Biurowiec spólki Srebrna przy ulicy Srebrnej 16 w Warszawie

Biurowiec spólki Srebrna przy ulicy Srebrnej 16 w Warszawie (Fot. Sławomir Kamiński / AG)

reportaż

Jeśli istniałoby coś na kształt zbiorowej godności, to na Srebrnej ta godność została ostatnio nadszarpnięta

Srebrna w Warszawie to ulica pogranicza, spotykają się tu dwa światy. W blokach mieszkają głównie starsi ludzie, emeryci i renciści. Kilkaset metrów dalej zaczyna się tętniące życiem ścisłe centrum stolicy. To przy Srebrnej miały powstać słynne już "dwie wieże".

Świat pani Teresy koliduje ze światem współczesnym przykładowo tam, gdzie się skręca z ulicy Srebrnej w ulicę Towarową. Pani Teresa* idzie chodnikiem krokiem miarowym, spokojnym, bo nigdzie nie musi się już spieszyć. Idzie i słyszy, jak szybkim krokiem zbliża się ktoś młody, najczęściej mężczyzna. Jest kilka metrów za nią. Bez odwracania głowy można wyczuć irytację mężczyzny, jego ciężki oddech. W końcu irytacja przechodzi w czyn, mężczyzna przyspiesza i wymija panią Teresę z lewej strony, skręcając w prawo. - Jak tak można? - dziwi się pani Teresa. - Przecież ja się mogę potknąć, wywrócić, czy nie można by z prawej strony, jeśli już się tak komuś bardzo spieszy?

Ulica Srebrna w Warszawie dzielnie broni się przed współczesnością. Zachowuje jeszcze urok, ciszę i kameralność. Na 350 metrach od Towarowej do Twardej jest tylko kilkanaście adresów, pod którymi ludzie chcą mieć po prostu święty spokój.

fot. Mariusz Sepioło
fot. Mariusz Sepioło

Dwa światy

Cisza. Trzask. Znowu cisza. I trzask. Na podwórku jednego z bloków przy Srebrnej żywego ducha. Młodzi w pracy, starsi na spacerach. Balkony puste, bo zima, gdzieniegdzie tylko wywieszony ręcznik. Boisko do koszykówki też puste. W lokalach na parterze świeci się światło - akurat tutaj mieszczą się firmy. Spokój przerywają odgłosy giętej blachy z budowy obok, choć już pod innym adresem.

Od północy i południa nacierają na Srebrną betonowe wieżowce, które składają się głównie z pustki i szkła.

Srebrna to ulica pogranicza, spotykają się tu dwa światy. W blokach mieszkają starsi ludzie, emeryci i renciści, do których w odwiedziny dzieci i wnuki przyjeżdżają z wygodniejszych dzielnic-sypialni. Kilkaset metrów dalej zaczyna się tętniące życiem ścisłe centrum. Hotele, kafejki, kebaby, sajgonki i barber shopy prowadzą nas prosto do świątyni handlu - Złotych Tarasów. Ci, którzy przyjeżdżają do stolicy załatwić swoje sprawy, wysiadają z pociągów na Centralnym i znikają w przejściach podziemnych. Nie kierują się w stronę Srebrnej.

Dzięki tej bliskości oprócz osób starszych można tu spotkać zabieganych młodych, studentów, pracowników korporacji w centrum, restauracji i fast foodów. Jedna z mieszkanek sąsiaduje ze stancją na wynajem i na wspomnienie hucznych imprez zza ściany macha tylko ręką ze zrezygnowaniem. Inna informuje, że na ostatnim piętrze mieści się agencja towarzyska i czasem na schodach widać krew po nocnych awanturach.

fot. Mariusz Sepioło
fot. Mariusz Sepioło

W uliczkach przy Srebrnej można łatwo zaparkować, o czym świadczą rejestracje przyjezdnych aut. Elegancka kobieta dopija kawę ze stacji paliwowej obok, wsiada i odjeżdża, aż unosi się kurz. Na gałęzi drzewa zostaje identyfikator na niebieskiej smyczy.

Zirytowana studentka z bloku przy Srebrnej nie umie znaleźć odpowiedniego opisu. - Że co o Srebrnej? Że brud i syf? - trochę przesadza. - Pan lepiej starszych popyta, może coś lepszego powiedzą.

Wartość zerowa

- Świat korpo powoli przenosi się na Wolę - mówi mi Jacek, lekko po trzydziestce, trochę zmęczony warszawską presją. - Na Domaniewskiej nie ma już miejsca. Dlatego na Woli co kilka ulic powstaje nowy biurowiec. Powstanie też w dawnym "Pekinie", czyli kamienicy Wolfa Krongolda przy Złotej. Architektura z końca XIX wieku będzie poprzetykana szklanymi domami.

Srebrna 16 to budynek z przełomu XIX i XX wieku. Trzypiętrowy biurowiec, w którym przed wojną mieściły się biura fabryki Bormann i Szwede - jedyny ocalały obiekt z całego kompleksu. Należy do spółki Srebrna. W 2014 roku stołeczna "Gazeta Wyborcza" informowała o planach wybudowania w tym miejscu imponującego wieżowca. "'Srebrny wieżowiec' miałby mieć 36 pięter naziemnych i cztery podziemne, mieszczące parking na 450 aut - takie rozmiary wpisano we wniosku o warunki zabudowy, złożonym w stołecznym ratuszu" - pisali dziennikarze.

Srebrna 16 (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)
Srebrna 16 (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Wówczas budynek pod adresem Srebrna 16 widniał jeszcze w rejestrze stołecznych zabytków. W 2015 roku został z niego wykreślony. Ówczesny konserwator zabytków kierował się opinią rzeczoznawcy Jakuba Lewickiego, specjalisty od architektury i historii sztuki, który stwierdził m.in., że "wartość historyczną budynku przy ulicy Srebrnej 16 należy ocenić jako zerową. Także są nieznane żadne wydarzenia historyczne związane z tym budynkiem o znaczeniu lokalnym i ponadlokalnym".

Po wybuchu "afery taśmowej" z prezesem Jarosławem Kaczyńskim w roli głównej Towarzystwo Przyjaciół Woli wystąpiło o ponowne włączenie budynku do gminnej ewidencji zabytków. Plany budowy wieżowca - a raczej, jak pokazują nagrania, wieżowców nazywanych niekiedy "dwiema wieżami" - zostałyby zablokowane.
Dla mieszkańców Srebrnej, z którymi rozmawiam, wartość budynku na pewno nie jest "zerowa".

Pani Krystyna wraca z rehabilitacji. Powolnym krokiem zmierza do swojego mieszkania. Dystans do pokonania ma spory, ale nie jest to dla niej problemem. Do "dawnej" Woli, jak większość starszych sąsiadów, ma sentyment. - Przecież to jest historia - mówi o budynku pod numerem 16 pani Krystyna. - Nie chciałabym mieć pod nosem dwóch szklanych wieżowców. Pyta pan, co sobie pomyślałam, jak przeczytałam o wieżowcach Kaczyńskiego. Wie pan, jestem kulturalną osobą, więc co ja sobie pomyślałam, to już zostawię dla siebie.

Na ścianie budynku przy ulicy Srebrnej 16 wisi tablica, na której przedsiębiorcy najmujący tu lokale mogą wywieszać swoje wizytówki. Miejsc jest w sumie 48. Zajęte trzy. - Firmy się stąd wyprowadziły po ostatnich aferach - słyszę od mieszkańców bloku obok.

Srebrna 16 (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)
Srebrna 16 (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Godność zbiorowa

Wchodzę do klatek, pukam do drzwi i pytam o przestrzeń.

Ludzie ze Srebrnej są przekonani, że nie można nią sobie tak swobodnie "zarządzać". Że przestrzeń to nie tylko beton, ziemia i pasy zieleni. Że przestrzeń to ludzie. I jeśli istniałoby coś na kształt zbiorowej godności, to na Srebrnej ta godność została ostatnio poważnie nadszarpnięta.

- Bo nas od tragedii oddziela tylko ten pałacyk - mówi pani Teresa i palcem pokazuje widok za oknem. Na działce numer 12 stoi Muzeum Woli (obecnie w remoncie). Dzięki temu, że to zabytek i placówka kulturalna, mieszkańcy jeszcze nie patrzą na biurka i kserokopiarki.

Pani Teresa w swoim bloku była pierwszą lokatorką. Połowa lat 60., wokół Warszawa dopiero się murowała. A dziś? Żyje się dobrze, bo wszędzie jest blisko. Ale z czasem zniknęły zielone skwerki, powycinano drzewa. Kiedyś nawet samochody musiały tutaj zwalniać, teraz śmigają w tę i z powrotem.

W młodzieży jest nadzieja, twierdzi pani Teresa, bo przecież młodzi tacy piękni, wykształceni, znają języki, podróżują. - Żeby tylko tego życia nie zmarnowali - martwi się pani Teresa, a ja od razu pytam, co to znaczy: nie zmarnować.

- A bo ja wiem? - zamyśla się na chwilę. - Pełno jest teraz alkoholu, narkotyków.

Na tyłach jej bloku była kiedyś knajpa. Głośno i szemrane towarzystwo zjeżdżało się taksówkami. Pani Teresa po zmroku, wychodząc z psem, zatrzymywała jednego z młodych sąsiadów, którzy wynajmują tu mieszkania, i oznajmiała: "Pan tu stoi, a ja chodzę". Sąsiad grzecznie czekał, aż piesek się załatwi, i zerkał, czy wszystko w porządku. Pani Teresa mogła bezpiecznie wrócić do domu.

Muzeum Woli (fot. Mariusz Sepioło)
Muzeum Woli (fot. Mariusz Sepioło)

Kiedy zniknęła podejrzana knajpa, nawet powietrze w korytarzach jej bloku jakby stało się lżejsze.

Ale pani Teresa stara się za długo na to wszystko nie utyskiwać. W okolicy jest powierniczką ludzkich problemów. Spotyka sąsiadów, którzy w krótkiej rozmowie wyliczają swoje bolączki. A pani Teresa chciałaby żyć i się tym życiem cieszyć - trwa ono już ponad 80 lat. - Staram się udawać - kończy pani Teresa. - Udawać, że wszystko jest w porządku.

Trójkąt Bermudzki

Pan Witold przysiadł na murku i patrzy na świat. Jest z nim pogodzony.
W tej okolicy mieszka od ponad dwudziestu lat. Wcześniej też na Woli, ale kilka ulic dalej. - Przysługiwało mi mieszkanie, do wyboru miałem jedno z trzech - opowiada. - Wybrałem to 90-metrowe. Trochę przerobiłem, wyremontowałem. Mieszka się dobrze. Ciepło, dwie windy, balkon. Nie ma co narzekać.

Z zawodu ślusarz, pan Witold musiał mieć rękę pewną jak chirurg. - Tego nie można się nauczyć, trzeba to w sobie mieć - mówi. - Złotnikowi, jubilerowi ręka może się omsknąć. Ślusarz musi być idealnie precyzyjny. Bo każde wgłębienie w kluczu musi perfekcyjnie pasować do zamka.

Na Srebrnej dziś już jest spokojnie, nie ma strachu, że jak się wyjdzie po zmroku, to się dostanie czymś ciężkim w głowę. Szemrane towarzystwo zniknęło, powymierało albo powynosiło się do zamkniętych zakładów, odsiadywać co swoje.

- Czterdzieści lat temu to co innego - mówi pan Witold i patrzy ponad maskę samochodu, który zaparkował tu na dziko. Rozmawiamy osłonięci od wiatru, nieopodal spożywczaka, w którym pan Witold codziennie robi sprawunki. - Jakby pan wtedy, tak jak dzisiaj, wszedł na Srebrną, to mógłby pan cało nie wyjść. Albo bez tego plecaka.

ul. Srebrna 16 (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)
ul. Srebrna 16 (fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Trójkąt Bermudzki - mówiło się kiedyś o ulicach Srebrnej, Miedzianej i - prawdopodobnie - Wroniej, choć dziś to samo określenie częściej odnosi się do owianego złą sławą rejonu Pragi Północ. Ale dawniej i tu, na Woli, przybysz z zewnątrz nie mógł się czuć bezpiecznie. Pod tym względem Wola w Warszawie przodowała, obok wspomnianej już Pragi i ciemniejszych uliczek Śródmieścia.

Pan Witold dodaje, że kiedyś jednak żyło się lepiej, mimo że czasy były niewesołe. - Ludzie mieli pracę i pieniądze - opowiada. - A jak w sklepach puste półki, to się jechało na wieś i pół świniaka przywoziło. Nawet jak się wzięło kredyt, to ludzie nie mieli strachu, że go nie spłacą. Zawsze było z czego. Dzisiaj młodzi tylko gonią i gonią.

Uczciwość, pracowitość, kręgosłup moralny - to się w życiu pana Witolda liczyło. A teraz, na emeryturze, przyszło mu żyć w świecie, o którym mówi tak: - Ludzie są podzieleni, Wola jest podzielona. A kto podzielił? No kto, pan ma jakiś pomysł? A ten, z Nowogrodzkiej. Ja tego, proszę pana, nie mogę zrozumieć. Jak można tyle złego wyrządzić? Sądy, prokuratura, telewizja. Jeszcze wieżowce będzie sobie stawiał. Nie mogę przyjąć ich arogancji, nie mogę po prostu.

Podnosi się i odchodzi, machając na to wszystko ręką.

*Niektóre imiona zmieniłem

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Mariusz Sepioło. Reporter. Publikuje w m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Polityce" i "Gazecie Wyborczej". Autor książek reporterskich: "Ludzie i gady" (wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w więzieniu, "Himalaistki" (wyd. Znak, 2017) o najwybitniejszych wspinających się Polkach i "Nanga Dream" o Tomku Mackiewiczu. Można się z nim skontaktować przez stronę internetową www.mariuszsepiolo.com

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także