Bartłomiej Topa

Bartłomiej Topa (fot.Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Bartłomiej Topa: Może mógłbym być kiedyś fizykiem jądrowym albo złodziejem

Nie lubi gdybania, ale lubi kawę na mleku migdałowym i pracę z Wojtkiem Smarzowskim. Alfabet Bartłomieja Topy.

Potrafi pan prognozować pogodę? Pytam, bo jest pan z Nowego Targu.

Zawsze się zastanawiałem, skąd to się wzięło. Może górale czują zmiany pogody w kościach? Albo przewidują ją na podstawie skutków halnego?

Myślę sobie, że gdyby pan potrafił, toby pan został meteorologiem, a nie aktorem.

Nie lubię gdybania. Może mógłbym być kiedyś fizykiem jądrowym albo złodziejem, gdyby akurat te punkciki na mapie mojego życia zaczęły się nagle świecić.

To nie jest takie oczywiste, że przychodzimy na świat z jakimś potencjałem i że z niego skorzystamy. Choć z reguły korzystamy.

P jak potencjał

Pan przyszedł na świat z potencjałem do wzbudzania w ludziach emocji.

Lubię ludzi. I myślę, że trafnie odbierają poziom absurdu, który proponuję, czy sposób, w jaki przetwarzam rzeczywistość. Mają z tego frajdę, czasami złość i łzy, a przy okazji ja też się dobrze bawię. No i pozwala mi to na godne życie.

01.08.2015 Czestochowa . Promenada im Czeslawa Niemena . Bartlomiej Topa podczas  Festiwalu Filmowego Lezak Fortum 2015 . Fot . Lukasz Kolewinski / Agencja Gazeta
Bartłomiej Topa w 2015 roku (fot. Łukasz Kolewiński / Agencja Gazeta)

Wiedzie pan godne życie głównie dlatego, że jest pan pracowity.

Chciałbym ograniczyć swoje aktywności do dwóch, trzech. Rozproszenie mi nie służy, frustruje mnie, a ostatnie lata rzeczywiście mam bardzo intensywne. W 2019 roku pojawię się w dwóch kolejnych filmach. Jeden to obraz Moniki Jordan-Młodzianowskiej, w którym z Łukaszem Silmatem i Julką Kijowską tworzymy miłosny trójkąt. Drugi film to "Dziura w głowie" Piotra Subbotki o aktorze, który podróżuje ze swoją trupą. Gdy ta trupa się rozpada, wraca do chorej matki i spotyka tam dawną miłość i "nieznajomego". Te spotkania wyzwalają głębokie refleksje. 

Poza filmem możemy pana oglądać w serialach i w teatrze. Wcześnie pan wstaje?

Gdy nie mam porannych zdjęć - zwykle około szóstej, siódmej. Mam czas, żeby popatrzeć przed siebie, pomyśleć, co dziś zamierzam. Żeby odwieźć syna do szkoły.

Wypić kawę...

... na mleku migdałowym. Uwielbiam kawę z mechanicznego ekspresu! Do czarnej kawy dodaję oleje, najczęściej kaprylowy.

B jak bieganie

A po kawie idzie pan pobiegać?

Teraz biegam rzadko. Jeżdżę na rowerze, spaceruję z psem. Szybko i długo. Lubię chodzić. Od dzieciństwa lubiłem aktywność fizyczną. Ojciec wcześnie nauczył mnie pływać, poszedłem do klasy sportowej. W podstawówce trochę grałem w hokeja, a w szkole średniej w koszykówkę, tańczyłem też w zespole ludowym. Sport zawsze mi towarzyszył, i nadal tak jest. Choć już nie trenuję triathlonu, na który jeszcze niedawno poświęcałem 2,5-3 godziny dziennie. Wtedy wszystko było podporządkowane triathlonowi.

Teraz staram się jedynie utrzymać moje ciało w dobrej kondycji, bo to narzędzie mojej pracy. Rano towarzyszą mi rytuały związane z akupresurą, której się nauczyłem od mieszkającego w Warszawie japońskiego lekarza. Potem przez godzinę ćwiczę i zaczynam żyć.

J11.08.2013 Gdynia . Herbalife Triathlon Gdynia  zawody w formule Ironman 70.3 (1,9 km plywania - 90 km jazdy na rowerze - 21,1 km biegu) Ambasadorami Herbalife Triathlon Gdynia 2013 zostali znani aktorzy: Borys Szyc, Maciej Stuhr, Piotr Gasowski oraz Robert Rozmus . Nz. aktor Bartlomiej TopaFot. Dominik Sadowski/Agencja Gazeta
Bartłomiej Topa na zawodach Herbalife Triathlon Gdynia 2013 (fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta)

To tak jak Jan Peszek, który opowiadał mi, że rano ćwiczy przez 20 minut, a raz w tygodniu stosuje akupunkturę.

O, nie wiedziałem. A bardzo go cenię. Zresztą to był jeden z pierwszych aktorów, który zrobił na mnie duże wrażenie! Jeszcze w szkole średniej jeździłem do Krakowa, by oglądać spektakle z Jankiem. A potem zagraliśmy w moim pierwszym filmie "Zakład" w reżyserii Teresy Kotlarczyk, dzięki czemu mogłem go też obserwować w pracy. Janek bardzo dba o kondycję, to fakt.

A pan teraz zwolnił.

Gdy intensywnie trenowałem triathlon, byłem wyżyłowany. To był rodzaj ekstremum fizycznego, które niekoniecznie jest mi potrzebne. Dzisiaj nie stać mnie na takie intensywne treningi, zwłaszcza że plany zdjęciowe zaczynają się czasem około trzeciej nad ranem i trwają do 23. A aktorstwo mnie ostatnio pochłania. I to bardzo.

S jak serce

Powiedziałabym, że aktorstwo wręcz pana kocha.

To miłe i łechcące, ale wiem, że z popularnością, natłokiem zawodowych propozycji jest jak z falami, na które na chwilę wskakujemy. To się skończy, fala mnie wyrzuci. Myślę, że jak się już tak stanie, to wyląduję na deskach teatru. Teraz z ogromną przyjemnością, już od ponad roku, gram w spektaklu "Niezwyciężony" w Teatrze 6. piętro. Każdy kolejny raz jest zaskakujący, mimo że przecież perfekcyjnie znamy tekst, to za każdym razem na nowo, z nowymi emocjami, razem z moimi partnerami próbuję go odkrywać. Gram z Agnieszką Grochowską, Olką Popławską i Szymkiem Bobrowskim. Gdy po spektaklu ktoś podchodzi i mówi: "Bardzo panu dziękuję", jestem spełniony.

Ale gdy się wykonuje swój zawód rzetelnie i uczciwie, to wynosi on nas na wewnętrzny top. Wtedy nieważne, czy jest się oklaskiwanym, czy nie. Wewnętrzne poczucie dobrze wykonanej roboty jest ważne.

Q05.06.2014 Warszawa. Aktor Bartlomiej Topa .Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Bartłomiej Topa, 2014 rok (fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta)

Samopoczucie po robocie też.

Wie pani, przez nasze wychowanie jesteśmy tacy nastroszeni wobec ludzi. W szkole nie uczymy się tego, co jest ważne. Co nas obchodzi chociażby głębokość Wisły? Potrzebujemy poznać i nazwać to, co czujemy. Podzielić się tym z dzieckiem, partnerem, dziadkiem. Tego się powinniśmy uczyć. Owszem, tabliczka mnożenia jest ważna, jest treningiem umysłu. Ale to, co się dzieje w okolicach serca, jest kluczem do dobrego życia.

Co się dzieje w okolicach pana serca?

Jest w nim dużo współczucia. Jest też zgoda na bycie tu i teraz. Ale jednocześnie wiem, że jesteśmy w dupie, bo nie oddychamy czystym powietrzem. Bo nie jemy dobrego jedzenia. Owszem, mógłbym powiedzieć, że wyjeżdżam w Bieszczady i będę jadł korzonki, medytował w towarzystwie mrówek i wilków, ale nie jestem jeszcze na to gotowy. Póki co czytam sygnały, jakie daje mi moje ciało, i stawiam na wewnętrzną dyscyplinę. Wstaję rano, piję tę kawę albo Kurkumik - napój, którego skład przygotował mój przyjaciel: kurkuma, cytryna, mięta, pieprz. Kurkumika zresztą można spróbować - jest w ofercie firmy, której jestem współwłaścicielem. 

Widzę, że nieźle się pan wkręcił w zdrowy styl życia.

Ta zmiana wydarzyła się już na przełomie lat 80. i 90. Zacząłem bardziej świadomie patrzeć na to, co robię. Zdrowe jedzenie jest kontynuacją tego procesu. Nie jem mięsa. Od roku korzystam z cateringu. Dostaję pudła z gotowym jedzeniem i jestem zachwycony. Lubię słodycze, ale jeśli mam sobie pozwolić na jakąś słabość, to wybieram ciastko kokosowe, na przykład, słodzone miodem czy ksylitolem. Cukru staram się unikać.

Z jak "Złotopolscy"

Pamiętam pana jeszcze ze "Złotopolskich". Całkiem nieźle pan tego Zenka wykreował, zarzucając charakterystyczną grzywką.

To było dawno, ale serial co jakiś czas tv powtarza, więc wciąż jestem z nim kojarzony. Mój nieżyjący już profesor Janek Machulski powtarzał, że mniej znaczy więcej, i tego starałem się, kreując Zenka, pilnować: żeby tylko coś w jego osobowości zaznaczyć, byle nie przerysować, tylko prowokować widza do myślenia.

A później dostałem od Wojtka Smarzowskiego propozycję zagrania doktora Majera w Teatrze Telewizji w spektaklu pt. "Kuracja". Zenek i Majer znajdowali się na kompletnie dwóch różnych biegunach. Dzięki "Kuracji" został też dostrzeżony sam Wojtek. Było jedynie kwestią czasu potwierdzenie, że jego kolejne filmy będą niosły w sobie ogromny ładunek emocji. Jest radykalny, jest dosadny. Potem zagrałem u niego w "Weselu", "Domu złym", "Drogówce".

24.11.2009 KRAKOW , OD LEWEJ AKTORZY MARIAN DZIEDZIEL (E Z KRESKA) , BARTLOMIEJ TOPA , REZYSER WOJCIECH SMARZOWSKI PODCZAS PREMIERY FILMU  DOM ZLY ' W MULTIKINIE . FOT. MATEUSZ SKWARCZEK / AGENCJA GAZETA
Kraków, 2009 rok. Od lewej Marian Dziędziel, Bartłomiej Topa i Wojtek Smarzowski (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

Nie wahał się pan, czy zagrać w "Klerze"?

Wojtek zadzwonił do mnie i zapytał, czy zgodziłbym się wcielić w postać "wygnanego" księdza. Odpowiedziałem, że absolutnie tak. Poprzestawiałem inne swoje zobowiązania i pojechałem na plan. Bo to jest ważny film. Nie tylko w Polsce. Miałem takie poczucie od początku.  

Bardzo lubię prowadzić z Wojtkiem dialog. Bezsłowny. Intuicyjny. On też jest z gór.

K jak kobiety

Ale zaraz, pani ma imię na "A". Moja mama jest Antonina, ojciec Aleksander. Kiedyś mi wróżka powiedziała, że będę związany z kobietami na "A".

I co, sprawdza się?

Sprawdza. Ale są wyjątki.

Skoro wywołał pan temat kobiet - czytałam, że skończył pan technikum weterynaryjne, ale po maturze zdawał do filmówki, by być bliżej dziewczyny, w której się pan zakochał. To prawda?

Prawda. Egzaminy do szkoły filmowej zdawaliśmy razem. Potem nasze losy potoczyły się inaczej. Od czasu do czasu miewamy kontakt. Też ma imię na "A".

A skąd u pana to technikum weterynaryjne?

Poszedłem do niego trochę z przekory. Ale istotne w tamtych latach było dla mnie również to, żeby mieć zawód. Szkoła Weterynaryjna w Nowym Targu była wtedy jedną z czterech w Polsce! W Nowym Targu jest też Liceum Ogólnokształcące z lwowskimi tradycjami. Uczą tam najlepsi profesorowie. Moja starsza siostra tam chodziła. 

Z technikum na Kokoszkowie - to już prawie w Gorcach - miałem piękny widok na całe Podhale. Jak graliśmy z chłopakami w koszykówkę, to widziałem Tatry. Widoki zapierające dech w piersiach! Wciąż mam kontakt z kolegami z tamtej szkoły. I z profesorem od chirurgii, Wojtkiem Kudasikiem, naszym wspaniałym wychowawcą. Spotykamy się co roku, by powspominać stare dobre czasy.

g03.10.2000 TWORKI - PLAN FILMU   KURACJA ' CHORY - BARTEK  TOPA ; REZYSER  WOJTEK SMARZEWSKI WO755
Plan filmu ''Kuracja'', 2000 rok (fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta)

Nie żałuje pan, że nie został weterynarzem?

Nie gdybam. Choć uwielbiam zwierzęta, są wspaniałe i nie kłamią.

P jak porażki

Jest w aktorstwie coś, czego pan nie lubi?

Niespecjalnie lubię castingi. Głównie dlatego, że trwają za krótko, by móc się odpowiednio - że tak to ujmę - "okręcić na wacku", pokazać swoje możliwości. Tak naprawdę wiele czynników składa się na castingowy "sukces": poprzednie role, preferencje producentów, czujność reżysera.

Takiego jak chociażby Smarzowski.

I jak chociażby jurorzy na Festiwalu Off Kamera w Krakowie, którzy docenili moją rolę w "Karbali", przyznając mi główną nagrodę za rolę męską. Bardzo sobie ją cenię.

A porażki?

Gdy byłem odrzucany w castingach, nigdy nie myślałem, że teraz wciągnie mnie mrok nieadekwatności. Raczej myślałem: Nie zaiskrzyło. Ale nie znaczy to, że się nie nadaję.

Czyli rozsądnie.

Zawsze tak do tego podchodzę. Choć każda sytuacja jest inna, wiele zależy od okoliczności. Na planie filmowym również. Jest dubel i wszyscy wiemy, że ten właśnie, a nie żaden inny, zostanie wykorzystany na ekranie. Nie ma wątpliwości, nie musimy robić kolejnego. Bo wszystko się splata: w idealnym momencie wyszło słońce, upadła szklanka czy przeleciał ptak. Dopuszczam na planie jakiś element spontaniczności rzeczywistości, pewną nieprzewidywalność.

W życiu też?

W życiu czasem się jej boję. Staram się reagować adekwatnie do sytuacji. Na przykład jak ktoś na kogoś krzyczy albo robi komuś krzywdę.

B jak brak autorefleksji

Nigdy pan nie oberwał?

Dwa razy mnie okradziono. Ale sam się do tego przyczyniłem.

Nie lubię agresji. Nawet takich zachowań, że wpychamy się gdzieś, przed kogoś, bo się śpieszymy. Wkurza mnie brak autorefleksji. Zdarzało mi się przeprowadzić przez przejście starszą osobę. Tak, i to jest banał! Sam poczułem się wtedy lepiej. To też ważne: żeby czuć się ze sobą dobrze. Byłem kiedyś w takim miejscu w życiu, że byłem totalnie samotny. Zadawałem sobie pytania: dlaczego?, kim jestem?, co mogę zrobić, by ten stan przerwać?

14.09.2015 Gdynia . 40 . Festiwal Filmowy w Gdyni . Konferencja Prasowa  Karbala ' . Bartlomiej Topa .Fot. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta
Bartłomiej Topa na festiwalu filmowym w Gdyni (fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

Domyślam się, że nawiązuje pan do straty dziecka. Zanim o tym przeczytałam, miałam pana za króla życia.

Król życia? To brzmi jak etykieta. Ja właśnie teraz czuję, że to wyjątkowy moment w moim życiu. I jest mi z tym bardzo fajnie. I to jest najważniejsze.

Bartłomiej Topa. Absolwent Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Stworzył wiele świetnych kreacji m.in. w "Domu złym", "Weselu" i "Karbali". Wegetarianin. Ma syna ze związku z malarką, Agatą Rogalską.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka psów, mądrych ludzi, kawy i sportowych samochodów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (31)
Zaloguj się
  • hula.kula

    Oceniono 23 razy 21

    ośmielę się stwierdzić, że np, znajomość podstawowych praw fizyki nie jest wiedzą bezużyteczną przekazywaną w szkole.
    niekiedy przydaje się też właśnie wiedza jaką Wisła ma glębokość.

  • normalny1977

    Oceniono 23 razy 9

    Głębokość Wisły nie jest potrzebna może, ale już głębokość Bałtyku jak najbardziej by wiedzieć, że przeciętnie jest to 25m i łodzie podwodne na tym akwenie nie mają sensu wbrew temu co sądzi władza. I tak jest z wieloma rzeczami.

  • ryslew2061

    Oceniono 13 razy 7

    Topy nie obchodzi głębokość Wisły. Na szczęście są ludzie, których to obchodzi. I obchodzi ich jeszcze kilka innych spraw. I to ci ludzie zmieniają świat, a nie Topowie maści wszelakiej, których poza własnym nochalem nic nie obchodzi i którzy przeminą wraz ze swoim ostatnim tchnieniem. A o takich tam Pitagorasach, Newtonach, Skłodowskich świat będzie pamiętał do ostatniego tchnienia. Świata.

  • jan.gauda

    Oceniono 12 razy 6

    Wywiad powierzchowny, właściwie niczego o aktorze nie dowiedziałem się, poza tym, że zdrowo żyje. Dziennikarka nie umiała/nie chciała dotrzeć głębiej. Niestety, że tak jest, świadczy ilość komentarzy.

  • 1noitatneserper

    Oceniono 4 razy 0

    Może sobie Smarzowski kręcić kolejne Klery, a póki co wzrasta liczba ludzi uczęszczających do kościoła. Ludzie pójdą na Kino Polo, na Topę, tak samo jak jak idą na Disco Polo i Zenka Martyniuka. Taki sam poziom. Smarzowski wie jak dogodzić gustom suwerena.

  • plastikpiokio

    Oceniono 5 razy -3

    bardziej mi pasuje na złodzieja .

  • jasio1231

    Oceniono 3 razy -3

    Wielu rzeczy uczylem sie w szkolach. Ale jednej rzeczy musialem nauczyc sie sam. Jak wyrazic swoja mysl uzywajac minimalnej ilosci slow i bedac zrozumianym poprawnie przez wszystkich . I dotyczy to nie tylko jezyka polskiego, ale innych jezykow, ktorych sie uczylem.

  • piss.off

    Oceniono 23 razy -9

    uczymy sie 'niepotrzebnych' rzeczy zeby nie zostac miernotą w szmirowatych kreacjach

  • 1noitatneserper

    Oceniono 23 razy -13

    @darecki77
    Nie mierz innych swoją miarką. Jak twój idol Wajda zrobił "Pana Tadeusza", to ty popijałeś popcorn colą. Zapewne jeszcze na "Katyniu" tak robiłeś. Ja byłem na obu filmach, oglądając je z uznaniem. Popcornu i coli do zajęcia umysłu czymś innym nie używam.

    Potrafię docenić dobre dzieło człowieka, z którym się nie zgadzam. Tym się różnimy. Ty połkniesz każdą szmirę Smarzowskiego, taką jak "Wesele", "Dom zły", czy "Kler", popijając je colą. Ja pochwalę go tylko za "Różę" i Wołyń.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX