18+
Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Mam co najmniej 18 lat. Chcę wejść
Nie mam jeszcze 18 lat. Wychodzę
Joseph James DeAngelo w 1973 roku został policjantem w Exeter w Kalifornii

Joseph James DeAngelo w 1973 roku został policjantem w Exeter w Kalifornii (fot. Santa Barbara County Sheriff's Office)

społeczeństwo

Uciekał policji przez 40 lat. Bo był jednym z nich. Historia Golden State Killera

Na koncie ma trzynaście zabójstw, pięćdziesiąt gwałtów i sto włamań. Golden State Killer (Morderca z Golden State) terroryzował mieszkańców Kalifornii od 1974 roku przez 12 lat. Pozostawał nieuchwytny aż do kwietnia 2018 - aresztowano wtedy Josepha Jamesa DeAngelo, byłego policjanta. Wiele osób, które śledziło sprawę przyznało, że do aresztowania przyczyniła się książka Michelle McNamary "Obsesja zbrodni". Publikujemy jej fragmenty.

Grupa nastoletnich dziewcząt kręciła się po Land Park i obserwowała rozebranych do pasa chłopców, którzy woskowali swoje samochody; jeździli do Oakland na Days on the Green - to była Lollapalooza tamtej epoki - żeby zobaczyć zespół The Eagles albo Petera Framptona, albo Jethro Tull. Jeździli w górę Sutterville Road aż do tamy i pili piwo. I właśnie na tej tamie siedzieli i pili tej nocy 14 kwietnia 1978 roku, gdy drogą poniżej przemknął, rycząc syrenami, konwój policyjnych radiowozów. Wydawało się, że nie ma końca. "Nigdy nie widziałam czegoś takiego ani wcześniej, ani potem" - opowiada jedna z tamtych nastolatek, dziś pięćdziesięciodwuletnia kobieta. Gwałciciel ze Wschodniej Strony - człowiek, którego z czasem nazwałam Zabójcą z Golden State - zaatakował ponownie.*

Rancho Cordova

Z Folsom skręciłam w lewo w Paseo Drive, kierując się w stronę serca rezydencjonalnej części Rancho Cordova. To miejsce miało dla niego jakieś znaczenie. Dokonał tu pierwszej ze swoich napaści i ciągle tu wracał. Do listopada 1976 roku w hrabstwie Sacramento odnotowano w ciągu sześciu miesięcy dziewięć ataków przypisywanych temu gwałcicielowi. Cztery z nich w Rancho Cordova. W marcu 1979, gdy nie dawał o sobie znać od roku i wydawało się, że zniknął na dobre, wrócił do Rancho Cordova ponownie, po raz ostatni. Czy mieszkał gdzieś tutaj? Część śledczych, zwłaszcza ci, którzy pracowali nad tą sprawą od początku, sądzi, że tak.

Portrety pamięciowe mordercy nazywanego East Area Rapist albo Golden State Killer (fot. fbi.gov)
Portrety pamięciowe mordercy nazywanego East Area Rapist albo Golden State Killer (fot. fbi.gov)

Podjechałam do miejsca, gdzie zaatakował po raz pierwszy. Prosty bungalow w kształcie litery L, o powierzchni około trzystu metrów kwadratowych, z równo odciętym pniem drzewa pośrodku podwórka. To właśnie stąd 18 czerwca 1976 roku o piątej rano zadzwoniła pierwsza ofiara, dwudziestotrzyletnia kobieta, która starała się mówić do słuchawki telefonu z miejsca, gdzie leżała na podłodze z rękami związanymi na plecach tak mocno, że straciła krążenie. Sheila doczołgała się do telefonu stojącego na nocnej szafce swojego ojca, strąciła aparat na ziemię i wyszukała palcami zero. Zadzwoniła zawiadomić policję o wdarciu się do domu i gwałcie. Zależało jej na tym, żeby policjanci zrozumieli, że maska napastnika była dziwna. Biała, szorstka, wyglądająca, jakby była zrobiona na drutach, z otworami na oczy i ze szwem pośrodku, bardzo ściśle przylegająca do twarzy.

Kiedy Sheila otworzyła oczy i zobaczyła go w drzwiach swojej sypialni, pomyślała, że chyba śni. Kto nosi kominiarkę w Sacramento w czerwcu? Przetarła oczy i zdążyła dostrzec więcej. Miał jakieś metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, był umiarkowanie umięśniony, nosił granatowy T-shirt z krótkimi rękawami i szare płócienne rękawiczki. Inny szczegół, tak niezwykły, że musiał wyłonić się z jej podświadomości - para bladych nóg porośniętych czarnymi włosami. Strzępy wspomnień ułożyły się w końcu w pewien obraz. Ten mężczyzna nie miał spodni. Miał erekcję. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała, wydechy rzeczywistości. Rzucił się na łóżko Sheili i przycisnął ostrze dziesięciocentymetrowego noża do jej prawej skroni. Przykryła głowę pościelą, żeby go odepchnąć. Ściągnął jej okrycie. "Jeśli się ruszysz albo wydasz jakiś dźwięk, wbiję w ciebie ten nóż" - wyszeptał. Sznurem przyniesionym ze sobą związał jej ręce na plecach, ściskając mocno w nadgarstkach, a potem związał ją jeszcze raz płóciennym czerwono-białym pasem, który znalazł w jej garderobie. Jako knebel wepchnął jej w usta parę białych nylonowych majtek.

Głupek bez spodni

Pierwsze przejawy zachowań, które stały się dla niego charakterystyczne. Zanim ją zgwałcił, nasmarował swojego penisa dziecięcą oliwką. Przetrząsał mieszkanie; słyszała stukanie uchwytów w komodach w salonie, szuranie otwieranych szuflad. Mówił niskim, gardłowym szeptem, z zaciśniętymi szczękami. Z dwucentymetrowej rany poniżej jej prawej powieki, w miejscu, gdzie przycisnął swój nóż, leciała krew; zrozumiała, że powinna być cicho.

Maski używane przez Golden State Killera (fot. fbi.gov)
Maski używane przez Golden State Killera (fot. fbi.gov)

Zdrowy rozsądek i każdy gliniarz powiedzą wam, że gwałciciel bez spodni to niewyrafinowany nastoletni podglądacz, który właśnie od dawnych nieprzyzwoitości przeszedł do topornie wymyślonego przestępstwa. Głupek tańczący przed swoją ofiarą bez spodni zwykle nie potrafi kontrolować odruchów i szybko wpada w ręce policji. Jego lepkie spojrzenie bez wątpienia zdążyło już zwrócić na niego uwagę w sąsiedztwie i zaskarbić mu status odrażającego typa. Gliniarze szybko wyrwą go ze snu, w domu jego podekscytowanej zamieszaniem matki. Ale ten głupek bez spodni nie dał się złapać.

Istnieje coś, co nazwałabym paradoksem inteligentnego gwałciciela. Pracujący niegdyś dla FBI i tworzący psychologiczne profile przestępców Roy Hazelwood, który specjalizuje się w przestępstwach seksualnych, opowiada o tym w książce The Evil That Men Do, napisanej wraz z Stephenem G. Michaudem: "Większość ludzi bez problemu kojarzy skomplikowane włamanie i rabunek z inteligencją. Ale gwałt popełniony z wyjątkowym okrucieństwem to rodzaj zbrodni, której nie bardzo potrafią sobie wyobrazić. W rezultacie czują opór przed przypisywaniem inteligencji sprawcom takich przestępstw. I odnosi się to nawet do części policjantów".

Metody, jakimi posługiwał się człowiek, który zgwałcił Sheilę, wskazywały jednak na umysł działający z wyrachowaniem. Pamiętał o tym, żeby nigdy nie zdejmować rękawiczek. Sheila odbierała głuche telefony w tygodniach poprzedzających napaść, jak gdyby ktoś sprawdzał jej rozkład dnia. W kwietniu miała poczucie, że ktoś za nią chodzi. Ciągle widywała w pobliżu jakiś ciemny samochód, średniej wielkości, amerykańskiej produkcji. Ale - co ciekawe - choć miała pewność, że to był zawsze ten sam samochód, nigdy nie udało jej się dostrzec kierowcy.

W nocy, kiedy dokonano napaści, ktoś przeniósł poidło dla ptaków w miejsce pod linią telefoniczną za domem, najwyraźniej, żeby na nim stanąć. Jednak kabel był tylko częściowo przecięty, znak niezdarnego zawahania osobnika, który dopiero się uczy, jak skrzywiony gwóźdź wbity przez ucznia stolarza. Cztery miesiące później detektyw Richard Shelby stał przy krawężniku ulicy Shadowbrook Way w Citrus Heights.

Mieszkanie zdewastowane przez Golden State Killera (fot. fbi.gov)
Mieszkanie zdewastowane przez Golden State Killera (fot. fbi.gov)

W tamtych czasach warunki działania Biura Szeryfa Hrabstwa Sacramento w niczym nie przypominały dzisiejszej elegancji. Wszyscy rywalizowali o radiowóz, który miał lampę na wysięgniku i tabliczkę do notowania przyczepioną do tablicy rozdzielczej. Uzbrojenie stanowiły nadal karabiny maszynowe z lat dwudziestych. Syreny znajdowały się bezpośrednio na dachach samochodów; gliniarze, którzy wówczas nimi jeździli, dzisiaj noszą aparaty słuchowe. Nie istniały wyspecjalizowane jednostki zajmujące się na przykład przestępstwami seksualnymi. Byłeś ekspertem z doświadczeniem w terenie, jeśli zdarzyło ci się odebrać telefon i wezwano cię akurat na miejsce gwałtu. W ten sposób Shelby znalazł się rankiem 5 października 1976 na chodniku na ulicy Shadowbrook Way.

Numer sześć

Policyjny pies, który podjął trop, zaprowadził go dokładnie na to miejsce. Trop zaczynał się w oknie dziecięcej sypialni, prowadził przez ogrodzenie, a potem przez pole porośnięte chwastami, i urywał się na krawężniku. Shelby zapukał do najbliższych drzwi i popatrzył w stronę domu ofiary, stojącego w odległości około siedemdziesięciu metrów. Odpędził niepokój.

Jakieś półtorej godziny wcześniej, tuż po szóstej trzydzieści rano, Jane Carson leżała w łóżku razem ze swoim trzyletnim synkiem, gdy usłyszała, jak ktoś zapala i gasi światło, a potem biegnie korytarzem. Jej mąż wyszedł do pracy dosłownie chwilę wcześniej. "Jack, to ty? Zapomniałeś czegoś?" W drzwiach pojawił się jakiś człowiek w zielono-brązowej kominiarce. - Zamknij się, chcę twoich pieniędzy. Nie zrobię ci krzywdy - powiedział.

Joseph James DeAngelo został zidentyfikowany jak Golden State Killer dzięki badaniom DNA. Aresztowano go w 2018 roku (fot. Sacramento County Sheriff)
Joseph James DeAngelo został zidentyfikowany jak Golden State Killer dzięki badaniom DNA. Aresztowano go w 2018 roku (fot. Sacramento County Sheriff)

Shelby uznał, że tak precyzyjne zgranie w czasie jest intrygujące. Ten człowiek wszedł do domu przez okno dziecięcej sypialni dosłownie chwilę po tym, jak mąż Jane wyszedł do pracy. Dwa tygodnie wcześniej padli ofiarą niezwykłego włamania; złodziej zabrał wtedy jakieś dziesięć pierścionków, zostawił za to trochę biżuterii skradzionej u sąsiadów. Wtedy także wszedł i wyszedł przez okno w pokoju dziecka. Ten sam facet - pomyślał Shelby. - Metodyczny i cierpliwy.

Gwałt dokonany na Jane uznano za szósty atak przypisywany Gwałcicielowi ze Wschodniej Strony, ale to była pierwsza sprawa, przy której Shelby pracował razem z Carol Daly, i ta dwójka detektywów stała się nierozerwalnie związana z całą serią podobnych przestępstw. Carol Daly, doświadczona policjantka zajmująca się zbrodniami na tle seksualnym, w naturalny sposób nadawała się na osobę przyjmującą zeznania ofiar. Dzięki swoim umiejętnościom interpersonalnym z czasem doszła do stanowiska zastępcy szeryfa.

Shelby tymczasem miał talent do wkurzania innych. Jego problemy brały się nie tyle z arogancji, ile ze szczerości wysławiania się. "Taktowne zachowania nigdy nie były moją mocną stroną" - mówi. W październiku tego roku nastąpiły trzy kolejne ataki, szybko, jeden po drugim. Początkowo wielu jego kolegów sądziło, że odpowiada za nie pewien niezidentyfikowany seryjny przestępca znany jako Gwałciciel Ranny Ptaszek (Early Bird Rapist), ale Shelby wiedział, że tym razem mają do czynienia ze znacznie inteligentniejszym i bardziej dziwacznym osobnikiem niż on.

Zawsze w masce

W tamtej epoce nikt jeszcze nie słyszał o profilowaniu przestępców; nie znano takich pojęć jak "podpis" czy "zachowania rytualne". Wtedy śledczy mówili czasem o "obecności", "osobowości" albo "zapachu". Chodziło im o precyzję i osobliwy układ szczegółów charakterystyczny jak zapach - poczucie déja vu, jakie ogarniało ich w miejscu zbrodni.

Oczywiście powtarzał się fizyczny opis sprawcy. Biały, około dwudziestki albo trochę po, jakieś sto siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, średnio umięśniony. Zawsze w masce. Zduszony, gniewny szept. Zaciśnięte szczęki. Kiedy się wściekał, ton jego głosu robił się piskliwy. Mały penis. Dziwny sposób bycia - często mówił pospiesznie, ale zachowywał się spokojnie. Otwierał szuflady i czasem przez kilka minut stał w milczeniu, wpatrując się w ich zawartość.

W doniesieniach o dziwnych osobach kręcących się w okolicy mniej więcej w okresie napaści często pojawiał się pewien szczegół: podejrzany, kiedy zauważył, że ktoś go obserwuje, odchodził, ale spokojnie, bez pośpiechu. "Zupełnie się nie spieszył" - zeznał jeden ze świadków. Miał osobliwe potrzeby psychoseksualne. Krępował ręce ofiar za plecami, często kilka razy wiążąc je i rozwiązując, a potem pętając ponownie. Czasami używając innego materiału. Kazał ofiarom ze skrępowanymi rękami pobudzać swojego penisa. Sam nigdy ich nie pieścił.

Kiedy zaczął napadać na pary, zaciągał kobietę do salonu i zarzucał ręcznik na telewizor; odpowiednie oświetlenie wydawało się ważne. Lubił zadawać pytania. "Co teraz robię?" - pytał ofiarę leżącą z zawiązanymi oczami, kiedy się masturbował z użyciem znalezionego w domu kremu do rąk.

"Czy to jak z kapitanem?" - zapytał Jane; jej mąż był kapitanem lotnictwa. Jakieś pięćdziesiąt razy kazał jej się "zamknąć", jak opowiadała Jane, ale kiedy ją gwałcił, miał inne żądania i rzucał jej polecenia niczym reżyser swojej aktorce. "Włóż w to trochę emocji - rozkazał jej - albo użyję noża".

Tekst z 'Sacramento Bee' z 17 maja 1977 roku, informujący o kolejnym ataku Golden State Killera (fot. sacbee.com)
Tekst z 'Sacramento Bee' z 17 maja 1977 roku, informujący o kolejnym ataku Golden State Killera (fot. sacbee.com)

Potrafił być bezczelny. Dwukrotnie zdarzyło się, że po wejściu do czyjegoś domu spokojnie realizował swój plan, chociaż widział, że ofiary go zauważyły i gorączkowo próbują dodzwonić się na policję. Dzieci mu nie przeszkadzały. Nigdy nie krzywdził ich fizycznie, co najwyżej związywał te starsze i umieszczał w innym pokoju. Trzyletniego synka Jane podczas swojej napaści położył na podłodze w sypialni. Chłopiec zasnął. Kiedy się zbudził, spojrzał w stronę łóżka. Gwałciciel już zniknął, a jego matka leżała skrępowana kawałkami porwanych ręczników i zakneblowana ścierką do naczyń. Chłopiec uznał, że więzy to bandaże. - Czy doktor już poszedł? - wyszeptał.

Shelby znał brutalne zachowania zamaskowanych zboczeńców, ale niepokoił go wysiłek, jaki ten sprawca wkładał w rozpoznanie terenu. To było niezwykłe. Głuche telefony. Krążenie po okolicy. Włamania. Gwałciciel ze Wschodniej Strony wiedział, jak wyłączyć zewnętrzne światła, nawet jeśli były podpięte do timera. Wiedział, gdzie znaleźć dobrze ukryty przycisk otwierający garaż.

Więcej bólu

Rozmowy, jakie Shelby przeprowadził ze świadkami, wskazywały, że podejrzany rozpracował nie tylko Jane, ale także jej sąsiadów; wiedział, gdzie może zaparkować swój samochód, o której godzinie sąsiedzi wynoszą śmieci i wychodzą do pracy.

Rok później w "Sacramento Bee" przytoczono wypowiedź Carol Daly, koleżanki, z którą Shelby pracował tego dnia, poświęconą tej sprawie: "Typowy gwałciciel nie zachowuje się w tak skomplikowany sposób". Ta myśl nie dawała spokoju Shelby'emu, gdy stojąc przy krawężniku w miejscu, gdzie policyjny pies zgubił trop, patrzył przez pole w stronę domu Jane.

Podobnie jak jeszcze jeden niepokojący szczegół. Napastnik dźgnął swoją ofiarę nożem w lewą łopatkę. Jane miała wrażenie, że nie chciał jej zranić i cios zadał jedynie przypadkiem. Ale Shelby nie był taki pewny. Domyślał się, że facet próbuje stłumić swoje pragnienie, żeby sprawić ofierze więcej bólu; dopóki go nie złapią, to pragnienie będzie narastać. Shelby się nie mylił.

Podejrzany zaczął szczękać nożyczkami obok uszu ofiar leżących z zawiązanymi oczami i groził, że obetnie im palce, jeden po drugim, za każdym razem, kiedy się poruszą. Dźgał w materac obok leżącej ofiary. Widać było, że psychiczne tortury go nakręcają. "Nie znasz mnie, co? - wyszeptał do jednej z ofiar, używając jej imienia. - Tak długo musiałaś czekać, prawda? Tak strasznie długo. Ale ja znam ciebie". Co chwila starał się wywołać u swojej ofiary wrażenie, że już sobie poszedł, a kiedy jej ciało zaczynało się rozluźniać i zdrętwiałe palce zaczynały manipulować przy krępujących ją więzach, wprawiał ją ponownie w przerażenie jakimś nagłym dźwiękiem albo ruchem. (...)

Po napaści na Jane Carson, w październiku, w okolicy zaczęły krążyć plotki o seryjnym gwałcicielu grasującym na wolności, jednak ludzie z Biura Szeryfa poprosili miejscową prasę, żeby nie pisała o zbrodniach, ponieważ obawiali się, że zainteresowanie opinii publicznej może skłonić podejrzanego do opuszczenia terenu wschodniej strony miasta, gdzie mieli nadzieję go namierzyć i złapać.

3 listopada odbyła się konferencja prasowa na temat zapobiegania fali przestępstw. Przyszło ponad pięćset osób. Richard Shelby i Carol Daly na przemian przejmowali mikrofon, próbując dość niezdarnie odpowiadać na gorączkowe i pełne paniki pytania o gwałciciela. Następnego ranka gazeta "Sacramento Bee" zamieściła relację z tego spotkania autorstwa Warrena Hollowaya, reportera kryminalnego: "Policja poszukuje podejrzanego o osiem gwałtów". Cisza medialna dobiegła końca.

Książka 'Obsesja zbrodni' Michelle McNamary ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak (fot. Shutterstock / mat. prasowe)
Książka 'Obsesja zbrodni' Michelle McNamary ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak (fot. Shutterstock / mat. prasowe)

*Fragmenty książki "Obsesja zbrodni" Michelle McNamary w tłumaczeniu Jarosława Mikosa

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Michelle McNamara, dziennikarka kryminalna, twórczyni popularnej strony internetowej TrueCrimeDiary.com

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (24)
Zaloguj się
  • kaczoroa

    Oceniono 47 razy 29

    Fatalny styl. Nie wiem czy wynika to z bardzo kiepskiego przekładu czy niechlujstwa autora artykułu. Nie da się tego czytać

  • pedro.666

    Oceniono 23 razy 21

    Kto to tłumaczył? Wujek Google?

  • californian-legit

    Oceniono 15 razy 15

    Do zlapania tego bandziora przyczynil sie przede wszystkim postep nauki, nie zadna ksiazka. Zebrane z miejsc przestepstw probki DNA zanalizowano wspolczesnymi metodami i porownano z danymi z drzewa rodowego krewnych przestepcy, dostepnych w publicznych bazach danych. Kiedy wytypowano w ten sposob najblizszych krewnych przestepcy, trzeba juz bylo tylko pobrac wspolczesne probki jego DNA i sprawa zalatwiona.

  • bene_gesserit

    Oceniono 13 razy 9

    Rozumiem, że książka jest napisana w specyficznym stylu, ale tłumaczenie jest tak nieporadne i infantylne, jakby tłumaczył to tłumacz automatyczny. W wersji sprzed 10 lat. No ludzie.

  • shtalman

    Oceniono 36 razy 6

    Jarek Kaczyński byłby dokładnie taki sam ale wybrał gnębienie całego narodu

  • kwiatpatologii

    Oceniono 4 razy 4

    Nie przyczyniła się do jego złapania żadna książka a komercyjny test DNA wykonany przez krewnego.
    www.vox.com/2018/4/27/17290288/golden-state-killer-joseph-james-deangelo-dna-profile-match

  • dorotabgd

    Oceniono 4 razy 2

    Mało co z tej ksiązki zrozumiałam. Fatalnie napisana albo przetłumaczona.

  • cucaracha.feliz

    Oceniono 1 raz 1

    Bardzo bardzo bardzo kiepsko napisane (lub przetłumaczone)

  • marta_wojcik

    Oceniono 1 raz 1

    Profilowanie nie było znane w tamtych czasach ? To jakiś żart. Ktoś nie odrobił lekcji. Sugeruje lekturę książek Johna Douglasa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX