej przetrwać boarding school, trzymając głowę spuszczoną, nie pakując się w kłopoty, akceptując system. To są potem ludzie, którzy trafiają do wojska, Kościoła, korporacji w londyńskim City albo do polityki. Drugi typ to buntownik, który cały czas kwestionuje zasady panujące w szkole - ciągle przesuwa granice, sprawdza, jak daleko może się posunąć. Duffell był właśnie typem buntownika. Jego ojciec, który całe życie zbierał pieniądze, aby móc wysłać syna do takiej szkoły, prawie się załamał, kiedy jego dziecko po zrobieniu dyplomu w Oxfordzie, zatrudniło się jako stolarz i dopiero lata później przekwalifikowało się na psychologa.

A trzeci typ?

To typ strzaskany, który nie jest w stanie poradzić sobie z traumą szkoły z internatem. Łatwo staje się ofiarą molestowania czy szkolnego nękania. Może cierpieć na depresję, mieć problemy z budowaniem bliskich relacji. Cały czas czuje, że ktoś ma wobec niego oczekiwania, których on nie jest w stanie spełnić, żyje w wiecznym poczuciu winy, że nie jest wystarczająco dobry. Takim typem jest między innymi książę Karol.

Książę Karol i gen. Patricia Horoho z U.S. Army (fot. Army Medicine / Flickr.com / CC-BY-2.0)
Książę Karol i gen. Patricia Horoho z U.S. Army (fot. Army Medicine / Flickr.com / CC-BY-2.0)

W Wielkiej Brytanii tylko 7 proc. populacji skończyło takie szkoły. Poznałam kilku absolwentów tych placówek. Jeden z nich powiedział mi, że postanowił nie wysyłać swoich dzieci do szkoły z internatem, ale boi się, że ten "gen boarding school" i tak zostanie im przekazany. Spytałam go, jak długa jest w jego rodzinie tradycja posyłania dzieci do takich placówek. Odpowiedział, że ponad 700 lat. I on ma na to dokument!

I wiesz, co jest ciekawe? Połowa ludzi z rządu Davida Camerona była kształcona w prywatnych szkołach, przeważnie z internatem.

KSIĄŻKA DOSTĘPNA W PUBLIO.PL W DOBREJ CENIE>>>

'Komu bije Big Ben', wydawnictwo Agora (materiały prasowe/ Agencja Gazeta)
'Komu bije Big Ben', wydawnictwo Agora (materiały prasowe/ Agencja Gazeta)

Milena Rachid Chehab. Dziennikarka dwukrotnie nominowana do nagrody Grand Press w kategorii wywiad, od niedawna redaktorka. Ukończyła MISH na Uniwersytecie Warszawskim, przez rok studiowała również na Kingston University w Londynie. Od kilkunastu lat pisze o Wielkiej Brytanii, głównie na łamach Magazynu Świątecznego Gazety Wyborczej, Dużego Formatu, Wysokich Obcasów i Przekroju. Mieszka w Warszawie i Lublinie.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (194)
Zaloguj się
  • eye_of_ra

    Oceniono 53 razy 39

    Brexit to taka brytyjska szarża lekkiej brygady w 21 wieku. Wszyscy wiedzą, że to absurd i ekonomiczne samobójstwo ale i tak to zrobimy bo taki jest rozkaz. Powodów brexitu są dziesiątki jak nie setki zaczynając od odrażającej Margaret Thatcher, beznadziejną politykę większości rządów, absurdalną wojnę w Iraku, recesję gospodarczą kończąc na starym dobrym rasizmie. Do tego dodać brytyjską arogancję, przekonanie o wyższości, organiczną nienawiść wobec Francuzów i Niemców - tych jeszcze jako tako rozpoznają jako ludzi cała reszta czyli Polska, Afryka czy jakaś tam Belgia to dla nich jedno i to samo czyli 3 świat. Probrexitowa propaganda wcale nie osłabła i nadal napędza wrogość ludzi wobec wszystkich - obcych, Europie, wszystkim sąsiadom zaczynając od Irlandii, osobom którzy głosowali za pozostaniem w EU a ostatnio Japończykom którzy jako pierwsi oficjalnie powiedzieli, że będą zwijać biznesy i zamykać zakłady pracy. To się dobrze nie skończy gdyż kiedy już brexit okaże się katastrofą trzeba będzie znaleźć kozła ofiarnego a będą to znów obcy czyli m.in. ja i moja rodzina żyjący w UK od 14 lat. Wtedy wszystkie zapewnienia o tym, że żyjący tu obywatele EU są mile widziani i nic im nie grozi rozwieją się jak dym.

  • wojto51

    Oceniono 58 razy 22

    Anglicy, jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie pisma "This England", są najmniej patriotycznym narodem w Europie.....i bardzo dobrze. Tzw. patriotyzm, to łagodna forma nacjonalizmu, który wcześniej czy później prowadzi do wojen oraz czystek etnicznych, więc powinien być ograniczony do niezbędnego minimum.

  • sholay

    Oceniono 35 razy 21

    Hehe.
    "To nieprawda, że muzułmanie kiepsko się w Anglii integrują, ale z drugiej strony mają problemy jeszcze w trzecim pokoleniu."
    Czy pani redaktor Milena potrafi w ogóle jakieś sensowne wnioski ze swoich wywiadów wyciągać?
    &

  • mppmpp

    Oceniono 34 razy 18

    Myślicie, ze tylko Brytyjczycy tak glosują? Naprawdę? Myślicie, ze Polacy, Niemcy czy Hiszpanie to tytani intelektu i potrafią decydować świadomie w świecie, w którym nawet płeć jest rozmyta?!? Witamy w nowych czasach!

  • ziggybam

    Oceniono 37 razy 17

    Bardzo się cieszę, że podkreślona jest w tekście sprawa brytyjskiego modelu edukacji. Też dochodzę do wniosku, że tym co najbardziej łączy niemogące wyjść z ciemnoty społeczeństwa wchodniej Europy (w tym Polskę, Słowację, Węgry, byłe repbliki ZSRR) i ośmieszającą się Brexitem Wielką Brytanię jest właśnie utrzymujący się od wielu dekad konserwatywny i oparty na dyscyplinie i pamięciówce system szkolny. Jego słabości - nieumiejętność tworzenia, formułowania logicznych wnioków, osiągania kompromisu przez uczniów - zaczynają wychodzić we współczesnym dynamicznym świecie. Tego nie zastąpi encyklopedia dat i wzorów w głowie, ani wojskowy dryl, ani kpiący, wmagający nauczyciel. All in all you just another brick on the wall...

  • strange_email

    Oceniono 17 razy 15

    Trudno powiedziec, czy ksiazka jest dobra czy nie ale ten wywiad jest po prostu sredni.Wywiady, ktore przeprowadzila autorka raczej nie daja pelnego obrazu spoleczenstwa, z zasady sa wycinkami rzeczywistosci widzianymi przez interlokutorow autorki.
    Co do szkol prywatnych, to autorka dokonuje sporego uproszczenia, 7% dzieci w UK uczeszcza do szkol prywatnych ale boarding jest zdecydowanie mniej popularny, moze 1/3 szkol prywatnych oferuje boaridng. Dalej, flex boarding, czyli boarding na 1-2 dni w tygodniu jest bardziej popularny niz pelen boarding, ktorego juz malo kto chce, oprocz dzieci Rosjan czy Chinczykow, ktorzy mieszkaja u siebie.
    Jesli chodzi o islam, to oczywiscie czytamy przewaznie o tych bardziej jaskrawych przypadkach. Z drugiej strony kampania Torysow przeciw obecnemu burmistrzowi Londynu (muzlumanin) byla obrzydliwa, atak na jego wiare i antagonizowanie imigrantow z Indii i Pakistanu.
    Rasizm jest i to dosc mocny, widoczny ale zakamuflowany. Niektore rzeczy po prostu sie nie dzieja, niektorzy ludzie po nie dostaja niektorych prac itp. I nie uzywalbym Londynu jako zwierciadla UK. W kazdym prawie kraju stolica jest troche innym swiatem niz reszta panstwa.
    To jest kraj nieco bardziej skomplikowany niz Polska, ze wzgledu na historie i imigracje, z poteznymi problemami (edukacja, Brexit, itp.), ktory, jak Polske, ciezko byloby opisac za pomoca parunastu wywiadow.

  • kabass

    Oceniono 30 razy 14

    Glosujacy za brexitem rzeczywiscie w duzej czesci glosowali przeciwko imigracji natomiast juz niekoniecznie wiedzieli jaka to imigracja. Przecietnemu czytelnikowi Daily Mail czesto wydawalo sie ze wyjscie z EU powstrzyma naplyw tych bardziej widocznych, czytaj zroznicowanych etnicznie przybyszy. Nagle okazalo sie ze imigracja z poza EU wcale nie zmalala a znaczaco urosla i juz zaczynaja sie glosy ze wyjezdzaja nie ci, ktorzy ciezko pracuja i ktorych dalej tu chcemy (jak Polacy) a przybywa nam nieasymilujacych sie leni chetnych na socjal.

  • zdziwiony6

    Oceniono 27 razy 13

    Nie jestem przekonany, że ta panienka nie jest modelką na wybiegach tylko dlatego, że jest czarna. To jej opinia. Naomi Campbell jakoś się udało. Inne czarne modelki też widuję w różnych pismach. Może ona się poprostu nie nadaje.

    Z tego artykułu wynika, że dużo muzułmańskich dzieci ma niesamowite problemy ze swoimi rodzicami a włąściwie z ich kulturą. Narzekamy na nasz przaśny, polski katolicyzm ale to co widać u muzułmanów to autentyczny ciemnogród. Nasz Tadzio Rydzyk przy immamach wygląda jak harcerz.

    Radykałów muzułmańskich być może nie jest procentowo wielu ale szkody, które do tej pory wyrządzili były ogromne. Znam osobiście ludzi, którzy mieszkali w Londynie w czasie zamachów bombowych w 2005 roku.

  • maritimer

    Oceniono 16 razy 12

    Proponuje pani Ewie Jankowskiej isc na mecz Ligi Angielskiej.
    Nawet w Londynie gdzie Anglicy sa mniejszoscia .
    Proponuje również poznać srodowisko np angielskich builderów, menagerów i innych zawodów zdominowanych przez Anglikow.
    Moze wtedy pani zrozumie że oni we krwi maja poczucie wyzszosci nad innymi narodami. Mieli pod butem pół świata i w głowach są "rasą Panów"
    I że jest zupełnie na odwrót jak pani tutaj pisze.
    Jeszcze proponuje przeczytać ksiązke Londyniszcze - Stanisław Mackiewicza , ksiązka napisana pól wieku temu a ciagle aktualna.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX