Mirosław Zbrojewicz

Mirosław Zbrojewicz (fot. PiotrLitwic.com)

wywiad Gazeta.pl

Mirosław Zbrojewicz: W dniu premiery od rana nie wychodziłem z toalety. W myślach rzucałem tę robotę

Nie wiem, jak to się działo, że biegunka ustępowała wieczorem, gdy podnosiła się kurtyna i zaczynałem grać. Mówię całkiem serio. Nie byłem w stanie udźwignąć tego psychicznie - opowiada aktor.

"Skucha", którego gra pan w serialu "Odwróceni. Ojcowie i córki", jest policjantem, wysokiej klasy specjalistą z Programu Ochrony Świadków. Mówiąc prościej - chodzi pan krok w krok za "Blachą", w którego wciela się Robert Więckiewicz. Jak to się stało, że dostał pan akurat tę rolę?

Podczas zdjęć próbnych, gdy sprawdzano, kto do kogo pasuje, ja najbardziej pasowałem do Więcola [Robert Więckiewicz gra rolę gangstera "Blachy" - przyp. red.], co mnie wcale nie zdziwiło. Jesteśmy przyjaciółmi od lat, pracowaliśmy w jednym teatrze, mieszkaliśmy blisko siebie. To było w czasach, gdy... hm... obaj prowadziliśmy nieco burzliwe życie.

Zdarzało się wam ze sobą rywalizować?

Skąd! Po pierwsze, ja od paru dobrych lat już z nikim nie rywalizuję. Po drugie, nie jesteśmy z Robertem dla siebie sparingpartnerami. Nie chodzi już nawet o to, jak wysoko Robert się wspiął. Po prostu on gra w kinie i póki co nie dostał takiej propozycji teatralnej, która skłoniłaby go, by wrócił do teatru. Z dużą stratą dla teatru.  

Ja natomiast pracuję w Teatrze Polskim i szczęśliwie układa mi się, że gram to, co chcę. A w filmie pojawiam się, kiedy on do mnie przychodzi. Łapię okazje, raz lepsze, raz gorsze. Moje możliwości wyboru są ograniczone przez szufladę, w jakiej się znalazłem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mirosław Zbrojewicz na planie serialu ''Odwróceni. Ojcowie i córki'' (fot. mat. prasowe TVN)

Bo najczęściej obsadzają pana w rolach twardzieli i gangsterów?

No tak. Przez tę szufladę dostaję role, które coraz mniej mnie kręcą. Chociaż ostatnio zagrałem też ojca, cóż, to już ten wiek. Na szczęście wśród "ojcowskich" propozycji pojawiają się różne - gram nie tylko złych, ale i dobrych.

Chciałby pan zagrać amanta?

Za rolą amanta tęskniłem, odkąd skończyłem szkołę aktorską. Tylko jak patrzyłem w lustro, zawsze widziałem w nim kogoś innego. Wie pani, chyba każdy absolwent marzy o tym wszystkim, co się z rolą amanta wiąże, czyli o scenach łóżkowych. Nie ukrywam, że ja również. Czekałem, czekałem i trafiło mi się, jak miałem 55 lat, w "Rozdroże Cafe".

I jak?

Fantastycznie! Szkoda, że tak późno!

Lepiej późno niż wcale.

Przymierzam się właśnie do niemiecko-szwajcarskiej produkcji, w której element bliskości między kobietą a mężczyzną jest dość ważny. A rzecz dotyczy ludzi w moim wieku.

13.09.2011 LODZ , MIROSLAW ZBROJEWICZ NA PLANIE  FILMU KRYMINALNEGO PT  KOMISARZ ALEX ' W AKADEMII HUMANISTYCZNO EKONOMICZNEJ PRZY UL REWOLUCJI .FOT . MARCIN STEPIEN / AGENCJA GAZETA
Mirosław Zbrojewicz na planie serialu ''Komisarz Alex'', 2011 rok (fot. Marcin Stępień/Agencja Gazeta)

Czuje pan ekscytację?

Na razie się boję. Zawsze jest ryzyko. Trzeba trafić na odpowiednią partnerkę na planie. Poza tym ja mam już 62 lata. W tym wieku wypada się traktować poważnie.

Nie wygląda pan na swoje lata! Myśli pan o sobie: jestem fajnym facetem?

Powiem pani tak: w tym zawodzie dostajemy mnóstwo sygnałów na swój temat, a skala między "tak" a "nie" jest naprawdę ogromna. I tymi ocenami my, aktorzy, jesteśmy bombardowani przez lata, na okrągło. W moim wypadku od 40 lat. To musi na człowieka jakoś wpływać. Ja mam takie momenty, że kiedy mi jakaś rola podejdzie bardziej, to się wspinam w tym moim samopoczuciu i samooglądzie. Z kolei jak "dam ciała", to nie mogę się wygrzebać spod kołdry i jestem sobą przestraszony.

Nie przesadza pan?

Trochę tak, ale chciałem pani opisać pewien mechanizm.

Jak pan wychodzi spod tej kołdry?

Potrzebuję czasu, by złapać do siebie dystans, użyć rozumu. I wtedy, jak na siebie patrzę, to już myślę: "W gruncie rzeczy niezły gość". Ale na to składa się wiele rzeczy, przede wszystkim fakt, że mam fantastyczną rodzinę. I fantastyczne życie, naprawdę. Wszystko mi się pięknie poukładało. Trochę dlatego, że mam szczęście, trochę w tym jest też mojej zasługi. Słowem - są okoliczności do tego, żebym mógł się wreszcie poczuć spełniony.

FOdwrceni 2, nz: Mirosaw Zbrojewicz - Skucha, Fot. Piotr Litwic/TVN
Mirosław Zbrojewicz jako ''Skucha'' (fot. PiotrLitwic.com)

Bezsprzecznie. Choć wiem, że żona jest pańskim ostrym krytykiem.

Liczę się z jej zdaniem. Jest bardzo surowa, ale sprawiedliwa, o czym się parę razy przekonałem.

Jak pan coś zrobi świetnie, to mówi: "Mirek, świetnie", a jak kiepsko, to mówi: "Mirek, kiepsko".

Że "świetnie", to mi nigdy nie powiedziała. Najwidoczniej to dopiero przed nami. Zwykle mówi wtedy, że "nie ma się czego wstydzić". Jak mi coś pójdzie kiepsko, nazywa rzecz po imieniu. I ja nie mam przestrzeni na obronę. Nie obrażam się jednak, bo wiem, że gdyby mnie chciała skopać, to na pewno nie odbędzie się to na płaszczyźnie zawodowej.

Oboje pracujemy w teatrze, więc doskonale wiemy, co się dzieje z ludźmi, którzy są poddawani tej straszliwej obróbce. Mamy ogromny szacunek do siebie i do swojej pracy. Moja żona jest inspicjentką w teatrze, od prawie 40 lat. Jest debeściarą, pracowałem z nią w Teatrze Studio, więc wiem, co mówię.

Ja z kolei wiem, że wciąż przeżywa pan każdą kolejną premierę.

Różnie bywa. Gdy zaczynałem, każda premiera skłaniała mnie do zastanawiania się: "Czy ja się do tego aby na pewno nadaję?". Bo w dniu premiery od rana nie wychodziłem z toalety, taką miałem biegunkę. Nie wiem, jak to się działo, że ustępowała ona wieczorem, gdy podnosiła się kurtyna i zaczynałem grać. Mówię całkiem serio, że za każdym razem w myślach rzucałem wtedy tę robotę. Nie byłem w stanie udźwignąć jej psychicznie.

06.01.2009 WARSZAWA , TEATR STUDIO , PROBA DLA MEDIOW PRZEDSTAWIENIA  KUSICIEL ' W REZYSERII MARKA FIEDORA .NZ. MIROSLAW ZBROJEWICZ ( L ) I KRZYSZTOF SKONIECZNY ( P )FOT. WOJCIECH SURDZIEL / AGENCJA GAZETA
Mirosław Zbrojewicz na deskach Teatru Studio, rok 2009 (fot. Wojciech Surdziel / AG)

Potem zacząłem się jakoś z tym oswajać. W końcu tych spektakli zagrałem naprawdę sporo. Niedawno robiłem porządek w szpargałach, bo zbieram stare scenariusze. I tylko w paru przypadkach zastanawiałem się, "co ja tam robiłem?!". Tak poza tym zebrałem całkiem pokaźne doświadczenie. Więc moje ciało najwidoczniej musiało sobie z tym problemem poradzić. Choć do dziś zdarzają się sytuacje, że jestem całkowicie pokonany przez tremę.

I co wtedy?

Zamykam oczy i rzucam się w grę.

Skutecznie, bo zagrał pan też ponad sto ról w filmach i serialach.

Ról to, wie pani, było może z pięć. Reszta to praca. Dopiero od niedawna zdarza mi się słyszeć, że ktoś pisząc tę postać, miał w głowie właśnie mnie. A konkretnie wygląda to tak, że dzwoni moja agentka, mówi, że dostała scenariusz i że jest on interesujący. Wtedy nie ma wątpliwości, że chcę to zagrać. Ale kiedy scenariusz jest beznadziejny i już przez niego przebrnę, idę do kuchni, otwieram lodówkę i patrzę, jaki jest stopień zapełnienia. Gdy jest satysfakcjonujący, z ogromną przyjemnością mogę odmówić. Że nie ma czasu, że innych propozycji jest tak strasznie dużo, i że się nie uda. Że najmocniej przepraszam, bo owszem, propozycja jest fantastyczna, ale gdyby padła kiedy indziej, to może.

Ma pan naturę buntownika?

W tej chwili to mi chyba już tylko została jakaś starcza przekora. A poważnie mówiąc, z wielu powodów musiałem się stawiać, i się stawiałem. Nie wiem, jakie mechanizmy mną kierują, ale jest tak, że do czegokolwiek podchodzę, to najpierw wywracam to na drugą stronę. Czasami kompletnie bez sensu, nie wiadomo po co. Ale już nie umiem inaczej.

Jest pan twardzielem - za jakiego uchodzi?

Wręcz przeciwnie. Ale to złożona kwestia. Bo to, że do dzisiaj żyję, w równym stopniu zawdzięczam żonie, jak i sobie. Że funkcjonuję, że pracuję. Mogło być naprawdę bardzo różnie. Ja w ogóle nijak sobie nie radzę w życiu, twardziela to ja tylko udaję. 

Miewałem trudne momenty, nagłe zwroty akcji, po których wydawało mi się, że już się nie podniosę. A jednak się podnosiłem.

Opowie mi pan?

Jak człowiek pije, a potem przestaje, to jego życie zmienia się zasadniczo. Wie pani, ilu z nas, aktorów, tak miało? Ci, którzy o tym moim problemie dowiedzieli się po czasie, są zadziwieni, że poradziłem sobie sam. Bez terapii, bez pomocy fachowców. Po prostu odstawiłem alkohol z dnia na dzień i koniec. Myślę, że to samo byłoby z papierosami. Jak sam przed sobą uznam, że już nie chcę, to odstawię i mi się uda. Póki co nie będę gadał po próżnicy.

Dawno, dawno temu, też na zakręcie, gdy miałem jakieś 23 czy 24 lata, moje przyjaciółki uznały, że jedynym ratunkiem będzie prowadzanie mnie po wróżkach i astrologach. Opowiadali mi oni różne dziwne rzeczy, oczywiście nic się nie zgadzało. Poza jedną, którą przekazali mi wszyscy czterej, łącznie z astrologiem urodzeniowym z katedry na uniwersytecie we Fryburgu w Szwajcarii.

r07.07.2007 MIEDZYZDROJEFESTIWAL GALA GWIAZD 2007N/Z MIROSLAW ZBROJEWICZFOT. ARTUR KUBASIK / AGENCJA GAZETA
Mirosław Zbrojewicz na festiwalu w Międzyzdrojach, rok 2007 (fot. Artur Kubasik / AG)

Jaką?

Że będę żył 98 lat. W związku z tym ja się nie śpieszę. I myślę sobie, że to jest powód, dla którego u mnie wszystkie cykle są przesunięte - dopiero teraz pomału zaczynam myśleć po dorosłemu. Choć jeszcze nie do końca. Pewne niedomagania związane z wiekiem dopadły mnie dopiero jakieś trzy, cztery lata temu. Już nie jestem tak szybki jak kiedyś, nie jestem tak aktywny. I to mnie trochę wytrąca z równowagi.

Być może jest też tak, że kryzys wieku średniego, który kiedyś przychodził na faceta w wieku lat 40, a dzisiaj 50, na razie mnie ominął. Wydaje mi się, że będę go przechodził dopiero jako 65-latek. Z drugiej zaś strony, jeśli kryzys wieku średniego dopadnie mnie jako 65-latka, to chyba zabiję się własnym śmiechem. Że w tym wieku, naprawdę?

Skoro dopiero teraz pan zaczął myśleć po dorosłemu, to jak to się stało, że udało się panu kilkadziesiąt lat temu podjąć dorosłą przecież decyzję o zostaniu aktorem?

Dość szybko zrozumiałem, że ja naprawdę nie wiem, co chcę robić w życiu i kim chcę być. A przyszedł moment, że należało coś zrobić. Tak się złożyło, że w tamtych czasach w szkole teatralnej nie było wojska. To był jeden aspekt. Drugi był taki, że do żadnej konkretnej roboty chyba się nie nadawałem. Poza tym w liceum księgarskim, do którego chodziłem, trafiłem na świetnego nauczyciela od bibliotekoznawstwa. Pan Jacek tak naprawdę uczył nas historii kultury. Dużo nam przekazał, a oprócz tego wziął mnie i moją koleżankę do adaptacji "A jak królem, a jak katem będziesz" Tadeusza Nowaka.

Nie pamiętam już, czy doszło do premiery, czy nie, ale wtedy się zaraziłem graniem. A może właściwie nie zaraziłem, ale się uczepiłem tego. Mama mnie wysyłała na bibliotekoznawstwo i nawet poszedłem na ten egzamin, ale z niego uciekłem. Potem pracowałem w czytelni naukowej nr 5 w Warszawie, no bo coś trzeba było ze sobą zrobić. Ale tylko pół roku.

B24.06.2008 USA , NOWY JORK , WARSZAWSKI TEATR TR WARSZAWA ( DAWNY TEATR ROZMAITOSCI ) I REZYSER GRZEGORZ JARZYNA WYSTAWIAJA SPEKTAKL  MAKBET 'W TEATRZE ST. ANNS WAREHOUSE PRZY ULICY MAIN SREET POD MOSTEM BRUKLINSKIM BROOKLYN BRIDGE . NZ. MIROSLAW ZBROJEWICZ I JANUSZ CHABIORFOT. BARTLOMIEJ BARCZYK /  AGENCJA GAZETA
Mirosław Zbrojewicz i Janusz Chabior podczas spektaklu w Nowym Jorku (fot. Bartłomiej Barczyk / AG)

Stamtąd też pan uciekł?

Śmiesznie wyszło, bo się okazało, że jestem uczulony na kurz, który pokrywa książki. No bo przecież nie na same książki, prawda? Jednak w związku z tym absolutnie nie powinienem był iść do teatru, bo nigdzie nie ma tyle kurzu, co tam. A okazuje się, że jednak w teatrze daję radę.

I nie widzi się pan w innym zawodzie?

W ogóle nie ma takiej opcji. Dość szybko to dostrzegłem. I całe szczęście, bo dzięki temu jest mi łatwiej. Bez tej pewności nie przeżyłbym trudnych sytuacji, które na mnie czasem spadają, i tej permanentnej oceny, o której mówiłem.

Mówią, że z teatru nie da się wyżyć. Pan nie narzeka?

No bo się nie da! Tak długo żyłem w biedzie, z żoną i dziećmi błąkaliśmy się po Warszawie, że brałem wszystko. Dziś mogę powiedzieć, że dzięki temu w tym zawodzie i na pewnym poziomie wszystko potrafię. Może oprócz profesjonalnego śpiewania. Jest mi więc łatwiej, bo mam tyle miejsc, w których mogę dodatkowo zarobić, że w teatrze czuję się naprawdę luksusowo. W tym sensie, że nie muszę brać wszystkiego. Od jakiegoś czasu udaje mi się robić tylko to, na co mam ochotę.

A w gruncie rzeczy nieistotne jest to, co dostanę do przeczytania, ale to, czy trafię na kogoś, kto wydobędzie ze mnie coś, czego do tej pory nie byłem w stanie uruchomić. Co z kolei pozwoli mi zagrać rzecz, której do tej pory nie grałem. Patrzę w moją zawodową przyszłość z coraz większym optymizmem. Przecież - przepraszam, że to powiem - z biegiem lat moich rówieśników będzie ubywało. Jak ja mam ciągnąć do 98. roku życia, to wystarczy, że ustoję na scenie. Będę jej królem!  

Premierowy odcinek serialu "Odwróceni. Ojcowie i córki" 25 lutego  o godz. 21.30 w TVN.

XOdwrceni; Mirosaw Zbrojewicz (Skucha);; Sezon 2; Odcinek 3; fot. Maciej Hachlica/TVN8BIM%$LhUIC%#
Mirosław Zbrojewicz w serialu ''Odwróceni. Ojcowie i córki'' (fot. Maciej Hachlica/TVN)

Mirosław Zbrojewicz. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Ma na koncie wiele kreacji teatralnych oraz ponad sto ról w filmach i serialach m.in. w "Chłopaki nie płaczą", "11 minut" czy "Sztos 2". Związany z Teatrem Polskim.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (27)
Zaloguj się
  • yayebye

    Oceniono 25 razy 25

    "Ale kiedy scenariusz jest beznadziejny i już przez niego przebrnę, idę do kuchni, otwieram lodówkę i patrzę, jaki jest stopień zapełnienia. Gdy jest satysfakcjonujący, z ogromną przyjemnością mogę odmówić"

    Piękne.
    Fulszacun za tę krótką prawdę o życiu aktora.

  • gonzo188

    Oceniono 26 razy 24

    Otwarty, dobry człowiek. Widziałem go w Studio (Ożenek). Potrafi zagrać (i to jak zagrać!) nie tylko bandziorów i policjantów. No i wstał. Jest "czysty".Ja też. Od ponad 30 lat. Można.

  • ilenka50

    Oceniono 12 razy 12

    Świetny aktor, super facet i dobry wywiad. Dziękuję za taki początek weekendu.

  • krynolinka

    Oceniono 12 razy 12

    Też się boję, zwłaszcza krytyki. Ale trzeba walczyć. Życie krótkie jest.

  • henri999

    Oceniono 11 razy 11

    Panie Mirosławie, otym, że fajny z Pana aktor charakterystyczny, wiedziałem już wcześniej. Teraz jeszcze myślę, że fajny z Pana człowiek- gość po prostu. Szacunek!

  • dzabbi

    Oceniono 7 razy 7

    - Skutecznie, bo zagrał pan też ponad sto ról w filmach i serialach.
    - Ról to, wie pani, było może z pięć. Reszta to praca.

  • zdziwiony6

    Oceniono 6 razy 6

    Dobry aktor. Na szczęście udało mu się nie zostać celebrytą. Z wywiadu wynika, że to generalnie normalny facet.

  • archeus_pl

    Oceniono 6 razy 6

    Doceniam gościa. Jest fenomenalny. Najlepsze przed nim.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX