Dokument 'Walka: Życie i zaginiona twórczość Stanisława Szukalskiego' jest dostępny w serwisie Netflix

Dokument 'Walka: Życie i zaginiona twórczość Stanisława Szukalskiego' jest dostępny w serwisie Netflix (mat. prasowe)

ludzie

Genialny artysta, szaleniec, pseudonaukowiec. Kim był ten, o którym Leonardo DiCaprio mówi: "przyszywany dziadek"?

Jego życiorysem można by obdzielić kilka osób. Polski rzeźbiarz w XX-leciu międzywojennym uznawany był za jednego z najwybitniejszych artystów. Ale Szukalski to także megaloman o antysemickich poglądach i pseudonaukowiec poświęcający blisko 40 lat swojego życia na badania źródeł ludzkości. I ciepły starszy pan, który spędził 50 lat z jedną kobietą, a do domu zapraszał śmietankę undergroundowego świata sztuki, z ojcem Leonardo DiCaprio włącznie. W Netflixie można obejrzeć dokument o jego życiu.

Szukalski prawdopodobnie zostałby zupełnie zapomniany, gdyby nie splot okoliczności, które w 1968 roku doprowadziły Glenna Braya, młodego kolekcjonera sztuki, do 80-letniego, mieszkającego wówczas w Los Angeles, Polaka. Bray trafił w antykwariacie na album polskiego rzeźbiarza i z miejsca zakochał się w jego niepokojących wizjach. Był jednak przekonany, że urodzony pod koniec XIX wieku Szukalski już dawno nie żyje. Tymczasem niedługo później, odwiedzając lokalną księgarnię, zauważył plakat z takim samym podpisem, jaki widniał na albumie Polaka. Okazało się, że Stanisław Szukalski nie tylko żyje i ma się dobrze, ale mieszka zaledwie kilka ulic dalej. Niewiele myśląc, Bray postanowił złożyć mu wizytę. Kiedy rzeźbiarz, wciąż przekonany o własnej wielkości, choć od wielu lat żyjący skromnie i z dala od świata wielkiej sztuki, zobaczył na progu swojego mieszkania nowego fana, poczuł, że los raz jeszcze się do niego uśmiechnął. Zapomniany staruszek znowu był w centrum zainteresowania. I nie mógł być bardziej szczęśliwy.

Prace Szukalskiego prawdopodobnie zostałyby zupełnie zapomniane, gdyby nie przypadek (fot. NAC)
Prace Szukalskiego prawdopodobnie zostałyby zupełnie zapomniane, gdyby nie przypadek (fot. NAC)

Mimo zaawansowanego wieku Staś, jak wkrótce zaczął zwracać się do niego Bray, tryskał energią, mówił dużo i żywo gestykulował. Glenn pokazał dzieła artysty znajomym z undergroundowego świata i wkrótce w domu Szukalskiego zaczęli bywać m.in. malarze Robert i Suzanne Williamsowie oraz związany z komiksami George DiCaprio. Jego prace pojawiły się w magazynie "Weirdo", wydawanym przez Roberta Crumba, legendarnego rysownika, guru komiksu undergroundowego. Rick Griffin, należący do Wielkiej Piątki psychodelicznego plakatu, nadał Szukalskiemu przydomek "The Szuk" i zaczął traktować go jak bożka.

Szukalski mówił o swoich wybitnych dokonaniach, o kontaktach z największymi artystami XX wieku, tragicznej utracie dorobku życia w trakcie II wojny światowej, wreszcie o odkryciach korzeni ludzkości, które w jego wyobraźni stawiały go w jednym rzędzie z Kopernikiem. Opowieści, którymi dzielił się z Glennem Brayem, wydały się kolekcjonerowi na tyle niesamowite, że postanowił uwiecznić je na kasetach wideo. W ciągu pięciu lat nagrał 200 godzin materiału z Szukalskim opowiadającym o swoim życiu i pracy. Te taśmy stały się po wielu latach kanwą niezwykłego dokumentu, który przybliża sylwetkę jednego z najbardziej nietuzinkowych i kontrowersyjnych artystów XX wieku.

Współproducentem filmu "Walka. Życie i zaginiona twórczość Stanisława Szukalskiego" w reżyserii Irka Dobrowolskiego jest Leonardo DiCaprio, który nazywał artystę "przyszywanym dziadkiem".

"Klasyczny przykład megalomanii"

Urodzony w Warcie w 1893 roku Staś Szukalski od dziecka przejawiał nadzwyczajne umiejętności artystyczne. Równie zdolny, co uparty chłopiec od wpatrywania się w słońce uszkodził wzrok i przez całe życie w jego polu widzenia znajdowała się ciemna plamka. W wieku 12 lat wyemigrował z rodziną do Stanów Zjednoczonych.

Pierwsze kroki w zawodzie artysty stawiał w Art Institute of Chicago. Tam odkryto jego nieprzeciętny talent i namawiano rodziców, by wysłali go na studia do Europy. 14-letni Staś wyruszył więc w kierunku Polski, by ubiegać się o przyjęcie do krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Mimo młodego wieku pozwolono mu zdawać egzaminy wstępne. W filmie Dobrowolskiego rzeźbiarz wspomina, że otoczony starszymi, znacznie bardziej doświadczonymi kandydatami nie zdążył nawet narysować pełnej sylwetki modelki, tylko kawałek kolana. Ówczesny rektor uczelni Konstanty Laszczka był jednak tak zachwycony jego warsztatem, że postanowił nagiąć przepisy i przyjąć chłopca na prawach studenta nadzwyczajnego.

Otwarcie wystawy prac Szukalskiego (w środku) w Salonie Sztuki Czesława Garlińskiego w 1929r. Widoczni m.in.: profesor Miłosz Kotarbiński (2. z lewej), generał Edward Rydz-Śmigły, aStanisław Szukalski (w środku), żona premiera Janina Świtalska (1. rząd 4. z prawej) (fot. NAC)
Otwarcie wystawy prac Szukalskiego (w środku) w Salonie Sztuki Czesława Garlińskiego w 1929r. Widoczni m.in.: profesor Miłosz Kotarbiński (2. z lewej), generał Edward Rydz-Śmigły, aStanisław Szukalski (w środku), żona premiera Janina Świtalska (1. rząd 4. z prawej) (fot. NAC)

- W Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie Szukalski studiował przez cztery lata, do 1913 roku, kiedy postanowił wrócić do Chicago, tchnięty przeczuciem, że wkrótce jego ojciec umrze - mówi prof. dr hab. Lechosław Lameński, biograf Szukalskiego. - Faktycznie niewiele później jego ojciec zginął w wypadku samochodowym. Szukalski przechwalał się potem, że własnoręcznie dokonał sekcji jego zwłok i podczas analizy ciała zmarłego ojca do perfekcji opanował anatomię ludzkich mięśni. Obawiam się, że to klasyczny przykład jego megalomanii, niemający nic wspólnego z prawdą. Anatomii młody rzeźbiarz z pewnością nauczył się podczas studiów w Krakowie. W dodatku po śmierci ojca Stanisław dorabiał, pracując m.in. w chicagowskich rzeźniach - tłumaczy Lameński.

Takich sprzeczności w biografii Szukalskiego jest więcej. Im artysta starszy, tym więcej konfabuluje na temat swojej przeszłości, miesza wspomnienia z wymyślonymi anegdotami. Wydobywa z pamięci historie, które stawiają go w danym momencie w dobrym świetle, odcina się od nieprzyjemnych epizodów. Tworzy własny, alternatywny świat, a jego zachowanie balansuje niebezpiecznie na granicy ekscentryzmu i choroby psychicznej.

"Jestem największym autorytetem we wszystkim, co ma wartość piktograficzną" - mówi zadowolony z siebie na archiwalnych nagraniach. Zapytany o wpływy i inspiracje, Szukalski wymienia Augusta Rodina i Michała Anioła. O współczesnych artystach miał nie najlepsze zdanie, określając ich mianem "fartists", a o Picassie mówił "Pic-asshole". - W czasie studiów wystawiał swoje prace razem z Witkacym, na pewno cenił twórczość Jacka Malczewskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Wita Stwosza, Zofii Stryjeńskiej - wymienia Lameński.

W czasie studiów wystawiał swoje prace razem z Witkacym (fot. NAC)
W czasie studiów wystawiał swoje prace razem z Witkacym (fot. NAC)

Szukalski kładł ogromny nacisk na szczegóły. Miał niesamowitą wyobraźnię przestrzenną i tworzył wyłącznie z pamięci, bez modeli. Potrafił w niezwykle wierny sposób oddać strukturę mięśni i ścięgien, a jego precyzyjną technikę porównuje się dziś do drukarek 3d. - Jego twórczość trudno nazwać nowatorską. Szukalski był twórcą eklektycznym, który czerpiąc inspirację z bardzo różnorodnych tradycji, potrafił wypracować własny, niepodrabialny styl. W jego twórczości widać wpływy ekspresjonizmu, kubizmu, secesji, ale najważniejszym źródłem inspiracji była dla niego sztuka prekolumbijska, pierwotna i ludowa, uważana przez Szukalskiego za najbardziej czystą. Swobodnie przeplatał symbole prekolumbijskie ze słowiańskimi, wpisując je w nową, niepokojącą rzeczywistość, która znalazła rzesze wyznawców - ocenia Lameński.

Kompleks boga

Już w młodości Szukalski słynął z porywczego charakteru i nie znosił żadnej krytyki. Był zasadniczy, przekonany o własnej wielkości ponad wszystko, nie uznawał żadnych autorytetów. Nigdy nie robił poprawek, nie korzystał z brudnopisów ani szkicowników. Wszystkie prace tworzył od razu "na czysto". Nie tolerował sprzeciwu i przez całe życie pielęgnował w sobie kompleks boga. Zrezygnował ze współpracy z prestiżową galerią tylko dlatego, że wystawiała prace artystów, których nie lubił. Gdy podczas wernisażu poproszono go o usunięcie jednego z jego dzieł ze względu na jego polityczny wydźwięk, zdemolował całe pomieszczenie. Krytyka sztuki, który podczas wizyty w jego pracowni niechcący dotknął laską jednej z rzeźb, zrzucił ze schodów.

Wystawa prac Stanisława Szukalskiego (w środku) i szczepu 'Rogate Serce' w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie w 1936 r. (fot. NAC)
Wystawa prac Stanisława Szukalskiego (w środku) i szczepu 'Rogate Serce' w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie w 1936 r. (fot. NAC)

Po powrocie z Krakowa Szukalski szturmem podbił przedwojenne środowisko artystyczne Chicago. - Przywiózł z Europy wiedzę na temat najbardziej aktualnych nurtów w sztuce europejskiej, o których amerykańscy malarze i rzeźbiarze nie mieli wówczas pojęcia. W latach 1914-1924 Szukalski był wręcz motorem napędowym chicagowskiej bohemy - mówi Lameński. To właśnie w tym czasie Szukalski poznał Bena Hechta, jednego z najwybitniejszych scenarzystów XX wieku, autora m.in. "Przeminęło z wiatrem", "Człowieka z blizną", "Dziewczyny piętaszek" czy scenariuszy filmów Alfreda Hitchcocka. Przyjaciel będzie próbował pomóc polskiemu twórcy, pisząc o nim w amerykańskiej prasie czy proponując mu pracę przy hollywoodzkich produkcjach. Szukalski przygotuje m.in. elementy scenografii do "King Konga" z 1933 roku, ale nie będzie tą współpracą zachwycony. "Dobrze płacili" - wspomni po latach. Jednak w amerykańskiej branży filmowej, nastawionej na pracę zespołową, Szukalski ze swoim rozbuchanym ego nie potrafił się odnaleźć.

W latach 20. poprawiła się znacznie sytuacja finansowa artysty. Szukalski ożenił się z Helen Walker, córką dobrze sytuowanego chicagowskiego lekarza. Wkrótce na świat przyszła córka Kalinka, ale małżeństwo nie przetrwało. Szukalski zakochał się w przedszkolance i z dnia na dzień odrzucił bogactwo żony, by prowadzić skromne życie u boku nowej wybranki. Joan okazała się zresztą miłością jego życia, spędzili razem 50 lat.

Wieszcz, poganin, antysemita

W XX-leciu międzywojennym Szukalski kilkukrotnie odwiedzał Polskę, gdzie stał się jednym z najbardziej cenionych artystów. Założył grupę artystyczną Szczep Rogate Serce, odwołującą się w swojej twórczości do tradycji starosłowiańskich. Neopogańscy zapaleńcy wyznający kult młodości oraz antykomunizm i antyklerykalizm organizowali liczne wystawy na terenie kraju, używali pseudonimów (Szukalski przybrał przydomek "Stach z Warty"), nosili specjalne stroje z wyszywanymi symbolami rogatego serca.

Dziś za sprawą dokumentu Netflixa Szukalski ma szansę na kolejne odrodzenie (fot. NAC)
Dziś za sprawą dokumentu Netflixa Szukalski ma szansę na kolejne odrodzenie (fot. NAC)

W drugiej połowie lat 30. popularność Szukalskiego w Polsce wzrosła na tyle, że zdecydował się wraz z żoną przenieść do kraju na stałe. Chciał się poświęcić  tworzeniu sztuki etnicznej, zanurzonej w słowiańskiej mitologii, która będzie aktualna, czytelna dla jego rodaków i poruszy ich narodową wrażliwość. - Uważał się za największego artystę o statusie niemalże wieszcza narodowego. Miał bardzo precyzyjną wizję Polski, zwracającej się w kierunku swoich słowiańskich korzeni. Przekonywał przy tym, że należy zlikwidować akademie sztuki i odciąć się od zachodnich wpływów, zwłaszcza francuskich, które według niego zdegenerowały polską kreatywność.  Na czele nowego systemu nauczania artystów miał stanąć, oczywiście, sam Szukalski - tłumaczy Lameński.

Zachwycający warsztat i imponująca wyobraźnia szły jednak u Szukalskiego w parze ze skrajnie nacjonalistycznymi poglądami, które dzisiaj jeżą włos na głowie. W międzywojennej Polsce wzbudzały nie mniejsze poruszenie. Ale jednocześnie rzeźbiarz dostawał wówczas lukratywne propozycje. Zaprojektował m.in. płaskorzeźbę  przedstawiającą polskie godło, zdobiącą gmach Urzędów Niezespolonych w Katowicach, zniszczoną w trakcie II wojny światowej. Pracował nad monumentalnym pomnikiem Bolesława Chrobrego. Stworzył także nowe godło Polski - Toporła - symbol łączący topór obosieczny z orłem. Współcześnie twórczość Szukalskiego stała się w Polsce pożywką dla społeczności neopogańskich, propagujących autorytarną i prawicową wizję świata. Toporzeł jest jednym z symboli narodowców, używany przez m.in. nacjonalistycznych neopogan ze Stowarzyszenia na rzecz Tradycji i Kultury "Niklot".

Jego prace podobno spodobały się także w nazistowskich Niemczech. Na zdjęciu Szukalski z psem Bacą w 1929 r. (fot. NAC)
Jego prace podobno spodobały się także w nazistowskich Niemczech. Na zdjęciu Szukalski z psem Bacą w 1929 r. (fot. NAC)

Szukalski kontrowersyjnymi poglądami dzielił się na łamach wydawanego przez siebie  czasopisma "Krak". Zaprojektowany przez niego symbol Topokrzyża z adnotacją "Gospodarczo Organizujemy Jedność" miał konotacje antysemickie i był umieszczany na nieżydowskich sklepach. Jego prace podobno spodobały się także w nazistowskich Niemczech i przed wybuchem wojny Szukalski dostał propozycję zaprojektowania pomników Hitlera i Göringa. W filmie wspomina ze śmiechem, że po zainkasowaniu czeku przygotował szkic - narysował Hitlera jako tancerza klasycznego w sukience. Zamawiający odpisali grzecznie, że raczej nie wykorzystają. Dziś trudno dotrzeć do źródeł, które potwierdziłyby tę opowieść.

Za to na pewno odkrycie poglądów Szukalskiego było szokiem dla ludzi, którzy poznali go w latach 60., gdy już nie zdradzał się ze swoimi przekonaniami. "Kiedy zaczynaliśmy pracę nad tym dokumentem, nie mieliśmy o tym [jego przedwojennych poglądach - przyp. red.] pojęcia. Straciliśmy przyjaciela, który nigdy nie istniał" - mówi ze smutkiem w filmie Dobrowolskiego George DiCaprio. Znał Szukalskiego z czasów, gdy artysta, zepchnięty na margines we własnym kraju i niepotrafiący odnaleźć się w powojennej Ameryce, więcej mówił o tolerancji i potrzebie wymiany kulturowej, która wzbogaca każdą ze stron.

Własna historia świata

Dlaczego Szukalski wrócił do USA? Jego obiecującą karierę w Polsce przerwał wybuch wojny. Udało mu się uciec wraz z żoną do Stanów, ale cały jego artystyczny dorobek został zniszczony i rozkradziony podczas kampanii wrześniowej.

Stanisław Szukalski (w środku) podczas pobytu w Krakowie w 1938 roku (fot. NAC)
Stanisław Szukalski (w środku) podczas pobytu w Krakowie w 1938 roku (fot. NAC)

Za oceanem Szukalski porzucił rzeźbę i poświęcił, jak sam mówi w dokumencie, 40 lat, by dokonać największego odkrycia w historii ludzkości. Zermatyzm, jego wielki projekt przepisania historii ludzkości na nowo, jest uznawany za pseudonaukę. Szukalski przekopywał się przez sztukę całego globu w poszukiwaniu źródła wszystkich kultur. I napisał 54 tomy własnej historii świata. Wierzył, że kolebką ludzkości jest Wyspa Wielkanocna, zaś przed wiekami istniał jeden, uniwersalny dla całego świata system symboli - macimowa -  dopóki nie doszło do wielkiej katastrofy, zwanej przez niego wielką powodzią. Usiłował zainteresować swoim odkryciem czasopisma naukowe. Bezskutecznie.

- Po wojnie w Stanach Zjednoczonych było mu ciężko. Stracił cały swój dorobek podczas wojny. Zarabiał śmieszne pieniądze, popadał w zapomnienie i coraz częściej zamykał się w swoim świecie, który nie miał nic wspólnego z rzeczywistością. Istnieje wiele przesłanek, że jego ekscentryczne zachowanie i pseudonaukowe próby były w istocie przejawem choroby psychicznej - ocenia Lameński.

Dziś za sprawą dokumentu Netflixa Szukalski ma szansę na kolejne odrodzenie. Prof. Lameński, który przed świętami wydał album poświęcony artyście, zatytułowany po prostu "Szukalski", zdradza, że kilkadziesiąt tomów zostało już wysłanych do Stanów Zjednoczonych. Mimo że pozycja jest dostępna jedynie w języku polskim. Glenn Bray, przyjaciel i spadkobierca Szukalskiego, od wielu lat walczy o przywrócenie rzeźbiarzowi należnego mu miejsca w historii sztuki. Czy zapomniany twórca ma szansę na triumfalny powrót? I czy można zachwycać się jego twórczością bez wpisywania jej w kontekst biograficzny? - Myślę, że w przypadku Szukalskiego na jego współczesnej recepcji, a raczej jej braku, zaważyły przede wszystkim jego poglądy. Jestem przekonany, że nie da się oddzielić artysty od jego życiorysu - podsumowuje Lameński.

Cały artystyczny dorobek Szukalskiego został zniszczony i rozkradziony podczas kampanii wrześniowej (mat. prasowe)
Cały artystyczny dorobek Szukalskiego został zniszczony i rozkradziony podczas kampanii wrześniowej (mat. prasowe)

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER >>>

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (77)
Zaloguj się
  • oczy_argusa

    Oceniono 24 razy 14

    Życzę z całego serca wszystkim politpoprawnym artystom o jedynie słusznych poglądach takiego warsztatu jakim dysponował Szukalski. O talencie nie wspomnę...

  • welarg

    Oceniono 13 razy 11

    Szukalski przed wojną miał poglądy nacjonalistyczne, ale nie nazistowskie. Po wojnie wyraźnie je przewartościował. Giedrojć przed wojną też miał poglądy nacjonalistyczne, a po wojnie je przewartościował. Więc ja bym się tak nad Szukalskim nie pastwił.

  • drakaina

    Oceniono 11 razy 11

    Czy ktoś może mi wyjaśnić logikę tego podpisu pod jednym ze zdjęć: "Jego prace podobno spodobały się także w nazistowskich Niemczech. Na zdjęciu Szukalski z psem Bacą w 1929"? Jakkolwiek ruch nazistowski jest wcześniejszy od 1933, tak jednak o "nazistowskich Niemczech" można mówić dopiero po tej dacie, no i co ma do tego nieszczęsny pies?

  • himils

    Oceniono 18 razy 10

    Film świetny. W tekście brak informacji o późniejszym uznaniu przez Szukalskiego Żydów za jeden z narodów „niosących prawdę , przesłanie” czy jakoś tak w duchu tej jego pseudonauki. Był jednoznacznie zdruzgotany zagladą Żydów w czasie wojny. Jego antysemityzm okazał się wiec nieprzemyślanym epizodem wynikającym jak u wszystkich z ignorancji.

  • bafloski

    Oceniono 16 razy 8

    .. pełno tu antysemickiego hejtu dupków, co filmu nie widziało. Szukalski w filmie mówi, że zniszczyli go Polacy najbardziej podły i zawistny naród świata..

  • rozterka47

    Oceniono 16 razy 8

    Poglądy antysemickie miały pewnie związek z jego zaburzeniami psychicznymi, może spiskową teorią świata, moze po wojnie nie ukrywał poglądów , może wojna je po prostu zmieniła.
    Talent rzeczywiście nieprzeciętny , rzeźby są niesamowite , artysta na pewno wart zapamiętania . Szkoda , że dorobek przepadł .

  • partia_niewidzialnych

    Oceniono 5 razy 5

    Jest w tym coś, co w sztuce zdarza się rzadko; sięgnięcie przez zmysły bezpośrednio do tego, co w człowieku prawdziwe. Wydaje się proste, ale dostępne jest wyłącznie dla najwybitniejszych.

  • serenita123

    Oceniono 5 razy 5

    każdy, kogo pochłania jego własna pasja - wykracza poza ramy normalności, czyli przeciętności.
    I w zależności od rodzaju pasji mamy do czynienia z nawiedzonymi artystami w różnych dziedzinach życia.
    Część z nich, większość chyba, realizuje swoje pasje poprzez boskie tworzenia, a część, niestety, poprzez szaleńczą destrukcję.
    Spójrzcie nanp. Kaczyńskich: Ted, Lech, Jarosław...
    Pełna gama

  • konigin

    Oceniono 11 razy 5

    No patrzajcie narody, Polak, którego sam Leonardo Wilhelm DiCaprio nazywał "przyszywanym" dziadkiem", fiu, fiu...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX