Kard z filmu 'Dom, który zbudował Jack'

Kard z filmu 'Dom, który zbudował Jack' (fot. Zentropa-Christian Geisnaes)

wywiad gazeta.pl

Lars von Trier: Niektórzy wyszli z pokazu mojego filmu. To wręcz przywraca mi wiarę w ludzi

"Poczułem ulgę, kiedy zdałem sobie sprawę, że mojego bohatera będzie stać na najbardziej ohydne, odrażające czyny i wszystko, co zrobi, ujdzie mu płazem". Witajcie w świecie Larsa von Triera. Jego najnowszy film "Dom, który zbudował Jack" właśnie wchodzi na ekrany kin.

Zacznijmy od kobiet. W pańskim filmie "Dom, który zbudował Jack" nie sposób nie zwrócić uwagi na ich postaci, choć są to epizody. W zasadzie każda igra z tytułowym bohaterem, prowokuje go. Kobiety w pańskim filmie są naiwne, prostolinijne, zagubione...

"Dom, który zbudował Jack" opowiada o seryjnym mordercy, który wspomina najważniejsze zbrodnie popełnione w życiu. W większości jego ofiarami były kobiety. Odgrywają w tym filmie ważną, wręcz kluczową rolę. Jak zresztą w życiu każdego mężczyzny.

W pana życia najważniejszą rolę też odegrała kobieta?

Wszystko zaczyna się od figury matki, u mnie było podobnie. Do dzisiaj jest ważna. I obecna. Jej pierwszą wielką, niespełnioną miłością był pewien architekt. Każdego dnia, gdy byłem mały, przechodziliśmy obok jego domu. Matka mówiła: Oto dom architekta, którego bardzo kochałam, gdy byłam młoda.

Główny bohater pańskiego nowego filmu prócz tego, że zabija, też jest architektem i stara się zbudować dom doskonały. Co się stało z domem architekta, w którym zakochana była pańska matka?

Dzisiaj ja w nim mieszkam. W pewnym sensie czuję, że wypełniłem jej wolę, czy wręcz marzenie. Ale nie jestem szczęśliwy z tego powodu.

Może jest jeszcze czas to zmienić?

Być może, choć przeprowadzki czy w ogóle wszelkie życiowe zmiany zwykle bardzo dużo mnie kosztują. I bez nich regularnie wpadam w depresje.

Kadr z filmu 'Dom, który zbudował Jack' (fot. Zentropa-Christian Geisnaes)
Kadr z filmu 'Dom, który zbudował Jack' (fot. Zentropa-Christian Geisnaes)

Ciekawe, co powiedziałaby pana matka po obejrzeniu pańskiego nowego filmu.

Pamięta pani "Nimfomankę"? To był wielowymiarowy traktat mówiący między innymi o tym, jaką władzę nad mężczyznami mają kobiety. Bez wątpienia kobiety potrafią być silne, wytrzymałe psychicznie, ale w zależności od sytuacji potrafią być też uległe bądź bezwzględne i przebiegłe. "Nimfomanka" jest moim hołdem dla kobiet. Zresztą nie tylko ten film, "Antychryst" także po części wyraża moje uznanie. W tych opowieściach jest wszystko to, co myślę na temat kobiet: jest mój podziw, adoracja, fascynacja, jak i bezradność wobec ich witalności, pierwotnej energii, złożonej i nieprzeniknionej natury. Tu jest sporo o mojej matce i dla mojej matki.

W filmie "Dom, który zbudował Jack" próbuję analizować dobro i zło. Nie dziwi mnie fascynacja złem - ani dobrem, choć to rzadsze - tyle że ja nie wierzę w ostry podział na dobro i zło. Człowiek jest zawsze gdzieś pomiędzy, mieści w sobie jedno i drugie, to okoliczności sprawiają, że opowiada się po danej stronie. Zbrodniarze wojenni potrafili być dobrymi, troskliwymi ojcami, lekarze ratujący w szpitalach życie, prywatnie, w domach bywają wyprani z wszelkich emocji lub katują swoje żony, by odreagować stres. Kto bardziej grzeszy? Na szczęście ja nie wierzę ani w piekło, ani w raj, ani w czyściec. I uważam, że nie ma czegoś takiego jak odkupienie win.

Pani jest wierząca?

Jestem agnostyczką, choć trudno jest mi to wciąż zdefiniować.

Najlepsza z opcji. Czyli nie wierzy pani, ale ma jeszcze nadzieję, że to wszystko ma jakiś sens.

A nie ma?

Bliżej mi do tej konkluzji.

Inspirował się pan czymś konkretnym, tworząc swój ostatni film?

Nigdy nikogo nie zabiłem - jeśli o to pani pyta - choć miewałem momenty w życiu, w których żałowałem, że nie stać mnie na taki czyn.

Kiedy na przykład?

Często podczas wywiadów. A pisząc swój ostatni scenariusz, czytałem trochę Patricii Highsmith. Patricia wprowadzała mnie w odpowiedni nastrój. Nie bez powodu najlepsze kryminały i thrillery w historii literatury napisała kobieta.

Jestem ciekawa tej teorii.

Empatia, wrażliwość, dociekliwość i przenikliwość. Takie są jej książki. Współczesne kryminały są emocjonalnie zbyt sterylne. Przypominają mi równania matematyczne, są zbyt wykalkulowane. Powieści Highsmith zawierają w sobie prawdę o ludzkiej naturze.

Ja na przykład poczułem ulgę, kiedy zdałem sobie sprawę, że mojego bohatera będzie stać na najbardziej ohydne, odrażające czyny i wszystko, co zrobi, ujdzie mu płazem.

Mówi pan o tym rozmarzonym tonem.

Mieliśmy niezłą zabawę, realizując ten film.

Kadr z filmu 'Dom, który zbudował Jack' (fot. Zentropa-Christian Geisnaes)
Kadr z filmu 'Dom, który zbudował Jack' (fot. Zentropa-Christian Geisnaes)

Podczas jego festiwalowej projekcji w Cannes reakcje były skrajne: gwizdy, oburzenie, skargi, ale też owacje na stojąco, zachwyt, salwy śmiechu... Są tacy, którzy uważają pana film za dowcipny.

Miejscami na pewno, ale śmiejący się ludzie podczas scen mordowania to ściema. W ten sposób nie próbowałbym nikogo rozśmieszać, proszę mi wierzyć. Bardziej naturalną reakcją była potrzeba opuszczenia sali. Rozumiem, że niektórzy wyszli, to wręcz przywraca mi wiarę w ludzi.

Czuje pan, że umocni tym filmem swoją pozycję czy osłabi?

Czy można osłabić coś, co nie istnieje? Przez lata figurowałem w Cannes jako persona non grata [stało się to po tym, jak na konferencji prasowej powiedział, że "rozumie Hitlera" - przyp. red.]. Nie mogłem tu przyjeżdżać i pokazywać filmów - być może dla innych reżyserów oznaczałoby to śmierć, ale nie dla mnie. Chwilami było ciężko, ale to niezwykle cenne doświadczenie. Nie można być kochanym przez wszystkich. To nienaturalne. Oznacza porażkę. Chyba popełniłbym z przerażenia samobójstwo, jeśli miałoby się okazać, że podobam się większości i że większość akceptuje to, co robię. Już zacząłem się obawiać, że przez to, iż z projekcji w Cannes wyszło tak wielu widzów, o filmie będzie głośno z niewłaściwych powodów i stanie się zbyt popularny. Co to byłby za wstyd! Jestem przekonany o tym, że nie można wydawać na świat samych arcydzieł. Życie, tak samo jak kreacja, to pewien cykl.

Myślę że wiele osób ma do mnie niewłaściwy stosunek, traktują mnie jak jakiegoś hipstera czy dziwaka z Danii. Zbudowano sobie jakiś mój wizerunek, by mnie oswoić, przypiąć mi łatwą definicję, znajomą gębę. Wiele można o mnie powiedzieć, ale na pewno nie to, że jestem cool.  

Wraca pan do swoich wcześniejszych filmów, na przykład do "Przełamując fale"?

Niechętnie. Nie chcę i nie lubię roztkliwiać się nad sobą, a Bess jest chyba jedyną postacią ze wszystkich - z całej mojej filmografii - z którą na pewnym etapie życia w pełni się identyfikowałem. Byłem młody, dość naiwny, kobiecość była dla mnie bardziej ideą, wyobrażeniem niż zbiorem cech albo konkretnych zachowań. Dodatkowo nie miałem zbyt wielu doświadczeń z dziewczynami, byłem skrajny - albo nieśmiały, albo zbyt śmiały - myślę, że to mogło je zniechęcać lub zawstydzać.

Bess jest piękną, czystą postacią. Dzisiaj wciąż myślę o niej jak o pewnym koncepcie, niespełnionym marzeniu. Miałbym problem, żeby skonstruować taką bohaterkę teraz.

Kadr z filmu 'Dom, który zbudował Jack' (fot. Zentropa-Christian Geisnaes)
Kadr z filmu 'Dom, który zbudował Jack' (fot. Zentropa-Christian Geisnaes)

A skąd teraz w pańskiej twórczości wziął się seryjny morderca?

Fascynacja seryjnym mordercą też pochodzi od kobiet, niektóre z moich partnerek interesowały się tym tematem, zbierały książki i naukowe rozprawy na temat morderstw i morderców. Być może to więcej mówi o mnie niż o nich, nie wiem... I rzeczywiście, przygotowując się do filmu, zacząłem sprawdzać, jak to jest z kobietami: czy naprawdę kochają seryjnych zabójców? Okazało się, że tak, a przynajmniej wiele z nich nie odczuwa lęku przed takim uczuciem. Są mordercy, którzy siedząc za kratkami, prowadzą bogate życie towarzyskie: żenią się, miewają romanse, otrzymują płomienne listy. Co musi myśleć kobieta, że jest w stanie podążyć za kimś takim, związać się z nim?

Ale czy naprawdę uważa pan, że kobiety są tak... nierozważne, jak to pan ukazał w swoim najnowszym filmie?

Zawahała się pani przy słowie "nierozważne". Dlaczego?

Bo chciałam użyć słowa "głupie", ale uznałam, że to krzywdzące. I dla kobiet, i dla filmu.

Niepotrzebnie, choć w pewnym sensie ma pani rację. Kobiety mogły bywać nierozważne dwieście lat temu, teraz najczęściej są po prostu spektakularnie głupie. To się tyczy również mężczyzn. Ale nie o tym jest mój film.

To, że ukazuję w nim kobiety w dość określonej roli, niejako służebnej wobec dramaturgii, nie jest wynikiem rzekomego mizoginizmu, tylko wypływa ze scenariusza, z jego tematu. A także z moich obserwacji. Kobiety kochają złoczyńców. 

To pan nie jest mizoginem?

Nie! Kocham kobiety i przyjmuję je takimi, jakimi są. Nawet jeśli trafiłbym na głupią kobietę - podobnie jest z mężczyznami, założę się, że i pani spotykała idiotów, których przez moment darzyła pozytywnym uczuciem i nie była to litość - no i właśnie, jeśli zakochałbym się w mało rozgarniętej osobie, to trudno, nie zważałbym na jej iloraz inteligencji.

Przez większą część swojego życia spotykałem kobiety, które naprawdę były gotowe zrobić bardzo dużo dla uczucia. Niektóre wiele poświęciły, by poczuć się kochane przez mężczyznę. Choćby przez chwilę. Z moich obserwacji wynika, że właśnie kobiety częściej stać na kompromis, przymykają oko na przywary partnera, udają głupsze niż są, by móc pozostać w związku. A może są łatwowierne? Lub takie grają.

Tytułowy Jack pastwi się - nie tylko fizycznie, także psychicznie - nad każdą spotkaną kobietą. Trwają dyskusje, dlaczego zdecydował się pan pokazać okrucieństwo wprost, w takim dużym natężeniu?

Była pani kiedykolwiek zakochana? Ile razy, będąc w związkach, dostajemy sygnały ostrzegawcze, a mimo to trwamy w dziwnej relacji, pozwalając się krzywdzić i ranić? Jack działa podobnie ze swoimi dziewczynami, tyle że na większą skalę. Jest mordercą, a nie tylko... na przykład damskim bokserem. Od razu zaznaczę - nie pochwalam bicia i zabijania kobiet. Tak samo jak nie pochwalam bicia czy zabijania dzieci. Ale świat jest mrocznym i dziwnym miejscem. Dzieją się rzeczy, o których nie mamy pojęcia. Nie potrafimy wyjaśnić przyczyn wielu zjawisk. Zło po prostu jest w nas, rodzimy się z nim. Wystarczy pretekst do tego, by zostało uruchomione. Nie zawsze można znaleźć okoliczności łagodzące dla zbrodni. Tak jak dobro nie wymaga usprawiedliwienia czy kontekstu, tak samo zło może istnieć bez wyraźnej przyczyny. Po prostu jest. Składa się na koloryt świata. Gdybym tego nie pokazał dobitnie, czy zrobiłoby na kimkolwiek wrażenie?

Lars von Trier (fot. Siebbi / wikimedia.org / CC BY 3.0)
Lars von Trier (fot. Siebbi / wikimedia.org / CC BY 3.0)

Nie wiem, ale przecież są filmy, w których okrucieństwo jest jedynie zaakcentowane, a przez to bardzo wymowne.

Jestem innego zdania. Czy ktokolwiek przejmuje się losem zwierząt zabijanych po to, by człowiek miał co jeść? A jak w sieci pojawi się filmik o obdzieraniu świni ze skóry, to od razu uruchamiają się protesty, skargi, petycje. Ale nie mam złudzeń - ludzie płaczą nad sobą, nie nad tą świnią.

Okrucieństwo stanowi integralną część mojego filmu, tak samo jak wpisane jest w życie każdego z nas - na co dzień wolimy o tym nie pamiętać. Wypierać to. W kinie zdarza się, że za późno odwrócimy wzrok od ekranu. Wtedy po seansie pojawia się złość, bo zdajemy sobie sprawę, że to, co w życiu uszło nam płazem, w kinie wróciło. Dopadło nas. Nie zdążyliśmy przymknąć oczu, patrzyliśmy do końca. Często z fascynacją. I po wszystkim jesteśmy przerażeni.

Panu też się to zdarza?

Ja jestem już stary, ale jedno wiem: wolę mój strach niż nieświadomość czy obojętność. Choć oczywiście mogę być w mniejszości.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Lars von Trier. Ur. 30.04.1956 r. w Kopenhadze reżyser i scenarzysta filmowy. Wraz z Thomasem Vinterbergiem zapoczątkował artystyczny manifest Dogma 95, w którym nawoływali do realizmu w kinie. Laureat Złotej Palmy na w Cannes w 2000 r. za film "Tańcząc w ciemnościach". 11 lat później organizatorzy tego festiwalu wyrzucili z niego reżysera za niewłaściwe komentarze na temat Hitlera podczas konferencji prasowej promującej film "Melancholia" [2011]. Autor takich obrazów jak: "Europa" [Nagroda Jury w Cannes w 1991 roku], "Przełamując fale" [Grand Prix festiwalu w Cannes w 1996 roku], "Idioci" [1998], "Dogville" [Najlepszy europejski reżyser roku 2003 roku], "Antychryst" [2009] i "Nimfomanka" [2013]. W 2014 r. przyznał się do wieloletniego uzależnienia od alkoholu i narkotyków. Zmagał się również z depresją i aerofobią. Jego najnowszy film "Dom, który zbudował Jack" wchodzi do kin 18 stycznia. 

Anna Serdiukow. Absolwentka Instytutu Dziennikarstwa i Laboratorium Reportażu na Uniwersytecie Warszawskim i Gender Studies na Uniwersytecie Jagiellońskim. Publikuje m.in. w: "Zwierciadle", "Harper's Bazaar", "Wysokich Obcasach Extra", "Magazynie Filmowym SFP" i "FilmPro". Propaguje kino artystyczne - w warszawskiej klubokawiarni Znajomi Znajomych prowadzi autorski cykl filmowy "Nie znajdziesz tego na torrentach". Konsultuje scenariusze filmowe, m.in. wielokrotnie nagradzany w Polsce i za granicą film "Płynące wieżowce" Tomasza Wasilewskiego. Od trzech lat dyrektor artystyczna Festiwalu Cinergia. Forum Kina Europejskiego w Łodzi. Współautorka albumu "Andrzej Wajda. Ostatni romantyk polskiego kina".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (35)
Zaloguj się
  • grulciu

    Oceniono 6 razy 6

    Zrobił ,,Przełamując fale" i ,,Dogville". Za to dla mnie jest wielki - bez względu na to co mówił i zrobił potem.

  • farsizm

    Oceniono 12 razy 4

    "Ale nie mam złudzeń - ludzie płaczą nad sobą, nie nad tą świnią."

    Lars powinien mieć chociaż złudzenia. Empatia, neurony lustrzane... jesteśmy trochę tym co widzimy, więc nie zgadzam się z Larsem. Zresztą, kto się z nim zgadza? "Melancholia" podobała mi się, ale to nie była jego typowa produkcja.

  • raz1dwa2trzy3

    Oceniono 9 razy 3

    Lars tworząc film, opowiada o przeżywaniu świata, jakim go widzi i odczuwa w okresie tworzenia obrazu. Jest podsumowaniem, konkluzją jego doznań.
    To metafory, nie fascynacja kreowaną na potrzebę dzieła artystycznego, sytuacją porównywalną z jakąkolwiek prawdziwie doznaną.
    Nie oglądnę tego filmu ze względu na sceny zbyt dosłownie przedstawiające przeważającą ludzką naturę. Choć zgadzam się z Larsem, że człowiek, to nieustanne przykrywanie dobrem, pierwotnego zła. Prawie zawsze dobra jest za mało, by zasłonić mroczność natury człowieka.
    Jednak Melancholia, dopełniana dojmującą melodią z Tristana i Izoldy, długo jeszcze będzie zmuszać do odpowiedzi na pytanie, jak ważna jest istota życia i czy w tym pytaniu, nie ukrywa się inne pytanie, o byt i utratę przywileju wartości.

  • vanlig

    Oceniono 7 razy 3

    Widziałem reklamę tego filmu - wystarczy, na film na pewno nie pójdę. To Larsowi von Trierowi pozwoli jeszcze bardziej przywrócić wiarę w ludzi. Nie rozumiem, jak twórca ,,Przełamując fale" i ,,Dogville" może zrobić coś takiego. Niby recenzja filmu bez jego obejrzenia jest bez sensu, ale nie mam siły tego oglądać.

  • ddstntk

    Oceniono 1 raz 1

    Von Trier postawił się w o tyle trudnej sytuacji, że postawa, z którą chce podjąć polemikę jednocześnie wypędza ludzi z kina albo "zamyka" ich i utwierdza w statnowisku, że "hej, koleś, jednak nie wszystko wypada pokazywać, koleś, ej". I na końcu nie ma z kim dyskutować - o wolności sztuki, o brudnych fascynacjach, o sytuacji kobiet i mężczyzn w społeczeństwie. Ja w "Jacku" widzę - może odrobinę niezręczną i prostą - wykładnię własnych poglądów, kontrowersyjnych i dla niektórych odrzucających, ale poglądów, do których ma prawo i które tak na prawdę nie są w gruncie złe. Biorąc pod uwagę dziwny ogólny strach przed takimi zagadnieniami, które skutecznie hamują wykształcenie poglądów na tematy nazizmu czy aktu morderstwa, stanowisko Larsa jest i tak nieźle ukształtowane i dojrzałe. Jak mówił, w każdym tkwi mały naziol i należy go filtrować kategoriami dobra i zła, można go nawet zdusić, zadusić, zabić, ale nie ma nic złego w przyznawaniu się i dyskusji na temat swoich demonów. On nie jest chłopcem z dobrego środowiska, który postanawia walczyć o czystość rasy i maszeruje z flagą falangi, a bardziej chłopcem ze środowiska, któremu może i nieobca jest duma białej rasy, ale który świadomie i bez jakiejś dziwnej narzuconej krępacji podejmuje się zrozumienia i wytłumaczenia naturalnych dla siebie postaw. Parafrazując jego niesławną wypowiedź:
    What can I say? I understand von Trier, I think he did some wrong things, yes, absolutely, but I can see him sitting in his house in the end.

  • powiemtylkoraz

    Oceniono 1 raz 1

    to nieprawda, że "rodzimy się ze złem" - bardzo płytka obserwacja....

  • arwena2010

    0

    film jest obrzydliwy. Scena gdy dzieciak obcina kaczce jedną nogę by zobaczyć jak sobie poradzi w wodzie jest przykładem.. OB-RZY-DLI-WE

  • filosem

    Oceniono 12 razy 0

    Ten facet realizuje swoje fantazje. Niespełnione w rzeczywistości, wiec choć na ekranie sobie folguje. Straszne to

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX