Janusz Chabior

Janusz Chabior (fot. Kornelia Głowacka-Wolf / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Janusz Chabior: Niepisane mi było bycie nauczycielem historii. Zostałem aktorem

Podoba mi się teoria, że jak człowiek umiera, to wyświetla mu się film z jego życia. Myślę sobie, że jak będę umierał, to chciałbym, by ten film był ciekawy - mówi Janusz Chabior, Stryj w serialu "Ślepnąc od świateł" i trener Kosy w filmie "Underdog".

Potrafiłby pan naprawić auto?

Zostawię to specjalistom.

Pytam, bo skończył pan technikum samochodowe.

Ale dawno nie ćwiczyłem. Poza tym technika tak poszła do przodu, że sam klucz już dzisiaj nie wystarczy.

Lubi pan jeździć samochodem?

Nie jestem uzależniony. W Warszawie najczęściej korzystam z komunikacji miejskiej. Mam stację metra pod oknem.

A to dlatego włożył pan bluzę z kapturem...

Czapki gubię nagminnie, dlatego chodzę w bluzach z kapturem. Trudniej go zgubić. Lubię też kapelusze. Mężczyzna w kapeluszu staje się bardziej wyraźny.

W moich oczach stał się pan mocno wyraźny po roli w "Służbach specjalnych" Patryka Vegi.

Czyli jednak czapka. Marian Bońka chodził w takiej dziadowskiej w kolorze niesprecyzowanego brązu z jakimś lichym szlaczkiem. Przed zdjęciami, w fazie przygotowania do filmu "Służby specjalne", wyobrażałem sobie, że mój bohater będzie bardziej przypominał Jamesa Bonda. Że będzie miał fajne garnitury. A reżyser mnie szybko ochłodził i sprowadził na ziemię. Powiedział: "Słuchaj, ci kolesie chodzą ubrani zwyczajnie, żeby się nie wyróżniać w tłumie". Zaproponował mi płaszcz z końskiej skóry i jakieś strasznie tanie buty. Oraz czapkę i okulary. Żeby sprawdzić, czy to rzeczywiście tak wygląda, włożyłem ten kostium i tak ubrany przez pięć godzin chodziłem po Warszawie.

15.09.2015 Gdynia . 40 . Festiwal Filmowy w Gdyni . Konferencja prasowa po filmie  Zyc nie umierac ' , Janusz Chabior .Fot. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta
Janusz Chabior (fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

Nikt mnie nie rozpoznał, nikt nie poprosił mnie o zdjęcie. Stałem się jednym z Cześków, Marianów czy Witoldów. Mógłbym stanąć za ladą w warzywniaku na moim osiedlu i sprzedawać ziemniaki. Ten ubiór stworzył Mariana Bońkę. To był strzał w dziesiątkę.

Lubi się pan nie wyróżniać z tłumu?

Wykonuję taki zawód, w którym nieustannie trzeba się wyróżniać. Po pracy potrzebuję spokoju i wyciszenia. To idealny układ. Cenię sobie prywatność.

Ostatnio kurczy się ona coraz bardziej, bo gra pan w niezwykle popularnym serialu "Ślepnąc od świateł".

I niech się kurczy, bo to oznacza, że moja kariera rozwija się w dobrym kierunku. Bywa, że ktoś się do mnie na ulicy uśmiechnie albo podejdzie i powie: "Gratuluję, fajnie się pana ogląda w "Ślepnąc od świateł". Panie Januszu, jest sztywniutko". To miłe.

Długo przygotowywał się pan do tej roli?

Tak, siedem miesięcy. Miałem trenera i specjalną dietę, bo musiałem przytyć kilkanaście kilogramów. Krzyś [Krzysztof Skonieczny, reżyser serialu - przyp. red.] powiedział mi tak: "Proponuję ci rolę Stryja, który w scenariuszu jest zapisany jako facet potężny. Ty też jesteś, ale chciałbym, żebyś był potężniejszy". I z 85 kilogramów wskoczyłem na 103. Musiałem kupić nową garderobę w większym rozmiarze. Stryj jest powolny, ociężały. Te dodatkowe kilogramy pomogły mi go takim stworzyć.

19.10.2006 WARSZAWA - TEATR ROZMAITOSCI - PROBA PRZEDSTAWIENIA  DWOJE  BIEDNYCH RUMUNOW MOWIACYCH PO POLSKU ' WG DOROTA MASLOWSKA , REZYSERIA PRZEMYSLAW WOJCIESZEK - N/Z JANUSZ CHABIOR,FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA
Janusz Chabior w Teatrze Rozmaitości, 2006 rok (fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta)

W ogóle utalentowany z pana twórca. Wystarczy spojrzeć na pańskie konto na Instagramie.

Fajna zabawa. Kiedyś obserwowałem konta innych, teraz mam swoje. Wrzucam do niego zdjęcia, które w jakiś sposób mi się podobają. I widzę, że ludziom też. Ale staram się im pokazywać, a nie podlizywać.

Dostaje pan sporo wiadomości od zakochanych fanek?

Bywają... Ale powiem pani coś ciekawszego: Od ośmiu lat mam psa, Batmana. To już dojrzały psi mężczyzna, poszkodowany przez los, niepełnosprawny. Staram się go zabierać ze sobą, gdy wyjeżdżam, ale jeśli podróżuję samolotem, jest to wykluczone. I zdarzyło się, że moi znajomi z Insta przyszli mi z pomocą.

Skąd wziął się Batman?

On uosabia wszystko, w co wierzę, czyli siłę przypadku. Trafiłem na niego w Lecznicy Ada w Przemyślu. Są tam, oprócz psów, także i niedźwiedzie, i 120 bocianów nielotów. Fantastycznie to wygląda, bo te bociany budują gniazda na ziemi. Jak tam pierwszy raz podjeżdżałem, myślałem, że to flamingi!

Batmana przywieziono tam w stanie krytycznym. Weterynarz Andrzej Fedaczyński, chcąc mu ulżyć w cierpieniu, zdecydował, by go uśpić. Już przygotował zastrzyk, a Batman otworzył oko. "A, jak ty, kolego, taki jesteś, to spróbujemy cię z tego wyciągnąć" - stwierdził.

I się udało.

Przeszedł chyba z dziesięć operacji i uzyskał w tym schronisku status rezydenta. Miał swoją budę, nie siedział w kojcu. Przez siedem lat sobie tam hasał, ale bardzo chciał mieć dom. Ja szukałem akurat psa do filmu i zajechałem do Przemyśla. Wybrałem Batmana, a po trzech dniach zdecydowałem, że zabieram go na zawsze. On miał szczęście, ale ja jeszcze większe, bo to jest absolutnie wyjątkowe psisko.

Wyświetl ten post na Instagramie.

#insko#festival#batmanday#??

Post udostępniony przez Janusz Chabior (@januszchabior) Sie 12, 2016 o 11:07 PDT

Poczciwy z pana człowiek.

Poczciwość - dziwne słowo. Przede wszystkim staram się nie szkodzić innym. Po śmierci psa, z którym się wychowywałem, długo nie byłem gotowy na kolejnego. Aż spotkałem Batmana. Czasem nasze życiowe wybory trudno wytłumaczyć. Może mamy swoją linię życia i musimy ją wypełnić? Jak kogoś los prowadzi w prawo, a on chce skręcić w lewo, to cierpi. Trzeba płynąć z prądem rzeki.

Okoliczności na maturze, czyli dwója z matematyki, o czym pan kiedyś wspomniał, sprawiły, że nie zdawał pan na Wydział Historii Uniwersytetu Wrocławskiego, jak wcześniej zamierzał.

To była pierwsza matura po zniesieniu stanu wojennego. Nowe zasady. Jedna dwója na egzaminie i lądowałeś w wojsku. W naszej klasie tylko syn dyrektorki nie dostał pały z matmy. Poszliśmy do wojska. Tak widocznie z mojej perspektywy miało być. Niepisane mi było bycie nauczycielem historii. Zostałem aktorem.

Co pan najbardziej ceni sobie w tym zawodzie?

Jego wspaniałość polega na tym, że czasem pozwala spełniać marzenia. Jednym z takich był kontrabas. I byłem kontrabasistą w "Kołysance" u Machulskiego. Umiejętność gry na jakimś instrumencie to cudowna rzecz, a muzycy, których znam, to fajni ludzie. Lubię przebywać w ich towarzystwie. Muzyka daje inny wymiar w myśleniu.

Kontrabas wiąże się z życiem noir. Wychodzę z nim w nocy z domu, jadę do klubu... I jedziemy! Kawałki jazzowe czy taneczne, palimy sobie papierosa czy pijemy wino. Przy muzyce, którą gram, ludzie się w sobie zakochują...

Pasowałby mi pan do takiego spokojnego obrazka. Zresztą słyszałam, że pan nie lubi konfliktów.

Są ludzie, którzy się nimi żywią. To nie jest moja bajka. Lubię otaczać się dobrymi energiami. Często gram postacie o brudnych charakterach, więc w życiu cenię sobie prysznic.

Wiem od reżyserów, że lubi pan improwizować na planie.

Uwielbiam. Lubię mieć swobodę tworzenia. Aktor to jest taki ptak. Ptaki są jednak różne. Jedne wolą chodzić. Siedzieć w gnieździe. Dreptać w kółko. Ja lubię latać. Czasem polecisz na manowce, a czasem na Bermudy. Latanie z kompasem, który ma rozmagnesowaną igłę, jest fantastyczne.

Jest pan typem zadaniowca?

Tak. "Nie chcem, ale muszem", jak kiedyś powiedział pan Wałęsa. Pisarz, malarz, rzeźbiarz odpowiada tylko przed sobą. Aktorstwo jest pracą zespołową. Jeden trybik wypada i maszyna nie działa. Niedawno sobie uświadomiłem, że od ponad 30 lat nie byłem na zwolnieniu lekarskim. To taki typ pracy, że jak nie przyjdę, to przedstawienia nie będzie, zawiedziona publiczność będzie, koledzy nie zarobią.

Coś mi się wydaje, że nie marnuje pan czasu na odpoczynek.

Wie pani, podoba mi się teoria, że jak człowiek umiera, to wyświetla mu się film z jego życia. Myślę sobie, że jak będę umierał, to chciałbym, by ten film był ciekawy. Żeby to nie był jeden smutny odcinek, a osiem fajnych. Żyję więc na wysokich obrotach. Ale uwielbiam też marnować czas pod wszelkimi postaciami. Tak żeby nie przegrzać silnika.

We wrześniu skończyliśmy zdjęcia do filmu "Underdog" o wojownikach walczących w klatkach. Jego mottem jest maksyma "Kochaj. Szanuj. Walcz." Gram trenera Kosy, czyli Eryka Lubosa.


Janusz Chabior w filmie ''Underdog'' (fot.P. Pedziszewski)

To świetny aktor.

Cudowny. Niepowtarzalny. Wyjątkowy. Kiedyś zagraliśmy razem w ważnym spektaklu "Made in Poland" w Teatrze im. Modrzejewskiej w Legnicy, w którym byłem jego nauczycielem. To przedstawienie było trampoliną zarówno dla niego, jak i dla mnie. Obaj krótko później znaleźliśmy się w Warszawie, zaproszeni przez dyrektorów teatrów. Strasznie się ucieszyłem, że znowu mogliśmy się spotkać razem w pracy. I myślę, że stworzyliśmy w filmie "Underdog" ciekawy duet. Ale to już ocenią widzowie.

Janusz Chabior. Pochodzi z Legnicy. Karierę zaczynał w tamtejszym Teatrze Dramatycznym, obecnie związany z warszawskim Teatrem Rozmaitości. Grał m.in. w "Drogówce", "Wołyniu", "Służbach specjalnych" i "Kobietach mafii".

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (8)
Zaloguj się
  • darcys44

    Oceniono 4 razy 4

    Jego rola speca od "samobójstwa" polityka Samoobrony - wstrząsająca i realistyczna. Bałbym się mieć go za swoimi plecami - nawet w tłumie na ulicy. Chapeu bas !

  • paulproteus

    Oceniono 6 razy 4

    Pozdrowienia dla Pana Janusza. Znakomity aktor. Dziękuję

  • zoryan

    Oceniono 4 razy 2

    Bardzo cenie panskie aktorstwo i luz . Ja na pewno bym pana poznal na ulicy ( odmiennie niz ktos z komentarza powyzej)ale i nie podszedl,cenie ludzka prywatnosc .Tak czy siak pewnie sie nie spotkamy i nie podejde ,bo mieszkam w Chicago, skad sle wszelkie serdecznosci

  • layla666

    Oceniono 2 razy 0

    Urodę ma Pan rzec można dyskusyjna ale może to i dobrze. Często Pana widuje, jeździmy ta sama trasa i może oprócz czapki zobaczę Pana w końcu w kapeluszu. Pasuje do typu urody bardziej i koniecznie jesionka albo płaszcz. A czarna kurtka, w której Pan jest najczęściej - odpada :-)

  • Ewa Pawlak

    Oceniono 3 razy -1

    No to jest i moje motto: "Trzeba płynąć z prądem rzeki". 3XTAK

  • nasza_droga_sic_gw

    Oceniono 15 razy -9

    "Zaproponował mi płaszcz z końskiej skóry i jakieś strasznie tanie buty. Oraz czapkę i okulary. Żeby sprawdzić, czy to rzeczywiście tak wygląda, włożyłem ten kostium i tak ubrany przez pięć godzin chodziłem po Warszawie.
    Nikt mnie nie rozpoznał, nikt nie poprosił mnie o zdjęcie."
    Panie Chabior, ma Pan bardzo duże wyobrażenie o swojej popularności. Ja bym Pana nie rozpoznał nawet gdyby Pan się nie przebrał jak Pan opisuje.
    Pan mnie zresztą też.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX