Rolnicy blokuj drog krajow nr 91, 28 stycznia

Rolnicy blokuj drog krajow nr 91, 28 stycznia (fot. Marcin St瘼ie / Agencja Gazeta)

reporta

Kraj ma ogarn望 wielkie ch這pskie powstanie. ''Panie, ja mam dwa i p馧 hektara, to o czym my m闚imy''

W Goleszach Ma造ch, a tak瞠 w okolicznych wsiach powiatu piotrkowskiego zdania na temat protest闚 s podzielone. Ryszard uwa瘸, 瞠 protestowa b璠 ci, co nabrali kredyt闚 i przeinwestowali. Marek ch皻nie postrajkuje, bo mu to przypomina czasy Leppera. A Czes豉w ma wszystko w nosie. Jemu ju i tak nic nie pomo瞠.

Marek ma żal do Chińczyków. Bo biorą tylko kurze łapki.

Było tak: polski minister rolnictwa latał do Chin, spotykał się z oficjelami, we wrześniu zeszłego roku odtrąbił sukces - polski drób ponownie trafi na chiński rynek. Ale do tego dealu Marek podchodzi sceptycznie. - Chińczyków interesują tylko nasze kurze nóżki. Polędwice już nie. Słaby ten interes - mówi.

Marek pokazuje podwórko, ale do kurnika nie wpuści. Obcy nie może się tam kręcić. A na pewno jest na co popatrzeć. Marek z synem mają 40 tysięcy kurczaków.

Na wsi w województwie łódzkim, gdzie rozmawiamy, Marek jest jednym z ostatnich rolników. Reszta jeszcze sobie kilka hektarów zostawiła, ale wyżyć się z tego nie da.

- Młodzi nie będą się bawić przy dwóch krówkach czy świnkach. Wyjeżdżają do miasta albo na Anglię, Norwegię - opowiada.

Mówi, że pomagała mu przeżyć mundurowa emerytura. Wcześniej pracował w więziennictwie. Teraz dogląda długiego na kilkaset metrów kurnika, kilkunastu hektarów i domu wielkiego jak pałac.

p05.05.2017 Poznan , Krajowa Wystawa Zwierzat Hodowlanych na MTP . KrowyFot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
- Młodzi nie będą się bawić przy dwóch krówkach czy świnkach - mówią rolnicy (fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

- Nie najgorzej - zauważam.

- No, po 40 latach roboty przy drobiu coś tam jednak mamy. To jest nasz majątek - odpowiada.

Dzień Marka zaczyna się o siódmej rano, choć tak naprawdę można powiedzieć, że nigdy się nie kończy. Bo w nocy do kurczaków też trzeba wstawać. Jak wentylacja będzie za słaba, to się poduszą. Jak nagrzewnica stanie, to im będzie zimno. Marek sprawdza też instalacje do podawania paszy, gasi światło. Budzi się, jak wyją alarmy, bo to znaczy, że coś nie gra. - Miastowi w telewizji widzą, że rolnik jedzie kombajnem za milion, myślą: jaki bogaty. Ale to są wszystko propagandy! A czym ma niby jeździć: koniem? Trzeba spojrzeć, ile kredytów nabrał, ile się człowiek narobi. Czego tu zazdrościć? - pyta.

Dzwonił dziś do miasta, do Agroskładu. Chciał podpytać, za ile kupi ciągnik. 300 tysięcy - usłyszał. Ma zasadę: trzeba tak dreptać, żeby się nie przewrócić. Łatwo napożyczać za dużo. Prawda, Marek też ma kredyty, ale nie myśli o nich non stop. Bo stąd już prosta droga na sznurek. Samobójstw na wsi nie brakuje.

- Najgorsze są ceny skupu żywca - wyrokuje Rafał, syn Marka. - Każdy chciałby wiedzieć, ile zarobi. Nikt tu nie mówi o kokosach, tylko o rozsądnej cenie. A teraz jest tak, że raz kilogram kurczaka sprzedamy za cztery złote, raz za trzy, a raz za dwa i pół.

Ceny dyktuje odbiorca. A rolnik nie może czekać, aż mu się odmieni. - Jak kurczak rośnie pięć tygodni, to muszę go sprzedać. Dłużej nie mogę go trzymać, bo nie będzie się do niczego nadawał - mówi Rafał. Rolników powinna ratować kontraktacja - umowa, dzięki której z góry wiadomo, jakie ilości produktów i po jakiej cenie będą sprzedawać. - Ale z tą kontraktacją też nie jest tak różowo - opowiada Rafał. - Jak ty nie wywiążesz się z umowy, to ubojnia dowali ci prawników, ściągnie z ciebie każdą złotówkę. Ale jak oni nawalą, to zaraz zaczyna się gadka: dobra, dobra, obniżymy trochę cenę. Trzymają się umowy tylko, jak im pasuje.

3.02.1994 WARSZAWADEMONSTRACJA SAMOOBRONY POD SIEDZIBA SLDNZ ANDRZEJ LEPPERFOT. SLAWOMIR KAMINSKI / AGENCJA GAZETA SK DVD 023 A
Demonstracja Samoobrony w Warszawie, luty 1994 (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

- Dla rolnika lepsza jest umowa kontraktacji, jednak nie wszyscy odbiorcy chcą ją zawierać. Poza tym taka umowa nie rozwiązuje wielu problemów. Przedsiębiorca wciąż może odwlekać wypłatę. Czasami rolnik w ogóle nie dostaje pieniędzy. Może skierować sprawę do sądu, ale proces z reguły trwa długo i jest kosztowy dla producenta rolnego. Pozycja negocjacyjna rolników jest bez wątpienia dużo gorsza, niż przedsiębiorców zatrudniających wielu prawników - przyznaje doktor habilitowana Aneta Suchoń z Katedry Prawa Rolnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Tymczasem Europę zalewa tani kurczak z Brazylii. Taki kurczak elegancko wygląda, pachnie też niczego sobie, ale nawet pies go nie chciał jeść, jak mu Marek podał. - Jak się nie otworzymy na zagranicę, to po nas. To jest główne zadanie ministra. Musimy się przeprosić z Ruskimi. Chiny i Azja muszą brać nasze mięso. Nie tylko nóżki - mówi. I kibicuje młodym, którzy zapowiadają strajki. Nawet by sam pojechał, jakby protest zorganizowali gdzieś w pobliżu. Przypomniałyby mu się stare czasy z Lepperem.

Powstanie

Rolnicy od niedawna mają nowego lidera. To Michał Kołodziejczak, właściciel 13-hektarowego gospodarstwa w Orzerzynie pod Błaszkami, były radny. Należał do PIS-u, z którego został wyrzucony za spotkania z lokalnymi rolnikami i plany założenia rolniczej organizacji. Z jego inicjatywy powstała Unia Ziemniaczano-Warzywna oraz Agrounia, które mają dbać o interesy rolników.

Kiedy w maju 2018 roku zorganizował protest, na ulice Sieradza wywalił dwie przyczepy kapusty. Zasłynął blokadą autostrady A2 między Łodzią a Warszawą. W grudniu zeszłego roku protestujący domagali się m.in. odszkodowań w związku z afrykańskim pomorem świń, znakowania produktów flagą wskazującą na kraj pochodzenia. Kierowcy stali w korkach od świtu przez kilka godzin. Na negocjacje z rolnikami przybył minister rolnictwa, ale nastrojów nie uspokoił.

Postulatem Agrounii jest "skuteczna ochrona rodzimej produkcji rolnej" oraz lepsze kontrole żywności, które markety sprowadzają z innych krajów. Kołodziejczak tłumaczy dziennikarzom, że polscy producenci nie mają gdzie sprzedawać wieprzowiny, bo korporacje kupują tańszy produkt z Zachodu. - (...) Korporacje, które wyrosły w Polsce jak grzyby po deszczu. Jest dzisiaj rządzenie poprzez oligopole, które mają wyłączność na handel, i one przejęły cały handel w Polsce - mówił w rozmowie z Radiem Zet.

28.01.2019 Lodz . Protest blokada drogi krajowej nr 91 w okolicach Srocka , droge blokuja rolnicy z organizacji AGROunia  protestujac przeciwko polityce rolnej rzadu , nz Michal Kolodziejczak , szef protestu .Fot. Marcin Stepien / Agencja Gazeta
Michał Kołodziejczak, nowy lider protestu rolników (fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta)

Kołodziejczak porównywany jest do Andrzeja Leppera, choć sam odżegnuje się od takiej roli. Bardzo możliwe jednak, że niedługo wstrząśnie Polską tak, jak w swoim czasie robił to lider Samoobrony. Agrounia zapowiedziała masowe protesty rolników. 

Swoją akcję nazywa krótko: powstanie chłopskie.

Kuroniówka

A Czesława to wszystko już nic a nic nie obchodzi. - Panie, ja mam dwa i pół hektara, to o czym my mówimy. Ziemie pod lasem, szósta klasa, najgorsze. Zwierzyna mi je niszczy, jelenie sobie robią rykowiska na polu. Że ja jeszcze żyję, to aż ciężko uwierzyć. A  protesty? Stara melodyjka, powtórka z rozrywki. A niech sobie protestują. Ja na protesty nie pojadę. Mnie nikt nie pomoże i nie zaszkodzi.

Czesław 20 lat temu pracował w ośrodku wczasowym nad zalewem Sulejowskim. Organizował obiady dla 400 wczasowiczów. W latach 90. gmina ośrodek sprzedała i wszystko padło. - Teraz ja to nazywam, że jestem na kuroniówce. Kury jajka niosą, ja jajka sprzedaję, i jest kuroniówka? - no jest. Ale nie od państwa, ja po jałmużnę jeszcze nigdy nie poszedłem. Kupię drzewa, połupię, zawiozę działkowiczom, bo tu wszyscy mają kominki. Parę groszy zarobię, do tego parę groszy na jajkach. I jakoś mi starcza. Dom zbudowałem 20 lat temu, sam, nie wziąłem ani złotówki pożyczki. Tak trzeba gospodarzyć - opowiada Czesław. - Do roboty już jestem za stary, na rentę za młody, na szczęście w listopadzie będę pełnoletni. Czyli skończę 65 lat. I wtedy listonosz zacznie przynosić emeryturkę. Na to tylko czekam.

Ziemię Czesław przejął po ojcu. Swojemu synowi przekazał połowę, ale on nie chciał robić w polu. Postawił sklep, założył firmę budowlaną, buduje magazyny. W Goleszach Małych, wsi Czesława, wszyscy mają po parę hektarów. Prawdziwych rolników jest może ze trzech. Młodych nie ma wcale.

V25.08.2018 Nisko kolo Stalowej Woli . Kury .Fot. Marta Blazejowska / Agencja Gazeta
- Kury jajka niosą, ja jajka sprzedaję - opowiada Czesław (fot. Marta Błażejowska / Agencja Gazeta)

Czesław wspomina, że kiedyś miał prosiaki, ale zarzucił hodowlę, bo się nie opłacało. A dlaczego się nie opłacało? - Oszukują ci, co skupują - opowiada Czesław. - W okolicy facet skupował świnie, miał dużą ubojnię. Potrafił dziennie i sto sztuk odebrać. Wszyscy go znali,  wszyscy umawiali się z nim na gębę. "Przyjedź za dwa tygodnie, zapłacę" - mówił. Żadnych umów nie podpisywali, bo po co? Tylko facet w pewnym momencie przestał płacić. Jednemu wisiał 30 tysięcy, innemu 50. Do sądu z nim nie pójdą, bo jak? Potem facet dostał udaru, ubojnia splajtowała. Rolnicy już nie zobaczyli swoich pieniędzy. Według Czesława duże ubojnie nie są lepsze. I to jest państwo prawa? Wystarczy Jaworowicz oglądać. Rolnicy mogą protestować, ale co im to da... Ech, szkoda język strzępić. Oby człowiek tej jesieni dożył. A potem już z górki. 

Zmieniło się dużo, ale...

Czesław jest typowym drobnym rolnikiem. Takich w Polsce pełno. - Średnie polskie gospodarstwo liczy 10 hektarów. A np. czeskie 100 hektarów. Gospodarstwo na 2-3 hektary produkuje tyle, żeby dać żywność gospodarzom, ale za mało, żeby coś sprzedać - mówi profesor Sławomir Kalinowski z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk. 

Małe gospodarstwa dominują w byłej Galicji: w Małopolsce i na Podkarpaciu. Z kolei na Pomorzu i Ziemiach Odzyskanych gospodarstwa są większe i bardziej skoncentrowane. Podobnie jest w Warmińsko-Mazurskiem. To także spadek po PGR-ach, które w wolnej Polsce przejęły spółki pracownicze. Potworzyły prężne, silne gospodarstwa. Pojawił się jednak problem. - W ostatnich latach wygasły im umowy dzierżawy, które nie zostały przedłużone. Obecnie polskie państwo wspiera małe gospodarstwa rolne. Te duże mają pod górkę - stwierdza ekspert. Przykład? Ustawa o obrocie ziemią rolną, która miała powstrzymać obcokrajowców przed wykupem terenów, ale utrudniła też kupno ziemi polskim rolnikom.

13.07.2008 OKOLICE ELKU , PRYWATNE GOSPODARSTWO ROLNE  , WLASCICIEL - MICHAL SZADKOWSKI , RYSZARD SZADKOWSKI , WICEMISTRZ WOJEWODZTWA WARMINSKO - MAZURSKIEGO W KONKURSIE AGROLIGA 2008 . GOSPODARSTWO O POWIERZCHNI 454 HA ZAJMUJE SIE GLOWNIE UPRAWA PORZECZKI CZARNEJ ( 150 HA) ORAZ ARONII ( 33 HA ) . SZAREK 8 , NOWA WIES ELCKA , CZARNA PORZECZKA , UPRAWA , PLANTACJA , ZBIOR , PORZECZKI , ROLNICTWO .FOT. AGNIESZKA SADOWSKA / AGENCJA GAZETA
Gospodarstwo rolne pod Ełkiem (fot. Agnieszka Sadowska / AG)

Profesor Sławomir Kalinowski podaje, że rolnictwie pracuje od 10 do 17 procent Polaków. Unijna średnia to dwa procent. Jednocześnie rolnictwo wytwarza dwa procent polskiego PKB. Od czasów Leppera na wsi zmieniło się bardzo dużo, zwłaszcza dzięki unijnym dopłatom. Ale wciąż 10 procent rolników żyje w skrajnym ubóstwie. W mieście ten współczynnik to trzy procent. Wskaźnik samobójstw jest na wsi dwukrotnie wyższy niż w mieście. 

Koszty nawozów, maszyn rolniczych rosną znacznie szybciej niż zarobki na wsi. Dlatego do przetrwania niezbędne są kredyty. Polski rolnik jest zadłużony średnio na 56 tysięcy złotych.

Ale prawdziwym dramatem są ceny skupu. - 50 groszy za jabłka, 15 groszy kapusta, 20 groszy ziemniaki - te ceny są bardzo niskie - mówi profesor Kalinowski. I dodaje, że te wartości się zmieniają. A niestabilne ceny oznaczają niepewność zysków. - Kiedy cena towaru rośnie, chętnych do produkcji przybywa. Ale gdy zwiększa się produkcja, cena musi spaść. Czasami nie pokrywa kosztów chowu zwierząt. Takie są cykle w rolnictwie - dodaje ekspert. Często chodzi też o sytuację na światowych rynkach. - Wystarczyło, by Stany Zjednoczone przez tydzień nie sprowadzały naszej wieprzowiny, żeby cena się załamała - mówi Kalinowski.

Prawdą jest też to, co mówi rolniczy lider Michał Kołodziejczak. Niska cena wynika z polityki spożywczych korporacji, czyli wielkich sieci handlowych. Ale nie tylko. Niektórzy rolnicy winią... samych siebie.

Rolnicy muszą zmądrzeć

Ryszard miał 100 świń, kury nioski, gęsi, 25 hektarów. Kilka lat temu wszystko przepisał na syna. Żyje z emerytury - prócz pracy na roli był też strażakiem. W ich wsi została może jedna czwarta starych mieszkańców. Reszta to przyjezdni z miasta, którzy wprowadzają się blisko zalewu.

Ryszard zdradza sekret sukcesu. - Braliśmy kredyty: na dom, na kurnik, ale brało się tyle, żeby się nie przeliczyć. Dziś niektórzy pobiorą na maszyny po 10 milionów, a potem nie mają z czego oddać, bo cena świni spadła. To oni teraz wychodzą na ulicę - mówi. Jeździł do Warszawy z Lepperem, ale w nowe powstanie chłopskie nie wierzy. - Wtedy sytuacja była inna, ceny były kontraktowe, państwo ustalało, za ile kupi towar. Teraz rząd nie ma narzędzi, żeby rolnikowi dopłacić na przykład 100 złotych do świni. Protesty nic nie dadzą - mówi.

19.02.2013 Szczecin , protest rolnikow pod Urzedem wojewodzkim . Rolnicy sprzataja miejsce protestu i przygotowuja sie do odjazdu . Fot. Lukasz Wadolowski / Agencja Gazeta
Protest rolników pod Urzędem Wojewódzkim w Szczecinie, luty 2013 (fot. Łukasz Wądołowski / Agencja Gazeta)

Ryszard widzi gdzie indziej rozwiązanie problemów. - Należałem do piotrkowskiej spółdzielni produkcyjnej. Zebraliśmy się w kilkunastu rolników. Mieliśmy zaprzyjaźnione punkty sprzedaży i stałe umowy. Wspólnie, jako grupa, musieliśmy 1000 sztuk świni odstawić regularnie do ubojni. Mieliśmy z góry ustaloną, wynegocjowaną cenę: cztery złote za kilogram - opowiada. - Ale rolnicy to są tacy - wzdycha Ryszard - że jak gdzieś podnieśli do 4,10, to zaraz kolega leciał tam, gdzie dają więcej. To rozwalało wszystko - ta kombinacja, chytrość - mówi.

Trzeba grać w grupie, być jak jedna parafia w kościele. Jeśli grupa nie wywiązała się z umowy i nie dostarczyła 1000 sztuk, to ubojnia naliczała karę. Normę ciężko było wyrobić, jeśli członkowie spółdzielni sprzedawali część świń na lewo. W efekcie grupa nie zawsze wychodziła na swoje. - Rolnik dzisiaj poleci tam, gdzie dają więcej, a nie myśli o tym, że za trzy miesiące zarobi mniej. U nas w spółdzielniach zebranych jest kilka procent rolników. A we Francji, Austrii - większość. Tam spółdzielnie mają swoje punkty zbytu, rzeźnie, sieci sklepów. Same rozmawiają z odbiorcami. A my musimy to robić przez pośredników. Może za dziesięć lat nasi rolnicy zmądrzeją, bo dalej się tak handlować nie da - stwierdza Ryszard.

Że polscy rolnicy nie są partnerami do rozmów na przykład dla marketów, potwierdza profesor Kalinowski. - Grupy producenckie są zbyt małe. To główny problem. Silne grupy byłyby w stanie wywalczyć lepsze ceny skupu. Teraz to wielkie sieci i pośrednicy narzucają ceny. Wiedzą, że rolnicy są pod ścianą, sprzedadzą nawet po kosztach, żeby nie zostać z towarem - mówi.

11.04.2013 Rzepce obok Glogowka . Osrodek Hodowli Zarodkowej Glogowek , swinie bawia sie zabawkami w chlewni Fot. Michal Grocholski / Agencja Gazeta
Rolnicy narzekają na niskie ceny skupu (fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta)

- Taki market z Włoch, Danii, Francji, Chin kupi byle taniej i ma w dupie to, czy to jedzenie jest gorszej jakości. On kupuje tylko tam, gdzie mniej zapłaci - denerwuje się Ryszard. - A Polacy kupują od Duńczyków prosiaki, nie patrzymy, że są hodowane na chemii.

Jak to możliwe, że rolnicy na przykład z Belgii i Danii są w stanie sprzedawać trzodę znacznie taniej niż rodzimi producenci? - Tam rolnictwo nastawione jest na wielką produkcję. Do tego państwowe wsparcie jest większe. Dlatego zachodnie wielkopowierzchniowe gospodarstwa są w stanie znacznie obniżać koszty, zbijają cenę do takiej, która u nas jest mało realna - wyjaśnia profesor Kalinowski. Ofiarami polityki taniości padają nie tylko rolnicy, ale też konsumenci. - Instytucje kontrolujące żywność działają w Polsce słabo. Zdarzają się przypadki nadużyć, na przykład żywność importowana sprzedawana jest jako polska - przyznaje ekspert.

Według żony Ryszarda wszyscy jesteśmy sobie trochę winni. - Polak robi zakupy tam, gdzie tanio. To nie sklepów wina, tylko nasza, bo tam idziemy i kupujemy. Jakbyśmy w nich nie kupowali, to one by nie miały prawa bytu - podsumowuje.

Bartosz Józefiak. Reporter. Współpracuje z Dużym Formatem Gazety Wyborczej, Tygodnikiem Powszechnym, portalem Weekend.Gazeta.pl. Dwukrotnie nominowany do nagrody dziennikarskiej im. Teresy Torańskiej w kategorii "Najlepsze w internecie". Pracuje nad książką reporterską o Łodzi.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz tak瞠
Komentarze (176)
Zaloguj si
  • justas32

    Oceniono 69 razy 45

    Panie - masz Pan 2,5 hektara ? To id Pan do pracy i zacznij ZUS p豉ci ...

  • komentarz.24

    Oceniono 43 razy 43

    Autor nie zrozumia, wi璚 wyja郾iam: "Reszta jeszcze sobie kilka hektar闚 zostawi豉..." nie po to, aby wy篡 ("...si z tego nie da..."), ale aby mie prawo do KRUS-u i got闚k z dop豉t.
    Je瞠li kto oczekuje 瞠 prowadz帷 dzia豉lno嗆 stricte rolnicz na 2,5 ha, bez dzia堯w specjalnych, mo瞠 zapewni sobie 鈔odki do 篡cia na poziomie wy窺zym od n璠zy, to oszukuje siebie i wszystkich dooko豉. Wystarczy wykona kr鏒ki rachunek.
    Trzecim celem pozostawiania takich mikrogospodarstw, jest nadzieja na korzy軼i z wy陰czenia jej z u篡tkowania rolnego, przeklasyfikowanie na grunty budowlane i sprzeda. W ten spos鏏, ka盥y z kilkudziesi璚iu "rolnik闚" w popegeerowskiej wsi, w kt鏎ej mieszkam, jest ju, albo b璠zie milionerem.

  • strach_sie_bac

    Oceniono 39 razy 39

    ROLNIK:
    Sk豉dka na ubezpieczenie zdrowotne: 42 z/miesi璚znie
    Sk豉dka na ubezpieczenie spo貫czne: 91 z/miesi璚znie (gospodarstwo do 50 ha, czyli 98% polskich gospodarstw, dane GUS)
    Sk豉dka na Fundusz Pracy i Solidarno軼iowy Fundusz Wsparcia Os鏏 Niepe軟osprawnych: 0 z

    PRZEDSI牞IORCA:
    Sk豉dka na ubezpieczenie zdrowotne: 342,32 z/miesi璚znie
    Sk豉dka na ubezpieczenie spo貫czne: 834,55 z/miesi璚znie
    Sk豉dka na Fundusz Pracy i Solidarno軼iowy Fundusz Wsparcia Os鏏 Niepe軟osprawnych: 70,05 z

    Reasumuj帷:
    Miesi璚zna sk豉dka GUMOFILCA: 133 z
    Miesi璚zna sk豉dka niekoniecznie Janusza biznesu: 1246,92 z

  • wejsunek47

    Oceniono 47 razy 39

    czyli 17% spo貫cze雟twa 篡je na koszt frajer闚 podatnik闚 ...nie p豉c podatk闚..ZUS..sk豉dek NFZ...

  • rzepiec

    Oceniono 44 razy 38

    kl瘰ka urodzaju - p豉, kl瘰ka nieurodzaju - p豉. A jak ja wymy郵e, 瞠 bede sprzedawa wode butelkowan a b璠zie zimne lato i nie sprzedam to kto mi za豉ci

  • zielona-galazka

    Oceniono 37 razy 33

    Jacy rolnicy? Ma這rolni na 2 h, ktore trzymaj aby wyludzac przywileje z KRUSu.

  • piss-ass

    Oceniono 38 razy 30

    Wie郾iakom zawsze 幢e. Tak si nauczyli. Narzekanie maj we krwi. A od kiedy Polska w Unii to op造waj w luksusy. Jed嬈ie na wie i zobaczcie ile maj samochod闚, ci庵nik闚 i ca貫j reszty a ich dzieci od ma貫go szalej po drogach na skuterkach i quadzikach. Rolnik polski to cwaniak i ob逝dnik. Udaje 瞠 mu 幢e, licz帷 na jeszcze wi瘯sz pomoc pa雟twa.

  • edimerc

    Oceniono 29 razy 29

    Niech kto wreszcie g這郾o powie, 瞠 rolnik to jest PRZEDSI牞IORCA. Spe軟ia ca趾owicie definicj, to dlaczego domaga si nadzwyczajnych przywilej闚? Upo郵edzony? Czy producent parasolek, gdy lato ma這 deszczowe, te mo瞠 wyj嗆 autostrad zablokowa?
    I jeszcze jedno - te 17% przedsi瑿iorc闚 wytwarza 2,5% PKB. Nie pomy趾a, tylko taki u豉mek. A k這pot闚 i koszt闚 z dziesi耩 razy wi璚ej.

  • osmiol

    Oceniono 45 razy 27

    Kpina w 篡we oczy z trze德o my郵帷ych.
    Kto, kto "gospodarzy" na 2 czy 13 hektarach nie jest 瘸dnym rolnikiem. To w豉軼iciel dzia趾i przyzagrodowej. Roboty ma efektywnie na 2 tygodnie w roku. Reszt czasu trwoni na kr璚enie si wok馧 siebie i robienie zamieszania, 瞠 jest zapracowany. Zwyk造 traktor z doczepionym urz康zeniem rolniczym zaorze, posieje i zbierze plon z hektara w ci庵u godziny. Czyli 13 hektar闚 to 2 dni pracy po 6 godzin 3 razy w roku.
    R闚nie dobrze jaki lekarz m鏬豚y narzeka, 瞠 przyjmuje 2 pacjent闚 na tydzie, p豉c mu po 100z, wi璚 nie sta go nawet na ZUS.
    A to opowiadanie o "zaradno軼i" pana Czes豉wa? Nie bra po篡czek, "sam" na wszystko zapracowa...ot mentalno嗆 cwaniaka. A za szko喚 do kt鏎ej posy豉 dzieci, za lekarza, za drog , kt鏎 je寮zi to kto p豉ci? On , z dochod闚 z 2.5 hektarowego pola? Mo瞠 posz這 z jego ogromnej sk豉dki na KRUS - kilkadziesi徠 z這tych miesi璚znie?
    Nie - to wszyscy inni obywatele utrzymuj jego i wi瘯szo嗆 z tych 17% spo貫cze雟twa, co to mieszka na wsi i udaje,瞠 pracuje w rolnictwie.

Aby oceni zaloguj si lub zarejestrujX