bikini - microdc

bikini - microdc (bikini - microdc)

48-letnia Ślązaczka jest mistrzynią bikini fitness. "Byłam żoną u boku męża. Teraz mąż stoi przy mnie"

Nie udaje młodszej - wręcz przeciwnie, z dumą podkreśla, ile ma lat. A z tabunem hejterów, który przyszedł za międzynarodowym sukcesem, Kasia Kowalik rozprawia się krótko: "Pokażcie, co sami potraficie. Ja robię swoje".

Kasia Kowalik mówi, że jej życie zaczęło się po czterdziestce. 48-letnia Ślązaczka ogląda swoje stare zdjęcia i - mimo że zawsze była szczupła - nie poznaje tamtej dziewczyny. Nawet 73-letniej mamie Kasi czasem zdarzy się wyrwać: "Ja nie wierzę, że ty jesteś moją córką!". Dziś mama wspiera całym sercem, ale jeszcze dwa lata temu mocno odradzała. Śląsk jest konserwatywny, więc Kasia się nasłuchała, że chyba zwariowała na stare lata.

Dziś Kasia ma szufladę pełną medali. Zwłaszcza 2018 rok okazał się dla niej sensacyjny. Najpierw stanęła na podium Mistrzostw Europy Bikini Fitness Weteranek IFBB. Wygrała. Kilka miesięcy później wystartowała w Mistrzostwach Świata IFBB, ostatecznie zajmując piąte miejsce. - Finałowa szóstka świata! - cieszy się.

Katarzyna Kowalik, Mistrzyni Europy Bikini Fitness 2018
Fot. Gazeta.pl

Choć samą siebie wciąż nazywa "amatorką", dobrze wie, czym smakuje sport wyczynowy i bicie rekordów. Od 27 lat jest żoną silnego brodacza - Mikołaja KOLI Kowalika, mistrza i rekordzisty Polski w klasycznym wyciskaniu sztangi na ławeczce, kilkudziesięciokrotnego medalisty zawodów rozgrywanych w Polsce i zagranicą, trenera. To Mikołaj był zawsze na świeczniku, ona stała z boku, wierna śląska żona. Na ławeczce wyciska jej syn Igor, który też już zdobywa medale.

- Od dziecka lubiłam ruch. Pochodzę z wielodzietnej rodziny z Bytomia. W tamtych czasach na WF-ie trzeba było ćwiczyć. Wszyscy z rodzeństwa byliśmy zapisani do sekcji szermierczej, potem były sztuki walki. A potem dorosłość, dom, urodziłam dziecko. Skończyłam szkołę medyczną i pracowałam jako pielęgniarka na najcięższym oddziale, neurochirurgii, ale psychicznie strasznie mnie to obciążało, brałam wszystko na siebie. Za to zawsze lubiłam kontakt z ludźmi. Potem zostałam sekretarką, najpierw w sądzie, potem w kancelarii notarialnej. Zbliżałam się do czterdziestki.

Coś tam ćwiczyłam, ale byłam niezdecydowana - trochę biegałam, trochę aerobiku, pływania. Musiałam ciężko zachorować, żeby zająć się tym na poważnie. Ale jak już zaczęłam, to naprawdę się zawzięłam!

- opowiada.

Kaśka, lepszej choroby nie mogłaś sobie wymyślić

Kasia nie lubi wracać do wspomnień swojej choroby. Na co dzień stara się o tym nie myśleć, nie pamiętać, że była chora. Ale mierzy się z tamtą historią, nie ukrywając, że dała początek wszelkim zmianom. 10 lat temu znalazła na ciele brzydko wyglądające znamię. Wycięła je i pojechała z synem na ferie. Pani doktor uspokajała ją, że to raczej nic poważnego. Ale tuż po powrocie z ferii odebrała telefon z przychodni: Pani Kasiu, proszę szybko do nas przyjść.

Katarzyna Kowalik, Mistrzyni Europy Bikini Fitness 2018
Fot. Gazeta.pl

Diagnoza ją przeraziła: czerniak złośliwy drugiego stopnia. - Pomyślałam tylko, że to się nie dzieje naprawdę, że to nie jestem ja. Przecież świetnie się czułam! - Kasia cofa dłonie w obronnym geście. - Konsultowałam się u kilku lekarzy i jeden z nich powiedział mi: Kaśka, lepszej choroby nie mogłaś sobie wymyślić. Ona jest jak taka książka na szafie, wystaje tylko róg. Nie masz cały czas na nią patrzeć, ale pamiętaj, że ona tam jest.

Najstraszniejszy był moment, gdy wjeżdżała na salę operacyjną. Bardzo się bała, bo rokowania nie były dobre. - Dzieje się coś, na co człowiek nie ma wpływu. Wtedy obiecałam sobie, że jeśli wyzdrowieję, nie zmarnuję już ani jednego dnia. Dosłownie rzuciłam się w wir życia. Przewartościowałam wszystko.

Stajesz, wyciskasz

Po operacji przeszła rehabilitację. A potem - za namową męża - złapała za ciężary. Mikołaj powiedział jej, że trening siłowy zmieni jej ciało, będzie silniejsza, zgrabniejsza, będzie się lepiej czuła sama. Tak było. Kilka lat trenowała trójbój siłowy. Przysiad ze sztangą, wyciskanie na ławeczce leżąc, martwy ciąg. Już w trójboju była niezła, miała sukcesy. Zdarzyło się nawet, że z tych samych zawodów cała rodzina Kowalików przywiozła do domu medale. - Na zawodach trójboju jest tempo, stres, wszystko na komendę. Stajesz, wyciskasz. Albo to zrobisz, albo nie. Podobało mi się to, ale czegoś jeszcze brakowało.

W międzyczasie zrezygnowała z pracy biurowej, została trenerką personalną - zyskała nie tylko pasję, ale też nową pracę. I wtedy pomysł Mikołaja, by wystartować w zawodach bikini fitness okazał się strzałem w dziesiątkę.

- Sporty sylwetkowe, a zwłaszcza bikini fitness, to bardzo trudna dyscyplina. O zawodniczkach mówi się, że to takie księżniczki fitnessu. Mamy płynąć po scenie jak łabędzie. Sędziowie oceniają wszystko - od czubka głowy po koniuszki palców. Oczywiście rzeźbę sylwetki, ale też ładny krok, uśmiech, słowem - kobiecość. Trochę się buntuję, bo to czasem przypomina wybory Miss Polonia, ale wiedziałam, na co się piszę.

Czemu zatem te zawody, a nie inne? - Przed operacją pomyślałam, że najbardziej boję się wejść na scenę. Więc zdecydowałam, że właśnie to chcę w sobie przełamać. I skonfrontować się ze swoją kobiecością po czterdziestce. Wtedy, gdy kobiety zaczynają czuć się niewidzialne. W zawodach sylwetkowych podoba mi się połączenie siły z kobiecością.

4:30. Dom śpi, Kasia wstaje

Za największy swój sukces Kasia uznaje to, że do mistrzostwa doszła tak szybko - zaledwie dwa lata temu wystartowała po raz pierwszy. Tym bardziej, że nie mogła się poświęcić wyłącznie trenowaniu. - Normalnie pracowałam i prowadziłam dom. Nie miałam żadnego urlopu, taryfy ulgowej, nawet chwili odpoczynku, bo nie było kiedy.

Codziennie wstaje o 4:30 rano. Z chęcią, bo uwielbia poranne wstawanie i ten moment, gdy cały dom tonie w ciszy i jest tylko jej. Ale bywały takie dni, kiedy myślała, że już nie wstanie. Położy się i koniec. Czasem w nocy budziło ją mlaskanie - wtedy siadała na łóżku i orientowała się, że wcale nie je tortu, że to tylko sen. Albo kładła się spać tak głodna, że w ogóle nie mogła zasnąć. W najgorszych momentach ratowało ją picie wody.

Dziś przyznaje, że przez ostatnie dwa lata po prostu brnęła z dnia na dzień. W pierwszym roku przygotowań jej dieta przy morderczych treningach była praktycznie głodowa - 1600 kcal dziennie, a trenowała pięć razy w tygodniu. Nie raz i nie dwa słyszała, że chyba zwariowała, bo kobiecie w jej wieku nie wypada stawać na scenie w bikini. Mogła się poddać milion razy, ale wewnętrzny głos podpowiadał: "Kaśka, nie słuchaj, rób swoje". Odcinała się od tych głosów, zaszywała na siłowni i robiła swoje.

Katarzyna Kowalik, Mistrzyni Europy Bikini Fitness 2018
Fot. Gazeta.pl

- Bywało naprawdę ciężko. Wiele razy prawie przekonałam samą siebie, że naprawdę jestem już za stara. Metabolizm nie ten, natury nie oszukasz. Ciało mówiło dość i jakby ktoś mnie sznurkiem ciągnął do tyłu. Ale wtedy pod okiem specjalistów robiłam małą zmianę w diecie albo treningu i znów ruszałam do przodu. Przez rok co tydzień jeździłam na konsultacje do Warszawy do Kasi Kozakiewicz, Mistrzyni Świata w Fitness Sylwetkowym IFBB i trenerki kadry FK APLAUZ Warszawa. To najlepsza kadra w Polsce i ja pod ich okiem trenuję.

Po czym poznać prawdziwych przyjaciół

Kasia ma cechę - według mnie - wśród kobiet rzadko spotykaną: z dumą podkreśla swój wiek. "Mam 48 lat" - powtarza wielokrotnie. Cieszy się na pięćdziesiąte urodziny, bo postanowiła, że wtedy będzie mieć najlepszą formę w życiu.

Sama wierzy w to, że wiek to tylko liczba, ale też nie ukrywa, że ta liczba na zawodach ma znaczenie. W Polsce jej kategoria wiekowa to 35+ open, taki jest regulamin. - To znaczy, że w kraju rywalizuję z dziewczynami młodszymi nawet o 13 lat. To dużo. Bo np. dieta 48-latki musi być o wiele bardziej rygorystyczna, niż dziewczyny 35-letniej. Na zawodach międzynarodowych startuję już w kategorii 45+. I tu i tam określa się nas tak samo: Weteranki.

Dla Kasi sporty sylwetkowe to najpiękniejsza odsłona sportu. Na zawody jeździ też jako widz i podziwia np. kulturystów.

Ja kulturystką nie jestem, ale wiele osób tego nie odróżnia. Istnieje stereotyp mięśniaka-pustaka, który wziął się z siłowni i stworzyli go ludzie, którzy z prawdziwym sportem nie mają nic wspólnego. Ja widzę w wyrzeźbionych zawodnikach siłę i grację. Większość Rosjanek startujących w zawodach bikini fitness to byłe baletnice. Sama teraz zapisałam się na balet. Bikini fitness ma dla mnie smak prawdziwego sportu.

A skoro przy krytykach jesteśmy - Kasia przyznaje, że odkąd odniosła sukces, ich liczba stale rośnie. Naczyta się zwłaszcza w sieci. Że ma prawie 50 lat, a półnaga paraduje po scenie, czy jej nie wstyd?

- Nie, nie jest mi wstyd, wiedziałam, na co się piszę. Jestem dumna z ciała, jakie wypracowałam. Ja wiem najlepiej, ile to było wysiłku. Pewnie ludzie myślą, że wszystko łatwo mi przyszło. Prawda jest taka, że nigdy nic nie przychodziło mi łatwo. Na początku wyjście na scenę jest krępujące, ale szybko przestaje takie być, gdy uświadamiasz sobie, że nagość w zawodach sylwetkowych nie jest seksualna. Tam ludzie są skoncentrowani na celu i często straszliwie zmęczeni przygotowaniami. Jeśli w tym uczestniczysz, zaczynasz to rozumieć.

Czyta, że może i ma wyrzeźbione ciało, ale to na pewno zasługa operacji plastycznych. I męża, znanego sportowca, bez niego nic by nie osiągnęła. Z takim zapleczem każdy dałby radę. - Syn mi powiedział takie zdanie: "Mamo, stałaś się osobą publiczną, a to oznacza przede wszystkim hejt". Dziwi mnie tylko, gdy plotki na mój temat rozsiewają ludzie, którzy widzą mnie codziennie na siłowni, jak w sportowych butach z dziurą na palcu jem na ławce obiad z plastikowego pudełka. Pracuję siedem dni w tygodniu, w soboty i niedziele też. Nigdy nie daję sobie taryfy ulgowej. Mówi się, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Według mnie raczej po tym, jak znoszą twój sukces. Mój mąż mnie bardzo wspiera, oboje się wspieramy. Wiele osób mi pomogło, ale nikt za mnie nic nie zrobił.

Boże, Kaśka, bo ci mężowie przyjdą do ciebie

Przestała dementować plotki, choć czasem naprawdę ją złoszczą. - Czytam, że nic innego nie robię, tylko operacje plastyczne i liftingi. Dbam o ciało, regularnie korzystam z zabiegów kosmetycznych. Startuję w zawodach sylwetkowych i dbanie o siebie to jest normalna część moich przygotowań, bo to oczywiste, że skóra się starzeje. Wiele można wypracować treningami i dietą, ale nie wszystko, a zewnętrzna powłoka jest ważna.

Kasia przyznaje, że kiedyś strasznie przejmowała się krytyką otoczenia, ale dziś już nie, nie warto. Chyba, że pochodzi od sędziów - wtedy siada, analizuje, patrzy, co może poprawić. - Udowodniłam samej sobie, że stać mnie na dużo więcej, niż myślałam. Właściwie to wiem już, że jeśli człowiek tylko chce, a zdrowie mu pozwala, to stać go na wszystko. Nie ma żadnego "nie da się". Zmieniło się moje ciało, ale przede wszystkim charakter - nauczyłam się wytrwałości, cierpliwości. Zrozumiałam, co jest w życiu ważne - moja rodzina, zdrowie i cele, jakie sobie wyznaczamy. Trzeba mieć cele. Nie słucham tych, którzy krytykują mnie, a sami siedzą w domu i nic nie robią. Jestem w najlepszym momencie swojego życia. Nie wiem, jak długo to jeszcze potrwa, ale jeśli zdrowie pozwoli, za 10 lat nadal spotkasz mnie na tej siłowni.

Gdy wchodzimy na siłownię, większość osób się z nią wita. Podchodzi, prosi o wskazówki. W Tarnowskich Górach jest znana, przed siłownią "Strefa Ruchu" wisi billboard z jej twarzą.

- Pracuję z paniami w różnym wieku. Są to dziewczyny nastoletnie, ale uwielbiam pracę z paniami 40+. Mam panie sześćdziesięcioletnie, mam panią Halinkę koło siedemdziesiątki, którą serdecznie pozdrawiam. Z mężczyznami też trenuję, ale oni lubią chodzić na łatwiznę, za to nie lubią, kiedy kobieta dyktuje im warunki i okazuje się silniejsza. Mikołaj ma na siłowni swoją świtę mężczyzn, ja mam swoje dziewczyny i każda grupa stara się udowodnić, że jest lepsza!

Kasia jest przekonana, że kobiety, zwłaszcza dojrzałe, mają w sobie wielką siłę. - Nie mogę się pogodzić z tym, że istnieje dyskryminacja kobiet 40+. Bardzo staram się z tym walczyć, powtarzam to moim klientkom, mówię im: Słuchajcie, czterdziestka to może być wasze nowe życie. Mikołaj mnie ostrzega: Boże, kobieto, weź pod uwagę, że ci mężowie zaraz przyjdą do ciebie z pretensjami, bo kobiety zaczną się zmieniać. I dobrze!

Katarzyna Kowalik, Mistrzyni Europy Bikini Fitness 2018
Fot. Gazeta.pl

- Po czterdziestce jesteśmy na tyle mądre życiowo, że potrafimy odrzucić błahostki, które zajmowały nam głowę w młodym wieku. Teraz nie muszą. Potrafimy się też świetnie skoncentrować na celu, potrzebny jest tylko odpowiedni bodziec. Nie musimy starać się o mężów, o dzieci, o to, żeby komuś zaimponować. Siła kobiet tkwi w tym, że są wielozadaniowe. Nie chcę tutaj robić żadnych aluzji do mężczyzn, ale jesteśmy też bardziej wytrzymałe. Bardziej odporne psychicznie. I jeśli zaczynamy pracować, to naprawdę efekty są świetne. Ja jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa.

Dziękujemy Siłowni "Strefa Ruchu" oraz Gabinetowi Medycyny Estetycznej, Dermatologii i Kosmetologii DERKO-MED w Tarnowskich Górach za pomoc w realizacji materiału.

***

Znasz kogoś, kto też jest Zwykłym Niezwykłym? Powiedz nam o nim! Pisz na adres: zwykliniezwykli@agora.pl. Wybranych bohaterów odwiedzimy z kamerą.

ZOBACZ TEŻ:

Zobacz także
Komentarze (69)
Zaloguj się
  • vizet

    Oceniono 27 razy 19

    Kasiu, prawie codziennie widzę Cię na siłowni. Wiesz, że podziwiam Twoją systematyczność, siłę, samozaparcie w dążeniu do celu. Jesteś potwierdzeniem, że wiek nie jest przeszkodą w zdobywaniu szczytów. To my sami ograniczamy siebie swoim myśleniem.
    Trzymaj tak dalej !!!

  • zuzka123123

    Oceniono 17 razy 13

    Wiedziałam...
    Racja... "Człowiek człowiekowi wilkiem"
    Zastanawiające jest tylko czy to z zazdrości, niemocy, czy lenistwa?
    Sztuczne piersi (NIE CYCKI), doczepione rzęsy, co tam jeszcze było? Stawy sztuczne prywatnie, nie z NFZ?
    A za Twoje to pieniądze zrobiła czy za swoje?
    Zazdrościsz bo piersi da się powiększyć a małego penisa nie za bardzo? Albo Cię nie stać?
    Chwyć się roboty kolego...
    Najlepiej oceniać kogoś. Najlepiej z pozycji półleżącej, przerzucając kanały w tv...
    I narzekać. Bo cóż tu robić.
    A przyjdź jedna z drugim i zobacz czy ćwiczy, czy nie ćwiczy. Czy z tabletem chodzi czy może jednak z hantlami? Czy tabletki je na obiad czy może ryż i kurczaka?
    Ślązaczka? Oczywiście, że tak! A co myślałeś, że ino Gorole coś w życiu potrafią?
    To żeś w dupie był i gó... widzioł.

  • deco.derr

    Oceniono 11 razy 11

    Nie widze zadnego powodu do hejtu, chociaz to absolutnie nie mog typ. Komiczne jednak czytac o jej “wieku”. Matko ratuj, starosc,48 lat. Ja mam 57 I nigdy sie mlodziej nie czulem ; )
    Chcesz sie mlodo poczuc to wy…alaj z Polski !

  • Margaret

    Oceniono 11 razy 9

    super gratuluję , czytałam o pewnej Szwedce, która po 70-tce zamiast krzyżówek wyciska sztangi..szacunek, ja tez chętnie ćwiczyłabym w takim zakresie, tymczasem ponieważ jestem sama pracuję a wyginam swoje ciało przed snem aby utrzymać je w kondycji...

  • Zawisza Brązowy

    Oceniono 13 razy 9

    Brawo Pani Kasiu, Podziwiam za upór i wytrwałość ale nagroda za to jest świetnie pani wygląda!!

  • baaag

    Oceniono 8 razy 8

    Widzę że startowała od 2000 roku czyli od 30 roku życia. To profi.

  • londonerr

    Oceniono 9 razy 7

    Super! Gratulacje Pani Kasiu!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX