Krzysiek Sokołowski, lider Nocnego Kochanka

Krzysiek Sokołowski, lider Nocnego Kochanka (fot. Wacław Szacyło)

wywiad Gazeta.pl

Krzysiek Sokołowski, lider Nocnego Kochanka: Ludzie płacą za bilety, więc musimy ich zadowolić

Mówią, że jesteśmy dziećmi bogatych rodziców, którzy kupili nam sprzęt i potem założyliśmy zespół. G**no prawda - mówi.

Czy Nocny Kochanek to ktoś, kto odwiedza w nocy swoje fanki?

Nocny Kochanek to ktoś, kto pozwala odwiedzać się swoim fankom. W nocy. W przytulnych klubach i salach koncertowych. Też. Przez lata graliśmy jako heavymetalowy zespół Night Mistress [Nocna Kochanka - przyp. red.]. Aż pewnego dnia reżyser Bartek Walaszek, który użył naszej piosenki do swojej kreskówki "Kapitan Bomba", celowo przekręcił tłumaczenie nazwy naszego zespołu i jego widzowie poznali nas jako Nocny Kochanek.

Później nagraliśmy kawałek do jego animowanego filmu "Zemsta Faraona". Po jego emisji na dużym ekranie nasze notowania wzrosły, a my poczuliśmy, że takie ujęcie - z jajem - nam się podoba. Postanowiliśmy ciągnąć ten żart. Nocny Kochanek stał się dla nas oddechem od poważnego grania w Night Mistress. Jako Nocny Kochanek napisaliśmy później kawałek "Wielki wojownik", który był pastiszem kultury metalowej. Po nim nagraliśmy "Andżeja" i kolejne piosenki, które w końcu złożyły się na płytę.

W "Zdrajcy metalu" śpiewasz: "Weszłeś? do pokoju, gdy słuchałem Slayera, kazałeś przełączyć na George'a Michaela".

To oczywiście celowy zabieg. Jednak nie wszyscy łapią konwencję. Pod klipem na YouTube ktoś skomentował: "W tym momencie kawałek spadł do poziomu gó**a". Takie "błędy" pojawiają się u nas także w kilku innych numerach, jak choćby we wspomnianym "Andżeju" przez "ż".


Nocny Kochanek w pełnym składzie: Artur Żurek, Arkadiusz Majstrak, Krzysiek Sokołowski, Robert Kazon Kazanowski, Artur Pochwała (fot. Materiały Prasowe)

"Andżeju, jak jest Ci na imię? Jak na imię masz? Jak jesień po zimie, odpowiedź mi dasz". Ty mi powiesz, co autor miał na myśli?

Andżej to postać, która kojarzy nam się z typowym Polakiem. Taki trochę Janusz. Jest to także nawiązanie do twórczości wspomnianego Bartka Walaszka. Nie chcemy do końca wyjaśnić, kim jest nasz bohater, bo przecież lepiej jest gonić króliczka.

Czemu to ma służyć? Chcecie być odbierani jako głupsi niż jesteście?

Niekoniecznie. W naszych tekstach często piszemy o ludziach, którzy właśnie takiego języka używają na co dzień. Jeśli pojawiają się w nich, w tekstach, nie w ludziach, błędy typowe dla takich osób, to tekst w naszym odczuciu staje się bardziej autentyczny. To tak jak aktor, który ma zagrać daną postać, używa języka dla tej postaci charakterystycznego.

Druga sprawa, że jeśli ktoś widzi nas na scenie z butelką alkoholu i utożsamia nas ze swoimi pijackimi ideałami, to używanie wysublimowanych zwrotów w tekstach tworzyłoby dysonans.

Alkohol na scenie?

Zdarza się. Choć ostatnio trochę się ograniczamy. Zaczęliśmy grać naprawdę duże koncerty, na które ludzie przychodzą, żeby się pobawić, ale gdy gospodarz pijany, to zabawy nie ma. Poza tym zbyt mocno kojarzono nas z alkoholem. Nie było koncertu, żeby ktoś do mnie nie podszedł z wódką albo z piwem. "Krzysiu, tu kielonek dla ciebie. A tu browarek" - słyszę. Z bólem serca odmawiam.

A na początku przyjmowałeś?

Bywało.

I śpiewałeś pijany?

Łatwo jest się zagalopować i przekroczyć granice. Na szczęście nas jest pięciu plus menadżer, więc zawsze wzajemnie się pilnujemy. Poza tym Nocny Kochanek w pewnym momencie osiągnął taki pułap, że stwierdziliśmy, iż nie możemy się opierać na piciu, tylko na graniu. A początkowo było niemal odwrotnie.

Przepraszam, ale wasze zachowania wydają mi się wyrachowane, pod publiczkę.

Dlaczego? Ludzie płacą za bilety i przychodzą na koncert, więc musimy ich zadowolić. Chcą nas zobaczyć w naturalnym wydaniu, ale chcą też pośpiewać razem z zespołem. Gdy zdaliśmy sobie sprawę, że nie możemy przeginać pały, ograniczyliśmy alkohol. Jeśli chodzi o język, to, jak już powiedziałem, po prostu chcemy być bardziej autentyczni. Nie robimy tego po to, żeby przyciągnąć do siebie ludzi, którzy mówią z błędami, tylko tych, którzy widzą, że puszczamy do nich oczko. Takich, którzy czują, że to językowa zabawa.

Wcześniej mówiłeś, że śpiewacie z błędami, żeby być bliżej Polaków, którzy sami je popełniają. Myślę, że robicie to wszystko, by, jak mawia Sławomir, "czuć piniądz".

Gdy w 2015 roku zaczęliśmy grać pierwsze koncerty Nocnego Kochanka, nie nastawialiśmy się na jakiekolwiek pieniądze. Początkowo graliśmy praktycznie za darmo. Kasa z koncertów pokrywała nam transport, nocleg i wyżywienie. Niektórym się wydaje, że Nocny Kochanek stał się popularny z dnia na dzień. Pojawiają się komentarze, że jesteśmy dziećmi bogatych rodziców, którzy kupili nam sprzęt i potem założyliśmy zespół. G**no prawda.

To jaka jest prawda?

Dojście do punktu, w którym obecnie jesteśmy, zajęło nam ponad dziesięć lat. Teraz zdarza się nam zapełniać kluby na 1500-2000 osób. Gdy zaczynaliśmy, bywało, że na nasze koncerty przychodziło 50-70 osób. Ile mogliśmy zarobić, kiedy bilet kosztował 20 złotych? Tymczasem musieliśmy zapłacić za wynajęcie sali, dojazd itd. Zostawało nam na browarka albo na kilka koszulek, które zamawialiśmy na następny koncert.

Nie nastawialiśmy się na zarabianie milionów, bo wiemy, że grając muzykę metalową, szczególnie w naszym kraju, jest to niemal niemożliwe. Choć mieliśmy przeczucie, że to, co robimy, może się spodobać, bo spodobało się nam i dawało nam dużą radochę. Odkryliśmy, że w utworach "Wielki wojownik" czy "Andżeju" czujemy się lepiej niż w poważnym heavy metalu. Jednak, jak wspomniałem, tak za czasów Night Mistress, jak i w początkowej fazie Nocnego Kochanka nie była to lukratywna zabawa.


Nocny Kochanek w pełnym składzie: Artur Żurek, Arkadiusz Majstrak, Krzysiek Sokołowski, Robert Kazon Kazanowski, Artur Pochwała (fot. Wacław Szacyło)

Teraz się to chyba zmieniło?

Podczas zeszłorocznej trasy Nocnego Kochanka wyprzedaliśmy prawie 90 procent koncertów. Graliśmy też w Niemczech i na Wyspach. Z końcem stycznia znowu wyruszamy w Polskę. Zagramy w 32 miastach, w niektórych dwa razy. Późną wiosną i latem gramy koncerty plenerowe, a od września ruszamy w drugą część trasy, podczas której zagramy także za granicą. Będzie to spory wysiłek. Oczywiście każdy z nas musiał rzucić dotychczasową pracę, żebyśmy mogli grać tak często.

Gdzie pracowałeś?

Byłem nauczycielem angielskiego w gimnazjum na warszawskiej Woli. Przez pięć lat. Choć lubiłem tę pracę, musiałem zrezygnować, bo fizycznie nie dawałem rady. Po weekendach nocą wracałem do domu, żeby nad ranem zdążyć na zajęcia. Kiedyś, żeby zagrać na juwenaliach we Wrocławiu, wziąłem bezpłatny urlop. Po graniu mieliśmy się krótko przespać w akademiku, a około drugiej w nocy wyruszyć do Warszawy, bo rano miałem lekcje. Ale zasiedzieliśmy się po koncercie, delikatnie popiwkowaliśmy. W efekcie wyjechaliśmy później, niż planowaliśmy, więc prosto z busa wbiegłem do szkoły o godzinie 8.01. Nie zdążyłem się przebrać, chwyciłem dziennik z pokoju nauczycielskiego i pognałem do klasy.

Innym razem, żeby zdążyć na lekcje, wróciłem po koncercie w Zielonej Górze samolotem do Warszawy. Zapłaciłem tyle co za pendolino, a i tak niektórzy mówili, że mi już sodówka uderzyła. A ja bym po prostu inaczej nie dał rady. W najlepszym czasie jako nauczyciel zarabiałem nieco ponad 3 tysiące, ale zasuwałem prawie na dwa etaty. Trzymałem się szkoły nie ze względu na pieniądze. Po prostu lubiłem tę robotę. Teraz niektórzy mają nas za milionerów.

Niesłusznie?

Nie jest źle, ale milionerami nie jesteśmy.

Aspirujecie do bycia Sławomirem heavy metalu? Niektórzy doszukują się takich porównań.

One zawsze się pojawiają. Gdy graliśmy na poważnie, mówili, że robimy to jak Iron Maiden czy Metallica. Teraz zdarza się, że jesteśmy porównywani do Steel Panther czy Tenacious D, a ja kiedyś usłyszałem, że śpiewam jak połączenie Michała Wiśniewskiego z Krzysztofem Cugowskim. Jak widzisz, w każdym z tych porównań jest trochę prawdy, ale żadne nie jest do końca trafne.

Dla kogo gracie?

Przede wszystkim dla osób lubiących rozrywkę połączoną z heavy metalem, a właściwie to "hewi metalem". Czasem fani widzą w nas kumpli, chcą przybić piątkę, pogadać. Po graniu wychodzimy do nich na zdjęcia, co nam również sprawia frajdę, choć niektórzy się z nami spoufalają, i to dosyć mocno.

Metalowa brać podzieliła się na kochających Kochanka i na tych, dla których żarty z metalu to żenada i przesada. Cóż, zdajemy sobie sprawę, że nie wszystkim musimy się podobać. Nie mamy z tym problemu. Jednocześnie staramy się, żeby nasze kawałki nie były prostackie. Choć dla niektórych pewnie są.

No właśnie, weźmy chociażby taką "Dziewczynę z kebabem": "Dziewczyno z kebabem, proszę nie otwieraj ust, dziewczyno z kebabem, sosy kapią ci na biust. Dziewczyno z kebabem, tasak wbijasz w serce mi. Dziewczyno z kebabem, wyjdź stąd! Tam są drzwi".

Mnie to śmieszy.

Ale co?

To, że laska idzie odcyndolona na imprezę. Bez przerwy dba o to, żeby jej się szminka nie rozmazała, przez pół wieczoru chodzi do toalety, żeby przypudrować nosek, a po imprezie tą elegancką damą już raczej nie jest. Idzie na kebab, a jej wystrzałowa sukienka spowita jest sosami. Intrygujący widok.

Facet może pójść po imprezie na kebab, uwalić się sosami i to będzie w porządku?

Każdy może. Ale bawi nas hipokryzja. Dziewczyna z kebabem chce zgrywać damę, trzyma fason, a wieczór wieńczy spożywaniem kebabu w przydrożnej budce w oparach alkoholu i  oparach absurdu. Facet też powinien trzymać fason. Ale gdy się uwali sosami, patrzysz na niego zupełnie inaczej niż na elegancko ubraną dziewczynę.

To powielanie stereotypu, że kobiecie coś nie wypada, bo jest kobietą.

Trochę przesadzasz. Mnie i moich kumpli z zespołu śmieszy elegancka dziewczyna z kebabem, a facet z kebabem już nie. Trudno, co zrobić. Masz po prostu inny światopogląd niż ja.


Okładka najnowszej płyty zespołu Nocny Kochanek (fot. Materiały Prasowe)

Nową płytę Nocnego Kochanka pt. "Randka w ciemność" można kupić w kulturalnym sklepie.

Krzysiek Sokołowski. Wokalista zespołu Nocny Kochanek. Oprócz niego w skład kapeli wchodzą: Arkadiusz Majstrak (gitara), Artur Pochwała (bas), Robert "Kazon" Kazanowski (gitara) i Artur Żurek (perkusja). Druga płyta zespołu pt. "Zdrajcy metalu" okryła się złotem. Trzecia premierowa to "Randka w ciemność".

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (9)
Zaloguj się
  • Karola Błachowiak

    Oceniono 6 razy 2

    Boże zmiencie dziennikarke, bo ta nie ogarnia tematu ewidentnie, aż źle się czyta, zero dystansu

  • Julia R

    Oceniono 5 razy 1

    czytając wywiad, z pytania, na pytanie, irytowalam się jeszcze bardziej. dziennikarka tragiczną i niemiła. próbowała wmówić swoje zdanie, co jest najgorszą rzeczą jaką mogła zrobić w swoim zawodzie.

  • Rafał Marchewka

    Oceniono 2 razy 0

    Skąd wytrzasnęliście tą "dziennikarkę"? Takiego dna jeśli chodzi o formułowanie pytań dawno nie widziałem

  • Jane Doe

    Oceniono 4 razy 0

    Tragiczna dziennikarka, nie przygotowana i nie uprzejma

  • Paweł Stachura

    Oceniono 1 raz -1

    Beznadziejny wywiad. Pytania typu "Niesłusznie?" lub "Ale co?" pokazują słabe przygotowanie merytoryczne do rozmowy. Dziennikarki naprawdę nie stać na postawienie pytania składającego się z więcej niż 3 - 4 wyrazów? Zdania złożone to zbyt dużo?

  • Rafał Kałowski (Roofi)

    Oceniono 1 raz -1

    Czy tylko ja odniosłem wrażenie, że wywiad był celowo ustawiony w taki sposób, żeby przejaskrawić oburzenie i brak dystansu dziennikarki? Może był to wspólnie ustalony zabieg, żeby wywiad był niczym w stylu tekstów Kochanków, treściwy jak i przeznaczony do odbioru ze świadomym lekkim przymrużeniem oka jednocześnie? Taka moja mała teoria ;)

  • Jakub Gala

    Oceniono 3 razy -1

    Wywiad niskich lotów. Więcej luzu i swobody, proszę "koleżanki" dziennikarki. :)
    Krzysiu próbował to uratować, ale niewiele się dało...

  • poziom1908

    Oceniono 3 razy -1

    Ha ha. Wchodzę wieczorem i co? I nie ma mojego komentarza :). Zbyt celny był autorko " dziewczyno z kebabem" ha ha ha

  • beetle83

    Oceniono 2 razy -2

    Angelice przydałoby się trochę swobody.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX