Katowice, 2009. Prostytutki w pracy

Katowice, 2009. Prostytutki w pracy (fot: Dawid Chalimoniuk/ Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Luca Stevenson: Ludzie uprawiają seks za pieniądze, zawsze tak było i zawsze tak będzie

- Nikt nie powinien być zmuszony do pracy w seksbiznesie, ale rzeczywistość wygląda inaczej. Powinniśmy zapewnić pracownikom seksualnym odpowiednie prawa i warunki do pracy, zagwarantować im bezpieczeństwo, wolność od wyzysku i przemocy - mówi Luca Stevenson, koordynator Międzynarodowego Komitetu ds. Praw Osób Pracujących Seksualnie w Europie (ICRSE).

Ruch zrzeszający pracowników seksualnych [osoba wykonująca usługi seksualne lub zatrudniona w przemyśle erotycznym - przyp. red.], który reprezentujesz, postuluje, by nie karać osób, które korzystają z usług na przykład prostytutek. Takie prawo funkcjonuje jednak w 10 krajach na świecie - m.in. w Kanadzie, Szwecji, Norwegii, Islandii. W 2016 r. do tego grona dołączyła Francja, w 2017 - Irlandia.

Założeniem tego modelu jest likwidacja pracy seksualnej. Jest on oparty na przekonaniu, że wszelkie jej formy to przemoc wobec kobiet. Tymczasem kryminalizacja klientów wcale nie sprawi, że prostytucja zniknie, ale zejdzie do podziemia, gdzie będzie dalej dochodzić do przemocy wobec osób pracujących seksualnie, wykorzystywania ich przez sutenerów. Najlepszym przykładem jest Szwecja, gdzie ten model wdrożono w 1999 r. Badania potwierdziły, że restrykcyjne prawo w żaden sposób nie wpłynęło na ograniczenie zjawiska prostytucji.

Agencja towarzyska w Warszawie (fot: Jacek Marczewski/ Agencja Gazeta)
Agencja towarzyska w Warszawie (fot: Jacek Marczewski/ Agencja Gazeta)

W Stanach Zjednoczonych również, a tam w wielu stanach, jak np. w Kalifornii, nie tylko klienci są karani, ale również pracownicy seksualni. Nevada jest jedynym stanem USA, w którym praca seksualna jest legalna.

My opowiadamy się za całkowitą dekryminalizacją pracy seksualnej, czyli niekaraniem zarówno pracowników seksualnych, ich klientów, jak i sutenerów i właścicieli agencji towarzyskich. Pracownicy seksualni powinni mieć również takie same prawa pracownicze jak przedstawiciele innych zawodów. Naszym zdaniem tylko w ten sposób można ich chronić przed wykorzystaniem i przemocą, jednocześnie nie odbierając im źródła dochodu. W tej chwili, na przykład w Wielkiej Brytanii, pracownice seksualne nie mogą wyszukiwać klientów na ulicach, nie można również prowadzić agencji towarzyskich czy pracować w kilka osób, np. w mieszkaniu, bez udziału szefa. Więc jeśli jakaś kobieta jest wykorzystywana przez właściciela agencji lub została zgwałcona przez klienta, nie zgłosi tego na policję, bo sama zostanie aresztowana. Albo zamknie miejsce, które zapewniało jej dochód.

Przeciwnicy takiego modelu twierdzą jednak, że komercyjny popyt na seks sprawi, że wzrośnie handel ludźmi, sutenerzy zmienią się w biznesmenów, którzy bezkarnie będą oferować usługi szczególnie narażonych grup, np. nieletnich. Za penalizacją klientów opowiadają się również niektóre byłe prostytutki, jak np. Sabrina Valisce z Nowej Zelandii, gdzie 16 lat temu zdekryminalizowano prostytucję. Valisce twierdzi, że przez lata próbowała wyjść z prostytucji, ale nikt nie chciał jej pomóc, przekonując, że jest to zawód jak każdy inny. "Jedyne, co mi oferowali, to prezerwatywy" - opowiada. Była świadkiem, jak sutenerzy znęcają się nad prostytutkami, które nic nie mogą zrobić.

Oczywiście, że znajdą się osoby, które się z nami nie zgodzą - jak chociażby byłe pracownice seksualne, które wyszły z branży, wstydzą się tego, co robiły, po latach wstąpiły na przykład do jakiegoś religijnego ruchu i walczą o to, aby osoby, które kiedyś je gwałciły, spotkała sprawiedliwość. Ale lata temu, gdy jeszcze funkcjonowały w branży, miały zapewne zupełnie inne zdanie, bo ci klienci zapewniali im zarobek. One mówią tylko tyle, żeby karać klientów korzystających z usług pracownic seksualnych, ale nie zastanawiają się, co stanie się z tymi wszystkimi ludźmi, którzy cały czas świadczą usługi seksualne za pieniądze.

Domy publiczne i kluby ze striptizem w Hamburgu (fot: Shutterstock.com)
Domy publiczne i kluby ze striptizem w Hamburgu (fot: Shutterstock.com)

Kluby ze striptizem w Hamburgu (fot: Shutterstock.com)
Kluby ze striptizem w Hamburgu (fot: Shutterstock.com)

Dekryminalizacja nie sprawi, że pracownicy seksualni przestaną być wykorzystywani, że nie będzie wobec nich stosowana przemoc czy że zjawisko handlu ludźmi zniknie. Dekryminalizacja  jest dopiero pierwszym krokiem do uzyskania przez nich jakichś praw. Środowisko pracowników seksualnych jest bardzo zamknięte i ciężko prowadzić z jego udziałem jakiekolwiek badania. Na przykład w Niemczech, gdzie praca seksualna jest legalna, zjawisko handlu ludźmi wzrosło. Ale wzrosło również w Norwegii, gdzie kupowanie usług seksualnych od 2009 r. jest zakazane. Nasz ruch działa w 31 krajach, tworzy go ponad 100 organizacji. Zrzeszeni w nich pracownicy seksualni nie mają wątpliwości - kryminalizacja pracy seksualnej sprzyja przemocy. Wspiera nas Amnesty International, która w 2015 r. przyjęła wniosek w sprawie dekryminalizacji pracy seksualnej, Human Rights Watch, a także między innymi Globalna Komisja ds. HIV i Prawa, Specjalny Sprawozdawca ONZ ds. prawa do zdrowia, Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju, ONZ Kobiety.

Czy dekryminalizacja prostytucji nie sprawi jednak, że ten zawód faktycznie będzie traktowany jak każdy inny? Psychologowie są zgodni co do tego, że praca seksualna może bardzo obciążać psychikę, często wymaga odcięcia się od swoich emocji, żeby nie czuć obrzydzenia do siebie czy bólu. Jak podkreśla prof. Brunon Hołyst, specjalizujący się w zagadnieniach kryminalistyki  i kryminologii, nie ma też możliwości, żeby oddzielić prostytucję od świata przestępczego, pracownicy seksualni zawsze będą narażeni na przemoc.

Jest wiele miejsc pracy, które nie stwarzają odpowiednich warunków swoim pracownikom, zwłaszcza tym biednym czy niewykształconym. Wyzysk nie dotyczy wyłącznie usług seksualnych. Dochodzi na przykład do sytuacji, w których ruchy religijne działające na zlecenie krajów z Zachodu jeżdżą do domów publicznych we wschodniej Azji i ratują kobiety, które zdecydowały się tam pójść, bo miały dość pracy w fabrykach, gdzie panował wyzysk. I oni potem przenoszą je z powrotem do tych fabryk, bo tam, ich zdaniem, nie są ofiarami, nie są wykorzystywane. Co jest bzdurą.

W Europie 80 proc. pracowników seksualnych to imigranci pochodzący z  Ameryki Południowej czy Afryki. Mają rodziny, które muszą wykarmić. Nie mają wykształcenia, są na przykład uchodźcami z Syrii albo osobami transseksualnymi, które uciekły z kraju swojego pochodzenia ze względu na uprzedzenia, przemoc, jakiej doświadczali. Świadczą usługi seksualne, bo to często jedyna opcja, jaką mają, albo lepsza niż te, które im pozostały. Nie uważamy, że oni powinni pracować w seksbiznesie z powodów ekonomicznych, ale w wielu przypadkach nie mają innego wyjścia. Tak jest, dlatego trzeba zrobić coś, żeby poprawić warunki ich pracy. Na pewno nie poprawimy ich, odbierając im klientów albo zmuszając do zejścia do podziemia.

Protest pracowników seksualnych w Londynie (fot: Shutterstock.com)
Protest pracowników seksualnych w Londynie (fot: Shutterstock.com)

Pracujesz w organizacji zrzeszającej pracowników seksualnych, na pewno wielu znasz osobiście. Kim oni są?

Tak, znam, jestem jednym z nich.

Czym się zajmujesz?

Zaczynałem w wieku 20 lat. Pracowałem na ulicy, w branży pornograficznej, BDSM [dominacja-uległość - przyp. red.], jako eskort [osoba do towarzystwa - przyp. red.].

Musisz to robić?

Nie, to mój wybór. Wśród pracowników seksualnych są również takie osoby jak ja, które świadomie podejmują decyzję o pracy w tej branży, mimo że nie musiałyby tego robić. Dekryminalizacja jest dla nas kluczowa, abyśmy mogli wykonywać ten zawód w sposób bezpieczny, z poszanowaniem naszych praw.

Dlaczego wybrałeś taką pracę?

Bo była lepiej płatna niż inne, które były w moim zasięgu. Nie mam również problemu z uprawianiem seksu z wieloma różnymi osobami. Są geje, którzy często uprawiają seks z przypadkowymi ludźmi, i to jest OK, ale gdy w grę wchodzą pieniądze, to nagle jest to coś złego. Ludzie uprawiają seks za pieniądze, zawsze tak było i zawsze tak będzie.

Debata na temat pracy seksualnej trochę przypomina tę na temat narkotyków. Jest mnóstwo przykładów na świecie, które pokazują, że kryminalizacja narkotyków wyłącznie czyni z ludzi kryminalistów. W Portugalii, gdzie od kilku lat nie ma kar za posiadanie niewielkiej ilości narkotyków, liczba osób, które je biorą, zmniejszyła się. Podobnie jak liczba zgonów po zażyciu narkotyków czy liczba osób zakażonych wirusem HIV.

To kwestia kulturowa. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu homoseksualizm był postrzegany jako dewiacja, nikt nie pomyślałby, żeby pary homoseksualne mogły adoptować dzieci, dziś jest zupełnie inaczej. Podobnie sytuacja wygląda z pracą seksualną. Problemy psychiczne pracowników seksualnych wynikają przede wszystkim z warunków, w jakich muszą pracować. W tej branży dochodzi do morderstw, gwałtów, a ofiary nie mają dostępu do wymiaru sprawiedliwości. Jest jednak mnóstwo zawodów, które mają negatywny wpływ na psychikę człowieka, ale jakoś wszyscy skupiają się na pracy seksualnej. Są wstrząsające badania, które pokazują, że pracownicy ubojni cierpią na Zespół Stresu Pourazowego. Nikt nie powinien być każdego dnia zmuszony do zabijania zwierząt. To straszna praca, ale ktoś musi ją wykonywać.

Seks reklama emitowana w telewizji niemieckiej (fot: Waldemar Gorlewski/ Agencja Gazeta)
Seks reklama emitowana w telewizji niemieckiej (fot: Waldemar Gorlewski/ Agencja Gazeta)

Jednocześnie chciałbym podkreślić, że osób takich jak ja, które chcą pracować w seksbiznesie, jest zdecydowanie mniej niż takich, które decydują się na to ze względów ekonomicznych. Nikt nie powinien być zmuszony do pracy w tej branży, ale - powtórzę to jeszcze raz - rzeczywistość wygląda inaczej.

Doświadczyłeś kiedyś przemocy w pracy?

Tak, oczywiście, zostałem zgwałcony. To było we Francji. Ale nic z tym nie zrobiłem, jak większość ludzi w mojej sytuacji. Byłem młodym gejem, nie znałem języka, bałem się, że nikt mi nie uwierzy. Dzisiaj już nie miałbym pewnie oporów, bo działam w ruchu, mam odwagę, żeby domagać się swoich praw. Jest ogromna różnica między byciem zgwałconym a świadczeniem usług seksualnych. W Szkocji, gdzie obecnie mieszkam, przemoc wobec pracowników seksualnych jest karana. Dlatego nie godzę się na to, żeby pracę seksualną utożsamiać tylko z przemocą, o czym mówi model szwedzki. To zaprzeczenie rzeczywistości, w jakiej funkcjonują pracownicy seksualni. Odbieranie im podmiotowości. Wielu z nas było ofiarami przemocy i naprawdę dostrzegamy różnicę między gwałtem a świadczeniem usług seksualnych.

Prostytutka pod hotelem we Wrocławiu (fot: Łukasz Giza/ Agencja Gazeta)
Prostytutka pod hotelem we Wrocławiu (fot: Łukasz Giza/ Agencja Gazeta)

Ulotki reklamowe agencji towarzyskich włożone za szybę samochodu w centrum Warszawy (fot: Wojciech Surdziel/ Agencja Gazeta)
Ulotki reklamowe agencji towarzyskich włożone za szybę samochodu w centrum Warszawy (fot: Wojciech Surdziel/ Agencja Gazeta)

Stosunek policji do pracowników seksualnych to kolejny poważny problem. Gdy pracownica seksualna zgłasza gwałt, często po prostu słyszy: jesteś dzi**ą, więc czego się spodziewałaś. Poza tym sprawcami przemocy wobec pracowników seksualnych są także policjanci. Często dochodzi do takich sytuacji np. w USA, gdzie kryminalizowane są i pracownice, i klienci.

Szantażują pracownice, mówią im, że nie zamkną ich w areszcie w zamian za seks. Albo dochodzi do korupcji - sutenerzy płacą policjantom za to, że ci przymkną oko na ich biznes.

W którym kraju pracownicy seksualni są najlepiej traktowani przez prawo?

Nowa Zelandia mogłaby być wzorem do naśladowania. Tam w 2003 r. zdekryminalizowano prostytucję, a osobom zatrudnionym w seksbiznesie przyznano wszelkie prawa pracownicze. Cztery lata temu 22-letnia pracownica seksualna wygrała w sądzie z właścicielem agencji, który molestował ją seksualnie. Musiał jej zapłacić 22 tysiące dolarów.

W Polsce prostytucja jest legalna, ale sutenerstwo już nie. Temat prostytucji budzi zawsze silne emocje,  u nas to cały czas kulturowe tabu.

W Polsce, zgodnie z naszymi postulatami, osoby pracujące seksualnie powinny mieć prawa pracownicze, np. prawo do godziwego wynagrodzenia, umowy zabezpieczającej je przed wyzyskiem, powinny mieć dostęp do ubezpieczenia zdrowotnego i zabezpieczeń socjalnych, agencje powinny spełniać szereg norm zapewniających bezpieczeństwo pracownikom. To nie może być temat zamiatany pod dywan. Jestem przekonany, że jeszcze moment i zacznie się o tym rozmawiać. W Polsce również działa organizacja zrzeszająca osoby pracujące seksualnie, które domagają się dla siebie praw - Sex Work Polska. To nieformalna grupa, która zrzesza osoby pracujące seksualnie oraz sojuszniczki i sojuszników.

Nie jesteśmy zwolennikami legalizacji pracy seksualnej. Analizując wiele przypadków, dochodzimy do wniosku, że lepszym rozwiązaniem jest dekryminalizacja. Bo na przykład w Grecji, gdzie praca seksualna jest legalna, zawód ten mogą wykonywać wyłącznie kobiety, do tego niezamężne. I mogą pracować tylko w domach publicznych, nie mogą prowadzić własnej działalności. Ponadto agencje muszą mieścić się w odpowiedniej odległości od szkoły, od kościoła, cmentarza czy parku. Tych reguł jest tyle, że prawie niemożliwe staje się otworzenie takiej działalności. W konsekwencji ludzie pracują nielegalnie. Z kolei w Turcji legalnie można pracować wyłącznie w domach publicznych, które mają zgodę od rządu na funkcjonowanie. Pracownice - bo pracować mogą tu tylko niezamężne kobiety i wyłącznie Turczynki - mają też obowiązek mieszkać w agencjach, w których pracują, muszą mieć pozwolenie właściciela agencji, żeby pójść do fryzjera czy na kawę z koleżanką. To jest drastyczne ograniczenie wolności. Domy publiczne mieszczą się też często w starych budynkach, które nie są remontowane. I państwo takie budynki zamyka ze względów bezpieczeństwa. Pracownicy seksualni tym samym tracą miejsce pracy i zamieszkania. Ten model prawny spycha większość osób do podziemia. Tworzy sytuację, w której niewiele osób pracuje legalnie, a znacząca większość, w tym imigrantki, mężczyźni, osoby trans, świadczy usługi seksualne poza granicami prawa, narażając się na przemoc i opresję ze strony policji.

Domy publiczne w Hamburgu (fot: Shutterstock.com)
Domy publiczne w Hamburgu (fot: Shutterstock.com)

Dom publiczny w Holandii (fot: Shutterstock.com)
Dom publiczny w Holandii (fot: Shutterstock.com)

W wielu krajach legalizacja wiąże się również z obowiązkowymi badaniami lekarskimi. Tak jest na przykład w Austrii, na Węgrzech. Naszym zdaniem jest to ograniczenie wolności pracowników seksualnych. Ja badam się co trzy miesiące, bo taki jest mój wybór.

Ryzyko zarażenia się chorobą przenoszoną drogą płciową jest jednak duże. Dlaczego pracownicy nie powinni być badani?

Ale dlaczego to pracownik seksualny powinien się badać, a nie klient? To również jego odpowiedzialność. A to właśnie klienci często wymuszają na pracownikach seksualnych stosunek bez zabezpieczenia. I co w sytuacji, gdy okaże się, że pracownik jest zakażony wirusem HIV? Powinno mu się zakazać w ogóle pracować? W takiej sytuacji zacznie to robić nielegalnie. Istnieją przecież skuteczne metody zabezpieczenia przed zakażeniem, np. prezerwatywy i leki antyretrowirusowe, które pozwalają na bezpieczne i odpowiedzialne wykonywanie pracy seksualnej. 

Luca Stevenson (fot: archiwum prywatne)
Luca Stevenson (fot: archiwum prywatne)

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (181)
Zaloguj się
  • wejsunek47

    Oceniono 32 razy 28

    w moim apartamentowcu blisko biblioteki UW jest kilkanaście studentek bzykających się za kasę i wcale nie wyglądają na ofiary przemocy i wyzysku....

  • freud44

    Oceniono 29 razy 21

    Psycholożka, ministra, gościna, ale seksualny to pracownik mimo że prostytutek kobiet jest 99 % a prostytutek gejów jest 1 %

  • e.olsen

    Oceniono 19 razy 19

    Jak mówi stare i jakże prawdziwe "ludowe" powiedzenie: "prostytutka to zawód, a ku...a to charakter". Bo charakter ku...y się ma niezależnie od płci i zajęcia (vide: politycy)...

  • sokolasty

    Oceniono 24 razy 18

    Gość odleciał momentami. Kontestowany wymóg badań kwartalnych u "sex industry members" jest najmocniejszym przykładem.

  • ahmed_jubara

    Oceniono 25 razy 9

    Znałem człowieka, który w zachodnim kraju uratował kilka prostytutek, które były bite przez sutenera i załatwił im mieszkanie w jakiejś instytucji zakonnej. Po miesiącu wszystkie wróciły do burdeli, bo, jak mówiły, lubią seks.

  • ale.sobie.konto.wymyslilem

    Oceniono 12 razy 8

    Tuż obok znajduje się artykuł gdzie można przeczytać że to że ludzie 'zawsze' jedli mięso nie jest argumentem że zawsze tak będzie. Kolejny dowód że ludzie dopasowują argumenty do swoich przekonań, nie odwrotnie.

  • Joanna Mazgajska

    Oceniono 13 razy 7

    Odechciało mi się czytać ws momencie kiedy się dowiedziałam że zdaniem rozmówcy prostytucja w krajach 3 świata to taki sam wyzysk jak praca w fabryce. Niestety to wyjątkowo upadlająca praca. Poza tym nawet praca striptizerek w klubach go-go bez prostytucji jest niemożliwa do zniesienia dla kobiet. Dlatego większość z nich popada w alkoholizm. Zrównanie tego zawodu z innymi doprowadzi do sytuacji z Niemczech gdzie bezrobotna została wysłana z pośredniaka pracy do agencji towarzyskiej a gdy odmówiła - utraciła prawo do zasiłku. .Poza przekonaniem rozmówca nie miał też żadnego dowodu że legalizacja prostytucji poprawia sytuację pracowników branży. Przykład Norwegii świadczy o czymś przeciwnym. Tak że legalizacja - może ale zrównanie tego zawodu z innymi na pewno nie.

  • w11mil

    Oceniono 17 razy 7

    Proponuję iść za ciosem i zdekryminalizować pracowników z branży okradania bogatych. Ujęcie tej branży regulacjami prawnymi, wprowadzenie ubezpieczeń i opodatkowania zlikwiduje wiele patologii. Krytyków pomysłu pytam: jakie szkody społeczne przynosi branża okradania bogatych?
    Uprzedzając odpowiedzi zwracam uwagę na fakt, że monopol państwowy jest kompletnie niewydolny w tym zakresie działalności gospodarczej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX