Michał i Maciej jako pierwsi podróżnicy na wózkach inwalidzkich samodzielnie przejechali terenowym samochodem dwie Ameryki

Michał i Maciej jako pierwsi podróżnicy na wózkach inwalidzkich samodzielnie przejechali terenowym samochodem dwie Ameryki (fot: Michał Woroch)

Młoda Polska

Obie Ameryki na wózkach. "Podróż to piękne lekarstwo i nieustanne ćwiczenie umysłu"

Kiedy Michał Woroch miał 16 lat, dowiedział się, że jest chory na zanik mięśni. W szpitalu poznał Macieja Kamińskiego. Obydwaj z powodu chorób musieli usiąść na wózkach. Michał latami nie umiał się z tym pogodzić. Chwilowe zapomnienie dawały mu podróże - dotarł do Mongolii, Indii, na Spitsbergen. - Najpierw to była ucieczka, teraz czysta pasja podróżowania - mówi. W końcu razem z Maciejem przejechali obie Ameryki. Właśnie ukazała się książka "Krok po kroku. Z Ziemi Ognistej na Alaskę".

Cykl "Młoda Polska" poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym chcemy kibicować. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek. Oto nasi wcześniejsi bohaterowie:

"Sławomir wynalazł gatunek rock polo, a ja stworzyłem gwiazdę disco polo robotyki"

Dzieciństwo spędził wśród 300-letnich skrzypiec. Ma zaledwie 26 lat, a już jest jednym z najlepszych lutników na świecie

''Myślę o tym dzwonku na górze, żeby go wcisnąć. Dzwonek wyłącza czas''. Aleksandra Rudzińska wyłącza czas najszybciej na świecie

IMIĘ: Michał

NAZWISKO: Woroch

WIEK: 35 lat

ZAWÓD: grafik, fotograf, podróżnik

OSIĄGNIĘCIA: Wymyślił i zrealizował, wraz z zaproszonym przez niego Maciejem Kamińskim, wyprawę Wheelchairtrip - jako pierwsi podróżnicy na wózkach inwalidzkich samodzielnie przejechali terenowym samochodem dwie Ameryki. Michał jest laureatem nagrody Travelery 2018 w kategorii Podróż Roku oraz Nagrody im. Andrzeja Zawady przyznawanej przez Kapitułę Kolosów. W marcu 2019 roku Michał i Maciej za projekt Wheelchairtrip otrzymali Kolosa w kategorii Wyczyn Roku.

***

Wsiadanie do samochodu (20-letni defender, zwany pieszczotliwie "Def") zajmuje co najmniej kilkanaście minut, wymaga wielu precyzyjnych ruchów i pełnej koncentracji, by kierowca z wózka trafił za kierownicę, a pasażer - na siedzenie obok. Należy jeszcze złożyć i zapakować wózek do środka. I tak razy dwa. Odwrotną operację trzeba wykonać przy wysiadaniu, a zaangażowane są w nią m.in. specjalna winda projektu Michała i silne ramiona Macieja. W podróży powtarza się ten proces kilka, a nawet kilkanaście razy dziennie. Jeśli zapomni się z samochodu mapy albo okularów, trzeba ponownie wykonać te czynności.

Michał Woroch miał 16 lat, dowiedział się, że jest chory na zanik mięśni (fot: Michał Woroch)
Michał Woroch miał 16 lat, dowiedział się, że jest chory na zanik mięśni (fot: Michał Woroch)

Przez ponad rok (z długą przerwą na naprawę silnika) towarzysze podróży przemierzali swoim "Defem" góry i dżungle Ameryki Południowej, rzekę Amazonkę i pustynną Atacamę, zwiedzali kolejne stany USA, aż po mroźną Alaskę. To przygoda, ale też walka z samym sobą. - Ta podróż była dla mnie tym, czym dla kogoś innego zdobycie ośmiotysięcznika - mówi Michał. - Chodzi o to, żeby wejść na ten szczyt, ale samo wchodzenie niekoniecznie jest lekkie i przyjemne.

Cena wolności

Michał przyznaje, że olbrzymi wysiłek miał swoją cenę. Podróż odebrała mu część sił fizycznych. Pytam, czy nie żałuje. - Po pierwsze - nie żałuję, a po drugie - nie wiem, co by się stało z moim ciałem, gdybym nie wyjechał. Lekarze i rehabilitanci rzeczywiście mówią, że jeżeli za dużo będę ćwiczył i nadużywał mięśni, które jeszcze mam, to one będą szybciej zanikać, bo taka jest specyfika choroby. Ale podróż dała mi tyle, że warto było poświęcić wszystko. Dała mi radość życia i głębsze zrozumienie samego siebie. Moi przyjaciele mówili, że wróciłem innym człowiekiem, że jakiś "duch" jest koło mnie - odpowiada Michał.

Cały projekt zajął około 4,5 roku i do dziś całe Michała życie kręci się wokół tej wyprawy - jeździ na festiwale podróżnicze i korporacyjne eventy z prelekcjami, promuje książkę.

Michał jest laureatem nagrody Travelery 2018 w kategorii Podróż Roku oraz Nagrody im. Andrzeja Zawady przyznawanej przez Kapitułę Kolosów (fot: Michał Woroch)
Michał jest laureatem nagrody Travelery 2018 w kategorii Podróż Roku oraz Nagrody im. Andrzeja Zawady przyznawanej przez Kapitułę Kolosów (fot: Michał Woroch)

Jednym z najcięższych, ale i najwspanialszych przeżyć było dla Michała płynięcie Amazonką na barce do miasteczka Iquitos położonego w głębi dżungli (fot: Michał Woroch)
Jednym z najcięższych, ale i najwspanialszych przeżyć było dla Michała płynięcie Amazonką na barce do miasteczka Iquitos położonego w głębi dżungli (fot: Michał Woroch)

A wcześniej? 2,5 roku skrupulatnego planowania i gromadzenia środków, 9 miesięcy w podróży, 10 miesięcy przerwy z powodu rozwalonego silnika w samochodzie i potem znów 4 miesiące z hakiem na dokończenie tego, co razem z Maciejem zaczęli. I nie była to wygodna podróż w luksusowych warunkach, ale czyste szaleństwo - wyprawa w starym, charakternym samochodzie, bez zabukowanych noclegów i często bez pieniędzy. Zaczęli ją 9 listopada 2016 roku, skończyli we wrześniu 2018 roku. Zamknięci w metalowym pudełku "Defa" czuli się - paradoksalnie - wolni. - Nikt, kto nie miał kontaktu z niepełnosprawnością, tego nie zrozumie - uważa Michał. Dlatego swojego psującego się wciąż przyjaciela z napędem na cztery koła nie porzucił po drugiej stronie oceanu, ale sprowadził z powrotem do Polski. Kiedy rozmawiamy, właśnie wybiera się, żeby go odebrać po trzymiesięcznym pobycie u mechanika.

Najpiękniejsi są ludzie

Kiedy pytam o miejsca, które najbardziej zapadły mu w pamięć, Woroch odpowiada, że najpiękniejsze w tej podróży były nie miejsca, ale spotkania z ludźmi. Dają mu najwięcej energii. - Wystarczy, że gdzieś się pojawiamy i już nawiązuje się relacja z kompletnie nieznanymi osobami. Nawet na parkingu, nawet na jeden wieczór. Na przykład spotkanie na stacji benzynowej w chilijskim interiorze z facetem wyglądającym na bezdomnego, który okazał się potomkiem szamanów. Przegadaliśmy całą noc - wspomina Michał. - Wszystkie te sytuacje, gesty, życzliwość ludzi zostaną ze mną na długo. Począwszy od kupna samochodu po kolejne etapy podróży, ta wyprawa była możliwa tylko dzięki innym ludziom, choćby całej siatce fanów land rovera, którzy pomagali nam w najbardziej odległych zakątkach Ameryk.

Nie dziwi więc, że na końcu książki "Krok po kroku. Z Ziemi Ognistej na Alaskę" znajduje się długaśna lista podziękowań, człowiek po człowieku, kraj po kraju. Wśród polskich przyjaciół m.in. Piotr Chmieliński, "kompan ze skajpa w krawacie" (tak nazywa go Michał) - pierwszy człowiek na świecie, który przepłynął kajakiem Amazonkę i członek legendarnej polskiej ekspedycji w Peru - Canoandes '79. Wspierał Wheelchairtrip na odległość ze swojego biura w Waszyngtonie i przekazywał prasie ich relacje z drogi. Albo świecka misjonarka Dominika Szkatuła, która od 28 lat pomaga w Peru potrzebującym. Natchnęła Michała do tego, by też oddawał cząstkę siebie innym, na przykład odwiedzając z podróżniczymi prelekcjami domy dziecka. - A słynna Polonia w Stanach Zjednoczonych?! - śmieje się Michał - Ludzie, którzy sami o sobie mówią, że są straszni i ciągle się ze sobą żrą - tymczasem wszyscy byli kochani, opiekowali się nami troskliwie i przekazywali nas sobie z rąk do rąk.

Przez ponad rok Michał i Maciej przemierzali swoim 'Defem' góry i dżungle Ameryki Południowej, rzekę Amazonkę i pustynną Atacamę, zwiedzali kolejne stany USA, aż po mroźną Alaskę (fot: Michał Woroch)
Przez ponad rok Michał i Maciej przemierzali swoim 'Defem' góry i dżungle Ameryki Południowej, rzekę Amazonkę i pustynną Atacamę, zwiedzali kolejne stany USA, aż po mroźną Alaskę (fot: Michał Woroch)

Reszta jest drogą

Michał uważa, że najlepiej się opowiada momenty największego kryzysu i bezsilności. Takie, które wydawały się niemal nie do przeskoczenia. Jak wtedy, gdy samochód psuł się zagrzebany w błocie gdzieś na końcu świata, albo kiedy do ograniczeń związanych z poruszaniem się dołączała dramatyczna aklimatyzacja w boliwijskich górach na wysokości prawie 5 tysięcy metrów n.p.m. Wtedy nawet przejście z samochodu na wózek staje się przytłaczającym wyzwaniem.

- Jednym z najcięższych, ale i najwspanialszych przeżyć było dla mnie płynięcie Amazonką na barce do miasteczka Iquitos położonego w głębi dżungli - wspomina. - Wyzwanie na krawędzi niemożliwego! Warunki były okropne, a ja miałem straszliwy rozstrój żołądka. Ale moim marzeniem, co wiele razy powtarzałem przed wyjazdem, było zrobić coś ekstremalnego. Wiedziałem, że jeśli uda mi się temu sprostać, będzie to budujące, uczyni mnie silniejszym psychicznie. Nie zrobiliśmy tego po to, żeby nas wpisali do Księgi Guinnessa, jako tych, którzy jako pierwsi wózkowicze przebyli amerykańską trasę. Robiliśmy to dla siebie, bo to takie piękne lekarstwo.

Zdaniem Michała rozwiązywanie problemów życiowych jest jak rozwiązywanie cały czas jakichś zadań matematycznych - to nieustanne ćwiczenie umysłu. A będąc w drodze, nawet jeśli przygotujesz się skrupulatnie, nie da się wszystkiego przewidzieć. - I to w podróży kocham! Jechaliśmy bez ustalonej sztywno marszruty, wynajętych noclegów i mając zaledwie kilka konkretnych punktów, do których na pewno chcieliśmy dotrzeć. Reszta była drogą - dodaje.

Posłuchać miejsca, usłyszeć siebie

Maciek, drugi z podróżników, nie ma temperamentu organizatora, więc wszystkie rzeczy związane z szykowaniem wyprawy spoczywały na głowie Michała. - Zamarzył mi się taki poranek, by móc poleżeć, poczytać książki, posłuchać odgłosów miasta albo dżungli. I to stał się mój codzienny poranny rytuał w podróży - wsłuchiwanie się każdego dnia w dźwięki nowego miejsca. Maciek najczęściej spał w namiocie rozkładanym na dachu samochodu, ja na dole, w środku, więc drzwi były otwarte i mogłem patrzeć na horyzont, który codziennie był inny - opowiada.

Michał Woroch: Jechaliśmy bez ustalonej sztywno marszruty, wynajętych noclegów (fot: Michał Woroch)
Michał Woroch: Jechaliśmy bez ustalonej sztywno marszruty, wynajętych noclegów (fot: Michał Woroch)

Kiedy tak poleżał z godzinkę, przypinał do wózka mechanizm, który sam wymyślił (śmieję się, że jest nie tylko eksploratorem, ale też wynalazcą i nie jestem, jak sądzę, daleka od prawdy) i nazwał "rowerkiem", by z jego pomocą ruszyć poznawać świat. - Od dzieciaka miałem tak, że lubiłem wiatr we włosach i podróże rowerem - uśmiecha się mój rozmówca. - Mogłem pojechać do oddalonej o kilkanaście kilometrów wioski po to tylko, żeby usiąść na krawężniku, napić się oranżady i gapić się na ludzi. A ten tu rowerek zbudowałem pięć dni przed wysłaniem samochodu do Buenos Aires. Umożliwiał mi poruszanie się po mieście bez pomocy, nikt nie musiał mnie pchać. Maciek może sam przemieszczać się daleko na wózku, ja nie mam tyle siły. A kiedy skonstruowałem to narzędzie, poczułem, że odzyskałem uczucie z rowerowych wypraw w dzieciństwie. Znów mogłem wędrować i spotykać ludzi.

Duet niezwyczajny

Dopytuję Michała o towarzysza podróży - Macieja Kamińskiego, który od dziennikarzy stroni i dlatego nie rozmawiamy dziś we trójkę. Nie jest on do końca przyjacielem, jest bardziej jak brat, z którym przeżyło się bardzo wiele. Dopełniają się. Michał lubi eksplorować, Maciej woli zamknąć się w pokoju i poczytać, albo pójść do kasyna pograć w pokera. Michałowi choroba stopniowo, po kawałeczku, odbiera siłę mięśni, Maciej po operacji nowotworu kręgosłupa z dnia na dzień znalazł się na wózku i choć nogi odmówiły posłuszeństwa, jego ręce są coraz silniejsze od ciągłych ćwiczeń fizycznych. - Często powtarzam, że spotkaliśmy się w najtrudniejszym momencie życia, kiedy siadaliśmy na wózek i byliśmy do wszystkiego nastawieni na nie - zamyśla się mój rozmówca.

MIchał Woroch: Jadę po to uczucie poniżej serca, które pojawia się, kiedy rozpoczyna się podróż (fot: Michał Woroch)
MIchał Woroch: Jadę po to uczucie poniżej serca, które pojawia się, kiedy rozpoczyna się podróż (fot: Michał Woroch)

Maciej miał 16 lat, Michał był niewiele starszy. Leżąc na tej samej szpitalnej sali przez miesiąc, musieli się ze sobą poznać, żeby przetrwać. To połączyło i ukształtowało ich niezwyczajny duet. Pierwszy raz Michał zaproponował Maćkowi wspólną kilkumiesięczną podróż po Europie w 2012 roku, a potem już była wielka wyprawa amerykańska. - Zawsze marzyłem o tym, żeby wyjechać samemu - mówi Michał. Maciej w pewnym sensie sprawił, że to marzenie się spełniło. - Jest typem samotnika i czasem, będąc z nim w drodze, miałem poczucie, że jadę sam. Zdarzało się, że nie odzywaliśmy się do siebie przez tydzień, a potem gadaliśmy całą noc do rana. Znaleźć kompana podróży na tak długi czas, ale się nie pozabijać, i jeszcze przy takim wzajemnym uzależnieniu - to wyjątkowe! - mówi Michał.

Przed wyjazdem przeprowadził się nawet na wieś do Macieja, który mieszka w starym młynie wodnym pod Toruniem, w pięknym miejscu. - To prawdziwa wyspa szczęścia, ale powiedział mi, że po wyprawie chce mieszkać sam, w końcu ma naturę pustelnika - śmieje się Michał.

Odpuścić życiu

Wyliczam co bardziej niezwykłe miejsca noclegów, które panowie zaliczyli, podróżując przez Ameryki: noce w samochodzie na poboczu drogi w zamieci górskiej, albo - "na nielegalu" - w amerykańskim parku narodowym, na stacji benzynowej, w domu starców, w misji zakonnej. - Jednego dnia nie mam gdzie mieszkać, umyć się, wysikać, a drugiego - nocuję w luksusach, patrzę na basen w ogrodzie i piję drogie alkohole człowieka, który spontanicznie zaprosił nas z trasy do siebie. Trzeba zgodzić się na to, co się wydarza - mówi Maciej. - Gdy w Peru brałem udział w ceremonii ayahuaski, szamanka powiedziała mi, że kiedy przychodzą demony, nie należy z nimi walczyć, tylko je przyjąć, zgodzić się na nie. I można to też chyba przełożyć na egzystencję w ogóle - słuchaj tego, co jest, a nie zastanawiaj się, co przyjdzie za tydzień czy za rok. Oczywiście jest we mnie strach, co będzie ze mną dalej, jak długo zachowam samodzielność, ale muszę żyć dzisiaj, być tu i teraz.

Michał Woroch (fot: Michał Woroch)
Michał Woroch (fot: Michał Woroch)

Po co jedziesz, kiedy wyruszasz z domu? - zadaję mu na koniec pytanie. Chwilę milczy i w końcu odpowiada: - Najkrócej: jadę po to uczucie poniżej serca, które pojawia się, kiedy rozpoczyna się podróż. Po moment, kiedy uśmiechasz się sam do siebie.

*Więcej informacji o podróży Michała znajdziesz tu:

www.wheelchairtrip.com
www.michalworoch.com

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Anna Sańczuk. Z wykształcenia historyczka sztuki, z zawodu dziennikarka, czasem zajmuje się również PR-em kultury. Razem z Maciejem Ulewiczem prowadzi program "Kultura do kwadratu" na antenie Polsat News 2. Mieszka w Warszawie na Starej Ochocie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (34)
Zaloguj się
  • tilik

    Oceniono 11 razy 9

    Gratuluję!

  • 1-wolne

    Oceniono 12 razy 8

    Gratuluje i podziwiam siłę życia obu Panów. Powinniście napisać książkę z waszych podróży. To co robicie może dać nadzieje i siłę innym ludziom (nie tylko niepełnosprawnym).

  • mawik_net

    Oceniono 8 razy 6

    Zanik mięśni - straszna choroba. Gratulacje , wyciska pan z życia wszystko, co się tylko da.

  • ludpracujacy

    Oceniono 10 razy 6

    Gratuluję, odpowiedzieliście Panowie,na odwieczne pytanie. BYĆ, czy ŻYĆ?

  • balina758

    Oceniono 6 razy 4

    Jestescie naprawde dzielni .Choroba pokonala wasze ciala ale nie ducha i tak trzymac. Jestescie przykladem dla wszystkich ze mozna. Zycze powodzenia .

  • cim_cum

    Oceniono 5 razy 3

    Niesamowici ludzie! Bardzo dobry artykuł.

  • sharqi

    Oceniono 5 razy 3

    No proszę! nie wiem jakim cudem na nich nie trafiłem. Jestem w kontakcie z Panem z Rumunii, który podróżuje na wózku swoim T3 Syncro. W Defie mają chłopaki ciasnotę we dwóch. Ogromne wyrazy szacunku!

  • cezar85

    Oceniono 6 razy 2

    my mamy większe problemy

    tylko 30% baterii i aż pół metra do gniazdka

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX