Areszt śledczy

Areszt śledczy (fot. mat. prasowe TVN Turbo)

wywiad gazeta.pl

''Jest rozpacz, gdy trzeba się rozstać. Dzieci nie rozumieją, że muszą wracać do domu bez mamy czy taty''

Nieraz widziałam wielkiego, dobrze zbudowanego osadzonego, który się wzrusza. Bo dziecko, bo partnerka, bo siostra, bo schorowana matka... - opowiada mł. chor. Agnieszka Siwińska, która pracuje w sali widzeń w areszcie śledczym.

Jak się mówi o kobiecie, która pracuje w więzieniu? Klawiszka?

Czasami.

Nie obraża to pani?

Nie. Często się tak o nas mówi. Po tylu latach przywykłam. Nie robi to już na mnie wrażenia, choć oczywiście wolałabym, żeby nazywano mnie funkcjonariuszką Służby Więziennej.

Znajomi wiedzą, czym się pani zajmuje?

W większości tak. Nie wstydzę się tego, co robię. Moi znajomi są bardzo ciekawi, jak to jest pracować w więzieniu, jak wygląda moja praca. Więzienie wciąż jest tematem tabu. Czasem więc coś im opowiem, bez nazwisk i szczegółów, ale generalnie staram się zostawiać pracę w pracy.

Jednak ze mną zgodziła się pani porozmawiać.

Zależy mi na przełamaniu stereotypu o naszej formacji.


Mł. chor. Agnieszka Siwińska (fot.mat. prasowe TVN Turbo)

Jakiego?

Że funkcjonariusze Służby Więziennej znęcają się nad osadzonymi, biją ich, pomiatają nimi. Że nie traktują ich jak ludzi. W rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej. Do osadzonych zwracamy się z szacunkiem, bez względu na to, za jakie przestępstwo odbywają karę.

I bez względu na sytuację? Przecież bywacie obrażani, prowokowani, a nawet atakowani.

Kiedyś osadzona chciała mnie uderzyć... Jest to jedna z sytuacji, w czasie której działają emocje, ale gdy sytuacja zostaje opanowana, mówię wtedy: "Proszę pana, czy zdaje pan sobie sprawę, co pan robi?" albo "Proszę pana, niech się pan uspokoi". W przypadku kobiet jest tak samo: "Czy zrozumiała pani, co się do pani mówi?" itp.

Osadzeni mają prawo wnosić na nas skargi do naszych przełożonych, czyli do dyrektora zakładu karnego. I robią to bardzo często. Identyfikują nas po numerach służbowych na mundurach. Funkcjonariusz musi się odnieść do skargi pisemnie, a jego przełożony odpowiada osadzonemu, czy skarga jest zasadna. Gdyby okazało się, że funkcjonariusz naruszył przepisy, może być pociągnięty do dyscyplinarnej odpowiedzialności. Od nagany po wydalenie ze służby.

Na panią też były skargi?

Tak. Jedna z osadzonych poskarżyła się, że jestem wulgarna, mimo że nigdy się nie spotkałyśmy. Nawet nie wiedziałam, jak ona wygląda. Gdyby była u mnie na oddziale, na pewno bym ją pamiętała. Pamiętam wszystkie osadzone z mojego oddziału. W Areszcie Śledczym na warszawskim Grochowie są cztery oddziały kobiece. Średnio w każdym oddziale przebywa około stu osadzonych.

Dobrze pani zna swoje podopieczne?

Tak. Trafiły do zakładu karnego z najróżniejszych powodów. Jedna z powodu złej, chorej miłości, inna, bo chciała polepszyć sobie życie nielegalną drogą. Są tu drobne złodziejki, oszustki, wyłudzaczki, morderczynie, członkinie gangów. Niektóre z nich wracają, niestety, do więzienia, nie potrafią inaczej żyć. Zdarzają się kobiety z wyższym wykształceniem i takie, które nie skończyły nawet szkoły podstawowej. Pełen przekrój społeczny i wiekowy. W oddziale odbywały karę dwie 17-letnie dziewczyny i pani w wieku 86 lat.

VPlan programu Zakad Karny: Funkcjonariusze'2018-12-07fot.: Cezary Piwowarski/TVN8BIM%oQ\G5C%#
W areszcie śledczym przebywają ludzie w najróżniejszym wieku (fot. Cezary Piwowarski)

Współczuje pani tym kobietom?

Czy współczuję? W pewnym sensie na pewno tak. Ale nie zapominajmy, że większość z nich wiedziała, jak może się skończyć decyzja o popełnieniu przestępstwa. Jestem matką i potrafię wyobrazić sobie uczucia matki dziecka, które przebywa w więzieniu

Tej 86-letniej pani też było mi żal. Przecież nie wiadomo, czy przed śmiercią uda jej się wyjść na wolność. Choć osadzone mawiają, że "pucha konserwuje".

To prawda?

W niektórych przypadkach tak. Zdarza się, że do więzienia trafiają kobiety zaniedbane, które przez długi czas zażywały narkotyki lub piły alkohol, były bezdomne. Pobyt w więzieniu jest swoistą kuracją. Osadzone mają gdzie mieszkać, nie zażywają narkotyków, nie piją alkoholu, jeżeli jest taka potrzeba, uczestniczą w terapiach. Codzienne, regularne jedzenie też ma wpływ.

Na koniec kary trudno poznać, że to ta sama osoba. W zakładzie karnym mają też czas, żeby zacząć o siebie dbać. Inne osadzone mobilizują te zaniedbane, które np. brzydko pachną, żeby się ogarnęły.  

Mobilizują pozytywnie czy negatywnie?

Różnie. Ale proszę pamiętać, że od tego, by tonować emocje, jesteśmy my. Często osadzone przychodzą do nas po wsparcie, czy też zwyczajnie się wyżalić, że jest im ciężko w zamknięciu. Mówię wtedy: "Ma pani prawo być zła czy sfrustrowana, ale może też pani zacząć działać".

Ale co może zrobić kobieta w więzieniu?

Wbrew pozorom całkiem sporo. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni pracują w przywięziennej szwalni. Niektórzy są też zatrudnieni w pobliskich domach pomocy społecznej, gdzie opiekują się chorymi, lub wykonują prace porządkowe dla gminy. I dostają za to pieniądze. Pracujących przybywa, ale wciąż jest spora grupa, która nie chce tego robić. Ale czy tak nie jest też na wolności? 

Podczas pobytu w zakładzie karnym można też próbować nawiązać pozytywne relacje z rodziną, jeśli na przykład straciło się z nią kontakt. Osadzone mogą również się dokształcać. Zdarza się, że mówię: "Pani Kowalska, pani świat się nie kończy na tym więzieniu. Pani kiedyś stąd wyjdzie, więc proszę pójść na jakiś kurs, nauczyć się języka". Mamy w bibliotece centralnej podręczniki, można je sobie zamówić do celi. Znam osadzoną, która w zakładzie karnym nauczyła się biegle angielskiego i niemieckiego.


Szwalnia, w której pracują osadzone (fot. mat. prasowe TVN Turbo)

Są osadzone, które w więzieniu kończą szkoły średnie, robią magisterki. U nas były dwie panie, które uczęszczały na studia i je skończyły. Odbywały karę w zakładzie typu półotwartego, który nazywamy "półotworkiem". Ale zaznaczę, że nie każda osadzona z "półotworka" może wychodzić w ciągu dnia i uczyć się na zewnątrz. 

Jakie trzeba spełniać warunki, żeby odbywać karę w "półotworku" i móc z niego wychodzić?

Kodeks karny wykonawczy mówi jasno, że kobiety głównie powinny być kierowane do placówek półotwartych, a nie do "zamków", czyli zamkniętych. Chyba że są to osoby bardzo niebezpieczne, wyjątkowo zdemoralizowane.

Czy w "zamkach" w grupach kobiecych funkcjonują subkultury?

Kilkanaście lat temu u osadzonych kobiet było podobnie jak u mężczyzn. Miały swoje zasady, których przestrzegały, nazywało się to puszkowanie - odpowiednik męskiego grypsowania. Obecnie stosują zasady trochę takie jak w akademiku. Uznanie zyskuje ta osadzona, która jest dłużej w więzieniu, bardziej poznała zasady, wie, co można, a czego nie wolno robić itp. Automatycznie staje się autorytetem dla nowo przybyłych. 

Zdarza się, że dochodzi do bójek?

Tak, ale wśród kobiet jest to sporadyczne. Czasem osadzone się między sobą pokłócą, a czasem pobiją, bo jedna z drugą nie chce siedzieć. W celi, na przykład pięcioosobowej, każda ma inny charakter. I podnosi się alarm.

Bywa raczej, że osadzone, zamiast się bić, idą do wychowawcy i zgłaszają problem. Wychowawca przychodzi wtedy do oddziałowej i zastanawiają się, jak załagodzić konflikt. Do pomocy jest zaangażowany również psycholog. Niejednokrotnie wystarczy jedna szczera rozmowa. Gdy dochodzi do rękoczynów, trzeba reagować błyskawicznie. Nie możemy udawać, że nic nie widzimy: "A dobra, potłuką się i im przejdzie".

O co potrafią się pobić?

Na przykład o mężczyznę. Osadzone podczas widzeń bacznie patrzą, kto do której przychodzi. Jedna spotyka się z koleżanką, druga z narzeczonym. Ta pierwsza zerka na narzeczonego, podoba jej się. I w celi zaczyna się niewinna rozmowa o nim, która z zazdrości może przerodzić się w poważną awanturę.

Wbrew pozorom kobiety w więzieniu bardzo o siebie dbają. Malują się, stroją. Trochę, żeby odczarować to miejsce. Ale również dla osób odwiedzających - swoich bliskich: męża, narzeczonego czy dziecka.

Niektóre osadzone noszą buty na obcasach i stylowe ubrania. Niejedna wygląda jak modelka.


Areszt śledczy na warszawskim Grochowie (fot.mat. prasowe TVN Turbo)

Jak wyglądają widzenia?

Odbywają się w jednej sali. Mogą je mieć jednocześnie i kobiety, i mężczyźni. Można mieć dwa albo trzy widzenia w miesiącu. Osobie, która ma dziecko do lat 15, przysługuje dodatkowe widzenie. Na pisemną prośbę do dyrektora zakładu karnego widzenia można łączyć - na przykład wykorzystując dwa widzenia jednego dnia. Każde widzenie trwa 60 minut, czego pilnuję z zegarkiem w ręku. Wszystko jest również rejestrowane w komputerze, bo za krótkie widzenie może być powodem do skargi. Jeśli ktoś ma widzenie dłużej, to jest to forma nagrody za dobre sprawowanie.

Sala jest duża?

Odbywa się w niej jednocześnie 18 widzeń, są monitorowane.

Są osadzeni, którzy dobrowolnie rezygnują z tego przywileju?

Ja się nie spotkałam. Osadzeni bardzo czekają na widzenia, pilnują terminów, denerwują się, niecierpliwie oczekują na swoją kolej. Widzenie dla osadzonego jest ważne, mają wtedy kontakt z najbliższymi. Jest to również namiastka wolności.

A pani gdzie jest podczas tych widzeń?

Na sali. Mam oko na wszystkich, wprowadzam dane do systemu. Od 8 do 16.

Co pani obserwuje?

Najróżniejsze zachowania. Szczególnie emocjonujące są spotkania rodzin, tę miłość widać. Jest rozpacz, gdy trzeba się rozstać. Płaczą zwłaszcza małe dzieci, które nie rozumieją, że muszą wracać do domu bez mamy czy taty. Bywa, że płaczą ojcowie, gdy kończy się spotkanie z dziećmi. Nieraz widziałam wielkiego, dobrze zbudowanego osadzonego, który się wzrusza. Bo dziecko, bo partnerka, bo siostra, bo schorowana matka...  

Ale czasem widzenia są chłodne, nie widać emocji. Albo partnerzy się pokłócą, obrzucą wyzwiskami. Moim obowiązkiem jest zareagować, spróbować załagodzić sytuację. Każdy może w dowolnej chwili skończyć widzenie. Muszę mu to umożliwić, ale w przypadku skrócenia widzenia ze względu na jakieś drastyczne wydarzenie, np. kłótnię, powiadamiam wychowawcę. To bardzo ważne. Najdrobniejsze zajście może wywołać u osadzonego stres, który będzie eskalował, aż wreszcie wybuchnie.

VPlan programu Zakad Karny: Funkcjonariusze'2018-12-07fot.: Cezary Piwowarski/TVN8BIM%rI_lvC%#
W areszcie śledczym wszystko może być wykorzystane jako pretekst do skargi na funkcjonariusza (fot. Cezary Piwowarski)

Musi być pani dobrym psychologiem.

A bywa, że i spowiednikiem. Często osadzeni przychodzą się wygadać, bo nie chcą wybuchnąć. Zawsze ich wysłuchujemy. W tych nietypowych warunkach nawet brak mydła może być kosmicznym problemem. Trzeba reagować, pomóc.

Opowie mi pani o tzw. miękkich widzeniach?

To widzenia bez dozoru, w osobnym pomieszczeniu. Odbywają się w specjalnym pokoju, w którym zapewniona zostaje intymność. Nie zawsze osadzeni czy osadzone wykorzystują je na seks, chociaż i ten się zdarza, i to często. Ale są to też spotkania rodzinne, z małymi dziećmi. Na przykład celebruje się podczas nich urodziny dzieci.

Przed widzeniem bez dozoru trzeba wszystkich dokładnie skontrolować, by wykluczyć wniesienie telefonu czy niebezpiecznego narzędzia. Po powrocie oddziałowy też kontroluje osadzonego. Patrzy, czy np. nie ma on na sobie innych butów.

W których mógłby coś schować.

Najczęściej podczas widzeń próbuje się przemycić zegarki z funkcją telefonu, narkotyki, psychotropy. Pieniądze, co jest niezrozumiałe, bo osadzony ich nie potrzebuje - zakupy dla więźniów odbywają się bezgotówkowo. Podejrzewam, że chodzi bardziej o poczucie bezpieczeństwa.

Ile par butów może mieć osadzona osoba?

Na pewno klapki basenowe, buty sportowe, teraz zimowe. Maksymalnie cztery pary. W celach nie ma szaf, buty są chowane w pojemnikach pod łóżkami. Bardzo często panie domagają się większej liczby par butów czy ubrań, proszą o to dyrektora. Wtedy oddziałowa tłumaczy, że więcej się nie da. Ewentualnie można jedną parę oddać do magazynu i wziąć inną, żeby zgadzała się liczba.

VPlan programu Zakad Karny: Funkcjonariusze'2018-12-07fot.: Cezary Piwowarski/TVN8BIM%VZ3BO.zC%#
Funkcjonariusze służby więziennej współpracują z wychowawcami i psychologami (fot. Cezary Piwowarski)

Obciążającą ma pani pracę.

I stresującą. Wciąż mam oczy dookoła głowy, nie mogę sobie pozwolić na chwilę luzu, muszę być stale czujna. Ja mam taką metodę, że staram się jak najwięcej z osadzonymi rozmawiać. Jak widzę, że coś się dzieje, reaguję od razu. Współpracuję z wychowawcami.

Muszę zachować zimną krew, zawsze okazywać osadzonym szacunek, niezależnie od tego, jak one zachowują się wobec mnie. To działa. Jedna z kobiet, bardzo wulgarna, agresywna i arogancka, długo próbowała mnie sprowokować. Nie udało jej się, pozostałam życzliwa. Gdy wychodziła na wolność, zapytała, czy może mi uścisnąć rękę. Podziękowała mi za to, jak ją traktowałam, i przeprosiła za swoje zachowanie.

Miło.

Bardzo. Kiedyś spotkałam byłą osadzoną na ulicy. Podeszła do mnie i powiedziała: "Jak miło mi panią widzieć". Opowiedziała mi, że stanęła na nogi, że już nie wróci do więzienia. Także dzięki temu, że ją motywowałam. Takie sytuacje dają mi siłę.

Przez 12 lat służby nigdy nikt z byłych osadzonych mnie na ulicy nie zaatakował. Wie pani, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, ja lubię swoją pracę.

Naprawdę?

Dla jednej osoby, która mi podziękuje, warto tu pracować. Ale wiem, że to nie jest zajęcie dla każdego, wielu funkcjonariuszy rezygnuje. Ja nie zamierzam.

Mój tata był czynnym funkcjonariuszem Służby Więziennej. Nigdy o tym nie opowiadał, wiedział, że mnie ciągnie do pracy w mundurze. "Tylko nie idź w moje ślady" - prosił. Ale ja, córeczka tatusia, jednak to zrobiłam. Nie spodziewałam się, że będzie to takie trudne zajęcie. Czasem śni mi się, że coś się w areszcie dzieje. To miejsce zostaje w głowie.

Jak pani odreagowuje?

Chodzę na treningi piłki nożnej moich trzech synów. Jestem ich zagorzałą fanką. Odwiedzam też rodzinę na wsi, tam udaje mi się naprawdę zresetować. Jeżdżę na rowerze, trochę na rolkach. Poza tym w pracy organizują nam turnusy antystresowe. Uczą na nich, jak sobie radzić ze stresem czy jak nie popaść w alkoholizm. Byłam raz. Więcej póki co nie czułam potrzeby.


- Może dziwnie to zabrzmi, ale ja lubię swoją pracę - mówi mł. chor. Agnieszka Siwińska (fot.mat. prasowe TVN Turbo)

Program "Służba więzienna", którego bohaterką jest także Agnieszka Siwińska, można oglądać w TVN Turbo w każdą niedzielę o godz. 17.15.

Mł. chor. Agnieszka Siwińska. Skończyła bezpieczeństwo wewnętrzne we Wszechnicy Polskiej. Pracuje na stanowisku starszej oddziałowej w areszcie śledczym na warszawskim Grochowie, nadzoruje też widzenia w sali widzeń. Służbę rozpoczęła w 2007 roku, wcześniej była m.in. oddziałową w oddziale dla kobiet.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (78)
Zaloguj się
  • ps11111ps

    Oceniono 64 razy 46

    Zyczymy tej Pani by w wiezieniu spotykala coraz wiecej ciekawych osob. Polityków PiS z pierwszych stron gazet... Moze niektory by sie ogarneli w wiezieniu, nauczyli jezykow

  • john_yossarian

    Oceniono 15 razy 13

    Szacunek, zrozumienie, profesjonalizm. Fajna bajka. Skazani też nie są aniołami grzecznie i ze skruchą odsiadującymi wyroki. Ten świat to koszmar, nie sanatorium.

  • karinawojtek

    Oceniono 10 razy 8

    Pani funkcjonariusz trochę zaklina rzeczywistość ;) Anioł wśród aniołów normalnie.

  • strach_sie_bac

    Oceniono 12 razy 8

    " Mamy w bibliotece centralnej podręczniki, można je sobie zamówić do celi. Znam osadzoną, która w zakładzie karnym nauczyła się biegle angielskiego i niemieckiego."

    Jasne, bo z samych książek można nauczyć się biegle języków, można co najwyżej liznąć języka, gramatykę, czy ortografię ale fonetyki żadne książki nie nauczą :D
    I jeszcze to wychodzenie na wolność, żeby studiować... resocjalizacja pełną gębą, w ogóle nie zachęca do ewentualnego powrotu do mamra :D :D :D :D

  • auruss

    Oceniono 11 razy 7

    A może by Szanowna Pani Redaktorka zrobiła reportaż o "ścieżkach zdrowia" urządzanych kobietom np. w więzieniu w Krzywańcu ? Albo np. o niepodawaniu lekarstw osobom chory na astmę, bo diagnozy "z wolności" nie potwierdził więzienny lekarz ? Albo o rekwirowaniu okularów osobom z astygmatyzmem do czasu napisania /sic!/ stosownej prośby do naczelnika więzienia i uzyskania jego zgody ? Albo o zwyczajnym chamstwie, /byłem pełnomocnikiem osoby skazanej/ naczelnika więzienia w stosunku do mnie - na szczęście przejawianym korespondencyjnie; strach pomyśleć o zachowaniu wobec skazanych.
    Wiem, nie byłoby wówczas laurki, nie byłoby opowieści o wspaniałej, lepszej niż "wolnościowa" służba zdrowia w więzieniach. We wspomnianym Krzywańcu przez miesiąc potrafił nie pojawić się lekarz - być może, a nawet na pewno, w grafiku wszystko się zgadzało, tylko w realu było jak było.
    Jeśli Pani Redaktorka będzie zainteresowana proszę o kontakt.

  • krampus81

    Oceniono 9 razy 7

    Proponuje zmienic te "notki biograficzne" na koncu artykulu, bo wyglada to komicznie. Szczegolnie w zestawieniu pani ze sluzby wieziennej (uczyla sie, rozwijala, wykonuje odpowiedzialna prace), z informacja o pani reporterce kryminalnej, wielbicielki psow i kawy...

  • t_uptus

    Oceniono 6 razy 6

    Osadzonym pieniądze nie są potrzebne..... :) Bajer bajer

  • haniku72

    Oceniono 13 razy 5

    Nie rozumiem co to znaczy "pracujących przybywa, ale wielu nie chce pracować". A może sądy zaczną obok wyroku odsiadki wydawać nakazy pracy na pokrycie kosztów alimentów, zasądzonych kar, własnego utrzymania? Czy to my mamy utrzymywać przestępców?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX