Paweł Adamowicz podczas Finały WOŚP w Gdańsku. Chwilę później został ugodzony nożem prze Stefana W.

Paweł Adamowicz podczas Finały WOŚP w Gdańsku. Chwilę później został ugodzony nożem prze Stefana W. (fot: Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Psychiatra: Nie ma w Polsce przepisu, który regulowałby postępowanie w przypadku takich osób jak Stefan W.

Stefan W., był leczony psychiatrycznie. Jak podała Wirtualna Polska, miał zdiagnozowaną schizofrenię. Wyszedł z więzienia 8 grudnia. Był zobowiązany do dalszego leczenia po zakończeniu kary, ale je przerwał. 13 stycznia, niewiele ponad miesiąc po wyjściu na wolność, dostał się na scenę, na której stał prezydent Paweł Adamowicz i dźgnął go wielokrotnie nożem. Prezydent następnego dnia zmarł. Czy można było tego uniknąć? Rozmawiamy z psychiatrą sądowym, dr. n. med. Jerzym Pobochą.

Czy to możliwe, że Stefanem W., przestępcą ze zdiagnozowaną podczas pobytu w więzieniu chorobą psychiczną, państwo po prostu przestało się interesować po tym, jak wyszedł na wolność?

Tak. Nie ma w Polsce odpowiedniego przepisu, który regulowałby postępowanie w przypadku osób takich jak Stefan W. - ze względu na swoje skłonności przestępcze oraz zaburzenie psychiczne, mogących w przyszłości dopuścić się czynu o wyższej szkodliwości niż ten, za który zostali skazani.

W zakładzie karnym wszystko odbyło się prawidłowo - było rozpoznanie zaburzenia, wdrożono leczenie, mężczyzna otrzymał zalecenie do kontynuowania go po wyjściu z więzienia. I tyle.

Stefan W. podczas napadu
Fot. Policja

Zakład karny (fot: Agencja Gazeta)
Zakład karny (fot: Agencja Gazeta)

A Stefan W. leki odstawił.

Większość osób chorych na schizofrenię paranoidalną nie posiada tzw. krytycyzmu chorobowego, czyli nie wierzą, że są chore [o tym, że Stefan W. miał zdiagnozowaną schizofrenię poinformowała Wirtualna Polska, jest to informacja nieoficjalna - przyp. red.]. I gdy nie są pod stałą opieką, zazwyczaj po prostu przerywają leczenie. Z informacji przekazanych przez policję wynika, że Stefan W. jeszcze przez jakiś czas te leki brał. Mimo to już po miesiącu doszło u niego do nawrotu choroby. Podejrzewam, że mógł on zażyć dopalacz albo inny narkotyk, który wzmaga objawy schizofrenii.

Dlaczego nie zasądzono więc wobec niego jakiejkolwiek specjalnej kontroli, np. obowiązku wizyt w poradni zdrowia psychicznego?

Sąd nie może tego zrobić. Jest luka w prawie. Mamy Kodeks karny i ustawę o ochronie zdrowia psychicznego. Stefan W. odpowiadał na zasadach określonych w Kodeksie karnym, a ewentualne zalecenia co do leczenia psychiatrycznego obejmuje ustawa o ochronie zdrowia psychicznego, którą zajmują się zupełnie inne sądy. Na sali sądowej dochodzi do takich sytuacji: prawnicy podnoszą larum, że danego człowieka po prostu należałoby leczyć, a wypuszcza się go na wolność bez żadnego nadzoru, na co sędziowie odpowiadają: my się tym zajmujemy, to nie jest sprawa karna.

Dochodzi też do innych patologii. Sąd na przykład orzeka, że osoba, która popełniła przestępstwo przeciwko zdrowiu i życiu, jest niepoczytalna i istnieje wysokie ryzyko, że znów dopuści się podobnego przestępstwa, więc w związku z tym podejmuje decyzję o umieszczeniu jej w szpitalu psychiatrycznym. Ale w polskim wymiarze sprawiedliwości działa to tak, że zanim taki wyrok się uprawomocni, zanim ten chory odwoła się do wyższej instancji, zanim znajdzie się w szpitalu miejsce, może minąć kolejne pół roku. Albo i więcej. W tym czasie człowiek stwarzający zagrożenie przez cały czas jest na wolności.

Mieliśmy taką sprawę w Szczecinie w 2007 roku. Mąż, który cierpiał na zespół urojeniowy, zgodnie z decyzją sądu miał trafić do zakładu psychiatrycznego. Po 1,5 roku zamordował swoją żonę. Córka ofiary i mordercy złożyła w zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez przedstawicieli Krajowej Komisji Psychiatrycznej, policji, sądu i szpitala psychiatrycznego. Wszyscy oni mieli nie dopełnić obowiązków służbowych. Sprawę umorzono. Uznano, że wszystko zostało zrobione zgodnie z przepisami.

Nie ma w Polsce odpowiedniego przepisu, który regulowałby postępowanie w przypadku osób takich, jak Stefan W. (fot: Agencja Gazeta)
Nie ma w Polsce odpowiedniego przepisu, który regulowałby postępowanie w przypadku osób takich, jak Stefan W. (fot: Agencja Gazeta)

Nie można było wydać takiego orzeczenia wobec Stefana W.?

Nie, bo nie było danych, że bezpośrednio zagraża on życiu lub zdrowiu swojemu lub innej osoby (art. 23 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego). Nie zgłoszono też, że przerwanie leczenia spowoduje pogorszenie stanu jego zdrowia (art. 29 ustawy). W obu przypadkach taki wniosek zgłasza rodzina. Co ważne, postępowanie w tym drugim przypadku trwa około roku!

Czy przekonanie, że Stefan W. może dopuścić się zabójstwa wyłącznie na podstawie tego, że wcześniej dokonał rozbojów - napadał na banki - nie byłoby na wyrost?

Zawsze pojawią się głosy wśród prawników, że zakładanie takiego scenariusza i tym samym wdrażanie wobec takiej osoby wzmożonej kontroli, jest ograniczaniem jej wolności. Ale jeśli nie chcemy, żeby w dalszym ciągu dochodziło do takich zdarzeń, jak z prezydentem Adamowiczem, należy wprowadzić przepisy, które stawiałyby bezpieczeństwo społeczeństwa ponad wolnością jednego człowieka. Przepisów ograniczających wolność jest wiele, między innymi dotyczy to regulacji prawnych na wypadek epidemii, więc my jesteśmy do nich przyzwyczajeni. Należałoby więc wykazać jakąś dozę elastyczności i przede wszystkim pragmatyzmu.

Co należałoby pańskim zdaniem zrobić?

Zmodyfikować ustawę o ochronie zdrowia psychicznego pod kątem zapobiegania działaniom na tle kryminalnym albo stworzyć nową ustawę, tak jak to było w przypadku ustawy o bestiach, której przepisami objęto m.in. Mariusza Trynkiewicza. Osoby cierpiące na zaburzenie psychiczne i pozbawione krytycyzmu chorobowego powinny bezwzględnie podlegać przymusowemu leczeniu psychiatrycznemu po zwolnieniu z zakładu karnego.

Jak mogłoby to wyglądać w praktyce?

Gdy taka osoba opuszcza więzienie, ma obowiązek zgłoszenia się do poradni zdrowia psychicznego, gdzie będzie przyjmować leki pod kontrolą. Jeśli je odstawi, np. nie stawi się do poradni lub miejsca, gdzie powinna je przyjąć, zostaje zakwalifikowana do leczenia o wydłużonym działaniu - w przypadku schizofrenii są leki, których działanie utrzymuje się nawet do miesiąca po podaniu. Jeżeli i to leczenie chory przerwie, natychmiast jest umieszczany w szpitalu psychiatrycznym.

Szpital psychiatryczny (fot: Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)
Szpital psychiatryczny (fot: Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

Szpital neuropsychiatryczny w Lublinie (fot: Rafał Michałowski / Agencja Gazeta)
Szpital neuropsychiatryczny w Lublinie (fot: Rafał Michałowski / Agencja Gazeta)

Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, odwołując do sprawy Stefana W., wystąpiło "przeciwko próbom utożsamiania przemocy i zbrodni z zaburzeniami psychicznymi".

Według statystyk chorzy na schizofrenię nie popełniają przestępstw częściej niż ludzie zdrowi. Natomiast różnica polega na tym, że częściej popełniają przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, ponieważ mają osłabione hamulce moralno-etyczne. Ta choroba upośledza m.in. uczuciowość wyższą. Niekiedy więc zabicie innego człowieka dla takiej osoby nie jest większym problemem. Dwadzieścia lat temu wydawałem opinię w sprawie, w której syn zabił matkę i dwie siostry jednym ciągiem, zajęło mu to pięć minut. W innej sprawie syn zabił ojca, a na pytanie, dlaczego to zrobił, odpowiedział, że "chwasty trzeba plenić". Są to jednak odosobnione przypadki. Nie należy się bać osób chorych psychicznie. Ale trzeba dbać o to, by podejmowały leczenie.

Jak kwestia sprawowania kontroli nad osobami w sytuacji Stefana W. wygląda w innych krajach?

Najlepiej jest to moim zdaniem rozwiązane w Holandii, gdzie funkcjonuje bardzo rozbudowany system monitorowania chorego po zwolnieniu z zakładu karnego. W Anglii na przykład takim osobom przydzielony jest specjalny opiekun. Oczywiście, biorąc pod uwagę polskie realia, takie rozwiązania byłyby zbyt kosztowne. Należałoby więc ograniczyć opiekę do poradni zdrowia psychicznego, ewentualnie przydzielić takiej osobie kuratora sądowego. Można pomyśleć też o przepisie, który pociągałby do odpowiedzialności rodziny lub opiekuna prawnego osoby chorej w sytuacji, w której przestaliby oni sprawować nadzór nad jej leczeniem. Często jest tak, że rodziny nie dają chorym leków, bo chcą, aby trafili oni do szpitala psychiatrycznego. Bo tak jest taniej.

Lublin. Wyremontowany i dofinansowany Szpital Neuropsychiatryczny w Abramowicach (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)
Lublin. Wyremontowany i dofinansowany Szpital Neuropsychiatryczny w Abramowicach (fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Zostanie uznany za niepoczytalnego?

Najprawdopodobniej tak. Jeżeli biegli uznają, że może stanowić zagrożenie, zostanie wobec niego użyty środek zabezpieczający i trafi do Regionalnego Ośrodka Psychiatrii Sądowej - jednego z dwóch, które mamy w Polsce. Odkąd istnieją, jeszcze nikomu nie udało się z nich uciec. Są lepiej strzeżone niż więzienia.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (50)
Zaloguj się
  • snacksmile

    Oceniono 13 razy 9

    Jestem zwolennikiem wprowadzenia profilaktyki zdrowia psychicznego do systemu szkolnictwa i monitorowania populacji dzieci pod tym względem, jak też obejmowania pomocą psychologiczną lub psychiatryczną w odpowiednich przypadkach. Systematyczne odwiedziny całych klas uczniów u higienistki czy stomatologa są (lub były do niedawna) standardem i nie wzbudzały kontrowersji. Dlaczego nie miałoby być takich, obowiązkowych odwiedzin w poradniach psychologiczno-pedagogicznych podczas kolejnych etapów kształcenia? Oczywiście przy zachowaniu wszelkich standardów, a więc również konsultacji indywidualnych i diagnozą objętą tajemnicą zawodową.

  • czarna_zoska

    Oceniono 12 razy 8

    Kolejna zaniedbana strefa. Nie ma przepisow o nierokujacych więznach, nie bylo przepisow o escape roomach, nie bylo przepisow by uprzedzic harcerzy o nawalnicy. Czy nie na tym polega rola ministra? By wyprzedzic i zapobiec zagrozeniom?

  • snacksmile

    Oceniono 8 razy 6

    Chciałbym tu jeszcze zauważyć, że wielu dziennikarzy od kilku dni poświęca dużo krytycznej uwagi w swoich tekstach tematowi „agresywnej debaty publicznej”. Wszyscy już w zasadzie obecnie, jakby nakręceni, mówią o tym, zrzucając niemal całą winę za feralne wydarzenie polityczne na „jakość debaty” tak, że odbiorcy również wydają się przekonani, iż gdyby nie debata, to ten chory człowiek nie byłby przecież zdolny do takiej, agresywnej inicjatywy!
    Tyle tylko, że do agresywnych zamachów - poważnych i częstych dochodziło w krajach, którym dziennikarze bynajmniej nie zarzucają „agresywnej debaty”. Pamiętamy chyba chociażby atak Breivika.
    Rozumiem dobre intencje tych dziennikarzy. Niemniej może to być utopienie pewnych problemów w powodzi narzekania. Natomiast bardziej prawdopodobne wydaje się, że zamachowcy byli raczej zmanipulowani niż „nakręcani” debatą.

  • Jożin Bażin

    Oceniono 5 razy 5

    Nikogo nie można wyleczyć na siłę, ale w jakieś sensownej resocjalizacji, terapeuta , można budować współpracę z osadzonym w więzieniu czlowiekiem, a nie zostawiać go samotnego, z jego szaleństwem w głowie i poczuciu krzywdy, że siedzi niewinnie ,a wszyscy sędziowie to sami są bezkarnymi oszustami i zlodziejami, o czym mógł się utwierdzać sącząc dostępne w wiezienu media. Traktowanie więźnia , jako nic nie wartego człowieka, na którym prawo powinno się zemścić, prowadzi do takich właśnie tragedii.

  • gggrrr

    Oceniono 7 razy 5

    Niestety chyba tak jest-jeśli chory nie wyraża zgody, nie można go umieścić w szpitalu psychiatrycznym.A chory na przykład: bardzo cierpi,albo zagraża innym,albo zagraża sobie ,a pomimo to nie jest hospitalizowany.Trzeba zmienić
    jak najszybciej się da przepisy,bo osób potrzebujących natychmiastowej pomocy jest bardzo wiele.Najgorsze są tragedie ,jak ta w Gdańsku.To nie powinno się wydarzyć.A ile jeszcze chodzi koło nas "tykających bomb" nie wiemy.Ale wiemy ,że one są .Na pewno.I najważniejsze-Rodzinom chorych i Im samym należy się jak najwyższe współczucie, a nie bezduszność .I POMOC.

  • kieszonkowiec12

    Oceniono 6 razy 4

    Na co czeka więc min, Ziobro? Może czas zająć się tą luką prawną? Ale on woli dawać dłuższe wyroki. podczas których niewiele się pracuje nad skazanym. Nie tędy droga, bo taki skazany znów popełnia zbrodnię i staje się recydywistą. Strata dla społeczeństwa i państwa.

  • nessie-jp

    Oceniono 20 razy 4

    "Często jest tak, że rodziny nie dają chorym leków" -- naprawdę? Często? To znaczy jak często? Ile takich udowodnionych przypadków spotkał pan doktor? Jaki procent rodzin pacjentów uniemożliwia im przyjmowanie leków? Bo rozumiem, że jakiś ogromny, skoro "często"? Pan doktor nie boi się szczuć na rodziny osób chorych? Uważa, że rodziny chorych mają jeszcze mało zgryzoty i udręk? Że osoba chora nie zagraża przede wszystkim najbliższym, rodzinie?

    Brawo. Jakby ktoś pytał, dlaczego w Polsce źle się dzieje w ochronie zdrowia psychicznego, to ten pan "doktor" jest fenomenalnym przykładem.

  • glinda53

    Oceniono 3 razy 3

    Sprawa luk, niedopracowan w polskim prawie to rzecz nagminna ,porownalam niegrzecznie w jednym z moich komentarzy do papieru toaletowego ,bo jak inaczej mozna wykorzystac wylacznie do podtarcia pupy .Prawnikow od cholery i troche niech opracuja cos wreszcie madrego wtedy nie bedzie problemow w tym wypadku lekarz -sad-pacjent- jest to mozliwe,ale komus musi sie chciec nie kupy ale solidnych rozwiazan, gdzie nie trzeba calej armi ludzi do jej pozytywnego zalatwienia.

  • normalny1977

    Oceniono 9 razy 3

    No i tu mamy idiotyzmy Polskiego leczenia psychatrycznego i jego wolności. W Polsce nie ma szans na umieszczenie kogoś w klinice psychatrycznej jeśli pacjent się nie zgodzi. No chyba że kogoś pobije lub targnie się na swoje życie. Inaczej nie ma szans. Możesz być mężem, synem, ojcem osoby chorej psychicznie możesz opowiadać nie bierze leków, szleje g.... to lekaży obchodzi musi się zgodzić na leczenie. Tak było w tym wypadku matka doskonale wiedziała że syn jest chory chciała go umieścić w szpitalu ale syn się nie zgodził. Resztę już znamy. Co do służby więziennej. Miejscem schizofrenika nie jest więzienie lecz szpital a faszerowanie lekami i trzymanie schizofrenika w więzieniu nie jest leczeniem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX