Bal w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie

Bal w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (fot. NAC)

7 piw, 2 likiery i wódka. Alkoholowe ekscesy polskich literatów

Polskich literatów często można było spotkać w kawiarniach i restauracjach, gdzie rozmawiali o kulturze, polityce i nastrojach społecznych. Nikt jednak nie siedział w "Pod Pikadorem" czy w "Ziemiańskiej" żeby popijać herbatę. Tam, gdzie bywali Tuwim, Staff, Lechoń, alkohol lał się strumieniami.

W 1918 roku w Warszawie Tuwim zaczął się spotykać ze swym mistrzem Leopoldem Staffem. "Już byliśmy na 'ty', już chodziliśmy razem na wódkę do 'mordowni' na Siennej, do Wróbla, do Fukiera", pisał. Potem schorowany Staff znalazł w osobie Tuwima nie tylko oddanego przyjaciela, ale i czułego opiekuna.*

"Poeci piją rzeczywiście najczęściej i może najwięcej. Czemu się to dzieje - trudno dociec" - pisał Julian Tuwim. "Jeden z przyjaciół moich, świetny poeta i niezgorszy pijak, opowiadał mi niedawno, jak leżał i dumał smętnie, dlaczego on właściwie pije. I to, powiada, że się nad tym zastanawia, tak go zasmuciło, że poszedł na wódkę".

"Pod Pikadorem" na wódkę z artystą

Okazji było wiele, ale początkowo najważniejsza była taka, że "wybuchła Polska" wolna. Wraz z nią wybuchła też radosna twórczość podlana alkoholem. Na warszawskim Nowym Świecie narodziła się kawiarnia artystyczna "Pod Pikadorem", gdzie za jedyne 20 tysięcy marek polskich można było wypić wódkę z artystą. Działalność rozpoczęła grupa poetycka "Skamander", której współzałożycielem obok Antoniego Słonimskiego i Juliana Tuwima był Jan Lechoń: cudowne dziecko polskiej poezji. Młodzi, radośni, karmili swe muzy alkoholem.

Spotkanie Thomasa Manna z literatami polskimi w winiarni Fukiera. Widoczni m.in.: Kazimierz Wierzyński, Jan Lechoń, Antoni Słonimski, Julian Tuwim, M. Rentgen (fot. NAC)
Spotkanie Thomasa Manna z literatami polskimi w winiarni Fukiera. Widoczni m.in.: Kazimierz Wierzyński, Jan Lechoń, Antoni Słonimski, Julian Tuwim, M. Rentgen (fot. NAC)

Po zamknięciu "Pikadora" towarzystwo przeniosło się do "Ziemiańskiej" przy ulicy Mazowieckiej, gdzie właściciel dodał piętro, a w pół drogi do niego na tak zwanym półpiętrze jedyny stolik okupowali skamandryci. Niżej, na sali, debatowała grupa literacka "Kwadryga", krytykująca skamandrytów, na czele z Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim, Lucjanem Szenwaldem, Stanisławem Ryszardem Dobrowolskim, Władysławem Sebyłą i innymi. Jak pisał Stanisław Ryszard Dobrowolski, artyści stanowili dla mieszczuchów "pożądaną otoczkę nie śmierdzących groszem, a lubiących zajrzeć do sąsiedniego 'Wróbla' literatów". A "U Wróbla", jak wiadomo, była dobra wyżerka i wódka - i tam można było przychylić się łaskawie do prośby mieszczańskiego miłośnika poezji z wypchanym portfelem o wypicie wspólnie kielicha.

"Ziemiańska" obrosła legendą, podtrzymywaną starannie przez wspomnienia i opracowania między innymi Magdaleny Samozwaniec (Kossak), Jerzego Zaruby, Stanisława Ryszarda Dobrowoskiego i innych. Tam jednak twórcy pili raczej małą kawę, gdyż lokal nie miał zezwolenia na wyszynk alkoholu, przy czym kawa była "bardziej mała niż czarna", jak zauważył karykaturzysta "Jotes" (Jerzy Szwajcer).

Za to wódka i wino pite w knajpach i na uroczystościach wprost bezustannie przewijają się we wspomnieniach ludzi pióra okresu międzywojnia. Jak wiemy, Julian Tuwim przygodę z alkoholem rozpoczął wcześnie, w gimnazjum, gdzie poczuł, że trunki uskrzydlają niezwykle jego poetycką wrażliwość. Ale poczuł też zależność stanu, w jaki wprowadza wódka, od stanu, w jakim znajduje się pijący. "Smutek jest po pijanemu smutniejszy i radość radośniejsza. Ja osobiście, mając jakiekolwiek zmartwienie unikam alkoholu [...], radość natomiast, nawet w stanie ukrytym, skroplona porcją mocnego płynu, ponosi z kopyta, z serca skacze do mózgu i strzela oczami w taką dal, o jakiej nawet zwariowanym astronomom się nie śniło".

Bal sylwestrowy w Warszawie w 1933 r. Na drugim planie widać Eugeniusza Bodo (fot. NAC)
Bal sylwestrowy w Warszawie w 1933 r. Na drugim planie widać Eugeniusza Bodo (fot. NAC)

Z dalszego opisu wynikałoby, że ożywiony alkoholem poeta leci w przestrzenie wyobraźni na Pegazie - tak że trudno odróżnić, czy był to lot poetycki, czy stan maniakalny. Zresztą w przypadku artystów rzecz jest nie do odróżnienia i nawet nie ma sensu tego czynić, jeśli nie zmieni się ten lot w wyraźny stan chorobowy.

Sam Tuwim był przy tym zwolennikiem picia umiarkowanego, zgodnie z ars bibendi, sztuką picia. "Są, naturalnie, łby, dla których nadmiaru nie ma, gdyż wlewają w siebie kubły i cebry, a nigdy nie są pijani, lecz o tych mówić nie śmiem, jako że budzą we mnie zabobonny strach i poważanie. Dla przykładu tylko powiem, że byłem niegdyś w towarzystwie dwóch panów, którzy po wypiciu trzech karafek wódki, czterech butelek tokaju, butelki koniaku, butelki Cointreau i ośmiu kufli piwa przywołali kelnera i szepnęli mu coś na ucho. Kelner zaś podał na nowo wódkę i zakąskę. Zaznaczę skromnie, że mój udział w tej uczcie był całkowicie platoniczny", pisał Tuwim w 1923 roku. Cóż, ci panowie byli psychicznie odporni na działanie alkoholu, ale czy ich organy wewnętrzne były równie odporne, ośmielamy się wątpić...

Absynt w Paryżu, wino w Pradze

W Paryżu Tuwim spróbował aperitifu oxygéné, czyli absyntu najbardziej popularnego w belle époque. Po wrzuceniu kawałka lodu i dodania wody "zmieszana ciecz jęła przybierać barwę mleczno-opalizującą", wspominał Roman Zrębowicz. Wypicie oxygéné zbudziło natychmiast w Tuwimie nieszczęśliwego poetę, szczególnie po kolejnych aperitifach i recytowaniu Rimbauda, kiedy to "załkał: - Ja nie mam talentu! Nie mam żadnego talentu! - powtórzył kilkakrotnie". Dopiero po zapewnieniach, że po Słowackim i Norwidzie jest najwybitniejszym i najoryginalniejszym poetą literatury polskiej", Tuwim się uspokoił. Zastanawiające jest, że w tej klasyfikacji nie znalazł się wieszcz narodowy Adam Mickiewicz...

Bal prasy w Krakowie, 1935 r. (fot. NAC)
Bal prasy w Krakowie, 1935 r. (fot. NAC)

Podczas wizyty Tuwima w Czechach i na spotkaniach z poetą Františkiem Halasem panowie ciągnęli zdrowo trunki, o czym świadczy korespondencja. W liście z 22 marca 1928 roku Tuwim pytał Halasa: "Wino ciągle jeszcze pijesz? Pij, nie szkodzi. Ja tutaj będę robić to samo, a pijąc, będę myślał o Tobie". A ponad rok później znów podpytywał z łezką w oku: "Co porabiasz, stary pijaku? Czy jeszcze pamiętasz tę fantastyczną noc w Pradze, kiedyśmy się tak potężnie urżnęli? Ja robię to w Warszawie dość często i krzyczę wtedy na ulicy: 'Halas! Halas!' - czy ty to słyszysz? A jakie wiersze piszesz?". W 1931 roku znów odwiedził Czechy i potem pisał do Halasa: "piję wasze wódki - bardzo dobre [...]. Kiedy, ach, kiedy, kochany poeto, znowu Cię zobaczę i wypiję z Tobą beczkę wina?". Musiała ich łączyć alkoholowa zażyłość, bo Tuwim zaadresował list następująco "Fr. Halas /basnik a pijak/, Praha XII/ Fochova 62/ Orbis".

Wydając Polski słownik pijacki, Tuwim w słowie wstępnym nie krył zamiłowania do alkoholowego życia. Pisał jednak o tym w czasie przeszłym. "Jest więc ta książką jakby 'pieśnią łabędzią' bardzo niegdyś gorliwego sługi Bachusowego, co długie lata zaprawiał się w winnicy i piwnicy Pańskiej, aż mu przyszło gorzko za Pismem świętym powtarzać: 'Nie bywaj na biesiadach pijaniców..., bo którzy się pijaństwem bawią, zniszczeją'". Zbiór ten zawierał również Antologię bachiczną z wielką liczbą dawnych pieśni sławiących picie wina i wódki, co po części znalazło też odbicie w pierwszym tomie niniejszego dzieła. Widać, że poeta dobrze znał się na temacie.

"Gorszycielka" Irena Krzywicka bywała na półpięterku w "Ziemiańskiej". Tam poznała Tuwima, a potem jego żonę: "był bardzo semicki, włosy miał zbyt czarne, oczy zbyt palące [...] miał myszkę na policzku", więc "uważał, że jest odrażający i kiedy się zakochał w swojej przyszłej, ślicznej (choć może za bardzo lalkowatej) żonie, sądził, że nie ma u niej żadnych szans". Gdy już się z nią ożenił, jak wiemy, "szalał nie tylko ze szczęścia, ale i z wdzięczności". Możemy przypuszczać, że Stefania, a raczej tuwimowskie poczucie długu wobec niej nie do spłacenia powstrzymywały poetę przed ekscesywnym piciem, choć jak mógł, tak omijał nakazy i zakazy, pijąc ukradkiem lub nie zważając na żonine dąsy.

Bal prasy w warszawskiej Adrii. Na zdj. Jadwiga Smosarska w towarzystwie pełnomocnika dóbr Karola Radziwiłła Jerzego Żółkiewskiego (fot. NAC)
Bal prasy w warszawskiej Adrii. Na zdj. Jadwiga Smosarska w towarzystwie pełnomocnika dóbr Karola Radziwiłła Jerzego Żółkiewskiego (fot. NAC)

"Rozmowa z Tuwimem rzadko bywała normalna, o sprawach bieżących czy o jakichś zagadnieniach. Żył we własnym świecie, w swoim szperactwie, lękach, upojeniach, zachwytach i grozie, śmiał się i płakał łatwo, czasem miesiącami zamykał się w domu i bał się wyjść na ulicę, czasem pił i bawił się co wieczór. W jego gabinecie regały z książkami sięgały sufitu i zasłaniały wszystkie ściany", wspominała Krzywicka.

Gdy Tuwim spotkał Boya, podobnie jak Staffa i Leśmiana całował go w rękę, a Boy odwdzięczał mu się tym samym. Jedno ich łączyło według Krzywickiej: "I Boy, i Tuwim płacili za swoje olbrzymie talenty długotrwałymi napadami przygnębienia i depresji". Krzywicka utrzymywała serdeczne stosunki z Tuwimem, ale nie przyjacielskie: "może go od niektórych ludzi odpychała psychopatyczność jego charakteru, może wzgardliwy chłód jego żony". Trudno się dziwić jednak pani Stefanii: niewykluczone, że chłodnym murem odgradzała się, aby strzec chorego męża przed piciem alkoholu i maniakalnymi narowami, gnębiącymi wielu poetów.

Albowiem cały Tuwimowski zbiór Nalej mi wina! jest w gruncie rzeczy laudacją na cześć alkoholu, a raczej stanu po spożyciu:

Złotą, wieczorną wódką
Pijany, niepijany.
Płynę wolno, cichutko,
Śmiesznie z domu wywiany.

Poeta wspominał też o mordobiciu w knajpie "śród brzęku szkła i kobiet wycia" i upiciu się w tymże przybytku "prędko, gwałtownie". Po czym następował czyn wymagający niezwykłej odwagi: wyjście na zewnątrz w stanie upojenia:

Tak na murze rozpostarty w męce,
Spod stóp uciekającą goniłem ulicę,
A żona, siostra i rodzice
Wyciągali do mnie ręce.

Niewiele pomogli, bo w 1936 roku Tuwim pisał:

Apsssolutnie-lutnie pijany
Stopijany, trzystapijany,
Toczę Kosmos jak Konkurencja
Gdy obijam uliczne ściany.

Obiad wydany z okazji jubileuszu pracy pisarskiej Wacława Sieroszewskiego. Na zdj. m.in.: Józef Piłsudski, Jędrzej Moraczewski, Julian Tuwim, Jan Lechoń (fot. NAC)
Obiad wydany z okazji jubileuszu pracy pisarskiej Wacława Sieroszewskiego. Na zdj. m.in.: Józef Piłsudski, Jędrzej Moraczewski, Julian Tuwim, Jan Lechoń (fot. NAC)

Jak wspomnieliśmy, swą przygodę z alkoholem Tuwim zaczął w gimnazjum. Powyższe strofy świadczą, że rzeczywiście był wybitnym znawcą alkoholowego tematu, który znał z doświadczenia. Jedyne, co nas może powstrzymać od oceny poety jako ekscesywnego alkoholika, to fakt, że "o Tuwimie nie znajdziemy ani jednej takiej wzmianki, ani jednego wspomnienia o publicznym spiciu się, skandalu, a choćby małym skandaliku. Mimo to legenda wykreowana przez niego [...] wciąż funkcjonuje w powszechnej świadomości", pisał Tadeusz Januszewski.

Czy jednak legenda? W wirze miłości i poetyckich uniesień młodziutki Tuwim podpisuje wiersz 8 stycznia 1916 roku: "7 piw + 2 likiery + wódka". Inne też wymienione wyżej fakty zdają się świadczyć o uzależnieniu. Tuwim kontynuował flirt z alkoholem z takim zapałem, że wątroba zaczęła mu odmawiać posłuszeństwa. Lęki przybrały postać agorafobii, czyli strachu przed otwartymi przestrzeniami, wpadał też w stany depresyjne i nerwicowe. Wychudł i przedwcześnie się postarzał.

Nie stracił jednak dobrego humoru, jak wynika z lektury jego listów. "lekarze nareszcie trafili w sedno mojej długotrwałej choroby: wszystko przez nieodpowiednio funkcjonującą wątrobę: na tle jej sekrecji - nerwica wegetatywna. 'Ach ty, w wątrobę szarpany, jak mawiał sęp do Prometeusza'", pisał Tuwim 14 czerwca 1933 roku do Iwaszkiewicza. Zdiagnozowano też u Tuwima owrzodzenie dwunastnicy. Gdy odwiedził go Tadeusz Wittlin, zwany Tadzio-Tadzio, "wchodzi pani Tuwimowa, a za nią pokojówka, niosąc na tacy karafkę z wiśniówką i jeden kieliszek. Dla mnie. Dla mego gospodarza jest filiżanka herbaty, a dla nas obydwu biszkopty.

- Widzi pan, na co mi zeszło - żali się Tuwim. - Nie wolno mi kropli alkoholu - wrzód na dwunastnicy. Ale proszę, niech pan pije. Przynajmniej będę patrzył na pijącego, a resztę dopowiedzą mi wspomnienia i wyobraźnia poety".

Lecz nie zawsze był tak miły i karmiący się miłymi wspomnieniami. Kiedyś odwiedził Tuwima Konstanty Ildefons Gałczyński z konkurencyjnej "Kwadrygi", by się pokajać. "Zalany w drysk [...] upadł na kolana i obejmując go za nogi, błagał ze łzami: 'Królu! Przebacz!'". A na to Tuwim otworzył drzwi i zawołał: "Won!". Podobno Gałczyński posłuchał, referował redaktor naczelny "Cyrulika Warszawskiego" Jerzy Paczkowski.

Jednak Tadeusz Wittlin nie był w stanie w to uwierzyć: "- To Kostek wyjątkowo wczoraj nie był pijany [...], bo po pijanemu uparłby się i nie ruszył z miejsca".

Paczkowski przyznał Wittlinowi rację. Gałczyński był przy tym tematem nieustających plotek o awanturach, burdach, które wywoływał, czy też o jego pracy magisterskiej o nieistniejącym poecie, która stworzy legendę "zielonego Konstantego i srebrnej Natalii".

1 kwietnia 1935 roku Tuwim przeszedł operację usunięcia wrzodu dwunastnicy. Mimo to "postępująca nerwica lękowa ścinała go z nóg", wspominała jego siostra. "Chudł coraz bardziej i całymi okresami nie mógł chodzić na skutek obawy przestrzeni". Gości zaczął przyjmować "z pozycji horyzontalnej", leżąc "na tapczanie przy przyćmionym świetle i zasuniętych storach (nie cierpiał jaskrawego światła)". Nie jest wykluczone, że w ten sposób ulokowały się w świetnym poecie lęki, także poalkoholowe.

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i s-ka (mat. prasowe)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i s-ka (mat. prasowe)

Jak bardzo Tuwim tęsknił do alkoholowej ulgi, niech świadczy Polski słownik pijacki i antologia bachiczna, wydane w 1935 roku. Koledze z gimnazjum łódzkiego Marianowi Piechalowi zadedykował Tuwim swe dzieło tak: "Kochanemu poecie-ziomkowi w dniu rozpoczęcia wznowionej kampanii pijackiej". Jednak kiedy już dotarło do poety, że picie jest igraniem ze śmiercią, usiłował się hamować. "Ja wprawdzie już nic nie piję, ale Ty chyba kontynuujesz tę wzniosłą działalność, więc popatrzyłbym chociaż", pisał 6 listopada 1934 roku do Halasa. Tuwim go przeżył, gdyż Halas zmarł, ledwie przekroczywszy 48 lat, w 1949 roku. Tymczasem polski poeta kontynuował "wzniosłą działalność", wspominając na przykład w 1952 roku w zaproszeniu Sternów do swego domu w Aninie, że jest "zmacerowany", bo się "nie dopił". Tymczasem "takie popijawy muszą być gruntowne, do-denne, samo dno duszy przemywające. Przyjedź z Alicją, pogadamy, postaramy się odmacerować", pisał do Sterna.

Ponad rok później już nie żył. Serce nie wytrzymało w Zakopanem.

*Fragmenty książki "Alkoholowe dzieje Polski. Czasy Wielkiej Wojny i II Rzeczpospolitej" Jerzego Besali. Możecie ją kupić w Publio.pl >>>

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Jerzy Besala ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Specjalizuje się w dziejach Polski szlacheckiej i jest autorem kilkudziesięciu książek. Opublikował m.in. biografię Stanisław Żółkiewski (1988), trzytomowe dzieło Małżeństwa królewskie: Piastowie, Jagiellonowie, Władcy elekcyjni (2006-2007), Stefan Batory (2010), Zygmunt Stary i Bona Sforza (2012) oraz m.in. popularne Tajemnicze dzieje Polski. Szczególną wagę przywiązuje do psychologicznego rozumienia postaci, co znalazło odbicie w cyklu "Miłość i strach. Dzieje uczuć kobiet i mężczyzn" (2010-2014), zaplanowanym na pięć tomów. Jest też autorem licznych artykułów w prasie, współpracuje z "Polityką", "Newsweekiem-Historia", "Wiedzą i Życiem".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (17)
Zaloguj się
  • fantomas200

    Oceniono 33 razy 21

    Dziwne to dla mnie. Na zdjęciu z Piłsudskim nie ma żadnego purpurata. Ktoś zapomniał ich zaprosić na poświęcenie biesiady?

  • nieprzyjazny

    Oceniono 12 razy 12

    Nie przepadam za alkoholowymi ekscesami ale na bibę w takim towarzystwie jak w tych kawiarniach to bym chciał z raz się wybrać.

  • dobrochnaa

    Oceniono 10 razy 4

    Mieli lęki, dołujące stany i trudności psychiczne. Alkohol w znaczącym stopniu dokładał się do tego efektu. Ale ich wiedza na ten temat była znikoma...
    Moda na alkoholowe imprezy i upijanie się do nieprzytomności to zapewne również skutek trwającej w USA prohibicji.

  • c.t.k

    Oceniono 22 razy 4

    Wystarczy spojrzeć na te zastawione stoły,papierosy...wszystko było normalnie.Teraz jest zdrowiej,bezpapierosowo,alkoholowobezalkoholowo,ekologicznie tyle ,że do d...

  • ryslew2061

    0

    "... schorowany Staff"? W 1918 miał 40 lat, a przeżył kolejne 40. Nieźle, jak na "schorowanie" w tamtych dramatycznych latach.

  • hippolitt.kwass

    Oceniono 12 razy 0

    Dość żenujące jest to ekscytowanie się ilościami wypitej gorzały

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX