Wpływu losowości na skutki podejmowanych decyzji nie da się wyeliminować

Wpływu losowości na skutki podejmowanych decyzji nie da się wyeliminować (fot. Shutterstock)

wywiad gazeta.pl

Jak podejmować słuszne decyzje? Odpowiedź brzmi jak status związku na Facebooku: "To skomplikowane"

Kupiłeś znakomite mieszkanie, z pięknym widokiem na park. Niestety, miesiąc po dokonaniu transakcji piętro wyżej wprowadził się nieznośny sąsiad, urządzający co noc głośne imprezy. Czy oznacza to, że podjąłeś złą decyzję? Nie. Po prostu miałeś pecha - mówi Piotr Zielonka, profesor SGGW, który prowadzi badania naukowe w zakresie ekonomii behawioralnej, psychologii ryzyka oraz psychologii inwestowania.

W jaki sposób podejmujemy decyzje?

Rozróżnijmy na początku decyzje aktuarialne i kliniczne. Te pierwsze zaprzęgają nasz nowszy ewolucyjnie mózg, mózg refleksyjny. Te drugie to decyzje podejmowane szybko, w sposób automatyczny, czasem pod wpływem emocji.

Jeśli ludzie wiedzą, że od ich decyzji zależy na przykład przyszłość przedsiębiorstwa lub majątku, to skłaniają się ku drogom aktuarialnym, próbują użyć obiektywnie sprawdzonych narzędzi, analizują dane. W warunkach niepewności nawet aktuarialne podejście nie gwarantuje sukcesu, ale uważane jest - i słusznie - za lepsze niż goła intuicja.

Natomiast jeśli człowiek przebiega przez jezdnię i widzi rozpędzony autobus, to nie wyciąga kalkulatora i nie oblicza, na ile prawdopodobne jest zderzenie z pojazdem, tylko na wszelki wypadek ucieka. Takie decyzje podejmujemy w ułamku sekundy. Nie ma wtedy czasu na analizy.

Na giełdzie również podejmuje się decyzję w ułamku sekundy?

Są takie osoby, które pod wpływem silnych emocji - euforii lub paniki - potrafią zadecydować o kupnie lub sprzedaży w sekundę. Najczęściej robią tak gracze krótkoterminowi, gdy rozpoznali trend. Jeśli mają wrażenie, że nadchodzi krach, to szybko sprzedają, byle tylko zdążyć przed dalszym spadkiem ceny.

Ogromna część decyzji inwestycyjnych podejmowana jest w warunkach niepewności (fot. Shutterstock)
Ogromna część decyzji inwestycyjnych podejmowana jest w warunkach niepewności (fot. Shutterstock)

Wtedy krach jest coraz większy.

Tak. Jeżeli przyłączają się kolejni inwestorzy. Działa to też w drugą stronę: jeśli inwestorzy widzą, że ceny akcji gwałtownie rosną, to nie wytrzymują napięcia i włączają się do rynku, żeby nie stracić okazji.

Ogromna część decyzji inwestycyjnych podejmowana jest w warunkach niepewności. Mimo to próbujemy prognozować, chcemy odpowiedzieć na pytanie: co będzie w przyszłości, czy moja decyzja jest adekwatna do tego, co się stanie. Jeśli ludzie nie mają dostępu do wyrafinowanych technik analitycznych, a chcą prognozować, to posługują się jedną z dwóch strategii. Albo jest to strategia momentum, czyli wiara, że przez jakiś czas będzie tak, jak było ostatnio. Albo contrariam, czyli przekonanie, że z jakiegoś powodu trend się odwróci. Ale strategia contrariam stosowana jest rzadko. Musi zajść sporo warunków, żeby ludzie spodziewali się odwrócenia trendu. Najczęściej wierzymy, że jeszcze przez jakiś czas będzie tak, jak było ostatnio. Zatem jeśli inwestorzy zauważą trend rosnący, to często bezpodstawnie zakładają, że jeszcze przez jakiś czas będzie trwał. Walka z tym silnym przekonaniem jest karkołomna.

Skąd się ono bierze?

Wydaje się, że strategię momentum przyjęliśmy na podstawie doświadczeń naszych przodków. Jeśli w jakiejś zatoczce ryby biorą przez 10 lat z rzędu, to nie ma sensu szukać ich nigdzie indziej - zakładali nasi pradziadowie. Świat się trochę zmienił, a to atawistyczne przekonanie, że będzie tak, jak było do tej pory, ma się całkiem dobrze. Czasami pomaga, ale przekładanie doświadczeń nabytych przez tysiące lat obcowania z przyrodą na zmienne typu informacyjnego - szkodzi.

A czy świadomość tego, w jaki sposób podejmujemy decyzję, pomaga w podejmowaniu dobrych decyzji?

Wiedza na temat podejmowania pomaga bronić się przed licznymi pułapkami poznawczymi, ale nie daje gwarancji sukcesu. W rynek wpisana jest immanentna niepewność. Ceny akcji w dużym stopniu błądzą losowo.

Ludzie często oceniają decyzje inwestycyjne - i nie tylko inwestycyjne zresztą - po skutkach. No bo niby po czym innym mieliby je oceniać? W przypadku oceny pojedynczych decyzji warto jednak zwracać uwagę na przesłanki, jakimi ktoś dysponował w momencie podejmowania decyzji. Kupiłeś znakomite mieszkanie, z pięknym widokiem na park. Niestety, miesiąc po dokonaniu transakcji piętro wyżej wprowadził się nieznośny sąsiad, urządzający co noc głośne imprezy. Czy oznacza to, że podjąłeś złą decyzję? Nie. Po prostu miałeś pecha. Mając do dyspozycji te informacje, które posiadałeś w momencie zakupu mieszkania, postąpiłeś słusznie.

Słuszność pojedynczej decyzji należy oceniać przede wszystkim po przesłankach. Warto sprawdzić, co miał do dyspozycji decydent, kiedy ją podejmował, bo nad komponentem losowym nie miał władzy. Bywa też odwrotnie: możemy podjąć niewłaściwą decyzję, ale dzięki komponentowi losowemu od czasu do czasu dostaniemy pożądane wyniki.

Jedną z ważnych decyzji, jakie podejmujemy, jest zakup mieszkania (fot. Shutterstock)
Jedną z ważnych decyzji, jakie podejmujemy, jest zakup mieszkania (fot. Shutterstock)

Ale trzeba założyć, że niepewność istnieje zawsze.

Wpływu losowości na skutki podejmowanych decyzji nie da się wyeliminować. Losowość oddziałuje zarówno na poprawnie, jak i na niepoprawnie podjęte decyzje.

Trzeba mieć predyspozycje charakterologiczne, żeby inwestować?

Jedni lepiej, inni gorzej znoszą stres. Ale da się przed nim zabezpieczyć, ograniczając kwotę, którą można stracić.

Warto też pamiętać o jednej z najbardziej niebezpiecznych pułapek motywacyjnych, tak zwanym "efekcie utopionych kosztów". Kupiliśmy akcje, sytuacja wymyka się spod kontroli, ceny zamiast rosnąć, jak prognozowaliśmy, powoli spadają. Mamy do wyboru: albo sprzedać akcje ze stratą, albo zastanowić się, czy cena może się odbić i czekać. No i co będzie, jeśli się nie odbije.

Okazuje się, że ludzi stosunkowo mało boli kolejna z rzędu strata. Natomiast bardzo cieszą się, gdy wyjdą ze strat na zero. Dlatego podejmują nadmiernie wysokie ryzyko, nie sprzedając akcji marnie rokujących, broniąc się w ten sposób przed zaakceptowaniem straty. Jeśli stracili 50 zł na akcji, która wyjściowo kosztowała ich 300 zł, to strata kolejnych 50 zł będzie ich zaskakująco mało bolała. Natomiast bardzo ucieszą się z odzyskania 50 zł. Ludzie zupełnie inaczej traktują zyski niż straty. Zyski o wiele mniej nas cieszą niż bolą straty. Mniej więcej o dwa i pół razy mniej. Zjawisko to nazywa się awersją do strat.

Przed dwoma laty zdarzył się w Warszawie nietypowy wypadek. Podczas silnej wichury drzewo przewróciło się na przejeżdżający samochód i przygniotło go dosyć mocno. Kierowca po szczęśliwym wydostaniu się z wraku został zapytany przez przybyłego na miejsce dziennikarza, jak się czuje. Odpowiedział: A jak mam się czuć? Czuję się tak, jakbym wygrał milion na loterii. Wychodzi na to, że wystarczy sobie przygnieść samochód i wyjść cało z opresji, żeby się poczuć tak samo, jak zwycięzca loterii.

Dlaczego?

Dlatego, że punkt odniesienia pomiędzy zyskami a stratami w umyśle tego kierowcy mocno się przesunął. On mógł zginąć w tym wypadku. Poczuł, że ryzyko śmierci było bardzo realne. Niemniej koniec końców nie zginął. Nawet nie był ranny. Wyszedł bez szwanku z wielkiej straty, która mogła mu się o mały włos przytrafić. I poczuł się tak, jakby dostał drugie życie. A życie człowieka jest warte dużo więcej niż wygrana na jakiejś loterii, która w tym przypadku jest jedynie obrazową metaforą. Nie trzeba zatem wygrać miliona na loterii, żeby odczuwać takie same emocje, jak nabywca szczęśliwego losu.

Inwestorzy często inwestują nawet wtedy, kiedy tracą kolejne pieniądze (fot. Shutterstock)
Inwestorzy często inwestują nawet wtedy, kiedy tracą kolejne pieniądze (fot. Shutterstock)

Dlaczego inwestorzy inwestują nawet wtedy, kiedy tracą kolejne pieniądze?

Człowiek broni się przed bólem po stracie. Po spadku ceny akcji, dopóki nie dokona transakcji, dopóki nie zamknie pozycji, jego straty są tylko na papierze. Nie są rzeczywiste, a zatem tak bardzo nie bolą. Dokupując akcje po niższej cenie, inwestor obniża sobie średnią cenę transakcyjną. Myśli: pierwszą transzę kupiłem po 100 zł za akcję, ale drugą po 50, a trzecią jedynie po 25. Jeśli w przyszłości cena wzrośnie, zacznę szybciej zarabiać. Tymczasem warto dokupować akcje nie z powodu spadku ich ceny, ale ze względu na dobrą kondycję spółki czy branży. Cena akcji niemal nigdy nie jest tak niska, żeby nie mogła być niższa.

Czy można się zabezpieczyć przed tym mechanizmem?

To przypomina problem, jaki miał przed sobą Odyseusz. Usłyszał od wróżki Kirke przepowiednię, że płynąc po morzu, usłyszy piękny śpiew syren. Dotychczas każdy ze statków, które płynęły w pobliżu, rozbijał się na skałach, bo zasłuchani marynarze tracili głowy. Odyseusz chciał usłyszeć śpiew syren, ale jednocześnie pragnął przeżyć, zatem zabezpieczył się z góry. Kazał się przywiązać do masztu, a wszystkim innym marynarzom zatkał uszy woskiem. W trakcie rejsu słyszał piękny śpiew syren i być może wydawał przez to niedorzeczne rozkazy, ale dzięki temu, że zabezpieczył się wcześniej, uszedł cało z opresji.

Czyli inwestor powinien przywiązać się do masztu zawczasu.

Tak. Jeśli się usłyszy śpiew syren, jest już za późno na działanie. Jeśli wiemy, gdzie jest zagrożenie, to możemy się przed nim zabezpieczyć. Jeśli już wpadniemy w pułapkę - jest za późno, wiedza nam nie pomoże, działają wtedy procesy automatyczne i emocje.

Czyli procedury trzeba pisać.

Tak, a ważne decyzje podejmować grupowo w zespołach, w których ludzie oceniają zjawisko z różnych stron - jedni znają się na giełdzie, inni potrafią analizować stan gospodarki, a jeszcze inni rozumieją te psychologiczne zjawiska, o których rozmawiamy.

Emocje nie są naszym sprzymierzeńcem?

Bywa, że pomagają.

Kiedy podejmujemy decyzje matrymonialne?

Na przykład. Jednak jeśli nie musimy, lepiej nie podejmować ważnych decyzji pod wpływem silnych emocji, które odcinają nam dostęp do młodszych ewolucyjnie warstw mózgu,  odpowiedzialnych za refleksję i myślenie analityczne.   

Emocje mogą okazać się sprzymierzeńcem przy podejmowaniu decyzji matrymonialnych (fot. Shutterstock)
Emocje mogą okazać się sprzymierzeńcem przy podejmowaniu decyzji matrymonialnych (fot. Shutterstock)

Ale czasami wchodzimy do mieszkania i czujemy: to jest właśnie to. W sekundę podejmujemy decyzję, że je kupimy.

Jasne, to bardzo ważne, żeby się w nim dobrze czuć, tu pomogą emocje. Ale warto też na chłodno dokładnie sprawdzić, czy tuż przed oknami w miejscu obecnego parku nie powstanie droga szybkiego ruchu, a od sąsiadów z góry nie leje się woda.

Jakaś rada dla osób, które podejmują decyzje w warunkach niepewności?

Ludzie mają niezwykle silną skłonność do generalizowania własnych przeżyć, skutków podjętych wcześniej decyzji, sukcesów i porażek. Jeśli mi się coś przydarzyło, to mam wrażenie, że to jest najcenniejsza z możliwych wiedza o świecie. Na podstawie pojedynczego przypadku tworzę sobie opinię o całym zjawisku. Jeśli komuś jakiś suplement diety pomógł zwalczyć nieprzyjemną dolegliwość, automatycznie wyrabia sobie przekonanie o skuteczności tego środka. Zapomina, że do tego potrzebne są skrupulatne badania statystyczne prowadzone na odpowiednio dużych próbach.

Tymczasem inwestor, który nigdy nie przeżył krachu giełdowego, nie poczuł go, zachowuje się nonszalancko, jakby krach był niemożliwy. Z drugiej strony inwestor, który przeżył krach, boi się kolejnego i zwiększa szanse na jego wystąpienie. Żaden z nich nie ma obiektywnej wiedzy na temat tego, co się dzieje. Formułując opinie, odwołują się w sposób nieuprawniony do własnych doświadczeń. O tym problemie warto pamiętać.

Czyli nie warto iść na żywioł?

Lepiej polegać na wiedzy. Ale trzeba pamiętać, że choćby nie wiadomo jak była obszerna i pogłębiona, w warunkach ryzyka nie da gwarancji na sukces.

Dr hab. Piotr Zielonka (fot. archiwum prywatne)
Dr hab. Piotr Zielonka (fot. archiwum prywatne)

A co da?

W warunkach niepewności - wiedza pozwoli na ograniczenie rozmiaru ewentualnej klęski.

Przy okazji, warto pamiętać, że czym innym jest ryzyko na loterii, a czym innym w biznesie. Jest takie angielskie słowo, nieprzetłumaczalne zgrabnie na polski: serendipity. Oznacza psychiczne otwarcie się na dobre okazje. Flemming nie odkryłby penicyliny, gdyby nie miał tej otwartości. Antybiotyki powstałyby dużo później, gdyby z zaciekawieniem nie pochylił się nad szalką Petriego i nie zastanowił nad tym, dlaczego tam, gdzie jest pleśń, nie ma bakterii.

Czyli: wiemy, że świat jest niestabilny i niemal nic nie jest na pewno, ale nastawiamy się w miarę optymistycznie do ryzyka i jeśli nadarzy się jakaś okazja, to próbujemy ją wykorzystać, zamiast powtarzać: to nie dla mnie, to się nie uda.

Bo wtedy się na pewno nie uda.

Tak. Z drugiej strony nie wystarczy sobie wmawiać: wierz w to, że się uda, a na pewno się uda. Niestety, istnieją rzeczy niemożliwe do osiągnięcia. Mucha nie przefrunie przez szybę, nawet jeśli będzie mocno wierzyć w sukces. To nazywa się pułapka myślenia życzeniowego. Niemniej otwartość na sposobności bardzo ułatwia drogę do sukcesu. A determinacja w podejmowaniu wysiłku w sensownych sprawach jest ze wszech miar godna pochwały.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Dr hab. Piotr Zielonka. Profesor nadzwyczajny w Zakładzie Ekonofizyki i Zastosowań Fizyki SGGW. Od wielu lat prowadzi badania naukowe w zakresie ekonomii behawioralnej, psychologii ryzyka oraz psychologii inwestowania. Zajmował się eksperymentalną fizjologią mózgu w Centrum Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN. Napisał książkę pod tytułem "Giełda i psychologia", która dotychczas ukazała się w pięciu wydaniach. Jest współredaktorem oraz współautorem monografii "Large Risks with Low Probabilities" wydanej w Londynie w 2017 roku. Współpracuje z Akademią Leona Koźmińskiego w Warszawie oraz z Bucknell University i University of Idaho w USA.

Dominika Buczak. Dziennikarka, współautorka książek "Gejdar" oraz "Pan od seksu". Publikuje między innymi w "Wysokich Obcasach", "Ja My Oni", "Urodzie życia". Specjalizuje się w wywiadach i reportażach. Najbardziej interesują ją historie wykluczonych, słabszych, bardziej kruchych. Im chce dać głos.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (25)
Zaloguj się
  • andrzej2310

    0

    W grze losowej decyduje o wygranej decyduje prawdopodobieństwo, a nie stawka, o którą gramy. Brak zrozumienia tej zasady widać najwyraźniej, kiedy ludzie biegną kupować kupony lotto, gdy rośnie pula wygranej. A przecież szanse wygranej się w tą grę nie zwiększają, są takie same, bez względu na to, czy można wygrać 100 zł czy 10 milionów zł.

  • andrzej2310

    0

    Zarządzanie ryzykiem to jest odpowiedź na losowość

  • myslacyszaryczlowiek1

    Oceniono 2 razy 2

    Czyli krótko mówiąc sam mechanizm giełdy, rynków, ta cała ekonomia jest bez sensu, powoduje tylko marnowanie czasu ludzi, marnotrawstwo energii i zasobów Ziemi, a ludzie zmuszeni są do poświęcania o wiele więcej swojego czasu, czyli życia do zdobywania zasobów, niż kilkadziesiąt czy ileś setek lat temu.

  • bjern

    Oceniono 5 razy -5

    Jeżeli człowiek współczesny ma w imię materialistycznych ideologii, żle poukładany osobisty system operacyjny, niezgodnie z dekalogiem, skazany jest w każdej dziedzinie swojego życia na totalną porażkę. Nie trzeba prowadzić żadnych badań, wystarczy rozejrzeć się dookoła.

    Można odrzucić dekalog. I dzisiaj ludzie robią to nagminnie, bo dali sobie wmówić, że to jest miara postępu i nowoczesności. I stają się "owi mędrcy" ofiarami własnej głupoty. Takie są naturalne konsekwencje błędu antropologicznego, który polega na wykluczenia Boga z każdego aspektu ludzkiego działania. I takich głupców, którzy żyją tak, jakby Boga nie było, nie jest mi żal.

  • xegar

    Oceniono 4 razy 0

    Mógłby być ciekawy wywiad z profesorem zajmującym się użyteczną dziedziną, a jest artykuł o bawieniu się pieniędzmi z pasożytami i złodziejami.

  • buwalker

    Oceniono 7 razy 5

    o k... mówi student, a anioł stróż na to: o ja p...

  • aibpl

    Oceniono 8 razy 0

    Następny doradca , który nigdy nie zarobił na giełdzie z zgrywa dobrego psychologa a to o czym pisze to pierwsza warstwa powierzchowna który niewiele znaczy w systemie decyzyjnym. bardziej tłumaczy zachowania stadne. czy naprawd e już brak ludzi inteligentnych na tym swiecie że trzeba cytowac miernoty dla miernot?

  • sselrats

    Oceniono 7 razy 3

    To jest artykul o tym jak rozgrzeszyc siebie zamych ze zlych decyzji.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX