Markiza Luisa Casati

Markiza Luisa Casati ((fot. Wikimedia Commons / Adolph de Meyer / domena publiczna))

ludzie

Rz瘰y z ko雟kiego w這sia, spacery z gepardami i kreacje ze z這ta. Skandalistka markiza Casati

砰cie Luisy Casati to gotowy scenariusz na film. I je郵i dotychczas taki nie powsta, to chyba tylko dlatego, 瞠 wymaga豚y bajo雟kiego bud瞠tu. Bo markiza jak nikt wiedzia豉, co to przepych.

W czasach gdy szanujące się damy deformowały swoje sylwetki gorsetami, markizę Casati widywano, jak przechadza się po Wenecji tylko w wysadzanym drogimi kamieniami płaszczu. Pod nim nie miała nic, za to w dłoniach dzierżyła inkrustowane diamentami smycze, na których prowadziła dwa gepardy.

Bawełniana księżniczka

Luisa Adele Rosa Maria Amman przyszła na świat 23 stycznia 1881 roku w Mediolanie, jako młodsza córka Alberto i Lucii. Ojciec, urodzony w Austrii, zbił majątek na produkcji bawełny. Interes zapewnił mu pozycję najbogatszego mężczyzny w Mediolanie, jeśli nie w całych północnych Włoszech. Matka była pół Włoszką, pół Austriaczką.

Luisa już w dzieciństwie opływała w luksusy. Nie dodawało to jej jednak pewności siebie - jak na małą księżniczkę była zaskakująco nieśmiała i zahukana. Głównym powodem prawdopodobnie było to, że w przeciwieństwie do siostry, Franceski, nie można było Luisy nazwać klasyczną pięknością. Wysoka i chuderlawa dziewczyna, o wystających kościach policzkowych i ogromnych, zielonych oczach nie wpisywała się w obowiązujące wówczas kanony urody. W dodatku zamiast ćwiczyć gamy, wolała kopiować ilustracje z żurnali matki i przymierzać stroje, albo włóczyć się po galeriach i kościołach, szkicując widziane tam rzeźby. Luisa zdawała sobie sprawę, że nie jest tak piękna jak Francesca, dlatego postanowiła postawić na oryginalność. Jako 17-latka ścięła włosy na pazia, wyprzedzając tym samym modę o dwie dekady.

Niepasująca do kanonów uroda i chorobliwa wręcz nieśmiałość nie zmieniały faktu, że Luisa była jedną z najlepszych partii w Mediolanie. Po śmierci rodziców panny Amman odziedziczyły bajeczną fortunę. Wuj, który sprawował nad nimi opiekę, zatroszczył się o odpowiednie wydanie ich za mąż. Dla 19-letniej Luisy wybrał kandydata pochodzącego z najbardziej prominentnych arystokratycznych włoskich rodów. Markiz Camillo Casati Stampa di Soncino zyskał dzięki ożenkowi bajeczną fortunę, a jego nowobogacka żona szlachecki tytuł. Po roku małżeństwa Luisa urodziła córeczkę, Cristinę. Ale nie w głowie jej była rola przykładnej żony i matki - ciągle głodna życia, chciała czegoś więcej. Była jednak zmuszona do uczestniczenia w niekończących się rautach i polowaniach, które śmiertelnie ją nudziły.

Luisa Casati chciała być żywym dziełem sztuki (fot. Fondazione Ratti / mat. prasowe)
Luisa Casati chciała być żywym dziełem sztuki (fot. Fondazione Ratti / mat. prasowe)

Do czasu, kiedy podczas jednego z nich poznała Gabriele d'Annunzia - poetę słynącego z licznych podbojów wśród zamężnych arystokratek. Połączyła ich miłość do modnego wówczas okultyzmu i spirytyzmu. Szybko zostali kochankami, ale dla Luisy ten związek był czymś więcej niż przelotnym romansem. Ekscentryczny pisarz otworzył przed markizą świat dekadencji. Był też pierwszym mężczyzną, który prawił komplementy przeświadczonej o swojej brzydocie kobiecie. Dzięki niemu Luisa zyskała pewność siebie i postanowiła odmienić nie tylko swój wizerunek, ale całe życie.

Żywe dzieło sztuki

W nowym życiu Luisy Casati nie było miejsca na męża i dziecko. Markiza i tak bez reszty pochłaniały polowania, więc nie robił wiecznie nieobecnej żonie wyrzutów. Cristiną natomiast zajmowała się armia guwernantek i nianiek. Dziś takie porzucenie dziecka wydaje się okrutne, ale na początku XX wieku w pewnych sferach było czymś naturalnym.

Luisa z zahukanej panienki przeistoczyła się w kobietę, która robiła wszystko, żeby zostać zauważoną i szokować. Zaczęła od zmiany wyglądu. Postanowiła, że będzie się wyróżniać na tle pospolitych piękności. Ze względu na jej oryginalną urodę nie było to trudne. Markiza krótkie, nastroszone włosy zafarbowała na najbardziej płomienny odcień rudości, a naturalnie duże oczy dodatkowo powiększyła, podkreślając je kohlem - mieszanką arabskich ziół i zakrapiając atropiną, która rozszerzała źrenice. Bladą cerę uczyniła jeszcze jaśniejszą dzięki talkowi, a usta malowała na krwistą czerwień.

Odważna fryzura i przykuwający wzrok makijaż były zaledwie połową sukcesu. Bajecznie bogata markiza nie szczędziła też wydatków na ekstrawaganckie stroje. Odrzuciła jednak obowiązujące trendy, bo nie chciała być jedną z tych kobiet, które wyglądają tak samo, "niczym kromki z jednego bochenka". Piękno zaczęła utożsamiać z oryginalnością, a jej ambicją stało się zostanie żywym dziełem sztuki. Postawiła na kontrastowe połączenie czerni i bieli, powłóczyste, aksamitne suknie i płaszcze, często wysadzane drogimi kamieniami. Ponieważ miała praktycznie nieograniczony budżet, Luisa mogła sobie pozwolić na zatrudnienie najlepszych krawców - Paula Poireta, Leona Baksta czy Madeleine Vionnet. Prześwitujące materiały, tiary, siatki wysadzane diamentami, pawie pióra malowane złotą farbą - jej garderoba była pełna dziwnych, awangardowych konstrukcji, które można by było nazwać teatralnymi, gdyby nie fakt, że nawet operowe divy ubierały się wówczas skromniej. 

Giovanni Boldini 'La marchesa Luisa Casati con penne di pavone', 1915 r., Galleria Nazionale d'Arte Moderna (fot. domena publiczna)
Giovanni Boldini 'La marchesa Luisa Casati con penne di pavone', 1915 r., Galleria Nazionale d'Arte Moderna (fot. domena publiczna)

Dzikie zwierzęta fascynowały markizę na równi z ekscentrycznymi strojami. Nieraz też stawały się niejako częścią jej garderoby - kiedy Casati znudziły się klejnoty, zastąpiła je okręconym wokół szyi czy nadgarstka wężem. Swoich pupili - małpki, dzikie koty, węże i pawie - zabierała w podróże, siejąc postrach wśród gości paryskiego hotelu Ritz. Szczególną słabość miała do zwierząt albinosów, bo mogła je malować złotą farbą, oraz do futerkowców pokrytych cętkami i prążkami. Miłość do egzotycznych stworzeń doprowadziła do tego, że w pewnym momencie Luisa zaczęła się do nich nieco upodabniać. Po pobycie w Indiach zyskała przeświadczenie, że w poprzednim wcieleniu była tygrysicą. Kazała więc Antoniemu Cierplikowskiemu, nazywanemu królem fryzjerów i fryzjerem królów, zafarbować sobie włosy w pomarańczowo-czarne pasy. 

Markiza nie znała granic w dążeniu do realizacji swojej wizji. Jej ekscentryczny wygląd sprawił, że chętnie portretowali ją przeróżni artyści. Wkrótce obrazów było tyle, że kobieta w swoim podparyskim pałacyku wydzieliła galerię, mieszczącą wyłącznie jej portrety. Kolekcja stanowiła przekrój stylów malarskich początku XX wieku. Były tam dzieła dadaistów, surrealistów, fowistów i symbolistów. Oprócz obrazów znalazły się tam także fotografie, m.in. słynny portret autorstwa Mana Raya, na którym markiza ma czworo oczu. Efekt nie był zamierzony - podczas sesji w Ritzu wysiadł prąd i klisza nie została poprawnie naświetlona. Luisa była jednak zachwycona. "To obraz mojej duszy!" - miała wykrzyknąć, zobaczywszy zdjęcie.

Życie jak karnawał

Luisa była właścicielką posiadłości rozsianych po całej Europie, ale najbardziej ukochała sobie Wenecję. Miasto inne niż wszystkie, wyjątkowe tak jak ona, w dodatku goszczące najwspanialszy na świecie karnawał. Właśnie tam odbywały się najsłynniejsze imprezy organizowane przez Casati. Markiza była bowiem celebrytką swoich czasów, a jej przyjęcia urastały do rangi najważniejszych wydarzeń sezonu.

Każdy bal miał określoną tematykę - odbyły się m.in. bale hinduski, perski i renesansowy. Wspólnym mianownikiem wszystkich przyjęć był przepych i przechadzające się po wnętrzach pałacu dzikie zwierzęta. Arystokratka zawsze docierała na imprezę ostatnia, aby każdy z obecnych mógł być świadkiem jej wielkiego wejścia. Na jedną z uroczystości przypłynęła gondolą w towarzystwie tygrysa, na inną eskortowali ją pomalowani na złoto rośli ciemnoskórzy mężczyźni. Kulminacją barokowych zapędów markizy był bal w stylu XVII-wiecznym, na potrzeby którego wynajęła od władz Wenecji cały plac św. Marka. Przestrzeń oświetlały kandelabry, trzymane przez 200 młodzieńców w pudrowanych perukach z epoki.

Markiza kochała podróżować, być może dlatego, że w nowym miejscu zawsze wywoływała wielkie poruszenie. Pojawiała się w kreacjach stworzonych specjalnie na jeden wieczór - takich jak ociekający złotem kostium Meduzy z 1912 roku czy ten, w którym wystąpiła na balu w swoim podparyskim pałacyku w 1927 roku, składający się z wyszywanej srebrem i złotem inkrustowanej diamentami sukni, złotej maski i kryształowej szpady. Jeden ze strojów stworzony ze świecących żarówek zamówiła u samego Picassa. Niestety, był tak okazały, że markizie ledwo udało się przejść przez drzwi. Co gorsza, dotkliwie ją poparzył.

W 1931 r. długi markizy w samej Francji i Włoszech szacowano na równowartość dzisiejszych 30 milionów euro (fot. Fondazione Ratti / mat. prasowe)
W 1931 r. długi markizy w samej Francji i Włoszech szacowano na równowartość dzisiejszych 30 milionów euro (fot. Fondazione Ratti / mat. prasowe)

Nienasycony głód uwagi ze strony innych sprawił też, że wplątywała się w liczne romanse. Nie miała dla niej znaczenia płeć kochanków, za to wybierała najczęściej artystów i arystokratów. Ponoć coś więcej łączyło ją z projektantką Elsą Schiaparelli, a w towarzystwie szarmanckiego księcia Lecca de Guevary odbyła lotniczą podróż dookoła świata. Z nikim jednak nie związała się na dłużej. W wywiadzie dla "The San Francisco Cronicle", którego udzieliła podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych, powiedziała: "Bycie odmiennym oznacza bycie samotnym. Nie znoszę przeciętności, dlatego jestem sama".

Casati, choć ewidentnie spragniona uwagi i zachwytu, pozostała niezwykle małomówna. Kiedy już się odzywała, brzmiała, jakby wygłaszała teatralny monolog. Być może była to tylko wyreżyserowana kreacja, ale możliwe też, że pod warstwami makijażu, drogich kamieni i tkanin kryła się cały czas skryta dziewczynka, onieśmielona swoim wysokim wzrostem i nietuzinkową urodą.

Koniec balu

Każdy, nawet najwspanialszy bal dobiega kiedyś końca. Choć życie markizy zdawało się być niekończącym się karnawałem i dla niej przyszedł moment konfrontacji z brutalną rzeczywistością. Luisa latami wydawała pieniądze na prawo i lewo, zachowując się, jakby miała ich niewyczerpaną ilość. Ale nawet największa fortuna ma swoje granice. Prawnicy od dawna ostrzegali ją, że jeśli nie zmieni stylu życia, jej majątek się wyczerpie, ale ona była głucha na ich rady. Kapitał topniał w oczach, a markiza nie potrafiła odmówić sobie ekstrawaganckich sukni, biżuterii czy luksusowych podróży. Znaczną część majątku pochłonął też rozwód, który sfinalizowano w 1924 roku. Warto zaznaczyć, że Luisa Casati została pierwszą Włoszką, której udało się uzyskać kościelne unieważnienie małżeństwa.

Wreszcie, na początku lat 30., złote źródło wyschło. Markiza nie tylko nie miała już pieniędzy - tonęła w długach. W 1931 roku jej wierzytelności w samej Francji i Włoszech szacowano na równowartość dzisiejszych trzydziestu milionów euro. Aby je spłacić, trzeba było ogłosić bankructwo, sprzedać nieruchomości i dzieła sztuki. Bajkowe imperium Casati legło w gruzach, a ci, którzy niegdyś bawili się na jej przyjęciach, wcale nie kwapili się do pomocy. Teraz widowiskiem stał się jej upadek.

Giovanni Boldini, 'Ritratto di Luisa Casati', 1908 (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)
Giovanni Boldini, 'Ritratto di Luisa Casati', 1908 (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

Ostatni portret markizy namalował w 1942 roku jej kochanek Augustus John. Widać na nim dojrzałą kobietę o przenikliwym wzroku, ogromnych oczach i nienaturalnie długich rzęsach - trikiem Luisy było przedłużanie ich końskim włosiem. Spowita w czerń, trzyma na kolanach zwykłego kota. Tygrysy i pantery odeszły w zapomnienie. Podobnie jak pełne przepychu pałace.

Zrujnowana markiza, zdana na łaskę córki, którą niegdyś porzuciła, musiała się przenieść do niewielkiego mieszkanka w Londynie. Wciąż ubierała się w resztki ekstrawaganckich strojów - wytarte futra egzotycznych zwierząt, nadgryzione zębem czasu suknie z lamy i ogromne, ozdobione piórami kapelusze. Skąpe fundusze wydawała głównie na szampana, absynt i mięso dla stada kotów i pekińczyków. Przyjaciołom stawiała tarota, ale kiedy nieliczni z nich chcieli jej pomóc, odmawiała. Gdy grupa koleżanek przysłała do niej krawca, żeby zdjął miarę na "normalne" ubrania, starsza pani wpadła w szał. Bankructwo i upływ czasu nie wyleczyły jej z alergii na wszystko, co przeciętne. Zmarła z powodu udaru mózgu 1 czerwca 1957 roku w londyńskim mieszkaniu. Pochowano ją ubraną w futra, weneckie koronki i w sztucznych rzęsach, z wypchanym pieskiem u stóp - gotową na ostatni bal.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem "K MAG", portalami Sezon, Pride i Enter the Room.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (28)
Zaloguj si
  • calmy

    Oceniono 20 razy 20

    Droga Pani Natalio,
    nie chc by z這郵iwy ale pisz帷 w pierwszym akapicie:
    >>>砰cie Luisy Casati to gotowy scenariusz na film. I je郵i dotychczas taki nie powsta, to chyba tylko dlatego, 瞠 wymaga豚y bajo雟kiego bud瞠tu.<<<<
    troszeczk si Pani o鄉iesza. Bo film taki powsta i jest to naprawd s造nny film. Nazywa si: "A matter of Time" i powsta w 1976 z Liz Minelli i Ingrid Bergman (m.in.) w rolach g堯wnych. Gra w nim te m這dziutka Izabella Rosselini i stare鎥i Charles Boyer. Scenariusz filmu jest ekranizacj powie軼i Maurice Druona pt. The Film of memory a w rol markizy wciela si Ingrid Bergman.
    Maurice Druon zna Luiz Casati osobi軼ie.

    Ale zapewne Pani o tym zapomnia豉, bo jako nie mog sobie wyobrazi, 瞠 zabra豉 si Pani do pisania o Luizie Casati na podstawie artyku逝 z jakiego czasopisma, nieprawda?
    Przecie na pewno zapozna豉 si Pani z jedn ze sztandarowych biografii Casati napisanych przez Scota D. Ryerssona b康 Michaela Orlando Yaccarino, nieprawda?
    Nieprawda?

  • lilicziczi

    Oceniono 19 razy 17

    Pi瘯ne obrazy.

  • beton44

    Oceniono 8 razy 6

    Ale co se poszala豉 to jej i nikt jej tego nie zabra :-)

  • tetradrachma

    Oceniono 3 razy 3

    Popatrz Martusiu, by豉 wielka, a nie zna豉 s這wa ...."eschatologia" !!!!

  • Agnieszka Dziwaczek

    Oceniono 3 razy 3

    przepisa豉 Pani ca造 artyku z tego 廝鏚豉 www.harpersbazaar.pl/moda/2328/wielkie-piekno autorstwa Gabrieli Czerkiewicz!!!

  • janadamf

    Oceniono 5 razy 3

    Po Warszawie nigdy nie spacerowala?

  • szabepio

    Oceniono 5 razy -1

    Kurduplu je***y! Czyta貫?
    Wypchanego!

Aby oceni zaloguj si lub zarejestrujX