Koła Gospodyń Wiejskich mogą zgłaszać się po dofinansowania

Koła Gospodyń Wiejskich mogą zgłaszać się po dofinansowania (fot. Dawid Zuchowicz / AG)

społeczeństwo

"Kartofel w Pogwizdowie" ze wsparciem amerykańskiej fundacji. Koła gospodyń wiejskich wkraczają w nową epokę

Aktywistki kół gospodyń wiejskich potrafią nie tylko ubrać się na ludowo i dać gościom dobrze zjeść. Przed działaczkami stoją rozmaite zadania - od wspierania przedsiębiorczości kobiet do reprezentowania ich interesów przed władzami. Nowe dotacje dla wsi dają szansę na odmienianie losu ich mieszkanek, ale może też skończyć się na ulepieniu dodatkowych pierogów na festyn.

Koło ma bronić, koło ma radzić, koło pozostanie przy tym typowo babskie. Choć w urzędowych regulacjach nie zakazano płci brzydkiej wstępowania w szeregi gospodyń, fakty są takie, że faceci zwykle tego nie robią. Dr hab. Piotr Nowak z Uniwersytetu Jagiellońskiego, badacz socjologii obszarów wiejskich, podkreśla kobiecy charakter organizacji. - O ile spotykałem dziewczyny w ochotniczych strażach pożarnych, o tyle nie natknąłem się na mężczyznę w kole gospodyń - stwierdza.

Za sprawą ustawy, którą w grudniu podpisał prezydent Andrzej Duda, skromne koło gospodyń wiejskich (KGW), które liczy do 30 osób, dostanie 3 tys. zł rocznie. Gdy liczba członków wynosi od 31 do 75, kwota rośnie o tysiąc. Największe KGW dostaną po 5 tys. zł. Ustawa przewiduje szeroki zakres działań dofinansowywanych organizacji. Gospodynie mają krzewić kulturę regionalną, poprawiać warunki życia i pracy kobiet, a nawet prowadzić "działalność na rzecz wszechstronnego rozwoju obszarów wiejskich". Do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR), która rozdziela dotacje, do 28 grudnia zgłosiło się 4720 KGW.

KGW są odpowiedzialne za rozmaite konkursy kulinarne. Na zdjęciu konkurs 'Góralskie słodkości' zorganizowany przez KGW w Kościelisku w 2018 r. (fot. Marek Podmokły / AG)
KGW są odpowiedzialne za rozmaite konkursy kulinarne. Na zdjęciu konkurs 'Góralskie słodkości' zorganizowany przez KGW w Kościelisku w 2018 r. (fot. Marek Podmokły / AG)

Sformalizować i dofinansować

KGW pojawiły się pod koniec dziewiętnastego wieku. Organizacje te, jak podaje socjolog, nie były zakładane przez władze państwowe. Koła tworzyły zwykłe mieszkanki, choć udział w tym mieli też przedstawiciele lokalnych elit. - Po drugiej wojnie światowej komuniści włączyli KGW w system różnych organizacji, które były dystrybutorami rzadkich dóbr. W latach osiemdziesiątych kółka rolnicze dysponowały ciągnikami i maszynami. Były bardziej czymś dla mężczyzn. Obok funkcjonowały koła gospodyń, w których można było zaopatrzyć się na przykład w kurczęta i paszę - opisuje dr hab. Piotr Nowak.

Do zrzeszonych pań były adresowane różne szkolenia z zakresu higieny, zdrowia, racjonalnego prowadzenia domu. - Prowadzili je zawodowi doradcy. Kobiety zyskiwały też szansę na takie spotkania, które nie odbywałyby się w rodzinie czy kościele. W końcowym okresie PRL-u liczba osób w kołach przekroczyła milion. Wszystko to upadło w okresie przełomu - dodaje socjolog.

W odnowionej Rzeczpospolitej niektóre KGW przyjęły formy stowarzyszeń czy fundacji, inne współpracowały z kółkami rolniczymi. Jednak wiele aktywnych grup kobiecych na wsiach nie było podmiotami w urzędowym sensie. Funkcjonowały nieformalnie, co utrudniało zdobywanie środków na działalność. Nowa ustawa i rejestracja w ARiMR to coś dla tego grona działaczek. Mają teraz szansę na ekstraśrodki. Nie znaczy to jednak, iż dotąd takie gospodynie były - w finansowym sensie - gołe i bose. Radziły sobie.

- Koła gospodyń wiejskich współpracują przecież z radą sołecką, ochotniczą strażą pożarną, lokalnym klubem sportowym. Wszystkie te partnerskie organizacje mają jakieś budżety, więc można różne przedsięwzięcia organizować wspólnie - zauważa sołtys Małgorzata Krasoń, członkini KGW w Brzegach, która współpracuje z 17 innymi kołami w rejonie Wieliczki.

W końcowym okresie PRL-u liczba osób w kołach przekroczyła milion. Na zdjęciu działaczki Koła Gospodyń Wiejskich w Milęcinie, 1974 r. (fot. NAC)
W końcowym okresie PRL-u liczba osób w kołach przekroczyła milion. Na zdjęciu działaczki Koła Gospodyń Wiejskich w Milęcinie, 1974 r. (fot. NAC)

Choć da się działać bez formalności, kusi zdobycie oficjalnego statusu i dodatkowego finansowania. - Jest więc zainteresowanie. Rozdzwoniły się telefony, pada mnóstwo pytań - mówi Teresa Wąsik ze Świętokrzyskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Modliszewicach. - Pomoc rzędu kilku tysięcy złotych to szansa na zakup komputera czy sprzętu fotograficznego. Można też nabyć sporo kijków do nordic walking, a ta forma aktywności jest w kołach bardzo popularna.

- Koła mogą zarabiać na organizacji imprez, ale powinny też mieć możliwość otrzymywania dotacji. Przepisy, które upraszczają pozyskiwanie dofinansowania, uważam więc za zmiany w dobrym kierunku - ocenia Grażyna Piwowarska z Fundacji na rzecz Rozwoju Kultury Zagórzańskiej w Kasince Małej.

Kąski spożywcze i polityczne

- Sytuację kół gospodyń wiejskich należy widzieć w kontekście tego, co działo się z ochotniczymi strażami pożarnymi - przypomina dr hab. Piotr Nowak. - Ochotnicy, męska organizacja, od 1992 roku mieli zapewnione finansowanie. Strażacy byli bowiem kąskiem politycznym. Zwłaszcza dla PSL-u. Dotowanie OSP zwiększało szanse na to, że podczas wyborów dotujący dostanie głosy ochotników - stwierdza socjolog.

Ludowcy zdobywali przychylność druhów z OSP, PiS zjednuje sobie panie z KGW. - Nie dysponuję żadnymi badaniami na temat tego, jak nowy program pomocy dla kół wpłynie na ich poparcie dla rządzącej partii. Wszystko jednak wskazuje na to, że politycy mogą liczyć na wdzięczność gospodyń. To naturalna reakcja obdarowanego, który wcześniej niczego nie dostawał - dodaje.

Coś będzie można sfinansować, choć parę tysięcy raczej nie wystarczy na pokrycie kosztów wszystkich działań. Są one bardzo różnorodne, bo - jak podkreśla dr hab. Piotr Nowak - koła angażują się w praktyczne rozwiązywanie lokalnych problemów. - Choć w KGW często można spotkać starsze osoby, organizacje te nie przypominają miejskich uniwersytetów trzeciego wieku. Panie nie tylko chodzą do biblioteki, ale też potrafią zorganizować ludzi, aby posprzątali i urządzili plac przed tą biblioteką - zauważa badacz.

Premier Mateusz Morawiecki podczas spotkania z działaczkami Koła Gospodyń Wiejskich w Węgrzcach Wielkich, 18.09.2018 (fot. Jakub Włodek / AG)
Premier Mateusz Morawiecki podczas spotkania z działaczkami Koła Gospodyń Wiejskich w Węgrzcach Wielkich, 18.09.2018 (fot. Jakub Włodek / AG)

Małgorzata Krasoń wymienia aktywności kół ze swojej okolicy: - Reprezentujemy gminę oraz społeczność lokalną na naszym terenie, ale też odwiedzamy zaprzyjaźnione koła w innych częściach regionu, a nawet trafiłyśmy do miejscowości partnerskich w Niemczech i Francji. Teraz organizowaliśmy warsztaty pieczenia pierników na choinkę, przed Wielkanocą zrobimy palmy. Dziewczyny haftują, robią na drutach. Zbieramy kłosek po kłosku, suszymy i wijemy wieńce dożynkowe. Mamy panie, które piszą wiersze na okoliczności. Szyjemy firanki do domu kultury, sadzimy róże i iglaki, pielęgnujemy rośliny na wspólnym terenie i dbamy o jego czystość. Były również zajęcia pilates, na które przychodziły też kobiety spoza koła.

KGW mają niewątpliwe zasługi w różnych sferach. Jeśli jednak przejrzymy papierowe wydawnictwa na temat kół lub internetowe notatki o ich dokonaniach, na pierwszy plan wychodzi kuchnia. Na niemal każdym zdjęciu panie dumnie prezentują coś kulinarnego. Wspólnie z aktywistką KGW Brzegi przeliczamy więc najniższą możliwą dotację (3 tys. zł) na porcje grochówki. Wychodzi na to, że za tę kwotę będzie się dało nakarmić gości na dwóch gminnych piknikach.

Zupa z dziedzictwa

- Koła są ostojami tradycji. To realizuje się poprzez przygotowywanie dań regionalnych, noszenie odpowiedniego stroju czy śpiew - tak dr hab. Piotr Nowak mówi o kulturowym składniku grochówki, żuru czy zalewajki. - Żywa tradycja, przekazywanie jej młodszemu pokoleniu to są główne nurty działalności tych organizacji. Przykładowa zupa nie jest tylko potrawą. Takie czy inne proporcje użytych do gotowania produktów mogą wynikać z historii rodzinnych, a wybór składników czasem odzwierciedla to, co najlepiej rosło na okolicznych polach. Może to zabrzmi górnolotnie, ale taka zupa jest przekazywaniem dziedzictwa kulturowego.

Jedzenie to miła czynność, która z konserwatywnego punktu widzenia nie budzi moralnych kontrowersji. Wprawdzie łakomstwo jest jednym z grzechów głównych, ale w świecie konserwatywnych wartości większe emocje towarzyszą choćby nieczystości. Zresztą gdyby było inaczej, nie istniałyby te wszystkie książki kucharskie z wizerunkami uśmiechniętych zakonnic na okładkach. Smaczny posiłek jest przyjemnością na miarę obecnego rządu - po bożemu przyzwoitą, w parafii dozwoloną. Takie coś można śmiało dofinansować.

Nowe możliwości dotowania kół oznaczają, że prościej będzie urządzać różne kulinarno-kulturalne atrakcje. Dotąd wymagało to często skomplikowanych montaży finansowych oraz całych konsorcjów współdziałających podmiotów. Np. imprezy "Kartofel w Pogwizdowie - jedzcie wszyscy na zdrowie" tamtejsze KGW zorganizowało - jak czytamy na stronach mojawies.pl - przy współpracy z bankiem i dwoma stowarzyszeniami, z których jedno realizowało program polsko-amerykańskiej fundacji.

Koło Gospodyń Wiejskich z Łowicza na posiedzeniu sejmu w 2018 r. (fot. Sławomir Kamiński / AG)
Koło Gospodyń Wiejskich z Łowicza na posiedzeniu sejmu w 2018 r. (fot. Sławomir Kamiński / AG)

Jeżeli gospodynie w Pogwizdowie potrafią pozyskać międzykontynentalne wsparcie dla ziemniaczanych festynów, to muszą być organizacyjnie bardzo sprawne. Nie są wyjątkiem. Wiele mieszkanek wsi świetnie odnajduje się w świecie programów, grantów i organizacji pozarządowych.

- Szczególnie młodsze panie mają wiedzę o zasadach rozliczania projektów i pozyskiwania środków. Mogą od razu stać się faktycznymi liderkami, choć niekoniecznie najlepiej znają się na tradycyjnej kuchni czy regionalnych strojach. Pozakładały stowarzyszenia lub fundacje, aby móc wykorzystywać typowe dotacje dla trzeciego sektora. Działaczkami często są w tym wypadku wyedukowane mieszkanki wsi lub migrantki z miast - zauważa dr hab. Piotr Nowak.

Jednak nie we wszystkich społecznościach są tak zdolne gospodynie. - Najbardziej [na nowych przepisach - przyp. aut.] skorzystają te koła, które do tej pory nie były nigdzie zarejestrowane. Może uda się też zaktywizować osoby dotąd nieaktywne, a to jest zawsze cenne - komentuje socjolog z UJ.

Pomoc w kwocie ok. 3-5 tys. zł na pojedyncze KGW może wydawać się mała, ale są na wsiach mniej zamożne grupy, dla których - zdaniem Nowaka - taka dotacja pozwala na osiągnięcie społecznie ważnych celów.

Tradycyjnie niezależne

Helena Mleczko z KGW w Grabiu mówi o nie lada robocie, jaką ostatnio wykonały miejscowe gospodynie - 1050 pierogów na gminną imprezę wigilijną. Ręcznie lepione! Jak się okazuje, do robienia jadła nie jest konieczna osobowość prawna. Podczas sklejania ciasta koło nie było ani stowarzyszeniem, ani jednostką powiązaną z kółkiem rolniczym. Może na co dzień zupełnie dobrze funkcjonować, bo Urząd Miasta i Gminy Wieliczka na tym terenie kupuje gospodyniom stroje regionalne oraz zwraca poniesione koszty.

KGW, którym kieruje Helena Mleczko, nie zgłosiło się po dotację z ARiMR. Przewodnicząca tłumaczy, że było mało czasu na dopełnienie formalności. Jednak panie z tej okolicy nie odrzucają możliwości zarejestrowania się w Agencji, otrzymywania dodatkowej pomocy w przyszłości. Zastanowią się nad tym. Z rządowych informacji wynikało, iż rejestracja w ARiMR i pieniężna pomoc mogą zainteresować 26 tys. KGW. Zgłosiło się niecałe 5 tys.

Koło w Brzegach też nie załatwiło formalności w Agencji. Małgorzata Krasoń również tłumaczy to tym, że było niewiele czasu od podpisania ustawy do końca ubiegłorocznych zapisów w Agencji. - Dwa inne koła z naszej okolicy postanowiły jednak skorzystać - dodaje.

Spotkanie z okazji 150-lecia Kół Gospodyń Wiejskich (fot. Dawid Zuchowicz /AG)
Spotkanie z okazji 150-lecia Kół Gospodyń Wiejskich (fot. Dawid Zuchowicz /AG)

Krasoń od dziesięcioleci angażuje się w działalność KGW. Po drodze były różne cele, rozmaite przepisy, zmieniające się formy działania i mnogie ekipy rządzące. Jeżeli politycy będą mieli sensowny program dla KGW, to ta gospodyni ucieszy się. Jeżeli plan będzie do niczego, kobieta zrobi po swojemu.

- W latach osiemdziesiątych koła były mocno nastawione na różne kursy. Instruktorki szycia, pieczenia, gotowania odwiedzały nas w domach. Dziś edukacja też jest, ale przede wszystkim stawiamy na kultywowanie tradycji. Do innych zadań mamy tysiąc pozostałych organizacji, a to jest nasza dziedzina - stwierdza Krasoń. - Zdrowe, regionalne gotowanie z lokalnych produktów stało się modne. Próbujemy te tradycyjne dania trochę odchudzać, żeby były bardziej w stylu fit. Jednak przede wszystkim staramy się zachować coś z przepisu babki, prababki.

Socjolog Nowak mówi, że panie przekazują tradycję we własnym stylu i że potrafią być bardzo niezależne. - Nawet czasem zaczynamy mieć do czynienia z tak zwaną tradycją wynalezioną. Jest ona wyobrażona i wytworzona na nowo. Tak bywa z potrawami i strojami. Gdy zapytamy gospodynie o pochodzenie spódnicy o określonym kroju, niekoniecznie usłyszymy etnograficzne uzasadnienie. Strój mógł po prostu spodobać się paniom, a danie z pstrąga po prostu dobrze im wychodzi. Choć to wszystko może być wymyślone, zupełnie dobrze spaja lokalną społeczność - informuje naukowiec.

Czy wyjdą z kuchni?

Gospodynie warzą strawę, obchodzą "Dzień Łasucha" i "Dzień Kluski Śląskiej". Chwała im za to, bo pełna micha to podstawa naszego życia. Nie jesteśmy przecież zdolni żywić się wiatrem czy ładować witalną energię z sieci 230 V. Jednakże można zastanawiać się, czy działaczki KGW nie utknęły przy garach.

Działaczki z Koła Gospodyń Wiejskich w Kocierzewie, 2008 r. (fot. Robert Kowalewski / AG)
Działaczki z Koła Gospodyń Wiejskich w Kocierzewie, 2008 r. (fot. Robert Kowalewski / AG)

- Organizacja samych pań, które często występują w tradycyjnie kobiecych rolach, ma w sobie coś konserwatywnego. Jednak, z drugiej strony, KGW czasami są inkubatorami przedsiębiorczości kobiet. Jeżeli coś udaje się w kole, to niekiedy można z tym wejść na rynek. Na przykład specjalistka od najlepszych pierogów na festyn może w przyszłości sprzedawać je restauratorowi lub otworzyć własną firmę cateringową. Spotkałem takie przykłady - odpowiada dr hab. Piotr Nowak.

Czasem też, jak zauważa Anna Michalska ze Świętokrzyskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Modliszewicach, gospodynie śmiało wychodzą z kuchni ku zupełnie nowym działaniom na rzecz społeczności. - Rola kół gospodyń wiejskich nie kończy się na gotowaniu i dekorowaniu świetlic. Jedna grupa pań stworzyła dom dziennego pobytu dla seniorów - informuje pracownica ŚODR. Michalska ocenia, że to będzie dziedzina, w której na wsi bardzo przyda się aktywność lokalnych organizacji. - Wielu starszych mieszkańców nie może liczyć na pomoc rodzin, bo przeniosły się one do miast. Jeżeli koła gospodyń wiejskich będą tworzyć dzienne ośrodki, może uda się opóźnić lub wyeliminować konieczność umieszczania ludzi w domach pomocy społecznej - dodaje.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Łukasz Grzymalski. Dziennikarz z Krakowa, współpracownik dawnego "Przekroju" i mediów regionalnych.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (10)
Zaloguj się
  • miguell

    Oceniono 13 razy 9

    Elektorat wiejski, podatny na propagandę i socjal jest podstawą panowania reżimów na świecie. Chruszczow, Fidel, Gomułka wszyscy fotografowali się wśród chłopów, gospodyń, zespołów tanecznych. Rolnicy nie płacą podatków, dostają subwencje, dopłaty. Miastowi płacą ~70% od pracy (PiT, VAT, ZUS, energ, ...). Rezultat - jesteśmy dla Europy wygodnym dostawcą taniego zboża, drewna, półproduktów, kobiet do opieki starszych i pracy w domach uciechy, mężczyzn na budowy i w przetwórstwie. Taki skansen identyczny jak Białoruś, z zerową innowacyjnością, z którego się tylko czerpie.

  • lisc12

    Oceniono 13 razy 7

    Mam mieszane uczucia. Z jednej strony KGW to wspanialy pomysl, ktory propaguje nasza regionalna kulture i dorobek oraz moze byc niesamowitym wsparciem dla kobiet. Z drugiej strony PiS traktuje kobiety jak kuchary ktore nie maja wlasnego glosu i daje im jakies grosze za ulepienie pierogow na dozynki. Jedyna nadzieja w samych kobietach z KGW ze wykorzystaja te srodki na rozwoj w taka strone w jaka tylko beda chcialy.

  • mniklasp

    Oceniono 7 razy 3

    jeden komentarz nt swietnej inictaywy obywatelskiej i wielkiego ruchu spolecznego w kultywowaniu tradycji przy wymiernej pomocy i wsparciu polskiego rzadu! Czy dlatego ze to "wies" czy dlatego ze to PIS?

  • maxthebrindle

    Oceniono 4 razy 2

    Koło Gospodyń Wiejskich - tańczy, śpiewa, recytuje, krawaty wiąże, zachodzi w ciążę... Była też wersja mniej political correct ale za to bliższa ludowej mądrości: tańczy, śpiewa, recytuje, daje dudy i gotuje...

  • sselrats

    Oceniono 2 razy 2

    A moze by tak demonstracje najnowszych wibratorow, ktore choc troche uniezaleznia od chlopa....

  • renkaforever

    Oceniono 4 razy 2

    Nic to nowego w naszej historii, powtorka z rozrywki, znalezienie ujscia dla sfrustrowanych kobiet, ktore ani wolne, ani samodecydujace o sobie sa..Pierogi, stroje, dzieci, kuchnia...to juz bylo i nic z tego nie wyniklo pasjonujacego, zadnych pozytywnych zmian. Takie tam...zajecia dla rozgadanych babsztylow :) A te pare groszy sie zawsze przyda, chociazby na te kijki..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX