Badania genetyczne

Badania genetyczne (fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

Prof. Ewa Bartnik: Wyścigu w nauce nie wygrywa się, robiąc rzeczy nieetyczne

Ludzie nie doceniają naukowców. Wielu widzi nas jako wariatów, którzy chcą zniszczyć świat. Natomiast olbrzymia większość chciałaby np. wyleczyć raka albo inne ciężkie choroby i nie zamierza przeprowadzać eksperymentów na ludziach - mówi genetyk prof. Ewa Bartnik.

Firmy mamią nas obietnicami: zrób testy genetyczne, a powiemy ci, kim jesteś. Wystarczy wysłać odrobinę śliny, żeby dowiedzieć się, że np. ktoś jest empatyczny, pracowity i jakie ma predyspozycje zawodowe. W jakim stopniu jesteśmy zaprogramowani my sami i nasze życiowe wybory?

Naukowcy wciąż starają się dociec, na ile mamy wrodzone poczucie zadowolenia z życia, zdolności przekładające się na wyniki w nauce, a nawet czy geny determinują dokonywane przez nas wybory - na przykład wybór zawodu. Prowadzone są ogromne badania kooperacyjne na temat intelektualnych i emocjonalnych zależności od genów. Być może w końcu naukowcy dowiedzą się, za co jeszcze odpowiedzialne jest nasze DNA. Trudno to przewidzieć. Jednak to nieprawda, że dzisiaj ktokolwiek jest w stanie na podstawie badania genetycznego określić cechy osobowości, a tym bardziej wyczytać przyszłość.

O mojej zawodowej przyszłości zdecydowały nie geny, ale sytuacja geopolityczna. Pochodzę z rodziny prawniczej. Chodziłam do amerykańskiej szkoły w Holandii, gdzie rodzice byli na placówce dyplomatycznej. Wróciliśmy do Polski w 1965 roku, rok przed moją maturą. Rodzice poradzili mi, żebym nie zajmowała się historią czy prawem w tych warunkach politycznych. Dlatego postanowiłam zdawać na biologię. A genetykiem zostałam przez przypadek. Studiowałam biochemię, na nartach poznałam Normana Pieniążka, wtedy studenta czwartego roku, i to on zainteresował mnie genetyką.

Oczywiście możemy przytoczyć wiele przykładów wielopokoleniowych rodzin lekarskich, aktorskich czy prawniczych, ale trudno powiedzieć, ile w tym genów, a ile wpływu otoczenia.

Naukowcy wciąż starają się dociec, na ile geny mają wpływ na nasze zachowania i predyspozycje (fot. Michal Łepecki / AG)
Naukowcy wciąż starają się dociec, na ile geny mają wpływ na nasze zachowania i predyspozycje (fot. Michal Łepecki / AG)

Prowadzono badania dorosłych bliźniaków rozdzielonych w dzieciństwie. Okazywało się, że chociaż dorastali w różnych środowiskach, to ich życie zawodowe i osobiste potoczyło się dość podobnie. Interpretowano to jako zależności genetyczne.

W latach 60. bliźnięta uważano za duże obciążenie dla rodziny, więc nie oddawano ich razem do adopcji. Część z nich, jako dorośli już ludzie, próbowała odnaleźć swoje rodzeństwo. W ślad za nimi poszli dziennikarze i naukowcy. Ale pamiętajmy, że w takich przypadkach zwykle przecenia się podobieństwa. Kiedyś świat obiegła historia rozdzielonych bliźniaków: obaj zostali strażakami, chociaż wychowali się w różnych rodzinach i nie mieli ze sobą kontaktu. Wystąpili nawet w reklamach. No dobrze, a ile było przypadków, w których losy rodzeństwa potoczyły się diametralnie różnie? Przypuszczam, że zdecydowana większość. Ale one nie są już tak medialne.

Dziś modnie jest mówić o genach "na": na osobowość, na kolor oczu, na raka itd. Problem w tym, że to dużo bardziej złożone zależności.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada uregulowanie rynku usług genetycznych. Dziś mamy "dziki zachód" w tej dziedzinie. Nie wiadomo, kto je robi i kto odczytuje wyniki. Zgodnie z zapowiedziami MZ będą mogli zajmować się tym wyłącznie lekarze.

Przemysł dość szybko zaanektował badania genetyczne, ale z medycyną ma to niewiele wspólnego. Dlatego powinny zostać wprowadzone uregulowania, które będą chroniły klientów przed nie do końca uczciwymi praktykami. Nie ma bowiem sensu na ich podstawie dobierać dietę, krem do twarzy czy rodzaj uprawianego sportu. Prof. Cezary Żekanowski wykład na AWF o genetyce sportu zwykle kończy konkluzją, że nie ma podstaw, żeby na podstawie badania genów decydować, jaki należy sport uprawiać. Niestety, nie istnieją również testy, które pozwoliłyby wśród ośmiolatków wyłapać przyszłych mistrzów piłki nożnej. Badania genetyczne należy robić, jeśli zlecił je lekarz i mają uzasadnienie medyczne, bo istnieje podejrzenie choroby genetycznej, albo badanie jest etapem diagnozy.

Nie tylko Polska ma problem z określeniem tego, co wolno w genetyce. Chiny jako pierwsze zmodyfikowały człowieka. Pod koniec ubiegłego roku urodziły się bliźniaczki odporne na zakażenie wirusem HIV. Świat nauki, etycy, opinia publiczna - wszyscy byli oburzeni. Dlaczego to budzi tak wiele wątpliwości medycznych i etycznych?

Od kilku lat istnieje technika, która pozwala na precyzyjne modyfikowanie genów, czyli możemy dany wadliwy gen usunąć albo wyciąć z niego fragment. Technicznie nie jest to już takie trudne. Wiemy też, który kawałek genu kodującego białko usunąć, żeby zyskać odporność na większość infekcji HIV. Eksperymenty na myszach są obiecujące, ale nie jesteśmy myszami. Żyjemy dużo dłużej, w naszych organizmach zachodzą bardziej złożone interakcje. Nie potrafimy przewidzieć  konsekwencji takich zmian dla całego organizmu. Ale nie wiemy, co tak naprawdę stało się w Chinach, co zrobił ten chiński naukowiec, ponieważ wyników nie opublikował w żadnym z naukowych czasopism.

Prawie cztery lata temu pojawił się list, którego autorami byli nobliści David Baltimore i Paul Berg. Naukowcy zwracali uwagę na to, że technika pozwalająca na precyzyjne modyfikowanie genów jest bez wątpienia wspaniała, ale zastanówmy się, czy i w jakichkolwiek okolicznościach można zastosować ją do modyfikowania genomu ludzkiego w formie przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Dlatego środowisko naukowe jest dość zgodne, że takich rzeczy nie należy robić na tym etapie wiedzy.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada uregulowanie rynku usług genetycznych (Fot. Bartosz Bobkowski / AG)
Ministerstwo Zdrowia zapowiada uregulowanie rynku usług genetycznych (Fot. Bartosz Bobkowski / AG)

Za wcześnie na takie zabiegi?

Zdecydowanie za wcześnie. Niewykluczone natomiast, że będzie to możliwe w przyszłości. Wciąż potrzebujemy porządnych, długotrwałych badań.

Podejrzewam też, że gdyby ów chiński naukowiec usunął wadliwy gen BRCA1 czy BRCA2 [mogą być przyczyną raka piersi i jajnika - przyp. red.], dokonał modyfikacji genu, który powoduje chorobę Huntingtona albo rodzinną chorobę Alzheimera, to i tak środowisko naukowe i medyczne podniosłoby krzyk, ale może nieco ciszej. Natomiast podczas prezentacji, którą wygłosił w Hongkongu, przekonywał, że AIDS to kataklizm ludzkości.

HIV w Afryce jest kataklizmem.

AIDS przed laty było straszną chorobą, pamiętam pierwsze prace naukowe na ten temat w latach 80. Układ odpornościowy przestawał działać i niewiele można było zrobić. Nie było leków, chorzy umierali w dość krótkim czasie. Naukowcy ruszyli do boju i dziś mamy skuteczną terapię. Może nie jest pozbawiona efektów ubocznych ani tania, ale pozwala chorym żyć na dobrym poziomie. Możemy też zapobiegać zakażeniu wirusem HIV, podobnie jak innym chorobom przenoszonym przez krew lub kontakty seksualne .

Jak to się stało, że w Chinach było możliwe wykonanie tego zabiegu?

Na manipulowanie genami, kiedy nie wiemy dokładnie, jaki będzie efekt, nie pozwala żaden kraj, również Chiny. Zabieg odbył się poza wszelkimi procedurami prawnymi.  Rodzice nie podpisali formularza świadomej zgody, a dokładniej: podpisali coś, ale nie zatwierdziła tego żadna komisja etyczna. Podobno naukowiec przekazał im wszelkie niezbędne informacje ustnie i zapewniał, że, jako ludzie wykształceni, doskonale go zrozumieli. Ale proszę mi wierzyć, że genetyka jest bardzo zawiłą dziedziną nauki.

Mieliśmy do czynienia z szalonym naukowcem, który robi eksperymenty na ludziach?

Z pewnością mieliśmy do czynienia z eksperymentem. Do przeprowadzenia takiego zabiegu potrzebne jest jednak dobrze wyposażone laboratorium biologii molekularnej. Ciąża zapewne była prowadzona w szpitalu. Tego nie da się zrobić pokątnie w prywatnym garażu. Nie wiemy jednak, w jaki sposób i w jakich warunkach odbył się zabieg. Dziś wypierają się go wszystkie placówki, które rzekomo były w sprawę zaangażowane. Mówiąc krótko: wygląda to jak kombinacja paranoi z brakiem nadzoru.

W świecie nauki jest olbrzymia presja, żeby być krok dalej niż inni, wyścig trwa.

Oczywiście, że jest wyścig, ale nie wygrywa się go, robiąc rzeczy nieetyczne. Ten wyścig w Chinach jest większy niż w innych państwach, ponieważ rząd doinwestował naukę, ale bardzo dużo wymaga od naukowców. Ale nie tędy droga.

Wirus HIV cały czas jest poważnym problem w Afryce (fot. Shutterstock)
Wirus HIV cały czas jest poważnym problem w Afryce (fot. Shutterstock)

Nie robimy eksperymentów na ludziach, ale Wielka Brytania postanowiła obejść tę zasadę w przypadku chorób mitochondrialnych, jak neuropatia wzrokowa Lebera albo zespół MELAS - choroby objawiającej się licznymi powikłaniami neurologicznymi.

Choroby mitochondrialne często prowadzą do bardzo ciężkiego upośledzenia. Są dziedziczone w linii matki. Wymyślono więc, żeby z komórki jajowej chorej kobiety przenieść jądro komórkowe do komórki jajowej kobiety nieobciążonej chorobą mitochondrialną. Następnie zapładniany powstałą w ten sposób komórkę plemnikami partnera i implantujemy chorej. Technicznie jest to bardzo dobrze opracowane. Nie robimy żadnych zmian w DNA, ingerencja jest dużo mniejsza niż miało to miejsce w chińskim przypadku. Mówi się co prawda o dzieciach trojga rodziców, co nie jest adekwatnym określeniem, ponieważ dziecko ma geny jądrowe dwóch rodziców i mitochondria dawczyni.

Lekarzom, którzy leczą pacjentów z chorobami mitochondrialnymi, bardzo na tym zależało. Biolodzy jak zwykle byli bardziej sceptyczni, ale też nie mają do czynienia z pacjentami. Poprzedzono przeprowadzenie zabiegu szerokimi konsultacjami społecznymi. Wyszła odpowiednia książka na ten temat. Uzyskano społeczne przyzwolenie na takie ingerencje, żeby uniknąć przenoszenia ciężkiej choroby przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Ostatecznie Wielka Brytania zmieniła przepisy zakazujące implantacji zarodków, ale za każdym razem należy uzyskać zezwolenie odpowiedniej komisji, która bada każdy konkretny przypadek.

Nie wszyscy jednak się zgadzają, że otwarcie tej furtki było dobrą decyzją. Istnieje ryzyko, że wszystkiego nie wiemy. Dotychczas urodziło się jedno dziecko w wyniku tego zabiegu i na razie rozwija się prawidłowo.

Dzisiaj staramy się trzymać genetykę w ryzach, obwarowywać stosownymi przepisami, ale mimo wszystko wymyka się spod kontroli.

Niektóre kraje w zasadzie nie mają przepisów dotyczących genetyki. Polska do nich należy, co nie znaczy, że robimy eksperymenty na ludziach. W Korei, która ogłosiła, że jako pierwsza sklonowała człowieka, co zresztą nie było prawdą, nie ma zakazów. W Wielkiej Brytanii jest wspomniana komisja, która wydaje odpowiednie pozwolenia. Ale też nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć i obwarować przepisami. Pamiętajmy jednak, że to nie są techniki, które robi się pokątnie u siebie w piwnicy bez okien, one wymagają laboratoriów, zespołu ludzi i finansowania. Dziś nie ma zgody świata nauki na niesprawdzone techniki z zakresu genetyki.

Prof. Ewa Bartnik (fot. Michał Mutor / AG)
Prof. Ewa Bartnik (fot. Michał Mutor / AG)

Mam wrażenie, że ludzie nie doceniają naukowców. Wielu widzi nas jako wariatów, którzy chcą zniszczyć świat. Natomiast olbrzymia większość chciałaby np. wyleczyć raka albo inne ciężkie choroby i nie zamierza przeprowadzać eksperymentów na ludziach.

Rozważania, jak daleko możemy się posunąć, rozgrzewają wyobraźnię. Szacowny "The Economist" już w 2016 roku pisał o możliwościach stworzenia superczłowieka za pomocą inżynierii genetycznej.

Chwytliwe! Problem w tym, że żaden z opisanych wtedy przez gazetę markerów genetycznych nie istnieje. Uzdolnienia sportowe, idealny słuch, wzrok czy IQ zależą od bardzo wielu genów, warunków życia, diety czy wychowania. Nie wystarczy "poprzestawiać coś" w genie, żeby osiągnąć np. superinteligencję. Tę okładkę "Economista" pokazuję studentom jako przykład, że nawet bardzo dobre pismo czasem daje się ponieść fantazji.

A czy w przyszłości będzie to możliwe?

Prawdopodobnie nigdy nie będzie możliwe. Na razie jesteśmy bardzo daleko od takich ingerencji. Kiedy byłam studentką, o genach mieliśmy pojęcie jak z wierszyka Tuwima: "murarz domy buduje, krawiec szyje ubrania", czyli mają swoją precyzyjnie określoną rolę do wykonania. Dziś wiemy, że większość naszych cech nie zależy od pojedynczego genu, ale wielu, które na siebie oddziałują. Ten sam gen może wpływać na wzrost, przyswajanie pokarmów czy inteligencję, ale np. na określony kolor oczu wpływa kilkanaście genów. To są niezwykle skomplikowane kwestie i wciąż nie do końca poznane.

Przeceniamy znaczenie genetyki?

Nie przeceniamy. Badania genetyczne mają olbrzymie znaczenie, np. dla diagnozowania i leczenia chorób. Dzięki nim mamy terapie celowane, kiedy leki dobieramy do konkretnego wariantu nowotworu, co podnosi ich efektywność. Na skutek badań molekularnych można poprawić jakość życia chorych na mukowiscydozę i skuteczniej leczyć wiele innych schorzeń. To niesamowite jak szybko rozwija się medycyna dzięki genetyce. Kiedyś przy dystrofiach mięśniowych monitorowano postęp choroby, dziś zagląda się do genu i wiadomo, co się dzieje.

Czasami wykłady zaczynam od rysu historycznego inżynierii genetycznej, żeby uświadomić studentom, jak szybki postęp mamy w tej dziedzinie. Odkrycie struktury DNA to zaledwie 1953 rok. Na początku swojej zawodowej drogi, w latach 70., zajmowałam się badaniami genetycznymi na grzybach. Dopiero 20 lat temu zaczęłam badać ludzkie choroby. Dziś mamy terapie genowe.

Wg prof. Bartnik GMO nie ma żadnego wpływu na organizm człowieka, ale boimy się rzeczy, których nie rozumiemy (fot. Paweł Małecki / AG)
Wg prof. Bartnik GMO nie ma żadnego wpływu na organizm człowieka, ale boimy się rzeczy, których nie rozumiemy (fot. Paweł Małecki / AG)

Z jednej strony badania genetyczne niosą nadzieję na skuteczniejsze leczenie, a z drugiej nadal budzą niepokój. Przykładem jest histeria związana z GMO.

GMO nie ma żadnego wpływu na organizm człowieka, ale boimy się rzeczy, których nie rozumiemy. W Oregonie przeprowadzono ankietę, w której zapytano: "Czy chcesz, żeby wszystkie rzeczy, które zawierają DNA, były oznakowane?". 80 proc. ankietowanych powiedziało "tak". A przecież wszystkie organizmy zawierają DNA, mięsa, rośliny, także produkty przetworzone, jak oleje czy masło. Również 60 proc. Europejczyków uważa, że tylko GMO zawiera DNA, pozostałe rośliny go nie mają.

Tutaj biję się w piersi, wpływ na ten poziom niewiedzy mogła mieć nasza, naukowców, arogancja, ponieważ nie zawsze w przejrzysty sposób tłumaczymy zawiłości genetyki. Okazuje się, że nie wystarczy robić ważne i dobre rzeczy, trzeba o nich mówić w zrozumiały sposób.

W którą stronę zmierza genetyka?

Trudno to przewidzieć, ponieważ w genetyce dzieje się bardzo dużo rzeczy jednocześnie. 30 lat temu jeden dzień w miesiącu spędzałam w bibliotece naukowej na Rakowieckiej, bo wtedy tam mieścił się Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, żeby dowiedzieć się, co nowego opublikowano w mojej dziedzinie. Dzisiaj jak bardzo bym się nie starała, to i tak nie jestem w stanie przeczytać wszystkich prac naukowych, które na ten temat wychodzą.

Nadal będziemy szukać skutecznych terapii. Z pewnością odpływa wizja chorób powodowanych przez pojedynczy gen. To nie znaczy, że takich chorób nie ma, ale na ich przebieg wpływają różne inne geny oraz czynniki środowiskowe, np. dieta, poziom stresu. Nawet przy chorobie Huntingtona albo mukowiscydozie zdarza się, że dwie osoby w rodzinie chorują zupełnie inaczej. Niezwykle istotne znaczenie ma zrozumienie interakcji między genami.

Snujemy futurystyczne wizje przyszłości, a jednocześnie przestajemy korzystać z tego, co już osiągnęliśmy. Krokiem milowym medycyny są szczepionki, dzięki nim udało się wyeliminować choroby, które niegdyś dziesiątkowały ludzkość, jak polio, ospa, i wielu zapobiegać. A w XX wieku powstał ruch antyszczepionkowy...

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Prof. Ewa Bartnik. Genetyk z Instytutu Genetyki i Biotechnologii Uniwersytetu Warszawskiego.  Popularyzatorka nauki, w 2008 r. została laureatką nagrody honorowej Polskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Naukowych dla naukowca przyjaznego mediom. Za zasługi na rzecz nauki w Polsce i na świecie oraz wspieranie międzynarodowej współpracy naukowej odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 

Monika Stelmach. Dziennikarka. Publikuje w "Dwutygodniku", "Wysokich Obcasach" i tygodniku "Polityka". Stypendystka "Młodej Polski" MKiDN. Specjalizuje się w wywiadzie i reportażu.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (194)
Zaloguj się
  • calmy

    Oceniono 53 razy 13

    "GMO nie ma żadnego wpływu na organizm człowieka, ale boimy się rzeczy, których nie rozumiemy. "

    Droga Pani, jako genetyk nie mogę się z Panią zgodzić. GMO może mieć kolosalny wpływ na równowagę ekosystemów i nie jesteśmy w chwili obecnej (co do czego jesteśmy chyba zgodni) przewidzieć ani jak kolosalny ani jaki. Innymi słowy: nie ma żadnych dowodów na to, że GMO nam szkodzi gdy jemy stek z krowy karmionej zmodyfikowaną kukurydzą. Z drugiej strony nie ma żadnych gwarancji że w nieodwracalny sposób nie dokonamy ingerencji która np. może zagrozić bioróżnorodności. Nie wiemy do czego może być zdolna natura której zmodyfikowane elementy mogą się wymknąć spod kontroli. Czyli nie jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencji tego, co jako naukowcy robimy.
    Naprawdę sądzi Pani że przyklaskiwanie reporterce, która określa zrozumiałe obawy ludzi histerią jest dobrym pomysłem?

  • xx777xx

    Oceniono 30 razy 12

    1. potraktować problem GMO jako "załatwiony" przez odparcie bzdurnych "teorii" o braku lub nie DNA, to typowy "strawman", czyli błąd poznawczy. Innymi słowy poprzez zademonstrowanie tak głupiego argumentu, odwraca się uwagę od argumentów innych.

    2. stwierdzenie " GMO nie ma żadnego wpływu na organizm człowieka" jest nie tylko niegodne profesora, ale nawet studenta. Choćby tylko ze względu na niewiedzę o tym, czego nie wiemy. Co powinno naukowców powstrzymywać od wygłaszania twierdzeń o "nieistnieniu". Zamiast tego warto ostrożniej: "w świetle dotychczasowych badań..", z tego co dotychczas wiemy..." itd...

    3. zwłaszcza, że GMO MAJĄ wpływ na organizm człowieka. Przecież po to się genetycznie modyfikuje, aby osiągnąć jakieś właściwości. Odporność na szkodniki albo właściwości konsumpcyjne, Na przykład owoce modyfikuje się genetycznie po to, aby były słodsze, czyli zawierały więcej fruktozy, która jest słodsza od glukozy. A fruktoza w nadmiarze ( o który nietrudno), jest dla człowieka szkodliwa. I już choćby w tym sensie owoce takie mogą być dla człowieka szkodliwe. Generalnie naiwnością jest przypuszczać, że modyfikacje genetyczne nie odbywają się kosztem czegoś. Pytanie tylko czy to "coś" zostało właściwie zbadane, ocenione i wyartykułowane przed wpuszczeniem na rynek. Jak sądzicie? Zostało?

  • jasio1231

    Oceniono 34 razy 10

    "GMO nie ma żadnego wpływu na organizm człowieka, ale boimy się rzeczy, których nie rozumiemy."

    Pani Profesor,
    Proponuje przemyslec swoja wypowiedz albo poprosic Gazete o jej sprostowanie, jezeli to Redaktor chytrze przekrecil sens Pani wypowiedzi. Dlaczego n.p. zmodyfikowano soje czy kukurydze? Sporo gatunkow roslin zmodyfikowano aby uodpornic je na dzialanie srodkow chwastobojczych a te z kolei dostaja sie do naszego organizmu I niszcza nasz system, miedzy innymi. drobnoustroje w naszym przewodzie pokarmowym. Moze bezposrednio taka modyfikacja nam za bardzo nie zaszkodzi. Ale posrednio??? Bylbym ostrozny ze stwierdzeniem ze GMO nie ma wplywu na organism czlowieka.

  • gnago

    Oceniono 13 razy 9

    Ee a co z przenoszeniem genów na normalne odmiany. To przyczyna niejednej tragedii i bankructwa wielu rolników w Ameryce i Indiach. Bo lotne patrole biorą próbki i jak stwierdza opatentowane geny to płacisz za kradzież. Artykuł bardzo wybiurczy podnosimy jedynie dobre strony manipulacją genami, a ujemne pomijami. A ekonomia w rolnictwie jest jednoznacznie ujemna wzrost użycia nawozów i herbicydów w porównaniu z normalnymi odmianami selekcjonowanymi tradycyjnie

  • pachikun

    Oceniono 23 razy 9

    Nie tylko genetycy ale kazdy rozumny czlowiek rozumie, ze to czego teraz nie rozumiemy moze stac sie jasne za 20-30 lat, a co jesli wowczas okaze sie ze GMO ma szkodliwy wplyw. Tak bylo z azbestem, ktory stosowano w budownictwie, aluminium z ktorego produkowano naczynia itd. To jeden problem innym sa korporacje, ktore w sposob nachalny i nie etyczny chca sie stac dominantami na rynku rolniczym, to jest osobny i do tego polityczny problem.

  • squash11

    Oceniono 8 razy 8

    Obecna nauka jest służącą korporacji. Pani Profesor nie może mieć innych wyników badań, ponieważ nie dostanie kolejnego grantu i popadnie w naukowy niebyt. Bo nie będzie jej stać na sprzęt laboratoryjny, odczynniki, stypendium dla doktorantów, itd. Ciężko dzisiaj jest być w naukach podstawowych i nie być na usługach korporacji. Tak niestety powinien wyglądać tytuł artykułu.

  • 01kotek01

    Oceniono 12 razy 8

    "Prof. Ewa Bartnik: Wyścigu w nauce nie wygrywa się, robiąc rzeczy nieetyczne."

    "Chiny jako pierwsze zmodyfikowały człowieka. Pod koniec ubiegłego roku urodziły się bliźniaczki odporne na zakażenie wirusem HIV."

    "Na manipulowanie genami, kiedy nie wiemy dokładnie, jaki będzie efekt, nie pozwala żaden kraj, również Chiny."

    Pewna jest Pani, Chiny też się nie przyznają to szpiegostwa przemysłowego, a wiemy, że to robią na masową skalę, bo przynosi to im duże korzyści?
    No, a to takim wdrażanych praktykach rodem z powieści Orwella to Pani Profesor słyszała....

    "Chiński rząd wdraża system oceniający wiarygodność swoich obywateli. Na ocenę składają się czynniki finansowe, społeczne, polityczne i prawne. Jeśli ktoś na czas nie opłaci grzywny lub spóźni się z ratą kredytu, może ponieść konsekwencje, których nawet się nie spodziewa."
    "Agencja China News Service poinformowała właśnie, że w wyniku działania systemu 4,9 miliona obywateli Chin dostało zakaz lotów samolotami. 1,65 miliona nie może z kolei kupić nawet biletu na pociąg. Wszystko w ramach kary za „złe zachowanie”
    Businessinsider

    Jak było po wojnie, czy wygrywała etyka....

    "Niemieccy naukowcy współodpowiedzialni za zbrodnie Hitlera znaleźli po wojnie bezpieczne schronienie w USA. Wiedza i doświadczenie okazały się dla Amerykanów ważniejsze niż ich godna potępienia przeszłość."
    "Agencja wywiadu JIOA wybielała naukowcom życiorysy. Nie tylko sporządzała nowe, ale również fałszowała publiczne archiwa, w których można byłoby doszukać się prawdy."
    Newsweek
    To samo zreszto robili Sowieci.
    Oto jeden z takich przykładow...
    Walter Paul Schreiber był profesorem higieny i bakteriologii oraz pełnomocnikiem Rady Naukowej Rzeszy do Zwalczania Epidemii. Podczas II wojny światowej zajmował się planami stworzenia broni biologicznej. Odpowiadał też za pseudomedyczne eksperymenty na więźniach niemieckich obozów koncentracyjnych, często nadzorując je osobiście.
    Po wojnie trafił w ręce Amerykanów. W zajmowanej przez nich strefie okupacyjnej w Niemczech prowadził badania nad przesłuchiwaniem więźniów z użyciem narkotyków. Za swoje osiągnięcia został wynagrodzony sprowadzeniem do USA i pracą w bazie lotniczej Randolph w Teksasie.

    Prawda jest taka Pani Profesor, że jeżeli te badania wejdą na wyższy poziom i będzie wiadomo, co zrobić, żeby "poprawić" znacząco tego człowieka bez jakiś dużych skutkow ubocznych, żadne mocarstwo nie cpfnie się żeby "poprawić" sobie społeczeństwo, takimi nadludźmi by wygrać globalny wyścig o przywództwo.?!
    No i chcąc nie chcąc mamy jak w scenariuszu s-f, czy niemieckim marzeniu o nadczłowieku...to się stanie samo z siebie.
    Bazując na teorii ewolucji Darvina, która głosi, że głownym mechanizmem tej ewolucji były mutacje genowe i dobór naturalny poczynając od prostej pojedynczej komorki, czy nawet podstawowej materii organicznej, jeszcze wcześniej pierwiastków do złożonych takich form jak człowiek, stajemy się prawie Bogami w możliwościach kreacji gdy to opanujemy lub takiej samej też destrukcji.
    No i tu tym samym powiązaniem stara etyka automatycznie zanika, a powstaje jakaś nowa, jak głosił Nietzsche, tworząca nowy świat...
    Przepowiedmie, legendy, mity pozornie nierealne zaczynają się spełniać...
    Scenariusz nieunikniony, wielce prawdopodobny...ze swoją wielką siłą bezwładności...

  • bigzaganiacz

    Oceniono 24 razy 8

    To są niezwykle skomplikowane kwestie i wciąż nie do końca poznane.

    GMO nie ma żadnego wpływu na organizm człowieka, ale boimy się rzeczy, których nie rozumiemy.

    Cos mi sue tu troche rozjezdza
    Skomplikowane nie do konca poznane a potem autorytarne stwierdzenie ze gmo nie ma wplywu
    Ja swoje wiem i amerykanskiego syfu zmodyfikowanej paszy dla swin jesc nie chce
    Wystarczy popatrzec na amwrykanow
    W eu to jest nie potrzebne

  • nit21

    Oceniono 9 razy 7

    GMO, nie szkodliwe, ba kiedyś mówili, że margaryna jest zdrowa, dziś w USA zakazują sprzedaży, bo szkodliwa. A stare baby, już wtedy mówiły, że jak przetworzone chemicznie, to nie zdrowe i miały rację.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX