Martyna przygląda się sprzętowi podarowanemu szpitalowi przez WOŚP, który uratował jej życie

Martyna przygląda się sprzętowi podarowanemu szpitalowi przez WOŚP, który uratował jej życie (fot. Agnieszka Żądło)

reportaż

"Mróweczka". Martyna, uratowana dzięki sprzętowi WOŚP jako wcześniak, jest szefową sztabu Orkiestry. Gramy #JedenDzieńDłużej

Dziecko waży 1650 gramów, dopiero się urodziło. Nie obchodzi go, które ugrupowanie popiera Owsiaka i kto nakleja sobie na ubranie czerwone serduszko. Nie interesuje go, czy na Woodstocku jest błoto ani ile trwa Światełko do Nieba. Nie mówi "siema". Na razie po prostu próbuje przeżyć.

W niedzielę 20 stycznia dokończymy na Gazeta.pl brutalnie przerwany 27. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Akcja #JedenDzieńDłużej będzie trwała przez cały dzień. Opiszemy jak wiele dobra Polacy w sobie mają i poprosimy Was o wpłaty na WOŚP. Więcej i link do wpłat na rzecz Orkiestry znajdziecie tutaj>>> Zachęcamy też do licytowania podarunków przekazanych nam specjalnie na tę akcję. Płaskorzeźby Gdańska od Danuty Hubner, którą dostała od zmarłego Pawła Adamowicza, pamiątkowej tajlandzkiej misy od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, książki z podpisem Władysława Bartoszewskiego od dziennikarki Gazeta.pl oraz ministerialnego pióra od Jarosława Gowina. Bądźmy dobrzy, bądźmy szczodrzy!

Rano pojawia się krwotok z dróg rodnych. Małgorzata jest przerażona.
To dopiero siódmy miesiąc ciąży. To nie tak miało wyglądać. Płacze, a jednocześnie próbuje wyrzucać z głowy najczarniejsze scenariusze. Jedzie do szpitala, od razu przyjmują ją na oddział i kładą na łóżku w sali operacyjnej.

Lekarze usypiają Małgorzatę i przeprowadzają cesarkę. O godzinie 12.20 rodzi się dziewczynka - malutka jak okruszek, waży 1650 gramów. Jest słaba, lekarze nawet nie mierzą jej wzrostu. Dostaje dwa punkty w skali Apgar (na 10 możliwych). Ma niewykształcone płuca, słabe napięcie mięśni, układ nerwowy ledwo reaguje na bodźce. Od razu trafia do inkubatora, a lekarz prowadzący, doktor Robert Paul, decyduje, że trzeba ją szybko przewieźć do lepiej wyposażonego szpitala do Łodzi, na oddział neonatologii.

Sprzęt przekazany przez WOŚP pracuje praktycznie na wszystkich oddziałach neonatologicznych w całej Polsce. (fot. Łukasz Cynalewski / AG)
Sprzęt przekazany przez WOŚP pracuje praktycznie na wszystkich oddziałach neonatologicznych w całej Polsce. (fot. Łukasz Cynalewski / AG)

Szybko wybudzają matkę. Mówią, że ma córkę, ale jej nie pokazują. Zresztą Małgorzata i tak jest oszołomiona po narkozie. Musi podpisać dokumenty, które pozwalają na transport dziewczynki do innego szpitala. Położne, zanim przyjedzie karetka, chrzczą dziecko wodą. Matka podaje imię: Martyna. Wybiera je naprędce. Imię "Martyna" pochodzi od męskiego "Marcin", z łaciny 'Martinus', 'należący do Marsa'. 'Martyna' to wojowniczka, ma dodać mocy córce. Dobrze się matce kojarzy, z silną córką przyjaciółki.

"Sporna" (Uniwersytecki Szpital Kliniczny na ulicy Spornej w Łodzi) wysyła do Zduńskiej Woli specjalistyczną, przeznaczoną dla wcześniaków karetkę. Z mnóstwem nowego sprzętu kupionego dzięki pieniądzom zebranym przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, co zostaje podkreślone czerwonym serduszkiem na białej karoserii. Jest wrzesień 1995 roku, takich karetek nie ma w Polsce wiele. Szpitalom brakuje pieniędzy, a Orkiestra gra dopiero od dwóch lat.

"Karmiłam, kiedy tylko chciała"

Małgorzata zostaje w szpitalu w Zduńskiej Woli. Odciąga pokarm laktatorem, potem w małych buteleczkach jest on transportowany do Martynki, do Łodzi. Po raz pierwszy widzi swoją córkę w dziesiątej dobie po porodzie. Nazywa ją czule "Mróweczką". Mówi: - Taka była chudziutka, malutka w inkubatorze. Łydkę miała jak mój kciuk. Rączki, nóżki jak patyki. Doktor ją wyjął, odwinął z becika, a ja bałam się jej dotknąć. Nie chciałam jej zrobić krzywdy.

Martyna urodziła się w siódmym miesiącu ciąży (fot. Agnieszka Żądło)
Martyna urodziła się w siódmym miesiącu ciąży (fot. Agnieszka Żądło)

Tata na pierwszy rzut oka nie może się nadziwić, jaka Martynka jest brzydka, chuda, jakie ma wielkie stopy na cienkich nóżkach. Dziadek stwierdza, że wnuczka te stopy to ma "jak podolski złodziej". Na środku jej czoła widać czerwone znamię zwane "całusem aniołka". Przez pierwsze dwa miesiące życia rodzina nie robi maleńkiej dziewczynce zdjęć. Boją się, choć jej stan zdrowia - jak mówią lekarze - stabilizuje się. Martynka coraz więcej je, przybiera na wadze, coraz lepsze są rokowania na przyszłość.

Kim będzie, jaka będzie? Te pytania pojawiają się na razie nieśmiało.

Lekarz pozwala Małgorzacie zostać na jeden weekend sam na sam w sali z córką. Matka karmi, przytula, głaszcze, mówi: moja kochana "Mróweczko", moje szczęście. W poniedziałek po ważeniu lekarz nie może się nadziwić wzrostowi parametrów. - Co pani zrobiła? - pyta. Małgorzata śmieje się: - Siedziałam tu sama, to co miałam robić? Co chwilę ją karmiłam, kiedy tylko chciała.

- Niech pani spojrzy na tego chłopca - pokazuje lekarz. - Urodził się w tym samym czasie co Martynka, ale prawie nikt go nie odwiedza, nie przytula. Jego stan zdrowia mało co się poprawia i pewnie taki już zostanie, z wieloma powikłaniami - smuci się lekarz.

W rodzinnym albumie, z Myszką Miki i psem Pluto na okładce, pojawiają się informacje o kolejnych wydarzeniach z życia Martynki: pierwsza kąpiel w domu, lista pierwszych gości, odcisk małej dłoni, data pojawienia się pierwszego zęba.

W 13. miesiącu życia Martyna waży już ponad osiem kilogramów i mierzy 78 centymetrów.

Album, w którym rodzina dokumentowała pierwsze miesiące życia Martyny (fot. Agnieszka Żądło)
Album, w którym rodzina dokumentowała pierwsze miesiące życia Martyny (fot. Agnieszka Żądło)

Zuch dziewczyna

Rodzice uczą ją, że trzeba być dobrym i pomagać innym, że trzeba się angażować, nie wolno pozostawać obojętnym na los słabszych. W wieku siedmiu lat dziewczynka wstępuje do zuchów, a potem, w czwartej klasie podstawówki, do harcerstwa. - Nie pamiętam, kiedy zaczęłam grać dla WOŚP-u, ale na pewno jako harcerka. Dla mnie to było takie naturalne. Najpierw chodziłam zbierać pieniądze z dorosłymi, bo nie mogłam nosić puszki. Potem kwestowałam już sama - opowiada Martyna Lodczyk.

W szafce do tej pory trzyma identyfikatory z niemal wszystkich finałów. Pierwszy jest z 2008 roku, kiedy jeszcze dane wolontariuszy uzupełniano ręcznie. Teraz wolontariusze sami wpisują informacje przez internetowy system, a potem są one weryfikowane w centrali fundacji w Warszawie. - Lubiłam i lubię tę energię, która pojawia się wtedy w ludziach - mówi Martyna.

W 2015 roku, przed 24. finałem, spełnia swoje marzenie: poznaje Jurka Owsiaka. Zostaje zaproszona do "Dzień Dobry TVN", nocują ją w hotelu Mercure w samym centrum Warszawy. Jest zachwycona, za chwilę zobaczy idola. W studiu przed wejściem na żywo Jurek ją zaczepia: "A, to ty?!". Potem, na wizji, opowiada jej: - Leżałaś w inkubatorze japońskim, więc powinnaś mieć jakieś japońskie wizje w swoim życiu. Zakup okazał się doskonały, bo ten sprzęt po dziś dzień pracuje. Można sobie wyobrazić, ile dzieci z niego skorzystało.

Martyna zaczęła grać dla WOŚP-u już w podstawówce (fot. Agnieszka Żądło)
Martyna zaczęła grać dla WOŚP-u już w podstawówce (fot. Agnieszka Żądło)

W 2017 roku Martyna, wówczas studentka psychologii na Uniwersytecie Łódzkim, zostaje szefową sztabu WOŚP w Zduńskiej Woli. Ma zarządzać około 200 wolontariuszami. Przygotowania zaczynają się w listopadzie. Martyna chce, żeby było pięknie na 25. jubileuszowy finał w styczniu. Trzeba pamiętać o ustaleniach z partnerami (na przykład z cukierniami, które dostarczają pączki wolontariuszom), o loteriach fantowych, o plakatach do rozwieszenia na mieście, o wszystkich atrakcjach. Każdy punkt imprezy musi być dopięty na ostatni guzik. - I tak zawsze coś nas zaskoczy. Tuż przed finałem doznałam olśnienia: nie mamy plastikowych miseczek, w których następnego dnia podamy żurek wolontariuszom. Dzwonię do Emilii, koleżanki ze sztabu: co robić, jak nakarmić dwieście osób bez talerzy? Kupiliśmy je za własne pieniądze - wspomina.

Martyna czuwa do trzeciej w nocy, do ostatniej minuty koncertu szantowego Męski Punkt Widzenia w B&B Biesiada. Kiedy sztab w Hufcu liczy pieniądze, Martyna przyjmuje raporty telefonicznie. Po finale jest wykończona. - Chciałam mieć nad wszystkim kontrolę, ale zamęczyłam tym sztab, nie pozwalałam ludziom na samodzielność, wpieprzałam się we wszystkie zadania. Mówi, że nie zamierza być szefową sztabu nigdy więcej.

"Wolność i swoboda"

Na wakacje, jak co roku, Martyna jedzie do Irlandii - do Shannon, gdzie mieszka jej tata. Już wcześniej przez telefon mówił jej, że nie najlepiej u niego ze zdrowiem. Ale to takie gadanie, narzekanie, myśli córka. Przyjechała: ten sam beżowy domek, w salonie ten sam skórzany fotel, na którym lubi siadać ojciec. Tylko tata jakby inny, wygląda na poważnie chorego.

Jest sierpniowy ranek, oboje wstają do pracy - ona do firmy cateringowej przy lotnisku, on do zakładu lakierniczego. Tata nie może oddychać, kłuje go w klatce piersiowej, prosi, żeby zadzwonić do jego przyjaciela. Przyjaciel wzywa pogotowie. Martyna jedzie z tatą karetką do szpitala. 15 sierpnia tata umiera.

Córka organizuje pogrzeb, to znaczy kremację zwłok i pożegnanie. Bardzo trudny czas, ale ona działa jak automat. Jakby wyłączyła uczucia, jakby zapomniała, ile ją łączyło z tatą. Pracownik domu pogrzebowego proponuje, żeby odtworzyć ważne dla zmarłego utwory w trakcie pożegnania w kaplicy krematorium. - Tata by chciał, żeby było wesoło - myśli Martyna, choć zastanawia się, jak zareagują najbliżsi.

W 2017 roku Martyna została szefową sztabu WOŚP w Zduńskiej Woli (fot. archiwum prywatne)
W 2017 roku Martyna została szefową sztabu WOŚP w Zduńskiej Woli (fot. archiwum prywatne)

Na wprowadzenie trumny leci "Narcyz się nazywam", w przerwie przemowy księdza - "Jedna na milion", a gdy zasłaniają trumnę kotarą - discopolowa "Wolność i swoboda", trzy ulubione piosenki taty. Martyna i jej koleżanka żartują ze smutnych żałobników: czy oni myślą, że są na pogrzebie? Przyjaciółka z WOŚP-u dzwoni i pyta: - Jak ci pomóc? Czegoś potrzebujesz? Martyna jest zaskoczona wsparciem. - Myślałam, że to tylko takie znajomości od kawy do kawy, od finału do finału. Wtedy zrozumiałam, że nie tylko.

Dla małych dzieci i bez focha

Rok później Martyna nie chce kandydować na szefową sztabu WOŚP w Zduńskiej Woli, ale też nikt ją o to nie prosi. Ambicja nie pozwala jej wrócić do szeregowych funkcji, chodzić z puszką albo liczyć pieniądze. - Czułam, że jestem już dalej i mogę więcej, a po śmierci taty zyskałam jeszcze większą siłę i niezależność - twierdzi Martyna. Na finał jedzie do Warszawy, do namiotu pod Pałac Kultury i Nauki, gdzie jest wolontariuszką Pokojowego Patrolu. To służba informacyjno-porządkowa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jej członkowie przechodzą specjalne szkolenia, a potem pomagają podczas finału w styczniu w Warszawie, ale też na Przystanku Woodstock, teraz nazywanego Pol'and'Rock Festiwal.

- Zawsze chciałam być w Pokojowych, pomagać również tam - mówi Martyna. - Przed osiemnastką tata i mama nie chcieli słyszeć o Woodstocku. Bo narkomani, błoto i inne okropne rzeczy, jakimi straszyli ich znajomi i sąsiedzi. Rodzice mówili tak, mimo że bardzo lubili Jurka i WOŚP i byli dumni, że jestem wolontariuszką. Na Przystanek mogłam pojechać po raz pierwszy dopiero, gdy byłam dorosła. Strasznie padało, przemarzłam do szpiku kości, ale bawiłam się świetnie. Tata potem chwalił się znajomym, że ma córkę, co była na Woodstocku, i wcale nie jest tam tak źle, jak się mówi.

Martyna Lodczyk (z lewej) z Jurkiem Owsiakiem i wolontariuszami WOŚP po finale w 2017 roku (fot. archiwum prywatne)
Martyna Lodczyk (z lewej) z Jurkiem Owsiakiem i wolontariuszami WOŚP po finale w 2017 roku (fot. archiwum prywatne)

Na następne dwie edycje Pol'and'Rock Festiwal Martyna jedzie już jak do pracy w Pokojowym Patrolu. - Niektórzy mnie pytają, po co się angażuję w wolontariat. Przecież nie dostaję za to pieniędzy, a tracę dużo wolnego czasu, energii. Ale nie umiem inaczej. Tak mnie wychowali rodzice - żeby pomagać. Wierzę w karmę, w powracające dobro. Może nie od razu wróci, ale kiedyś na pewno - mówi.

W tym roku nie było wielu chętnych na funkcję szefa sztabu w Zduńskiej Woli. Zdecydowała się startować, spróbować jeszcze raz. Wybrano ją przewagą jednego głosu. Tym razem oddelegowała zadania. - Wyciągnęłam wnioski z edycji sprzed dwóch lat, dojrzałam - mówi. - Teraz, jak ktoś dzwoni z miasta i pyta mnie o jakieś sprawy, dzwonię do osoby odpowiedzialnej za ten obszar. Nie da rady zrobić wszystkiego samemu. Na tym polega fenomen WOŚP-u: siła tkwi w ludziach.

Takie konkluzje pasują do tegorocznego hasła "Gramy dla dzieci małych i bez focha". Nie obrażamy się, robimy swoje, bez względu na polityczne wiatry. Tłumacząc ludziom: jeśli nie chcecie pomóc, to nie przeszkadzajcie. Celem zbiórki będzie zakup nowoczesnego sprzętu medycznego dla specjalistycznych szpitali dziecięcych. - Jak uda się w tym roku pobić rekord, będę szczęśliwa. Jak się nie uda pobić rekordu, też będę szczęśliwa - mówi ze spokojem Martyna.

Na ulicach Zduńskiej Woli wisi plakat z programem, który zaplanował sztab Martyny. Będą, jak co roku: kwesta uliczna, punkt krwiodawstwa, turniej squasha, zajęcia karate, zawody strzeleckie, oklejanie serduszkami Wośpmobilu, rejestracja dawców szpiku, parada motocyklowa, koncerty. - W tym roku mamy też "odgórną" zmianę. Światełko do Nieba po raz pierwszy będzie bez pokazu fajerwerków. Bałam się, jak to wyjdzie, zawsze miasto fundowało nam tę atrakcję, a lasery są jednak droższe. Miasto na szczęście dołożyło dodatkowy tysiąc złotych i będziemy mogli się cieszyć naszym laserowym Światełkiem bez straszenia zwierząt - opowiada Martyna.

W tym roku Martyna również będzie szefem sztabu WOŚP w Zduńskiej Woli (fot. Agnieszka Żądło)
W tym roku Martyna również będzie szefem sztabu WOŚP w Zduńskiej Woli (fot. Agnieszka Żądło)

"Czy mają państwo jakiś sprzęt z WOŚP-u?"

Duże podwórko w Zduńskiej Woli. Pani Małgorzata w kufajce i roboczych kozakach zgarnia łopatą śnieg. Mówi, że Martynka czeka na piętrze w domu. Rudowłosa, energiczna, rozgadana. W koszulce WOŚP-u, pod którą kryją się tatuaże, z kolczykiem w języku. Dzisiaj nosi rozmiar buta 37. Ma bardzo małą stopę jak na swój wzrost - 176 centymetrów. Już nie jak "podolski złodziej".

Jedziemy z Martyną do szpitala w Zduńskiej Woli. Tego, w którym się urodziła. Przy wejściu wisi duże neonowe serce z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy i napisem "Fundacja dziękuje wszystkim darczyńcom za zakup niezbędnego sprzętu". Robimy sobie selfie i idziemy na ostatnie piętro, na oddział ginekologiczno-położniczy i noworodkowy. - Myślisz, że nas wpuszczą? - powątpiewa Martyna.

Drzwi z pleksi są zamknięte, chroni je domofon. Wisi tu informacja o unijnym dofinansowaniu i karteczka: "Dzieciom wstęp wzbroniony". Na korytarzu - pusto. Martyna mówi, że od ostatniej afery, gdy rodzice oskarżyli szpital o śmierć noworodka, niewiele rodzin decyduje się na poród w Zduńskiej Woli.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagra w tym roku po raz 27. (fot. Franciszek Mazur / AG)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagra w tym roku po raz 27. (fot. Franciszek Mazur / AG)

Pukam kilka razy, może nawet za mocno. Otwiera nam pielęgniarka w niebieskim kitlu.

- Ta dziewczyna urodziła się u państwa - tłumaczę. - Chciałybyśmy zobaczyć, jak teraz wygląda oddział. Czy mają państwo jakiś sprzęt z WOŚP-u?

- Tak, mamy. Inkubator i respirator. Mogą panie zobaczyć.

- Dzisiaj nikt tu nie rodzi?

- Nie, dzisiaj bez porodów. Ostatni mieliśmy dwa dni temu. Doktor Paul rano zszedł właśnie z dyżuru.

- A wie pani, że to on odbierał mój poród? - ekscytuje się Martyna. - Cudowny lekarz! Ma prawie siedemdziesiąt lat, a w ogóle tego po nim nie widać. Chodziłam do niego jako nastolatka na wizyty.

Pielęgniarka uśmiecha się. Pokazuje nam cytrynowożółty pokój dla noworodków, a w nim sprzęt od WOŚP. Respirator to plątanina kabli ze stelażem i niebieską skrzynką. Biało-niebieski inkubator wygląda jak kapsuła kosmiczna z okrągłymi otworami i lampą nad nim.

- Ojej. Przez takie same dziurki w inkubatorze mama w szpitalu w Łodzi wsadzała ręce i próbowała mnie głaskać - wzrusza się Martyna.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Agnieszka Żądło. Dziennikarka i redaktorka, współpracuje m.in. z "Dużym Formatem" i "Polityką". Współautorka książek reporterskich i poetyckich ( "Światła małego miasta", "Ni zaciszna.", "Dopo il viaggio", "Grała w nas gra" i innych). Studentka Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka stypendium im. Leopolda Ungera. W 2017 roku nominowana do Grand Press w kategorii wywiad.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (50)
Zaloguj się
  • szk41

    Oceniono 22 razy 14

    W 1993 roku urodził się nasz syn. Nie był wcześniakiem ale tez wymagał inkubatora. W szpitalu klinicznym mieli już tzw. otwarty inkubator, który pomógł podtrzymywać funkcje . W drugiej dobie życia synek był operowany , miał wadę rozwojową. Dzisiaj ma 204 cm wzrostu i jest dobrym człowiekiem ....., serduszka zawsze były u nas, taka refleksja sentymentalna - nikt kto nie przeżył czegoś takiego nie wie..., a Martyns świetna dziewczyna !

  • bodzio24680

    Oceniono 19 razy 13

    Każdego roku obserwuję to szczucie na Orkiestrę i nie mogę wyjść ze zdumienia. Kim trzeba być, żeby tak hejtować? Jeżeli mam ochotę dać bezdomnemu parę złotych to daję i nie zastanawiam się, czy wyda na jedzenie, czy na alkohol. Jeżeli na 100 w ten sposób obdarowanych rzeczywiście pomogę jednemu, to warto. Jeżeli mam ochotę dać na Orkiestrę, to daję i nie przeszkadza mi, że przy tej ogromnej, trwającej de facto przez cały rok akcji parę osób zarobi na godne życie - pracują, to zarabiają, z czegoś przecież muszą się utrzymać. Moja przedwcześnie urodzona w 2001r. córka umarła, bo szpital nie dysponował odpowiednim sprzętem, żeby ją uratować. Kilka lat później, w tym samym szpitalu był sprzęt zakupiony przez Orkiestrę. Gram z Orkiestrą co roku - przed 2001r. i po. Pomagam ludziom również w inny sposób - jest bardzo dużo możliwości pomagania. Hejt na tych co pomagają świadczy o najgorszych instynktach.

  • lucek10

    Oceniono 20 razy 12

    Smutny dzień dla pisowskich mediów. Tydzień temu takie TVP PiS Info przez cały dzień ochoczo informowało o przebierańcach na korowodach, dzisiaj prowadzący ze spuszczonymi oczami informują o nagrodach ordynatu polowego, łowcy krokodyli w Australii, złodziejach u jubilera w Kluczborku. O akcji łączącej MILIONY Polaków nie mogą mówić. Cały dzień będą udawać, ze czegoś nie ma, wieczorem powiedzą coś w agresywnym tonie. Zgadłem?

  • krynolinka

    Oceniono 19 razy 11

    Wzruszające. I niech tak już zostanie. Nie przejmować się malkontentami, grać.

  • Łukasz K

    Oceniono 15 razy 9

    Ja się cały czas zastanawiam jakim to trzeba być idiota żeby nie wspierać takiej imprezy i jeszcze ja bojkotować ci Ludzie muszą mieć rozumki z epoki kamienia łupanego i zero empatii
    Pozdrawiam wszystkich normalnych i oby padł kolejny rekord

  • art-tu

    Oceniono 6 razy 6

    Brawo Mróweczko z mojej rodzinnej Zduni!

  • kierowca.bombowca

    Oceniono 8 razy 4

    Dobra zmiana rządzi już od trzech lat. Mają swoją prokuraturę i coraz częściej sędziów. Skoro jak twierdzą Owsiak jest nieuczciwy to dlaczego go nie oskarżą i nie wsadzą do więzienia? Ano dlatego, że nic na niego nie mają. Gdyby mieli Owsiak dawno by siedział, bo nie przepuścili by takiej okazji. Każdy może sobie sprawdzić sprawozdanie finansowe fundacji na stronie internetowej, bo fundacja ma obowiązek je robić i upubliczniać. W tym roku na pohybel pislamistom wpłaciłem na WOŚP dwa razy więcej niż przed rokiem. To moje pieniądze, uczciwie zarobione, więc mogę je wydać jak chcę. Nikt mnie nie zmusza do wpłacania na WOŚP robię to z własnej woli.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX