Ludwik Hirszefld w swoim gabinecie na Uniwersytecie Wrocławskim

Ludwik Hirszefld w swoim gabinecie na Uniwersytecie Wrocławskim ((fot. archiwum / Mieczysław Michalak / AG))

Podstawy immunologii ukrył w słoikach pod podłogą. W getcie nie przestał uczyć. "Życie po katastrofie trzeba rozpocząć od wykładu"

Wydawało się, że rodzinie Hirszfeldów uda się uniknąć przesiedlenia do getta. Dokument, który wynegocjował u okupanta Ludwik, przestał mieć jakiekolwiek znaczenie w 1941 roku. Wtedy Hirszfeldowie z setkami innych mieszkańców stolicy wpadli w pułapkę, której konsekwencją była przymusowa przeprowadzka za mury warszawskiego getta.

Maszynopis w słoikach

Pierwsze miesiące okupacji upłynęły dość spokojnie. Na Saskiej Kępie uczony pisał podręcznik Immunologia ogólna. Przy maszynie do pisania usiadła Róża Amzelówna [najbliższa współpracownica prof. Hirszfelda - przyp.red.], mająca wielki intelektualny wpływ na kształt pracy. Siedemnaście wykładów, tworzących książkę, rozpoczyna cytat z Hipokratesa, w którym antyczny lekarz próbował wyjaśnić etiologię chorób zakaźnych i twierdził: "Jeśli wielu ludzi zapada jednocześnie na pewne schorzenie, należy winić te czynniki, które są im wspólne, z którymi najczęściej się spotykają".*

Rozpoznanie i wyjaśnienie mechanizmów tworzenia się "łańcucha zakaźnego" było celem Hirszfelda, ale równie wiele miejsca poświęcił w podręczniku filozofii medycyny, co sprawia, że pomimo postępu technik medycznych, wiele zaprezentowanych w książce idei nie traci aktualności i wciąż inspiruje. Immunologia ogólna została napisana krótko przed wprowadzeniem do lecznictwa antybiotyków. W podręczniku uchwycony został moment rozwoju medycyny, w którym nauka o odporności z fazy doświadczalnej przekształcała się w dziedzinę wiedzy o chorobach zakaźnych. Maszynopis został ukryty pod podłogą, w ogrodowym domku w podwarszawskiej Wesołej. W słoikach przeleżał wojnę. Początek okupacji nie był dramatyczny - gdy Hirszfeld i Amzelówna pisali, Hanna [żona profesora - przyp.red.] leczyła i zarabiała. (...)

Ludwik i Hanna Hirszfeldowie na początku lat 20. XX wieku (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)
Ludwik i Hanna Hirszfeldowie na początku lat 20. XX wieku (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

Mur płaczu

Wiosną 1940 roku stawiano pierwsze mury getta warszawskiego. Mieszkańcy Warszawy kalkulowali, że mają to być zapory utrudniające poruszanie się ludzi w razie wybuchu powstania, natomiast niemiecka propaganda głosiła, że jest to strefa zagrożenia epidemiologicznego. Jesienią tego samego roku finalizowano wytyczanie nieco ponad 300-hektarowej dzielnicy w centrum miasta. Kończył się czas przesiedleń.

Od 16 listopada Żydzi nie mogli już opuszczać getta, a dziesięć dni później Radzie Żydowskiej odebrano możliwość wydawania przepustek, umożliwiających wychodzenie na drugą stronę. Ostatecznie tzw. Państwo żydowskie zostało zamknięte w grudniu 1940 roku. Warszawę przeciął mur płaczu.

W getcie panowało stłoczenie. Na każdym hektarze jego powierzchni żyło średnio około 1017 mieszkańców. To cztery razy więcej niż gęstość zaludnienia na Manhattanie. Hirszfeldowie na początku nie przenieśli się do getta. Profesor uzyskał zwolnienie. Wynegocjował je podczas rozmowy w pałacu Brühla, w samej siedzibie okupacyjnych władz Warszawy. Poszedł na spotkanie bez opaski. Doktor Kohman, który wcześniej wezwał Hirszfelda, zaproponował mu jakiś rodzaj współpracy, ale do niej nie doszło. Uczony prosił o wyreklamowanie z konieczności przesiedlenia do dzielnicy zamkniętej. Przekonywał, że czeka na pozwolenie na wyjazd do Jugosławii - w pierwszych miesiącach okupacji udawało się jeszcze niektórym ludziom opuścić Polskę.

W getcie panowało stłoczenie. Na każdym hektarze jego powierzchni żyło średnio około 1017 mieszkańców (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)
W getcie panowało stłoczenie. Na każdym hektarze jego powierzchni żyło średnio około 1017 mieszkańców (fot. Wikimedia Commons / domena publiczna)

Za pozwolenie na wyjazd pobierano ogromne opłaty, ale było to jeszcze możliwe. Rysowała się też szansa na ucieczkę do Stanów Zjednoczonych, gdzie małżeństwo Arthura i Elli Coców zebrało w środowisku akademickim fundusz na wykupienie Hirszfeldów. Poznali się jeszcze w Heidelbergu w Instytucie Badania Raka. Coca dwukrotnie wysyłał zaproszenie do okupowanej Warszawy. Starania były więc podejmowane po dwóch stronach granicy. Okazały się nieskuteczne. Hirszfeld w negocjacjach z Kohmanem zapewne powoływał się również na wydaną po niemiecku książkę o grupach krwi i na kilkadziesiąt artykułów naukowych opublikowanych w Niemczech.

Lista konwertytów

Po pewnym czasie przyszło kolejne wezwanie do pałacu Brühla. Tym razem od Waldemara Schoena, kierownika referatu przesiedleniowego, który wydał zezwolenie na pozostanie Hirszfeldów w domu na Saskiej Kępie. Jakkolwiek brzmi to zaskakująco, taki dokument Hirszfeld otrzymał. Henryk Makower pisze w swoich wspomnieniach z getta, że na własne oczy to zaświadczenie widział.

Być może dałoby się ten w miarę bezpieczny stan zachować dłużej, gdyby nie pewna pułapka, wspominana przez Hirszfelda w Historii jednego życia: "W międzyczasie RGO (Rada Główna Opiekuńcza) zawiadamia, że dla chrześcijan pochodzenia niearyjskiego, którzy mają zasługi dla kraju (...), występuje o zwolnienie od obowiązku noszenia opasek, od przymusowych robót itd. Wnosimy podanie (...). Otrzymujemy zwolnienie bez zastrzeżeń. Nie przeczuwaliśmy wówczas, że to zwolnienie przyspieszy nasze nieszczęście. Pozwolenia wydawane przez RGO okazały się bowiem pułapką. Choć nie było w tym złej woli czynników RGO, nie mogę im oszczędzić zarzutu lekkomyślności. Władze okupacyjne zażądały od RGO podania spisu chrześcijan-niearyjczyków".

Hirszfeldowie trafili do getta w 1941 roku (mat. prasowe)
Hirszfeldowie trafili do getta w 1941 roku (mat. prasowe)

Tę samą sytuację nieco inaczej opisał Makower: "gdyby się profesor, dla większego jeszcze zabezpieczenia, nie wdał w aferę z RGO, mógłby sobie siedzieć bezpiecznie. Historia z RGO wyglądała tak, że wielu wychrzczonych Żydów złożyło, za pośrednictwem tej instytucji i przy jej poparciu, memoriał do dr. Franka, w którym podkreślali swoją szczerą wiarę katolicką, zupełny brak kontaktu z Żydami i prosili o prawo mieszkania poza gettem. RGO zapewniało profesora, że sprawa jest na dobrej drodze. Władze po zapoznaniu się z memoriałem przesłały granatowej policji wykaz osób na nim podpisanych wraz z adresami i wydały polecenie natychmiastowego dostarczenia tych 'stuprocentowych' w myśl ustawy Żydów do getta".

Wcześniejsza zgoda na pozostanie Hirszfeldów w miejscu zamieszkania przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie wiadomo, kto w istocie zainicjował napisanie do władz okupacyjnych listu, sygnowanego przez Radę Główną Opiekuńczą - polską organizację charytatywną. Jedną z osób, zachęcających do takiej interwencji, był kardynał Adam Sapieha, który napisał w tej sprawie list do Adama Ronikiera, przewodniczącego RGO. O to samo prosił wysoki duchowny ewangelicki. Interwencja miała jednak fatalne skutki, bo w rezultacie ułatwiła identyfikację grupy osób pozostających poza gettem. Lista RGO stała się niefortunnym źródłem informacji.

Jeszcze inna pułapka, choć na większą skalę i z nieodwołalnie tragicznym skutkiem, zostanie zorganizowana przez Niemców w końcu 1943 roku. Wtedy przeprowadzona została akcja wyłapania tych wszystkich, którzy uciekli z getta i ukrywali się po tzw. aryjskiej stronie. Rozpowszechniono wówczas pogłoskę, że ci, którzy zgłoszą się do Hotelu Polskiego, będą mogli wyjechać z Generalnego Gubernatorstwa. Z ukrycia wyszło 2500 osób. Część z nich została zabita na Pawiaku, inni wywiezieni do Bergen-Belsen albo do Auschwitz.

Ludwik Hirszfeld zeznaje w procesie Rity Gorgonowej (fot. NAC)
Ludwik Hirszfeld zeznaje w procesie Rity Gorgonowej (fot. NAC)

Po latach stanie się jasne, że najwięcej szans na przetrwanie mieli ci, którzy zignorowali wezwanie do przesiedlenia i w ogóle nie pojawili się w getcie, i nie znaleźli się na żadnym feralnym spisie umożliwiającym ich odnalezienie i wyłapanie. Tak przeżyła okupację m.in. Irena Krzywicka, publicystka, która zrelacjonowała wystąpienie Hirszfelda w procesie Gorgonowej. (...) Skrajnie niebezpieczna forma nieposłuszeństwa obywatelskiego, która jak się okazało, była jednym z niewielu sposobów uniknięcia morderczej machiny państwa hitlerowskiego. Wymagała odporności psychicznej - na ulicach miast jesienią 1941 roku pojawiały się plakaty namawiające ludność do denuncjowania Żydów i przypominające o karze śmierci dla pomagających. Obwieszczenia podpisywał Ludwik Fischer - sześć lat później Hirszfeld będzie świadkiem na jego procesie za zbrodnie wojenne.

Grzybowska 32

26 lutego 1941 roku zadzwonił dzwonek w domu na Obrońców. "Granatowi" policjanci mieli dokument o konfiskacie domu i nakaz odstawienia Hirszfeldów do getta. Byli bardzo uprzejmi. Granatowa policja, nazywana tak od koloru munduru, aby uniknąć nazwy polska policja", składała się z tych samych ludzi, co w Drugiej Rzeczpospolitej. Przedwojenni funkcjonariusze nie mogli na własną rękę zrezygnować z pracy, dostali tylko nowe zaszeregowanie. Co prawda, w ciągu pierwszych miesięcy w Warszawie liczba policjantów zmniejszyła się, ale za to rekrutowano 400 nowych, którzy nie mieli oporu przed podjęciem tego rodzaju służby. Funkcjonariusze z Saskiej Kępy doskonale wiedzieli, po kogo przyszli, doktor Hirszfeldowa leczyła ich dzieci. Zobaczyli dokument podpisany przez urzędników z pałacu Brühla i odstąpili od wykonania rozkazu. Odchodząc, zapytali o Bellę Kiełbasińską, siostrę Hanny. Ostrzeżenie.

Hirszfeld próbował jeszcze negocjować z doktorem Kohmanem ponowne wyreklamowanie. Godziny upływały nerwowo. Na drugi dzień policjanci przyszli powtórnie. Poczekali na zapakowanie rzeczy do dwóch dorożek. W tych dniach do getta doprowadzono jeszcze dwadzieścia innych rodzin, które znalazły się na liście RGO, zwanej ironicznie "listą konwertytów".

Hanna Hirszfeldowa w 1903 roku (mat. prasowe)
Hanna Hirszfeldowa w 1903 roku (mat. prasowe)

Meble z willi na Saskiej Kępie szybko zniknęły. Ludwik pisał, że szybko zostały zrabowane przez Niemców. Do tego zresztą nie potrzeba było pustego domu. Jerzy Jurandot relacjonował, że wielu ludzi przenosiło się do getta, bo nie byli w stanie psychicznie znieść napadów na swoje domy, podczas których żołnierze zabierali wszystko, co im się podobało. Wśród obrabowanych krążył dowcip, że po wojnie będą organizowane wycieczki pod hasłem "Poznaj swoje meble" na wzór przedwojennego sloganu reklamowego "Poznaj Gdynię". Funkcjonariusze nowego reżimu urządzali mieszkania, potrzebowali mebli. Miały wówczas wielką wartość. Nawet w testamentach był zwyczaj zapisywania, dla kogo mają trafić krzesła i kanapy.

Hirszfeldowie zostali zmuszeni do przeniesienia się do getta, gdy mieli po 54 lata. Przepadły przedmioty ich wcześniejszego życia. Ocalało biurko Marysi [córki Hirszfeldów - przyp.red.], kilkadziesiąt zdjęć i trochę dokumentów. Ale nie to było najgorsze.

W getcie Hirszfeldowie zamieszkali najpierw u znajomych na ulicy Grzybowskiej 32 pod numerem 18. Wydaje się, że mieli do dyspozycji jeden pokój, co można z dużym prawdopodobieństwem odszyfrować z listu Marysi, choć napisany w nim adres przekreśliła krzyżykami. W dzielnicy zamkniętej na każde mieszkanie przypadało średnio 7 osób. Zagęszczenie było ogromne, skoro w 1800 budynkach stłoczono 360 tysięcy osób. Na Grzybowskiej osiedliła się też początkowo Róża Amzel z matką i bratem. Kiedy Hirszfeldowie znaleźli się w getcie, ich pierwszym przystankiem było mieszkanie Amzelów.

Hirszfeld założył Zakład Mikrobiologii Lekarskiej we Wrocławiu w 1945 roku (mat. prasowe)
Hirszfeld założył Zakład Mikrobiologii Lekarskiej we Wrocławiu w 1945 roku (mat. prasowe)

"Lepszy żywy pies niż martwy lew"

Służba zdrowia w mieście Zagłady - to brzmi surrealistycznie. Trudno sobie wyobrazić, że w getcie zorganizowano szpitale, gabinety dentystyczne, akademickie szkolnictwo medyczne, pracownię bakteriologiczną, apteki. Co więcej, do chorych i umierających wysyłano karetki pogotowia. Jeździły dwie - stary citroen i riksza. Pojawiały się również na Umschlagplatzu.

Hirszfeldowie zostali zamknięci w dzielnicy żydowskiej wraz z grupą co najmniej 750 lekarzy. Ludwik zajął się walką z epidemią, tworzeniem stacji krwiodawstwa i wykładami na kursach medycznych. Hanna podjęła pracę w Szpitalu Bersohnów i Baumanów.

Życie po katastrofie trzeba rozpocząć od wykładu - Hirszfeld zastosował tę zasadę w Valjevie jako lekarz armii serbskiej i w Warszawie jako niewolnik. Od początku istnienia getta konspiracyjnie organizowano w nim różne formy edukacji - w pierwszych miesiącach wykładowcy akademiccy prowadzili kursy chemiczne, geograficzne i techniczne. Utworzono studia pedagogiczne z Wydziałem Judaistycznym, którego plan zajęć obejmował psychologię, pedagogikę, język hebrajski i jidysz. Wykładano także Biblię, Talmud, poezję synagogalną, rabinizmi dogmatykę oraz ustrój Gminy żydowskiej. Na Wydziale studiowało 25 osób. Znacznie większy zasięg miało natomiast kształcenie medyczne. Na szeroką skalę prowadzono szkolenia przeciwepidemiologiczne - w ciągu pierwszych miesięcy 1941 roku odbyło się aż 250 otwartych wykładów o chorobach zakaźnych dla wszystkich chętnych mieszkańców getta. Odbył się też specjalny "Kurs przysposobienia sanitarnego do walki z epidemiami", który zapoczątkował tajne studia medyczne w getcie. Pod szyldem legalnie działających oficjalnych kursów higienicznych w rzeczywistości krył się Wydział Lekarski prowadzony przez docenta Juliusza Zweibauma.

Ludwik Hirszfeld na Uniwersytecie Wrocławskim (mat. prasowe)
Ludwik Hirszfeld na Uniwersytecie Wrocławskim (mat. prasowe)

Hirszfeld włączył się w działalność dydaktyczną. W jego prywatnym archiwum zachowały się szczegółowe plany pięciu programów edukacji akademickiej: Kursu dokształcania lekarskiego; Kursu dla studentów Szpitala "Czyste"; Kursu przysposobienia pracowników aptekarskich; Kursu patologii ogólnej, diagnostyki, terapii i epidemiologii duru plamistego oraz Kursu farmaceutycznego. Uczestnicy ostatniego z nich zorganizowali hodowlę roślin lekarskich przekazanych później szpitalom w dzielnicy. Wykłady prowadzone były w języku polskim.

Publiczna działalność Hirszfelda początkowo wzbudzała w getcie kontrowersje. Przed jego odczytem w siedzibie Judenratu wiosną 1941 roku doszło do zdarzenia, które on sam odnotował we wspomnieniach: "Przy wejściu lekarka nacjonalistka agituje, by bojkotować mój wykład". To samo zdarzenie przypomniał w swoich pamiętnikach Henryk Makower: "Prof. Hirszfeld zorganizował kurs dla dokształcających się lekarzy, higienistów i laborantów z zakresu chorób zakaźnych. Kurs ten z trudem doszedł do skutku, bo dość duża grupa lekarzy rozpoczęła agitację przeciwko profesorowi jako dawnemu rzekomemu antysemicie".

Pewne światło na motywacje bojkotujących rzuca wypowiedź Jerzego Szapiry, który należał do grupy demonstrującej przeciwko Hirszfeldowi. Impulsem do niechęci była podobno informacja (dość dziwnie brzmiąca): "Dowiadujemy się o wykładzie planowanym przez prof. Ludwika Hirszfelda. Mówi on dr. Izraelowi Milejkowskiemu, szefowi Wydziału Zdrowia w Judenracie, że wśród studentów szerzy się wiara w prawdziwość teorii rasistowskich, toteż on zamierza w swoim wykładzie zdjąć z nich to przekleństwo".

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Universitas (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Universitas (mat. prasowe)

Hirszfeld rzeczywiście uważał, że propaganda rasistowska wpływa także na sposób myślenia ofiar: "postanowiłem pod okiem okupanta omówić temat najniebezpieczniejszy - temat rasizmu. Chciałem zdjąć z tej młodzieży przekleństwo pogardy, gdyż łatwiej jest znosić przekleństwo niż pogardę. Nie chciałem, by ta młodzież ginąc, umierała z poczuciem zasłużonej śmierci". Treść wykładu wygłoszonego w getcie przytoczył w Historii jednego życia. Podważał w nim teorie rasistowskie. Podkreślał, że cechy psychiczne społeczeństwa kształtują się pod wpływem warunków historycznych, a nie skłonności genetycznych. W konkluzji odwoływał się do serologii: "skład grupowy [krwi] Żydów upodabnia się do składu grupowego narodów, wśród których żyją". Porównywał grupy krwi Żydów i społeczności, wśród których żyje diaspora. Obalał stereotyp, że Żydzi nie są bohaterscy, i że "wolą być żywym psem niż martwym lwem". Odwoływał się do własnych doświadczeń: "Jeżeli w Zakładzie, który ja częściowo wymodelowałem, pracuje pan Nauck i pan Kudicke, a ja, usunięty, zżeram się z tęsknoty za warsztatem pracy, to kto jest pasożytem, ja czy oni?".

*Fragmenty książki "Hirszfeldowie. Zrozumieć krew" autorstwa Urszuli Glensk

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

dr hab. Urszula Glensk - literaturoznawczyni zajmująca się non-fiction i krytyką literacką. Pracuje w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie prowadzi zajęcia o reportażu i organizuje Studencką Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego - Słowa bez Granic. Opublikowała 150 artykułów naukowych i publicystycznych - m.in. w "Znaczeniach", "Gazecie Wyborczej", "ResPublice Nowej" i na portalu "Studio Opinii". Jest stałą recenzentką "Nowych Książek". Autorka monografii Proza wyzwolonej generacji 1989-1999 (Wydawnictwo Literackie, 2002), Trzy szkice o przewartościowaniach w kulturze (Atut, 2007), Po Kapuścińskim. Szkice o reportażu (Universitas 2012, wyróżnienie "Książka Miesiąca" magazynu literackiego "Książki"), a także współautorką podręcznika creative writing Jak zostać pisarzem? Za książkę Historia słabych. Reportaż i życie w Dwudziestoleciu 1918-1939 otrzymała Nagrodę Historyczną "Polityki" (2015). Za habilitację została wyróżniona Nagrodą Prezesa Rady Ministrów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (67)
Zaloguj się
  • Romulus Augustulus

    Oceniono 45 razy 11

    Ksiazke Hirszfelda czytalem przed pol wiekiem. Autor nie ukrywal w niej ze ocalal dzieki
    Polakom. Co warto przypominac w obliczu dzisiejszego zaklamywania historii przez tamta strone.

  • xegar

    Oceniono 22 razy 10

    Dziękuję za jak zwykle świetny artykuł będący reklamą ksiażki.

  • renzi12

    Oceniono 8 razy 8

    ZAWSZE warto być PRZYZWOITYM

  • jael53

    Oceniono 8 razy 8

    Pani Koleżance Urszuli Glensk pięknie za przypomnienie jednego z najwybitniejszych uczonych dziękuję. Od kilku lat dość pilnie śledzę jej publikacje i mam z tego dużą satysfakcję. Dla moich studentów "Historia słabych" była nie tylko odkryciem, ale i znaczącym przeżyciem. I taka jest pasja Autorki - wskazywanie tego, co w oficjalnej pamięci zbiorowej zostało przeznaczone do zatarcia.

  • frania34

    Oceniono 7 razy 7

    Ciekawa i bardzo smutna historia RODZINY HIRSZFELDÓW. Oby nigdy takie sprawy nie powtórzyły się.

  • rikol

    Oceniono 16 razy 2

    Nie naziści tylko Niemcy. Na Zachodzie też mówi sie w tej chwili o "nazistach w Polsce" i młodzi myślą, że to Polacy wywołali wojnę światową i wymordowali Żydów. od opiniotwórczej gazety można jednak wymagać trochę więcej.

  • calidris

    Oceniono 1 raz 1

    Niby drobnostka, ale moglibyście do podpisu "W getcie panowało stłoczenie" nie dawac zdjęcia deportacji podczas powstania i niszczenia getta.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX