Lekarze nie chcą wypisywać recept na medyczną marihuanę

Lekarze nie chcą wypisywać recept na medyczną marihuanę (fot. Mieczysław Michalak / AG)

społeczeństwo

O receptę na medyczną marihuanę prosiła wielu lekarzy. Mówili: "nie preferuję", "nie podejmę się", "też mam rodzinę"

To, co się dzieje w naszym kraju, to jakiś dramat! - mówi Renata Duda, której matka cierpi na najcięższą postać glejaka mózgu. Chorzy na śmiertelne nowotwory upatrują ostatniej nadziei w medycznej marihuanie. Lekarze nie chcą jednak wypisywać na nią recept. Efekt? Czarny rynek kwitnie. A dealerzy, do których trafiają najbardziej zdesperowani chorzy, nie mają żadnych skrupułów.

Glejak oznacza śmierć, a diagnoza - wyrok.

68-letnia Róża Książek usłyszała go późną zimą ubiegłego roku. -Mama nie czuła żadnego bólu, ale nagle - bez żadnego powodu - zaczęła utykać na lewą nogę. Trafiła do lekarza. Okazało się, że przyczyną jest guz mózgu. Miała operację, a potem odebraliśmy wynik histopatologiczny z diagnozą "glioblastoma multiforme"- mówi córka Róży, Renata Duda.

Glioblastoma multiforme to łacińska nazwa glejaka wielopostaciowego IV stopnia złośliwości, w którego przypadku leczenie - tak radio-, jak i chemioterapia - ma charakter wyłącznie paliatywny. Śmierć przychodzi szybko. Najczęściej do roku. 

To już nie ma sensu. Ona odchodz

19-letnia Kamila na nieco lżejszą postać glejaka - bo III stopnia - choruje od dwóch lat. Lekarze prognozowali, że przeżyje półtora roku. Jej glejak dał o sobie znać atakami padaczek. - Ale lekarzom nie zapalało się czerwone światło i wciąż dawali jej tylko leki. Dopiero kiedy upadła na ulicy i uderzyła głową o krawężnik, zrobiono tomograf. Guz miał pięć centymetrów - opowiada jej mama, Joanna Zawacka. Kamila przeszła do dziś dwie operacje i radioterapię.

fot. Anna Kraśko / AG
fot. Anna Kraśko / AG

Kiedy 21-letnia Daria wyczerpała już wszelkie dostępne metody leczenia, bliscy błagali lekarzy, by zastosowali medyczną marihuanę. - Ordynator powiedział, że to nie ma sensu, bo ona odchodzi - relacjonują. 
 
Bo kiedy chorzy i ich bliscy dowiadują się, że leczenie nie da wyzdrowienia - szukają ratunku właśnie w medycznej marihuanie, która jest w Polsce legalna od jesieni 2017 roku. -Za każdym razem, kiedy trafiają do mnie chorzy z glejakami, pytają o marihuanę- potwierdza guru polskiej onkologii, prof. Cezary Szczylik. Profesor Szczylik przepisuje recepty na konopie. Kiedy ta informacja dotrze do chorych - na jego biurku z pewnością rozdzwonią się telefony z prośbą o wizytę. Bo takich lekarzy jak on jest dziś naprawdę niewielu. 
 
Profesor nie pozostawia złudzeń: marihuana nie uratuje chorym życia. Jednak podkreśla jej niewątpliwe walory antydepresyjne i antylękowe. Nie on jeden. Na stosowanie konopi w leczeniu chorych zezwala 17 europejskich państw. W Polsce dopiero pół roku po legalizacji pierwsza firma farmaceutyczna złożyła w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych wniosek o rejestrację leku. Tyle trwało zgromadzenie wszystkich wymaganych dokumentów, które przez kolejnych kilka miesięcy analizowali urzędnicy. W efekcie susz konopny trafił do polskich aptek dopiero w styczniu tego roku. Za gram trzeba zapłacić 65 zł. A to oznacza, że przeciętny koszt miesięcznej terapii to przeszło tysiąc złotych. Marihuana nie tylko nie jest refundowana, ale dodatkowo obłożono ją nie ośmio-, a 23-procentową stawką VAT! - Będziemy walczyć o refundację i obniżenie VAT-u do 8 procent, tak jak ma to miejsce w przypadku innych surowców farmaceutycznych - zapowiada Małgorzata Wagner, farmaceutka z Konina. 

W pierwszym rzucie przywieziono 7 kg suszu z Niemiec, co zaspokoiło potrzeby około pół tysiąca chorych. Skala - biorąc pod uwagę realne zapotrzebowanie - zakrawa na ponury żart. Konopi poszukują przecież nie tylko chorzy onkologiczni, ale też ci z przewlekłym bólem, depresją, stwardnieniem rozsianym czy autyzmem oraz cierpiący na lekooporną padaczkę. To od tych ostatnich rozpoczęła się zresztą w Polsce dyskusja o medycznej marihuanie - walkę o nią toczył dr Marek Bachański.  
 
Samych chorych na lekooporną padaczkę jest w Polsce ponad sto tysięcy. Ilu tych z zaawansowanymi nowotworami Trudno oszacować. 

Prof. Cezary Szczylik (fot. Robert Kowalewski / AG)
Prof. Cezary Szczylik (fot. Robert Kowalewski / AG)


Lekarz: W internecie jest tego pełno 

Kiedy jechaliśmy na ostatni rezonans, mama powiedziała: "Dzieci, po co to wszystko? I tak nic z tego nie będzie"- mówi Renata Duda. I córka, i matka bardzo chcą zdobyć medyczną marihuanę, którą traktują jak ostatnią nadzieję na przedłużenie życia i jego komfortu. Chodzi o przekonanie, że wszystko, co było można, zostało zrobione. 

Mama dopytuje, kiedy dostanie marihuanę, a ja nie potrafię odpowiedzieć- mówi Renata. O receptę prosiła wielu krakowskich lekarzy. - Od neurologa usłyszałam, że kategorycznie nie wypisze mi takiej recepty, bo "nie preferuje takiego leczenia". Od lekarki rodzinnej, że "nie podejmie się prowadzenia takiej terapii". Potem odmówiło nam jeszcze dwóch kolejnych onkologów. Od jednego z nich usłyszałam, że nie wypisze recepty, bo się boi, bo "on też ma rodzinę"- mówi Renata Duda. Na pytanie, czego się boi, lekarz nie odpowiedział.

Joanna Zawacka, matka Kamili, od lekarza usłyszała, że dopiero musi "poczytać" o marihuanie. -Sprawiał wrażenie zdezorientowanego - ocenia kobieta. 
 
Rodzina Darii usłyszała ostatecznie od ordynatora oddziału, że "szpital nie ma do marihuany dostępu". - To, co się dzieje w naszym kraju, to jakiś dramat. Totalne nieporozumienie!- mówi Renata Duda, która w sprawie recept na medyczną marihuanę zadzwoniła do Ministerstwa Zdrowia. - W departamencie leków powiedziano mi, że każdy lekarz może taką receptę wypisać, ale ministerstwo nie może nikogo do tego zmusić - relacjonuje. - A jednak marihuana znika z aptek, więc ktoś te recepty wypisuje! Nam lekarz najpierw tego odmówił, a potem. zasugerował szukania ratunku w internecie! Powiedział, że "na portalach jest tego pełno"- mówi Duda. 

Fot. Paweł Małecki / AG
Fot. Paweł Małecki / AG

To jest walka o życie, proszę pożyczyć pieniądze 
 
Czarny rynek kwitnie. A dealerzy, do których trafiają najbardziej zdesperowani chorzy, nie mają żadnych skrupułów. Za sprzedawany przez siebie olej każą sobie płacić kilka tysięcy złotych. Kupujący wierzą, że otrzymają ekstrakt z bardzo dużym stężeniem THC, a właśnie jej najbardziej poszukują chorzy na raka. Jednak czy rzeczywiście tak jest, do końca zostaje niewiadomą. W środowisku osób walczących o legalizację medycznej marihuany powtarzana jest historia o dealerze, który sprzedawał chorym olej silnikowy. Problem polega bowiem na tym, że chorzy nie sprawdzą składu kupionej substancji w laboratorium, bo najpierw musieliby się przyznać do przestępstwa, jakim było kupienie jej na czarnym rynku. 

Mimo to ryzykują.  
 
Pani Aneta poszukiwała pomocy dla matki chorej na raka narządów kobiecych z przerzutami. Kiedy sprzedawca przedstawił kosztorys, okazało się, że miesięczna kuracja kosztowałaby przeszło dziesięć tysięcy złotych! - Przecież to jest walka o życie. W takiej sytuacji trzeba robić, co się da. Na pewno ma pani przyjaciół, którzy zrozumieją powagę sytuacji i pożyczą pieniądze - przekonywał dealer. 
 
Reguły czarnego rynku są bezwzględne. Sprzedawcy manipulują chorymi i robią wszystko, by uzależnić ich od siebie na cały okres choroby. Powtarzają m.in., że kiedy już raz zacznie się stosować olej, to trzeba go stosować konsekwentnie. - Bo jeśli przestaniemy, to rak zacznie się namnażać w szaleńczym tempie - cytuje pani Aneta. Od jednej z kobiet, która kupiła olej dla chorej na glejaka przyjaciółki, dowiadujemy się, że sprzedawca próbował ingerować w całe jej leczenie. - Namawiał do zaprzestania chemio- i radioterapii. Przekonywał, że to wszystko spisek firm farmaceutycznych - mówi. 

Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

Niebezpieczny, uzależniający narkotyk 

Pomimo legalizacji medycznej marihuany państwo nie zrobiło nic, by z rąk dealerów ją odbić. Konopie trafiły do aptek dopiero przeszło rok po wejściu w życie ustawy. W dodatku - nie do wszystkich, w małych ilościach i bez refundacji. Lekarze i farmaceuci przez lata nie mieli z nią do czynienia. Co więcej, choćby od poprzedniego ministra zdrowia, Konstantego Radziwiłła, słyszeli wprost, że to "narkotyk, który uzależnia i jest niebezpieczny". Nic dziwnego, że nie otrzymali żadnych wskazówek, jak mieliby nią leczyć chorych.  
 
Garstka tych polskich chorych, którym udało się dostać receptę, a następnie kupić susz, zetknęła się więc z kolejnym problemem: jak stosować marihuanę? - Przyszła do nas pacjentka, której lekarz zalecił posypywać suszem kanapkę, a następnie to zjadać. Aż trudno to skomentować - mówi Małgorzata Wagner. Farmaceuci zalecają waporyzowanie marihuany, czyli podgrzanie jej tak, żeby nie spalała się, ale wydzielała substancje aktywne, które chory wdycha. Marihuana bardzo szybko dostaje się do krwiobiegu i efekt jest odczuwalny już po kilkunastu minutach. Pacjenci, których nie stać na zakup waporyzatora, zwyczajnie palą susz. 
 
Ci farmaceuci, którzy mają już wiedzę o medycznej marihuanie, zdobyli ją sami. Bo szkolenia ruszyły dopiero w tym roku. Inicjatywa wyszła nie od Izby Aptekarskiej, ale kanadyjskiej firmy, która - jako jedyna - dostała pozwolenie na import suszu. - Naczelna Izba Aptekarska była świadoma, że farmaceuci bardzo tej wiedzy poszukują i dała naszym działaniom patronat. Przeszkoliliśmy już przeszło tysiąc farmaceutów. Do kwietnia będzie ich drugie tyle - mówi Tomasz Witkowski ze Spectrum Cannabis. Jego firma chce szkolić też lekarzy. - Jesteśmy na etapie rozmów z Izbą Lekarską - mówi Witkowski. Mariusz Janikowski, przewodniczący Zespołu ds. Polityki Lekowej i Farmakoterapii w Naczelnej Izbie Lekarskiej, twierdzi, że szkolenia ruszą. Jednak dopiero w kwietniu. - Dodatkowo planowane jest umieszczenie na stronie internetowej NIL ogólnodostępnych materiałów edukacyjnych dla lekarzy i lekarzy dentystów - dodaje Janikowski.

fot. Kornelia Głowacka-Wolf / AG
fot. Kornelia Głowacka-Wolf / AG

Póki co lekarze przyznają, że są bezradni. - Nie wypisałam jeszcze żadnej recepty na marihuanę, bo nie mam wiedzy, jak bezpiecznie ją stosować u pacjenta. Znam się na stosowaniu innych leków, wiem, jak one wzajemnie na siebie oddziałują. W tym przypadku nie dostałam żadnych zaleceń, wskazówek. To nie daje bezpieczeństwa ani pacjentom, ani mnie - mówi Diana Cząstkiewicz-Trawińska, onkolożka z Lublina. 
 
*** 
 
Mama dużo płacze. Tak jakby przeczuwała, że...- nie kończy Renata Duda, która ostatecznie zdobyła receptę na medyczną marihuanę. Udało jej się jednak tego dokonać dopiero w Warszawie.  
 
W sprawie Kamili ma zebrać się lekarskie konsylium.  
 
Daria zmarła w połowie lutego. 

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Anna Kalita, absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in z Gazetą Wyborczą Wrocław, Dziennikiem Polska Europa Świat i Dziennikiem Gazetą Prawną oraz UWAGĄ! TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości" o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (159)
Zaloguj się
  • ojciec_belzebub

    Oceniono 36 razy 28

    Uff, całe szczęście, że alkohol etylowy - substancja absolutnie niegroźna, ogólnie dostępna tak co 50 metrów w miastach, a nawet mająca w nadwiślańskim bantustanie status równy eucharystii - jest całkowicie legalny. Wszystko inne to złoooooooooooo!

  • czechy11

    Oceniono 33 razy 25

    W cywilizowanych krajach marihuana jaki dużo zdrowsza od papierosów i alkoholu jest w pełni legalna. Nie ma potrzeby istnienia dilerow. Można? Można

  • 123szklarnia

    Oceniono 30 razy 24

    Jak będę miał glejaka, to sobie będę uprawiał na parapecie i nie będę nikogo o nic prosił, ani płacił mnóstwo pieniędzy.
    Jednak mentalność niewolnika z lat komuny została zarówno wśród rządzących, jak i wśród rządzonych.Przecież mając parę miesięcy życia nie trzeba się bać więzienia, ani tego, że się umrze uzależnionym.

  • prokuraturarejonowa

    Oceniono 26 razy 20

    Jaki jest stosunek doktora Chazana do leczniczej marihuany? Co na to Ordo Iuris?

  • wykidajlo2

    Oceniono 15 razy 15

    Mam nadzieję, że kiedyś zostanie stworzona lista tych, którzy uchwalili i realizowali głupią ustawę o zwalczaniu narkomanii. Dla tej grupy powinien być stworzony zakaz dawania leków przeciwbólowych poza ibupromem na przykład. A gdy któryś zachoruje na raka i będzie skowyczeć z bólu, lekarze powinni mu powiedzieć wówczas "boli, tak być musi..)

  • icek20

    Oceniono 13 razy 13

    Jak te zdjecie z oddzialu onkologi jest prawdziwe i tak wyglada na prwwde -to ja sie pytam czy polacy wiedza ze jest XXI wiek na swiecie?

  • czechy11

    Oceniono 13 razy 13

    Ufff przerażajace ktoś zapali skręta i umarł w butach już po nim😂😂

  • szabepio

    Oceniono 13 razy 11

    Znajomy miał raka. Nie mogł tu w tym.podłym kraju uzyskać marihuany. Pojechał do Holandii. Wynajął kwaterę za 11 eur za dobę. Tam spojnie kupuje marihuanę, każdy gatunek i pali ile chce. Jest tam juz dwa lata i nie umarł. Żyje z mycia okien Holendrom. Jest szczęśliwy. Żyje. Oddycha. Jest otoczony normalnymi ludźmi. Tu w Polsce to jest jakieś kondominum głupoty zawiści tempoty chamstwa i religijnych obszczymurków.

  • lisc12

    Oceniono 21 razy 11

    Kolejny temat ktory calkowicie bezsensownie wywoluje w Polsce tyle emocji. Mieszkam w Kanadzie, marihuana jest calkowicie legalna, opodatkowana i mozna ja zamowic wygodnie przez internet. Wcale z powodu legalizacji ilosc uzytkownikow nie wzrosla (najnowsze badania). Jedyne co mnie w artykule przeraza to niewiedza lekarzy ktorych proszono o recepty, istnieje wiele opracowan angielskojezycznych ktore przeciez moga doczytac, doksztalcic sie, mamy XXI w. dla osob pytajacych w komentarzach o napary - polecam strone greenrelief ca, opisuje jak zazywac, jakie dawki przyjac nie majac doswiadczenia itd.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX