Jeśli nie ślub, to co?

Jeśli nie ślub, to co? (fot. pixabay.com)

społeczeństwo

Jeśli nie ślub, to co? Czy da się zreformować małżeństwo?

Nie ma małżeństwa bez miłości - to chyba oczywiste? Otóż nie do końca. Za zwiększającą się liczbą rozwodów stoi właśnie to przekonanie. Jest zgubne dla trwałości związku.

Wyobraź sobie, że jest sierpniowa sobota - według badań w Polsce to najpopularniejszy moment na zawarcie związku małżeńskiego. Wyobraź sobie panny młode w mniej i bardziej kosztownych sukniach, panów młodych poklepywanych po ramionach przez kolegów. Wszyscy oni za chwilę powiedzą sobie sakramentalne lub świeckie "tak", przekonani, że będą żyli długo i szczęśliwie. A teraz wyobraź sobie, że co trzeciej z tych par mówisz, że jej małżeństwo się rozpadnie.

Statystyki są nieubłagane: w 2016 roku zawarto w Polsce ponad 193 tysiące małżeństw i orzeczono ponad 63 tysiące rozwodów. Do rozwodu dochodzi najczęściej między piątym a dziewiątym rokiem małżeństwa - według danych GUS z roku 2016 po tylu latach rozstało się ponad 16 tysięcy małżeństw, niewiele mniej, bo ponad 12 tysięcy, par zakończyło związek rozwodem, nie doczekawszy czwartej (ponoć "kwiatowej") rocznicy ślubu.

Wbrew liczbom chcemy wierzyć, że małżeństwo pozwoli stworzyć stabilny, pełen miłości i zrozumienia związek, w którym - to częste założenie - wspólnie wychowamy potomstwo. Że - jak w baśniach - będziemy żyć długo i szczęśliwie. Zresztą właśnie w tym miejscu kończą się i baśnie, i komedie romantyczne: na chwili, w której dwoje zakochanych ludzi przysięga sobie w obliczu Boga lub urzędnika dozgonną miłość, wierność i uczciwość. Nikt nigdy nie zapytał Kopciuszka ani Księcia z Bajki, co się wydarzyło po miesiącu miodowym...

W 2016 roku zawarto w Polsce ponad 193 tysiące małżeństw i orzeczono ponad 63 tys. rozwodów (fot. pexels.com)
W 2016 roku zawarto w Polsce ponad 193 tysiące małżeństw i orzeczono ponad 63 tys. rozwodów (fot. pexels.com)

Miłość kończy małżeństwo

Przez wieki małżeństwo mogło być trwałe, bo małżonkowie nie oczekiwali od siebie zapewnienia miłości, intymności, wierności oraz obustronnego spełnienia - uważa Stephanie Coontz, historyk związana z Uniwersytetem Kalifornijskim w Berkley, zajmująca się tematyką rodziny oraz małżeństwa. "W momencie, w którym miłość stała się główną siłą stojącą za chęcią zawarcia małżeństwa, ludzie zaczęli domagać się prawa do życia w samotności, jeśli nie znaleźli nikogo, z kim połączyłaby ich miłość, lub do rozwodu, gdy poczuli, że ich miłość wobec współmałżonka wygasła" - napisała w artykule opublikowanym przez "The Washington Post". Zaznacza w nim, iż obawy o to, że gloryfikowanie miłości i uznawanie jej za podstawę związku były krytykowane przez konserwatywnych polityków i pisarzy już w ostatnich latach XVIII wieku.

Więc czym właściwie jest małżeństwo? Jest umową prawną sankcjonującą relacje seksualne małżonków, legalizującą ich dzieci oraz uprawniającą do dziedziczenia. Tak naprawdę to właśnie kwestie ekonomiczne oraz tworzenie związków powinowactwa między grupami czy klanami legły u podstaw tej instytucji. Budowanie sieci powinowactwa było kluczowe dla społeczności plemiennych. Ale również w dawnych czasach, gdy plemiona połączyły się, tworząc państwa, sojusz poprzez małżeństwo był ogólnie przyjętą normą. Przemyślana polityka matrymonialna stała za ogromnym sukcesem dynastii Habsburgów, której przedstawiciele panowali m.in. na ziemiach włoskich i niemieckich, w Czechach, Hiszpanii, Portugalii, w Siedmiogrodzie, Niderlandach i oczywiście Austrii. To cesarzowi rzymskiemu Maksymilianowi I przypisuje się ukucie maksymy Habsburgów: "Niech inni prowadzą wojny, ty, szczęśliwa Austrio, zaślubiaj".

Ślub łączył się z wymianą zasobów: w średniowiecznej Europie mężczyzna płacił za przyszłą żonę jej ojcu bydłem, kosztownościami, ziemią, a nawet niewolnikami. Od teścia, wraz z żoną, otrzymywał za to posag, który teoretycznie przekazywany był na utrzymanie kobiety. Zwyczaj wymiany darów praktykowany był nawet w ubogich rodzinach, gdzie prezenty były często symboliczne. Czyli o zawarciu małżeństwa w naszym obszarze kulturowym decydowali rodzice lub przynajmniej ojciec lub brat kobiety, sama kobieta nie miała w tej kwestii nic do powiedzenia. Zresztą pod względem prawnym jej los nie wyglądał różowo, przede wszystkim dlatego, że nie była uprawniona do dziedziczenia. Mogła zostać mniszką lub żoną wybranego przez ojca mężczyzny. I być mu podległa. Mąż miał nad nią pełną władzę. W kodeksach prawnych starożytnej Mezopotamii  kobiety traktowano jako majątek ruchomy należący do posiadacza. A wszystko to za sprawą pewnego wynalazku, który odmienił sposób zdobywania pożywienia przez naszych przodków...

Para zawiera małżeństwo cywilne w XIX wiecznej Szwajcarii (obraz autorstwa Alberta Ankera, z 1887 roku / wikimedia.org / domena publiczna)
Para zawiera małżeństwo cywilne w XIX wiecznej Szwajcarii (obraz autorstwa Alberta Ankera, z 1887 roku / wikimedia.org / domena publiczna)

Pług jako główna przyczyna nieszczęścia

"Nie było chyba w ludzkiej historii narzędzia, które wykopałoby większą przepaść pomiędzy kobietami a mężczyznami i stało się bodźcem do zaistnienia tak ogromnych zmian w ludzkich wzorcach dotyczących seksu i miłości, jak pług. Nie wiadomo, kiedy dokładnie się pojawił. (...) Ale do 3000 roku przed naszą erą pług był już szeroko rozpowszechniony. A z tym wiązała się olbrzymia zmiana" - napisała w znakomitej książce "Anatomia miłości. Nowe spojrzenie" profesor antropologii Helen Fisher.

Wyjaśnia, że to właśnie osiadły, rolniczy tryb życia i uprawianie pola nie za pomocą lekkiej motyki, co pozwalało kobietom na samodzielność, lecz ciężkiego, wymagającego znacznej siły fizycznej pługa wywołały dysproporcję i dały władzę mężczyźnie. Tym samym kobiety utraciły pradawną i szanowaną pozycję niezależnych zbieraczek i żywicielek, stając się podległe mężczyznom.

To rozwój rolnictwa wymusił zawierane na całe życie monogamiczne małżeństwo. Tylko we dwoje można było poradzić sobie z pracą w gospodarstwie. A skoro wymagało to takiego nakładu pracy, to zdobyty majątek można było przekazywać wyłącznie dzieciom legalnym. Seks służył głównie prokreacji, aborcja była zabroniona, a zdrada w przypadku kobiet mogła zakończyć się dla nich śmiercią z rąk męża. W tym samym czasie narodziły się też podwójne standardy seksualne: seks pozamałżeński mężczyzn był ich naturalnym przywilejem. Kobiety okrywał hańbą i mógł skończyć się tragicznie. Wszystko dlatego, że dzieci pozamałżeńskie nie dziedziczyły. Dlatego mężczyźnie nie zależało na tym, ile potomstwa spłodzi, bo prawnie swój majątek i opiekę winien był tylko dzieciom urodzonym przez jego żonę. To też tłumaczy, dlaczego tak dbano o czystość małżeńską kobiet. W czasach, gdy nie istniały testy genetyczne, ojcostwo zwyczajowo przypisywano mężowi. Nawet dziś domniemanym ojcem według prawa jest zawsze mąż kobiety i trzeba się postarać, by udowodnić, że jest inaczej.

"Przez tysiące lat decyzja o wstąpieniu w związek małżeński była podyktowana względami ekonomicznymi i politycznymi, a nie miłością czy też poczuciem osobistej satysfakcji. To wszystko sprawiało, że małżeństwo było instytucją przymusu. Szczególnie przymus ten odczuwały kobiety. Teraz - dla kontrastu - mamy ogromną swobodę wyboru partnera i typu relacji, w jakiej się znajdujemy. Małżeństwo nie ma już związku z legalizacją potomstwa czy z dziedziczeniem. Odpadł również element ekonomiczny - coraz więcej kobiet zarabia lepiej od swoich partnerów. Dlatego czas spojrzeć na związek dwojga ludzi z nowej perspektywy" - powiedziała Stephanie Coontz w wywiadzie udzielonym portalowi Greater Good Magazine Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkley.

To rozwój rolnictwa wymusił zawieranie na całe życie monogamicznego małżeństwa (fot. pixabay.com)
To rozwój rolnictwa wymusił zawieranie na całe życie monogamicznego małżeństwa (fot. pixabay.com)

Rodzina to pies, nie ciotka

- Małżeństwo, rodzina i ich społeczne postrzeganie są w trakcie ogromnych i bardzo dynamicznych przemian - mówi dr Marta Bierca, socjolog związana ze Szkołą Wyższą Psychologii Społecznej. Przyjrzyjmy się danym statystycznym. Coraz później decydujemy się na zawarcie związku małżeńskiego - według danych GUS średnia wieku polskiego pana młodego to 29 lat, w Niemczech i we Francji 33 lata, a w Szwecji 36 lat. W przypadku pań młodych liczby te są zwykle niższe o dwa lata. W ciągu dekady średni wiek osób stających na ślubnym kobiercu podniósł się o dwa lata. Spada za to liczba małżeństw. Jeszcze w latach 80. i 90. ubiegłego wieku rejestrowano średnio 250 tysięcy nowych związków małżeńskich rocznie. W 2013 roku liczba ta spadła do 180 tysięcy. Rok 2016 przyniósł wprawdzie wzrost liczby ślubów o 15 tysięcy, jednak trudno mówić o stałej tendencji zwyżkowej. Wzrósł również wiek, w którym kobiety po raz pierwszy zostają matkami. Przeciętna pierworódka liczy sobie ponad 27 lat. Nie zmienia się natomiast jedno: wartość rodziny. Od 1997 roku do 2017 ankietowani Polacy praktycznie zawsze uznawali, że rodzina stanowi największą wartość w ich życiu.

- Chociaż modelem preferowanym przez Polaków jest wciąż małżeństwo z dziećmi, to rośnie akceptacja społeczna dla szerszej definicji rodziny. I tak coraz więcej naszych rodaków, według  danych CBOS z 2017 roku 78 proc. respondentów, określa mianem rodziny osoby pozostające w związku nieformalnym i wychowujące wspólne dzieci, małżeństwo bez dzieci (71 proc.) oraz bezdzietną parę pozostającą w związku nieformalnym (33 proc.). Czyli w oczach Polaków legalizacja relacji nie jest kluczowa dla stworzenia rodziny, ale dzieci - już tak - zaznacza socjolog.

Ogromna zmiana dotyczy przede wszystkim postrzegania relacji homoseksualnych. W cytowanym badaniu aż 23 procent ankietowanych określiło mianem "rodziny" związek gejów lub lesbijek wychowujących dzieci, co daje aż 14-procentowy wzrost od czasu analogicznego badania z 2006 roku. Również trwały związek osób tej samej płci, lecz bezdzietnych traktowany jest jako rodzina przez 14 procent respondentów, co daje wzrost o osiem procent.

Powoli odchodzimy od postrzegania rodziny jako wspólnoty krwi. Z danych zebranych do badania "Rodziny z wyboru" wynika, że aż 60 procent respondentów za członka rodziny uważa domowe zwierzę, kota lub psa, a tylko 30 procent do rodziny zalicza krewnych, takich jak wuj czy ciotka. Ważne są za to więzi przyjacielskie. Coraz częściej to z przyjaciółmi, nie z rodziną, dzielimy najważniejsze momenty w życiu, co można określić mianem "rodziny z wyboru". Za to ogromne, wręcz przesadne, nadzieje pokładamy w samym małżeństwie i współmałżonku, który powinien spełniać funkcje przyjaciela, kochanka, powiernika, współpracownika i zdaje się, że każdej innej osoby, jaka w danej chwili może być nam potrzebna.

Coraz częściej to z przyjaciółmi, nie z rodziną, dzielimy najważniejsze momenty w życiu (fot. pixabay.com)
Coraz częściej to z przyjaciółmi, nie z rodziną, dzielimy najważniejsze momenty w życiu (fot. pixabay.com)

- Także rozumienie małżeństwa musi ulec zmianie i ulegnie, to tylko kwestia czasu. Dane mówią jasno - z każdą kolejną dekadą spada liczba zawieranych małżeństw i zmienia się definicja rodziny. I chociaż trwa swego rodzaju moda na rodziny wielopokoleniowe, wypromowana przede wszystkim na potrzeby marketingu, bo to do dużej rodziny najłatwiej kieruje się swoją ofertę, choć wciąż większość Polaków uważa zawarcie małżeństwa za oznakę dojrzałości i wejścia w dorosłość, to nowy sposób budowania związków, nowy paradygmat relacji właśnie się tworzy i zanim się spostrzeżemy, stanie się tym obowiązującym. Jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku niewiele osób uznawało za rodzinę ludzi mieszkających ze sobą bez ślubu. Dzisiaj wspólne mieszkanie bez ślubu jest szeroko akceptowaną normą, nawet jeśli traktowane jest jako wstęp do małżeństwa, to i tak widać różnicę - podsumowuje dr Marta Bierca.

A wszystkiemu winne feministki

"W latach 50. można było stworzyć udane małżeństwo i wychować dzieci, które nieźle poradzą sobie w życiu tylko w oparciu o dwa stereotypy związane z płcią: zarabiającym poza domem mężczyźnie i kobiecie pełniącej w rodzinie funkcje usługowo-opiekuńcze. Aby ten układ funkcjonował, nie trzeba było intymności i przyjaźni, jakie są niezbędne teraz. Naturalnie taki układ mógł prowadzić do wielu nadużyć, zresztą często prowadził, ale jak na tamte warunki można powiedzieć, że był zdolny wychować całkiem przyzwoitych ludzi" - powiedziała w cytowanym już wywiadzie Stephanie Coontz.

W dzisiejszych czasach to nie zadziała. Ludzie łączą się w pary w późniejszym wieku, gdy każde z nich jest zarówno emocjonalnie, jak i ekonomicznie niezależne. Mężczyźni coraz rzadziej oczekują, że kobiety zapewnią im obsługę, kobiety - że mężczyźni będą je utrzymywali. W takich warunkach poziom intymności i przyjaźni pomiędzy partnerami musi być znacznie wyższy.

Coontz zaznacza, że niemal każda zmiana w podejściu do małżeństwa ma zarazem dobre i złe konsekwencje. Na przykład uproszczony dostęp do rozwodów, a przede wszystkim możliwość wzięcia rozwodu bez orzekania o winie stały się wybawieniem dla wielu osób: tych zmuszonych do życia w heteroseksualnym związku mimo jasnych skłonności homoseksualnych, tych będących w związkach przemocowych lub po prostu tych, którzy czuli się głęboko nieszczęśliwi w małżeństwie. W amerykańskich stanach, które wprowadziły rozwody bez orzekania o winie, odsetek samobójstw osób pozostających w związku małżeńskim spadł aż o 20 procent. W tym wypadku można śmiało powiedzieć, że możliwość wzięcia rozwodu bywa czynnikiem ratującym życie. Ale z drugiej strony uproszczona procedura rozwodowa sprawiła, że wiele osób wchodzących w związek małżeński nie patrzy na niego jako na coś wymagającego pracy i sprawnej organizacji. Wychodząc z założenia, że jeśli się nie uda, to po prostu można się rozstać.

Po lewej brytyjska gospodyni domowa z Londynu; rok 1941 (fot. Ministry of Information Photo Division Photographer / wikimedia.org / domena publiczna). Po prawej - okładka amerykańskiego magazynu 'Good Housekeeping' (fot. wikimedia.org / domena publiczna)
Po lewej brytyjska gospodyni domowa z Londynu; rok 1941 (fot. Ministry of Information Photo Division Photographer / wikimedia.org / domena publiczna). Po prawej - okładka amerykańskiego magazynu 'Good Housekeeping' (fot. wikimedia.org / domena publiczna)

Co, zdaniem badaczki, odmieniło małżeństwo? Ruchy feministyczne i możliwość spełniania się w pracy zawodowej. Przede wszystkim kobiety zaczęły wymagać od mężczyzn udziału w obowiązkach domowych oraz realnej i regularnej opieki nad dziećmi. Z początku wywoływało to wiele konfliktów, jednak po pewnym czasie okazało się, że związki, w których mężczyzna angażuje się w obowiązki domowe i spędza czas z dziećmi, są bardziej udane i trwają dłużej. Co więcej, jeśli już dojdzie do rozpadu związku, to mężczyzna częściej niż w dawnych czasach angażuje się w życie dzieci, ponieważ udało mu się nawiązać z nimi realną i silną relację. Wcześniej rozwiedzeni mężczyźni często traktowali dzieci jako przynależne żonie. A skoro rozstali się z nią, to również z dziećmi.

Dziś dzieci niezależnie od tego, czy małżeńskie, czy urodzone poza formalnym związkiem, mają te same prawa do dziedziczenia. Mamy również antykoncepcję, która pozwoliła kobietom decydować o liczbie potomstwa, testy genetyczne pozwalające na łatwe potwierdzenie lub zaprzeczenie ojcostwu i zdaje się, że już tylko brany na pół życia kredyt hipoteczny ma moc prawdziwego i trwałego związania partnerów. Mamy wreszcie funkcjonujące w innych krajach i kulturach rodzaje związków.

Na przykład szyici mogą zawierać czasowe małżeństwa, tzw. mut'a - zawierane na określony z góry czas. Takie małżeństwo może zawrzeć przebywający z dala od domu mąż i zakończyć je wraz z powrotem do rodziny. Żony nie mają tego przywileju, za to kobiety stanu wolnego już tak. Niezamężna kobieta może zawrzeć dowolną liczbę następujących po sobie związków mut'a oraz rodzić z tych relacji dzieci, które - co ciekawe - mają takie same prawo do utrzymania i dziedziczenia, jak te pochodzące ze "stałych" małżeństw.

W wielu krajach można zawrzeć rejestrowany związek partnerski, bywa, że pozwalający także na usankcjonowanie relacji homoseksualnej. I chociaż takie związki często nazywane są małżeństwami dla gejów, to we Francji ponad 90 procent z nich zarejestrowały osoby heteroseksualne. W Szwecji natomiast popularny jest związek określany mianem "sambo", czy taki, w którym partnerzy mogą korzystać z przywilejów małżeństwa, nie musząc jednocześnie brać ślubu ani w wypadku rozstania rozwodu.

W Szwecji popularny jest związek określany mianem Sambo (fot. shutterstock.com)
W Szwecji popularny jest związek określany mianem Sambo (fot. shutterstock.com)

Ten typ regulacji prawnych jest popularny w dużym stopniu ze względu na silną pozycję samych Szwedek i nieprzykładanie wagi do instytucjonalnie traktowanego małżeństwa. Ma to jednak też minusy - Eva Gabrielsson, wieloletnia partnerka autora cyklu "Millenium" Stiega Larssona, nie mogła dziedziczyć po nim, gdyż nie zostawił testamentu. Chociaż szwedzkie prawo jest bardzo liberalne, a para żyła ze sobą 32 lata, majątek po zmarłym na zawał pisarzu odziedziczyli jego ojciec oraz brat.

W Polsce bez zmian

- Ślub i jego prawne następstwa wciąż wydają mi się najlepszym rozwiązaniem dla osób, które chcą założyć rodzinę - mówi adwokat Urszula Parulska, zajmująca się zawodowo prawem rodzinnym. - Przede wszystkim pozwala w znacznym stopniu chronić słabszych członków rodziny, głównie dzieci, ale także kobiety.

Nie wszystkie mają silną pozycję zawodową, wiele stawia na rozwój kariery męża i odciąża go w kwestiach domowych w przekonaniu, że jego sukces, również finansowy, jest ich sukcesem wspólnym. Jeśli dojdzie do rozpadu rodziny, mogą liczyć na zabezpieczenie finansowe, na połowę wypracowanego w trakcie trwania małżeństwa majątku, a w pewnych sytuacjach również na alimenty na siebie, a nie tylko na dzieci.

- Rozliczenie wspólnego majątku po rozstaniu par żyjących w konkubinatach jest również możliwe, ale odbywa się na innych zasadach. Trzeba udowodnić, ile włożyło się w sporną własność, a ludzie zakochani, przekonani o sile swego uczucia i tym, że przecież wszystko ułoży się po ich myśli, nie zbierają zwykle faktur, często nie regulują własności poprzez akty notarialne. Wszystko funkcjonuje na słowo. W przypadku rozstania nastręcza to ogromnych problemów - dodaje mecenas Parulska.

Czy można w inny sposób uregulować prawnie prawa i obowiązki wynikające z relacji niż poprzez zawarcie małżeństwa? W przypadku wspólnych dzieci nie stanowi to problemu: te małżeńskie, jak i urodzone poza formalnym związkiem mają dokładnie takie same prawa, również takie samo prawo do dziedziczenia po zmarłym rodzicu. Kwestie współwłasności partnerów można uregulować notarialnie, jednak już dziedziczenie po zmarłym partnerze jest problematyczne. Konieczny jest testament. Konkubent czy konkubina nie dziedziczą na mocy ustawy.

Kwestie współwłasności partnerów można uregulować notarialnie (fot. shutterstock.com)
Kwestie współwłasności partnerów można uregulować notarialnie (fot. shutterstock.com)

- Pewnym rozwiązaniem mogłaby być ustawa o związkach partnerskich, jednak z różnych względów, nie tylko społeczno-światopoglądowych, lecz również na przykład podatkowych, nie wydaje mi się, aby w najbliższym czasie była w Polsce procedowana. W tej chwili formalnie zawarte małżeństwo jest wciąż najlepszym sposobem zapewnienia sobie poczucia stabilności w związku, szczególnie jeśli w grę wchodzą dzieci. W końcu, jeśli związek okaże się porażką, zawsze można się rozwieść - podsumowuje mecenas Urszula Parulska.

Ale jednocześnie wyższa akceptacja dla związków nieformalnych, związków homoseksualnych, rosnące możliwości finansowe, przesuwający się stale wiek wstąpienia w związek małżeński i pojawienia się na świecie potomstwa, a także pewne poczucie wewnętrznej niezależności muszą poskutkować zmianami prawnymi. Społecznych procesów nie da się zatrzymać. Czy do rewolucji w tym względzie droga jest daleka? Spójrzmy w przeszłość: do lat 50. ubiegłego wieku kobieta w Polsce nie mogła mieć osobnego majątku, a jeszcze w roku 1956 Sąd Najwyższy wypowiedział pogląd, że dzieci pozamałżeńskie nie dziedziczą po ojcu i jego rodzinie. Wtedy pewnie myśl, że może być inaczej, też nie mieściła się w niektórych głowach.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarz, redaktor, związana m.in. z "Życiem Warszawy" i "Echem Miasta".

Patryk Domozych/Gazeta.pl
Patryk Domozych/Gazeta.pl

W niedzielę 20 stycznia chcemy dokończyć na Gazeta.pl brutalnie przerwany tydzień temu 27. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Akcja będzie trwała na naszej stronie od godz. 8 do 20. Pokażemy trwające wciąż aukcje, opiszemy, jak wiele dobra Polacy w sobie mają i poprosimy Was o wpłaty na WOŚP. 

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (139)
Zaloguj się
  • marini2

    0

    Wolne sądy! Zapamiętajcie że te świeczki paliliście nie dla "obrony sądów" ale dla obrony kasty. Która ma w de.. zwykłego obywatela, bo oni mają monopol na mądrość. A Ty obywatelu gnij ze swoją sprawą w sądzie parę lat.

  • 01kotek01

    Oceniono 1 raz -1

    Nie dość, że same autorki czesto bzdury piszą, by dopasować pod z góry wydumaną ideologiczną tezę, to jeszcze wycinają komentarze, które im nie pasują, często merytorycznie obalające ich twierdzenia - tylko, że uznane za nuepoprawne, ktore trzeba przemilczeć?! To jest oczywiście wyrazem demokratycznego traktowania i wolności słowa...?!
    Odstawienie cyrkow i przedstawienia z poważnych zagadnień..?!

  • twzelnik

    Oceniono 5 razy -1

    "powieść z tezą"
    Oto do czego prowadzą tzw. gender studies.
    Kompletny bełkot.

    No bo wszyscy wiemy, że w społeczeństwach rybackich kobiety...
    ...a w ogóle to ciężarna kobieta doskonale sobie radziła w dżungli, na morzu, czy podczas zbierania kłączy...

    Denerwuje nie tyle, że są takie osoby, które te bzdety wypisują. Gorzej, chodzi o to, że inne panie nadają temu bełkotowi rangę dziedziny nauki.

  • myro7

    Oceniono 5 razy -1

    Wiecie co... Wszedłem do komentarzy, żeby napisać, że na zdjęciu jest radło a nie pług, i poczytałem trochę. 80% komentarzy nadaje się do zgłoszenia dfo moderacji, a niektóre na policję. Ludzie, po co wy tu wchodzicie? Nie możecie tych swoich mądrości wypisywać w "Sieci" i innych "prawicowych" pisemkach?

  • leninnus

    Oceniono 7 razy -1

    Chciałem już ironicznie wyśmiać artykuł jako bzdurę - jaki, pług jako wróg ludzkości, jaka aborcja 5 tys lat temu, gdy dziś rano wykopałem w ogródku starożytne tabliczki gliniane z pismem klinowym. Następnie z wypiekami na twarzy przy pomocy niezawodenego google translate odczytałem ich treść:
    " rok 3000 pne, czerwiec 20,
    Piękny dzień - ranek zacząłem od kopulacji z kolegą z innej społeczności, chyba afrozbieraczy. Potem wspólna praca motykami. Potem kopulacja z mamutem oraz przygodnymi partnerkami. trochę pogawędek o aborcji. Piękny dzień
    czerwiec 21,
    Nie wiem co mam myśleć - w okolicy zaobserwowałem że pojawił się jakiś facet z pługiem. Nie mogę pojąć czemu jest taki nietolerancyjny - nie chciał współżyć z afrozbieraczami, mówi że ma tylko jedną żonę i nie lubi aborcji!
    Idą straszne czasy coś mi się widzi razem z tym pługiem. Mówią w okolicy że to zapowiedź faszyzmu i patriarchalnej kultury. Juz nie moża będzie się zabawiać z mamutami a potem dokonywać aborcji...'
    Potem pismo staje się nie czytelne... ja jednak nie mogę przestać o tym myśleć.....

  • losiu4

    Oceniono 7 razy -3

    no cóż, lewactwo wszystko w guano obróci. Nawet instytucję małżeństwa. A pryszczate "się żenią" wg lewego paradygmatu

    Pozdrawiam

    Losiu

  • qznia

    Oceniono 3 razy -1

    ależ ślub to małżeństwo
    nie chcecie ślubu, nikt nie broni,mieszkajcie razem, miejcie dzieci, załatwcie sobie dziedziczenie, testamenty
    nikt nie broni kochać bez ślubu
    ale małżeństwo to ślub!

  • chimi-churi

    Oceniono 5 razy 3

    Przez tysiące lat decyzja o wstąpieniu w związek małżeński była podyktowana względami ekonomicznymi i politycznymi, a nie miłością czy też poczuciem osobistej satysfakcji. Seks służył głównie prokreacji, aborcja była zabroniona, a zdrada w przypadku kobiet mogła zakończyć się dla nich śmiercią z rąk męża. W tym samym czasie narodziły się też podwójne standardy seksualne: seks pozamałżeński mężczyzn był ich naturalnym przywilejem. Kobiety okrywał hańbą i mógł skończyć się tragicznie.
    Ślub łączył się z wymianą zasobów: mężczyzna płacił za przyszłą żonę jej ojcu bydłem, kosztownościami, ziemią, a nawet niewolnikami.
    o zawarciu małżeństwa decydowali rodzice lub przynajmniej ojciec lub brat kobiety, sama kobieta nie miała w tej kwestii nic do powiedzenia. Zresztą pod względem prawnym jej los nie wyglądał różowo, przede wszystkim dlatego, że nie była uprawniona do dziedziczenia. Mogła zostać mniszką lub żoną wybranego przez ojca mężczyzny. I być mu podległa. Mąż miał nad nią pełną władzę. W kodeksach prawnych starożytnej Mezopotamii  kobiety traktowano jako majątek ruchomy należący do posiadacza.

    Tak wygląda codzienność kobiet w krajach muzułmańskich nawet dziś, dlaczego autorka używa czasu przeszłego?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX