Edward Kaliński

Edward Kaliński (fot. mat. prasowe Discovery Channel)

wywiad Gazeta.pl

Jeździł karetką, pracował na lotnisku. Kim jest Edek, prawa ręka Króla Złomu

- Jak jest ciekawe zlecenie, to jedziemy nawet w niedzielę. Biznes się dobrze kręci, nie powiem - opowiada Edward Kaliński, bohater programu "Złomowisko PL".

Co sprawia ci największą przyjemność?

Czarna, mocna kawa. Gorzka. Ale z ciachem. Od dziecka bardzo lubię też prowadzić samochód.

Ile miałeś lat, gdy pierwszy raz usiadłeś za kierownicą?

Dziesięć. Na podwórku stał samochód taty, kluczyki były w stacyjce. Odpaliłem i ruszyłem przed siebie. Jeździłem sobie w tę i z powrotem, aż wreszcie przytarłem bok auta o mur. Tata popatrzył i mówi: "Nic się nie martw, synu, jak dorośniesz, zrobisz prawo jazdy". I zrobiłem, jak tylko miałem 18 lat, w szkole samochodowej, do której poszedłem z miłości do aut. Od razu drugą kategorię, potem dostałem uprawnienia na przyczepę.

Przez ponad 40 lat natłukłem miliony kilometrów. Nie ma dnia, żebym nie jeździł. Po szkole zatrudniłem się jako kierowca w Polskich Liniach Lotniczych LOT. Pracowałem przy obsłudze technicznej samolotów, czyli przy tankowaniu i podłączaniu agregatów prądotwórczych. Razem z mechanikiem podjeżdżaliśmy bardzo bliziutko skrzydła samolotu. Trzeba było uważać, żeby nic nie uszkodzić. Na szczęście nigdy mi się to nie zdarzyło. Lubiłem tę robotę.


Edek i Krzykacz w pracy (fot. mat. prasowe Discovery Channel)

Ale po kilku latach zrezygnowałeś. Dlaczego?

Bo pojawiła się możliwość lepszego zarobku w prywatnej firmie, która zajmowała się produkcją nadkoli, błotników i zderzaków do aut. Głównie do fiatów i polonezów. To był przełom lat 80. i 90. Na lotnisku zarabiałem miesięcznie dwa tysiące złotych, a tam dostałem osiem. Ale pracowałem po 11, 12 godzin dziennie. Niestety, biznes upadł, bo na początku lat 90. powstało mnóstwo podobnych firm.

I zostałeś bez pracy.

Dorabiałem sobie dorywczo. Kiedyś spotkałem kolegę, który zaproponował mi piwo. Gdy zaczęliśmy rozmawiać, okazało się, że w Piastowie pod Warszawą szukają kierowcy karetki. Poszedłem tam na rozmowę, później dostarczyłem wszystkie dokumenty. I tak w 1995 roku zacząłem pracę w pogotowiu. Początkowo trudno było mi znieść widok krwi, połamanych rąk i nóg. Ludzkiej śmierci. Ale z czasem się przyzwyczaiłem.

Potem problemem stały się zamknięte osiedla. Płoty, rabatki, ozdobne kamienie. Często nie mieliśmy jak dotrzeć z sanitariuszem do chorego. Odszedłem, gdy w pogotowiu zaczęły się zwolnienia. Na szczęście wtedy brat przejął po rodzicach mały sklep spożywczy. Zaproponował, żebym mu pomagał. Za mały grosz i mieszkanie u niego. Zgodziłem się. Kiedy powstały duże sieci handlowe, brat musiał sklepik zamknąć. Nie wytrzymał konkurencji.


Edek i Krzykacz jadą po złom (fot. mat. prasowe Discovery Channel)

A jak poznałeś Krzykacza, czyli Marka Pawłowskiego? To prawdziwy polski Król Złomiarzy!

Poznałem kobietę i przeprowadziłem się do niej na ulicę Komorowską w Pruszkowie. Krzykacz był jej sąsiadem. Któregoś dnia zajrzał do mnie i zapytał: "Edek, a ty nie chciałbyś u mnie jeździć?". Jego kierowca nawalił, a on akurat potrzebował gdzieś pojechać. I tak już jeżdżę z nim osiem lat, po całej Polsce.

Krzykacz, który wszystkim podawał swój numer telefonu, dostawał po 30-40 telefonów dziennie. Ludzie dzwonili, żeby odebrać od nich złom. Zdarzało się też, że nas nabierali. Jechaliśmy pod wskazany adres, a tam pusto. Jak nie ma, to nie ma, trudno, wracaliśmy do domu. "Edek, jutro będzie lepiej" - kwitował Krzykacz.

Po tym jak trafiliśmy do programu "Złomowisko", ludzie nas poznają. "O, idą nasze gwiazdy" - wołają. I robią sobie z nami zdjęcia. Mnie często zaczepiają podróżni w kolejce miejskiej. Pytają, czy to ja. I proszą o zdjęcia. Czasem nawet po pięć razy dziennie. Takie fajne coś mi się przydarzyło.


Edek i Krzykacz pracują nawet po 12 godzin dziennie (fot. mat. prasowe Discovery Channel)

Dużo macie teraz pracy?

Od rana do wieczora, czasem nawet po 12 godzin. Jak jest ciekawe zlecenie, to jedziemy nawet w niedzielę. Biznes się dobrze kręci, nie powiem. Niedawno, po telefonie, pojechaliśmy, a tam tony prętów. Związaliśmy je sznurkiem, bo długie były, i zrobiliśmy drugi kurs. W sumie było tego tona i 700 kilo. Zarobiliśmy z 800 złotych przez pół dnia!

Dzisiaj byliśmy na budowie, skąd też zabraliśmy niepotrzebne stalowe pręty. Być może jeszcze zadzwonią po nas, jak trzeba będzie zdemontować ogrodzenie. Ze trzy tony stali! Pojedziemy, a jak!

Jak wracaliśmy z tej budowy, zadzwonił gość, który mówi, że ma do zabrania dwa silniki i skrzynię biegów od stara. Na miejscu okazało się, że są tylko lodówki i trochę złomu. Wzięliśmy to, raptem złomu było ze sto kilo, za 50-60 złotych, a w obie strony zrobiliśmy ze 100 kilometrów. Zwróciło się paliwo. Kiedyś, po telefonie, pojechaliśmy do Skierniewic, 80 kilometrów w jedną stronę. A tam pusto.

Czemu ludzie to robią?

No dla jaj, po prostu.


Edek i Krzykacz, bohaterowie programu ''Złomowisko PL'' (fot. mat. prasowe Discovery Channel)

Krzykacz, z którym rozmawiałam trzy lata temu, opowiadał mi, że czasem znajdujecie na śmietnikach prawdziwe skarby. Niemal nowe telewizory czy lodówki, drogocenne pianina i meble.

Teraz się to już raczej nie zdarza. Kryzys przyszedł. Więcej ludzi po śmietnikach chodzi, a bogaci mniej wyrzucają. Dzisiaj żyjemy głównie ze złomu.

Wiesz, ta praca nie jest łatwa. Krzykacz potrafi zdenerwować. Ale wiem, że on się już nie zmieni. Taki ma urok. Jestem więc spokojny, ustępuję mu.

Krzykacz jest głośny i specyficzny, to fakt, ale ma też mocne strony.

Ma łeb na karku, dobrze kręci tym biznesem. Teraz dostali z żoną mieszkanie od prezydenta Pruszkowa, bo wcześniej ściskali się z dziećmi na 18 metrach. Koszmar to był, uwierz! Teraz mają 64 metry, Krzykacz je ładnie urządził. I co najważniejsze, mają tam centralne ogrzewanie. Na tych 18 metrach ogrzewali się farelką.


Edek i Krzykacz żyją ze zbierania złomu (fot. mat. prasowe Discovery Channel)

Edek, a gdzie ty mieszkasz?

U brata, tu w Komorowie, dał mi pokój. Ale marzy mi się własna kawalerka w bloku, w Pruszkowie, z centralnym ogrzewaniem. Wszystkich tu znam. Może już w tym roku się uda, mam trochę oszczędności. Syn Grzegorz ma firmę budowlaną, obiecał, że w tydzień zrobiłby mi to mieszkanie na lux! Drugi syn, Michał, też prowadzi budowlankę. Ma synka Antosia, jestem już szczęśliwym dziadkiem.

Parę lat temu poznałem Grażynkę, ale zmarła na raka. Eh, nie ma co wspominać. Teraz jestem wolny ptak, do wzięcia. Jak będę miał mieszkanie, to zamieszkam z drugą połówką. Żeby na stare lata żyć sobie spokojnie... No i jeszcze przydałoby się wygrać w lotka ze dwa miliony. Po trochu bym synom dał, a sam bym pojechał na Karaiby. Powiedziałbym: "Krzykacz, wybywam. A ty sobie sam złom zbieraj".


Edek i Krzykacz podczas pracy na złomowisku (fot. mat. prasowe Discovery Channel)

Nowa seria programu "Złomowisko PL" rusza 20 lutego w Discovery Channel.

Edward Kaliński. Urodził się w 1955 roku w Pruszkowie. Ma brata Kazimierza i dwóch synów. Mieszka w Komorowie. Jest bohaterem programu "Złomowisko PL" w Discovery Channel.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (23)
Zaloguj się
  • jan.w2

    Oceniono 19 razy 17

    Jakoś mam wrażenie, że ten program złomowisko PL jest mocno inscenizowany. To taki przerywnik dla reklam. Pewnie zdarza im się po kilka dubli kręcić, ale i zapewne dodatkowa kasa z tego jest, bo chyba darmo w tym cyrku się nie pokazują? Na złomie można dobrze zarobić. Widać, to po właścicielach złomowisk, pomimo, jak zwykle, narzekań z sezonu na sezon jeżdżą coraz bardziej wystawnymi furami, a pracownikom jak płacili minimalną krajowa, tak płacą. Ot janusze złomowego biznesu.

  • adolfiutin11

    Oceniono 13 razy 11

    Edek i cała reszta tyrają za 2-3 tysiące złotych, blondyneczki od glapy malują ustka i patrzą na kolejne 65 tys. zł co miesiąc.....

  • kieszonkowiec12

    Oceniono 10 razy 10

    To musi być ciekawy program. Nie wiedziałem, że można na ten temat filmy nakręcić. Złomiarzy pozdrawiam, a panu Edkowi i Krzykaczowi życzę szczęścia w interesie!

  • Adam Skopowski

    Oceniono 12 razy 8

    A ja przeczytałem z przyjemnością.Choć programu nie widziałem.

  • wycofany

    Oceniono 11 razy 7

    Ten stan, kiedy w sobotni poranek włączasz internet i czytasz artykuły o rolnikach i fizycznych...
    Następnie zastanawiasz się, jak trafiłeś do północnej Korei?

  • hiperon59b

    Oceniono 12 razy 4

    Pan Edek pracuje na czarno u pana Marka i to wszystko w tym temacie.

  • fantomas200

    Oceniono 2 razy 2

    Takich złomów w Polsce są tysiące. Najczęściej tyrają tam gentlemani z nożem na gardle.Ciężko, naprawdę. Za 20 złociszów, jak dobrze. Bywało że za dychę. Wiem, bo znam takich. Porządne ale biedne chłopy, którym coś w życiu poszło nie tak. Szef siedzi w ogrzewanej budzie i tylko patrzy jak tu zarobić żeby się nie narobić. Najczęściej ma problemy z legalizacją wagi. Prawdziwy biznes nie odbywa się wcale na złomowisku. Szefów nie interesują stare rowery i piecyki. Złom, ten duży jest wirtualny, transakcje odbywają się w knajpach, albo w zależności od wiarygodności kontrahentów, telefonicznie. Taki plac to dla skarbówki, żeby widzieli żywy interes. Miałem dwóch kolegów, którzy mieli takie interesy. Na jednym nawet jakiś czas pracowałem więc wiem. Przyjeżdżała milicja szukając skradzionych fantów, które dawno były już w wagonach albo w hucie. Taka zabawa w policjantów i złodziei. Oficjalnie żadnych wpadek. Oczywiście istnieją tacy sklepikarze jak tych dwóch Panów. Chwała im za to. Tak jak oni pracują, o ile to prawda, to ciężki i słabo płatny interes. Przynajmniej, jako gwiady, mają spoko z milicją i skarbówką.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX