Aleksandra Rutkowska

Aleksandra Rutkowska (fot. archiwum prywatne)

#JedenDzieńDłużej

"Moje życie bez WOŚP byłoby strasznie nudne". Trzy historie z czerwonym serduszkiem w tle. Gramy #JedenDzieńDłużej

Żeby ratować życie i zdrowie, potrzebni są ludzie. I my jesteśmy. Ale sami, bez dobrych warunków pracy i sprzętu, jesteśmy bezsilni - mówi pielęgniarka Aleksandra Matczak. Marcin Jarosiński z Orkiestrą jest od początku, a teraz pokazuje ją swoim synom. Aleksandra Rutkowska opowiada, jak działanie z WOŚP przełożyło się na jej życie zawodowe.

Aleksandra Matczak z Łodzi

Już jako mała dziewczynka wiedziałam, że to będzie mój zawód. Nigdy nie miałam wątpliwości. Obserwowałam anioła, który opiekował się moim chorym ojcem - uśmiechniętą siostrę zakonną, która była pielęgniarką. Chciałam być taka jak ona, bo kto nie chce zostać aniołem? Od 28 lat pracuję w Klinice Intensywnej Terapii i Wad Wrodzonych Noworodków w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki.

Pamiętam, gdy w latach 90. trafił do nas pierwszy sprzęt ratujący zdrowie i życie małych pacjentów, zakupiony przez WOŚP. Nie byle jaki, ale najnowocześniejszy, z górnej półki. Bardzo go potrzebowaliśmy, gdy pojawiało się nowe dziecko na oddziale. Każde musiało mieć pompę infuzyjną, monitor, niekiedy respirator. Musieliśmy się jakoś zabezpieczyć, a przecież to nie było tak, że na parapecie urządzenia stały i czekały na pacjentów, bo wszystkie dostępne użytkowaliśmy. W awaryjnych sytuacjach pożyczaliśmy sprzęty z innych oddziałów, ale traciliśmy na to bardzo dużo czasu, a czas na oddziale intensywnej terapii ma kluczowe znaczenie.

Byłam naocznym świadkiem tego, jak wiele zmieniał każdy nowy respirator, inkubator, monitor, a to są podstawowe rzeczy w pracy na intensywnej terapii noworodka. Widziałam, jak wysłużony sprzęt, który pracuje non stop 24 godziny, siedem dni w tygodniu, był wymieniany i uzupełniany przez WOŚP.

Niedawno przyjechała do nas mama, której dzieckiem opiekowaliśmy się 11 lat temu. Chciała jeszcze raz zobaczyć ten oddział, mimo że jej maleństwa nie udało się wtedy uratować. Była bardzo wzruszona. - Pamiętam, że moje dziecko leżało u was w takim superinkubatorze i mówiliście mi, że to mercedes wśród inkubatorów. A ja tu teraz widzę same mercedesy - powiedziała.

Aleksandra Matczak (fot.archiwum prywatne)
Aleksandra Matczak (fot.archiwum prywatne)

Obecnie sytuacja jest rzeczywiście dużo lepsza. Niedawno zakupiliśmy fotele do kangurowania dzieci. Niby to taki prozaiczny zakup, ale bardzo ważny, bo pozwala na kontakt matek z dziećmi, na karmienie. Nigdy nam nie powiedziano, że mamy już za dużo sprzętu i nie możemy nic więcej zamówić. Jurek Owsiak, gdy nas odwiedzał, nie mówił: to my wam kupimy respiratory. Zawsze interesował się, jak pracujemy i czego potrzebujemy.  

Mamy całą ścianę zdjęć z podziękowaniami od naszych byłych pacjentów i ich rodziców. Czasem nas odwiedzają, bo chcą zobaczyć, jak zaczęło się ich życie. Kilka tygodni temu rozbawiła nas trzylatka, która weszła na oddział i rzuciła: "cześć, dziewczyny". Dopiero co leżała w inkubatorze, a teraz śmiga już na własnych nogach, z uśmiechem na twarzy. To są cudowne chwile, które ładują nasze baterie.  

Dzięki wsparciu WOŚP, uzupełnionym przez fundusze unijne, mogłam lepiej realizować swoją misję. Żeby ratować życie i zdrowie, potrzebni są ludzie. I my jesteśmy. Ale sami - bez dobrych warunków pracy i sprzętu - jesteśmy bezsilni. A bezsilność jest koszmarem, którego nikt z nas nie chce doświadczać. Teraz przez to, co się dzieje wokół Fundacji, też czuję bezsilność, choć sprzętu na oddziale naprawdę nam nie brakuje.

Aleksandra Rutkowska z Żyrardowa

W WOŚP przeszłam chyba wszystkie możliwe szczeble zaangażowania: od wolontariatu w trakcie kwesty, przez organizację sztabu i kierowanie nim, aż do wolontariatu w centrum prasowym Fundacji, gdzie trafiłam jako dziennikarka lokalnej gazety.

Na rozmowach kwalifikacyjnych wolontariat w WOŚP zawsze budził pozytywne zainteresowanie rekruterów. Pytano mnie, jak to się u mnie zaczęło, czym tam się zajmuję, jak wygląda współpraca z Fundacją. To pokazywało przyszłym pracodawcom, że potrafiłam się zaangażować, jestem zdyscyplinowana, nawet jeśli nie dostaję za coś pieniędzy, a robię to z pasji.

Aleksandra Rutkowska (fot. archiwum prywatne)
Aleksandra Rutkowska (fot. archiwum prywatne)

Działanie z WOŚP przełożyło się na moje życie zawodowe. Będąc szefową sztabu nauczyłam się zarządzania czasem pracy, przydzielania zadań innym osobom, współpracy z zespołem złożonym z bardzo różnych ludzi, ustalania jasnych zasad działania. Musiałam zrozumieć, że aby wypracować najlepsze rozwiązanie, trzeba mocno wsłuchiwać się w drugą stronę. Wykorzystuję to teraz podczas pracy w branży e-commerce - mam pod opieką kilkunastoosobowy zespół.

Środowisko e-commerce charakteryzuje się dużym dynamizmem. Podobnie rzecz się ma z działaniami sztabu. Każdy szef sztabu powinien mieć opanowaną umiejętność reagowania w sytuacjach kryzysowych, bo zawsze coś niespodziewanego może się wydarzyć. Na przykład okazuje się, że sponsor, z którym byliśmy umówieni na współpracę, jest niedostępny i musimy inaczej zorganizować potrzebne środki. Wtedy - wszystkie ręce na pokład, cały zespół siada i wspólnie zastanawia się, co zrobić.

Przez współpracę z Fundacją poznałam bardzo wiele osób, które zmieniły moje życie. Z wieloma z nich przyjaźnię się, widuję częściej niż przy okazji organizowanych przez WOŚP wydarzeń, bo nadajemy na tych samych falach i wyznajemy podobne wartości.

Moje życie bez WOŚP byłoby strasznie nudne. Nawet nie wiem, w którym momencie zaczęło się ogniskować wokół dwóch dużych wydarzeń organizowanych przez WOŚP: Festiwalu Pol'and'Rock i finału WOŚP.

Marcin Jarosiński z Warszawy

Jestem z Orkiestrą od początku, choć nie była moją pierwszą aktywnością prospołeczną. Jako dzieciak zorganizowałem na naszym osiedlu zbiórkę dla chorego chłopca. Jeszcze nie wiedzieliśmy z kolegami, że nie da się go wyleczyć, a chcieliśmy mu jakoś pomóc. Dzięki temu pojechał na wakacje z rodzicami. Wtedy poczułem, że warto pomagać. 

Mój pierwszy finał WOŚP w 1993 roku to był totalny spontan, szaleństwo i niewiadoma w jednym. Ludzie nic nie wiedzieli na temat Orkiestry. My też tak działaliśmy: a, spróbujmy, zróbmy coś fajnego dla innych, jak to mówił Jurek: "letnią zadymę w środku zimy". Miałem wtedy 17 lat. 

Marcin Jarosiński z synami (fot. archiwum prywatne)
Marcin Jarosiński z synami (fot. archiwum prywatne)

Najbardziej zapamiętałem trzeci finał. Puszki robiliśmy w domu. To nawet nie były puszki. Ja miałem drewnianą skrzynkę zamykaną na kluczyk, a kolega wiadro. Do tej pory pamiętam, że ludzie wrzucali nawet złotą biżuterię. Potem zamieniała się w złote serduszka - symbol Orkiestry. Pieniądze liczyliśmy sami i sami zawoziliśmy je do siedziby Orkiestry na Mokotowie. 

I tak grałem do siódmego finału. Potem miałem przerwę spowodowaną nauką i pracą. Ale zawsze starałem się wspierać Orkiestrę jak mogłem - duchowo i wrzucając pieniądze do puszek.

Do wolontariatu wróciłem z synami na 25. Finał. Uznałem, że już są na tyle duzi (młodszy miał pięć lat), że można ich zaangażować. Chciałem im pokazać, jak ważne jest pomaganie, ile dobrego można zrobić swoim zaangażowaniem, jak potrzebna jest solidarność ludzi i ile radości to może przynieść.

Nie musiałem ich namawiać, bo wcześniej zawsze szukaliśmy puszek, do których mogliby coś wrzucić na styczniowym spacerze. Powiedziałem: teraz my będziemy zbierać. Bardzo chętnie się włączyli. Nie podkreślałem w rozmowach z nimi, że WOŚP jest najważniejsza na świecie. Wspomagamy też "Szlachetną Paczkę", "Akademię Przyszłości". Uczestniczyliśmy w zbiórce darów dla domów dziecka. Tłumaczymy im z żoną, że jeśli ma się możliwość, to warto pomagać.

Marcin Jarosiński do wolontariatu wrócił z synami na 25. Finał (fot. archiwum prywatne)
Marcin Jarosiński do wolontariatu wrócił z synami na 25. Finał (fot. archiwum prywatne)

Mój młodszy syn w tym roku miał nieprzyjemną sytuację. Jedna z pań na ulicy powiedziała mu, że zbieramy pieniądze dla złodziei, że wykorzystują nas. To zupełnie nieprawda. Ona nie rozumie, że 120 tysięcy wolontariuszy jest przyszłością narodu. Że w ten sposób kształtuje się i wychowuje ludzi otwartych, chcących i umiejących pomagać bezinteresownie. To jest też sukces Orkiestry - kształtowanie młodych, wrażliwych ludzi. Mam nadzieję, że dzieci moich synów też będą grały. Do końca świata i jeden dzień dłużej.


Agnieszka Żądło.
Dziennikarka i redaktorka, współpracuje m.in. z "Dużym Formatem" i "Polityką". Współautorka książek reporterskich i poetyckich ( "Światła małego miasta", "Ni zaciszna.", "Dopo il viaggio", "Grała w nas gra" i innych). Studentka Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Stypendium im. Leopolda Ungera. W 2017 roku nominowana do Grand Press w kategorii wywiad.

Patryk Domozych/Gazeta.pl
Patryk Domozych/Gazeta.pl

W niedzielę 20 stycznia dokończymy na Gazeta.pl brutalnie przerwany 27. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Akcja #JedenDzieńDłużej będzie trwała przez cały dzień. Opiszemy jak wiele dobra Polacy w sobie mają i poprosimy Was o wpłaty na WOŚP. Więcej i link do wpłat na rzecz Orkiestry znajdziecie tutaj>>>  Zachęcamy też do licytowania podarunków przekazanych nam specjalnie na tę akcję. Płaskorzeźby Gdańska od Danuty Hubner, którą dostała od zmarłego Pawła Adamowicza, pamiątkowej tajlandzkiej misy od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, książki z podpisem Władysława Bartoszewskiego od dziennikarki Gazeta.pl oraz ministerialnego pióra od Jarosława Gowina. Bądźmy dobrzy, bądźmy szczodrzy!

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (4)
Zaloguj się
  • facio60

    Oceniono 2 razy 0

    A ja wyżywam się w pracy, dbam i zajmuję się dziećmi, aktywnie uprawiam sport i nie tęsknie za tanią reklamą.

  • fakej

    Oceniono 2 razy -2

    Nie pojmuje gloryfikowania tych zbiorek. Pomagac mozna i bez wosp. Jak ktos chce to da kase jak nie to nie, ale po co robic dookola tego taka siare? A najlepsza pomoc to tak naprawde wlasny czas, bo organizacje charytatywne w Polsce z reguly nie stoja finansowo zle, ale trzeba sie do nich zglosic, a ci najbardziej potrzebujacy nie zrobia tego skutecznie.
    No i nawiazujac juz do najwiekszej gwiazdy wosp - nie ma to jak ogłosic swoje odejscie chwile po smierci popularnego Budynia a 'wielki powrot' zaraz po jego pogrzebie. Owsiak jest emocjonalnie niestabilny.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX