Zdzisław Wardejn

Zdzisław Wardejn (Fot. Michał Mutor / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Przez pomyłkę uznali go za zmarłego. Ciekawe przypadki Zdzisława Wardejna

Stałem się ukochanym synem i ulubieńcem całej dzielnicy, wszystkich tych, którzy skarżyli na mnie mamie, że kradnę im jabłka. Na stypie mówili: "Jaki to dobry chłopiec był", więc głupio im było się potem z tego wycofać - wspomina aktor.

Niełatwo pana złapać, nie ma pan telefonu komórkowego.

Mam w domu telefon stacjonarny, jak ktoś chce, może się nagrać na sekretarkę. A ja mam spokój. Jednak główny powód jest taki, że aktorzy na próbie wciąż zerkają na komórkę, czy ktoś nie dzwonił do nich z propozycją. Denerwują się, wyczekują. To mi się wydało takie biedne, takie podległe. Powiedziałem sobie: ja tak nie chcę.

Rozumiem, że Tadeusz Lampka, producent filmu "Miszmasz, czyli kogel-mogel 3", w którym pan właśnie zagrał, też się nagrał na sekretarkę?

Gdy Tadeusz Lampka zadzwonił z propozycją roli profesora Wolańskiego, najpierw się wzruszyłem i pomyślałem, że fajnie. Potem, że smutno, bo okazało się, że tej części, tak jak poprzednich, nie będzie już reżyserował Roman Załuski. Zachorował. Szkoda.

Dużo miał pan pracy na planie?

Kilkanaście dni zdjęciowych. Ekipa wykorzystywała każdy mój wolny dzień, bo niemal na cały sezon jesienny, czyli kiedy kręcony był film, miałem już wcześniej ustalone angaże. Grafik układano właściwie pode mnie. Takiej sytuacji nie miałem w żadnym innym filmie.


Zdzisław Wardejn na planie komedii 'Miszmasz, czyli kogel-mogel 3' (fot. NEXT FILM)

Poczuł się pan wyróżniony i doceniony?

Najbardziej się czuję doceniony w teatrze, gdzie rozmawiam ze swoją widownią. Role zaspokajające ego mam już raczej za sobą.

Zdarzyło się panu kiedyś na przykład zapomnieć tekstu na scenie?          

Ależ wiele razy! Nie przejmowałem się tym jednak nigdy. Kiedyś miałem zastępstwo za chorego kolegę w przedstawieniu "Antoniusz i Kleopatra". Późnym wieczorem dostałem tekst, uczyłem się go przez całą noc. Ale ponieważ mieliśmy tylko jedną próbę, nie czułem się pewnie.

Następnego dnia wieczorem, na spektaklu, pomyliłem się i zacząłem swoją kwestię od połowy. Inni aktorzy się podłączyli i być może widz by się w niczym nie zorientował, ale ja, młody, ambitny aktor, wtedy zacząłem swoją kwestię od początku, dojechałem do połowy i tam skończyłem. Zapadła cisza. Inspicjent nie wie, co robić, aktorzy stoją bez słowa, patrzymy po sobie jak głupki. "Co jest, grać!" - krzyczy widownia. Ktoś z ekipy krzyczy: "Kurtyna, kurtyna!", a ja na to: "Kurtyna? Przeze mnie?". Ruszyłem do przodu i mówię: "Bardzo państwa przepraszam, pomyliłem się w tej scenie, państwo pozwolą, że zaczniemy ją jeszcze raz". Zagraliśmy całą scenę jak należy i dostaliśmy gromkie brawa.

Z kolei, gdy zapomniałem tekstu w "Kamasutrze", oznajmiłem kolegom na scenie: "Niech państwo nie liczą, że ja teraz coś powiem". Najgorzej jest, jak aktor kłamie.

Wracając do nowego "Kogla-mogla". Pana filmowa żona, Ewa Kasprzyk, jest słynną seks trenerką. Nagle zaczyna jej pan mieć dość, buntuje się i razem z córką Agnieszką wyruszacie w nieznane.

W pewnym momencie mój bohater po prostu nie wytrzymuje napięcia seksualnego, jakie zapanowało w jego domu. Żona ma do niego pretensje, że wcześniej nie dość interesował się seksem. On mówi jej więc: "do widzenia!" i wyjeżdża. A z nim córka.


Zdzisław Wardejn na planie komedii 'Miszmasz, czyli kogel-mogel 3' z filmową córką Agnieszką. W tej roli Aleksandra Hamkało (fot. NEXT FILM)

Dostrzegam tu pewne podobieństwo do wydarzeń z pana życia. Pan wybrał się w długą podróż z synem.

Kręciliśmy półdokument "Ja to on, on to ja", w którym razem z Przemkiem przemierzamy Europę, aż w końcu docieramy na Saharę. Rozmawiamy o życiu, miłości, dzieciach. Ekipa z kamerą siedziała w drugim samochodzie, więc nie wiedzieliśmy, kiedy i co nagrywa. Ekscytujące.

Mój syn jest psychoterapeutą ajurwedyjskim. Prowadzi kursy w Białowieży. Wie pani, on był dyrektorem galerii sztuki u pewnego miliardera w Stanach Zjednoczonych. Zarabiał mnóstwo pieniędzy, ale rzucił to, mówiąc, że nie chce uczestniczyć w wyścigu szczurów. Wyjechał do Indii, zrobił tam odpowiednie kursy i żyje z pomagania innym. Mnie też pomógł. Choć nie jest lekarzem.

W jaki sposób?

Lekarz powiedział mi, że za rok przejdę operację drugiego biodra. Syn pokazał mi, jakie ćwiczenia powinienem robić. Dzięki nim z moim biodrem jest dobrze, a od tamtej wizyty u lekarza minęło już pięć lat.

Bardzo mi pomogło też moje skąpstwo. Byłem na kursie syna w Białowieży, za który zapłaciłem. Nauczyłem się ćwiczeń oddechowych i jogi. Gdy skończyłem, syn mówi mi: "Słuchaj, tato, żeby ci te pieniądze nie przepadły, to musisz przez kolejne 40 dni robić te ćwiczenia i dopiero wtedy poczujesz efekty". Tym mnie zmotywował. Po 40 dniach ćwiczeń było mi szkoda zmarnować tyle wysiłku, i pieniędzy oczywiście, więc ćwiczyłem dalej. I tak już robię piąty rok. Codziennie, od 40 minut do godziny. Potem medytacja.

Coś mi się wydaje, że świetną terapią jest też dla pana praca. 

Widzę sens w tym, co robię. Właśnie gram w Teatrze Dramatycznym w sztuce "Smutek i melancholia". To jest rozprawa o życiu, rozmawiam z widzami, bo prawdziwy teatr służy psychodramie, traktuje o rzeczach poważnych. Które czasem też bywają zabawne.

Uparciuch z pana.

Chcę z ludźmi rozmawiać, przekazywać im swoje emocje. Jak ktoś je przyjmie, to dobrze, jak nie, trudno. To mnie porusza, powoduje, że chcę wciąż być aktorem. Owszem, czasem grywam epizody, ale uznaję, że są to koszta tego zawodu. Uczą mnie pokory.

W serialu "Na krawędzi" dostałem scenariusz czterech odcinków i zaczęliśmy kręcić. Kolejnych nie zdążyłem dokładnie przeczytać, ale robiłem swoje. Reżyser obejrzał nagrany materiał i mówi: "Ty grasz tego komendanta i w ogóle nie wiemy, co on myśli." Ja na to: "A ja nie wiem, czy w kolejnych odcinkach nie zrobicie ze mnie mordercy". Ale nie zrobili.

12.01.2011 WARSZAWA , ZDZISLAW WARDEJN , OLGA SAWICKA W PRZEDSTAWIENIU  KONCOWKA ' W REZYSERII ANTONIEGO LIBERY . FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA
Zdzisław Wardejn w teatrze, rok 2011. Obok Olga Sawicka (fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta)

Za to wiele lat temu, przez pomyłkę, zrobili z pana ofiarę Poznańskiego Czerwca.

Podczas zamieszek w 1956 roku aresztowano mnie jako nieletniego. Przez trzy dni trzymali mnie na Ławicy, ale jako że nie byłem kandydatem do procesu, wypuścili mnie do domu. Jednak zanim dotarłem do domu, mama zaczęła mnie szukać po szpitalach. Najpierw wśród rannych, a potem wśród zabitych. W jednej z kostnic leżał nagi chłopak, z raną postrzałową głowy. Potem mama przyznała mi, że wstydziła się mu dokładniej przyjrzeć i oświadczyła: "To jest mój syn". Ciotka co prawda miała wątpliwości, ale mama mówi: "Daj spokój, syna bym nie rozpoznała?". Ubrali go w mój garnitur i popelinową koszulę i pochowali. Wieczorem w domu była stypa, nagle ja wchodzę niczym zmartwychwstały. Taka historia. 

Po niej stałem się ukochanym synem i ulubieńcem całej dzielnicy, wszystkich tych, którzy skarżyli na mnie mamie, że kradnę im jabłka. Na stypie mówili: "Jaki to dobry chłopiec był", więc głupio im było się potem z tego wycofać.

Myśli pan, że urodził się ze smykałką do aktorstwa?

Nie. Nauczyłem się tego w szkole teatralnej. Tam dowiedziałem się, że to jest jednak wyjątkowy zawód. Nie tylko raz płaczę, raz krzyczę albo się śmieję. O coś mi jeszcze chodzi. Na drugim roku studiów grałem nauczyciela, nad którym litowali się koledzy. Wściekłem się, nie mogłem znieść, że się tak nad nim litowali, więc zacząłem grać na ostro: "Źle mi, życie moje nieposkładane". Reszta aktorów zaczęła się ze mnie śmiać, więc powiedziałem: "Ja się tylko cieszę, gdy ludzie są szczęśliwi", i wyszedłem, trzaskając drzwiami.

Opiekunka roku, Stanisława Perzanowska, przyjechała do mnie do akademika i pyta: "Dlaczegoś tak powiedział?". Odpowiedziałem, że jestem chory, muszę jechać do sanatorium. I że w związku z tym nie będę grał biednego, pokrzywdzonego. Pani profesor na to: "Widzisz, tym osobistym wyznaniem powiedziałeś mi więcej o roli, niż się spodziewałam". A mnie otworzyło to oczy na granie.

Widzę, że emerytura raczej panu nie w głowie.

Jestem zajęty do czerwca! Gram w sztuce "Smutek i melancholia" na małej scenie Teatru Dramatycznego, w "Osach" w Teatrze na Woli, w "Nikt nie jest doskonały" w Teatrze Buffo, w "Nerwicy natręctw" w Imce. Co nie znaczy, że ja nie lubię czasem od pracy odpocząć. Ale wystarczy mi 4-5 dni, żebym się zrelaksował. Więcej mi nie potrzeba.

Wie pani, śmieszna sprawa, bo ja kończyłem technikum energetyczne i musiałem wstawać o czwartej rano, żeby dotrzeć na praktyki na szóstą. Pomyślałem: "I tak mam całe życie? Muszę znaleźć lżejszy zawód".

16.10.1992 TEATR NOWY CZABER Z GABRA' REZ. A.HANUSZKIEWICZNZ\ ZDZISLAW WARDEJN FOT. SLAWOMIR KAMINSKI / AGENCJA GAZETASK DVD 007 A
Zdzisław Wardejn w Teatrze Nowym, rok 1992 (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Artystyczny.

Akurat ogłaszali w szkole zapisy do kółka teatralnego. Nauczyciel, który mnie gnębił z termodynamiki, zapowiedział, że będzie mnie przepytywał na pierwszej lekcji. Więc zamiast do klasy poszedłem zapisać się do kółka, potem zacząłem grać w teatrze amatorskim. "Taki wstyd" - biadoliła mama. Zawód aktora nie miał w latach 60. żadnego prestiżu. Mama wyobrażała mnie sobie raczej jako inżyniera. W końcu ustąpiła. Powiedziała jednak, że jak już chcę być aktorem, to muszę pójść do szkoły teatralnej. I nie miałem wyjścia.

Nie udało mi się też uniknąć porannego wstawania. Na plan "Kogla-mogla" wstawałem o piątej rano.

Marzy pan czasem, żeby dłużej pospać?

Moje marzenia dotyczą dzieci, tego, żeby im się wiodło. Ja wszystko mam - satysfakcję w pracy, miłość w domu. Z żoną jesteśmy razem już 40 lat.

Jak się państwo poznaliście?

W szkole teatralnej. Ja po aktorstwie poszedłem na reżyserię, Małgosia Pritulak była na trzecim roku aktorstwa. Ochrzaniłem ją, bo spóźniła się na próbę, którą prowadziłem. Obraziła się, i jak mi później przyznała, postanowiła dać mi do wiwatu. A kto się czubi, ten się lubi, z czasem zaczęliśmy się spotykać. Mamy dwóch synów - Przemysława i Franciszka. I wciąż wzajemnie jesteśmy o siebie zazdrośni.

;3Nj5w5lto`Q5& ;*j79okUg}ei[}5j=|p5Xkulw
Plan filmu ''Miszmasz, czyli kogel-mogel 3'': Aleksandra Hamkało, Ewa Kasprzyk i Zdzisław Wardejn (fot. NEXT FILM/M.Gostkiewicz)

Komedia "Miszmasz, czyli kogel-mogel 3" wchodzi do kin 25 stycznia.

Zdzisław Wardejn. Rocznik 1940. W 1961 roku skończył aktorstwo, a w 1973 reżyserię na Akademii Teatralnej w Warszawie. Zagrał m.in. w "Balladzie o Januszku", "Ekstradycji", "Plebanii", "Kryminalnych" oraz "Drugiej szansie". W trzech częściach komedii "Galimatias, czyli kogel-mogel" wciela się w postać profesora Mariana Wolańskiego.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (5)
Zaloguj się
  • nasza_droga_sic_gw

    Oceniono 13 razy 7

    Super wywiad ze wspaniałym aktorem! Dziękuję.
    Zwłaszcza, że nie naciągano znakomitego aktora na jakieś polityczne dywagacje i deklaracje. Jest to rzadki przypadek w dzisiejszym dziennikarstwie, tym bardziej godny zauważenia i pochwały.

  • florian88

    Oceniono 9 razy 5

    Małżeństwo dwojga talentów od 40 lat,gatunek wymierający.Role pana Zdzisława zapisały się w pamięci.Miło powspominać.Jaka wspaniała pełna ekspresji emerytura!!!Zresztą dwoje artystów w jednym domu sam na sam to konflikt nieunikniony w czasie.

  • white_lake

    Oceniono 6 razy 4

    jaki przyjemny wywiad, dawno nie widziałam pana Zdzisława na ekranie, a to taki świetny aktor

  • pivonka

    Oceniono 6 razy 2

    Przecież to żaden Zdzisław Wardejn tylko znany polski reżyser Waldemar Barewicz:-), twórca filmów "Spadkobiercy Grunwaldu" oraz "Wały Chrobrego" za ten ostatni tytuł otrzymał Grand Prix na alternatywnym festiwalu filmowym w Berlinie Zachodnim. Nagrodą był "klasyczny" i "elegancki" Mercedes:-)

  • twzelnik

    Oceniono 4 razy 0

    Ukończył studia w wieku 21 lat?
    Szkoła podstawowa - 7 lat, technikum 4-5 lat. Studia - niech będą 4 lata.
    To by znaczyło, że naukę rozpoczął w wieku 5-6 lat, a może i wcześniej.
    Jednocześnie po szkole aktorskiej ukończył reżyserię. Tym razem 12 lat mu to zajęło.
    Jedynym rozsądnym wytłumaczeniem jest błąd w danych źródłowych, a gdyby autorka sprawdziła przed wywiadem, to by mogła przy okazji zapytać pana Wardejna.
    No, ale to tylko promocja...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX