Za kilkanaście lat produkcja żywności będzie miała zupełnie inne oblicze

Za kilkanaście lat produkcja żywności będzie miała zupełnie inne oblicze (fot. Sutterstock)

wywiad gazeta.pl

Co będziemy jeść za 30 lat? "Kosmiczne rolnictwo może przydać się Ziemi"

Żyjemy w bizantyjskim momencie wielkiej uczty przed upadkiem. Być może trochę skromności, trochę uboższego komponowania diety nas uratuje - mówi Michał Kuźmiński, autor wydanej właśnie książki "Nauka w kuchni. Przełomowe historie sztuki kulinarnej"

Podobno za 30 lat Ziemia, w wyniku zmian klimatycznych, zmieni się nie do poznania. Co będziemy wtedy jeść, jeśli ze względu na wzrost temperatury nie będziemy mogli uprawiać na przykład ziemniaków?

Już teraz w Milenijnym Banku Nasion w Wielkiej Brytanii zbiera się kopie zapasowe nasion zagrożonych gatunków roślin.

Zapasowe?

Rośliny znikają z powierzchni Ziemi głównie za sprawą człowieka, chociażby przez karczowanie ich siedlisk pod uprawę palmy olejowej, z której wytwarza się olej palmowy, obecny w wielu słodyczach. Nasiona zgromadzone w szczelnym bunkrze nieopodal Londynu mogą pomóc odtworzyć różnorodność biologiczną po wielkiej katastrofie, klęsce żywiołowej czy nuklearnej apokalipsie. Ale eksperymenty we wspomnianym Banku służą też poszukiwaniu takich dzikich roślin, których zdolność przystosowania do trudnych warunków jest nieporównywalnie większa niż u roślin uprawnych. Po skrzyżowaniu z nimi dzikie rośliny dostarczyłyby roślinom uprawnym genów odpowiedzialnych za odporność na zasolenie gleb, wysokie temperatury i inne zmiany, które niesie globalne ocieplenie. Słowem: badacze próbują nas uratować z tarapatów, w które sami się wpędziliśmy.

Ale w ratowaniu źródeł naszej żywności może nam też pomóc przemysł kosmiczny. Na pokładzie chińskiej sondy, która jest właśnie na Księżycu, znajduje się pojemnik z ziemniakiem i larwami jedwabnika. Ma on się stać miniaturowym zamkniętym ekosystemem. To przymiarka do kosmicznego rolnictwa, które bardzo może się nam przydać też na Ziemi.

W Milenijnym Banku Nasion zbiera się kopie zapasowe nasion zagrożonych gatunków roślin (fot. kew.org)
W Milenijnym Banku Nasion zbiera się kopie zapasowe nasion zagrożonych gatunków roślin (fot. kew.org)

Te technologie naprawdę mogą nam się przydać?

Zobacz, że każda uprawa zużywa wodę i przestrzeń kosztem natury. A elementem badań NASA jest prowadzenie upraw pionowych w systemach bezglebowych, w sztucznym oświetleniu LED oraz przy maksymalnej oszczędności wody. Możemy więc sobie wyobrazić, że zamiast wielkiego pola mamy wieżę, która służy do produkcji roślin, czyli bardzo wydajnej żywności: plony w doświadczalnych systemach NASA dwu-trzykrotnie przewyższają dzisiejsze rekordy świata.

Taki ziemniak nie będzie gorszy w smaku?

Dlaczego?

No nie wiem, chyba nigdy nie jadłem tak wyhodowanego warzywa.

Nigdy nie wysiewałeś rzeżuchy na ligninie? Uprawy hydroponiczne polegają na tym, że zamiast sadzić roślinę w ziemi, obmywa się jej korzenie wodą zawierającą substancje odżywcze. Więc dostarczamy jej dokładnie tego samego, co dostałaby w glebie, ale efektywniej, bo woda trafia precyzyjnie tam, gdzie ma trafić, jej nadmiar nie wsiąka w podłoże. Poza tym już teraz żywimy się takimi roślinami.

Którymi?

Chociażby rzodkiewką, rukolą i roszponką, truskawkami czy ziemniakami właśnie.

A w pesymistycznym scenariuszu co będziemy jeść?

Wszyscy wymrzemy, więc jedzenie nie będzie naszym problemem.

Faktycznie. A co z produkcją energii elektrycznej w domu?

Nasze domy już teraz, dzięki licznym technologiom, i to wcale niekoniecznie od razu kosmicznym, mogą stać się obiegami zamkniętymi odzyskującymi energię czy oczyszczającymi wodę.

Jakie to technologie?

Na przykład kompostowanie. Prosty, biologiczny proces, który na każdej wsi jest prowadzony od niepamiętnych czasów, a w którym powstaje również mnóstwo ciepła - do ogrzewania czy zamiany w elektryczność. Tylko dlaczego nie kompostujemy w miastach?

Kompostowanie ma wiele zalet (fot. Shutterstock)
Kompostowanie ma wiele zalet (fot. Shutterstock)

No właśnie, dlaczego?

Może nie wywieramy odpowiednio dużego nacisku na rządzących? Kiedy studiowałem wiele lat temu w Szwecji, miałem obywatelski obowiązek segregować również śmieci na kompost. Miasto zapewniało papierowe torebki.

W książce piszesz o urządzeniach, dzięki którym w domowych warunkach będzie można produkować gaz albo prąd. Czy one są już dostępne?

Do tej pory widziałem tylko prototypy, czy projekty koncepcyjne, chociaż domowe kompostowniki, wyposażone w filtry, już się pojawiają - choć póki co raczej jako drogie, designerskie gadżety. Ale chodziłoby o urządzenia, które będą mogły uzyskiwać ciepło i gaz opałowy z resztek żywności czy nawet naszych odchodów.

A czy w przyszłości będziemy musieli zostać wegetarianami?

Coraz częściej myślę, że to jedyna etyczna odpowiedź na wiele problemów związanych z jedzeniem mięsa.

Jakie to problemy?

Weźmy na początek stratę przy konwersji: przy okazji produkcji jednego kilograma wołowiny musimy zużyć dwunastokrotnie więcej paszy, a do tego czternaście tysięcy litrów wody. Każda hodowla wiąże się też z wypieraniem naturalnego ekosystemu, zawłaszczaniem miejsca na pastwiska i infrastrukturę. Innym problemem jest etyka. Ludzie próbują osłaniać się obiegowymi opiniami, że człowiek musi jeść mięso, że zawsze je jadł. Otóż nie musi.

I nie zawsze jadł, co na przykład doskonale udowodnił Jarosław Urbański w swojej książce "Społeczeństwo bez mięsa".

W początkach ludzkiej ewolucji nie znajdziemy steków, lecz raczej mózgi wyjadane z padliny. A u podstaw naszej cywilizacji leżą ziarna, nie mięso. Obecnie jesteśmy w stanie tak skomponować bezmięsną dietę, żeby pozyskać z niej wszystkie niezbędne nam wartości odżywcze. Od witamin, aminokwasów, po tłuszcze nienasycone.

U podstaw naszej cywilizacji leżą ziarna, nie mięso (fot. Shutterstock)
U podstaw naszej cywilizacji leżą ziarna, nie mięso (fot. Shutterstock)

Ale zwierzęta, co udowadniasz w książce, wspierają też powstawanie łąk.

To prawda, hodowla zwierząt zapewnia konwersję także w drugą stronę: zwierzęta zjadają te części roślin, których nie tykają ludzie. Zapewniają też istnienie bardzo ciekawych ekosystemów łąkowych. Zaznaczam, że mówimy jednak o idealistycznym, marginalnym dziś z punktu widzenia rynku żywności świecie. W obecnej, przemysłowej produkcji mięsa nie wypuszczamy zwierząt na pastwiska, tylko trzymamy je w czymś na kształt fabryk, w męczarniach. I być może odpowiedź na problem etyczny zaczyna się tam, gdzie zadajemy sobie pytanie: Jeśli nie decyduję się na wegetarianizm, to jak mogę wziąć odpowiedzialność za zwierzę, które zostanie zabite, żebym mógł zjeść mięso? Ja wegetarianinem nie jestem, znajduję się gdzieś na etapie takich pytań.

I jaka jest ta odpowiedź?

Jeść dużo mniej mięsa i bardzo dbać o to, skąd pochodzi. Być może będziemy musieli wrócić do zrównoważonej hodowli mięsa, która zapewnia dobrostan zwierzęciu i utrzymuje bogaty ekosystem łąk. Ale co to oznacza? Że mięsa będzie dużo mniej i będzie dużo droższe. To pociąga za sobą przestawienie proporcji i przekomponowanie diety: mięso może - jak kiedyś! - stać się świątecznym, a nie codziennym daniem. Mam wrażenie, że żyjemy w bizantyjskim momencie wielkiej uczty przed upadkiem. Być może trochę skromności, trochę uboższego komponowania diety nas uratuje.

Mówisz to w polskim kontekście, w którym największe protesty wybuchały po podwyżkach cen mięsa. To może się udać?

To niesamowicie pokazuje, jak do mięsa jesteśmy na dobre i na złe przywiązani. Ale z drugiej strony zobacz, co się teraz dzieje w tym naszym mięsnym kraju, jaki następuje wzrost świadomości na temat cierpienia zwierząt.

To chyba tylko w naszych bańkach internetowych i wśród najbliższych znajomych?

Bez wątpienia zmiana dotyczy głównie wielkich miast. Ale może wydaje się nam, że dokonuje się to tylko w obrębie naszej bańki, bo nie zaglądamy do innych?

Powiem coś prowokacyjnego, z czym sam nie do końca się zgadzam: czy myśliwy, który postępuje w jakiś odpowiedzialny sposób, przestrzega kodeksu, ma gorszy stosunek do zwierząt od mieszczucha, który się w ogóle nie zastanawia, skąd się bierze kawałek pięknie odczyszczonej piersi kurczaka na styropianowej tacce? To są pytania, które dzisiaj powinniśmy sobie zadawać.

fot. Shutterstock
fot. Shutterstock

Czyli będziemy musieli jako ludzkość rozwiązać problem jedzenia mięsa?

Dobrze byśmy na tym wyszli. Uprawa roślin ma większy sens ekologiczny.  Ale jak przekonać rozwijające się kraje, w których pojawia się aspirująca klasa średnia, żeby nie szły w przemysłową hodowlę? Mamy im powiedzieć: wprawdzie my na Zachodzie obżeraliśmy się mięsem, ale wiemy, że to jest zła droga, nie idźcie nią?

To powtórka z kolonializmu.

Mamy więc ogromny problem. Jak go rozwiążemy? Jak do tego przekonać ludzi?

Czy w czasach globalizacji taki kraj jak Polska mógłby coś zrobić?

Obawiam się, że póki co dominują w Polsce apetyty na schabowego, kebaba i burgera. Z drugiej strony jesteśmy powiązani siecią rozmaitych relacji gospodarczych, chociażby z krajami Unii Europejskiej. Wyobraź sobie, co by się działo, gdybyśmy zamknęli rynek na przemysłowo hodowaną wieprzowinę.

Zła Unia by nam zabroniła?

Nigdy nie powiem "zła Unia"  - ale prawdą też jest, że na styku rynku i legislacji działają interesy i lobbing silniejsze niż nasze etyczne dylematy. Na szczęście mamy w ręce potężną broń: działanie oddolne, konsumenckie. Kiedy ludzie zaczęli wybierać w sklepach jajka z jedynką lub zerem, to firmy i politycy musieli na to zareagować. Zmiana dokonała się na poziomie konsumenckim. Tak samo dzieje się, jeżeli chodzi o skład naszej żywności. Zobacz, co się stało z serkiem do smarowania pieczywa.

Co się z nim stało?

Jeszcze kilka lat temu większość serków na polskich półkach miała listę składników długą jak receptura na kamień filozoficzny. Były tam wszelkiego rodzaju zagęstniki, błonniki, skandaliczny skład służący temu, żeby przyoszczędzić na składnikach.

Dzisiaj już tak nie jest?

Idź do sklepu i sam sprawdź, jak fajnie zaczynają wyglądać listy składników serków. Producenci żywności zaczęli zauważać, że klient chce produktów o uczciwszym składzie. I zaczynają o to dbać. Myślę, że tędy droga.

Czyli nacisk konsumentów, a nie zmiana prawa?

A także edukacja: w mediach, w szkole, w domu rodzinnym. Ja na przykład wiele o żywności nauczyłem się jako dziecko podczas wakacji na wsi u moich dziadków.

Gluten, znajdujący się m.in. w pieczywie, zyskał w ostatnich latach złą sławę. Czy słusznie? (fot. Shutterstock)
Gluten, znajdujący się m.in. w pieczywie, zyskał w ostatnich latach złą sławę. Czy słusznie? (fot. Shutterstock)

W książce wspominasz o świniobiciu.

Widziałem, skąd się bierze mięso. Widziałem, że trzeba do tego zabić zwierzę, jak wygląda rozpłatana świnka, jak się ją porcjuje. Ale widziałem też, ile troski i pracy moi dziadkowie w hodowanie tej świnki wkładali. Że tej śwince źle nie było i że zwierzęta są cenne. A z czym może się wiązać wizyta w przemysłowej ubojni? Chyba tylko z natychmiastowym przejściem na wegetarianizm.

Jeszcze musimy pomówić o głupocie, która jest silnie obecna w rozdziale o glutenie. Udowadniasz, że moda na bezglutenowe jedzenie jest połączeniem niewiedzy, mody, pracy działów marketingu dużych firm. Dlaczego daliśmy się nabrać?

Nie chcę mówić o głupocie.

Myślałem, że sprowokuję cię do ciężkich, publicystycznych tez.

Nie tym razem. Problem polega na tym, że choć rośnie świadomość konsumencka, to jednak często nadal jesteśmy niedoinformowani, trochę zagubieni i naiwni. I to jest wykorzystywane przez przemysł spożywczy i celebrycki.

W przypadku glutenu modę zapoczątkowała Lady Gaga.

I inni celebryci: mówili, że kiedy przestali jeść gluten, to schudli 10 kilogramów, a ich dzieci stały się grzeczniejsze. Ktoś przestał pić piwo, ale przerzucił się na bezglutenową wódkę.

A co ze świadomością?

Coraz częściej dochodzą do nas informacje, że niekoniecznie jesteśmy żywieni tym, czym byśmy sobie życzyli, ale nie mamy narzędzi, czy nawet czasu, żeby to zgłębiać. Równocześnie liczne są dziś dolegliwości związane z naszą dietą, która w ostatnich kilkudziesięciu latach radykalnie się zmieniła. Jemy bez porównania więcej cukru niż nasi przodkowie, sięgamy po wysoko przetworzoną żywność. Nie pozostaje to bez wpływu na nasze układy trawienne, a to daje nam kolejne powody do niepokoju. Z troski o siebie i bliskich chwytamy się więc często obiegowych poglądów albo mody.

Do tego dochodzi zamieszanie w nauce: jedni mówią, że gluten szkodzi, a drudzy, że nie szkodzi. Komu ufać?

To nie tyle zamieszanie w nauce, co w tym, jak się jej ustalenia relacjonuje w mediach i ile z nich rozumiemy. Nie wiemy, jak czytać te doniesienia. Dlatego porozmawiałem z dr Jessicą Biesiekierski, autorką australijskich badań, które wywołały temat glutenu. Jej pierwsze badania sugerowały, że może istnieć niezwiązana z celiakią nietolerancja glutenu. Dwa lata później nowe badania tego samego zespołu pokazały, że na istnienie takiej dolegliwości nie ma żadnych dowodów. Objawy u badanych były po prostu randomowe. Ludzie, którym podawano placebo, czuli się gorzej, a ci, którzy zjedli glutenowego batonika, czuli się doskonale. Ale z drugiej strony wiele osób naprawdę odczuwało ulgę po odstawieniu żywności zawierającej gluten, nie byli hipochondrykami, naprawdę mieli jakieś gastryczne dolegliwości.

Książka 'Nauka w kuchni. Przełomowe historie sztuki kulinarnej' ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak (mat. prasowe; fot. Grażyna Makara)
Książka 'Nauka w kuchni. Przełomowe historie sztuki kulinarnej' ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak (mat. prasowe; fot. Grażyna Makara)

Więc o co chodzi?

Naukowcy zadali sobie pytanie: Jeśli to nie gluten, to co im szkodzi? Badacze zauważyli, że wiele rodzajów żywności zawierających gluten zawiera też grupę krótkołańcuchowych cukrów i pokrewnych im związków. Nazywa się je skrótem FODMAP. Mają to do siebie, że przelatują przez nas jak burza, lądują od razu w jelicie cienkim, gdzie za sprawą osmozy mogą ściągać wodę, a potem w jelicie grubym, gdzie stają się pożywką dla bakterii jelitowych. Wielu ludzi nie odczuwa żadnych dolegliwości, ale część okazuje się na nie nadwrażliwymi.

I co z tego wynika?

Pojawiają się u nich objawy identyczne jak te, które przypisywano działaniu glutenu. Z tą różnicą, że w przypadku FODMAP mamy bardzo dobrze przebadany mechanizm powstawania tego rodzaju objawów.

Gdzie są te związki?

W bardzo licznych produktach: w pszenicy czy życie, gdzie występują razem z glutenem, ale też w wielu owocach, produktach mlecznych, warzywach takich jak czosnek, cebula, kalafior czy por, w strączkach, w słodzikach. Dieta uboga w FODMAP-y to trudne zadanie, bo grozi pozbawieniem się wielu ważnych składników odżywczych, więc zanim odstawimy te produkty, ważna jest konsultacja z dietetykiem, samemu lepiej się nie diagnozować. Wiem, że to niepopularne podejście w czasach utraty zaufania do ekspertów.

Czy za chwilę będziemy mieć do czynienia z modą anty-FODMAP?

Już się ona zaczyna. W Australii oznacza się już żywność "FODMAP-friendly", u nas pojawiają się pierwsze publikacje. Istnieją nawet aplikacje, w których można sprawdzić, czy produkt zawiera FODMAP-y. Co ważne: kwestia FODMAP to nie modny wymysł, tylko istotny dla wielu ludzi problem, ale jeśli zdewaluuje się ją do mody, znowu utkniemy w plątaninie nieporozumień i półprawd.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Michał Kuźmiński jest zastępcą redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego". Twórca i wieloletni kierownik działu "Nauka", zajmuje się też tematyką społeczną, wpływem technologii na ludzi i kulturą popularną. W 2016 r. nominowany do nagrody Grand Press w kategorii "dziennikarstwo specjalistyczne", laureat wyróżnienia honorowego Nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Jerzego Zielińskiego za popularyzację nauki (2011). Współautor, wraz z Małgorzatą Fugiel-Kuźmińską, powieści kryminalnych. Autor tekstów oraz przekładów piosenek.

Arkadiusz Gruszczyński. Dziennikarz i animator kultury.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (156)
Zaloguj się
  • jack_black_75

    Oceniono 36 razy 22

    Jeśli mielibyśmy być roślinożercami, a nie wszystkożercami, to natura podarowałaby nam dłuższy przewód pokarmowy i możliwość trawienia celulozy, czyli ścianek komórek roślinnych. Mielibyśmy układ pokarmowy jak krowa czy orangutan (duży brzuch). Posiadamy za to enzymy do trawienia ścięgien. Głównym argumentem za niejedzeniem mięsa jest aspekt etyczny. Najlepsze jest wypośrodkowanie. Mniej mięsa, ale dobrej jakości. Nie jeść mięsa wyeksploatowanych krów mlecznych, które wciskają nam w sklepach, lecz kupować wołowinę z ras mięsnych nie mlecznych. Krów mlecznych mamy kilka mln w Polsce, a krów ras mięsnych kilkaset tysięcy. Warzywa jeść na ciepło, wówczas ścianki ich komórek ulegają rozpadowi i możemy więcej przyswoić. Te jedzone na surowo mają za zadanie podrażnić nam jelita by szybciej strawić to zjedliśmy razem z warzywami.

  • casbien10

    Oceniono 29 razy 19

    Moze by tak slowo o uboju rytualnym . Mlodym wytlumaczyc , jak dla kasy i religii zabijane sa zwierzeta , tzn w jaki sposob. (najpierw podciecie gardla ,pozniej wykrwawienie ) Sejm to zaklepal i muzulmanie i zydzi maja co jesc. Wczoraj minister rolnictwa plakal , ze przez afere miesna moga stracic taaaki koszerny rynek zbytu. Popatrz w oczy krowie , jak idzie na rzez,to zrozumiesz.

  • maxthebrindle

    Oceniono 29 razy 15

    Podobno od kłamstw gorsze są jedynie półprawdy. A tych autor nam nie szczędzi:

    'I nie zawsze jadł [mięso], co na przykład doskonale udowodnił Jarosław Urbański w swojej książce "Społeczeństwo bez mięsa".'
    Nie wiem, co 'udowodnił' pan Urbański (poza głęboką wiarą we własne przekonania), ale ludzie są zwierzętami wszystkożernymi - świadczy o tym budowa naszego układu pokarmowego, od zębów począwszy, a na budowie żołądka i jelit, tudzież funkcjonowaniu metabolizmu skończywszy... Zwierzeta jedynie roślinożerne, przyajmniej wśród ssaków - nie istnieją. Owszem, są gatunki, które spożywają jedynie rośliny, służące następnie za pożywkę hodowlaną dla bardzo rozbudownej flory bakteryjnej i pierwotniakowej w ich żoładkach lub jelitach - taka na przykład krowa ma cztery potężne żołądki i bardzo długie jelita. Krwowa zjada trawę, przeżuwając ją wielokrotnie by na powstalej miazdze mogły się rozwijać w jej żołądkach bakterie i pierwotniaki, w sumie żyje ich tam kilkanaście kilogramów! I to właśnie owa 'hodowla' dostarcza krowie wszystkich niezbędnych składników odżywczch, włącznie z aminokwasami 'zwierzecymi', pochodzącymi z trawionych mikroorganizmów. Jeśli wyjałowić jej żołądek - biedna krowina padnie Z GŁODU, niezależnie od tego, ile trawy jej się dostarczy... Niedźwedzie, które są wybitnymi wszystkożercami, mają w swojej rodziie dwa wyjątki.. Jednym jest panda wielka, która z niznanych powodów stała się zupełnym wegetarianinem, co przypłacila cholernie wolnym metabolizmem, bardzo niskim tempem rozrodu i podatnością całej populacji na niekorzystny wpływ czynników środowiskowych.... Drugim wyjątkiem jest niedźwiedź polarny, który jako jedyyny spośród niedżwiedzi jest stuprocentowym mięsożercą - co uczyniło go także najsprawniejszym, największym, najsilniejszym i najinteligentniejszym przedstawicielem tej grupy zwierząt, bo by przetrwać MUSI polować, opracowując odpowiednie strategie w odpowiedzi na strategie obronne swoich ofiar...
    'W początkach ludzkiej ewolucji nie znajdziemy steków, lecz raczej mózgi wyjadane z padliny.'
    Nie! Wprawdzie jest sporo dowodów archeologicznych na wyjadanie mózgów, ale są one spektakuarne: rozbite kamiennymi narzedziami czaszki. Tyle, że jest znacznie wiecej dowodów na pozyskiwanie mięśni, ale nie wyglądają one tak medialnie - ot, zadrapania na żebrach czy kościach długich, będące wynikiem zeskrobywania mięśni, częso widoczne dopiero pod mikroskopem. Jednak jeśli przyjrzymy się narzędziom, nie tylko tym stworzonym przez wczesnych H. sapiens, ale także przez wcześniejsze czlowiekowate - w zasadzie wszystkie służą POLOWANIU lub pozyskaniu mięsa, narzędzi do uprawy roślin u zarania naszego gatunku zwyczajnie nie ma...

    'A u podstaw naszej cywilizacji leżą ziarna, nie mięso.'
    NIe - u podstaw naszej cywilizacji leży porzucenie koczowniczego trybu życia, co wiązalo sie oczywiście z udomowieniem zbórz. Tyle, ze jednocześnie z rozpoczęciem uprawy, rozpoczeto także.... hodowlę zwierząt. NIe, nie do towarzystwa...

    'Obecnie jesteśmy w stanie tak skomponować (pyt. do autora - bezmięsną?) dietę, żeby pozyskać z niej wszystkie niezbędne nam wartości odżywcze. Od witamin, aminokwasów, po tłuszcze nienasycone.'
    Prawda, ale to tylko dzięki soi, która jako jedyna jadalna roślina dostarcza nam WSZYSTKICH niezbędnych aminokwasów. Dieta roślinna bez soi (lub sztucznych dodatków) jest zwyczajnie niewystarczajaca dla prawidłowego funkcjonowania ludzkiego organizmu a zwłaszcza jego rozwoju (dzieci). No ale mamy tę soję.. Jedyny problem z nią polega na tym, że... nie da się jej uprawiać wszędzie (klimat), zaś tam, gdzie sie da - to właśnie pozyskiwanie obszarów pod uprawę soi jest - obok pozyskiwania terenów pod pastwiska i uprawy palmy olejowej - głównym czynnikiem wpływającym na niszczenie lasów, stepów, mokradeł i innych naturalnych ekosystemów.

  • rikol

    Oceniono 18 razy 12

    Już dziś jemy rzeczy niejadalne, plastik podlany pestycydami. Za 30 lat pewnie będzie jeszcze gorzej. Co do jedzenia mięsa, tradycyjna hodowla i nowoczesne obozy koncentracyjne dla zwierząt to dwie różne rzeczy. Kiedyś zabijało się jedna świnię przed chlewem. Do konca nie wiedziała, co ją czeka, nie miała czasu się zestresować. Dziś zwierzęta jadą w transporcie kilka dni, bez jedzenia i picia. Kiedy dojadą do rzeźni, czekają na swoją kolej. Wiedzą że umrą, czują krew. Mięso z takich zwierząt jest znacznie gorsze niż ze zwierzęcia, ktore zostało zabite bez zbędnego stresu. Nie wspominam już o tym, czym są karmione zwierzęta. W karmach dla zwierząt legalnie może być obecny plastik na przyklad.

  • bezczelnik

    Oceniono 7 razy 7

    Brezniew przemawia na kongresie:
    Za 30 lat w ZSRR nastapi najwiekszy dobrobyt
    Kazdy obywatel ZSRR bedzie posiadal wlasny odrzutowy samolot
    Pytanie z sali-
    A dokad beda obywatele latac wlasnymi samolotami?
    Brezniew- no, na przyklad ktos mieszka w Moskwie
    i uslyszal ze w jednym sklepie we Wladywostoku sa ziemniaki

    oskwie

  • myslacyszaryczlowiek1

    Oceniono 6 razy 6

    Czytając komentarze pod tym artykułem można się przekonać, że człowiek jest zwierzęciem szalenie społecznym. Tzn. musi uzgodnić w stadzie między poszczególnymi osobami, chociażby sposób żywienia stada, czy np. rzucać miesiącami kamieniami w dinozaura, czy też w jakiś inny sposób go ukatrupić. stąd jakaś taka misyjność i zacietrzewienie w swoich poglądach. A te poglądy są odzwierciedleniem naszego wewnętrznego, nieuświadomionego Ja, wewnętrznego mózgu, instynktu, który zleca świadomości wyszukiwania przez świadomość argumentów na poparcie tej czy innej tezy, zgodnie z marksistowskim byt kształtuje świadomość. Czyli w tym przypadku warunki środowiskowe wykształciły takie, a inne sposoby żywienia, a problem się sprowadza do tego, że nastąpiło zbyt wielkie wymieszanie ludności, która miała różne sposoby żywienia przez ileś tam pokoleń i układ trawienny tej ludności przystosował się do tych warunków. Ludzie mają różną florę bakteryjną w układzie trawiennym, różny metabolizm, ba nawet różne zapotrzebowanie energetyczne, a nawet różne wymagania co do temperatury komfortowej.
    Dlatego też uświadomcie sobie weganie, miesążercy i wszystkożercy, że nie ma jednej dobrej diety dla wszystkich ludzi, bo chociażby Chińczyka byśmy zatruli mlekiem, które jest podstawowym produktem w Europie. A to tylko jeden skromny aspekt życia. Dlatego też jakieś multi kulti, rząd światowy, czy też jeden sposób życia na Ziemi dla wszystkich ludzi ma marne szanse powodzenia i skończmy z misyjnością i nawracaniem na swoje poglądy innych ludzi, innych narodów itd. Niech każdy żyje po swojemu. lub żryj i daj żreć innym według ich upodobań. (żyj i daj żyć innym)

  • buwalker

    Oceniono 18 razy 6

    W sumie to wszystko prawda, ale... Ile kalorii dziennie potrzebuje hipsterka, której kasiasty tatuś zapewnia wszystkie potrzeby, żeby więc nadać życiu sens, zabiera się za promowanie swojego life-style'u jako eko-friendly? Składniki diety mięsnej można niby suplementować, ale bardzo trudno o tak szybką podaż białka, glikogenu i rozmaitych związków, w odpowiednich proporcjach. Człowiek, który musi przejść pieszo przynajmniej dziesięć kilometrów dziennie, a taksówką jeździ raz na kilka lat, musi odżywiać się inaczej, trzeba wziąć jeszcze od uwagę dodatkowe czynniki, jak stres, którego nie ma na przykład na siłowni, albo w klubie fitness, gdzie wysiłek jest niby większy, ale zrównoważony, warunki zbuforowane, i tak dalej. W Rossmannie sprzedają gotowe dania "Proporcja", średnio 300 kcal, tak naprawdę na obiad trzeba zjeść trzy takie dania, a na śniadanie i kolację coś po 500 kcal, żeby dobić do głodowego progu 2000 kcal, przypominam, że to standard dla dorosłej kobiety, w przypadku przeciętnego mężczyzny jest to 3000 kcal. Kiedyś pokłóciłem się z dziewczyną, wracaliśmy autostopem z Zakopanego, koczowaliśmy w Krakowie, zostało nam dwadzieścia złotych. Chciała kupić cukierki i gumy do żucia, a ja kiełbonę i suchą bułę, taka gadka idiotki z prymitywem.

  • piq

    Oceniono 7 razy 5

    Nasza cywilizacja wzięła się z mięsa, a nie z ziaren. Po pierwsze nabycie umiejętności konstruowania narzędzi do polowania pozwoliło na szybki rozwój mózgów hominidów wskutek zasilenia w białko, a zwłaszcza w aminokwasy egzogenne, których człowiek sam nie wytwarza i musi je pozyskiwać z zewnątrz. Po drugie cywilizacja języków indo-irańskich rozwinęła się poprzez ludy stepowe, czyli żywiące się głównie mlekiem i mięsem (Hebrajczycy zresztą również byli nomadami). To by było na tyle co do rzetelności kategorycznych stwierdzeń tego pana.

  • zuuuraw

    Oceniono 23 razy 5

    " Dr hab. Małgorzata Drywień z Katedry Żywienia Człowieka na warszawskim SGGW : Dieta bez mięsa nie dostarcza pełnowartościowego białka, dlatego nie każdy powinien ją stosować, np. dzieci, kobiety w ciąży lub matki karmiące, a więc osoby, które potrzebują dużo białka.(...) składniki odżywcze roślin mają słabszą przyswajalność niż mięsa. Przyswajalność białka z roślin wynosi w przybliżeniu 60 proc. Dla organizmu człowieka i w ogóle zwierząt najważniejsze są aminokwasy egzogenne, których nie jesteśmy w stanie sami wytwarzać i musimy je zjadać. A są one przede wszystkim w mięsie, jajach i mleku. I jeżeli w ogóle się tych produktów nie stosuje, to jest bardzo trudno uzyskać komplet aminokwasów tylko z roślin. I to jest największy problem diet wegetariańskich. (...) Mięso samo w sobie nie jest niezdrowe. Niekorzystny może być jedynie nadmiar mięsa. Zaleca się, żeby w ciągu dnia mięsa i wędlin zjadać od 120 do 150g, maksymalnie do 200g w przypadku dużych osób, którym potrzeba więcej białka. Wliczamy w to też ryby. Ale należy pamiętać, że białko zwierzęce zjadamy także z mlekiem, przetworami, jajami. Jeśli człowiek trzyma się tych proporcji, nie można mówić o jakiejkolwiek szkodliwości mięsa. itd. itp."
    No i to chyba wszystko w tym temacie, z wiarą w dietę bezmięsną jest chyba tak jak z wiarą w Globcio

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX