Aldona z SzeryTattoo tatuuje na przedramieniu klientki Amy Winehouse

Aldona z SzeryTattoo tatuuje na przedramieniu klientki Amy Winehouse (fot: Ewa Jankowska)

fenomen

"Dziś młodzi zaczynają od wytatuowania sobie pleców czy szyi. Bo trzeba dobrze wyglądać na placu Zbawiciela"

- Dziś studia tatuażu są niczym agencje reklamowe. Przychodzi klient i mówi, jakie ma marzenia, dostajemy od niego 30 sprzecznych komunikatów i z takiego briefu musimy stworzyć projekt, który potem niejednokrotnie zmieniamy - mówi Michał Banach, właściciel studia, tatuażu Warszawa Tattoo.

41-letnia Anna pracuje w dziale kadr dużej polskiej firmy. Przeprowadza rekrutacje ludzi z całego kraju. Swój pierwszy tatuaż - różę, taką jak na okładce płyty Depeche Mode "Violator" - zrobiła tuż przed czterdziestką. Gdy pytam ją, czy ten tatuaż budzi kontrowersje w pracy, odpowiada: Mam już drugi, złożyli się na niego moi koledzy i koleżanki z firmy. Powiedzieli: zastanów się, co chcesz, jutro idziemy na spotkanie z Aldoną. Aldona to tatuażystka ze studia Szerytattoo. Anna wybrała u niej Amy Winehouse na przedramię, bo lubi muzykę. Ma swoich idoli - marzy jeszcze o tatuażu z Elvisem Presleyem i Skin ze Skunk Anansie.

Piotrek dostał tatuaż w prezencie na osiemnastkę. Myślał kilka tygodni, co chciałby sobie wytatuować. Do Rafała "Kusego", tatuażysty z Szerytattoo, przyszedł z projektem z Pinteresta [serwis społecznościowy przeznaczony do kolekcjonowania i porządkowania zdjęć, inspiracji wizualnych - przyp. red.]. Wybrał sylwetkę jelenia. "Kusy" połączył ten projekt z innym, żeby tatuaż był unikatowy, a nie stanowił własności twórczej innego artysty. Jelenia Piotrek będzie miał na plecach między łopatkami. - Wrzucisz od razu zdjęcie na Instagram? - pytam. - Nie, on jest dla mnie - zapewnia Piotrek.

Piotrek dostał tatuaż w prezencie na osiemnastkę (fot: Ewa Jankowska)
Piotrek dostał tatuaż w prezencie na osiemnastkę (fot: Ewa Jankowska)

U 40-letniej Magdy zaczęło się od róży na przedramieniu. Po kilku latach była gotowa na kolejny tatuaż. - Jestem matką, nie jestem nigdzie zatrudniona, więc o uwagi w pracy się nie martwię. Mąż nie lubi tatuaży, więc jak mu powiedziałam, że chcę zrobić kolejny, to tylko przewrócił oczami - opowiada. Jej synowie proszą ją, żeby zrobiła zdjęcie swoich tatuaży, bo chcą pochwalić się w szkole. Starszy, 13-latek, też już chce się tatuować, ale musi poczekać, aż będzie pełnoletni.

Paweł, z branży medialnej, który od lat tatuuje się u Sebastiana "Juniora" Jaryszka, założyciela studia Juniorink, jednego z najbardziej utytułowanych tatuażystów w Polsce. Na swój tatuaż wyda równowartość dobrego samochodu. - Tatuuję się, bo mogę - mówi. Jego nowy tatuaż obejmie całe ramię. - Wcześniej robiłem tatuaże tam, gdzie ich nie widać, ale kończy się miejsce, więc idę dalej. Wyrobiłem sobie taką pozycję w pracy, że tatuaż mi na pewno nie przeszkodzi. A na ważne spotkania zawsze mogę włożyć koszulę - opowiada.

Błędy młodości

Dominik, menadżer studia Juniorink, mówi, że ich klientami są wszyscy - studenci, prawnicy, szanowani lekarze chirurdzy. Wytatuowane ciała ukrywają pod garniturami. Gdy Dominik był jeszcze przedstawicielem handlowym, robił podobnie. Po kilkunastu latach pracy zmęczył się jeżdżeniem po całej Polsce na spotkania z "panami prezesami", rzucił więc pracę "repa" i dołączył do ekipy "Juniora". - W ciągu dwóch miesięcy pod maszynkę poszły ręce, palce, morda. Żeby nie mógł wrócić do poprzedniej pracy - śmieje się "Junior".

Najgorzej, jak klient nie wie, czego tak naprawdę chce. Michał Banach, właściciel Warszawa Tattoo, porównuje wręcz współczesne studia tatuażu do agencji reklamowych. - Przychodzi klient i mówi, jakie ma marzenia w związku ze swoim tatuażem, opowiada o sobie, że jest spokojny, że lubi trochę las, ciszę, ale miasto też. Dostajemy od niego 30 sprzecznych komunikatów i z takiego briefu musimy stworzyć projekt. Niejednokrotnie jest on potem poprawiany, bo klient nie tak to sobie wyobrażał - opowiada.

Aldona z Szerytattoo twierdzi, że najczęściej tatuują się ludzie między 25 a 35 rokiem życia. Do studia trafiają i młodsi, nawet niepełnoletni. - Im mówimy, żeby wrócili z rodzicem. Tatuaż to poważna sprawa, człowiek musi być świadomy, czego chce, bo będzie to nosił na skórze do końca życia. Jeśli zamierza zrobić coś głupiego, zawsze odmawiam. Jeżeli dobrze uargumentuje, dlaczego chce mieć tatuaż, nie ma problemu. Na szczęście mamy taką możliwość, żeby nie robić tatuażu każdemu - mówi Aldona.

"Juniorowi" też zdarza się odmówić potencjalnemu klientowi. - Kiedyś wytatuowanie sobie ręki, pleców czy szyi to był wyczyn, dzisiaj młodzi od tego zaczynają, bo trzeba dobrze wyglądać na placu Zbawiciela czy na Koszykach. Ja lubię swoje tatuaże, chciałbym mieć ich więcej, ale to moja świadoma decyzja i droga, którą konsekwentnie idę, a ludziom, zwłaszcza młodym, zazwyczaj się z czasem zmienia - przekonuje.

Junior z Juniorinka przy pracy (fot: Ewa Jankowska)
Junior z Juniorinka przy pracy (fot: Ewa Jankowska)

'Junior' z Juniorinka przy pracy (fot: Ewa Jankowska)
'Junior' z Juniorinka przy pracy (fot: Ewa Jankowska)

Pochopnie zrobionego tatuażu, tzw. błędu młodości, ciężko się potem pozbyć. Laserowe usuwanie go może trwać kilka miesięcy, a nawet lat. Nie jest to również tania usługa. Jedna sesja w Juniorinku kosztuje w zależności od wielkości wzoru ok. 800 zł. Co ludzie usuwają lub rozjaśniają, żeby zastąpić nowym wzorem? - Imiona sympatii, źle zrobione tatuaże - opowiada Dominik. - Przyszli do nas młodzi mężczyźni, którzy chcieli dostać się do BOR-u, więc musieli usunąć tatuaże z widocznych miejsc - dodaje. W studiu tatuażu Warszawa Tattoo Michała Banacha często usuwane są tatuaże więzienne. - Przeważnie nagie kobiety i więzienne symbole. Usuwamy też modne w latach 90. tribale - opowiada.

Każdy może zostać tatuażystą

Jeszcze ponad 20 lat temu studia tatuaży w Warszawie można było policzyć na palcach jednej ręki. Dziś w stolicy jest ich ponad 300. Choć, jak przekonuje "Junior", "z tych 300, dobrych jest może z 10".

Ekipa "Juniora" składa się z dziewięciu osób. Na brak pracy nie narzekają. - Chłopaki pracują tu od 14 lat, nasz skład praktycznie się nie zmienił. Mamy mnóstwo stałych klientów, kolejni przychodzą przede wszystkim z polecenia. Wiadomo, że zawsze mogą znaleźć miejsce, gdzie będzie taniej, ale nauczyliśmy się z nimi rozmawiać. Jak widzę, że są w stanie od ręki wydać 6 tys. zł na telefon, a nie chcą tyle samo wydać na tatuaż, to im tłumaczymy, że tatuaż jest na całe życie, że robimy fachową robotę, bierzemy za nią odpowiedzialność, nie zrobimy komuś czegoś, czego będzie się potem wstydzić - tłumaczy Dominik.

Marika Chwaszczyńska, menadżerka Caffeine Studio Bartosza Panasa, uważa, że renomowane studia nie muszą zaciekle walczyć o klienta. - Zainteresowanie tatuażem jest ogromne, mamy coraz więcej pracy. Obecnie w studio pracuje dwa razy więcej artystów niż rok temu - przekonuje.

Borislav, jeden z tatuażystów ekipy Juniorinka (fot: Ewa Jankowska)
Borislav, jeden z tatuażystów ekipy Juniorinka (fot: Ewa Jankowska)

Borislav przygotowuje stanowisko do pracy (fot: Ewa Jankowska)
Borislav przygotowuje stanowisko do pracy (fot: Ewa Jankowska)

- Pewnie, że odczuwamy konkurencję - przyznaje z kolei Aldona z Szerytattoo. I podaje przykład: Za zrobienie pleców lub tatuaż formatu A4 od dobrego artysty trzeba zapłacić kilka albo i kilkanaście tysięcy złotych. Ale taki sam tatuaż dziś zrobisz i za kilkaset złotych. Dziś każdy może otworzyć studio tatuażu, nie trzeba mieć ani żadnych pozwoleń, ani ukończyć odpowiedniej szkoły. Słowo "artysta" całkowicie się zdewaluowało.

Hermetyczne środowisko

Kilkanaście lat temu, gdy Aldona miała 27 lat i zmęczyło ją robienie paznokci, postanowiła zostać tatuażystką. Ale żeby dostać się do świata tatuażu, trzeba było wtedy mocno się postarać. - To było totalnie hermetyczne i szowinistyczne środowisko. Zawód tatuażysty postrzegano jako coś elitarnego. Nie chciano wpuścić do niego byle kogo - opowiada. Za pierwszym razem Aldonie nie udało się przekonać żadnego ze "starych mistrzów", że warto wpuścić właśnie ją. Była jednak zdeterminowana i miała talent, czym w końcu zaskarbiła sobie przychylność dwóch z nich - "Juniora" i Radosława Batoona. W 2008 roku wraz ze swoim wspólnikiem otworzyła własne studio tatuażu.

Junior przyznaje, że czasami tęskni za starymi czasami. - Dziś dzieciaki kończą liceum, biorą od mamy pieniądze na sprzęt, który kupują przez Internet, zakładają stronkę na Instagramie z końcówką tattoo albo art i już są tatuażystami. Ale brakuje im autentyczności. Kiedyś wszystko trzeba było sobie wywalczyć, nie można było po prostu pójść do sklepu i kupić maszynki, trzeba było ją zdobyć od innych doświadczonych tatuażystów. Podejście do tatuażu też było inne - był takim zakazanym owocem, jak się miało coś wydziarane, to znaczyło, że jest się buntownikiem. To nie tak, że zrzędzę, po prostu czasy diametralnie się zmieniły - przekonuje.

Z drugiej strony zaznacza, że polska scena tatuażu przeżywa swój rozkwit. - U nas i dalej na wschód, jest najciekawiej. Mamy świetnych artystów, ludzie tatuują sobie niesamowite rzeczy, chcą się wyróżniać - przekonuje. "Junior" wie, co mówi, bo jest współwłaścicielem jeszcze jednego studia - w Luksemburgu. Śmieje się, że tam wystarczyłyby gotowe projekty dwóch tygrysów, dwóch trupich czaszek i siedmiu róż, i ludzie byliby zadowoleni. - Tam rzadko ktoś zaszaleje, ludzie zawsze marzyli o tygrysie, więc chcą tego tygrysa. W Polsce - przeciwnie, chcą mieć coś unikatowego. I to jest fajne - opowiada.

Ta branża powinna być bardziej niedostępna

Do studia "Juniora" czy Aldony średnio raz na miesiąc ktoś zainteresowany pracą przesyła swoje portfolio. - Ostatnio umieściliśmy ogłoszenie, że szukamy tatuażysty. 90 procent tego, co nadeszło, było do niczego. Ci ludzie nie potrafią rysować. Miałam ochotę im odpisać, że jeśli oni w ten sposób pracują na ludzkiej skórze, to powinno im się ręce poobcinać - komentuje Aldona. Zdarzają się jednak talenty. Za takie Aldona uważa członków swojej ekipy - 21-letnią Ewę czy 29-letniego Kusego. - Jeśli mam dzielić się swoją wiedzą i 10-letnim doświadczeniem, to chcę to przekazywać komuś, kto na to zasłużył. Żeby przyjść do mnie na praktykę, trzeba się postarać. Ja kultywuję zasadę, że ten zawód nie jest dla wszystkich - mówi Aldona.

"Junior" jest podobnego zdania: Uważam, że ta branża powinna być bardziej niedostępna - mówi. I zwraca uwagę, że część odpowiedzialności za to, że coraz więcej jest tatuażystów, ponoszą szkoły tatuażu. Jedną z nich prowadzi studio tatuażu Warszawa Tattoo Michała Banacha, wieloletniego pracownika mediów, z wykształcenia aktora. Do otwarcia studia namówiła go żona. - Znaliśmy świetnie to środowisko, więc uznałem, że to dobry pomysł na biznes - mówi Banach.

I przyznaje, że środowisko tatuażystów jest bardzo zawistne. - Nie chcą uczyć młodych, bo ich zdaniem to psucie rynku - twierdzi. Gdy dwa lata temu zaczął prowadzić kursy, otrzymał kilka wiadomości z pogróżkami. - Pisano do mnie, że nie powinienem tego robić, bo rozbijam hermetyczne środowisko - opowiada.

Szejn z ekipy Juniorinka przy pracy (fot: Ewa Jankowska)
Szejn z ekipy Juniorinka przy pracy (fot: Ewa Jankowska)

Banach twierdzi, że otworzył szkołę z prozaicznego powodu - szukał pracowników. Miał dość współpracy z ludźmi, którzy przychodzili do studia, nie mając pojęcia o zasadach higieny czy BHP. - Nie mogłem też znaleźć na rynku tatuażysty, który nie uważałby się wyłącznie za artystę, ale byłby też świetnym fachowcem i przychodził na sesję punktualnie, dla którego obsługa klienta byłaby priorytetem - opowiada.

Inna sprawa, że w czasach, kiedy co chwilę powstaje nowe studio tatuażu, bardzo trudno zbudować stały zespół. - Rotacja jest ogromna. Konwenty tatuażu [festiwale tatuażu - przyp. red.] to według mnie przede wszystkim targi pracy. Po każdym 20 procent tatuażystów zmienia studio - mówi. Jak twierdzi, branżą rządzi magiczne słowo "procent", czyli procent od kwoty, którą klient płaci za tatuaż lub sesję tatuażu. Wielu tatuażystów tylko na to zwraca uwagę, a nie na to, czy dane studio zapewnia klientów. Jeden z jego stałych pracowników odszedł, bo inne studio zaproponowało mu wyższy procent. - Na odchodne zadałem mu pytanie: ile to jest 60 procent od zera? Zignorował to. Potem okazało się, że w ciągu trzech miesięcy obsłużył trzech klientów - mówi Banach.

Michał Banach na swój kurs nie przyjmie każdego. - 20 procent osób zawsze odpada, bo mają słabe portfolio. Ludzie muszą umieć rysować - przekonuje. Twierdzi, że są zaledwie dwie szkoły tatuażu w Polsce, które związane są ze studiem tatuażu. - Co do pozostałych, to nie mam najlepszej opinii. W przypadku jednej wiem, że zajęcia prowadzone są w salach z wykładziną dywanową. To jest nie do pomyślenia, bo w studiu tatuażu wszystko, włącznie z podłogą, trzeba dezynfekować - opowiada Banach. Powstają również placówki, które poza nauką tatuażu oferują także kursy z makijażu permanentnego czy medycyny estetycznej.

Znak nieskończoności

Banach podkreśla, że dobry tatuażysta powinien być przede wszystkim świetnym rzemieślnikiem, który cały czas rozwija swój warsztat, samodoskonali się. - A jeśli z czasem stanie się artystą tworzącym dzieła sztuki, to świetnie. To udaje się jednak tylko nielicznym - mówi.

Kim są uczestnicy jego kursów? - To osoby, które przez kilkanaście lat pracowały w korporacjach albo w innym zawodzie i zapragnęły go zmienić; mieliśmy żołnierza zawodowego, który zwolnił się ze służby, chłopaka po politechnice, który był kierownikiem nadzoru budowlanego. Najstarszym studentem był 52-letni kierowca tira, który rzeźbił też drewniane szafy - wymienia. Sporo jest też osób młodych, tuż po liceum, studiach, które dostały pieniądze na kurs od rodziców i jeszcze nie wiedzą, co chcą robić w życiu. - Trafiła też do nas dziewczyna, która trzeciego dnia zrezygnowała. Uznała, że traci czas, bo na makijażu permanentnym zarobi trzy razy więcej niż na tatuażu - opowiada Banach.

27-letnia Ada, nowy członek ekipy Juniorinka, pracuje nad nowym projektem tatuażu (fot: Ewa Jankowska)
27-letnia Ada, nowy członek ekipy Juniorinka, pracuje nad nowym projektem tatuażu (fot: Ewa Jankowska)

Jeden z klientów studia Juniorink zamarzył o tatuażu z motywem karcianym (fot: Ewa Jankowska)
Jeden z klientów studia Juniorink zamarzył o tatuażu z motywem karcianym (fot: Ewa Jankowska)

Jak twierdzi jednak, większość absolwentów szkoły pracuje w zawodzie. I podaje przykład dziewczyny, która po kursie założyła studio tatuażu w Lubinie. - Śmiejemy się, że pracuje w czteropaku. Otworzyła bowiem studio w kolejnym lokalu za fryzjerem, kosmetyczką i manicurzystką. I spełnia marzenia tych wszystkich dziewczyn, które przychodzą do niej na różyczkę, imię dziecka czy znak nieskończoności - opowiada. Bo o znaku nieskończoności w Juniorinku czy Szerytattoo lepiej nie wspominać.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (100)
Zaloguj się
  • sigerpfagus11

    Oceniono 67 razy 35

    Tatuaż zawsze był znakiem rozpoznawczym prymitywnych kultur, tak jak inne rodzaje samookaleczenia.W społeczeństwach rozwiniętych tatuował się margines i to dobrze oddaje stan mentalny tatuujących się.

  • johnylenony

    Oceniono 51 razy 21

    Jestem z Wawy i utrzymuję się tu od 10 lat grając jako dj, w tych "droższych" klubach, więc o bycie ciemnogrodem albo zaściankiem posądzić mnie trudno.
    Na Plac Zbawiciela nie chodzę, bo to miejsce dla pozerów, szpanerów, dzieci bogatych rodziców i ludzi pokłóconych z całym światem, bo nikt ich nie rozumie. Okropne miejsce.
    Tatuaży nie mam, nie planuję. Tatuaży u kobiet nie toleruję, skreśla to w moich oczach kobietę całkowicie.
    Tatuaży u mężczyzn, nie toleruję w większości, gdyż w większości powstanie tych tatuaży podyktowane jest chęcią lepszego wyglądu, a to stawia ich na równi z kobietami nakładającymi makijaż na twarz. Nawet jeśli to wytatuowane barwy klubu piłkarskiego, nadal uważam, że to na pokaz, dla lepszego wyglądu w określonym środowisku. Toleruję jedynie tatuaże związanie z najpoważniejszymi historiami w życiu poszczególnych ludzi. Żołnierze po przejściach na wojnie, marynarze po latach na morzu czyli latach samotności w kajucie, tragedie z utratą bliskich, pragnienie zachowania w pamięci tych najważniejszych chwil i osób. Tylko takie toleruję, poważne rzeczy stają się tatuażem, który przez całe życie towarzyszy tej osobie, i w każdej chwili jest z tym człowiekiem.
    Tatuowanie sobie róży, jelenia i Homera Simpsona to po prostu ozdabianie swojego ciała w dziecinny sposób i zwracanie na siebie uwagi.
    PS moja wypowiedź nie dotyczy tatuaży rytualnych, religijnych oraz kultur plemiennych w których tatuaż jest częścią "dziedzictwa kulturowego".

  • wikal

    Oceniono 33 razy 21

    Ostatnio widziałam śliczną dziewczynę w programie Mai Sablewskiej. Zrobiła ze swojego ciała masakrę. Wytatuowana aż po podbródek. Koszmar! Czemu młodzi ludzie tak się oszpecają?

  • ar.co

    Oceniono 32 razy 20

    No faktycznie, prościutkie symbole karciane wydziergane na palcach to po prostu sztuka najwyższego lotu. I spełnienie tego "marzenia" z pewnością wymaga wyjątkowego talentu od dziergającego "artysty".

  • niepisaty_wyksztalciuch

    Oceniono 23 razy 13

    No cóż, jedni są utauowani a drudzy utytułowani. Tatuaż to proletariacka zabawa, kulturowy przejaw prostactwa, które "przebojem" wdarło się do środka społeczeństwa i usiłuje lansować siebie jako nowa społeczna norma. Kiedyś tatuowali się gangsterzy i prostytutki a dzisiaj - jak czytamy - młoda generacja "ludzi sukcesu". Nie ma im czego gratulować

  • polski1500

    Oceniono 22 razy 12

    Nie na placu Zbawiciela, tylko na Zbawiksie. Zbawiks to taka zbieranina chłopców w rurkach do kostek lub rajstopach z opuszczonym krokiem, adidaskach, z damskimi torebkami i czapką zimową w środku lata. I te skretyniałe panienki, które gdy zapytasz co symbolizuje ich tatuaż odpowiadają "a nie wiem"

  • o6463890

    Oceniono 26 razy 12

    Nigdy nie zrozumiem tej mody. Dla mnie taka wytatuowana osoba wygląda jakby miała rany. Całe ciało poharatane jakby była wleczona naga na linie za samochodem jadącym 100 km/h. Coś obrzydliwego.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX