Anna Małgorzata Czarnecka

Anna Małgorzata Czarnecka (Archiwum prywatne)

młoda polska

"Nauka jest trochę jak kryminał. A ja lubię szukać 'trupów w szafie'". Dla Anny Czarneckiej każdy pacjent jest zagadką

Niektórzy, żeby podnieść sobie poziom adrenaliny, muszą skakać na bungee, wyjechać do Indii albo łyknąć ecstasy. Ja po moje "ecstasy" chodzę do pracy - mówi dr Czarnecka, która łączy leczenie pacjentów z badaniem komórek macierzystych nowotworów. Szef Anny mówi o niej: - Należy do najlepszych fachowców w zakresie skojarzonego leczenia mięsaków i czerniaków w Europie.

Cykl "Młoda Polska" poświęcony jest Polkom i Polakom, których podziwiamy i którym chcemy kibicować. Kolejne sylwetki publikujemy w każdy wtorek. Oto nasi wcześniejsi bohaterowie:

Ada stworzyła symbol obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości. "Wiedziałam, że Warszawa zacznie płonąć"

Bogusławski to teraz gorące nazwisko w świecie mody. Wielu chce z nim współpracować, ale niewielu ma okazję

"Jeśli przyjdzie minister, który wprowadzi ochronę środowiska do szkół, to pierwsza postawię mu pomnik"

IMIĘ: Anna Małgorzata

NAZWISKO: Czarnecka

DYSCYPLINA: nauki medyczne

WIEK: 36 lat

OSIĄGNIĘCIA: badaczka komórek macierzystych nowotworów, współtwórczyni 89 publikacji w międzynarodowych czasopismach specjalistycznych, autorka opracowań dotyczących klinicznych i molekularnych markerów skuteczności leczenia raka nerki inhibitorami kinaz tyrozynowych.

***

Dr hab. Anna Czarnecka pracuje od 200 do 300 godzin miesięcznie. Sypia po siedem, osiem godzin na dobę, chyba że akurat ma dyżur w szpitalu, w Centrum Onkologii - Instytucie im. Marii Skłodowskiej Curie w Warszawie. Tam od 7.30 do 15.05 leczy pacjentów i zajmuje się pracą badawczą. Po dyżurze pracuje w laboratorium w Polskiej Akademii Nauk i prowadzi badania molekularne. Wraz z zespołem badała komórki macierzyste raka nerki w Laboratorium Onkologii Molekularnej przy Klinice Onkologii Wojskowego Instytutu Medycznego.

Anna Małgorzata Czarnecka (fot: archiwum prywatne)
Anna Małgorzata Czarnecka (fot: archiwum prywatne)

- Poszukiwaliśmy komórek, które odpowiadają za to, dlaczego rak nerki w ogóle powstaje oraz dlaczego powoduje przerzuty i nie odpowiada na terapię - tłumaczy dr Czarnecka. - Opracowaliśmy charakterystykę tych komórek, która wcześniej nie była znana, oraz metodologię pracy z nimi. Zbadanie tych procesów było naszym głównym osiągnięciem. Komórki takie w przyszłości mogą i powinny stać się celem terapii. Wymaga to jednak dalszych badań.

Strażnik genomu

Nowotworami, a szczególnie genem TP53, nazywanym "strażnikiem genomu", który chroni organizm przed powstawaniem komórek nowotworowych, zainteresowała się w wieku 15 lat. Już wtedy wręcz pochłaniała podręczniki dla studentów.

- Nie była typową kujonką, która siedziała jak cicha myszka z nosem w książkach i nie miała innego życia - mówi jej koleżanka z liceum. - Po prostu umiała przyswoić bardzo dużo wiedzy, ale nie było to rycie na pamięć, a potem recytowanie. Sama dochodziła do pewnych rzeczy i podsuwała niestandardowe rozwiązania. Poza tym była zafascynowana naszą nauczycielką biologii, która wszystkim jawiła się jako postrach szkoły, bo była niezwykle surowa i zimna. A Ania, mam wrażenie, była jej fanką i pewnie dzięki niej zwyciężała olimpiady biologiczne. Co na to Anna? Po prostu odpowiadało jej, że nauczycielka była wymagająca. - Sama taka jestem i cenię takie osoby - twierdzi.

Zainteresowanie genetyką zaowocowało wyborem pierwszych studiów na MISMaPie, czyli w Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Matematyczno-Przyrodniczych. Jako wiodący kierunek Anna wybrała biotechnologię ze specjalizacją biologia molekularna. Na drugim roku równolegle zaczęła studiować medycynę. - Biotechnologia była znacznie trudniejszym kierunkiem niż medycyna, to studia bardziej złożone i wymagające - mówi. - Studia medyczne uczą systematyczności. Jeśli dobrze przyswoisz materiał, potem to procentuje. Uważam, że medycyna jest prostym kierunkiem, bo przedmioty łączą i wiążą się ze sobą, wynikają z siebie. Na biotechnologii było dokładnie odwrotnie.

Z dyplomem magistra biotechnologii i perspektywą jeszcze trzech lat medycyny rozpoczęła studia doktoranckie na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym w Studium Medycyny Molekularnej. Doktorat pod opieką Prof. Ewy Bartnik napisała na temat raka piersi, sromu, endometrium i krtani jako chorób mitochondrialnych, czyli o tym, jak zaburzenie jednej ze struktur komórkowych wpływa na to, że nowotwór zaczyna się rozwijać. - Dzieje się to m.in. w wyniku obecności odziedziczonych po matce wariantów genów mitochondrialnych, a nie tylko mutacji nabywanych w czasie życia człowieka - opowiada dr Czarnecka. - Czyli, mówiąc prościej, albo mamy "dobrą urodę" i nie będziemy mieć raka, czy też ryzyko zachorowania jest niskie, albo jesteśmy pechowcami i charakteryzujemy się większymi predyspozycjami do zachorowania, bo genom nosimy w sobie.

Anna Małgorzata Czarnecka bada komórki macierzyste nowotworów (fot: archiwum prywatne)
Anna Małgorzata Czarnecka bada komórki macierzyste nowotworów (fot: archiwum prywatne)

Nowotworami, a szczególnie genem TP53, zainteresowała się w wieku 15 lat (fot: archiwum prywatne)
Nowotworami, a szczególnie genem TP53, zainteresowała się w wieku 15 lat (fot: archiwum prywatne)

Badania do doktoratu robiła m.in. w Stanach Zjednoczonych na Emory School of Medicine, w trakcie stypendium Fulbrighta, który jest jednym z największych programów wymiany naukowej i akademickiej pomiędzy USA a innymi krajami. Jej mentorem i opiekunem był prof. John Petros, jeden z odkrywców PSA, czyli enzymu, którego poziom bada się mężczyznom, chcąc stwierdzić lub wykluczyć chorobę prostaty. - Laboratorium Profesora Petrosa było dobrą jednostką z doskonałym intelektualnie zespołem - wspomina Czarnecka. - Ale też nie przyjęłam wiadomości o otrzymaniu stypendium Fulbrighta z zaskoczeniem. Na tyle dobrze oceniam siebie i znam konkurencję, że wiem, że mając ileś publikacji i innych osiągnięć, jestem w stanie dostać grant. Więc byłam zadowolona, że nie przegrałam, bo to stypendium było mi potrzebne do zdobycia kolejnego stopnia naukowego. Po prostu skupiam się na realizowaniu planów.

"Trupy w szafie"

Komórki nowotworowe są dla Anny Czarneckiej jak wciągające łamigłówki, które można rozrysowywać i zastanawiać się, co od czego zależy, łączyć nieoczywiste fakty, szukać podobieństw do innych chorób, doszukiwać się wpływów. - Nauka jest trochę jak kryminał, szukanie trupa w szafie. A ja lubię poszukiwać "trupów w szafie" - porównuje Czarnecka i dodaje, że także każdy pacjent jest dla niej zagadką do rozwiązania.

- Do pracy chodzę dla przyjemności, bo po prostu lubię to, co robię, to mnie ekscytuje - mówi. - Bywam bardzo zmęczona, bo w miesiącu przepracowuję w opiece nad chorymi i prowadząc badania więcej godzin niż przeciętnie inni ludzie. Dochodzą jeszcze do tego wyczerpujące dyżury lekarskie. Ale lubię stawiać sobie nowe wyzwania i źle bym się czuła, gdybym przestała to robić. Piszę nowe publikacje, tworzę kolejne projekty, ubiegam się o granty. Niektórzy, żeby podnieść sobie poziom adrenaliny, muszą skakać na bungee, wyjechać do Indii albo łyknąć ecstasy. Ja po moje "ecstasy" chodzę do pracy i nie potrzebuję dodatkowych stymulantów.

Zapytana o to, co jej pomaga w osiąganiu zawodowych celów, dr Czarnecka wymienia ambicję, konsekwencję, stanowczość, zdecydowanie i inteligencję. Przeszkadza jej nieco nerwowość, którą wywołują u niej niekompetencja, dwulicowość i powolność współpracowników. - Jak ktoś wolno pracuje, jest flegmatyczny, nie lubi zmian, wolno podejmuje decyzje, to ani nie jest dla mnie dobrym partnerem, ani ja dla takiej osoby, bo chcę, żeby rzeczy były załatwiane konkretnie i od razu - mówi. - Mając każdego dnia tak dużo do zrobienia, nie mam czasu na sączenie kawki i zastanawianie się, co dalej. Trzeba podjąć decyzję i działać. Wiem, że jestem surowym współpracownikiem i dużo wymagam od innych, ale również od siebie. I nie uważam, żeby to była wada. Mój obecny szef prof. Piotr Rutkowski z warszawskiego Centrum Onkologii traktuje mnie podobnie i bardzo dobrze się dogadujemy.

- To prawda, że wymagam dużo od pracowników, niezależnie od posiadanych stopni naukowych, ale nigdy nie odpuszczałem również sobie, bo tylko w ten sposób można stworzyć zmotywowany i spełniony zespół specjalistów - odpowiada prof. Rutkowski. I dodaje, że dr Anna Czarnecka znakomicie wpisała się w ten zespół jako naukowiec i lekarz: - Obecnie należy do najlepszych fachowców w zakresie skojarzonego leczenia mięsaków i czerniaków w Europie. Stanowi rzadki przykład lekarza, który łączy umiejętności kliniczne terapii chorych, w tym prowadzenia badań klinicznych, z talentem i głęboką wiedzą w zakresie badań podstawowych i translacyjnych w onkologii. Jest niezwykle aktywna i rzetelna. Prowadzi swoje laboratorium, przygotowuje granty naukowe, opiekuje się kołem studenckim i stymuluje młodych lekarzy rezydentów do badań naukowych, dzieląc się z nimi swoim warsztatem badawczym.

Badania do doktoratu robiła m.in. w Stanach Zjednoczonych na Emory School of Medicine, w trakcie stypendium Fulbrighta (fot: archiwum prywatne)
Badania do doktoratu robiła m.in. w Stanach Zjednoczonych na Emory School of Medicine, w trakcie stypendium Fulbrighta (fot: archiwum prywatne)

Komórki nowotworowe są dla Anny Czarneckiej jak wciągające łamigłówki (fot: archiwum prywatne)
Komórki nowotworowe są dla Anny Czarneckiej jak wciągające łamigłówki (fot: archiwum prywatne)

To profesor Rutkowski stworzył dr Czarneckiej możliwość łączenia pracy naukowej z pracą lekarza klinicysty. - Moim zdaniem profesor wyprzedza swoje czasy. Ma otwarty umysł. Potrafił dostrzec, że jest taka potrzeba i dał mi dzień w tygodniu na pracę naukową - mówi Czarnecka. - W Polsce nie ma mechanizmów, które wspierałyby takie rozwiązania, to nie jest codzienność w szpitalach. Każdy lekarz, który zrobił doktorat, zrobił go po godzinach. I najczęściej mu za to nie płacono. Ja miałam też to szczęście, że moje badania były wynagradzane dzięki różnym grantom - Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej czy Narodowego Centrum Nauki - których prowadziłam dużo, bo potrafię dobrze pisać wnioski, ale to jest rzadkość w tym środowisku, gdyż studia medyczne nie są zorientowane na nauki podstawowe.

"Ekonomia, głupcze"

Pracę naukową i wiążące się z nią odkrycia Czarnecka nazywa własnymi naukowymi "dziećmi". - To jest coś absolutnie mojego, coś, co pochodzi z mojego umysłu - cieszy się. - Ale czuję, że największe osiągnięcie mam jeszcze przed sobą. Wiem, że nie będę noblistką ani najlepszą naukowczynią na świecie, bo takie sukcesy mogą osiągać ludzie, którzy poza talentem, mają także duże pieniądze na prowadzenie badań. Jeśli pracuje się w Polsce, należy od razu wiedzieć, że nie będzie się najlepszym na świecie i nie frustrować się tym. Rzeczywistość jest taka, że możliwości finansowe polskich agencji badawczych, w stosunku do tych, jakie istnieją w Stanach Zjednoczonych czy nawet Chinach, są nieporównywalne, więc nie ma szans, żeby zajść tak daleko jak naukowcy z tych krajów. Należy więc po prostu starać się dobrze robić to, co można.

Dr Czarnecka, po latach pracy nad badaniem raka nerki, obecnie zajmuje się także mięsakami i czerniakami. Zafascynowała ją rzadkość ich występowania i to, że mało wiadomo o ich patogenezie, czyli mechanizmach powstawania. Przyczyną braku tych danych po części są niskie nakłady przemysłu farmaceutycznego na leki dla grupy pacjentów z takimi nowotworami. Powodem jest ekonomia. Grupa pacjentów z rakiem piersi czy jelita grubego jest znacznie większa niż tych dotkniętych czerniakiem czy mięsakami. Tym samym odbiorców leków na mięsaki jest znacznie mniej. Inwestowanie w nie nie opłaca się więc koncernom. A to przecież koncerny wspierają badania.

- Nie ma dużych dotacji na badania nad czerniakami czy mięsakami, bardzo mało wiemy o tych chorobach, szczególnie w porównaniu z pozostałymi typami nowotworów, czyli w dużej mierze badania i odkrycia ich dotyczące będą innowacyjne - mówi dr Czarnecka. - Będziemy mieć więc duże pole do popisu, a odkrycie nawet podstawowych procesów, które powodują, że te nowotwory powstają, jest niezwykle ciekawe.

Nina Harbuz. Przez 10 lat dziennikarka Polskiego Radia, gdzie prowadziła audycje o popkulturze i psychologii. Publikowała m.in. w National Geographic Traveler i Magazynie Coaching. Absolwentka Gender Studies w PAN. Studiuje psychoterapię w Laboratorium Psychoedukacji. Jest wolontariuszką w hospicjum i Centrum Praw Kobiet. Nominowana do nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej. Zdobyła Kilimandżaro.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (38)
Zaloguj się
  • javall

    Oceniono 24 razy 18

    Pani doktor imponuje mi nie tylko talentami i dotychczasowymi osiagnieciami, ale rowniez trzezwa ocena rzeczywistosci.
    To niestety rzadkie.

  • mywork

    Oceniono 26 razy 16

    To cud, że ta kobieta nadal chce pracować w Polsce! Każdy prestiżowy uniwersytet przyjął by ją przecież z otwartymi ramionami. Gratuluję sukcesów i myślę, że jeszcze większe przed Panią! A kto wie, moze i Nobel?

  • farcry3

    Oceniono 23 razy 15

    Zauważyłem, że kobity wykształcone nie są nabotoksowane, nie trzymają na zdjęciu ajfona w ręce, makijaż mają umiarkowany taki jak trzeba i nie robią głupich min .
    Oczywiście, że trzeba więcej przeznaczać pieniędzy na naukę a mniej na IPN, pomniki, muzea, ojdyra, KK . Dziś potężne państwa to nie te, co mają węgiel a te, co mają uniwersytety i naukowców .

  • jango33

    Oceniono 20 razy 14

    fajna babka

  • wyjadacz_parkietuf

    Oceniono 12 razy 10

    cytat: "- Do pracy chodzę dla przyjemności, bo po prostu lubię to, co robię, to mnie ekscytuje"
    Boże jak ja Pani zazdroszczę....

    Z wyrazami szacunku,
    niespełniony [...]

  • pd2016

    Oceniono 20 razy 10

    Przepraszam Panią za tupet, ale cieszę, że zaprzecza Pani opinii, iż Czarneccy to tylko Obatele...

  • togo13

    Oceniono 8 razy 6

    Zauważcie - dr. powiedziała, że możliwości badawcze są największe w USA i.... Chinach.Czyli tam największe pieniądze idą na badania naukowe. A u nas Polska Fundacja Narodowa dostaje 100 milionów PLN na co ? Na co wydaje pieniądze ? Jaki ma program ??

  • fajny_zajety

    Oceniono 22 razy 6

    W kazdej branży pracuje się teraz w zespołach. Przypisywanie sukcesów do jednej osoby jest lekko nie sprawiedliwe wobec kolegów z którymi współpracuje

  • flemming

    Oceniono 6 razy 4

    A w tym czasie dziewki Glapińskiego zarabiają za nic po 65 tys zł. A pasztetowa Krzyczy z trybuny sejmowej, że im sie to po prostu należy. Pani doktor głęboki ukłon, że też sie Pani chce w tym dzikim kraju. Mogłaby Pani sobie pląsać u Rzydzyka, chodzić na pielgrzymki do Częstochowy, budować kolejny kościół w Warszawie z P. Nyczem, a Pani zajmuje sie nauka i pomaga ludziom. Niebywałe.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX