Zwierzęta w naturalny sposób kooperują ze sobą, budują stosunki zaufania i sieci wsparcia

Zwierzęta w naturalny sposób kooperują ze sobą, budują stosunki zaufania i sieci wsparcia (fot. Shutterstock)

Moralne życie zwierząt. Czy nasi bracia mniejsi wykształcili własny kodeks etyczny?

Potrafią bezinteresownie pomagać, opiekują się młodymi - nawet innych gatunków, odmawiają nagrody, gdy czują, że ich pobratymcy są gorzej traktowani. Opłakują swoich zmarłych i pocieszają się wzajemnie w żałobie. Wzajemność i empatia, będące filarami moralności, nie należą tylko do ludzi.

Młoda kotka biegała wokół telewizora jawnie poruszona. Zaglądała w każdy zakamarek, popiskiwała nerwowo, wreszcie pełna nieskrywanej rozpaczy przywołała mnie. Nie rozumiałam, co mogło się stać, skąd to całe wzburzenie, gdy usłyszałam dobiegające z głośnika żałosne, pełne cierpienia miauczenie dzikiego kota - bohatera programu na kanale National Geographic. Moja kotka odpowiedziała identycznym miauczeniem, oczekując ode mnie, że skoro ona nie może, to ja powinnam pomóc zwierzęciu w opresji.

Kilka lat później, po stracie starszego kociego współtowarzysza, ta sama kotka została psem. Dwa olbrzymie mastify tybetańskie przygarnęły ją do stada, choć przed śmiercią starszego kota wszystkie zwierzęta żyły w pakcie o wzajemnym nieistnieniu: psy odwracały wzrok, kiedy kocury spacerowały po podwórku, a koty nie dostrzegały psów nawet, kiedy te przechodziły im po ogonach. Jednak śmierć współtowarzysza zmieniła wszystko i psy poczuły się w obowiązku otoczyć opieką pogrążoną w żałobie kotkę. Ta biegała z nimi nawet do furtki i chwilami zastanawiałam się, czy przypadkiem nie zacznie szczekać.

Kotka śpiąca na brzuchu ciężarnej suki (fot. Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka / archiwum prywatne)
Kotka śpiąca na brzuchu ciężarnej suki (fot. Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka / archiwum prywatne)

Rodzina mastifów tybetańskich: tata, mama i pięciomiesięczna córka (fot. Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka / archiwum prywatne)
Rodzina mastifów tybetańskich: tata, mama i pięciomiesięczna córka (fot. Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka / archiwum prywatne)

Jakiś czas później psy, nie pytając mnie o zgodę, zdecydowały się powiększyć rodzinę i na świat przyszła spora grupka ślepych i tłuściutkich paróweczek. Suczka zajęła się małymi instynktownie, ale to, co zrobił tata szczeniaków, wprawiło mnie w podziw: przez okres połogu nie opuszczał młodej matki na krok. Warczała na niego, więc się odsuwał, ale nigdy nie odchodził. Nie chciał jeść, zostawiając całą zawartość miski suce. Gdy szczeniaki zaczęły chodzić, biegał za nimi, zaganiał w jedno miejsce, pozwalał im wdrapywać się na siebie i gryźć się po uszach. Kiedy wyprowadziły się do nowych domów, cała uwaga rodziców skupiła się na jednym pozostawionym egzemplarzu. Ale żadne nie zapomniało swoich dzieci, rozpoznawały je bezbłędnie nawet kilka lat od narodzin, wyraźnie ciesząc się na ich widok.

To nie są żadne nadzwyczajne historie ani nadzwyczajne zwierzęta. Każdy człowiek, który miał szczęście nawiązać bliską relację z jakimś zwierzęciem, ma w pamięci dziesiątki takich historii. Ale tego typu obserwacje każą się zastanowić nad życiem wewnętrznym zwierząt. Zastanowić się, czy mają swoje kodeksy postępowania, emocje, czy potrafią odczuwać cierpienie innych i na ile zdolne są do pomocy swoim pobratymcom. Czy nie jesteśmy zbyt butni w swoim przekonaniu o ludzkiej wyjątkowości? Czy moralność, będąca wynikiem wychowania w określonych regułach społecznych, jest czymś przynależnym tylko człowiekowatym, czy może rozciąga się na znacznie większą liczbę gatunków?

Wiek zwierząt

"Jest zupełnie możliwe, że (...) wielu inteligentnych ludzi nie zdaje sobie jeszcze sprawy z faktu, iż dzikie zwierzęta mają kodeksy moralne i ogólnie rzecz biorąc, żyją z nimi w większej zgodzie niż ludzie ze swoimi" - napisał w wydanej w 1922 roku klasycznej książce "Umysły i maniery dzikich zwierząt" William Hornaday. Od tego czasu upłynęło niemal 100 lat, 100 lat poświęconych próbie zrozumienia funkcjonowania społecznego zwierząt, ich emocji, umiejętności współdziałania i wreszcie empatii. Badania są tak zaawansowane, że Dominick LaCapra, historyk idei i ruchów intelektualnych z Uniwersytetu Cornella stwierdził nawet, iż XXI wiek będzie wiekiem zwierząt.

Zwierzęta stadne, kierują się bardzo precyzyjnymi prawami współżycia społecznego (fot. Shutterstock)
Zwierzęta stadne, kierują się bardzo precyzyjnymi prawami współżycia społecznego (fot. Shutterstock)

"Ludzie często określają naturę relacji w naszym gatunku, używając sformułowania człowiek człowiekowi wilkiem. To bardzo niesprawiedliwe. Szczególnie dla wilków" - powtarza chętnie Frans de Waal, prymatolog, profesor psychologii i człowiek uznany przez magazyn "Time" za jedną ze stu osób najsilniej kształtujących nasz świat. W publikacjach de Waal zwraca uwagę, że zwierzęta, szczególnie zwierzęta stadne, kierują się bardzo precyzyjnymi prawami współżycia społecznego, a próby łamania tych norm są karane.

"Zwierzęta nie tylko cechują się poczuciem sprawiedliwości, ale też odczuwają empatię, wybaczają, ufają, mają poczucie wzajemności i wiele innych odczuć moralnych. (...) Mają bogaty świat wewnętrzny - zniuansowany repertuar emocji, wysoki poziom inteligencji oraz dają dowody elastyczności behawioralnej, gdy negocjują złożone i trudne relacje społeczne. Są również niewiarygodnie biegłymi aktorami społecznymi: tworzą skomplikowane sieci relacji i żyją zgodnie z regułami postępowania, które utrzymują równowagę społeczną" - twierdzą Marc Bekoff i Jessica Pierce, autorzy książki "Dzika sprawiedliwość. Moralne życie zwierząt".

Zdaniem badaczy ewolucja zachowań moralnych ma bezpośredni związek z funkcjonowaniem w złożonej grupie społecznej. W im bardziej trwałych grupach żyje dany gatunek, tym silniej kieruje się empatią, poczuciem sprawiedliwości i tym większą ma skłonność do poświęceń dla dobra grupy. Zdaniem de Waal: "Wzajemność i empatia, oto filary moralności. Naturalnie w naszym rozumieniu moralność ma znacznie szersze znaczenie i odnosi się do wielu złożonych zachowań, ale wzajemność i empatia są podstawowe. Jeśli się je usunie, gmach moralności zawali się". 

W im bardziej trwałych grupach żyje dany gatunek, tym silniej kieruje się empatią i poczuciem sprawiedliwości (fot. Shutterstock)
W im bardziej trwałych grupach żyje dany gatunek, tym silniej kieruje się empatią i poczuciem sprawiedliwości (fot. Shutterstock)

Tylko jak tę moralność określić? Jak ją zmierzyć i jakimi kategoriami opisać?

W klasycznym eksperymencie  z 1937 roku, mającym sprawdzić umiejętność kooperacji naczelnych, dwa młode szympansy muszą współpracować, aby otrzymać smakołyki. Przysmaki znajdują się w skrzyni, do której przymocowane są dwie liny. Jeden szympans nie poradzi sobie z problemem, ale dwa już tak. Za pierwszym razem, współpracując, przyciągają skrzynię i częstują się smakołykami. Przy kolejnej próbie jeden z szympansów nie jest już zainteresowany jedzeniem, ale zgadza się pomóc koledze. Ponaglany przez niego pomaga przyciągnąć skrzynię, ale nie zjada smakołyków, tylko oddaje całość bardziej zainteresowanemu nimi zwierzęciu. Zaskoczyło to prowadzących eksperyment, jednak po dłuższych badaniach okazało się, że u szympansów bardzo silne jest poczucie wzajemności i tego, że raz wyświadczona przysługa zwróci się w odpowiedniej chwili.

Analogiczne badanie przeprowadził na słoniach dr Josh Plotnik. W związku z tym, że trudno byłoby znaleźć ciężar za duży do udźwignięcia dla jednego słonia, badacz stworzył bardziej wyrafinowaną pułapkę: platformę, która mogła zostać przesunięta tylko, jeśli równolegle dwa słonie ciągnęły za linę. Gdyby pociągnął tylko jeden, to lina zniknęłaby, a platforma wraz ze smakołykami byłaby wciąż poza zasięgiem słonia. Konieczna była kooperacja. Za pierwszym razem wypuszczono dwa słonie, które bezbłędnie zrozumiały, co mają zrobić, aby przesunąć platformę i dostać się do przysmaków. Ciągnęły równomiernie każdy swoją linę, aż smakołyki znalazły się pod ich trąbami. Badacze chcieli jednak sprawdzić, co się stanie, jeśli najpierw wpuszczą jednego słonia, a dopiero po jakimś czasie drugiego. Przypuszczano, że pierwszy słoń może chcieć samodzielnie dostać się do smakołyków, nie czekając na przybycie pomocnika. Jednak słonie okazały się mądrzejsze od badaczy: pierwszy słoń podszedł do liny, postawił na niej stopę i spokojnie czekał, aż pojawi się drugi, który wykona za niego resztę roboty. Drugi słoń posłusznie ciągnął linę, sam przyciągając platformę dla siebie i sprytnego towarzysza.

Słonie są bardzo empatyczne - pomagają sobie wzajemnie, opłakują swoich zmarłych, stają w obronie słabszych pobratymców z innych gatunków (fot. Shutterstock)
Słonie są bardzo empatyczne - pomagają sobie wzajemnie, opłakują swoich zmarłych, stają w obronie słabszych pobratymców z innych gatunków (fot. Shutterstock)

De Waal w najnowszej książce "Wiek empatii" zauważył, że wielu zwierzętom udaje się przeżyć nie dlatego, że eliminują inne i przywłaszczają sobie wszystkie zasoby, lecz właśnie dlatego że współpracują ze sobą i dzielą się. "Stosuje się to na pewno do zwierząt polujących w grupach, takich jak wilki czy orki, ale też do naszych najbliższych krewnych, czyli naczelnych. W badaniu przeprowadzonym w Parku Narodowym Tai na Wybrzeżu Kości Słoniowej zaobserwowano szympansy, które opiekowały się swoimi zranionymi przez lamparty kompanami, liżąc ich rany, starannie oczyszczając je z brudu i odganiając gromadzące się wokół nich muchy. Chroniły rannych towarzyszy, spowalniając pochód, jeśli ci nie nadążali. Wszystko to jest całkowicie zrozumiałe, jeśli przypomnimy sobie, że szympansy mają dobry powód, by żyć w grupie, zupełnie jak wilki i ludzie. Jeśli człowiek jest człowiekowi wilkiem, to jest tak pod wszystkimi względami, nie tylko tymi negatywnymi. Nie bylibyśmy teraz tu, gdzie jesteśmy, gdyby nasi przodkowie byli społecznie nieprzystosowani" - przekonuje naukowiec.

Matczyna miłość

Siedem lat temu rybacy pracujący na chińskim wybrzeżu dostrzegli przerażającą scenę: martwe delfiniątko noszone na grzbiecie przez zawodzącą matkę. Młody delfin miał głębokie rozcięcie na brzuchu i zdaniem obserwatorów musiał być martwy już od kilku dni, jednak matka nie chciała go porzucić.

W 2016 roku podobne zachowanie zaobserwowano u orki żyjącej u wybrzeża stanu Washington. Samica urodziła młode, które jednak po krótkim czasie zmarło. Matka nie mogła pogodzić się z jego śmiercią i przez wiele kolejnych dni widziano, jak nosi i popycha ciało dziecka, nie chce się z nim rozstać. Gdy osuwało się z grzbietu matki, ta nurkowała po nie, wyławiała i ponownie kładła na sobie. Podobne zachowania naukowcy zaobserwowali u siedmiu gatunków morskich ssaków. "Przeżywają żałobę po stracie dziecka czy kompana. Są pogrążone w bólu, rozumieją, że stało się coś strasznego" - twierdzi Mellisa Reggente, biolożka i autorka badań dotyczących relacji i emocji u ssaków morskich

Rozpacz po zmarłym potomstwie jest też charakterystyczna dla małp człekokształtnych. Jeden ze strażników Parku Narodowego Virunga w Demokratycznej Republice Konga uwiecznił na zdjęciu samicę goryla górskiego odmawiającą porzucenia martwego dziecka. Samica nosiła ciało gorylątka, tuliła je i próbowała ożywić. Strażnik, opisując sytuację lokalnym mediom, powiedział, że widok rozdzierał serce, a ból gorylicy odczuwali wszyscy dokoła. "Zwierzęta - od srok po wydry i słonie - opłakują swoje padłe młode; nawet myszy odczuwają empatię" - można przeczytać w cytowanej już książce "Dzika sprawiedliwość".

W 1996 roku młoda gorylica nizinna Binti Jua stała się ulubienicą mediów po tym, jak uratowała życie trzyletniemu dziecku, które wspięło się na ogrodzenie wybiegu goryli i spadło z wysokości siedmiu metrów na wybetonowane podłoże. Do zdarzenia doszło w zoo w Brookfield w Illinois. Goryle są zwierzętami terytorialnymi i wyjątkowo silnymi. Chłopiec nie miałby żadnych szans w konfrontacji z rozzłoszczonym dorosłym samcem. Jednak zanim przy dziecku pojawił się jakikolwiek osobnik, swoją opiekę roztoczyła nad nim właśnie Binti Jua. Podniosła chłopca delikatnie, tuliła w ramionach i groźnymi pomrukami odganiała inne osobniki. W tym czasie jej własne dziecko wspięło się jej na plecy i oczekiwało, co się wydarzy dalej. Gorylica odniosła chłopca do wejścia na wybieg i przekazała go personelowi ogrodu zoologicznego. Jej zachowanie było później stawiane za przykład empatii i moralności, a samą gorylicę Legion Amerykański odznaczył medalem.

Rozpacz po zmarłym potomstwie jest charakterystyczna m.in. dla małp człekokształtnych (fot. Małgorzata Kujawka / AG)
Rozpacz po zmarłym potomstwie jest charakterystyczna m.in. dla małp człekokształtnych (fot. Małgorzata Kujawka / AG)

"Czy zwierzęta, opiekując się sobą wzajemnie, ratując w potrzebie, dzieląc się jedzeniem, wreszcie opłakując zmarłych, zachowują się moralnie? Oczywiście. To nie powinno być podawane w wątpliwość. Pytaniem jest raczej, czy zdają sobie sprawę z tego, że ich zachowanie można opisać jako moralne?" - zastanawia się Mark Rowlands, filozof i profesor Uniwersytetu Miami, autor książki "Czy zwierzęta są moralne?".

Zachowania opiekuńcze wobec młodszych członków społeczności czy żal po zmarłych członkach grupy można zaobserwować u wielu gatunków. Słonie opłakują swoich zmarłych, wracają na cmentarzyska, a nawet noszą kości pobratymców. Jest to o tyle istotne, że grzebanie zmarłych uznawane jest za kamień milowy w rozwoju naszego gatunku. Inną kwestią jest utrzymywanie porządku na danym terenie. Na przykład hipopotamy są zwierzętami bardzo terytorialnymi, strzegącymi swojej przestrzeni i żyjących na niej zwierząt. Strażnikom parków i turystom udało się zarejestrować wiele przypadków, kiedy hipopotamy ratowały zwierzęta zaatakowane przez krokodyle: grupa hipopotamów otaczała krokodyla i napierała na niego tak długo, aż ten porzucał swoją ofiarę i uciekał.

Jakiś czas temu świat obiegło nagranie, na którym młoda, zaledwie dwuletnia leopardzica zabija małpę. Jednak w pewnej chwili orientuje się, że małpa właśnie urodziła młode. Skonsternowana nie wie, co zrobić, gdy nagle pojawia się hiena. Młoda kocica delikatnie unosi małpkę i odstawia ją w bezpieczne miejsce, by odstraszyć napastnika. Widząc nieporadność małpiątka, zaczyna się nim opiekować: dba, by nie spadło z gałęzi, wylizuje je, wreszcie pozwala mu spać w swoim futrze.

"Jestem przekonany, że zwierzęta mogą być motywowane stanami emocjonalnymi, takimi jak współczucie, sympatia czy tolerancja, oraz że mogą być zazdrosne, złośliwe i dokuczliwe. Wszystkie te emocje łączą się z moralnością" - napisał Mark Rowlands w cytowanej już książce.

Między nami gatunkami

Często, szczególnie w odniesieniu do zachowań opiekuńczych, adopcji międzygatunkowej porzuconych młodych, sceptycy skupiają się na wrodzonych predyspozycjach do opieki nad najmłodszymi członkami szeroko rozumianej społeczności, jednocześnie odbierając tym aktom wymiar moralny. Ma to być imperatyw biologiczny, a nie dokonanie wyboru. Ale przecież zwierzęta opiekują się nie tylko potomstwem, również starszymi członkami społeczności. Za przykład niech posłuży słonica, matriarchini, która umierała, lecz mimo to słonice z innych rodzin próbowały ją podnieść. A kiedy zdały sobie sprawę, że nie są już w stanie jej pomóc, stały przy niej w ciszy, towarzysząc jej aż do końca.

Simona Kossak w książce "O ziołach i zwierzętach" wspomina zająca, który zaprzyjaźnił się z wiekowym odyńcem. Zając - szybszy i sprytniejszy - jako pierwszy wychodził na polanę i dopiero gdy ocenił, że jest bezpiecznie, z ukrycia wynurzał się odyniec. Dzięki tej przyjaźni stary, pozbawiony sił dzik mógł, unikając niebezpieczeństwa, posilić się w spokoju.

- Widziałem warchlaki dzika bawiące się z cielakiem jelenia. Wszystko pod okiem matek, spokojnie, radośnie. Zwierzęta kierują się mądrością, nie tylko te oswojone, ale również żyjące dziko. Są w stanie zanalizować sytuację, ocenić zagrożenie, korzyści płynące ze współdziałania. Wielokrotnie podejmują decyzje znacznie bardziej racjonalne niż ludzie - mówi Krzysztof Mikunda, miłośnik przyrody, snujący swoje leśne opowieści na swoim popularnym blogu.

Przytacza historię sprzed dwóch lat, kiedy to spotkał w lesie dwie lochy z młodymi i poszedł ich śladem w nadziei na dobre zdjęcia. Wszedł w matecznik, na terenie którego działało "przedszkole dzików": wśród dzików jest zwyczaj kolektywnej opieki nad potomstwem, matki zajmują się warchlakami, a nad całym zgromadzeniem czuwa najstarsza, najbardziej doświadczona samica, tzw. locha prowadząca.

Dziki na plaży w Świnoujściu (fot. Artur Kubasik / kfp.pl / AG)
Dziki na plaży w Świnoujściu (fot. Artur Kubasik / kfp.pl / AG)

- Poczułem powagę sytuacji. Krąży setki opowieści o tym, jak to lochy broniące warchlaków potrafią potraktować intruza. Jednak zamiast uciekać postanowiłem zaufać mądrości zwierząt i dzięki temu stałem się świadkiem czegoś niezwykłego: realizacji dobrze nakreślonego planu kryzysowego. Kilka metrów przede mną stanęła locha prowadząca. Nie spuszczała ze mnie oka. Pozostałe matki ustawiły się w taki sposób, by osłonić warchlaki, które gęsiego oddaliły się w bezpieczne miejsce. Ich śladem poszły lochy, jedna po drugiej. Spokojnie, bez gwałtownych ruchów, fukania. Najstarsza locha stała cały czas w miejscu, na pierwszej linii obrony i bacznie mi się przyglądała. Dopiero kiedy wszystkie lochy z warchlakami odeszły w bezpieczne miejsce, podążyła za nimi. To był najlepiej przeprowadzony plan ewakuacji, jaki kiedykolwiek widziałem - mówi i dodaje, że opiekuńczość dzików zdaje się znacznie wykraczać poza czysty instynkt.

- Jeśli po lesie błąka się samotny warchlak, to znak, że został świeżo osierocony. Gdyby spotkała go jakaś samica, z pewnością wzięłaby go pod matczyną opiekę. Widok lochy z warchlakami w różnym wieku nie jest niczym nadzwyczajnym. Bo skoro jest gdzieś dziecko, to trzeba się nim zaopiekować, nie ma się nad czym zastanawiać - mówi entuzjasta lasu.

Pora to przemyśleć

W takim razie co z powiedzeniem, że człowiek człowiekowi wilkiem? Wilki są bardzo rodzinnymi stworzeniami. Tworzą pary na całe życie i wspólnie, stadnie wychowują potomstwo głównej pary - przywódców watahy. Każdy wilk w grupie ma jasno przydzielone zadanie: niektóre muszą wypatrywać niebezpieczeństwa, inne skupiają się na opiece nad młodszymi, jeszcze inne odpowiedzialne są za wytropienie posiłku. Ba, są nawet wilki  wychowawcy, odpowiedzialni za odpowiednie zachowanie wszystkich członków stada i mający przywilej karcenia osobników postępujących niewłaściwie.

Wygląda na to, że moralność traktowana jako zbiór reguł umożliwiających funkcjonowanie w grupie nie jest czymś przynależnym jedynie ludziom, a wyewoluowała w pewnej formie u wszystkich zwierząt stadnych. Zwierzęta w naturalny sposób kooperują ze sobą, oferują pomoc pobratymcom, budują stosunki zaufania i sieci wsparcia. W dodatku wydaje się, że świetnie potrafią odczytywać uczucia swoich towarzyszy, rozumieją ich radość, ale również cierpienie. Może już czas porzucić rozważania odnośnie tego, czy zwierzęta czują, a zadać sobie pytanie: jak powinniśmy je traktować?

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarka i redaktorka zajmująca się głównie tematyką popularnonaukową. Związana m.in z Życiem Warszawy i Weekend.Gazeta.pl oraz z Magazynem Wirtualnej Polski.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (77)
Zaloguj się
  • myslacyszaryczlowiek1

    Oceniono 23 razy 15

    Problem człowieka polega, że od stuleci wybiera, lub raczej są mu sprytnie narzuceni za pomocą różnych sztuczek przywódcy, którzy mają uszkodzone mózgi. Czy nawet współcześnie sam proces rekrutacji, czyli prawybory, wybory itd powoduje, że zostają odrzuceni osobnicy o normalnej psychice i wybierani są psychopaci. A mózg psychopaty, czy też raczej jego myślenie znacznie się różni od myślenia zdrowego człowieka. O ile dawniej w epoce królów, cesarzy, i ich wsobnej hodowli,będących właściwie cały czas w epoce wojny, zdobywania nowych ziem, podbojów itd. miało to znaczenie, bo lepiej być po stronie zwycięskiej niż przegranej, to współcześnie bardzo przeszkadza w harmonijnym i szczęśliwym życiu ludzi. Mózg psychopaty działa zupełnie w innym wymiarze niż normalnego człowieka. Oni rozpatrują sprawy w wymiarach walki, oszukania przeciwnika, właśnie przeciwnika, nie partnera. To tacy drapieżcy, nie mający żadnych hamulców, żadnej wewnętrznej moralności. Czyli mamy wewnętrzne rozkazy, normy, zasady, które gdy przekroczymy, ten wewnętrzny mózg nas karze. Dlatego ludzie, którzy te normy są zmuszeni przekraczać wpadają w różne patologie, jak np. alkoholizm wśród dawnej milicji, czy teraz policji, bo trzeba zapomnieć, że się postąpiło jak świnia.
    Ci psychopaci urządzają nam świat na modłę swojego mózgu, dodatkowo utrudnia im prawidłowe postrzeganie społeczeństw towarzyszący temu schorzeniu narcyzm. Rezultatem urządzeniu nam świata przez psychopatów jest depresja, na którą chorują miliony ludzi. A wystarczy kandydatom na polityków, prezesów badać mózgi za pomocą tomografów i sprawdzać obecność w ich mózgach obecność neuronów lustrzanych.

  • guramdam3

    Oceniono 11 razy 11

    Koncepcja zwierzęcia-maszyny przypisywana Kartezjuszowi była nie do obrony od samego początku.
    Argumenty za rozwojem dyskutowanych artykule cech można w nadmiernym uproszczeniu sprowadzić do kilku elementarnych prawie-prawd.
    A. Opieka nad potomstwem zwiększa szanse przetrwania gatunku.
    B. Zorganizowane stado ma lepsze szanse na przetrwanie.
    A implikuje silny instynkt macierzyński
    B ewolucyjnie promuje rozumienie co planuje/myśli/czuje inny osobnik
    Tzw. moralność to zbiór reguł poprawiających szanse na przetrwanie stada/gatunku.
    Chyba wszystkie sytuacjie opisane w powyższym artykule dają się tak wytłumaczyć.

    Niestety w opisach istnieje też problem wątpliwej interpretacji wydarzeń.
    Czy hipopotam atakuje krokodyla z empatii do zebry?
    Czy to błędna ludzka interpretacja wydarzenia, którego motywów nie znamy?
    Czy kot ocalający małpkę przed hieną robi to z empatii czy zostawia sobie przekąskę na później? :)
    Nie ma się co martwić. Na pewno wśród zwierząt też znajdziemy naiwniaków. :)

  • rikol

    Oceniono 11 razy 9

    Wystarczy spojrzeć na zwierzęta. Od razu widać, że to są myślące istoty. Nie potrafią tylko mówić.

  • jan.go

    Oceniono 11 razy 9

    Słoń to chyba brat większy . Co zaś do kodeksu to jest nasz wspólny zwierzęcy kodeks Dostaliśmy go w darze od przyrody

  • gggrrr

    Oceniono 17 razy 9

    Zgadzam się z tym,że zwierzęta są niesamowicie inteligentne i emapatyczne.I dlatego tak bardzo mnie bolą przerażająco niskie kary dla oprawców zwierząt i przekonanie ,iż są one niżej w hierarchi ważności.Chciałabym ,żeby to zmieniło się to jak najszybciej.Od dziecka w moim domu były różne zwierzęta,zawsze dobrze traktowane .Obecnie mamy kilka czworonogów.Nie liczymy kosztów i różnych niedogodności-bo to co One nam dają nie da się przecenić i porównać z niczym innym.Jest to fascynujące,że da się połączyć dwa odmienne światy -ludzki i zwierzęcy.Tak bardzo różne,a jednocześnie podobne.

  • talavera

    Oceniono 13 razy 7

    Dobry artykuł i ciekawe przykłady.
    Należałoby jednak wspomnieć, że jest też druga strona medalu czyli takie zachowania zwierząt, które z ludzkiego punktu widzenia uznane byłby za okrucieństwo, sadyzm, barbarzyństwo.

  • bezczelnik

    Oceniono 10 razy 6

    Czyli u zwierzat na szczescie wzystko odwrotnie niz w naszym narodzie

  • n29a

    Oceniono 12 razy 6

    Może za kilkaset lat nie będzie po nas - żywych - śladu. Tylko góry śmiecia. Gdybym miał życzyć dobrze tej planecie, to chyba właśnie bezbolesnego dla innych form życia wyginięcia homo "sapiens". Nie sprawdziliśmy się.

  • loneman

    Oceniono 5 razy 3

    Tlumoki jak zwykle komentuja na podstawie swej podworkowo-kosciolowej wiedzy czyli niewiedzy.
    Zwierzeta nie sa ani bardziej ani mniej moralne jesli mozna to porownywac i podobne co u nas powody pchaja ich do opieki lub zabojstwa, tak trudno to pojac "kanapowym moralistom" od 7bolesci??
    Ciekawe jednak jest to, ze im ktos mocniej deklaruje jakies wierzenia to ma wieksze problemy zyciowe i "trupy w szafie" w postaci molestowan, gwaltow, niewykrytych zabojstw itp, czemu takie poglady nie zmienily ich w "aniolow" ??

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX